uro1
Moda i uroda

wiosenno – letnie hity, marzenia i chciejstwa

Muszę Wam coś wyznać. A w zasadzie to może nawet i dwa wyznania poczynię. Sekret numer jeden jest taki, że w nadchodzącym tygodniu obchodzę urodziny, lat kończę trzydzieści i cztery, tym samym zbliżam się nieubłaganie do wieku, w którym kobiety do niedawna określałam grubiańsko: „stara baba”. No trudno, trzeba to będzie przyjąć z godnością. Niedługo zostanę starą babą i będę musiała jakoś z tym żyć. Poszukiwania godności w wieku dojrzałym przybierają u mnie niestety niebezpieczne formy. Nie, nie zaczęłam się tatuować ani narkotyzować (chociaż to pierwsze dość często mi chodzi po głowie). Nie skręciłam też i w drugą stronę – nie zażywam lecytyny, nie wybieram się też na wczasy do sanatorium. Żyję sobie jak dawniej w zasadzie, może tylko ciut częściej zasypiam w ciuchach na kanapie, ciut rzadziej mam ochotę na wieczorne wyjścia, może odrobinę tylko więcej korektora pod uczy zużywam. Ja natomiast, drogie Panie, nieco innych wyborów konsumenckich dokonuję w obszarze mody i urody. Ściślej mówiąc – ja wiekiem swym, tym nieuchronnie zbliżającym się końcem młodości, tym zmierzchem naturalnej, młodzieńczej aury, uzasadniam rozrzutność.

I tu zbliżamy się do wyznania drugiego. Powiem krótko: sknerzyłam. Mimo iż od zawsze pociąg miałam do ubiorów i mazidełek, z powodu ograniczonych zasobów, a także nabytej skromności, poszukiwałam w przeszłości opcji low budget’owych. Nie dla mnie kolekcjonowanie fikuśnych butów, skórzane torebki, markowe płaszczyki, luksusowe kremy. Wyprzedaże, lumpeksy, aukcje internetowe – królestwo taniości, to był mój żywioł. Uchodziłam swojego czasu za mistrza wykopywania z czeluści internetów gustownych perełek za przysłowiowe trzy grosze. Miałam bowiem nosa do trendów, ale i jednocześnie radar na okazje. Najmodniejsze sandały za trzy dychy – proszę bardzo. Letnie sukienki, wielgachne torbiszcza, stylowe kopertówki, balerinki we wszystkich kolorach tęczy, wszystko poniżej trzech dyszek – voila! Najczęściej nowe, ale i używane, nieważne, liczył się wygląd oraz różnorodność. Nad jedną parę skórzanych butów bardziej ceniłam trzy cuchnące plastikiem, lecz w różnych kolorach, dające wrażenie obfitości oraz możliwość tworzenia wielu zestawów. Nie, żebym dar ten dziś w sobie potępiała, o nie, zwłaszcza, że wiem, że był to wówczas smak konieczności, stawałam bowiem niejednokrotnie w swoim życiu przed wyborem: nowe dżinsy czy rachunek na gaz? Kozaki czy czynsz? Zdarzało mi się wybierać to pierwsze, nie przeczę, lecz zazwyczaj jednak i tak po taniości.

Co w tym złego? Ano nic, z wyjątkiem tego, że najmodniejsze sandały za trzy dychy rozpadały się w połowie wakacji, uprzednio zamieniwszy moje stopy w krwawą miazgę. Że ekobaleriny po kilku wilgotnych użyciach cuchnęły tak, że nie mogłam ich więcej założyć, a stylowe torby gubiły sprzączki, paski, odrapywały się ze swych sztucznych skórek, nadając się po kilku tygodniach na śmietnik. O, tak, wtopiłam, wielokrotnie. Fortunę wydałam łącznie na wszystkie te tanie okazje. Smarowałam się kremami po pięć złotych, podkładami po dychu – młoda byłam, to mogłam, pewnie nawet i gdybym się oliwą smarowała, wyglądałabym ok, młodość to jest młodość jednak, nie potrzebuje wiele. I nie, nie jest to opowieść o mojej wewnętrznej przemianie w kobietę luksusową pod wpływem blogowego high life’u oraz szerokiego strumienia kasy i darów losu, płynących od sponsorów. Po pierwsze dlatego, że nie uprawiam high life’u, a strumień ostatnio widziałam w górach, ale przede wszystkim dlatego, że daleko mi do kobiety luksusowej. Znacznie bliżej jest już wspomniana stara baba, a ta jest już trochę zmęczona, z lekka pomarszczona, nieco bardziej dzieciata, a zatem – bardziej wymagająca.

