22
Bez kategorii, Ciasta, Przepisy, Róźne różności

wielkanocne profanum i mazurek czekoladowy bez pieczenia

Starzeję się. Bo już nie tylko z rozrzewnieniem wspominam dawne Święta, ale nawet i to, czego w nich nie lubiłam. Jakoś w tym Wielkim Tygodniu włączył mi się taki sentymentalizm spod znaku „nigdy nie będzie takiego lata”. Dziś już nie tylko po to chętnie cofnęłabym się w czasie, żeby ganiać z kuzynką po lesie, zbierać zawilce, stroić nimi koszyki na święconkę, by później chichrać się z nią na tym święceniu tak, że panie w beretach posyłały nam niewybredne spojrzenia. Nie tylko do widoku dziadka na końcu stołu, który po obiedzie wyciągał swoją sławną cytrynówkę i zaczynał opowiadać anegdoty. Dziś cofnęłabym się nawet do tych znienawidzonych rezurekcji, na które ojciec zrywał nas o piątej rano, za co przeklinałam go w duchu nie raz. Do tego szybkiego marszu w rześki poranek, na czczo, przez puste ulice, kiedy było słychać tylko jak nasze odświętne buty stukały o chodnik i – w miarę zbliżania się do celu – także kościelne dzwony. Do zapachu kadzidła i do tego patosu, kiedy huk wystrzałów pod kościołem garnizonowym budził pół Gdańska. No, miało to jakiś swój mistyczny, podniosły urok. Złościł mnie ten jego (mojego ojca) rygoryzm, kiedy wzywał nas wszystkich do postu, karcąc wzrokiem każdego, kto w Wielki Piątek śmiał skosztować pasztetu. Serniki nadgryzane w Wielką Sobotę stawały w gardle, przynajmniej mi, bo ja to zawsze byłam podatna na takie niewerbalne karcenie. I wyobraźcie sobie, że za tym też tęsknię. Bo rzeczywiście, tak jak kadził kiedyś ojciec – na głodniaka to wielkanocne śniadanie zdecydowanie lepiej smakowało.

Dziś, w przededniu Świąt bez rezurekcji, bez jajek w kaszubskie wzorki, tuż przed Wielkim Piątkiem, w który na pewno spróbuję pasztetu, staram się jakoś po swojemu, ale w głębi duszy brakuje mi tego misterium, i tych jajek (oraz nawet zapachu kociego moczu, który wydostawał się z wazonu z bukszpanem). I choć rzeczywiście, tak jak pisałam ostatnio, potrzebuję przed Świętami mniejszej spiny niż panowała w moim rodzinnym domu, brakuje mi niektórych zwyczajów i tej utraconej gdzieś po drodze wraz z religijnością odświętności. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że te moje eksperymentalne mazurki i malowane akrylową farbą jajka są jak „komunistyczna choinka”, jak kiedyś nazwał drzewko bez tradycyjnych ozdób, z samymi tylko lampkami mój wujek (i odmówił spędzania Świąt w otoczeniu takich herezji). Nigdy nie byłam nadmiernie przywiązana do tradycji, z przyjemnością łamałam konwencje, wymyślając „komunistyczne” (czyt. nowatorskie, nietradycyjne, świeckie) dekoracje i potrawy. Stąd ta refleksja o starzeniu, bo włączają mi się jakieś takie tęsknoty i trochę doskwiera mi ta wydmuszka funkcjonowania jedynie w profanum. Cóż, skoro „już nigdy, nigdy nie będzie takich wędlin, takiej coca coli, takiej musztardy i takiego mleka”*, to ja profanuję dalej i wymyślam mazurek bez pieczenia.

*Świetliki „Finlandia”

2

3

5

6

8

10

12

13

14

16

17

20

Urocze papierowe koszyczki – zajączki możecie pobrać do druku z bloga Zu Galerie (użyjcie grubego papieru 250-300g). Wystarczy wyciąć i złożyć, to banalnie proste.

Zajączek dziewczynka

Zajączek chłopiec

15

Mazurek czekoladowy bez pieczenia

Profanum, nie profanum, komunistyczny czy nie, ale ten mój eksperyment trzeba uznać za niezwykle udany. Jeśli więc nie starzejecie się i nie straszne Wam wielkanocne innowacje, zróbcie koniecznie. Jeśli posiadacie malakser, przygotowanie będzie błyskawiczne. To tylko kilka składników, chwila roboty, a efektem jest czekoladowe, dość intensywne, lecz nie przesadnie słodkie ciasto na chrupiącym spodzie, który dobrze się kroi, z lekko wilgotnym, lecz także łatwym „w użyciu” kremem.

