Ciasteczka

czekoladowe gwiazdy, najlepsze praliny i przedświąteczne smutki

Bardzo chciałam napisać coś wesołego. Coś równie uroczego jak te zdjęcia świątecznych słodyczy – czekoladowych gwiazdek z kolorową posypką, na pastelowych patyczkach, które z takim apetytem zajadały moje radosne córeczki. Coś tak słodkiego jak te praliny – najlepsze, jakie kiedykolwiek zrobiłam. Jestem z nich naprawdę dumna i tak cieszyłam się, że będę mogła je Wam pokazać, ćwierkając wesoło o błogości i cudowności rodzinnych Świąt. I o tym, jak smak czekolady jest dla mnie nieodłącznie świąteczny, tuż obok  pierników i makowca. Bardzo chciałam, ale mi nie wyszło.

Że nie wyjdzie czułam już od wczoraj, kiedy zajrzałam w kalendarz i kiedy na drobne kawałeczki, niczym bombka spadająca z choinki, rozpadł się mój entuzjazm. Maskowałam nim obawy, zagłuszałam tęsknotę, pudrowałam smutek. Dziś jest trzeci dzień grudnia, dziś urodziny miałby mój dziadek i ja w związku z tym nie potrafię ćwierkać o pralinach, ja od wczorajszego wieczora siedzę i ryczę. Nie umiałam o tym dotychczas napisać, ale rok temu w Wigilię widziałam go po raz ostatni. Odwiedziłam go w szpitalu z opłatkiem, na krótko, bo kilkutygodniowa Hania wisiała mi wciąż przy piersi. Odchodząc i przełykając łzy powiedziałam wtedy “będzie nam Ciebie brakować, dziadziuś”, nie mając pojęcia, że będą to moje ostatnie do niego słowa, sądząc, że mówię to o Świętach, a nie o reszcie życia. To były pierwsze Święta bez dziadka Gienia. Bez kupowania przez niego zbyt wielu karpi na rynku, bez jego szklistych oczu i mocnego uścisku podczas dzielenia się opłatkiem.  Puste krzesło na szczycie stołu, na którym zawsze siedział, kłuło w oczy i nie pozwalało na pełnię świątecznej radości. Ale miał zaraz wrócić do domu. Nie wrócił.

Był obok zawsze, mieszkaliśmy razem całe życie. Nosił mnie na rękach, zabawiał, śpiewał kołysanki, zabierał na długie spacery, podczas których uczył mnie nazw wszystkich drzew i kwiatów. Wiele od niego w życiu dostałam – opowieści o biedzie na przedwojennej wsi, o robotach w Niemczech, anegdoty i kawały, od dwóch dekad te same, mnóstwo banknotów darowanych w białych kopertach przy każdej okazji, dużo miłości i dobrych słów. Był ze mnie bardzo dumny, chwalił mnie zawsze za każde osiągnięcie. Jak nikt cieszył się z mojej zdanej na szóstki matury, z moich egzaminów na studiach, z mojej znajomości angielskiego, z pierwszej pracy, z kulinarnych umiejętności, z moich ciąż i dzieci. Zawsze pracowity i pomocny, chciał czuć się potrzebny, więc pomagał w domu, jak mógł, z prasowaniem i kiszeniem ogórków na zimę włącznie. Nie znałam nigdy nikogo o tak czystym sercu, o takiej dobroci, życiowej pokorze i łagodności. Był szczęśliwym, prawie do końca sprawnym starszym panem, wdzięcznym losowi za to, jak potoczyło się jego życie, za dom i rodzinę, dla każdego uśmiechniętym i serdecznym, trochę niezdarnym, lekko wycofanym.

Myślę o nim codziennie. Kiedy jestem u rodziców, wydaje mi się, że słyszę, jak szura kapciami w przedpokoju. Czekam aż wejdzie do nas, słyszę, jak śmieje się z Hanki tańczącej na środku pokoju, w głowie brzmią mi słowa, które by wypowiedział. Jakbyśmy pogadali o polityce, o dzieciach i o pogodzie. Nie wchodzi, nie szura, nie śmieje się, jest za to pustka nie do zapełnienia. Dziś dziadek Gienio miałby 93 lata. Zostawił po sobie pusty pokój z fotelem, na którym siedział, gdy układał pasjanse i z szafę z ubraniami, które jeszcze nim pachną, a których nikt nie ma odwagi się pozbyć, dwie córki, czworo wnucząt i sześcioro prawnucząt. Tęsknimy za nim tak bardzo, że gdyby wiedział, czułby się skrępowany. Byłoby mu przykro, że przez niego płaczę od wczorajszego wieczora. Pozbieram więc te drobne kawałeczki  entuzjazmu do kupy. Dziadek Gienio uwielbiał Święta i moje wypieki.

