Slajd1
moda

Jak stworzyć capsule wardrobe – poradnik wyprzedażowy

Życie po trzydziestce to jest jednak inna jakość. Nie obejrzy się człowiek, jak z nieopierzonego podlotka zamienia się w kobietę stateczną. Zasypia w połowie filmów, ma salon pełen roślin doniczkowych, w piątki już nie epickie melanże planuje na weekend, a pożywne obiady. Doświadczony jest i wie, że dziesięć godzin snu daje więcej frajdy niż dziesięć szotów. Człowiek po trzydziestce bywa też bardziej zmęczony życiem – bo bardziej dzieciaty, zapracowany, zakredytowany, uwikłany w sieci obowiązków i powinności. Wypracowuje sobie więc rozliczne strategie ułatwiania życia: nosi czapki zamiast umyć głowę, do perfekcji opanowuje sztukę strzepywania prania tak, by nie trzeba było prasować, z jednej pieczeni ma trzy różne obiady. Zna siebie bardzo dobrze, przewiduje przenikliwiej, zatem: filmy odpala już w łóżku, piecze od razu dwa kilo mięsa, kupuje bardzo ładne czapki oraz odzież z gatunku niegniotliwej.

I ja, jako rasowa kobieta stateczna, wypracowałam sobie rozliczne strategie, ułatwiające mi moje życie (po trzydziestce już bardzo mocno wszak). Tą, z której jestem znacznie bardziej dumna niż z zakładania czapki na nieświeże włosy, jest sposób, w jaki od jakiegoś czasu dokonuję zakupów odzieżowych. Nie jest to bynajmniej żadna autorska koncepcja, nie odkryję tu Ameryki ani nie stanę się gwiazdą na miarę tej, co wymyśliła, że sprzątanie to magia. Jeśli więc nie olśnię kogoś tym wpisem, to może chociaż przypomnę o idei capsule wardrobe. Może uratuję czyjąś premię od przepuszczenia na fatałaszki z wyprzedaży we wszystkich kolorach tęczy, z których większość przestanie być modna już w marcu. Może uda mi się otworzyć komuś oczy na to, że życie może prostsze, a dni robocze nie muszą zaczynać się od nerwowych prób dopasowania bluzki do marynarki ani przepakowywania dobytku do innej torebki.

To już oczywiście, co kto lubi, z pewnością jest wiele kobiet, którym te codzienne wybory konfekcyjne sprawiają dużo frajdy. Zakładam jednak, że może być nas więcej – babek, które mają inne sprawy na głowie niż zastanawianie się, co na grzbiet nałożyć. Matek, którym do szczęścia wystarczy konieczność ciągłego dokupowania odzieży dziecięcej  w coraz to większych rozmiarach. Wreszcie – właścicielek szaf zwyczajnych w niewielkich mieszkaniach, a nie przestronnych, klimatyzowanych pokoi dla szpilek i torebek. Jeśli więc jesteś którąś z wyżej wymienionych i jednocześnie lubisz wyglądać przynajmniej schludnie, a być może nawet i gustownie – uderzaj w capsule wardrobe jak w dym. Uderzaj szczególnie teraz, gdy wyprzedaże, bo dzięki obniżkom możesz szybciej wcielić w życie tę ideę albo po prostu wcielić ją inwestując w rzeczy jakościowo lepsze, a zatem zwykle – na dłużej.

