1
Jak żyć

(zdechnąć) czekając na potem

Kiedyś ciągle czekałam, wiecie? Na różne rzeczy. Na wiosnę zimą i na słońce, kiedy padało. Czekałam na wypłatę i na wieczory, żeby wreszcie mieć chwilę na siebie. Czekałam na piątek, na urlop i na Święta.  Czekałam aż odrośnie mi grzywka, aż schudnę i na nowe buty. Czekałam na wyprawę do Ikei i na paczki z allegro. Wstrzymywałam oddech, wciskałam pauzę. Czułam, że szczęście czai się tuż za rogiem. Tylko dostanę pracę, tylko się przeprowadzę, tylko zajdę w ciążę, tylko urodzę, jak tylko mi dziecko podrośnie – wtedy już będzie cudownie. A potem znowu je odraczałam, przekładałam na później – to szczęście, co jakoś wciąż mimo pracy, przeprowadzki, ciąży, porodu oraz paczek z allegro jakoś nie chciało przychodzić. Nie tylko większość z tego, na co czekałam, okazywała się rozczarowująca, ale też wciąż pojawiały się nowe powody do wstrzymywania oddechu. Czekałam więc dalej: na podwyżkę, na remont, na prawo jazdy, na drugą ciążę, a potem następny poród, na kolejną wiosnę. Czekałam na powroty męża, bo samej to żyło się jakoś tak na pół gwizdka. Szczęście było tuż za rogiem, zazwyczaj brakowało do niego niewiele. Gdy już, już miało się zdarzyć, kiedy wyciągałam po nie rękę, wtedy – bach, jeszcze nie, jeszcze niech tylko dziecko przestanie płakać, a potem posprzątam, pomaluję paznokcie i wtedy to już na pewno.

Moje szczęście kiedyś wiecznie było jakimś planem, nigdy tym, co miałam. Jakąś lepszą wersją życia, nie tym, co „tu i teraz”.

Nie wiem dokładnie, kiedy ani jak, ale wreszcie zdałam sobie sprawę, że mnóstwo czasu zmarnowałam czekając. Że chyba sporo mnie ominęło, kiedy skupiałam się na tym, czego nie mam. Ilu miejsc i momentów nie doceniłam, bo byłam w nich tylko ciałem? Ilu rzeczy nie zrobiłam, bo odkładałam je ciągle na potem: aż wróci mąż, aż schudnę, aż zrobię prawo jazdy, aż przyjdzie wiosna?  Jak długo wyimaginowane braki zasłaniały mi widok na wszystkie te małe szczęścia, które przytrafiały się po drodze?

Nadal często nie mogę doczekać się różnych rzeczy: powrotu męża, nadejścia wiosny czy choćby paczki z butami. Ale już nie wstrzymuję oddechu, nie odkładam szczęścia na potem. I choć nie zawsze jestem obecna myślami, to zasadniczo umiem być „tu i teraz”. Jeśli wciskam pauzę, to już nie po to, żeby przeczekać teraźniejszość, ale zatrzymać to, co dobre, choć na chwilę. Bo tyle cudownych rzeczy dzieje się w niepogodę. W tyle miejsc można pójść w starych butach i tyle mieć doskonałych momentów low-budget, tuż przed wypłatą. Tyle pięknych zim i chwil fantastycznych mimo nietwarzowej grzywki, nadwagi, deszczu czy ciąży.

Może to dlatego, że dzieci tak szybko rosną. Przychodzi taki moment, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę, że to „potem” nie może być lepsze. Że teraz albo nigdy. Że można zacząć wreszcie cieszyć się z tych wszystkich drobiazgów, które podsuwa nam życie, albo zdechnąć, czekając na potem.

