9
Dzieciaki, Jak żyć

uciekająca dziewczyna

Mam dzikie dziecko. Dzikie i nieobliczalne. I choć dzikość to generalnie jedna z tych kategorii dzieciństwa, które mnie raczej fascynują, to w obliczu jej rozmiaru ostatnio truchleję. Nigdy nie byłam matką w stylu „nie biegnij, bo się spocisz” ani z tych „uważaj, bo się pobrudzisz”. Czy nawet „wywalisz”. Wychodzę z założenia, że mądrość życiowa to suma wszystkich zgromadzonych po drodze siniaków, dosłownych, jak i metaforycznych. Ale Hanka reprezentuje dzikość z gatunku tych, przy których zaczynasz zastanawiać się, czy Twoje dziecko dożyje przedszkola!

Że mam z tym problem, zdałam sobie sprawę po kilku dniach bez męża, kiedy poczułam się totalnie bezradna poza domem, próbując dogonić ją z wózkiem i dodatkowym ładunkiem, albo starając się ją do tego wózka przemocą wcisnąć (decydując się na przemoc jako środek ostateczny pośrodku ruchliwego parkingu), usiłując skierować jej energię we właściwym kierunku przynajmniej, na ogół bezskutecznie. Aż wreszcie po paru dniach przyśniło mi się, że Hania wyskoczyła przez nasz balkon, obudziłam się przerażona, próbując złapać oddech i poczułam, jak bardzo się o nią boję.

Bo kiedy już masz takie dziecko – pozbawione instynktu samozachowawczego, nakręcone niczym króliczki Duracella, zamieniasz się w panikarę. I tak, podczas kilkudniowego pobytu na wsi, gdy zdałam sobie sprawę, że dziecko poszło za dom, a brama jest otwarta, wybiegłam za nią jak dzika i na bezdechu doleciałam do zakrętu drogi, podniosłam raban na całą wioskę, wróciłam do bramy słaba ze strachu, na miękkich nogach, by ujrzeć Hańcię beztrosko bawiącą się kamyczkami na ganku. Serio? To już teraz będę taką matką? Będę drżeć na widok każdej przeszkody, nawoływać ją i karcić, straszyć i panikować? Boże, uchowaj!

To ja Wam może powiem, na czym polega problem z moją młodszą córką. Otóż ona nawiewa. Konkretnie spiernicza. Zbiega. Mknie z prędkością co najmniej zastanawiającą jak na niespełna dwulatkę. Żaden ze mnie sprinter, ale też i nie kurdupel przecież, żeby nie nadążyć za dwudziestomiesięcznym mikrusem. A jednak muszę włożyć w to niemały wysiłek, żeby ją dopaść. Nie ja jedna zresztą, nie dalej jak wczoraj mój dwumetrowy małżonek w ostatniej chwili chwycił ją, gdy z impetem wpadała na betonowe schody. Nie ważne, w którą stronę chcemy iść, ona zawsze ciśnie w przeciwną. I nie, że idzie, ona rzuca się do biegu jak wariatka, nie bacząc na samochody, rowy, stopnie, ruchome schody czy inne zagrażające jej dwudziestomiesięcznemu życiu sytuacje. Zatrzymuje się tylko, kiedy głodna, ewentualnie, żeby coś przytulić. I nie ma, że nawrócisz na właściwy kierunek, następuje wymyk, odwrót i sprint w odwrotną stronę. Bieg w boczną alejkę, na pas dla rowerów albo prosto w przepaść. My w dół po schodach, ona na górę, my otwieramy drzwi – ta ciśnie dalej, na czwarte. Weźmiesz na ręce – próbuje się wyrwać na główkę. I tak wszędzie, codziennie.

W wózku uwięzisz? No nie uwięzisz. W chałupie zamkniesz? Jasne, że nie zamkniesz. Lato jest, dzieciaka rozpiera energia, nie pozostaje więc nic innego, jak ganiać. Jedyne, co można zrobić, to minimalizować ryzyko samounicestwienia przez odpowiedni dobór miejsca. Zasadniczo pozostaje odludzie, proste trakty, pozbawione skrzyżowań, rowów, schodów, przepaści. Restauracja z ogródkiem? Wolne żarty. Knajpa z otwartymi na ruchliwą ulicę drzwiami? Można zapomnieć. Choćby zajazd przydrożny? Zawsze ma parking, odpada. Wolny czas spędzamy zatem na oddalonych od cywilizacji równinach, z dala od tłumów, samochodów, niebezpieczeństw. Czy ktoś mi może powiedzieć, kiedy to się skończy? Czy jest szansa, że proces przemiany w matkę – panikarę zatrzyma się u mnie na obecnym etapie? Chciałabym dać moim dzieciom wszystko, tylko nie nadopiekuńczość…

2

1  4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

15

16

17

18

21

19

20

23

22

24

 

27

25

28

30

29

26

 Zośka

strój kąpielowy – Little Gold King

torebka z króliczkiem – Maileg

otulacz bambusowy – Lullalove

podkoszulek – Zara

bluza – Reserved Kids

sandały – H&M

Hanka

kombinezon – Zara

sandały – Zara

bluza – Reserved Kids

 

 

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

30 Komentarze

  • Odpowiedz ANKA 18 lipca 2016 at 09:06

    Jakbym o mojej Zosieńce czytała. Toćka w toćkę Zocha 😉

  • Odpowiedz ania 18 lipca 2016 at 09:10

    Bardzo lubię Twój blog :)
    Wspaniale się Ciebie czyta i Was ogląda!
    Pozdrawiam z Gdańska!