Składniki:

spód:

  • 200 g herbatników (użyłam holenderskich, półsłodkich)
  • 150 g gorzkiej czekolady
  • 70 g masła

krem czekoladowo-orzechowy:

  • 200 g daktyli
  • 200 g orzechów laskowych
  • 150 g gorzkiej czekolady
  • 1/3 szklanki mleka

Przygotowanie:

  • daktyle wsyp do miseczki i zalej gorącą wodą, żeby zmiękły
  • w międzyczasie przygotuj spód: herbatniki zmiel lub utłucz na pył (w malakserze lub przesyp do torebki foliowej i zgniataj wałkiem)
  • czekoladę i masło rozpuść w kąpieli wodnej, a następnie przelej do herbatników i wymieszaj dokładnie masę do połączenia składników
  • foremkę (tortownica o średnicy ok. 23-25 cm) wysmaruj cienko masłem i wylep masą czekoladowo-ciasteczkową, wstaw do lodówki, by stężało
  • teraz pora na krem: daktyle odcedź na sitku, orzechy podpraż na suchej pateli
  • 1/3 orcazechów odłóż, resztę wsyp do misy robota (malaksera z ostrym nożem) i utrzyj na pastę, dodaj daktyle i mleko, miksuj aż składniki połączą się
  • czekoladę rozpuść w kąpieli wodnej, dodaj do masy daktylowo-orzechowej
  • pozostałe orzechy pokrój niedbale na spore kawałki, wsyp do kremu i wymieszaj
  • by nadać kremowi truflowy smak, można dodać łyżkę – dwie mocnego alkoholu (np. whisky lub brandy)
  • krem wyłóż na schłodzony spód, wstaw mazurek z powrotem do lodówki i tam go przechowuj, najlepszy jest po kilku godzinach

Jajeczka czekoladowe

z daktyli i amarantusa

Można używać ich do dekoracji ciast lub jako osobną przekąskę dla dzieci, to zdrowsza alternatywa dla kupnych jajeczek. To takie trufle, uformowane po prostu w kształt jajek. Można wypełnić je amarantusem lub mielonymi migdałami czy orzechami.

Składniki:

(na ok. 15 jajeczek)

  • 200 g daktyli
  • 2 łyżki gorzkiego kakao w proszku
  • 2 łyżki oleju kokosowego (ew. masło lub jakiś bezwonny olej, jeśli lubicie może być też masło orzechowe)
  • 1 szklanka ekspandowanych ziaren amarantusa (można użyć wiórków kokosowych, zmielonych migdałów lub orzechów)

Przygotowanie:

  • daktyle zalać gorącą wodą i odstawić na ok.20 minut aż zmiękną
  • odcedzić daktyle, dodać do nich olej kokosowy i kakao i zmiksować blenderem (lub w malakserze)
  • do pasty wsypać amarantus (wiórki/migdały), wymieszać dokładnie i lepić jajeczka
  • można obtoczyć je w wiórkach, mielonych migdałach lub kakao
  • przed jedzeniem schłodzić, trzymać w lodówce
Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

27 Komentarze

  • Odpowiedz magda z pomeranii 24 marca 2016 at 13:37

    O rety, czemu na końcówce ciąży mam zupełny zakaz jedzenia słodkości… buuuuu. Mazurek – zrobiłabym i zjadła (choćby sama) z wielką przyjemnością. Wygląda bardzo smakowicie, muszę się jednak powstrzymać niestety. Pisanki masz rewelacyjne :) Wszystkiego dobrego Tobie i Twojej rodzice na Święta i duuuużo słoneczka :)

  • Odpowiedz Zdziwiona 24 marca 2016 at 13:44

    A dlaczego właściwie dalej w ogóle świętujecie? Nie rozumiem tego trochę… Bo to jednak Święta kościelne. Nie ma przymusu obchodzenia ich. Piszę bez cienia złośliwości☺ po prostu jestem ciekawa. A mazurek pewnie zrobię, pozdrawiam

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 24 marca 2016 at 15:21

      Myślę, że jak wiele osób dziś, które nie przeżywają tych Świąt religijnie – kontynuujemy tradycję, bierzemy udział w rodzinnej uroczystości.

      • Odpowiedz Patti 24 marca 2016 at 16:22

        Polko ….ale one bez całej religijności tej otoczki „kościelnej” tych mszy w Tridum , święcenia „koszyczka” czy Rezurejacji…..nie są Świętami tylko spotkaniami rodzinnymi z jajkami na stole….To są nierozerwalne atrybuty tych Świąt , mimo tego szanuję Twój wybór i Twoją formę spędzania tych dni.

        • Polka Dot
          Odpowiedz Polka Dot 24 marca 2016 at 20:02

          Tak, zdecydowanie tylko tym są dla mnie i właśnie o tym piszę, że odczuwam tę powierzchowność. Długo by pisać, dlaczego nie zdecyduję się jednak na włączenie w te obchody religijne, ale po prostu już nie mogę.