Garderoba kapsułkowa to bowiem nic innego, jak szafa sprytna i uniwersalna, wolna od mód, na wskroś praktyczna, bardzo ułatwiająca życie poprzez ograniczenie codziennych dylematów oraz zakupów. To idea posiadania niewielkiej liczby (lepszych gatunkowo) ubrań i dodatków, które ze sobą doskonale współgrają, dając możliwość tworzenia wielu zestawów na różne okazje. Na potrzeby tego ćwiczenia prezentuję Wam moją ulubioną kolorystykę, czyli połączenie czerni, bieli i szarości z akcentami pudrowego różu i niebieskiego dżinsu, lecz oczywiście założenia capsule wardrobe spełni także garderoba w brązach, khaki i beżach albo bardziej wyraziste połączenia, jak np. marynarski granat z bielą i czerwienią. Co kto lubi generalnie, ale zasada jest taka, że bazowe kolory są 2-3 oraz muszą do siebie pasować, a większość rzeczy można ze sobą miksować w stylistycznie spójną całość.

Kolejnym krokiem, po decyzji sprawie ulubionych i najkorzystniejszych kolorów jest przeanalizowanie stylu życia, czyli okazji, jakie są naszym udziałem na co dzień. Na tej podstawie ustalamy styl wybieranych rzeczy – bardziej codzienny lub formalny czy wręcz wieczorowy. Oczywiście to nie jedyne kryterium, pod uwagę należy wziąć też uwarunkowania fizyczne, czyli po polsku – figurę i zdecydować, czy w ogóle bierzemy pod uwagę mini lub rurki super skinny. Tego tu Wam nie pomogę rozstrzygnąć i znowu – pokazuję przykładową, praktyczną szafę kobiety, która na co dzień nasza tzw. casual, w porywach do smart casual, czyli styl półformalny.

Komponując garderobę, która ułatwi Wam życie, należy uwzględnić następujące elementy:

jak stworzyć capsule wardrobegarderoba kapsułkowa

Posiadając kilka rzeczy z każdej z tych kategorii jesteśmy w stanie tworzyć dziesiątki zestawów – mniej i bardziej formalnych, biurowych, weekendowych, wyjściowych i wieczorowych. I tak – Macademian Girl umarłaby z nudów od samego patrzenia na te propozycje, ale umówmy się – mało która z nas pragnie chadzać do pracy w banku czy na obiad do teściów w żółtym turbanie i kolczykach z pawich piór. Świat jednak w większości składa się ze zwyczajnych ludzi ubranych w zwyczajne rzeczy. W dodatku mam wrażenie, że coraz częściej z takich, dla których piękno to prostota. Zobaczcie, na ile sposobów można ograć dżinsy, cygaretki czy czarną spódnicę!

capsule wardrobe zestawy

Tak naprawdę czasami wystarczy zamiana płaskich butów na szpilki, albo swetra na marynarkę, żeby całkowicie zmienić charakter stroju. Niesamowite, ile kombinacji można stworzyć, mając w szafie 20-30 ubrań, kilka par butów i parę dodatków!

capsule wardrobe

Moje ulubione to właśnie te luźnawe v-necki, najlepiej takie grubsze, mięsiste. Idealne zarówno do rurek, jak i boyfriendów, wygodne i – dzięki głębszym dekoltom jakieś takie bardziej kobiece od typowych t-shirtów pod szyję. Fajnie do nich pasują proste, długie łańcuszki i naszyjniki, dobrze wyglądają pod marynarką, kardiganem czy ramoneską, w każdym w tych połączeń nabierając zupełnie innego charakteru. Ze względów higienicznych warto mieć ich w szafie więcej niż na obrazku, od paru lat u mnie normą jest posiadanie po kilku sztuk identycznych koszulek w ulubionych wzorach i kolorach, w większości to właśnie takie z H&M, jak te poniżej.

topy

od góry, od lewej: 1 // 2 // 3 // 4 // 5 // 6 // 7 // 8

Jesienią i zimą praktycznie nie noszę nic innego, tylko swetry. Mam kilka ulubionych szaraczków i dobrze mi z tym. Idealny zestaw to: warkoczowy sweterek pod szyję albo w serek, golf i ze dwa kardigany. Mój plan na ten rok to uzupełnienie garderoby o parę codziennych koszul, czuję, że do nich dorosłam 😉 Póki co dorobiłam się tylko takich koszulowych tunik i bardzo je lubię, lecz są bardziej wyjściowe niż spacerowe.

