rodzinnie

co jest najfajniejsze w dzieciństwie (oraz jaką mamą jestem latem)

Zaczęło się. To, co najlepsze w roku. To, co najlepsze w życiu, w dzieciństwie absolutnie bezkonkurencyjne po prostu. Jeszcze oficjalnie nie pyknęło w kalendarzu, ale już wisi w powietrzu, pachnie plażą, łąką i ciepłymi nocami. Smakuje już lodami, truskawkami i rybą w nadmorskiej smażalni. Lato – suma wszystkiego, co najfajniejsze. Najpiękniejszy na świecie zestaw małych szczęść. Ten czas, kiedy doświadcza się więcej i czuje bardziej. Kiedy witamina D oraz endorfiny rozsadzają głowę i człowiek upija się tym dobrem, niezależnie od tego, ile ma lat.

Moje dzieci na przykład – lat niespełna pięć oraz prawie dziesięć – są jak te zające pijane już trzeci tydzień. Bo szorty i sukienki, japonki, sandały, bo hulajnogi po szkole i lody po przedszkolu. Bo chodzenie spać dopiero jak się ściemnia, czyli zdecydowanie za późno. A ja nie mam serca tego ukrócić. Nie mam i nie zamierzam. W głębokim poważaniu mam wszelkie teorie i zalecenia. To jest ten czas, kiedy nie mam ambicji być superpoważnym rodzicem. Konsekwentnym do znudzenia i ostrożnym do porzygu. Mam w torebce butelkę wody, krem z filtrem, spray na kleszcze oraz paczkę plastrów i to jest cały mój rozsądek na lato. Bo latem znoszę limity spożycia lodów i godzin snu na dobę. Latem patrzę, jak szaleją po podwórkach i placach, gapię się na te ich szerokie uśmiechy, rozwiane włosy, posiniaczone kolana i czuję się jak matka roku, choć tak niewiele zrobiłam. Po prostu pozwalam, zabieram, zawożę, wychodzę, daję dychę na lody i buzi na drogę. I wymiękam ze wzruszenia, kiedy widzę ten ogrom szczęścia. Do wakacji jeszcze chwila, a ja już zdążyłam sobie przypomnieć, co jest najfajniejsze w dzieciństwie.

Że można kopać doły w piachu i robić gwiazdy na trawniku. Zbierać muszelki, bursztyny i patyki. Natknąć się zupełnym przypadkiem na rezerwat czapli i podglądać je w zdziwieniu przez krzaki. Wyjść z plaży tuż przed burzą i trafić na wąsatego pana w meleksie, który zawiezie całą bandę pod same drzwi, za tyle drobnych, ile zdołali wygrzebać po kieszeniach. Można jeść na dworze śniadanie, obiad i kolację. I jeszcze kanapki na plaży, najlepsze, bo z piachem i rozpuszczonym masłem. Huśtać się, dopóki nie zakręci się w głowie, biegać do utraty tchu, nie schodzić z hulajnogi przez trzy godziny z rzędu. Zaplatać wianki, robić bukiety, pisać po piasku, puszczać łódki i latawce. Nauczyć się czytać z mapy i pływać kraulem. Poznawać wciąż nowe miejsca, bliskie i dalekie. Wyjeżdżać nad morze z ciocią i wujkiem, z ulubionym kumplem i razem z nim konie kraść. Dziwić się wszystkim i cieszyć z każdej małej rzeczy.

