wnętrza

uparłam się i mam – nasz taras na półmetku wakacji

Zaczynam chyba rozumieć, czemu się tak uparłam. Znów ogarnia mnie to uczucie. Znowu jest lato, wszyscy urlopują, a mnie ogarnia melancholia. Jestem taką letnią romantyczką, że rozklejam się na myśl o zachodach słońca nad ciepłym morzem, rozgwieżdżonych nocach nad jeziorem, cykaniu świerszczy gdzieś w pięknych okolicznościach przyrody. Każdy taki wyjazd przeżywam zawsze jakby był pierwszy, z milionem zachwytów i wzruszeń. Kocham lato jak wariatka, ale od wielu lat nie korzystałam z niego tak, jakbym chciała – pełnymi garściami. Pisałam nie raz, że w tych miesiącach mojemu mężowi rzadko udaje się wygospodarować czas na urlop, i to rok rocznie rodzi we mnie mniejszą lub większą frustrację. Mam wtedy wrażenie, jakby coś nas omijało bezpowrotnie, jakby marnowały się te wszystkie słoneczne dni, gorące noce, wszystkie szanse na niezapomniane chwile. Bo lato takie krótkie, a my znowu w mieście. Czuję w sobie taki wewnętrzny głos, który każe mi nawet tutaj wyciskać z niego każdą chwilę, każdy poranek czy popołudnie. To dlatego rzadko wracamy po przedszkolu prosto do domu, kombinuję codziennie, gdzie zabrać dzieci, żeby jak najwięcej frajdy było z tego słońca i ciepła. Parki, plaże, pikniki, place zabaw – to nasza alternatywa dla wczasów.

Staram się, ale nie zawsze wychodzi, nie co dzień mam siłę i czas to ogarnąć. I wtedy przypominam sobie, czemu się tak uparłam. Patrzę na Hankę roztańczoną pod chmurką, kładę się i wypoczywam – niby w domu, ale jednak na dworze. Albo gdy już położę dzieci i mam chwilę, żeby odsapnąć. Mam wtedy swoje prywatne świerszcze, gwiazdy i zieleń. A kiedy wstajemy w weekendy, świeci nad nami nasze osobiste słońce, mamy wtedy własne all inclusive, z leżakiem i basenem.

Uparłam się jak koza, kiedy szukaliśmy mieszkania. Wiedziałam, że muszę mieć swój kawałek terenu przed domem, bo skisnę, uschnę z tęsknoty za latem. Wiedziałam, że uduszę się, jeśli nie będę mogła wyjść na dwór, udawać wczasów, kiedy nie możemy sobie na nie pozwolić.

I choć nie byłabym sobą bez pewnej dawki letniej melancholii, bez porcji tęsknoty za emocjami podróży, to jest mi nieporównywalnie łatwiej niż jeszcze dwa lata temu. Otwieram drzwi, wychodzę na bosaka i mam – swoją zieleń, swoje świerszcze, gwiazdy albo słońce. Uparłam się i mam.

A w tym roku to już naprawdę bliżej nam do sielanki niż kiedykolwiek wcześniej. Zobaczcie, co jeszcze udało nam się zrobić, żeby się do niej zbliżyć.

DONICE TARASOWE

Od kiedy pierwszy raz zobaczyłam ten taras, wyobrażałam go sobie właśnie tak – lekko odizolowany od podwórza rzędem donic na całą szerokość ogrodzenia i wijącym się po płocie pnączem. Nie chciałam całkowitej wysłony, jak po bokach, a czegoś, co da trochę intymności, a jednocześnie nie będzie przytłaczające, nie zabierze światła i widoku na sad. Czekaliśmy z donicami na podłogę, żeby stały już na docelowym podłożu, a także, żeby za jednym zamachem zbudować je sobie przy użyciu desek tarasowych. Ceny gotowych, dużych donic przyprawiają o zawrót głowy, a żeby obsadzić całą szerokość płotu, potrzebowalibyśmy nie jednej czy dwóch, bo taras ma szerokość ponad siedmiu metrów. Nie posiadam się z radości, że w drugim sezonie w udało nam się zrealizować ten plan, a po płocie jak szalone wiją się zielone łodygi, tworząc coraz gęstszą warstwę zieleni. Szczegółowy opis budowy takich donic krok po kroku znajdziecie na końcu wpisu, najpierw parę słów o pnączu i nowych sprzętach.

