20
Bez kategorii

wydeptać nowe ścieżki

Najpierw była wielka radocha. Że zamiast starych bloków widzimy z domu głównie zieleń podwórka i sad, z drugiej strony – białą, schludną elewację sąsiedniego budynku. Z miejsca w podziemnym garażu, z otwieranej na pilota bramy i że zawsze jest gdzie zaparkować, nie trzeba cisnąć z siatami przez całą ulicę. Z ciszy, bo nasze osiedle jest w takim zaułku, na tyle daleko od ruchliwych arterii, że u nas nic nie słychać. Sąsiadów wokół jeszcze niewielu, spokój, sielanka. Z tarasu, który choć łysy i nieobsadzony jeszcze żadnymi drzewkami, to jest, można wypić kawę w jesiennym słońcu i pomarzyć, jak tu będzie na wiosnę. Z czystej, ładnej klatki schodowej. Z zajączka, który co wieczór przychodzi na górkę tuż przed naszym tarasem i wcina koniczynę, a czasami siedzi sobie po prostu cały wieczór i strzyże uszami pod latarnią. Z jabłek – małych, czerwonych, bardzo słodkich, które można sobie zbierać podczas wyjścia na plac zabaw albo i zgarnąć całą siatę do domu (jakiś czas nam zajęło, żeby zrozumieć, że są przecież także nasze).

A potem przyszła tęsknota. Za chodzeniem do szkoły na piechotę, za powrotami w jesiennych liściach, kiedy się zachodziło do warzywniaka, piekarni, a potem jeszcze na chwilę na plac zabaw. Że już nie pójdziemy z wózkiem nad staw ani spacerkiem na lody. Za sąsiadami. Za panią ze sklepu pod blokiem. Za takim czuciem się „u siebie” w przestrzeni, w której znało się każdy kamyczek i krzaczek. Za tymi wydeptanymi ścieżkami i za tym, że mówiło się mijanym ludziom „dzień dobry”, albo chociaż kojarzyło twarze. Kiedy opadły emocje, a nowe mieszkanie było jako tako ogarnięte, dotarło do mnie, że już tam nie należę. Choć jestem prawie codziennie po dzieci, zaglądam do tych sklepów, chodzę tamtymi ulicami, to one już nie są moje. Przejeżdżam koło dawnego domu i broda się trzęsie, patrzę w lusterko – Zosia odwraca głowę. Milczymy, za chwilę mówi „smutno mi, mamo”. Mhmm, mi trochę też. Przeglądam stare zdjęcia w telefonie i ściska za gardło.

Trochę łatwiej jednak zadomowić się w mieszkaniu, oswoić wnętrza. Codzienne czynności, znajome przedmioty, radość z tego wszystkiego przyćmiewa jakoś tęsknotę za starym mieszkaniem. Zresztą wciąż powtarzaliśmy, że najchętniej zmienilibyśmy tylko je, ale pozostali blisko babci i szkoły, w pobliżu starych kątów. Mimo że to tylko cztery kilometry dalej i niecały kwadrans w samochodzie, choć tu z pewnością jest ładniej, potrzeba czasu, żeby się oswoić. Póki nie czuję się w tej okolicy tak swobodnie, jak w dawnej, pojawiają się sentymenty. Tam byliśmy osadzeni w przestrzeni i społeczności, a tu po pierwszych tygodniach poczułam się jednak trochę taka oderwana, samotna chyba trochę?

Kupiliśmy mieszkanie, wiedząc, że to dopiero pierwszy etap pewnej koncepcji, która do nas przemawia. Że początkowo będzie pustawo, będzie tylko jeden sklep i niewielu sąsiadów. Że wszędzie trzeba będzie jeździć samochodem. Nie żałujemy, wciąż jest radocha z podziemnego parkingu, jabłek i zajączka. Chyba po prostu trzeba przerobić żałobę, przestawić się. Cierpliwie czekać na wiosenny taras, a potem kolejne budynki, podwórka, sąsiadów. Poznawać ich, mówić ludziom „dzień dobry”, zaprzyjaźnić się z panią w sklepie i wydeptać te nowe ścieżki. Już za miesiąc sąsiedzkie Mikołajki, wspólne ubieranie osiedlowej choinki na placu koło naszego domu. Cieszymy się na nie, nie potrafimy żyć w oderwaniu od ludzi, bardzo chcemy tu kogoś poznać, mieć z kim pogadać na ulicy i żeby dziewczyny znalazły tu sobie jakieś dzieciaki do podwórkowych zabaw. Patrzę na te zdjęcia, pewnie ostatnie ze słońcem i zielenią w tym roku i kurczę, fajnie tu mamy w tym naszym Wolnym Mieście, wiem to. Niech tylko serce dogoni rozum, i będzie idealnie.