Moje zainteresowania konsumenckie skręcają od jakiegoś czasu coraz mocniej w bardziej kosztowne rewiry, nie tyle z zepsucia, co z wygody. Z wygody noszenia rzeczy, które nie sprawiają mi bólu, w których mogę kroczyć swobodnie nie kulejąc, nie pocąc się, nie przeklinając w duchu. Z komfortu rzadszego kupowania i dłuższego użytkowania. Rację przyzna mi każdy, kto choć raz umościł cycki w cudownie wyprofilowanych miseczkach eleganckiego, przylegającego do mostka stanika od brafiterki (takiego z tych, za które można rodzinę wyżywić przez pół miesiąca, a przed którymi każda gospodarna pani domu broniła się latami do czasu, kiedy biust zaczął zasłaniać jej pępek). Zrozumie ten, kto w przypływie optymizmu gospodarczego szarpnął się na kosztowny podkład i odkrył, że można mieć gładką, jednolitą cerę przez cały dzień, zamiast w południe zbierać resztki makijażu z brody. Wreszcie – każdy, kto jak ja cierpiał niewygody w butach ze sztucznych tworzyw, krwawił i pocił się w nich, aż wreszcie kupił sobie takie z mięciutkiej skórki i nie mógł uwierzyć, że droga do pracy może być tak przyjemna. Jakoś krótko po trzydziestce poczułam, że dość mam spódnic kurczących się po pierwszym praniu, które z fasonu maksi po jednym cyklu były do pół łydki, japonek, z których pasek wypadał w najbardziej niestosownym momencie (jak podczas biegu z siatami do autobusu – true story), gryzących sweterków i innych pseudooszczędności.

A poza tym – umówmy się – starobabieństwo rządzi się innymi prawami, z wiekiem coraz trudniej zrobić wrażenie samym swoim ciałem, świeżością spojrzenia, urokiem osobistym, właściwym młodzieży. Niewiele luksusowych doświadczeń mam na kocie, zdarzyły mi się jednak drobne grzeszki i niestety, ale z tej ścieżki ciężko będzie wrócić do dawnych przyzwyczajeń. Pociąg mam coraz silniejszy do ekstrawaganckiego, lecz jednocześnie wygodnego obuwia, dobrych tkanin, kosmetyków z wyższych półek. Dziś wolę zaczekać, odłożyć, sprzedać coś starego i kupić jedną solidną rzecz. Dziś, zamiast miliona drobiazgów, wolę dostać na urodziny jeden, wymarzony ciuch czy kosmetyk. Dość mam zagracania chałupy, wypełniania szaf toną rzeczy, z których większości coś dolega, ale szkoda wyrzucić, bo przecież są prawie nowe, nie chcę już łazienki wypchanej kosmetykami, z których żaden mi nie odpowiada, ale trzymam, bo co zrobić. Gust mam już ustabilizowany, moje fascynacje i tęsknoty są już dosyć trwałe. Podzielę się dziś z Wami moimi odkryciami, rzeczami, o których marzę i tymi, które już mam, i wiem, że warto było za nie zapłacić.

uro1

1 – zegarek Komono Estelle pastel rose – PanPablo

2 – buty skórzane Anniel stars – Kafkakoncept

Chodziły za mną już jakieś dwa – trzy lata, szukałam ich w zagranicznych sklepach, ale nigdy jakoś nie skusiłam się, żeby je zamówić. Za drogie – same buty i jeszcze ta przesyłka. Dojrzewałam do tego wydatku bardzo długo, dopiero, kiedy czułam, że to pewne uczucie i pojawił się zastrzyk gotówki, skusiłam się…i nie żałuję! Co za wygoda, jaka lekkość, to wykonanie! No i szał, niewątpliwie, taka ze mnie glamour-babka jak z przysłowiowej koziej dupy trąba, to chociaż obuwie mam ekstrawaganckie do tych moich dziurawych dżinsów 😉

3 – spódnica Numero 74 pudrowa – Miss Lemonade

Moja choroba na nią trwa od ubiegłego lata, nie udało mi się jeszcze upolować w wymarzonym kolorze, ale mam tunikę tej marki i wiem, co to za materiał – lekki, przewiewny, naturalnie wygnieciony, no i pachnie! Mogłabym mieć wszystkie rzeczy z Numero, podoba mi się absolutnie każda, kupuję ten styl niechlujnej sukmany jak mało co.

4 – Chloe Love Story woda toaletowa – Sephora

5 – chusta muślinowa Wayda Toulouse  – Cocoshki

Mam jedną i jest przecudowna – miękka, puszysta, pięknie się układa, marzę o innych kolorach do kolekcji. Ma je też w swojej ofercie Amazing Decor.

6 – mleczko do ciała Ideal Body – Vichy

Mam na nie chrapkę, odkąd pierwszy raz użyłam kremu do twarzy Idealia – dostałam go kilkukrotnie na różne okazje i absolutnie uwielbiam. Używałam też kiedyś innego balsamu tej marki i był to najlepszy i najcudowniej pachnący kosmetyk do ciała ever!

