dzieciaki

brudny interes

Ścierkę ostatnio trzymam częściej niż męża za rękę. Mop to mój najlepszy przyjaciel. Nigdy w życiu nie jeździłam tyle na szmacie, co ostatnio. Serio, to mój ulubiony sport od pewnego czasu. Czy stałam się bardziej pedantyczna? Bynajmniej. W jadalni po prostu zasiadł gość, który w nosie ma wszelkie normy i konwenanse. Żarcie fruwa nam po kuchni jak w durnej komedii. Próba trafienia jej do ust łyżeczką bez napotkania na wierzgające rączki przypomina komputerową grę zręcznościową, w której musisz uniknąć kół zębatych. Grywalizacja posiłków to także celowanie w otwór gębowy skaczącego w krzesełku niemowlaka oraz sztuka uników – tak, by przechodzić cały dzień w tym samym ubraniu i nie wyglądać jak obraz Jacksona Pollocka.

Rozszerzanie diety początkowo wydawało mi się początkiem fascynującej przygody – to wzruszające, że moje dziecko jest już takie duże! O, jak wcina marcheweczkę – uroczo! A jak się słodko kwasi po pierwszym jabłuszku, no boki zrywać. Ale pięknie zjadła pierwszą kaszkę, ach! Bardzo szybko te wzruszenia ustąpiły miejsca rozpaczy – mniej więcej w momencie, gdy Hanutek zaczął pakować sobie łapki do buzi, by później rozsmarowywać swoje posiłki na ciele. Rozsmarowuje precyzyjnie – od czubka głowy aż po słodkie, małe paluszki. Wydaje z siebie dźwięki niczym samochodzik, rozbryzgując kaszki po otoczeniu, pokrywając wszystko w promieniu metra jak najlepszy aerograf. Dużo schyla się i patrzy w dół z pełną paszczą, a wtedy jedzonko kapie jej na kolanka. Do jedzenia już zasiada prawie goła – portki i skarpety na ten czas ściągam, a i tak pralka chodzi non stop. Szoruję dziecko od stóp do głów cztery razy dziennie. Szoruję też krzesełko, stół, podłogę, uwalane mam pół kuchni i łazienki. Rozszerzanie diety to jest jednak brudny interes, cholera.

Czas na wszystko inne mi się nagle skurczył, bo pół dnia mi schodzi na przygotowaniu jedzenia, karmieniu i sprzątaniu. Zaczęłam nawet rozważać podawanie jej pokarmów dożylnie, ale…kurczę, jak jej to smakuje! Stęka i wyrywa się do tych miseczek, otwiera pyszczek jak mały ptaszek, znika wszystko, co jej podam i więcej – rzuca się też na nasze posiłki, żebrząc o okruszki, łyki i gryzy. A wy wiecie, jak to działa, prawda? Matczyne serce rośnie i choć czuję się fatalnie latając z tą szmatą non stop, to muszę przyznać, że misja to wielce satysfakcjonująca. Zobaczyć, jak znika w brzuchu miska zupki – bezcenne. Mój Jackson Pollock najsłodszy!

6

 

3-horz

10-horz

8

9

12

gfjk

16

17

23

19-horz

24-horz

28-horz

mh,j

31

35

34

36

32

37

39

40

W mailach i komentarzach prosiłyście mnie o wpis na temat rozszerzania diety Hani wraz z propozycjami posiłków – oto on! Weźcie proszę pod uwagę, że nie są to żadne oficjalnie zalecenia żywieniowe, a jedynie opis naszych praktyk w tym zakresie.

Dieta Hanki

Ogólne uwagi:

  • generalnie w dużym stopniu nieświadomie stosujemy się do aktualnego schematu żywienia niemowląt – natknęłam się na niego szukając dla Was jakiejś ściągi i okazuje się, że odzwierciedla on większość naszych nawyków
  • bardzo cenię metodę BLW i wiele jej założeń jest mi bliskich, jednak ponad wszystko stawiam zdrowy rozsądek. oznacza to, że zamierzam stosować metodę łączoną – część pokarmów podawać w postaci papki, część do ręki. Na co dzień nie zawsze mam warunki, czas i ochotę na cały ten bajzel z samodzielnym jedzeniem, ale niemal codziennie daję Hani coś do ręki. Przyznaję, że jeszcze się boję, bo czasem się krztusi, nie mogłam też od tego zacząć, bo zaczęłam rozszerzać jej dietę, kiedy jeszcze nie siedziała. Dotychczas próbowałam dawać jej: ugotowaną marchewkę, brokuł, szparagi, ziemniak, chrupki kukurydziane, ryż, banana, rabarbar.
  • Hania jest karmiona piersią, wyłącznie moim mlekiem odżywiała się do 5-go miesiąca. Zauważyłam wtedy jej ciekawość i gotowość do rozszerzenia diety (objawiającą się choćby obecnością dwóch zębów w paszczy).
  • pierwsze porcje jedzenia Hanka dostawała w sposób dość chaotyczny i przypadkowy – nie było ustalonych pór ani harmonogramu, po prostu co 2-3 dni dodawałam jej kolejny składnik.
  • zaczynałyśmy od ugotowanej i zmiksowanej marchewki, kolejne były jabłka i gruszki, później zaczęły się 2-3 składnikowe zupki (marchew + ziemniak + pietruszka, do których z czasem zaczęłam dodawać odrobinę oleju z oliwek lub lnianego oraz/lub żółtko, a następnie mięso i kaszę jaglaną/ryż) i kaszki.
  • po 2-3 tygodniach doszłyśmy w ten sposób do 3 posiłków dziennie w malutkich jeszcze dawkach: przed południem kaszka, wczesnym popołudniem – zupka, w późnym owoce na podwieczorek. Między posiłkami pierś na żądanie.
  • zaczynałam od kremów zmiksowanych na gładko, z czasem używam blendera coraz krócej, pozostawiając coraz większe cząstki warzyw w zupce
  • do picia podaję tylko wodę i własne mleko, żadnych soków (choć wiem, że te przecierowe są spoko, ale jako posiłek, a nie do popijania)
  • mimo, że zgodnie ze schematem w 7 miesiącu można już karmić kaszkami glutenowymi, ja staram się odwlec moment wprowadzania glutenu do diety najbardziej jak się da – sporo jest kontrowersji wokół tego składnika i znów, chcąc zachować złoty środek dam dziecku chleb i ciasteczka, ale poczekam aż jej układ pokarmowy jeszcze dojrzeje
  • staram się przygotowywać jej kaszki i kleiki sama, bo te proszki z paczki są jednak mocno przetworzone, ale znów – to jest jakiś wariant idealny, w praktyce karmię ją także kleikiem błyskawicznym (naturalnym, kaszek smakowych nie daję i nie dam – są słodzone i aromatyzowane) czy płatkami jaglanymi
  • to samo z owocami – sama sporo miksuję i przecieram, ale korzystam też ze słoiczkowych
  • totalnie mnie jednak odrzuca od słoikowych zupek, mam w szafce jakiś jeden rosołek na czarną godzinę czy jakieś nagłe wyjście, ale na co dzień gotuję sama (raz na 2-3 dni)
  • zupki przygotowuję na parze w urządzeniu Beaba Babycook – dokładne przepisy i recenzję tego produktu przedstawię w osobnym poście (powiem tylko, że to szybki i fajny sposób, no i więcej składników odżywczych zostaje w jedzeniu gotowanym na parze)
  • na obiad nie zawsze jest zupa, czasem daję Hani odrobinę naszego jedzenia,  jeśli się do tego nadaje np. rozgnieciony kawałek pieczonego łososia, ziemniak, brokuły lub szparagi, trochę ryżu, marchewki z zupy itp.