swetry

od góry, od lewej: 1 // 2 // 3 // 4 // 5 // 6 // 7 // 8

Jedne z moich najlepszych zakupów ubiegłego roku to klasyczny, czarny trencz i ramoneska. Jedno i drugie wdzianko jest uniwersalne, świetnie sprawdza się do spodni, jak i spódnic. Prochowce dodają elegancji dżinsom, a skórzane kurteczki przełamują fajnie sztywne kiecki. Ponadczasowe, obowiązkowe elementy garderoby miejskiej dziewczyny. Podobnie jak dobrze skrojona marynarka (choćby tylko na wyjątkowe okazje) i męski, wełniany płaszcz. Tego ostatniego mi jeszcze brakuje, źle ulokowałam środki w kulkującym się i gryzącym poliestrze. Do zestawu najpotrzebniejszych okryć wierzchnich dodaję także cienki, dzianinowy płaszczyk, uwielbiam takie narzutki na wiosnę, chłodne lato czy początek jesieni, najlepiej z dużym, mięsistym szalem. Na wyprzedaży kupiłam ten szary poniżej (z Zary) i już nie mogę się już doczekać wiosennych spacerów 😉

kurtki i płaszcze

od góry, od lewej: 1 // 2 // 3 // 4 // 5 // 6 // 7

Zimą jestem totalną spodniarą, wciąż nie dorobiłam się ani zimowej sukienki, ani stosownych do niej wysokich kozaków. Latem biegam głównie z długich spódnicach i powłóczystych kiecach, ale gdybym chodziła do pracy biurowej, z pewnością zakładałabym częściej mój ulubiony fason spódniczek – rozszerzanych w kolano, albo dłuższych, najlepiej z koła, idealnie – z kieszeniami. Na pewno też miałabym tę sukienkę z obrazka – mam jej odpowiednik z dekoltem V i jest to absolutnie najlepiej modelująca sylwetkę i poprawiająca samopoczucie rzecz w mojej szafie. Czuję się w niej jak włoska seksbomba! Generalnie uważam, że dołów wystarczy naprawdę kilka, bazowych, bez większych udziwnień, do tego jakaś codzienna plus bardziej wyjściowa sukienka i strój na każdą okazję leży w szafie. Koniec z nerwowymi gonitwami po sklepach przed ważnym spotkaniem.

spódnice i spodnie

od góry, od lewej: 1 // 2 // 3 // 4 // 5 // 6

Dobrej jakości, wygodne buty stały się moją słabością. Jestem totalną fanką sznurowanych, miękkich ciżemek Maruti i Anniel – oprócz cudownej lekkości mają w sobie także nutkę ekstrawagancji, która przydaje się do takich ciuchów z gatunku basic – bez fajerwerków czyli. Zachwalałam Wam też już pielgrzymkowe sandały Salt Water – nie popełniajcie mojego błędu i nie ignorujcie aktualnej przeceny na nie – są absolutnie warte nawet swojej regularnej ceny, będę je z lubością nosić jeszcze przynajmniej tego lata, a mam nadzieję, że dłużej. Jesienią i zimą na mokrą pogodę drugi rok noszę te same proste, skórzane sztyblety i wyższe, militarne botki. Nie spotkałam jeszcze niestety kozaków moich marzeń, być może dlatego, że jakoś intensywnie ich nie poszukiwałam. W temacie toreb też mam braki – uniwersalna, duża, skórzana pewnie gdzieś na mnie czeka, mam dwa fajne dyżurne, imprezowe maluszki i poluję na idealną, codzienną szoperkę. Ta z Uashmama jest mocnym kandydatem (mam ich wór i generalnie jest świetny, ale bardzo brakuje mi w nim kieszonek – znajdowanie w niej telefonu, kluczy albo – nie daj boże – długopisu trwa każdorazowo lata świetlne, ta z obrazka jest ulepszona o ten ważny detal, choć cena trochę powstrzymuje mnie przed zakupem). W temacie dodatków obowiązkowo występują u mnie: klasyczny zegarek, biżuteria Animal Kingdom – absolutnie ulubiona, czarne okulary i wielkie chusty (te z Zalando mam już dwie, są genialne – ciepłe i pięknie się układają). Generalnie jeśli jest miejsce w capsule wardrobe na odrobinę ekstrawagancji, to właśnie w dodatkach – używane do prostych fasonów, gładkich tkanin i neutralnych kolorów potrafią przemycić różne fajne modowe smaczki.

