8
Dzieciaki

wspólne sprawy

Fajnie jest mieć z własnym dzieckiem wspólne sprawy. Mieć swoje słowa – klucze, ulubione powiedzonka, żarty, które śmieszą tylko Was. Tajne sposoby, by je przekonać do przebrania się z baletowej spódnicy na styczniowy mróz i Wam tylko znane metody przełamania strachu przed zastrzykiem. Wyjątkową bliskość można odczuć mając jakąś wiedzę na jego temat, taką tylko na wyłączność. Znać jakieś własnego dziecka grzeszki, lęki, słabości, słuchać o wszystkim tym, czego się wstydzi, czego nie umie i razem nad tym pracować. Dobrze robić coś tylko we dwoje, bardzo potrzebne są rytuały, fajnie jak można z tatą co weekend szykować rodzinne śniadania, a wieczorami ćwiczyć czytanie, układać z mamą rymowanki podczas jazdy samochodem, czesać razem lalki, nadając im imiona rodem z wenezuelskiej telenoweli.

Jakiś czas temu Zosia ze swoim tatą założyła farmę, pamiętam jak bawiło mnie, gdy słyszałam, jak przy śniadaniu rozmawiali o zbiorach pszenicy czy cenie skupu trzody chlewnej. Jak pytali się siebie w przelocie: “tato, a sprzedałeś już ziemniaki?” czy “Zośka, ile hektarów obsiałaś?”. Farma to była rzecz jasna wirtualna, a pytania dotyczyły zupełnie nierealnych zbiorów w grze na tablecie, lecz pochłonęła ich dosyć mocno na jakiś czas, a mnie rozczulała ta ich “wspólna sprawa”.

Ostatnio to my z Zośką porozumiewamy się sobie tylko znanym kodem – budujemy kolejne regały z magazynie, wstawiamy do sklepu nowe towary, otwieramy kolejne kasy. Kreujemy strategię zawojowania rynku jako menedżerki hipermarketu. Zaczynałyśmy od jednej półki z solą i cukrem (co stało się przyczynkiem do opowieści o stanie zaopatrzenia sklepów za komuny i o tym systemie w ogóle), a teraz zarządzamy już całkiem nieźle wyposażonym sklepem – sprzedajemy też pączki, ser, chleb, czekoladę, owoce i dużo innych różności. Zbieramy punkty za rozwój – dostawianie kolejnych regałów na hali czy w magazynie, nowe produkty, spełnianie życzeń klientów. O wszystkich inwestycjach decydujemy wspólnie – analizujemy, czy opłaca się kupować lady ekspozycyjne albo wprowadzić do sprzedaży pomidory. Zastanawiamy się, czy mamy ochotę czekać kwadrans na wybudowanie lodówek z nabiałem, czy raczej wolimy jakieś szybkie zmiany. Teraz to ja kiedy wracam do domu, słyszę: „mamo, kupiłam do sklepu kakao i jajka!”, innym razem odbierając ją ze szkoły chwalę się, że otworzyłam chłodnię.

Od jakiegoś czasu gramy z Zosią w „Moje Małe Tesco” – strategiczną grę, polegającą na zarządzaniu własnym hipermarketem, która pokazuje kulisy wielkiej sieci handlowej. Widzę, że ta gra otwiera jej oczy na to, jak zorganizowany jest handel w ogóle, jak skomplikowane są to procesy, jak trzeba kombinować, żeby podejmować dobre decyzje w biznesie. To taka lekcja ekonomii dla starszych dzieci, mimo, że generalnie gra jest raczej dla dorosłych, to nie ma przeszkód, żeby wciągnąć w nią młodzież. Jest atrakcyjna wizualnie, pociągające są te wszystkie małe ludziki, urządzanie pomieszczeń, zapełnianie półek kolorowymi pudełkami i butelkami – typowe naśladowanie ról, zabawa w sklep, którą dzieci tak lubią, choć wirtualna i znacznie bardziej skomplikowana. Fani gier strategicznych, osoby lubiące tworzyć symulowane imperia wszelkiej maści, entuzjaści handlu czy ci, którzy w dzieciństwie marzyli o posiadaniu własnego sklepu – znajdą fajną zabawę dla siebie na zimowe wieczory. Ja, choć nie żaden wytrawny gracz, też mam z tego frajdę, choć w sumie największą z tego naszego wspólnego knucia i budowania. Doszła nam kolejna wspólna sprawa, następna zajawka na weekendy i wieczory. Tylko nasza – do czasu, kiedy pojawi się Hańcia 😉