7 – spódnica Tutu Mist By The Moon – Mouse House

8 – bransoletka z kamieni księżycowych – Mokobelle

9 – półbuty skórzane Indian Summer w kolorze rosa – Mrugała

Buty Mrugała to moja miłość, od kiedy zaczęły je nosić moje dziewczyny. Nie udało mi się dotychczas załapać na damskie (bardzo krótkie serie) i bardzo tego żałuję, widzę, jak świetnie noszą się te dziecięce, jak solidne i trwałe są, jaką mają wybitną wzuwalność i jak wygodnie im się w nich biega.

 

uro22

1 – półbuty brokatowe Anniel Indian Soft – Kafkakoncept

2 – sandały Birkenstock Yara – Sarenza

Birkenami zachwycałam się już w zeszłe wakacje, są naprawdę ultrawygodne. Choć w tym sezonie będę donaszać ubiegłoroczne, marzę o kolejnej parze w nieco innym fasonie. Jeszcze liczę na wyprzedaże (albo jakiś strumień ;)).

3 – żel do brwi Gimme Brow Benefit – Sephora

4 – długotrwały podkład w płynie Estee Lauder Double Wear – ekobieca.pl

Cudo! Musiał swoje odczekać w łazience, aż się nieco opalę, wybrałam niestety zbyt ciemny odcień. No i teraz mogę go wreszcie ocenić – niewiarygodne, co robi z twarzą, wszystkie niedoskonałości znikają pod nim momentalnie jak wycierane gumką, i efekt ten utrzymuje się kilka godzin. Bardzo wydajny, zdecydowanie wart swojej ceny.

5 – puder brązujący Beach Bunny Bronzer Too Faced – Sephora

6 – paleta cieni do powiek Naked 3 Urban Decay – Sephora

7 – sandały Salt Water Tan – Mofflo

 

uro3

1 – japonki Havaianas slim steel grey – PanPablo

2 – krem przeciw oznakom starzenia Lancome Genifique – Sephora

3 – sukienka Nobonu Bontone w kolorze charcoal – Amazing Decor

4 – odżywczy krem do rąk Meraki – zpotrzebypiekna.pl

5 – sukienka Mia Numero 74 – MissLemonade

6 – tenisówki Bensimon grey – Amazing Decor

Najwygodniejsze, jakie kiedykolwiek miałam, zero obtarć, świetnie się noszą. To moja druga para, te kupione ubiegłego lata wciąż są w dobrym stanie, na te wakacje dobrałam sobie inne – wsuwane zamiast sznurowanych.

7 – Clinique Even Better, krem redukujący przebarwienia – Sephora

8 – buty Maruti Gimlet Frog – Mofflo

Moja pierwsza ekstrawagancja obuwnicza, wymarzone trzewiki włóczykija z futrzastej, nakrapianej skóry. Długo biłam się z myślami, oblazłam całe miasto w poszukiwaniu tańszych butów na wiosnę, ale nic mi się nie podobało, tylko one. No i to była miłość od pierwszego włożenia, niesamowita wygoda, szaleję za nimi po prostu.

 

 

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

44 Komentarze

  • Odpowiedz salusiowo 30 maja 2016 at 04:57

    Moje zainteresowania tj twoje skręcił w 2 stronę… W sumie nie przez mode, tylko wygodę. Pamiętam 1 szpilki z bazaru 50zl kosztowały…A ból nóg całych w pęcherza i krwawej masakrze 2 tyle… W końcu maści i plastry za darmo nie dają a co się wycierpialam też moje. Dodam jeszcze, że nogi tak krwawily, że niby skór przesiakla i buciki powodowały do śmietnika;)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 30 maja 2016 at 21:34

      krwawa historia…przerabiałam niestety

  • Odpowiedz asia 30 maja 2016 at 08:16

    A ja skończyłam w kwietniu 34 lata – za 4 miesiące urodżę dziecko i starą babą nie czuję się! Może dlatego, że jestem ładna kobietą i w głowie też mnóstwo optymizmu i życiowego zapału!
    Ciało jędrne bo ćwiczy :) Głowa optymistyczna bo się doszkala i zawodowo spełnia!
    Mąż przystojny facet nawet jeśli już 40 trzasnęły. Też nie stary dziad! Ale człowiek który z zapałem oczekuje dziecka.
    Kosmetyki – iluzja kobiecosci i młodego wyglądu to nie moja bajka. Zamiast kilku stów na pudry i inne maski wolę bilety do teatru nawet jeśli trzeba do niego gnać w środek Polski, koncerty, weekendy nad jeziorem.
    Buty od zawsze tylko ze skóry bo logiczne, że śmieć eko spowoduje większe szkody:( więc po co dwa razy kupować to samo? Problem ostatnimi czasy zrobił się taki, że coraz cześciej marka którą kupuję od lat nastu zaczęła też produkować z eko !!!!