dodatki

od góry, od lewej:  1 // 2 // 3 // 4 // 5 // 6 // 7 // 8 // 9 // 10 // 11 // 12 // 13 // 14 // 15

Zimowe wyprzedaże to idealny czas, żeby zainwestować w kapsułkową garderobę, czy to w postaci siaty gładkich bluzek, czy jednego, kaszmirowego swetra. Od kiedy przestałam być podatną na każdą zmianę trendów sroką, moje życie jest łatwiejsze, a w szafie panuje ład i harmonia. Gorąco polecam ten kierunek wszystkim zmęczonym chaosem i niepewnością – prostota i jakość to wartości, które zaczyna się doceniać po trzydziestce. Choć nikt nie zabroni i młodszym – bierzcie przykład z cioci Agnieszki, róbcie trzy obiady z jednej pieczeni i stwórzcie sobie capsule wardrobe! 😉

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

24 Komentarze

  • Odpowiedz Maja 7 stycznia 2018 at 00:18

    Ciociu Agnieszko!:)
    Fantastyczny post, jak zwykle… Fajnie czytać o takiej normalnej kobiecie co ma dobre rady dla innych normalnych babek. Czasem próbowałam się silić na szaleństwa w garderobie bo człowiek naoglada się właśnie Macademian itp i cała rzesza stylistek zagania kobiety po odważne stroje, łączenie wzorów i kolorów. I potem człowiek otwiera szafę a tam taki misz masz ze dopasować cokolwiek to sztuka. Też uwielbiam mieć lad w szafie, chwycić koszulkę i jakis dół który ze sobą współgra. Mam na szczęście etap zakupowych eksperymentów za sobą. I także jakoś właśnie przekraczając 30 lat przestałam szukać na sile szaleństwa w ubraniach a przede wszystkim jakości i estetyki która nigdy z mody nie wyjdzie. Ponadczasowy francuski styl- tak kojarzą mi się twoje ubraniowe propozycje. Powiem Ci że fajnie mieć trochę delikatnej bizuterii nawet takuej z H&M która ożywi nawet najbardziej szary sweter i wtedy naprawdę wygląda to przepięknie. Ściskam Cię mocno w podziękowaniu za wszystkie twoje piękne teksty.

  • Odpowiedz Gosia 7 stycznia 2018 at 17:46

    hej,
    potwierdzam, ze capsule warderobe jest genialnym konceptem, wlasnie najlepiej na lata 30 plus jak juz czlowiek spokojniejszy i wie w czym mu dobrze i co lubi. Ja stosuje ten trik od przeprowadzki, ktora zmusila mnie do przejrzenia wszystkich ciuchow i butow i zrobienia porzadku. I faktycznie mam sie codziennie w co ubrac i jakos bardziej dbam o ubrania. Zrezygnowalam ze spontanicznych i nieprzemyslanych zakupow na poprawe humoru lub w nagrode za cos i jestem o wiele szczesliwsza z tego powodu. Nie licze dokladnie rzeczy, ktore nosze w sezonie bo nie lubie sie ograniczac ale jednak z wiekiem z minimalizmem bardzo mi po drodze. Dzieki za fajny tekst. Peace and Love!

