Obiady

boczniaki po tajsku – pomysł na błyskawiczny, wegetariański obiad

Zdarzają mi się jeszcze czasem jakieś drobne wyrzuty sumienia z powodu tej eksperymentalnej, orientalno – roślinnej kuchni, co to ją zazwyczaj uprawiam, ale szybko się z nimi rozprawiam. Pomaga mi w tym z pewnością fakt, że dzieci nie jadają codziennie obiadów w domu (przedszkole + 2-3 razy w tygodniu babcia po budzie). Domyślam się, że gdybym serwowała naleśniki z serem czy inny gulasz, to pewnie by się któraś skusiła, żeby z nami zjeść, ale zasadniczo nie spędza mi to snu z powiek. Dwa obiady to już niepotrzebny luksus, uważam, i stawiam na to, żeby sama móc zjeść choć jeden, i to taki, jaki mi się podoba. Mam w sobie bowiem kulinarny egoizm, o którym wiem tak naprawdę, że jest słuszny. Nie tylko dlatego, że uczy moje córki otwartości na nowe smaki (bo ostatecznie uczy, nawet jeśli wielu potraw początkowo nie tykają, wiem już, że prędzej czy później poszerza spektrum akceptowalnych potraw). Ale przede wszystkim dlatego, że przynosi rodzinną równowagę.

I wiem, że w tym dzieciocentrycznym świecie narażam się na spalenie na stosie, mam jednak niezmiennie poczucie, że trzeba uważać. Trzymać kurczowo te nieliczne bastiony matczynej wolności, bo wyszarpią. Pilnować ich, nawet jeśli to tylko jedno wieczorne wyjście w miesiącu, spacer po parku zamiast placu zabaw, Nick Cave z głośników zamiast Mini Mini, zwiedzanie zamiast plażowania czy pikantne danie trzy razy w tygodniu. Strzec jak oka w głowie należy własnego prawa do tego, by iść, robić oraz jeść to, co się chce – nawet jeśli nie codziennie, to regularnie. Łatwo można bowiem skończyć w świecie pstrokatych kulkowni, ścieżki dźwiękowej z “Krainy Lodu”, pomidorowej i leniwych pierogów. Łatwo można dać zapędzić się w ten kozi róg wiecznego uszczęśliwiania własnych dzieci i siedzieć tam, wyjąc nad utraconym “ja”.

Ja dziś nie narzekam na szczęście, zbieramy żniwo zdrowego egoizmu w domu bez telewizora i bez mięsa, na przechodzonym do upadłego urlopie czy w knajpach. I nie, że totalitaryzm i zamordyzm. Tylko takie elementarne prawo rodzica, żeby pozostać sobą. Zwyczajne: “nie chcesz – nie jedz”, ja dziś miałam ochotę na boczniaki po tajsku oraz Nicka Cave’a. Bo ja też jestem ważna. Tak samo ważna, jak Ty, drogie dziecko. Naleśniki będą w piątek. Ja Ciebie też.

BOCZNIAKI PO TAJSKU

Aromatyczny, pikantny jednogarnkowiec, który można podawać z ryżem, ale świetnie też smakuje jedzony sam, jak treściwa zupa. Rozgrzewające i sycące danie, a przy tym bardzo proste i szybkie w przygotowaniu. Żeby oddać sprawiedliwość – nie wymyśliłam go sama, bo najpierw był słoik z Zakwasowni* 😉 Wyrzucony niestety, więc improwizowałam, nie znając nawet listy składników, ale czuję, że udało mi się zbliżyć do oryginału.

Składniki:

na 3-4 porcje

  • 700 g boczniaków
  • 2 średnie, czerwone cebule
  • 2 czerwone papryki
  • 1 papryczka chili (lub chili w proszku czy paście)
  • 1 puszka (400 g) mleka kokosowego
  • 3 ząbki czosnku
  • 4 cm kawałek korzenia imbiru
  • 3 liście limonki kaffir
  • 0,5 łyżeczki trawy cytrynowej w proszku (lub pałeczka suszonej w całości, mrożonej albo pasta tom-kha)
  • świeża kolendra do posypania
  • olej do smażenia
  • sól, pieprz

Przygotowanie:

  • boczniaki umyć i pokroić w paski, cebulę – w ósemki
  • na głębokiej patelni rozgrzać 2-3 łyżki oleju (do azjatyckich dań używam sezamowego) i podsmażyć grzyby z cebulą
  • dorzucić pokrojone w paski papryki, przeciśnięty przez praskę czosnek, starty imbir, trawę cytrynową, chili i sól, poddusić
  • na patelnię wlać mleko kokosowe (puszkę płuczę odrobiną wody i dolewam ją na patelnię)
  • do sosu wrzucić liście kaffiru, zmniejszyć ogień i dusić całość ok. 15-20 minut (do czasu, aż warzywa zmiękną, a sos nieco zgęstnieje)
  • pod koniec ewentualnie doprawić do smaku – solą lub sosem sojowym, dodatkową porcją chili itp.
  • podawać ze świeżą kolendrą, z ryżem lub makaronem ryżowym

*Jeśli jeszcze ich nie znacie, to koniecznie poznajcie – mają genialne zakwasy, kiszonki, wegańskie jogurty, majonezy i dania roślinne w słoikach, wszystkie zdrowe, pyszne i etyczne. Adresy sklepów znajdziecie tutaj.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

2 komentarze

  • Avatar
    Reply Nika 9 października 2019 at 11:00

    Ja się z Tobą zgadzam w pełni i jako mama trójki też walczę z dzieciocentryzmem. Tym bardziej, że widzę jak im nie służy, bo im więcej dostają tym więcej żądają, a człowieka to by zajeździli, zadeptali i bezwzględnie zaorali 👍

  • Avatar
    Reply Pozdro 10 października 2019 at 19:11

    Bardzo ciekawy przepis a w dodatku nie tylko wegetariański ale nawet wegański bo wśród składników nie ma nabiału ani innych produktów pochodzenia zwierzęcego 👍

  • Leave a Reply