          • Gosia 25 marca 2016 at 23:25

            Zawsze można spróbować, pomyśl czego nie będą miały Twoje dzieci wspominać kiedyś za 30 lat. Szkoda, chociażby dla nich. Jak nie w tym roku, to może kiedyś naprawdę daj szansę Bogu i Świętom być tym czym powinny być – co roku inne (bo się starzejemy), ale co roku bogatsze, bo my bogatsi jesteśmy w doświadczenie. Choć śwatopoglądowo zupełnie inna jestem niż Ty, to lubię do Ciebie zaglądać. Może to od czego uciekasz jest tym czego Ci brakuje. Buźka Świąteczna:)

  • Odpowiedz MARTA 24 marca 2016 at 13:44

    a skąd takie piękne podstawki na jajka???

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 24 marca 2016 at 20:04

      są z Ikei, ale sprzed dwóch lat już.

  • Odpowiedz salusiowo 24 marca 2016 at 14:27

    Tak pysznie i świątecznie.. pozdrawiam

  • Odpowiedz Iskandinav.evim 24 marca 2016 at 14:40

    Jak to wszystko pysznie wyglada!
    Wesolych Swiat!

  • Odpowiedz ANITA KACZMAR 24 marca 2016 at 17:04

    Wesolych Swiat , dziekuje za przepis cudnie wyglada juz sie nie moge doczekac kiedy go zrobie w sobote !!! Pozdrawiam z USA.

  • Odpowiedz Kasia 24 marca 2016 at 18:17

    Polko, jak zwykle spadłaś mi z nieba!!! Zastanawiałam się od dwóch dni jakie koszyczki zaniosą moje dzieciaczki w Sobotę (taki mamy zwyczaj, że ja święcę tradycyjny koszyczek, a dzieci co roku mają koszyczek wyładowany głównie czekoladowymi jajkami) i mój problem się rozwiązał, DZIĘKI:*

  • Odpowiedz susannaromana 24 marca 2016 at 19:03

    Jak zwykle czepialskich nie brakuje, każdy świętuje jak chce.
    Dziękuję za króliczki, jutro stary wydrukuje w robocie .
    Dziś przejrzę sobie Twoje przepisy i na pewno jeden lub dwa zrobię.
    Pozdrawiam świątecznie :)

  • Odpowiedz OlaKombinuje 24 marca 2016 at 20:03

    Chociaż ostatnio jakoś nam do kościoła nie po drodzę, to również wspominam czasy gdy z burczącym brzuchem siedziałam za rezurekcji. Potem wcinałam pysznby babciny bigos na śniadanie i parzoną białą kiełbase 😉

  • Odpowiedz Zilv 24 marca 2016 at 20:05

    Nie wiem, czy modyfikowalas przepis, czy nie, ale próbowalam tego mazurka i tych jajek z bloga Lawendowy Dom – rzeczywiście są pyszne :)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 24 marca 2016 at 21:00

      nie korzystałam z tamtych przepisów w ogóle, to miks różnych innych receptur, które znam – na spód, trufle z daktyli i trochę inspirowałam się domową nutellą przy kremie 😉

  • Odpowiedz Kempina 24 marca 2016 at 21:07

    Totalnie mam to karcące spojrzenie (tylko u mnie mamy), gdy się człowiek chociaż zakręcił przy serniku 😉 Ja dodatkowo śpiewałam w chórze kościelnym, więc z nostalgią wspominam piękne molowe melodie z miejskiej drogi krzyżowej w Wielki Piątek. Z tatą chodziliśmy na nocną 2-godzinną mszę, którą odsypialiśmy, by zerwać się tylko na tyle, żeby zdążyć wyprasować białe koszule i nakryć do stołu, zanim mama wróciła z mszy porannej. Miało to wszystko swój urok. Aczkolwiek bardzo przyjemnie wspominam też Wielkanoc 2 lata temu, kiedy rodzice wyjechali, a my zrobiliśmy z przyjaciółmi grilla i imprezę do bladego świtu :)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 25 marca 2016 at 10:27

      to musiała być dobra Wielkanoc 😉

  • Odpowiedz Klaudia 24 marca 2016 at 21:30

    Droga Polko-Agnieszko, tez tesknie za tymi czasami, tez pamietam te zapachy, zwyczaje i tez mi tego brakuje.im jestem starsza i sama odpowiadam za to jak ja i moja rodzina obchodzi Święta tym bardziej tesknie do swoich dzieciecych lat. Pozdrawiam Was serdecznie😗 regularnie czytam i nawet się inspiruje niekiedy😉