RDEST AUBERTA

Szalona gadzina! Już po dwóch tygodniach było jasne, że nie ma się co przejmować mniejszymi niż zapowiadano sadzonkami*. Po czterech – zaczęły nas prześladować wizje rodem z „Jumanji”. Czuję, że do jesieni krwiożercze liana wpełzną nam do mieszkania, oplotą nam nogi w łóżkach i pożrą żywcem. Rdest Auberta to pnącze dla leniwców i niecierpliwych, dla każdego, kto chce wysłonić płot lub nieestetyczne części ogrodu gęstą, zieloną pokrywą w bardzo krótkim czasie. Jego roczne przyrosty wynoszą – uwaga, uwaga – około 6-8 metrów! Całkiem serio myślę, że są w stanie pokryć ogrodzenie takie, jak nasze, w jeden sezon. Niemal z dnia na dzień krzaczki zagęszczają się, pędy wydłużają, wyrasta też masa nowych, w życiu nie widziałam czegoś takiego! Rdestówkę Auberta najlepiej sadzić w maju, ale i w czerwcu ładnie się przyjęła, choć w tym sezonie raczej nie zakwitnie. Za rok spodziewam się już masy drobnych, białych kwiatków, ukrytych w zielonym gąszczu. To roślina mało wymagająca, która świetnie sprawdza się w bardzo nasłonecznionych miejscach, nie straszne jej upały i palące słońce. Kiedy po upalnym weekendzie poza domem większość roślin mi pożółkła lub podeschła, liście rdestu były cały czas żywozielone. Rdest Auberta jest rośliną wieloletnią (wystarczająco mrozoodporną w naszym klimacie), lecz nie zimozieloną – liście i kwiaty gubi po pierwszych mrozach, na wiosnę odbija.

*(miały 30-40 cm zamiast 50-60, zamawiałam na Allegro)

MEBLE TARASOWE

Taką mam obserwację po ubiegłym lecie – jeśli meble, to tylko takie, które ma się gdzie schować na zimę. Albo małe, albo składane, w naszej sytuacji najlepiej nie drewniane. Po zimie ławka i stół, które tu wcześniej stały, nie nadawały się do niczego. Nawet stolik z palety bardzo brzydko pociemniał, siedziska się trzymają, ale reszta była do wyrzucenia. Braki sprzętowe uzupełniliśmy w tym sezonie meblami z tworzywa – lekkimi i wodoodpornymi. Nie zdecydowałam się na odtworzenie kącika jadalnianego, bo w praktyce rzadko z niego korzystaliśmy. Postawiłam na zwiększenie miejsc siedzących, lekkie i poręczne stołki oraz pufy, które wędrują po całym tarasie i w zależności od potrzeby służą jako siedziska albo boczne stoliki do odstawienia na nich napojów czy książek. Największym hitem jednak, o który toczą się między nami boje, okazał się ultrawygodny leżak z miękkim materacem, który można ustawiać w trzech pozycjach. Uwielbiam wypoczywać tak na półleżąco właśnie, z wyciągniętymi nogami i dobrym podparciem pleców. Po sezonie łatwo będzie go złożyć do rozmiarów płaskiej paczki, która z łatwością zmieści się do piwnicy. Tymczasem opalamy się na nim, czytamy, wylegujemy – jak na wczasach 😉

PUFY KNIT – CURVER

LEŻAK SKŁADANY DAYTONA – CURVER

STOŁEK KNIT – CURVER

PERGOLA TARASOWA

To dzięki tej niepozornej konstrukcji stało się możliwe korzystanie z tarasu w weekendowe przedpołudnia, kiedy bywa tu skwar nie do zniesienia. Początkowo marzyło nam się samodzielne zbudowanie takiej pergoli z drewna, ale po podliczeniu wszystkich kosztów elementów i etapów budowy, okazało się to bardzo drogie i zbyt czasochłonne na nasze możliwości. Poszukiwania gotowej konstrukcji z zasuwanym dachem w formie poziomej rolety skończyły się na allegro, gdzie ostatecznie zamówiłam tę naszą. Niby tylko prosta, stalowa rama i rozsuwany w razie potrzeby „dach”, a wrażenie przytulności i intymności jest nieocenione. Nie wspominając już o cieniu, który bez tego zadaszenia pojawia się tu dopiero późnym popołudniem. Totalnie uwielbiam ten kącik, zarówno w dzień – za niedzielne czytanie książek ze szklanką mrożonej kawy, jak i w nocy – za posiadówki z winem, przy świetle lampek i dźwiękach świerszczy. Wtedy to już naprawdę można zapomnieć, że jesteśmy w mieście.