    Ubrania – od zawsze kilka zestawów dobrze skomponowanych i to wszystko! Po co nam te bibeloty? Buduje to coś w nas? Nic….tylko złudzenie! Tak jak z tym pudrem o którym Polko piszes – mój mąż mawia- jaka gładka skóra po pudre kiedy widać na kobiecie, że ma twarz przykrytą cementem???? I nieważne czy pudrem za 200 czy 20 – polecM rozmowę. biotechnologiem – troszkę poopowiada czym różnią się (albo i nie) te złudzenia młodości.

    Młodość jest w naszych sercach ….młodość jest w sporcie, zdrowej kuchni, w lekturach i filmie który wybieramy! W uśmiechu…..

    Gdybyśmy my kobiety w ten sposób na siebie patrzyły to nie byłoby tyle dziwolągów na ulicy – brwi domalowanych lewą ręką kosmetyczki, rzęs doklejanych, kresek, ust jak pontony itd itd

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 30 maja 2016 at 09:35

      Asiu, masz fajne podejście, szanuję to. Ale ja tak z przymrużeniem oka 😉

      • Odpowiedz asia 30 maja 2016 at 10:24

        Wiem wiem Polko, że Ty z przymrużeniem oka!
        Ale sporo z nas niestety z nie z przymrużeniem i te biedne kobietki w poszukiwaniu swojego lepszego ja szturmują w weekendy galerie, zakłady medycyny kosmetycznej.
        Z informacji koleżanek kosmetyczek coraz młodsze dziewczyny!
        Bo przemysł wmówił nam, że droga do piękności wiedzie przez materię:)
        Ja lubię swoje 30 bo to co napisałam wyżej przyszło właśnie z 30 :) wcześniej może nie było doklejanych rzęs ale pewnie marzenie by zakupić sobie tą lepszą ja było!

        • Polka Dot
          Odpowiedz Polka Dot 30 maja 2016 at 10:35

          A ja uważam, że upiększanie się, by wyglądać na swój wiek, ale dobrze, to klasa. Odmładzanie na siłę, nadmierna koncentracja na cofaniu czasu – przesada. Też ubolewam nad skupieniem na urodzie, u mnie to po prostu jeden z elementów życia, jak na estetkę przystało, mam też swoje fascynacje modowe 😉

  • Odpowiedz ula 30 maja 2016 at 10:25

    Cały polski (z pewnością nie tylko polski) instaświatek to buty „anielki”, mrugały, numero 74, mofflo i mousehouse… pudrowe róże i przybrudzone szarości. Marketing mają cudowny. Zazdro, serio, jakem marketingowiec 😉 Jak Kaszka-z-mlekiem pokazała 5 tygodni temu „anielki” na insta, to wiedziałam, że zaraz będzie szał. No i jest szał, „anielki” są wszędzie, u każdej z „liczących się” instamatek czy blogomatek, albo na stopach, albo na listach masthewów… 😉 A ja tak się rok temu ucieszyłam, jak pokazałaś Zosinkę w kombinezonie z hm :) bo byłaś jedyną normalną, trzeźwo myślącą blogomamą w zalewie niezbędnych muślinowych ubranek za miliony monet, które widziałam na każdym z profili.

    To nie jest zarzut ani hejt z mojej strony, bo za bardzo Cię kocham na hejtowanie 😉 to taka obserwacja, jak dzisiaj wyznacza się trendy i listy niezbędnych do życia gadżetów, i jaką siłą rażenia mają „”influencerki”. :)

    I też kończę 34 w tym roku. Piąteczka :)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 30 maja 2016 at 10:33

      No kaszka z mlekiem nosi Numero cudownie, nie sposób się nie zakochać 😉 A na Annielki i ciżemki włóczykija choruję już od dawna, wypatrzyłam na zagranicznych blogach, więc akurat tu wpływu się wyrzekam 😉 Myślę, że wciąż jestem trzeźwo myśląca w tym względzie, patrz: mój ostatni post o ubrankach dla dziewczyn. Ceny niektórych z tych rzeczy z kosmosu, niestety ciężko w sieciówkach znaleźć tańsze odpowiedniki, nie ta estetyka po prostu. Co nie zmienia faktu, że nadal ubieram dziewczyny głównie w H&M i Zarze, za szybko rosną i zdzierają, natomiast dojrzałam do tego, żeby samej sobie kupować rzeczy lepszej jakości i tu akurat gust mi się nie zmienił: od lat noszę długie spódnice i sukienki, duże chusty, płaskie buty, tenisówki, zgrzebne sandały. Także pewnie masz rację co do zjawiska, i nawet pewnie w tym, że dosięgła mnie pewna moda, lecz muszę podkreślić, że to od dawna mój styl, tyle, że do niedawna w wydaniu low-budget 😉

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 30 maja 2016 at 10:33

      p.s. Piąteczka! :)

      • Odpowiedz Ula 31 maja 2016 at 22:24

        Oczywiście co dzis zrobiłam? Kupiłam birkenstoki. Dwa razy czytałam post wakacyjny o nich 😉
        Pamietam moje licealne scholle, ach wygodne były, moze birki nie zrobią z moich spuchnietych stop dwóch parówek.
        Mam nadzieje, ze ktoś słono płaci Ci za reklamę ;)))) bo przekonywać umiesz! Love!