Do wakacji jeszcze chwila, a ja już zdążyłam sobie przypomnieć, co jest najfajniejsze w dzieciństwie. Oraz jaką mamą jestem latem. Dającą dychę na lody, buzi na drogę i najlepsze wspomnienia.

na plaży
zabawa w piasku
plaża Sztutowo
plaża w Sztutowie
nad Bałtykiem
Sztutowo
Sztutowo
nadmorski deptak
Leśna 7 Sztutowo
domki Sztutowo
domki nad morzem
apartament nad morzem
dom do wynajęcia nad morzem
Sztutowo Leśna
domki nad Bałtykiem

To, co najfajniejsze w dzieciństwie, oraz jaką mamą jestem latem, przypomniałam sobie najdobitniej w ubiegły weekend. Spędziliśmy go w dwie rodziny w nadmorskim Sztutowie, nieopodal pachnącego lasu i szerokiej plaży, w parku krajobrazowym “Mierzeja Wiślana”. W pięknych okolicznościach przyrody i komfortowych domkach – w kameralnym kompleksie Leśna 7. Mieliśmy niewątpliwą frajdę odsapnąć trochę od stresów minionych tygodni w przyjemnym, piętrowym apartamencie na terenie zamkniętego, zadbanego ośrodka, w którym znajduje się pięć dużych domów. Każdy z nich podzielony jest na cztery niezależne (4-5-cio osobowe) apartamenty, dające z jednej strony prywatność, z drugiej – możliwość wyjazdu z rodziną czy znajomymi i bycie blisko siebie, jednak niekoniecznie non stop na kupie 😉 Leśna 7 jest usytuowana w cichej okolicy, przez płot z pięknym lasem (to ten z rezerwatem czapli!), za którym znajduje się malownicza, szeroka plaża. Zostały jeszcze ostatnie miejsca na sezon, możecie zaklepać je sobie tutaj. Serdecznie Wam polecam to miejsce!

Previous Post Next Post

You Might Also Like

5 komentarzy

  • Avatar
    Reply Ania 10 czerwca 2019 at 00:11

    Mam rodzinę w Sztutowie to tam spędzałam co roku wakacje jako kilku letnie dziecko z babcią,tam poznałam pierwszą historię Polski,tam piłam ciepłe mleko prosto od osobiście dojonej przez siebie krowy ,tam huśtałam się na hamaku i zachwycałam malwami oraz jadłam najpyszniejsze lody na świecie z lokalnej lodziarni😍 Z wiekiem miałam swoje pierwsze pocałunki w życiu i zwycięstwo w miss mokrego podkoszulka(mając 15 lat😂)😍Jak zobaczyłam, że tam jesteście to aż mnie w sercu zabolało,że to było i nie wróci więcej😢

  • Avatar
    Reply Adriana S. 11 czerwca 2019 at 07:29

    Dzięki za ten tekst, masz 100% racji. Niech biegają te dzieciaki, kopią i jeżdżą na hulajnogach.
    Przypomniałaś mi, że te małe szczęścia tak się liczą.
    Będę mogła sobie o tym przypomnieć, kiedy nie bardzo będzie mi się chciało z 2-latką iść na plac zabaw, kiedy na dworze 30 stopni. Przecież to nie jest taki znowu wysiłek, a radość z zepsucia kolejnej babki, zrobionej przez mamę, jest bezcenna 😀

  • Avatar
    Reply Maja 11 czerwca 2019 at 23:05

    Cudownie powiedziane 🙂 chce się wraz z tym słońcem dać dzieciom więcej od życia. Pozdrowienia! My akurat wybieramy się niedaleko, do Krynicy – lody i późne chodzenie spać obowiązkowo:)

  • Avatar
    Reply Szyciownik 12 czerwca 2019 at 11:38

    Cześć,
    W dzieciństwie niepotrzeba było nawet plaży. Wystarczyło cokolwiek, naprawdę, kawałek zieleni, drzewo, polna droga, kałuża 😀 ograniczała nas tylko wyobraźnia.
    Pozdrawiam,
    Kasia

  • Avatar
    Reply AGA 13 czerwca 2019 at 14:30

    A my w tamten weekend byliśmy niedaleko bo w Jantarze. Jeśli kiedyś jeszcze będziesz w okolicy i znudzi ci się smażona ryba to polecam restaurację Mały Holender z kuchnią Żuław. Na trasie pomiędzy Sztutowem a Nowym Dworem. Pyszne jedzenie w klimatycznym domu podcieniowym z XVIII w.

  • Leave a Reply