ZESTAW DONIC CYLINDRYCZNYCH – CURVER

JAK ZBUDOWAĆ DONICE TARASOWE?

BAZA

„Szkielet” donic stanowią skrzynie, wykonane z płyt OSB (22 mm). Złota rączka z łatwością wykona takie samodzielnie (w marketach budowlanych można zamówić docięcie takich płyt na konkretny wymiar, wystarczy je tylko skręcić), jednak my z braku czasu zamówiliśmy je u stolarza – nasze mają 40 cm wysokości, tyle samo szerokości, są długie na 120 cm (koszt jednej to około 100-150 zł). Żeby je wzmocnić i zapobiec ugięciu się pod ciężarem ziemi, każda donica została podzielona na dwie równe części.

IZOLACJA

Żeby zasadzone w donicach rośliny przeżyły mrozy, należy uwzględnić izolację, najłatwiej ze styropianu. Należy go kupić tyle samo, ile płyt na stelaż, przycinać i przyklejać do wewnątrz klejem w sprayu. Styropian można kupić w marketach budowlanych – dostępne są duże arkusze o różnych grubościach (u nas 20 mm).

ODPŁYW

Donicom należy zapewnić odpowiedni drenaż, aby nie zbierała się w nich woda. Najprostszy sposób to wyciąć otwornicą dziury w dnie i włożyć w nie kilkucentrymetrowe kawałki zwykłej rury kanalizacyjnej (średnica ok. 2-3 cm). Dodatkowo można wysypać dno donic warstwą żwiru przed nasypaniem do nich ziemi.

Donice nie powinny być ustawione bezpośrednio na podłodze tarasowej, a na legarach – niewysokich nóżkach, które pozwolą na wyciekanie nadmiaru wody i zabezpieczą dno skrzyń przed wilgocią. Użyliśmy legarów tarasowych – takich samych, jak pod deski (z Komfortu). Należy je pociąć piłą na odcinki odpowiadające głębokości donic i przykręcić do dna skrzyń co ok. 50 cm.

WYKOŃCZENIE

Tak przygotowaną bazę wykończyliśmy deskami tarasowymi z Komfortu. Wybraliśmy inny odcień niż podłoga, w kolorze czarnym i zdecydowaliśmy się na ułożenie na zakładkę. Skrzynie zostały najpierw skręcone ze sobą nawzajem, a potem obite deskami. Te przykręcane były od wewnątrz, tak, żeby nie było widać głów wkrętów.

Od góry zamocowane zostały listwy maskujące w kolorze desek tarasowych. Przed przykręceniem maskownic, należy wyłożyć skrzynie folią – najlepiej sprawdziły się u nas duże, czarne worki na śmieci. To zapobiegnie przesiąkaniu wody do styropianu i płyt.

Ustawione w docelowym miejscu donice można wypełniać ziemią i obsadzać 🙂

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

19 komentarzy

  • Odpowiedz Maga 28 lipca 2018 at 22:52

    Z tym rdestem to nie do końca tak różowo. Owszem, rośnie w skrzyni, ale jednak słabiej niż w gruncie, jak zresztą większość roślin. Mi nie zakwitł na drugi rok i musiałam podsypać go azofoską, bo wyraźnie osłabł w drugim roku. W tej chwili jest bujny i wije się na wszystkie strony, ale nie kwitnie. Zobaczymy, może w przyszłym roku mu się uda, w tym za późno go chyba zasiliłam nawozem. W każdym razie nie jest tak, że absolutnie nic nie trzeba z nim robić.

  • Odpowiedz My little piece of heaven 28 lipca 2018 at 23:32

    Ach, wyszło pięknie! Taras jak marzenie. Super chilloutowa miejscówka!!! <3
    A z czego te donice mają nogi?