Aplikację można pobrać za darmo na IOS, Android i Windows Phone.

1

3

4

5

6

7

2

8

11

9

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

19 Komentarze

  • Odpowiedz Olakombinuje 16 lutego 2016 at 19:52

    Fajnie macie. Może jak mojemu skończy się kara na urządzenia elektroniczne to zainstaluje też . Na razie muszę budować z lego. Chociaż z chęcią wreczyłabym taki tablet i odpoczęła od Ninjago. Muszę być jednak konsekwentna. Zastanawiam się kto na tej karze bardziej cierpi… Udanego wypoczynku dla całej rodzinki 😀

  • Odpowiedz małomiasteczkowa 16 lutego 2016 at 20:11

    Fajna sprawa. I nie chodzi mi tu o grę bo do niej to mam akurat dość ambiwalentny stosunek, ale fajna sprawa te wspólne sprawy. U nas też zaczynam to obserwować, mimo że Młoda ma dopiero rok. To wspaniałe budować taką szczerą relację z własnym dzieckiem, byś wsparciem i oparciem. To, co napisałaś po raz kolejny utwierdziło mnie w poczuciu cudowności macierzyństwa 😉 Dzięki!

  • Odpowiedz Ewelinamami 16 lutego 2016 at 21:17

    Hej ja mam pytanie od strony Technicznej.. Co robi Hania gdy wy macie te swoje sprawy? Mam podobny wiek u dzieci bo rocznik 2008 i 2014. Mój mąż dużo pracuje i często go nie ma ale domyślam się ze twojego tez często nie ma ( tak wnioskuję z wpisów) kiedy córeczka śpi to my tzn ja i syn jesteśmy w szkole / pracy a niunia z niania a gdy wracamy o 15 do 19 niunia juz nie śpi i ciężko jest nawet odrobić lekcje a co dopiero mieć swoje sprawy. Deko inaczej jest w weekendy i np teraz czyli ferie ale i tak gdy mała śpi trzeba przecież coś ugotować posprzątać wyprać itd jak ty to rozwiązujesz? Bardzo proszę o opisanie pozdrawiam

    • Odpowiedz kasiula 16 lutego 2016 at 22:18

      Hania pewnie ogląda bajki :) Ja nie daje tableta swojej 6 latce, wole nie uegać tej łatwej rozrywce, bo dzieci łatwo sie uzalezniaja od tych urzadzen

      • Odpowiedz Maga 18 lutego 2016 at 09:43

        Mam nadzieję, że jednak nie ogląda. Do dwóch lat nie powinniśmy pozwalać dzieciom oglądać telewizji przy czym chodzi tu o wszystkie urządzenia ekranowe, między 2 a 3 rokiem tylko z rodzicami, którzy tłumaczą co i jak, a po trzecim roku z rozsądkiem i kontrolą co oglądają. Długo by tłumaczyć, najważniejsze to zbyt silna stymulacja prawej półkuli mózgu i problemy z myśleniem przyczynowo-skutkowym.
        Ale to do rodziców należy decyzja na ile pozwolą swoim dzieciom, to oni są odpowiedzialni wobec swoich dzieci.