        • Polka Dot
          Odpowiedz Polka Dot 1 czerwca 2016 at 09:29

          Niestety nikt nie zapłacił, tu akurat dzielę się moim odkryciem – myślę, że będziesz zadowolona 😉

          • ula 7 czerwca 2016 at 10:22

            Jestem 😉 są bardzo wygodne i ładne. do pracy w nich nie chodzę, ale wszędzie indziej owszem. :) Dzięki!

    • Odpowiedz Magda 1 czerwca 2016 at 22:19

      A ja nie wiem co to „anielki” ale jeśli to buty z frędzelkami, które nosi obecnie połowa Warszawki, to stwierdzam krótko-okropieństwo, przede wszystki dlatego, że niszą je wszyscy. A tego nie lubię-madowego kopiowania. Ale pewnie się nie znam, bo jestem stara i preferuję klasykę. I klasę :-)

  • Odpowiedz stylerecital@gmail.com 30 maja 2016 at 13:07

    Oj tak, ja się zgadzam. Odkąd stuknęła mi 30- stka narasta we mnie ochota na odzież dobrej jakości, strasznie marzy mi się kilka rzeczy od polskich projektantów, na urodziny życzyłabym sobie tą uroczą bluzę Justyny Chrabelskiej z falbankami na ramionach do tego jakąś fajną kieckę od Just Paul albo od Kupisza, no i dobrej jakości skórzane buty- tak mogę przechodzić cały rok, niźli wydać to wszystko na tonę szmatek z Chin. Ale fakt, że do tego trzeba dorosnąć- młodsze osoby zawsze przeliczają ile za to mogłyby mieć, niż kupić za tysiąc złotych tylko trzy rzeczy :-) pozdrowienia!

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 30 maja 2016 at 21:35

      o, nooo, kieckę od Just Paul przytuliłabym chętnie i ja 😉

    • Odpowiedz Ula 31 maja 2016 at 22:27

      PS a bensimony serio mega wygodne? Czailam sie na a La bensimony w stradivariusie czy bershce dzis ale wystraszyłam sie chyba-nie-do-końca-bawelnianego buta… Te bensimony dają stopom jakos oddychać?

      • Polka Dot
        Odpowiedz Polka Dot 1 czerwca 2016 at 09:28

        Baaaardzo, noszę je nawet na gołe stopy i czuję się w nich świetnie.

  • Odpowiedz Iskandinav.evim 30 maja 2016 at 13:31

    Zegarek przesliczny, niedawno kupilam bardzo podobny w Swatchu choc na pasku ma motyw z kwiatow, ten gladki wyglada lepiej.
    Odnosnie tego co napisalas mysle, ze urok osobisty ma akurat z wiekiem bardzo niewiele wspolnego :-)
    Moc serdecznosci!

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 30 maja 2016 at 21:36

      no generalnie tak, ale mi tu chodziło o ten taki właściwy młodości urok 😉

  • Odpowiedz MS 30 maja 2016 at 13:50

    W tym roku również skończyłam 34 kata i moje preferencje zakupowe podążają dokładnie w tym samym kierunku – wprawdzie drożej, ale porządniej 😉 Mam nawet Paletę cieni Naked 2, niestety nie jestem do końca zadowolona, bo bardzo się obsypuje, wiec mam zamiar wypróbować polecane w jakimś wcześniejszym poście Bath. Pozdrawiam

  • Odpowiedz Ela 30 maja 2016 at 15:58

    Mój kuzyn zawsze powtarzał, że nie stać go na tanie buty. I ja także wolę zainwestować w butki skórzane, które potem z czułością pielęgnuję. :-)
    Agu. Lekkość Twojego pióra sprawia, że naprawdę miło się Ciebie czyta i z Tobą utożsamia. Świetnie się realizujesz na blogu. Tak trzymać!
    Urodzinowe pozdrowaski ślę.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 30 maja 2016 at 21:36

      Dziękuję, Ela! :)

