Desery

najbardziej wystrzałowe, co planuję na sylwestra – fajerwerkowa bomba lodowa

To już naprawdę niedługo będzie blog dla starych ludzi. Wkrótce zacznę podawać Wam przepisy na ziółka i mikstury na bolące korzonki. Zacznę pisać większą czcionką i polecać najciekawsze pasjanse. Nie dalej jak wczoraj wyrwałam sobie siwą brew i zaraz potem – choć raczej niezależnie od tego przerażającego odkrycia – postanowiliśmy ostatecznie: zostajemy z dziećmi w domu na Sylwestra. Nie, żebyśmy mieli wybierać między dansingiem w lokalu czy balem w operze, ale jednak – odrzuciliśmy nawet tak umiarkowanie rozrywkowe opcje jak posiadówki w większym gronie.

Co to bowiem jest, jak nie starość, kiedy człowiekowi już się nawet na tańce nie chce, a jego największe sylwestrowe pragnienie to to związane ze świętym spokojem? Różne miałam od czasów nastoletnich definicje szampańskiej zabawy, zwykle jednak związane z istotnymi ilościami szampana. Konwencje były rozliczne: miejskie i wyjazdowe, działkowe i klubowe, przebierał się człowiek i na modłę meksykańską, i w stylu disko, były peruki, brokaty, obcasy i serpentyny. Z dziećmi w domu? Tylko kiedy karmiłam, raczej w poczuciu kary niż rodzinnej sielanki.

Zwykle bowiem udzielało mi się w Sylwestra takie poczucie zbiorowego wyczekiwania. Nie kwestionowałam zanadto obowiązku hucznej zabawy, jaki narzuca ten termin. Zinternalizowałam dominujące wzorce i odprawiałam rytuał przejścia, zwykle z przytupem jednak. Po jakiego grzyba? Tego nie wiem. Dawałam się ponieść zwyczajowi cokolwiek idiotycznemu, jakby tak na niego z boku spojrzeć. Jakby wykonać to ćwiczenie umysłowe z pierwszego roku socjologii – wyobrazić sobie, że jest się obcym na tej planecie i nic nie wie się o ludzkich zwyczajach. Jakby tak pozbyć się tej oczywistości, zakwestionować naturalność zachowań wpisanych w definicję sylwestra? Zobaczyłoby się ludzi strojących się w suknie i gajery, by wspólnie gapić się na zegar. Ujrzałoby się planetę pełną kobiet, które kręcą loki, montują koki, wydłużają paznokcie, wciskają się w kiecki i bieliznę modelującą, żeby – serio – przeskok daty w kalendarzu przyjąć w stanie najwyższej elegancji. Gdyby wykonać to ćwiczenie umysłowe, zauważyłoby się, jak absurdalna to sytuacja – cisza nocy rozrywana tysiącami eksplozji, huki, wybuchy, wrzaski, piski, chodniki upieprzone strzępami materiałów wybuchowych, butelkami po sfermentowanych płynach, jak również upstrzone noworocznymi pawiami.

Nie chce mi się w tę zabawę. Kwestionuję sens tej zbiorowej histerii. Mimo usilnych starań – nie odpoczęłam w Święta, nie mam ochoty na kolejne przygotowania, wypieki ani gościny. Nie chce mi się w siatki, folie aluminiowe, pojemniki plastikowe ani mycie naczyń. Dlatego dziś, mimo że towarzyszy mi nostalgia podsumowań, mimo że napełnia mnie mieszanka wdzięczności i nadziei, nie chce mi się wyrażać jej ani głośno, ani hucznie, ani tym bardziej żadnym pawiem. Wybieramy w tym roku świadomie i bez cienia żalu konwencję rodzinną. A jedyne, co czuję w związku z tym postanowieniem, to radość i ulga.

No, i może jeszcze trochę to poczucie, że starość przyszła wcześnie. Że to już? Siwa brew i Sylwester na kanapie, a największy dylemat to co na kolację – krewetki, tacos, czy sushi? Kiedy odechciało mi się szampańskiej zabawy? Gdzieś między pierwszym a drugim dzieckiem zapewne, gdzieś między baletem, składaniem prania i obiadem na niedzielę. Gdzieś między brudnymi naczyniami i podlewaniem kwiatów dokonała się ta transformacja, że oto najbardziej wystrzałowe, co człowiek planuje na sylwestra, to lody.