      • Polka Dot
        Odpowiedz Polka Dot 18 lutego 2016 at 22:13

        No nie, Hania nie ogląda bajek. Raz że nie chcę, żeby to robiła, dwa, że nawet, kiedy Zosia przy niej ogląda, młoda jeszcze kompletnie nie jest tym zainteresowana. A wspólne sprawy mamy, kiedy na przykład Hanią zajmuje się jej tata, albo kiedy mała śpi (zasypia wcześniej w tygodniu, a w weekend jeszcze dodatkowo są drzemki). Mamy je też czasem, kiedy Hanka jest jeszcze u babci, a my wracamy razem ze szkoły, ale najczęściej jednak ja albo mąż mamy szansę robić coś sam na sam z Zosią, gdy drugie zajmuje się Hanią.

  • Odpowiedz Agnieszka 16 lutego 2016 at 21:27

    My z Zu we dwie kolorujemy. To taki nasz czas. Zwłaszcza kiedy młodsza utnie sobie drzemkę. Takie mamowo-córkowe rozrywki. A tata uczy naszą 3-latke piosenek, które potem zawodzą we dwoje na ulicy w drodze do przedszkola. Ostatnio na topie jest „autostop” 😀

    • Odpowiedz Lorka 18 lutego 2016 at 10:30

      fantastyczne spędzanie czasu:) moja srednia z tatusiem tez ma swoje rytualy.. muzyczne hehe, co wieczór sobie sluchają muzyki tatuś za punkt honoru sobie postawił zaznajomic mloda z jego ukochanym punkiem hehe( dla mnie koszmar)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 18 lutego 2016 at 22:21

      też to lubimy :)

  • Odpowiedz Irena 16 lutego 2016 at 21:34

    Extra :)

  • Odpowiedz Poki 17 lutego 2016 at 22:01

    Witam Was Kochane, Matko Polko zdradź proszę, skąd te piękne duże koce (szary i różowy)???

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 18 lutego 2016 at 22:13

      oba są marki Maylily, uwielbiam je :)

  • Odpowiedz Lorka 18 lutego 2016 at 10:27

    w kwestii tabletów, komputerów i gier jestem radykalna . Dzieciństwo to jedyny moment w życiu, gdy możemy je uchronić od tego. pomijając już szkodliwe promieniowanie, wyrabianie takich nawyków uważam za zuo:) są fajniejsze sposoby na spędzanie sam na sam z dzieckiem.. Mam trzy niewiasty 16, 6 i 14 mscy.. z najstarszą mamy swoje rozmowy i raz na jakis czas wypad na miasto, ze srednią jest to czytanie bajek ( wtedy tatus wariuje z najmłodszą) najmlodsza ma mnie na razie 3/4 dnia, ale pewnie tez w koncu znajdziemy cos dla nas.. nastarsza pierwszy raz zostala dopuszczona do komputera w wieku 10 lat i niczym nie odbiega od rówieśników technicznie.. a jak dziala supermarket? serio to wiedza niezbedna 6latce? jest jeszcze milion rzeczy, ktorych nie wie, a moze jej przekazać matka… uwielbiam cię polko, wiem ,że musialas ten tablet upchnąć do wpisu i w miare w nienachalnej formie..ale serio? tak chcesz ,zeby córka pamiętała wspolny czas z mamą? na gapieniu w monitorek?

    • Odpowiedz Maga 18 lutego 2016 at 10:38

      Zgadzam się całkowicie. Polecam w planszówki jako alternatywę dla gier na tablecie. Ostatnio gramy w Carcassone i w Magię i miecz. Ta druga jest dosyć trudna, gram w nią z 10-latkiem, ale 6-latka jest ze mną w drużynie – powoli niektóre aspekty zaczyna ogarniać i tez ma zabawę.