  • Odpowiedz Dagmara 24 marca 2016 at 21:49

    Podobne mam przemyślenia. Brak religijnego wymiaru tych Świąt to oczywiście mój świadomy wybór, ale jednak wyrosłam w domu, gdzie święconka, rezurekcja i post w Wielki Piątek to była norma. Tymczasem pozbawiam tego moich córek, starając się jedynie zapewnić im jak najbardziej odświętne profanum. Zastanawiam się, co z tego wyniosą i czym dla nich będą Święta za 20, 30 lat…

  • Odpowiedz Natka_Patafianka 24 marca 2016 at 23:24

    Wielkanoc+matejki+6.00 rano=wielkie pif paf. Może zwariowałam, ale tęsknię za tymi wystrzałami przed kościołem. Cudownie się wtedy zasypiało po takim hartkorowym przebudzeniu 😉

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 25 marca 2016 at 10:26

      haha, o to, to dokładnie! pif paf na matejki 😉 ja zasypiałam, ale tuż po śniadaniu przy wielkanocnym stole :)

  • Odpowiedz aga i druzyna 25 marca 2016 at 00:06

    Do Świąt mam podobne podejście. Podtrzymuję tradycję, ale nie przeżywam ich „religijnie”. Lubię tę atmosferę, dekorowanie stołu, wszystkie pyszności, a juz szczegolnie mazurki. Też z nostalgią wspominam dawne Święta. Na rezurekcje nikt mnie na szczescie z łóżka nie wyciągał, ale babcia znacząco trzaskala za sobą drzwiami jak wychodziła do kościoła. Mam co prawda dwie lewe ręce do gotowania, ale wypróbuję Twój mazurek.

  • Odpowiedz Agi 25 marca 2016 at 19:36

    Potrzebujemy rytuałów, one nas jednoczą i przypominają o tym co najważniejsze. Brak religijnej otoczki nie musi być jednoznaczny z brakiem duchowości w ogóle, dla mnie nie jest. Myślę, że u podstaw wielu religijnych zwyczajów leżą naturalne ludzkie potrzeby: poczucia bliskości, wspólnoty, bezpieczeństwa, wyciszenia… Jajko, choć nie poświęcone, i bazie, choć nie w palemce, pozostają dla mnie symbolem kręgu życia, przepływu dobrej energii, którą kiedyś, na miarę tamtych czasów, przekazywali nam nasi ukochani Dziadkowie, a którą dziś my, z łezką w oku, przekazujemy naszym dzieciom… Żyjemy inaczej, pewne obrazy istnieją już tylko w naszej pamięci. Im jesteśmy starsi tym bardziej ta nieodwracalność staje się przytłaczająca… Ale doceniajmy, rozkoszujmy, napawajmy się tym co tu i teraz. Nasze ‚dzisiaj’ będzie kiedyś tym wspaniałym, idealizowanym przez nasze dzieci wspomnieniem o szczęśliwym dzieciństwie. Choć niewykluczone, że w celebrowaniu swoich rytuałów odejdą jeszcze dalej od wzorców wyniesionych z domu niż dziś robimy to my…
    Mój najdłuższy komentarz ever 😉
    Moc wielkanocnych serdeczności Poleczko !!!

  • Odpowiedz mama ola 25 marca 2016 at 21:58

    Koszyczki są extra,już zrobilam😊

  • Odpowiedz Mała Mi 26 marca 2016 at 07:51

    U nas i sacrum i profanum ;). Ogólnie jednak czujemy tę Wielkanoc jako Wielkie Odrodzenie, nie ważne, jakie i czy tylko pod postacią vegańskich potraw na stole 😉 (aż tak źle chyba jednak z nami nie jest). Będzie święconka, będzie kiełbasa (dla tych, co się bez niej nie mogą obejść), nie będzie mszy, bo dzieci chore. Lubię chodzić do kościoła, chyba najbardziej, z wielkiego sentymentu. Kocham tę ciszę, nastrój, to, że wreszcie mogę skupić się na własnych myślach. To, że czuję się naprawdę duchowo, nieważne, co i kiedy myślę poza tym. To moje sacrum. Nie muszę wyznawać ślepo wszystkiego, jak leci. Nie interesuje mnie polityka. Nie jestem bezmyślnym stworzeniem podporządkowanym innym ludziom. To sacrum jest moją łącznością z moją duchową stroną, z dzieciństwem, korzeniami, z tym, co naprawdę kocham/kochałam. Z tradycją. Ze społeczeństwem. Przyglądam się ludziom, nie wiem, czy czuję wspólnotę, jakąś może… Chyba starzeję się również ;).

  • Odpowiedz Maga 30 marca 2016 at 08:35

    W gruncie rzeczy bardzo smutne jest to co piszesz.

  • Zostaw coś po sobie