2

3

4

7

8

9

12  13-tile

14

5-tile

19

16

17    21

22

Zosia:

kurtka – Zara

getry – Zara

czapka – Several Moments

buty – Mrugała

Hania:

kurtka, buty – H&M

komin, dresy – Reserved

czapka – Accessorize

matka:

kurtka – Medicine

czapka – Brain Inside

szal – Zara

buty – Maruti

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

14 Komentarze

  • Odpowiedz Agi 9 listopada 2016 at 11:22

    Piękne zdjęcia! Majstersztyk 😉 No cudo , nie moge się napatrzyć!

  • Odpowiedz Wojslandia 9 listopada 2016 at 11:49

    Ago, tak to już jest z sentymentalistami. Ponoć żałoba tego rodzaju trwa 2 lata… życzę aby Wam minęła szybciej 😉 Na „nowym” trzeba przemieszkać wszystkie pory roku, nauczyć się na którym z mebli wschodzi słońce jesienią, a na którym wiosną. Zobaczyć jabłonkę w pełnym kwiecie i tę ze spadającymi jabłkami. No i te święta! Będą na 100% magiczne i choć troszkę inne, to Wasze, a to się liczy najbardziej!
    Powodzonka! Czekam na zdjęcia osiedlowej choinki!! 😉

  • Odpowiedz ula 9 listopada 2016 at 12:22

    Czapka Hani <3

  • Odpowiedz mała Mi 9 listopada 2016 at 12:31

    My tez długo tęskniliśmy do naszego domu na wsi. Do bajkowych widoków z okien, ogromnej przestrzeni wokół, do możliwości bycia wręcz calymi dniami na dworze, u siebie, na własnej trawie. Najbardziej brakuje mi tarasu latem, wieczorów z sowami, wydeptanych sarnich ścieżek, poranków ze wschodem słońca nad 100-letnimi sosnami. Ale! Minęło półtora roku mieszkania w kamiennicy w samym centrum: mam tu znajome twarze, miłych sąsiadów, blisko cały świat, możliwość dojścia wszędzie na piechotę, piękne, ciepłe, duże, przestronne mieszkanie, w którym nigdy nie poczuje sie obca, w którym nikt nigdy nie powie mi juz tylu przykrych słów. I nie będę musiała czekać na wiele rzeczy wchodzących w skład podstawowych potrzeb człowieka, bo jestem tu samodzielna i nieuzależniona od „dobrej” woli pana i władcy. I dlatego kocham mój nowy, choć stary wiekiem, obecny dom. Jesteśmy tu naprawde szczęśliwi, a ścieżki po 1,5 roku juz wstępnie przetarte 😉. Zobaczysz Polko, niedługo tez to poczujecie! Zmiany zawsze pociągają za sobą refleksje, czasem żal za starym, lęk przed tym, co nieznane. Ale jaka w nich siła, ten wie, kto cos zmienił.

  • Odpowiedz stylerecital.com 9 listopada 2016 at 13:22

    Coś mi się też wydaje, że taki urok tych nowoczesnych, chłodnych nieco osiedli. Też się wyprowadziliśmy ze starszych bloków z gdańskich Siedlec i osiedliliśmy na nowym osiedlu na południu miasta. I powiem Ci, że po sześciu latach mieszkania tutaj dopiero trochę czuję się jak u siebie. Ludzie jakoś nie chcą za bardzo zawierać nowych znajomości, każdy trochę żyje tak w swoim świecie, wielu sąsiadów sama wciąż jeszcze nie znam. A i jeszcze fakt, że na nowych osiedlach mnóstwo jest mieszkań na wynajem, jeszcze pustych etc. Mnóstwo ludzi wyjeżdża rano i wraca wieczorem, obrzeżne dzielnice to takie ‚sypialnie’, przez co też cały dzień jest bardzo pusto. Czasami żałuję, że nie kupiłam mieszkania właśnie gdzieś w tych starszych dzielniach bliżej centrum, gdzie jest chyba trochę więcej ‚życia’.
    Oby Ci się szybko nastrój poprawił, może świąteczny czas zadziała sprzyjająco! Pozdrowienia, Paulina

  • Odpowiedz to_basia 9 listopada 2016 at 15:23

    Latem, gdy więcej dzieci wylegnie na podwórko, gdy rozpocznie się sezon grillowy, wszystko się zmieni. Wasz taras sprzyja sąsiedzkim spotkaniom, a dzięki dzieciom nawiązuje się masę nowych kontaktów. Jesień i jej pluchy, zmienność nastrojów, jaka wtedy dopada, sprzyjają siedzeniu w swoich czterech kątach. Zakapturzona i zmarznięta tez tylko marzę o powrocie do domu, pogaduszki na ulicy ograniczają się do pomachania ręką w rękawiczce. Co innego wiosną i latem. Pewnie, gdybyście się przeprowadzili w jakimś ciepłym miesiącu, to byłoby inaczej… Pozdrawiam ciepło, mimo aury za oknem :)