      • Polka Dot
        Odpowiedz Polka Dot 18 lutego 2016 at 22:20

        Maga – zazdroszczę, mamy kilka gier i Zosia niestety nie przepada za planszówkami, bardzo żałuję. Mamy inne sposoby na zabawę offline, tablet odpalamy stosunkowo rzadko, dlatego nie podzielam Waszych obaw. Uważam, że wszystko jest dla ludzi i wolę, żeby Zośka poznała takie urządzenia pod moją opieką niż za kilka lat przepadła na amen już bez nadzoru.

    • Odpowiedz kasiula 18 lutego 2016 at 12:56

      Dokladnie, tyle jest wspanialych planszowek, gier, po co promowac tablety i tak jestesmy tym bombardowani zewszad.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 18 lutego 2016 at 22:17

      Ja nie jestem aż tak radykalna, to jeden z wieeeelu sposobów spędzania razem czasu. Nie przeszkadza mi to, że czasem zamiast wieczornej książki jest tablet albo gdy gnijemy sobie razem pod kocem w deszczową sobotę i coś tam klikamy czy oglądamy. Jestem spokojna, bo wiem, że poza tym mam jej wiele do zaoferowania i robimy mnóstwo innych ciekawych rzeczy, o wielu z nich zresztą tu pisałam. Nie sądzę, żeby to było jej główne wspomnienie z dzieciństwa, serio 😉 grunt to zdrowe proporcje

  • Odpowiedz Mała Mi 19 lutego 2016 at 10:54

    No jasne! Nie przesadzajmy w żadną stronę. Choć ja np. nie oglądam telewizji. W ogóle, kompletnie i nigdy. Dzieci tylko bajki. Tablety są na porządku dziennym. Co nie znaczy, że nie ma innych form spędzania wolnego czasu. Będąc w pełni świadomą, na ile ogłupiające są niektóre gry i ogólnie na ile obcowanie z tabletem sam na sam może być destrukcyjne dla dziecka, staram się zapewnić im mądrzejsze formy rozrywki, choć niejednokrotnie czuję nieodpartą ulgę, gdy po bardzo, bardzo męczącym dniu, siedzą chwilę cicho coś oglądając lub grając. Nie oszukujmy się, życie samotnej matki nie jest proste i usłane różami. Nie rozdwoję się, nie roztroję tym bardziej. Momenty nie wymagające zajmowania się, są także na wagę złota. Cisza także. Na nianię mnie nie stać, opłacam już drogie przedszkole. Co nie znaczy, że granie ma być sposobem na życie i spędzanie każdej wolnej chwili każdego dnia. Na pewno trzeba trzymać rękę na pulsie. Szczęśliwe posiadaczki aktywnych tatusiów, dziadków i babć- można dawać złote rady, mając do tego dobry grunt. Poza tym- dzieci zawsze (oprócz tych naprawdę uzależnionych) preferują aktywność z rodzicem- dopóki to widzimy, myślę, że możemy być spokojni(ejsi) ;). I nie piszę tu o aktywności polegającej na wspólnym graniu, choć wchodzenie z dzieckiem w ten świat na pewno jest lepszym rozwiązaniem niż pozostawienie go zupełnie samemu sobie.

  • Odpowiedz Gosia 2 marca 2016 at 11:35

    Och, przez Ciebie Polko jestem już na 42 poziomie, piekę pizzę, robie kiełbasy, sok z winogron, ciasto marchewkowe, sprzedaję maszynki do golenia… Budzę się rano i sprawdzam, czy przyszła dostawa i tylko co rusz wymyślam nowe kafelki na podłogę, żeby klienci nie marudzili, że za mało dekoracji.
    Sprzedałam pomysł na tę grę mojemu siedmioletniemu siostrzeńcowi i do mnie teraz ciągle wydzwania: „Gosia, mogę sprzedawać pączki!” albo: „Gosia, a jak to zrobić, żeby dostawy przyjeżdżały takimi dużymi ciężarówkami?”
    No fajna gra, fajna.

  • Zostaw coś po sobie