19265146_10158715790670018_1161799091_n

19478174_10158715794770018_844600297_n

19478176_10158715801525018_440117521_n-tile

19489250_10158715796550018_184457946_n

19489255_10158715793585018_2122605065_n

19489317_10158715792250018_731310476_n

19489329_10158715805060018_1330083743_n

19489338_10158715801700018_279277554_n

19489413_10158715791450018_185517426_n

19489640_10158715800040018_544847540_n

19489679_10158715791125018_963271685_n

19511646_10158715798400018_1780381038_n

19511696_10158715790810018_2094232383_n

19511864_10158715805910018_2118636639_n

19512074_10158715805305018_524626981_n

19512395_10158715806690018_891172791_n

19550987_10158715798740018_883526011_n

19551031_10158715807920018_1406872414_n

19551196_10158715789885018_1936491155_n

19553093_10158715796790018_1641577990_n-tile

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

27 Komentarze

  • Odpowiedz Klaudia 27 czerwca 2017 at 21:16

    Bardzo mądre.choć sama także cały czas czekałam na szczęście…ono zawsze było obok a ja go nie widziałam.tak,moje dziewczyny tez rosną…kurcze tak jakos szybko, że ten czas teraz jest tym właściwym.myślę,że teraz jestesmy właśnie nahszczesliwsi gdy dziewczyny mają 6 i 2 lata a my 32 i 31:)pozdrawiam Polko

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 28 czerwca 2017 at 09:48

      Też tak sobie właśnie myślę, że to może być najlepszy czas, a jeśli przyjdzie jeszcze lepszy, będę miło zaskoczona 😉

  • Odpowiedz Maja 27 czerwca 2017 at 21:18

    Agnieszko! To jest tak celne i prawdziwe. Jest ogromnie smutne, że tyle czasu tracimy. Wspaniale o tym napisałaś. Przy okazji widać po Twoich tekstach tą Polke na której nowe wpisy czekałam kiedyś. Potem troszkę za nią tęskniłam ale widać teraz znowu twój talent pisania o sprawach które tak trudno ubrać w słowa. Piękne, Dziękuję.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 28 czerwca 2017 at 09:51

      Dzięki, Maja. Pisanie to ciężki kawałek chleba, czasem jest wena na sentymenty, innym razem nastrój na sarkazm, a czasem na coś trywialnego. Ale jestem tą samą osobą wciąż :)

  • Odpowiedz Aga B 27 czerwca 2017 at 21:47

    Aga, mądra kobieta z Ciebie! Rok temu wiosną miałam identyczną refleksje. Już mi było smutno, że zaraz lato, a zaraz koniec lata i znowu pół roku ciemnicy, zimnicy, w znoju i wkurwie! A potem naszła mnie myśl, że heloł my w Polsce nader często mamy tę brzydką zimę, bez śniegu, z chlapą i ciągnąca się niemiłosiernie jak flaki z olejem. I co, rok w rok będę modlić się, żeby to pół roku albo i lepiej minęło jak najszybciej….?! Przecież to życie ucieka. Trzeba się do cholery ogarnąć i zacząć cieszyć tą zimą złą! Znaleźć w niej coś dobrego! Żeby nie tracić pół roku na letarg zimowy. Tak postanowiłam i tego się trzymam 🙂

  • Odpowiedz Kosia 27 czerwca 2017 at 22:01

    Ale zdjęcia!!!! Torpeda!! Majsterszyk!!!! Przepiekne!!!!!

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 28 czerwca 2017 at 09:51

      O, jaaa, dziękuję, a to tylko fotki z telefonu 😉

  • Odpowiedz Anka 27 czerwca 2017 at 22:47

    Dzięki, że dajesz do myślenia. Może warto trochę się zatrzymać, przestać wiecznie narzekać i docenić to co mamy. Dzięki Polko!

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 28 czerwca 2017 at 09:52

      Warto na pewno, proszę bardzo 😉

  • Odpowiedz Kasia 27 czerwca 2017 at 23:00

    Fajnie napisane, choć nie do końca mogę się w to wczuć, bo po prostu tak nie mam. Już od dłuższego czasu (jeśli nie zawsze) umiałam „być tu i teraz”. Umiem cieszyć się z małych rzeczy i doceniam to co mam, choć wciąż chcę więcej i do tego dążę. Nie chodzi mi tylko o rzeczy materialne, ale o uczucia i kolekcjonowanie chwil.
    Jestem mamą dwójki dzieci (ponad 1,5 rocznej dziewczynki i 4miesięcznego chłopca). To właśnie teraz doceniam tą moją umiejętność najbardziej. Dotyk małych ciepłych ciał, przytulaski, heheszki, ale też kiepski dzień, czy ich jednoczesny płacz – za tym też kiedyś będę tęskniła, bo wiem, że one „za chwilę” się usamodzielnią. Dzieci rosną niewyobrażalnie szybko, widzę to na co dzień, a ostatnio przeraziło mnie to jeszcze bardziej jak przypomniałam sobie moje początki z Twoim blogiem i Twoje malusieńkie dziewczyny. Teraz już po nich śladu nie ma! :)
    Często pierwszym krokiem do zmiany jest fakt uświadomienia sobie czegoś, Ty już wiesz, że nie ma po co czekać – nie czekaj więc BĄDŹ SZCZĘŚLIWA!