35

32

33

34  36  38

2

3

4

 

6

8  10

11

12

13

14

świecznik sarenka – Livebeautifully

zawieszka myszka aniołek – Ahojhome

miętowa taca – Ahojhome

serwetki świąteczne – Ahojhome

Czekoladowe gwiazdy brownie na patyku

(ok. 1o sztuk)

Składniki:

  • 6 jajek
  • szklanka cukru
  • 100 g mąki
  • 200 g gorzkiej czekolady
  • kostka masła

do polania: 1 tabliczka czekolady + kolorowe posypki

papierowe słomki do nabicia

Przygotowanie:

  • czekoladę połamać na kosteczki, masło na mniejsze kawałki i umieścić je razem w rondlu w kąpieli wodnej (postawić na gazie większy garnek z niewielką ilością wody, a na nim ten z czekoladą i masłem) – rozpuścić i wymieszać, ostudzić
  • jajka ubić z cukrem do białości, gdy czekolada z masłem nieco ostygną – wlać je do jajek, zmiksować, na koniec wsypać powoli przesianą mąkę
  • ciasto wylać na blachę (u mnie prostokąt 35 x 25), uprzednio wysmarowaną cieniusieńko masłem i oprószoną kakao i piec w temp. 180 st. przez ok. 20 -25 minut (uwaga! brownie zazwyczaj nie piecze się do suchego patyczka, gdyż jego cudowną zaletą jest wilgoć i lekko klejąca konsystencja, tu jednak zalecam podpiec mocniej, żeby udało się wykroić regularne kształty)
  • po upieczeniu wystudzić całkowicie, najlepiej przez noc w następujący sposób: gdy tylko trochę przestygnie (po ok. pół godzinie) na wierzch położyć deskę lub tacę o powierzchni większej od blachy i jednym zgrabnym ruchem obrócić blachę z deską do góry nogami (tzn. deska ma być na dole, a na niej, wierzchem do góry – blacha) – w ten sposób ciasto podczas stygnięcia wyrówna się, nie będzie mieć żadnych dołków ani muld 😉
  • gdy ciasto ostygnie, wykrawać z niego gwiazdy foremką do ciasteczek, jedną przy drugiej i malować pędzelkiem rozpuszczoną w kąpieli wodnej czekoladą, udekorować wedle uznania (swoich dzieci ;))

Uwaga, uwaga! Resztek ciasta pozostałych po wykrawaniu nie zjadamy, nie wyrzucamy, tylko wsypujemy do miski i kulamy z nich najpyszniejsze praliny na świecie! Znacie smak czekoladek Pierrot i Bajecznych z mieszanki wedlowskiej, prawda? Te praliny właśnie tak smakują! Są genialne, mają gładką, ale zwartą konsystencję i po prostu powalają pysznością (przetestowane na rodzinie).

Najpyszniejsze praliny na świecie (o smaku czekoladek Pierrot)

Składniki:

  • resztka ciasta pozostałego po wykrawaniu gwiazd (myślę, że to między 1/3 a 1/2 blachy, wychodzi z tego ok. 20 pralinek – możesz zrobić je z całej blachy ciasta – na ok. 50 sztuk użyj ok. 2 – 2,5 razy więcej pozostałych składników)
  • tabliczka gorzkiej czekolady
  • 2-3 łyżki masła orzechowego (nie bójcie się go, nawet jeśli nie jesteście wielkimi fanami, jego smak jest tu ledwo wyczuwalny i zajadał się nimi z apetytem mój nie lubiący masła orzechowego mąż)

lub (jeśli wolisz smak truflowy, z nutą alkoholu)

  • łyżka oleju kokosowego
  • 2 łyżki wódki, whisky lub rumu

Przygotowanie:

Ciasto pokruszyć na drobne kawałki, wlać do niego rozpuszczoną, przestudzoną czekoladę, dodać masło orzechowe (lub olej kokosowy z alkoholem) i zblendować wszystko na gładką masę (jeśli używasz blendera ręcznego, najpierw wymieszaj wszystko dokładnie, można połączyć składniki ręką, a dopiero później zblenduj dla nadania gładkości). Masę należy schłodzić w lodówce (co najmniej przez godzinę), a potem formować z niej zgrabne kuleczki. Praliny można obtaczać w kakao lub drobniutko posiekanych orzeszkach (ziemnych, laskowych, migdałach). Uwaga! widoczne na zdjęciu białe praliny obtaczałam w cukrze pudrze, który wygląda efektownie tylko przez kilka godzin, później wilgotnieje. Jeśli zależy Ci na białych, obtocz je w cukrze tuż przed podaniem, te przeznaczone na prezent lub na później obtaczaj w czymś innym.

Muszę również uprzedzić, że są niebezpieczne – wciągają okrutnie.