  • Odpowiedz Lorka 30 maja 2016 at 21:11

    3 dni temu skończyłam 39 lat. w tym wieku już mi zwisa i powiewa wszystko:) ( także cycki haha) maluje się raz na ruski rok, jak mam ochotę.. tylko oko, podkładów nie używam.. doskonale już wiem,że nieważne za ile krem , to nie pomoze jesli nie dbasz o siebie od srodka.. do nawilżania gęby uzywam liscia aloesu…mój strój to dżinsy i podkoszulek, a większość czasu biegam w japonkach lub kaloszach( havaianasy rozleciały mi się po 3 miesiącach,więc to żadna wyższa półka sorki) ale pamiętam właśnie ,że tak po 30 , aby dodać sobie powagi i poczuć się bardziej dorosła to wydawałąm od pyty kasy na te wszystkie bzdety.. aa i w wieku 38 lat zaczelam chodzic w króciutkich szortach( wczesniej uwazalam ,ze mi już nie wypada hahhaha.., pisałam już ,że po gdy juz oddech 40 na karku to człowiek bardziej wyluzowany?:) no więc chodze w tych szortach, które sobie z dzinsów wycieła moja 16 letnia córka( swoich jeszcze nie mam:P).. jak tak czytam… to sie ciesze,ze tyle kasy zaoszczedze,. bede mala na drzewa do ogrodu:P :) czuje się młodo, wyglądam jak 30, mam prócz 16 letniej, jeszcze 2 córki w wieku Twoich.. więc litości kochana( i Twoje rówiesniczki) wy nie wiecie jeszcze co to starość haha:)

    • Odpowiedz Ula 30 maja 2016 at 21:55

      Ja za to będę „stara matka”, jak sie w koncu zdecyduje na swoje dzieciury, tak ze wiesz ;)))

    • Odpowiedz asia 31 maja 2016 at 08:35

      Lorka,
      Jak fajnie przeczytać post pod którym człowiek podpisze się całym sobą!
      Mam podobnie – dystans do tego co niby trendy i drogie. I też conieco sprawdziłam – nie cena i obrandowanie świadczy o jakości.
      Cudnie być kobietą akceptującą siebie i mającą po 30 więcej kasy, którą wyda się na „siebie i swoją rodzinę od środka”.
      Miałam okazję podglądać bogaczy i nowobogackich.
      Nowobogacka 30 kupuje buty a bogata 30 jedzie na safarii aby pokazać dzieciom świat przyrody!

  • Odpowiedz Paula 30 maja 2016 at 22:34

    Choć mi do starej baby jeszcze daleko (bo skoro przed trzydziestką, to daleko – tak się przynajmniej pocieszam) to i tak już zaczynam wchodzić w trend „kupić raz a porządnie”. No dobra, może nie raz. Rzecz w tym, żeby ta bluzka za dychę wytrzymała więcej niż jedno pranie, dżinsy poniżej pół stówki nie robiły z mojego tyłka bezkształtnej masy, biustonosz za grosze nie sprawiał, że po godzinie cycki wychodzą mi górą, dołem, trochę pod pachą, a najmniej zostaje w miseczce. I choć daleka jestem o twierdzeń, że na dobre rzeczy trzeba od razu wydawać miliony, to jednak faktem jest, że za jakość trzeba zapłacić. I jakość od razu widać. Bo choć sukieneczka upolowana za bezcen na targu może być śliczna, choć spódnica „no name” z aukcji na allegro może być na pierwszy rzut oka elegancka, to wystające nitki, nierówne szycie, krzywy zamek czy guzik, materiał słabej jakości – to wszystko od razu widać i z baby eleganckiej, zmieniamy się w babę lumpa, która zamiast trzech wyjściowych spódnic dodających jej klasy, ma trzydzieści szmat.

  • Odpowiedz kejtson 31 maja 2016 at 00:30

    ooo takie posty lubie! teraz prosze o przeglad rzeczy ladnych w niskich cenach:D

  • Odpowiedz Marta 31 maja 2016 at 12:19

    Kobiety drogie, jaka starość, mi w styczniu stuknęło 33 nie wiem kiedy, mam cudownego 2,5 letniego synka Maksa – myślę jeszcze o rodzeństwie dla niego:) Kobiety przeżywają jakieś emocjonalne przełomy, myślą aha! jestem po 30-stce muszę wyglądać poważnie a moje ciuchy porządnie i lux, jestem po 40 stce- zrobię tatuaż i ubiorę mini szorty, jestem po 50 stce – nic już nie muszę – mam wszystko w D ( słowa mojej teściowej) itd. itp. każdy przełom wiekowy jest niestety tylko „pretekstem” do zmian dla kobiety – to nie jest nic negatywnego – ale też nie ma się co tak emocjonować i roztrząsać nad tym tematem:) … a jeśli chodzi o ten cały marketing na IG i blogomatek – no cóż trzeba mieć swój rozum – też wpadłam na kilka min- ale jestem już mądrzejsza – człowiek całe życie się uczy hehe:) jest kilka rzeczy wartych swojej ceny a większość z nich to zwyczajna przesada ( nawet dla osoby, która dysponuje jakimś większym budżetem)… pozdrawiam!