Dzienny jadłospis

1. Rano:

  • po przebudzeniu: mleko z piersi
  • po pierwszej drzemce: kleik ryżowy na mleku modyfikowanym z owocami lub płatki jaglane na mleku modyfikowanym z owocami

Kleik ryżowy – błyskawiczny lub domowy: pół torebki ryżu gotuję w 200 ml mleka modyfikowanego, w razie potrzeby, gdy wypije całe mleko, dolewam wody tyle razy ile trzeba, żeby był miękki i kleisty. W połowie gotowania dodaję 1 pokrojone w kostkę jabłko i 1/4 łyżeczki cynamonu, po ugotowaniu blenduję odrobinę (wychodzą dwie porcje, przechowuję w lodówce na kolejny dzień, odgrzewam z odrobiną wody).

Owoce: przecier owocowy ze słoiczka lub starte na szklanej tarce do przecierów jabłko lub/i gruszka, zmiksowane blenderem mango lub banan (zmiksowany blenderem ręcznym albo rozgnieciony widelcem) – osobno lub w dowolnych kombinacjach. Wszystkie owoce (banan też) powinny być dokładnie wyszorowane.

Do popicia: woda – nauka picia z niekapka idzie nam powoli, przy każdym posiłku próbuję podawać ją w ten sposób, a gdy Hanka nie pije, podaję bezpośrednio z kubeczka lub łyżeczką

2. Po południu :

Zupa – propozycje zupek dla 6-7 miesięcznego dziecka (w drugim miesiącu po rozpoczęciu rozszerzania diety)

(2-3 porcje, resztę trzymam na kolejne dni lub mrożę)

Zupka 1

  • kawałek filetu z indyka
  • mrożonka: brokuł, kalafior, marchewka – pół opakowania
  • 2-3 łyżki kaszy jaglanej
  • łyżeczka masła
  • koperek

Zupka 2

  • marchewka
  • dynia (mrożona)
  • pietruszka
  • pół torebki ryżu
  • żółtko
  • łyżeczka oliwy z oliwek
  • zioła do smaku

Zupka 3

  • mięso z kurczaka (najlepiej kawałek udka z wolnego chowu)
  • marchew
  • pietruszka
  • seler
  • pół torebki ryżu
  • ziele angielskie, lubczyk do smaku

Późne popołudnie – podwieczorek:

Propozycje (osobno lub 2 np. jogurt + owoce, owoce + chrupki):

  • owoce – przecier
  • 2-3 chrupki kukurydziane
  • kilka łyżeczek jogurtu naturalnego (bez żelatyny i mleka w proszku)
  • odrobina twarożku naturalnego
  • pudding jaglany – miksuję dokładnie ok. 1/3 szkl. ugotowanej kaszy jaglanej, 120 ml mleka modyfikowanego i pół banana

Przed snem- kolacja:

(podaję ją w formie stałej, ponieważ Hanka aktualnie odmawia picia mleka modyfikowanego z butelki) + mleko z piersi

  • kaszka czysta (bez owoców) – kleik ryżowy / płatki jaglane

Uwaga!

Kleiki ryżowe i banany zatwardzają, nie podaję ich zatem więcej niż raz dziennie, poza tym kaszki, kleiki, puddingi podaję naprzemiennie, max. 2 dziennie. (np. śniadanie – ryżowa, podwieczorek – pudding jaglany lub śniadanie – płatki jaglane, kolacja – kleik ryżowy)

krzesełko do karmienia – Stokke Tripp Trapp (Aqua Blue)

miseczka i łyżeczka – Beaba

kubek niekapek – Suavinex

śliniak – Elodie Details