  • Odpowiedz ryśka domowa 9 listopada 2016 at 17:24

    my zmieniliśmy mieszkanie, gdy nasza Hania miała trzy miesiące. przeprowadziliśmy się do domu na tej samej ulicy, tak że dziś ze swoich okien mogę zaglądać w okna starego mieszkania (co zresztą często czynię;). „podglądałam” już kilkoro nowych lokatorów, co może wydawać się dziwne, bo zwykle, gdy się wyprowadzamy, docierają do nas tylko jakieś odpryski informacji a propos starego domu. i mimo, że jestem do bólu sentymentalna i że to było nasze pierwsze wspólne mieszkanie jako pary i rodziców, jakoś nie miałam okresu żałoby po przeprowadzce. może to przez to, że nie zmieniliśmy okolicy, a może dlatego że było wynajmowane… nie wiem. wracam wspomnieniami, ale łza się w oku nie kręci :) głowa do góry, Polko! :)

  • Odpowiedz spinka 9 listopada 2016 at 17:51

    Też to przechodziłam… Pięć lat temu w Sylwestra (!!!) przeprowadziliśmy się do naszego nowego domu. Do tej chwili mieszkaliśmy z moimi rodzicami – my + nasz syn i moi rodzice. Dom pełen ludzi, codziennych spotkań wieczornych przy stole, rozmów, radości i kłótni 😉 Już nie mogłam się doczekać kiedy w końcu zamieszkamy u siebie, gdzie będzie przestrzeń i takie nasze, tylko nasze miejsce. No i oczywiście po przeprowadzce okazało się, że wieczory wydawały się takie ciche, że ta przestrzeń nas przytłacza i jak to teraz będzie? Mogę stwierdzić, że wtedy załapałam takiego doła jak nigdy… Jeszcze ten czas zimowy, gdzie za oknem tak ponuro i ciemno, w domu nie wszystko jeszcze urządzone, brak w oknach firanek i zasłonek… Nie mogłam się odnaleźć…
    ALE! Na szczęście trwało to tylko przez krótką chwilę. Teraz nigdzie nie jest mi tak dobrze jak w moim domu :) Już nie ma ciszy i nie przytłacza nas żadna przestrzeń. Kochamy nasz dom i to nowe (już jakby stare) otoczenie :)

  • Odpowiedz Joana 10 listopada 2016 at 09:50

    Polko, jesli mozna spytac, jaki masz kolor lakieru na zdjeciach z jablkami?

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 10 listopada 2016 at 11:50

      to Burgundy Wine z Semilaca

      • Odpowiedz katzof 10 listopada 2016 at 23:45

        Dziękuję :)

  • Odpowiedz Paula 10 listopada 2016 at 10:02

    Jak zobaczyłam zdjęcie Hanki z jabłkiem, to przyszła mi do głowy myśl, że chyba jeszcze nie było postu, w którym ona by czegoś nie wcinała 😀
    A co do postu – przez ostatnie kilka lat (czyli w zasadzie od wyprowadzenia się z domu rodzinnego) byłam włóczęgą, więc nie mogę napisać, że Twoje odczucia są mi jakoś wyjątkowo bliskie. Natomiast Ty potrafisz tak wszystko napisać, że jednak mam wrażenie, jakbym czuła dokładnie to samo.
    Powodzenia Polko w tym wydeptywaniu, obyście się jak najszybciej zadomowili :)

  • Odpowiedz fiszszka 11 listopada 2016 at 20:40

    zazdroszczę nadziei i tego, że po prostu dobrze Ci w mieszkaniu.
    ja przeprowadziłam się dwa lata temu i jest mi od dwóch lat źle.
    nie umiem mieszkać w bloku, na osiedlu, w komunie.
    niezmiennie marzę o swojej ziemi i domu.
    i żaden koncept osiedlowy , w mojej opinii, nie daje komfortu wolności, jaką da dom.

  • Odpowiedz Ania 12 listopada 2016 at 17:31

    Mi niestety tęsknota nie minęła po 2,5 roku. Po dwóch stwierdziliśmy już na 100 % – w 2017 wracamy blisko starego lokum. Nie daje rady być uzależniona od samochodu i samotności na nowym osiedlu. Niby wszystko jest blisko, a jednak daleko. Niby infrastruktura powstaje, ale do porówniania z organizacją w mieście to potrwa lata… Nie moje miejsce, nie moja bajka… Jedyne co mnie pociesza to to, że mieszkam we wspaniałym miejscu i nowy kupujący to doceni. To ile serca włożyliśmy w to mieszkanie i to jak tu pięknie i cicho. Ktoś na pewno, ja nie mogę.

  • Zostaw coś po sobie