  • Odpowiedz aga i druzyna 31 maja 2016 at 20:32

    Smarkule :). Ja skoncze 42 lata, mam dwoje malych dzieci: 4 i 2 lata i jeszcze żyje, pracuję i mam wrażenie (może mylne), że niezle się trzymam. Czasu na czytanie blogów mam mało (dla Polki robie wyjątek ), a na szperanie po internecie to już prawie w ogole. Na instagram zagladam od czasu do czasu i mam podobne przemyslenia co Ula: jak juz cos sie pojawi na jednym profilu (kubek z literka A lub Z, biale krzesło czy deska do krojenia z rogami 😉 czy dwywan w romby) to za chwile jest na co drugim insta. Wiec nawet jesli mi sie cos podobało to ten pęd mnie natychmiast zniecheca. Twoje hity mi sie podobaja, z wyjatkiem tych slynnych butow. Nie rozumiem tych zachwytow. Są ladne inaczej ;).

  • Odpowiedz Matka bez tabu 31 maja 2016 at 21:47

    Kurwa! (że tek przesadnie się wyrażę – i za ten kolokwializm mocno przepraszam Polko) ale NIC, absolutnie nic mojego nastroju wyrazić nie może aniżeli rzeczona kurwa 😉
    Jakże to cudowne czytać choć raz sensowne komentarze – Lorka, Asia, Ula, Marta .. nie pamiętam, bym gdzieś tak wyartykułowane szczerze, nie po cichu, zupełnie normalne myśli innych czytała. Nie mogę zrozumieć pędu, pogoni w jakże popularne z popularnych gadżety, muśliny, bambusy, nie byle chustki, szale, buty, panujące kolory – wszystko potrzebne, wszystko drogie. Każdy och’uje, achy rozsiewa, zachwytu po sufit i pytań miliony: „skąd to, i tamto, za ile, gdzie kupione, też muszę” … wszyscy pokazują, obserwują, i otaczają się coraz większą liczbą rzeczy i inną galanterię (dzięki temu wszystkiemu przyjemniej, milej i łatwiej żyć). Coraz trudniej czegoś nie posiadać bowiem inni to posiadają. Najszybsze łącza donoszą czego potrzebujemy. Lajkujemy sweterki, lubimy spodenki, wymieniamy odpowiednie linki. Ot, nasze życie zostało sprowadzone do nie byle jakiego komputera z jabłkiem 😉 Wiarę mam, Polko, że nie muszę tłumaczyć wypowiedzianej kwestii, że nie hejt to czy złośliwość moja.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 1 czerwca 2016 at 09:34

      Matko bez cukru, niekomfortowo czuję się wrzucona przez Ciebie w szufladkę pt. „pogoń, pęd” i niesprawiedliwie wpisana w zjawisko „nasze życie sprowadza się”. To nie fair, że kiedy raz na kilka tygodni wrzucam jakieś gadżety – ciuchy, kosmetyki, wishlisty, od razu podnosi się larum, że to takie płytkie i słabe. Zwróćcie uwagę na dużą różnorodność oferowanych przeze mnie treści – jest do tańca, i do różańca, czasem bardziej refleksyjnie, czasem komercyjnie. Mój blog to w dużym stopniu miejsce inspiracji estetycznych, mam świadomość, że część czytelniczek woli np. przepisy czy refleksje macierzyńskie, ale to nie powód, żeby robić ze mnie płytką osobę, która uczestniczy w jakimś owczym pędzie za drożyzną.

      • Odpowiedz Anna 25 września 2016 at 20:03

        Ale wg mnie dużo w tym prawdy co pisze Matka bez tabu i wcale nie zrozumiałam tego jako ataku i krytyki Ciebie. Jesteś bardzo wrażliwa na swoim punkcie , Lorka i inne komentatorki trochę sie nabijają z blogerek – fashionistek czy tam szafiarek ( jak zwał tak zwał) które musza mieć buty z najnowszej kolekcji Anniel – mi sie tez one podobają i co z tego jakoś sie z tym noe obnoszę i nie uważam tego za wielki honor ze ja mam to tylko buty a nie zdrowie czy życie … Polko nie sadze abyś była wrzucona do jednego worka z tymi blogerkami bo mało tu w zasadzie szafairskich wpisów wiec nie ma co sie oburzać pozatym myśle ze masz bardzo mądre i inteligentne czytelniczki posłuchaj ich czasem bo uważam ze mądrze mówią wiem ze wpis miał inny cel i nie miał być płytki ale jednak życie to nie tylko buty i szmaty pozdawiam

  • Odpowiedz Jusi 30+ 31 maja 2016 at 22:34

    witam i ja w gronie 30+ :) A tak dokładnie to 37 :). dzieci małe (7 i 2 lata), samopoczucie tak mniej więcej 10 lat w tył, tylko czasem jak sobie uświadomię, że coś tam było np. 20 lat temu i ja to pamietam, to przychodzi refleksja, ze jednak stara baba jestem. Ale co tam metryka! A dobre jakościowo rzeczy też doceniam coraz częściej. Polko, sto lat!