  • Odpowiedz Paula 7 stycznia 2018 at 22:19

    Wróciłam dzisiaj z „szopingu” i byłam taka dumna z siebie, że nie poniosło mnie szaleństwo zakupów i nie wydałam fortuny na ciuchy☺ A teraz proszę… 3 pary butów kupione☺ Maruti, sandały Salt Water i trampki Bensimon☺ ps. mąż mnie chyba zabije😆

    • Polka
      Odpowiedz Polka 8 stycznia 2018 at 09:22

      Mam wielką nadzieję, że jednak nie oraz – zazdro milion! 😉

  • Odpowiedz Magdalena 7 stycznia 2018 at 23:20

    Bardzo fajny wpis! A znasz Tyszert – genialne jakościowo t-shirty i nie tylko. Ja na ich bazie zaczynam budować swoją capsule wardrobe;)

    • Polka
      Odpowiedz Polka 8 stycznia 2018 at 09:22

      Nie znam, na pewno sprawdzę – dzięki!

      • Odpowiedz Kasia 25 stycznia 2018 at 22:55

        Również polecam Tyszert, teraz swoje tshirty zamieniam na tą firmę, jakość super. Uwielbiam białe koszulki i noszę je bardzo często, zawsze kupowałam w sieciówkach ale za każdym razem krew mnie zalewała jak po pierwszym praniu bluzka wyglądała jak wymięta a szwy zamiast po bokach miałam z przodu lub z tyłu :-( Z „tyszertami” nie mam tego problemu:-)

  • Odpowiedz mjeziorska 7 stycznia 2018 at 23:51

    Ja pierdole, a mialam nic nie kupic na wyprzedazy. Dzięki wiesz, dzięki!

    • Polka
      Odpowiedz Polka 8 stycznia 2018 at 09:23

      haha, proszę, wiesz! Zawsze możesz sobie zredukować wyrzuty myślą, że to na długo, że capsule wardrobe, a nie jakiś tam chwilowy kaprys 😉

  • Odpowiedz Alexandra 8 stycznia 2018 at 11:58

    Bardzo dobry system! Faktycznie widać, ze przygotowanie tego posta musiało Cię kosztować sporo czasu:) pozdrawiam :)

  • Odpowiedz Ola 8 stycznia 2018 at 12:34

    Moja garderoba wygląda podobnie, ale u mnie jest jeszcze kilka rzeczy – bordowy swetroplaszcz, który nie gniecie się, dobry na spacer, do auta, z córką do szkoły, na zakupy w galerii. W Carry kupiłam wczesna jesienią i jestem mega zadowolona. Obecnie jest tam 50% rabatu i zamiast 110zl kosztuje 55☺przyjaciółka kupiła wczoraj szary😊. Do tego z Mohito czerwony żakiet – do pracy , na randkę, na wyjście – trochę koloru trzeba mi było. Oraz snickersy i szara ciepła bluza z kapturem i na spacery. Dodalabym jasna torbę na lato. Reszta wygląda bardzo podobnie ☺

  • Odpowiedz TakaJa~CzarnaKretka 8 stycznia 2018 at 12:46

    Ja mimo wieku 30+ nie dorosłam jeszcze do koszul🙂 Może w wieku 40+…
    Świetny post! Widać, że się nad nim napracowałaś. Muszę wprowadzić w życie tą zasadę, może wtedy odwieczny problem ‚nie mam się w co ubrać’ zniknie😉 Na pewno będę często do tego posta wracać.