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 28 czerwca 2017 at 09:53

      Szczęściara z Ciebie, ja potrzebowałam sporo czasu do znalezienia takiego nastawienia do życia 😉

  • Odpowiedz MM 28 czerwca 2017 at 00:22

    Wspaniałe zdjęcia! I tekst też, jak zawsze. Pozdrawiam z Gdańska, w drodze na Open’era :)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 28 czerwca 2017 at 09:54

      Witamy w Trójmieście i być może do zobaczenia gdzieś pod sceną 😉

  • Odpowiedz Aneta 28 czerwca 2017 at 06:08

    No to dałaś czadu. Jakbym czytała siebie.. Z tym że ja dalej szukam sposobu jak przyhamować. Dzieki!!!!:)

  • Odpowiedz Kasia 28 czerwca 2017 at 07:00

    Przeczekać teraźniejszość… w punkt.
    Pozdrawiam Polko

  • Odpowiedz Baska 28 czerwca 2017 at 07:30

    Swietny tekst!Trafione w samo sedno!pozdrawiam

  • Odpowiedz anulkaitrojka 28 czerwca 2017 at 08:23

    wzruszyłam się, prawda, sama prawda i tylko prawda……dzięki…….
    a dziewczynki przeurocze (nawet z wywalonym języczkiem:))

  • Odpowiedz Bpieszkowa 28 czerwca 2017 at 10:22

    Uswiadomilas mi, ze ja tak ciagle czekam. Aktualnie, az najmlodsze bedzie wieksze i skonczy mu sie ten przeklety katar. Ale jak mysle o starszych, to nie moge sobie przypomniec tych momentow, kiedy byli mali. Serio mam tylko takie wyrywkowe wspomnienia. Chyba dlatego, ze czekalam, az beda wieksi… :(

  • Odpowiedz ewka 28 czerwca 2017 at 10:24

    Rozryczałam się i mam ciary.
    Czytałam twój tekst i miałam wrażenie że siedzisz w moich myślach (także mam dwie córki 5 i 8 lat).
    To była petarda, dziękuję Ci :- )

  • Odpowiedz Monika 28 czerwca 2017 at 13:38

    Ło matko ! Jakie to prawdziwe ! Mam dokładnie tak samo.
    Przez pół roku jeździłam co sobota na kurs doszkalający do innego miasta a w domu mąż i dziecko no i myślałam sobie, że jak tylko go skończę to już będę miała tyle czasu, tyle będę mogła zrobić, no góry przenosić. A teraz co ? Kurs skończony, egzamin zdany i zamiast cieszyć się z czasu, który możemy spędzić razem to tamto poszło w niepamięć i już nie doceniam tych wspólnych chwil tak jak myślałam, że będę.
    Teraz czekam na zmywarkę. No jak ją będę miała to już będę taka szczęśliwa, że szok ! Tyle czasu będę miała wolnego. I tylko czekam i myślę, zamiast cieszyć się z tego co tu i teraz. A córeczka rośnie. 4 lata minęły nie wiem kiedy. Nic ich nie wróci…

  • Odpowiedz Monika 28 czerwca 2017 at 16:42

    Czekam zawsze z utęsknieniem na Twój post, na te „prawdziwie” dla mnie życiowe teksty….ten wzruszył mnie do łez, dał do myślenia i dokładnie zobrazowal moje aktualne położenie. Pozwoliłas mi zrozumieć jak wiele mam i dziękuję Ci za to…

  • Odpowiedz Magdalena 29 czerwca 2017 at 13:15

    Z psychologicznego punktu widzenia obawiam się, że to nie takie proste niestety – postanowić, że będzie się żyło bardziej „tu i teraz” i już, dzieje się. Kiedyś czytałam, że ludzie uwarunkowani są na orientację w czasie, co można ocenić m.in.po tym, na ile trafnie odpowiadają … która godzina, nie mając od dłuższego czasu zegarka pod ręką. Myślę sobie więc, że niektórym po prostu łatwiej żyć teraźniejszością, co nie zmienia faktu, ze warto starać się być wdzięcznym za to co dzieje się aktualnie. Z drugiej strony, orientacja na przyszłość (czyli to wieczne czekanie na coś) też ma swoje zalety, jeśli się ją odpowiednio ukierunkuje, np.na rozwój swoich umiejętności w oczekiwaniu na spełnienie przyszłych marzeń zawodowych. Innymi słowy, spontaniczne wypady są super, ale czasami jest też dobrze, jeśli wybiegająca w przyszłość mamusia spakuje zapasowe gatki i prowiant, gdyby wyprawa w dzicz się przedłużała 😉 No i ciężko o mindfulness gdy bobas domaga się karmienia co 2h w nocy, a Ty padasz na twarz. Może po prostu Ci te dzieciaki podrosły, masz to na co czekałaś od dawna i dlatego udaje Ci się bardziej cieszyć chwilą:)?

