dzieciaki

do czego służą weekendy

Mimo, że już niemłoda jestem, wciąż jeszcze zdarza mi się popełniać weekendowy błąd frajerski. Polega on na tym, że na te dwa, dziwnie krótsze od pozostałych dni, naplanuje człowiek tyle, że w połowie soboty marzy o poniedziałku. Ja już od środy na większość pytań oraz zaprzątających moją głowę myśli odpowiadam (sama sobie i najbliższym) – “w weekend”. “Kiedy pójdziemy na rolki?” – “w weekend”. “Mamo, a czy możemy iść teraz na lody?” – “nie teraz, kochanie, pójdziemy w weekend”. Kiedy odwiedzić babcię, umyć podłogi, wysprzątać łazienkę, pochować zimowe kurtki, spotkać się ze znajomymi, iść na zakupy, wysprzątać i obsadzić balkon? – Jasne, że w weekend! Kiedy więc wstanę (później niż zazwyczaj, bo przecież jest weekend), zjem śniadanie (nieśpiesznie  – wiadomo) i w okolicach dziesiątej, wciąż w piżamie, próbuję ogarnąć umysłem, jak spędzimy ten wyczekiwany od poniedziałku czas, wychodzi mi, że weekend powinien mieć ze cztery dni co najmniej, żeby zrealizować wszystkie plany. I wiecie co? Zdarza mi się naprawdę łapać stresa z tego powodu, niejeden sobotni poranek spędziłam spięta i podminowana od tego chaosu w głowie, który powstaje, kiedy część mnie chciałaby się rzucić w wir porządków i nadrabiania domowych zaległości, a druga czuje, że nie po to zostały stworzone te dni, kiedy jesteśmy wszyscy razem. To może się wydawać banalne, ale ten temat zaprząta mi głowę od lat – jak podzielić dwa dni między obowiązki i przyjemności, żeby było optymalnie, zdrowo, miło i produktywnie jednocześnie? Obowiązek rekreacji nieraz ciążył mi, bo czułam, że nie mam ani chwili, żeby odzyskać kontrolę nad różnymi sprawami, na które brakuje czasu i siły w dni robocze. Czułam się jak stary zgred i ostatnia nudziara, kiedy jako jedyna w domu, między kina, wycieczki i inne uciechy próbowałam wpleść porządki w szafach czy segregację starych gazet. Niejedna frustrująca wymiana zdań się między nami na ten temat odbyła, zanim uzmysłowiłam lekkoduchowi, że nie da się w weekendy li tylko obijać i rozrywać. W toku rodzinnych negocjacji przestałam być wreszcie wyzywana od faszystek i tyranów, bo i takie epitety pojawiały się, zanim wypracowaliśmy konsensus.

Oczywiście ostatnią rzeczą, jaką bym chciała, żeby moje córki zapamiętały z dzieciństwa są soboty i niedziele przesiedziane w domu, widok matki ze szmatą i ojca z odkurzaczem. Wiem też, że jeśli poddałabym się idealistycznym wizjom mojego małżonka, jakoby weekendy służyły wyłącznie relaksowi, kolejny tydzień rozpocznę nerwowo, a lista spraw do ogarnięcia będzie się tylko wydłużać. Nie urządza mnie też taka sytuacja, w której ojciec i dzieci idą na huśtawki, a matka chwyta za mopa, o nie, nie dałam się w to wrobić. Od kilku tygodni, kiedy już weekendy weszły na wiosenne tory, służy nam taka organizacja czasu: sobotnie przedpołudnia spędzamy zazwyczaj w domu, popołudnie i większość niedzieli jest na wyjścia, spotkania i przyjemności. Dodatkowo, do weekendu przygotowujemy się – zakupy robimy w piątki, planujemy obiady, ja staram się hamować w swoich zapędach przerzucania wszystkich spraw na te dni, uzgadniamy razem, ile jesteśmy w stanie zrobić, a co musi poczekać. Ten układ daje nam czas, żeby spokojnie i powoli zacząć dzień, pognić dłużej w łóżku, poszwendać się w piżamach, odcelebrować fajne śniadanie, zagadując się przy nim tak, jak tylko w weekendy można. Później jest czas na sobotnie sprzątanie – wystarczy, żeby nadrobić to, na co wieczorami w tygodniu nie mamy już siły, a czasem i jakąś misję specjalną (w stylu mycia okien czy prania ozdobnych poduszek i dywaników). Kiedy koło południa Hanka odpada na drzemkę, mamy jeszcze dwie godziny, żeby zrobić obiad i wyszykować się do wyjścia. Gdy wstaje, torbę mam spakowaną, wygląd nadający się do ludzi, a jedzenie już czeka na stole, więc szybko jemy, ubieramy się i z czystym sumieniem włączamy tryb rozrywkowy – place zabaw, spacery, rowery, rolki, lody w gronie własnym lub w towarzystwie innych dzieciatych ekip. Maluchy mogą wreszcie wybiegać się jak dzikie, nie poganiane do lekcji czy na kolację. I ja wtedy wchodzę w to na pełnym luzie i z największą frajdą. Niewdzięczna jest rola domowego zgreda, który jako jedyny tworzy plany i listy obowiązków, dlatego cieszę się, że już nie muszę o nie walczyć, a duży chłopiec, który lubi jeździć na rolkach i hulajnodze, wreszcie bez szemrania zaczyna weekend od rundy ze szmatą. Pozwólcie, że przypowieść zilustruję relacją z tej drugiej, bardziej fotogenicznej części soboty 😉

9

2

3

5

7

8

4

10

11

13

14

16

17

18

19

21

22

20

23

24

25

27

31

33

34

35

32

Nasza nowa spacerówka Greentom dostała zestaw uzupełniających akcesoriów Elodie Details z bubulinka.pl, które idealnie do niego pasują i fajnie ożywiają szary pojazd. Elodie to jedna z moich ulubionych wzorniczo marek akcesoriów dla dzieci, bubulinka oferuje ich szeroki wybór.

wkładka do wózka Bedouin Stories

Elodie Details

smoczki Feather Love

królik Lovely Lily

Uwaga! Jeszcze dziś na Instagramie pojawi się konkurs, w którym do wygrania będą akcesoria Elodie Details – zaglądajcie na mój profil.

Hanka :

kurtka, szalik, buty – Zara

spodnie – Reserved

czapka – Scandikids

Zośka:

softshell – Lidl 😉

rolki, kask, ochraniacze – Oxelo