  • Odpowiedz Luiza 8 stycznia 2018 at 13:43

    No i to mi się podoba uwielbiam ten niezobowiązujący styl, szczególnie jak zrzucam z siebie fartuch z pracy i mogę pędzić od razu na zakupy :) Mój jedyny zarzut to mogłabyś częściej pokazać jakieś swoje capsulowe stylówki :)

  • Odpowiedz Aga 8 stycznia 2018 at 14:19

    Cześć. Jakiś czas temu, natrafiwszy w necie na capsule wardrobe (w skrajnie minimalnej wersji), zachwycilam się tą ideą, by za moment oprzytomniec i stwierdzić, że nie ma ona racji bytu. Idea sama w sobie zacna, bardzo ecofriendly i idąca z nurtem wszechobecnego minimalizmu, jednak na dłuższą metę..niepraktyczna. Bo która z nas na pośniegową pluchę założy jedyne w szafie czarne sztyblety? Albo na jesienny deszcz, lejący pięć dni z rzędu? Pół biedy jak sie wozimy samochodem, ale jak do pracy, idziemy 20 minut piechotą, to już nie bardzo. Jakieś kalosze by się przydały..a zimą jak -10 przymrozi, to w te same sztyblety grubej skarpety nie wcisniesz, no way, chyba że chcesz miec dwie bomby zamiast zgrabnych butów, ktore po takim ciśnieniu juz rajstopki nie przyjmą, bezlitosnie ocierajac piety..Jakies cieplejsze, typu emu byłyby ok. W hardcore wersji capsule wardrobe (8par butow na cały (!)rok) kaloszy i emu nie uwzglednia. Podobnie rzecz sie ma z t-shirt’ami. Sama Polko zauważyłaś, że chocby ze względów higienicznych nalezaloby ich miec po kilka sztuk..min. ze dwa białe, dwa czarne i dwa szare.. Tym bardziej nie przemawia do mnie opcja posiadania jednego ale swietnej jakosci t-shirta za 200 zł, bo jakby o niego nie dbać (zakladam, ze specjalne sposby jego konserwacji kłócą się z ideą niemarnotrawienia pieniędzy) to po miesiacu-dwóch i tak pozółknie gdzieniegdzie, zszarzeje, a już nie daj Panie się poplami..chyba ze nosisz go raz w tygodniu..
    Dlatego CW jest ok, ale jako forma inspiracji, by baczniej przyjrzec się swojej szafie, odrzucić słabe ogniwa, a dokupowac rozsadnie, tylko to, co bedzie grało z min.3rzeczami z szafy.
    Wpis dopracowany, widac 😊
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego w nowym roku. 🙂 Wielu inspiracji Ci życzę. ✌

    • Polka
      Odpowiedz Polka 8 stycznia 2018 at 14:28

      To prawda, potrzeba trochę więcej rzeczy niż w moich grafikach, co nie zmienia faktu, że jeśli i one będą spasowane z głównym kluczem garderoby, to będą mieć zastosowanie na różne okazje np. kalosze do sukienek. Z tiszertami też masz rację, ja kupuję głównie te haemowe, a droższe rzeczy to np. skórzane buty, torby, wełniane płaszcze czy swetry.

  • Odpowiedz ANia 8 stycznia 2018 at 17:49

    Świetny wpis. Mam gruuubo po 40 a rad na temat szmat nigdy dość .Trzymasz się kolorystyki bliskiej mojemu sercu ale ja w tym roku” zaszalałam” na wyprzedażach i kupiłam sobie np. kieckę w kwiatki o ile sobie przypominam poza wiekiem dziecięcym nigdy takowej nie miałam i zastanawiam się teraz gdzie w niej pójdę ale piękna jest i już (może dziecinnieje na starość). Pozdrawiam z deszczowego Śląska.
    Ania z Rybnika

  • Odpowiedz Ola 8 stycznia 2018 at 18:36

    Polko, ale mnie załatwiłaś tym wpisem! Od wczoraj mam w koszyku 3 rzeczy na Zalando (nie kupiłam, bo zablokowałam sobie konto internetowe źle wpisując hasło ;)), bo mam tam bon na 100 zł. Ale ciągle zerkam też na stronę H&M i myślę czy swoje 70 zł styczniowego budżetu na ubrania wydać w H&M czy przekroczyć stówkę na Zalando 😉 No i teraz będę wszystkie Twoje propozycje obczajać i decydować na nowo :)

  • Odpowiedz Barbara P. 8 stycznia 2018 at 19:54

    Po latach prób i błędów podobnie dobieram ubrania i muszę stwierdzić, że to sporo ułatwia. Urok prostoty jak to mówią. Koszulek w HM jeszcze nie kupowałam, ale lubię takie w „V”.