  • Odpowiedz Natalia 29 czerwca 2017 at 14:20

    Taki film dokumentalny był „Czekając na sobotę”, polecam 😉

  • Odpowiedz mm 29 czerwca 2017 at 14:43

    Polko, skąd oliwkowa parka Młodszej?

  • Odpowiedz MM 30 czerwca 2017 at 21:38

    Wspaniały tekst,nic dodać,nic ująć…👌Takie to proste a takie trudne…

  • Odpowiedz emcia_and_little_men 3 lipca 2017 at 14:34

    Wczoraj przed snem przeczytałam Twój tekst..kazde zdanie napawalo mnie tesknota do celebrowania tych wszystkich krotkich pieknych chwil,ktorych jeszcze nie zauwazam z wielu ,dzis wydaje mi sie,tak blachych powodow…wiem tez jak to jest wciaz za czyms gonic, na cos czekac,za czyms tesknic, a pozniej zdac sobie sprawe z tego, ze ma sie przeciez tak wiele..prosty przyklad-czasem tak tesknie za wolnoscia,ktorej mi brak.gdy juz ta chwile mam-tesknota za dziecmi wydaje mi sie rownie ogromna..taka juz nasza popaprana kobieca glowa😉dzis pierwszy raz od dawna wracalam do domu pociagiem…bylo pieknie..dawno zapomnialam jakie z pociagowego okna sa cudne widoki. Pamietam jak dzis- z mlodzienczych lat- kwitnący , żółciutki rzepak za oknem pociagu pedzacego z miasta, w ktorym ja studiowalam do miasta,w ktorym studiowal moj przyszly maz☺do dzis ten piekny coroczny rzepak przypomina nam wspaniale chwile..wracalam dzis z kolejnej wizyty u lekarza, to wlasnie jedna z nich kilka miesiecy temu uswiadomila mi, co w zyciu mam i jak wiele w ciagu chwili moge stracic, jak beznadziejnie pedze i wciaz czekam na to co lepsze ,gubiac to ,co piekne i nigdy juz nie powroci. Kilka miesiecy temu swiat moj i mojej rodziny bardzo sie zmienil. gdy dowiedzialam sie tuz przed Świętami Bozego Narodzenia, ze mając 34 lata za dwa lata moge juz nie slyszec, ze prawdopodobnie mam guza mozgu, a mój mąż w tym czasie juz dwa tygodnie czekał na wynik badania histopatologicznego guza dwunastnicy -swiat nagle zamarl..wszystko za czym wczesniej gonilismy, na co czekalismy-stracilo znaczenie. liczyla sie tylko nasza czworka-kazdy dzien, kazdy usmiech, kazdy calus, kazde slowo…gdy po raz pierwszy moj maz-on-mezczyzna-w-naszym-domu-ten-twardziel-plakal mi na kolanach i mowil,ze oddalby wszystko czego dla nas pragnie, swoje zdrowie i zycie,abym ja mogla zyc, zrozumialam, ze wszystko co nas spotyka ma swoj cel…i te najkrotsze momenty,najdrobniejsze gesty,slowa znacza wiecej niz to co moze nadejsc.i faktycznie mozna zdechnac czekajac na potem 😉na szczescie to co najgorsze nas nie spotkalo, ale byl to czas, ktory nauczyl nas ogromnej pokory i zupelnie innego podejscia do zycia, do siebie nawzajem i do kazdego zwyklego dnia.ciagle uczymy sie enjoying every little things…moze kiedys przestaniemy o tym zapominac..i Wam rowniez tego zycze😉

  • Odpowiedz gabi 4 lipca 2017 at 10:03

    To się nazywa dojrzałości i dorosłość 😀😉

  • Odpowiedz na „emcia_and_little_menAnuluj