SYLWESTROWA BOMBA LODOWA (O SMAKU FAJERWERKOWYM)

Aksamitne, waniliowe lody z wystrzałowymi akcentami – chrupiących, pękających w ustach kulek Maltesers, strzelających cukierków i dekoracji z zimnych ogni. Polane sosem o smaku solonego karmelu dają szansę na prawdziwą sylwestrową eksplozję smaku i słodkie powitanie roku dla całej rodziny.

Składniki:

  • 400 g śmietanki 36%
  • 250 g mascarpone (opcjonalnie: resztek twarogu sernikowego)
  • 2 opakowania cukru waniliowego
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 2 jajka
  • 100 g cukierków Maltesers
  • ok. 50 g drobnych, strzelających cukierków (użyłam trzech torebek Pop Candy z Flying Tiger)

sos karmelowy: 100 g cukru, 50 g masła, 100 ml śmietanki (30-36%), szczypta soli

Przygotowanie:

  • jajka sparzyć, oddzielić żółtka od białek
  • żółtka ubić z cukrem waniliowym i cukrem pudrem na puszystą, jasną masę
  • z białek ubić sztywną pianę
  • śmietankę ubić na sztywno, a później wmieszać ją delikatnie w żółtkową masę, na końcu dodać pianę z białek, połączyć ją ostrożnie z masą (używając łyżki, nie miksera)
  • do masy lodowej dodać cukierki Maltesers (w całości lub przekrojone), przelać ją do miski
  • na sam koniec wsypać strzelające cukierki, szybko wymieszać i natychmiast wstawić do zamrażarki
  • lody chłodzić przez kilka godzin, na min. pół godziny przed podaniem przygotować sos karmelowy: cukier rozpuścić na patelni – podgrzewać go na suchej patelni bez mieszania, aż będzie złocisty i płynny
  • na patelnię dodać masło, mieszać je z karmelem przy pomocy rózgi aż tłuszcz połączy się z płynnym cukrem
  • na koniec wlać śmietankę, mieszać aż powstanie kremowy, gładki sos, doprawić szczyptą soli, przelać do dzbanuszka i odstawić do przestudzenia





Previous Post Next Post

You Might Also Like

12 komentarzy

  • Avatar
    Reply Magdalena 30 grudnia 2018 at 12:18

    Późno odkryłam Twojego bloga, ale chciałam Ci napisać, że bardzo za niego dziękuję 🙂

    Jest inspiracją wystrojowo-obiadowo-prezentową, chwilą wytchnienia oraz śmiechu “ja też tak mam”.

    Masz niesamowicie lekkie pióro i z przyjemnością czytam Twoje wpisy.

    • Avatar
      Reply jazzaga 30 grudnia 2018 at 14:56

      a ja Ci zazdroszczę, możesz się delektować!! Ja odkryłam bloga dawno temu i już mam wszystko przeczytane od deski do deski. Dobrze, że jest książka, ale zaraz też się skończy, Agnieszka musi koniecznie wydać następną
      🙂

  • Avatar
    Reply Adelka 30 grudnia 2018 at 20:46

    “Człowiek nie przestaje się bawić, bo się starzeje, ale starzeje się, bo przestaje się bawić ” 😊 Szczęśliwego Nowego Roku Agnieszko

  • Avatar
    Reply anna 30 grudnia 2018 at 21:01

    mam dokładnie tak samo w tym roku: wybieram domowe pielesze w dziećmi – a jeszcze mam jutro 35. urodziny. Coś jest na rzeczy 🙂 Pozdrawiam

  • Avatar
    Reply AgaUl 30 grudnia 2018 at 21:03

    O jakże jest mi bliskie to, co napisałaś 🙂 2018 przegalopował w takim pędzie, że na dziś jestem raczej ze smutną refleksją, a nie ekscytacją dzikimi baletami. Po 40-stce coraz bardziej cenię sobie slow life, celebrowanie czasu z bliskimi. Pozbyłam się już złudzeń, że można mieć wszystko (kasa, kariera, czas wolny, pasje, czas dla rodziny) bezkosztowo. W tym roku mocno wylądowałam na ziemi – życie wystawiło rachunek. Na razie ostrzegawczy…. Najlepszy prezent pod choinkę – porządny kalendarz. Z którego będę wykreślać nieistotne “priorytety” 😉
    Dziękuję za Twój blog i “normalność” 🙂 Wszystkiego spokojnego na Nowy Rok.