    • Odpowiedz takagosia83 31 lipca 2018 at 11:54

      Jest w opisie

  • Odpowiedz Dorota 29 lipca 2018 at 14:51

    Witam śliczny taras.
    Właśnie szukam sobie jakiś roślin do posadzenia przy siatce wokół ogrodu.
    bardzo mi się spodobała skrzynia na poduchy (widziana na instastories) czy mogę prosić o namiary ?
    Pozdrawiam Dorota

  • Odpowiedz iza 29 lipca 2018 at 15:50

    Napisałaś wszystkie moje myśli o lecie.
    Tez nie chcę zmarnować ani chwili , wstaje o swicie, żeby dzień był długi i jeszcze dłuższy. I tez czuje żal, że to wszystko wakacyjne umyka tak szybko. Kocham lato.

  • Odpowiedz Mondro 29 lipca 2018 at 16:05

    A ja byłam przekonana, że donice kupiliście w całości już gotowe :0 No świetny pomysł, serio, gdybym miała taki taras, to zrobiłabym sobie takie same, wg Waszej instrukcji 😉

  • Odpowiedz Magda 29 lipca 2018 at 20:42

    Polko taras rewelka! Jesteś w stanie oszacować koszt donic?

    • Polka
      Odpowiedz Polka 29 lipca 2018 at 20:59

      Wiesz co, u nas na te ponad siedem metrów szerokości wyszło jakieś 750 zł za stolarza, drugie tyle za deski tarasowe. Do tego styropian, klej, worki, ziemia i sadzonki – jeszcze jakieś kilkaset złotych. Byłoby taniej, gdyby mąż sam składał te szkielety z OSB, ale mieliśmy tylko jeden weekend z okładem na podłogę + donice i wiadomo było, że przez kolejny miesiąc wolnego weekendu nie będzie 😉

  • Odpowiedz Kasia 29 lipca 2018 at 21:33

    Czesc Polko, ja zapytam o girlande z zarowkami. Gdzie kupowalas jaki ma wymiar i czy w miare dobrze doswietla?

  • Odpowiedz Magda Kardas 29 lipca 2018 at 22:42

    Piękny taras! Fajnie, że wiele rzeczy robicie sami, ukłony dla męża:) Teraz tylko odpoczywać i cieszyć sie latem, nawet w mieście:) pozdrawiam

  • Odpowiedz Kasia K. Szwarc 30 lipca 2018 at 08:22

    Super, że się uparłaś!
    Miejscówka jak marzenie! Myślałam na wprowadzeniem jakichś tarasowych pufków szybkoschnących a tu proszę jaki fajny produkt!
    Wszystko wygląda po prostu bosko i widać na fotkach jak Wam tam cudownie <3

  • Odpowiedz Iza Perez 31 lipca 2018 at 12:21

    Starszne zazdro z tym tarasem . Co prawda mam balkon kóry tak samo dopieszczam jak ty taras… ale to nie te gabaryty 🙂 Choć czerń to nei mój ulubiony kolor we wnetrzach, to uciebie łykam go jak świeże malinki 😉

  • Odpowiedz Iwi 31 lipca 2018 at 15:36

    Taras piękny ale czy dobrze zrozumiałam że nie zdecydowalabys się drugi raz na meble z palet na odsłonięty taras??

    • Polka
      Odpowiedz Polka 31 lipca 2018 at 22:54

      Palety jeszcze jak Cię mogę, zwłaszcza te czarne, po nich nie widać, że przeszły zimę. Za to stolik – paleta był bejcowany na naturalny odcień i to się okropnie poszarzyło, a meble malowane na biało zniszczyły się totalnie. Myślę, że idealnym rozwiązaniem są pokrowce, tylko gdzie ja takie „L” znajdę? 😉

      • Odpowiedz iwi 3 sierpnia 2018 at 13:08

        czyli wychodzi na to, ze jednak palety to w sumie tak dwa sezony max wytrzymają 🙂

  • Odpowiedz kg 4 sierpnia 2018 at 20:01

    Polko, czemu nie masz domu z ogrodkiem, chyba za tym wlasnie tęsknisz, za domem w miescie

  • Odpowiedz GosiaSkrajna 6 sierpnia 2018 at 09:58

    Zazdro…jest pięknie, przytulnie 🙂

  • Odpowiedz Małgorzata 8 sierpnia 2018 at 10:45

    a jakich worków użyliście? tradycyjnych na śmieci tylko grubszych? 🙂 czy w nich dziury były zrobione w tym samym miejscu co w podłożu? Czy worki były tylko zawinięte czy jakoś przyczepialiście? dziękuje 🙂

  • Zostaw coś po sobie