    • Odpowiedz Matka bez tabu 2 czerwca 2016 at 12:54

      Polko, Droga – nie uważam jednak, bym szufladkowała Ciebie. Szczególnie Ciebie. Doceniam, że dzielisz się tym co najlepsze. Czytuję Twojego bloga, bez względu na tematykę treści. Mimo, że gotować nie znoszę, uwielbiam Twoje wpisy kulinarne. Delektuję się ich obrazem, głównie obrazem. Takie życiowe, fundamentalne wpisy czytuję, zaglądam do tych wnętrzarskich – niemniej, chciałam pokazać, że wishlisty, chciejstwa i marzenia sięgają ostatnio jedynie WYSOKO. Trudno ukryć, że cechuje je ogromne podobieństwo finansowe (zdecydowanie). Bez względu na częstotliwość ich publikacji, obrastają w niemal identyczne propozycje. Wrażenie mam, że dla jednej jedynej grupy docelowej. Moje znajome, sąsiadki, koleżanki na przykład stanowią pokaźną grupę czytelniczek blogowych, ich konta bankowe raczej mówią o „średniej klasie społecznej”. I setki razy szukały odpowiedzi – kto jest tzw. targetem ? Sprawdzały swoje konta, przypatrywały się kwotom pokazywanych przedmiotów, sumowały, zera liczyły, czy aby na pewno te wyrafinowane rzeczy tyle kosztują .. przecież nie rzadko ktoś liczy pieniądze ? Co wreszcie bardzo istotne, proponowane produkty, nawet z największą liczbą pochlebnych opinii, wiarygodną jakością, często piękne, i ich marzenia stanowiły. Dlatego też, i one chciały czuć się częścią „tego targetu”. Dostosować. Nie ulega wątpliwości, że głosy płynące z blogosfery często wpływ mają ogromny – na wszystko .. na chciejstwa, i wspomniane marzenia, na życie, na potrzeby .. nagle posiadane buty przestają wystarczać. Kilkanaście podobnych wpisów – nie ten Polko, ten Twój, raz na czas jakiś, często urasta do rangi podniesienia „larum”. Ten, tamten, inny ale po raz któryś staje się „przysłowiową oliwą dolaną do ognia” 😉 Myślę, tak dumam sobie, że o zróżnicowanie tu chodzi, o realną dostępność .. by dla wszystkich było przeznaczone. Wszak ledwie sztuk osiem z wishlisty to pensja. Lepsza.

  • Odpowiedz Martyna 2 czerwca 2016 at 13:31

    Droga Polko, z Twojej winy rozkochałam się w butach z Kafka Concept Store… wersja multicolor juz dopisana do wish listy 😛 I nie mam nic na swoje usprawiedliwienie tejże zachciewajki, bo jestem dyszkę od Ciebie młodsza…
    Pozdrowienia!

  • Odpowiedz Marta 2 czerwca 2016 at 16:27

    A ktoś ma saltwateer?jak wypadają?mam wąskie stopy i wszystkie sandały mi D za szerokie

    • Odpowiedz ula 7 czerwca 2016 at 10:26

      Marto, połowa instagrama ma saltwatery 😉
      Mam wiadomości z pierwszej ręki, od koleżanki: są bardzo wygodne ale dość szerokie.

  • Odpowiedz Marta 8 czerwca 2016 at 10:54

    Lee nie mam konta na insta to nie wiem.dziękuję za wiadomość. Nie kupuje wiec

    • Odpowiedz Marta 20 czerwca 2016 at 15:20

      Hej:) Marto, ja kupiłam salty i jestem mega zadowolona, warto zaryzykować :) zawsze można odesłać :) są bardzo wygodne!!!! Jestem bardzo zadowolona! Pozdrawiam!:)

  • Odpowiedz Ola G. 11 lipca 2016 at 10:59

    Cześć Polko!
    Pisałaś o spódnicy tiulowej. Udało mi się znaleźć moją wymarzoną (piękny wrzosowy kolor!). Może i tobie się spodoba:
    http://www.asos.com/pgeproduct.aspx?iid=6967621&CTAref=Saved+Items+Page

    :)
    Pozdrawiam!

  • Odpowiedz Gocha 13 września 2016 at 04:56

    A podklad i puder jak sie sprawdzaja?

  • Odpowiedz Marlena 22 września 2016 at 08:25

    Mam dokładnie to samo tylko nie co wcześniej się uruchomiło 😉
    Połowa twojej listy jest też na mojej liście .
    Ps.dzięki Tobie skusiłam się na hybryde i zakochałam się choć większość twierdzi że kolor delikate french jest raczej kolorem na nudę – ja uwielbiam i dziękuję :)
    Muszę się przyjrzeć podkladowi .

  • Odpowiedz Dorota 24 stycznia 2017 at 23:59

    Mam pytanie o sandaly Salt wateer ,czy nie sa zbyt waskie dle dziecka z pulchna nozka,z tak zwanym wysokim podbiciem.pozdrawiam

  • Zostaw coś po sobie