  • Odpowiedz bezarchitekta.pl 9 stycznia 2018 at 11:26

    Od jakiegoś czasu staram się wdrażać w życie ideę minimalizmu. Wcześniej mi nie szło bo miałam w głowie, że mnie to ograniczy. A tu wręcz przeciwnie, otwiera się morze możliwości :) Mieć rzeczy mniej, ale lepszej jakości i otaczać się takimi przedmiotami, które naprawdę mają dla nas znaczenie. Bardzo fajny wpis. A o idei capsule wardrobe słyszę po raz pierwszy. Chyba muszę zacząć czytać blogi modowe 😉

  • Odpowiedz Natalia 11 stycznia 2018 at 15:18

    Agnieszko! Dziękuję Ci za ten wpis! Naprawdę nie wiedziałam, że istnieją jakieś „kapsuły ciuchowe”! Jestem modową ignorantką do tego stopnia, że nie wiedziałam kim są buticzanki (myślałam, że są to jakieś „galerianki” od butów czy cuś). Na swoje usprawiedliwienie chciałam dodać, że ostatnie pięć lat siedziałam ino na blogach budowlanych, byłam również pochłonięta wykończeniówką chałupy z Chłopem Mym Najpoczciwszym i wyglądałam jak wsiór. Powoli z tego wychodzę, z naciskiem na powoli;) Za niecałe dwa miesiące będę stateczną matroną po 30-ce, wobec czego zaczęłam czystki w mej garderobie. Spakowałam kilka worów, teraz miejsca na ciuchy od groma, nic tylko kupować nowe;) I tylko zastanawiam się co ja miałam w tej łepetynie kupując, np. top z cekinów za mały o jeden rozmiar (że niby ładny i schudnę). Leżał w szafie ze cztery lata, nie miałam go na grzbiecie ani razu! Chyba muszę iść w szmaty „bejsikowe”. Całe szczęście, że sporo ciuchów miałam z ciucholandu, to serce mi nie będzie tak krwawić jak się ich pozbędę. Dzisiaj pakuję do auta i wywożę^^.

    • Polka
      Odpowiedz Polka 12 stycznia 2018 at 08:36

      Haha, super! Nie był z Ciebie chyba taki całkiem wsiór, skoro topy cekinowe się po szafach walają 😉 Powodzenia w tworzeniu nowej garderoby na stateczne czasy!

  • Odpowiedz Mila 12 stycznia 2018 at 08:59

    Fajny wpis.
    Ja, mimo zdecydowanie +30, nie mam jeszcze zakusow na Capsule wardrobe, bo jeszcze lubie poszalec z kolorami. Z fasonami mniej, bo jednak wiem juz, co mi pasuje a co nie. Ale kolory, zwlaszcza latem, ale w sumie caly rok uwielbiaam… 😉

    A co do duzej torby bez kieszeni, to sa takie mniejsze organizery w roznych rozmiarach, ktore mozna wlozyc do torebki i jakos tam ulatwiaja zycie.

  • Odpowiedz Dorota 27 stycznia 2018 at 20:45

    Cześć. Fajny wpis. Przeczytałam z przyjemnością :)

  • Odpowiedz Justyna 9 lutego 2018 at 12:48

    Wspaniały wpis, bardzo mi pomógł i zainspirował do zakupów. Bardzo proszę o ciąg dalszy!

  • Odpowiedz na „KasiaAnuluj