132
Dzieciaki

w co się bawić (w chorobie)

Kto by spał w łóżku, jak można w namiocie? Po co przebierać się gdzie indziej, jak można w tipi?

Jedzenie przy stole też jakoś strasznie wieje nudą, odkąd jest u nas to cudo. Początkowo mnie to bawiło, przez moment denerwowało, gdy musiałam przemeblować pół pokoju, żeby znalazło dobre miejsce. A, i wtedy, gdy trzeba było szykować jej posłanie, a potem z trudem mościłam swój bebzol i ledwo łapałam oddech, czytając w środku wieczorne bajki. Ale czytałam, jak na indiańską matkę przystało, dzielnie znosząc niewygody sytuacji – Brzemienny Poranek normalnie. Dziś, po pięciu dniach spędzonych z Zośką w domu, mam ochotę na mowy dziękczynne i pisałabym peany na cześć Teepee. Te cztery kije i naciągnięta nań brudnoróżowa bawełna, odkąd zajęły kąt pokoju Zofii, sprawiły nam już mnóstwo frajdy (no i trochę też niewygód, ale o tym zapomnijmy w obliczu uzyskanych korzyści). Jak ciężko nadążyć za zamkniętym w domu dzieckiem chorym na chorobę tyle dziwną, co nieodczuwalną, wie tylko ten, kto to przeżył. Rumień zakaźny, bo o nim mowa, przyozdobił tylko trochę skórę panny Zosi, zarumienił nieco lico (sic!), nic nie odejmując jej życiowej energii i kreatywności. Cztery kije i bawełna (tworzące razem skądinąd wyjątkowo gustowną konstrukcję) dawały mi upojne chwile wytchnienia od puzzli, gier, zabaw w dzidzię, stajnię, siostry i koleżanki szkolne. W takich chwilach naprawdę cieszę się, że piszę bloga o ładnych rzeczach:)
 
Wielką frajdę mamy też z kolejnego upominku – cudownego zestawu walizek Mini Labo z Little Room. Jako miłośniczka francuskiego designu i ilustracji dla dzieci, szaleję za produktami tej marki. Zośka, jako (prawie) pięcioletnia dziewczynka szaleje za kolorowymi walizeczkami. Oczywiście nie byłoby prawdą, że walizki uratowały nam życie w chorobie, ale z pewnością prezentują się przepięknie, a to zawsze radość. 
Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

10 Komentarze

  • Odpowiedz Filipek 70 2 lipca 2014 at 08:18

    o Boziu chłopcy chyba mniej obsługowi jednak są :))))) mają na pewno mniejszą wyobraźnię jeśli chodzi o wymyślanie zajęć z matką ,bo samochodami po dywanie sami jeżdżą ,albo walki dinozaurów przeprowadzają ….a jak zdrowi to wystarczy kawałek podwórka lub placu i piłka do kopania :))))))
    My ten rumień niedawno też przerobiliśmy aczkolwiek w wieku bardziej nastoletnim już :))

  • Odpowiedz KOLOR owanka 2 lipca 2014 at 09:05

    genialne te tipi :) kiedyś bawiłam się kocem :) robiło się porty pod biurkami 😀 a teraz 😀 to już wyższy poziom 😀

  • Odpowiedz my.creamy.dream 2 lipca 2014 at 09:21

    Piękne walizeczki, zresztą cały pokój Zosi taki śliczny, przemyślany każdy detal, super wnętrze..podoba mi się pomysł z alfabetem na ścianie, a tipi rewelacyjne. Fakt że dla dorosłego niewygodne ale ile radości dla dziecka. Zdrowia dla córeczki.
    Pozdrawiam
    Iwona

  • Odpowiedz Ann x 2 lipca 2014 at 10:39

    uwielbiam tipi! Sama pamietam moje z dziecinstwa zolte z indianami ilez byl radochy! A potem byl namiot rozmiby w ogrodku, cale lato w nim spedzalismy z dzieciakami z okolicy

  • Odpowiedz Ali 2 lipca 2014 at 10:40

    Zdrówka życzę i zabaw na podwórku !
    Ale ten namiocik chodzi mi po głowie ale tak myślę, że za jakiś czas trzeba będzie może uszyć. Fajny jest. pozdrawiam

  • Odpowiedz Karolina z HOUSE LOVES 2 lipca 2014 at 11:41

    moja córka też wielce obsorbująca kiedy chora, więc zazdroszczę tego trafnego wybodu zabawki :) to ogromna ulga 😀 jak nic… i zdrowia życzę mimo wszystko

  • Odpowiedz Izabela Perez Harriette 2 lipca 2014 at 13:12

    tipi mnie kreci od dawna 😉 i jak małego wysle do babci na wakacje 10dniowe to mam w planach takie tipi własnie mu zrobic do pokoju 😉 zobaczymy co on na to :) walizki piekne. Ja mam kilka w pokoju syna co prawda bardziej trakich chłopiecych we wzory.. ale narazie stoją poza zasiegiem Yosiego.. bo juz na przykładziej jednej walizki ( całe szczescie najtanszej) pokazał mi co on z nimi potrafi robić 😉

  • Odpowiedz Marta Domwkratke 2 lipca 2014 at 13:18

    fajny namiocik:)))) ja jednak nie wymienię naszego z Biedzi, który w 10 sekund się składa i chowa za szafę:)

  • Odpowiedz emmsik 2 lipca 2014 at 13:30

    Mój syn to samo. Absorbujący na maksa, wiecznie nadający i oczekujący ciągłego odbioru :)) ale chyba na tym polega wspólne życie, wolę takie niż obok siebie i nijakie :) Razem gotujemy, bawimy sie w dom i zamieniamy rolami, kiedy to on jest mamusią, a ja syneczkiem, dokładnie tak 😉 udajemy dobrych kolegów, albo skłócone dinozaury, toczymy walki transformersów, urządzamy wyścigi aut, naprawiamy samochody, albo kopiemy w piłę… w chwilach znużenia gramy w planszówki, czytamy… na szczęście jego i moje lubię ten wspólnie spędzany czas i celebruję jak Wy każdą chwilę :))
    tipi jakis czas temu zmajstrowałam sama jako alternatywę (i ratunek) dla wiecznie budowanych przez syna po kątach domków z poduszek, przesuwanych stolików i przewracanych krzeseł. Taak, tipi daje wytchnienie i ład w pełnym znaczeniu :)
    Btw, uwielbiam Was babeczki oglądać :) pozdrawiam :)

  • Odpowiedz An Zulka 2 lipca 2014 at 20:54

    Przecudowny ten namiot! Tzn tipi…Nam musiał w dzieciństwie wystarczyć koc i krzesła 😉

  • Zostaw coś po sobie