  • Avatar
    Reply Karo 30 grudnia 2018 at 21:22

    A ja Cię Polko coraz bardziej uwielbiam I w tym starym jeszcze roku bardzo dziękuję że jesteś i inspirujesz. Dziękuję za Twoją wrażliwość i że Ci się chce tworzyć i tym wszystkim dzielić z nami. Szczęśliwego Nowego Roku

  • Avatar
    Reply Kasia 30 grudnia 2018 at 21:37

    Zawsze zastanawiałam się ,czy ja jestem jakaś kosmitka ? Dla.mnie to dzień jak co dzień ,tylko zmiana daty w kalendarzu . Niejednokrotnie nawet spałam przechodząc z jednego roku na drugi. Po godzinie zero , a nawet tuż przed , kilkadziesiąt minut muszę siedzieć z psem ,który przeżywa katusze w łazience. Zastanawiałam się nawet czy w tym roku nie zabrać mojej 8 łatki do Brzeźna ,żeby jakoś inaczej powitała nowy rok niz tylko z rodzicami w domu .Ale ani pogoda nie nastraja ,ani wizja dostania petarda w głowę ,o oglądaniu przez dziecko ” wesołego” towarzystwa nie wspomnę.Chyba to faktycznie starość ,tylko czy ona dopadła mnie już wiele lat temu ?

  • Avatar
    Reply Anka 30 grudnia 2018 at 21:55

    Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja tak mam. Chociaż ja może jeszcze nie powinnam, bo mam tylko jedno dziecko i z 3 lata mniej, ale serio – nie chce mi się :/

  • Avatar
    Reply magdalenka 31 grudnia 2018 at 12:19

    Jakbys o mnie pisala!!! Ale wcale nie czuje sie staro, a wrecz przeciwnie- wolna!!! Inni niech sie bawia, a ja juz nie musze koniecznie w Sylwestra! Jest pozostale 364 dni na zabawe!!!

  • Avatar
    Reply Justyna 31 grudnia 2018 at 16:29

    Właśnie się zabrałam za lodowy deser i nie wiem w którym momencie dodać mascarpone. Gdzieś w przepisie zniknęło:/

  • Avatar
    Reply Bon_bonsy 1 stycznia 2019 at 00:25

    Takie świętowanie z konieczności nigdy mnie nie kręciło. Jak w Lejdis dla mnie Sylwester może być w lipcu – jak mam ochotę to się bawię, niekoniecznie wtedy kiedy trzeba. W tym roku witam Nowy Rok w domu z dziećmi i mężem bo raczej przy 3 latce i 3 miesięcznym dziecku wielkiego wyboru nie mamy. Ale juz wiem że to jest niezapomniany Sylwester i jeden z lepszych ever. Nic na siłę, pełen luz, kolejne blaszki ciasteczek z Polkowych świątecznych przepisów. Chyba jeszce nigdy nie było mi tak dobrze…. I to nie jest starość- dla mnie to stan umysłu do którego trzeba dorosnąć/ dojrzeć. Pomyślności w 2019!!!

  • Avatar
    Reply S.D. 1 stycznia 2019 at 15:38

    u mnie tak:po wielu latach spędzania sylwestra z dziećmi ( czwórka więc było wesoło), potem w gronie znajomych ( siatki, folie tak to było) wybraliśmy się w końcu na bal
    i mimo,iż nie nigdy nie byłam osoba balującą, wręcz przeciwnie.
    mimo,iż mam lat 50 + , a mój małżonek jeszcze więcej
    bawiliśmy się wspaniale
    oprócz dobrego jedzenia, miłego towarzystwa znajomych przy stoliku, tańców do rana był jeszcze to wrażenie
    jak piękna i wesoła jest młodość (bo na sali było zdecydowanie więcej osób dużo od nas młodszych,)
    krótko mówiąc gdybym znów miała 30+ bawiłabym się
    i jeszcze kwestia tzw dobrego smaku, dawne bale sprzed lat kojarzyły mi się z krojoną grubo sałatką, i barszczykiem z pasztecikiem po północy o teraz wszystko jest po prostu lżejsze, weselsze, ładniejsze

    pozdrawiam

  • Leave a Reply