  • Odpowiedz Kasia 18 lipca 2016 at 09:33

    Miałam dokładnie to samo z synem.Jeśli prowadziłam go w wózku,to zawsze przypiętego pasami,bo potrafił wyleźć.Jeśli wychodziliśmy na plac zabaw,to najlepiej ogrodzony ze wszech stron,żeby mi czasem dziecko nie zbiegło,gdy ja akurat mrugnęłam oczami.Kiedy wbrałam osiedlowe przedszkole,miałam wątpliwości czy dobrze zrobiłam,bo ten czort gotów nawiać i wrócić sobie sam do domu.Po każdym wyjściu byłam autentycznie umęczona,do tego stopnia,że zastanawiałam się czy dam radę zdecydować się na jeszcze jedno dziecko. Teraz ma 6 lat,nadal wszędzie musi biegiem,każdy krzak i drzewo jest jego,ale jest już ostrożniejszy.Natomiast drugie dziecko,na które się jednak zdecydowałam,jest jego przeciwieństwem.Uffff,…

  • Odpowiedz kama 18 lipca 2016 at 09:36

    Polko nie po cieszę Cię! Moja 23 – miesięczna też Hania (!) – chyba też idzie z imieniem w niektórych przypadkach to taki sam charpagan jak Twoja pociecha! Nie zatrzymuje się odkąd raczkuje, wszystko w biegu, zjada wszystko co na talerzu bo lubi jeść i nomen omen bardzo podobna do Twojej z włosów i buźki. Jak oglądam Twoją na zdjęciach to jakbym patrzyła na moją Nianię. I też nigdy nie przypuszczałam ze będę taką panikara jak przy niej, a mam starszego syna w wieku 6 lat i w październiku pojawi się kolejny ancymon :-)

  • Odpowiedz kama 18 lipca 2016 at 09:38

    To po prostu indywidualna jednostka społeczeństwa – pod żadnym pozorem nigdy jej do żadnej grupy nie przypiszesz :-)

  • Odpowiedz Marta 18 lipca 2016 at 09:43

    Boże, jak ja to dobrze znam :) moja niespełna trzylatka ma dokładnie tak samo i ciągle się zastanawiam kiedy włączy niższy bieg. I niestety setki upadków, potknięć, przewróceń czy moich panicznych krzyków nie sprawiło że zwolniła. Niby powinnyśmy się cieszyć że dzieci zdrowe, ruchliwe, szczęśliwe ale ile można żyć na granicy zawału. Ty swoją Hanie nalazłaś na ganku z kamyczkami a ja moją Zosie po podobnej gonitwie z dziadka wędką nad stawem i do tej pory zastanawiamy się jak otworzyła sobie furtkę. My pędzimy co by do tego stawu nie wpadła a ona radocha bo ryby łowi. Jednak wolę żyć z tym prawie zawałem i mieć szczesliwe, radosne dziecko niż zrobić z niej sierotkę co to oprócz chodzenia za rączkę nic innego jej nie wolno. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci wytrwałości i dobrej kondycji 😉

  • Odpowiedz Aga W. 18 lipca 2016 at 09:57

    Witaj w klubie! Ja mam takiego 23 miesięcznego sprintera a co gorsza jestem w 7 miesiącu ciąży wiec wyjścia z nim sam na sam stały się wręcz nie możliwe. Zamówiłam szelki /smycz (jak zwał tak zwał) kilka dni temu i mam nadzieje ze będzie to jakieś rozwiązanie!xx

  • Odpowiedz Paulina 18 lipca 2016 at 10:19

    Muszę przystanac i skomentować po raz pierwszy….po pierwsze – piękne zdjęcia ❤ a po drugie…mija! Miałam taką sprinterke która się nią stała nagle na urlopie,gdzie to schody kończą się w morzu,przepaść za przepaścią,kamieniste uliczki i mrugniesz – już jej nie masz.truchlalam i w locie te rozrzucone kończyny lapalam.i nagle…przeszło.odzylam.
    Hance też przejdzie,bankowo,trzeba przeczekać 💪 powodzenia 😍

  • Odpowiedz Kempina 18 lipca 2016 at 10:20

    Dzień dobry, tu podobnie. Na szczęście przed schodami się zazwyczaj zatrzymuje lub schodzi na czterech, ale uciekanie w przeciwnym do naszego kierunku zawsze w modzie. Najgorsze na świecie są teraz wyjścia z bezdzietnymi znajomymi, bo kończą się tak, że z radością wracam do domu, zdając sobie sprawę, że właściwie to wymieniliśmy tylko powitalne i pożegnalne grzeczności 😢

  • Odpowiedz Aniaosa 18 lipca 2016 at 11:07

    A gdzie kupić szelki/smycz? Dla dziecka :)

  • Odpowiedz TypowaRodzina 18 lipca 2016 at 11:25

    Po raz kolejny udowodniła ś, że nie tylko mamy dziewczynki w Tym samym wieku e one mają też identuczny charakter! Sprinterki!! Wczoraj byłam bez męża w parku miniatur, gdyby.nie plac zabaw ro nie wiem co by to było. U nas zagrożenie jest wszędzie, na trampolinie, na plaży jak bez lęku rzuca.się na fale, na basenie, na spacerze, w sklepie, w restauracji też wczoraj dała popis. Wbiegala za bar i do kuchni, najgorsze jeszcze jest to, że ona sie nikogo nie boi. Co więcej ona z obcym pójdzie za rękę jak tylko będzie to okazja iść gdzieś dalej niż mama pozwala. Starsza córka nie była taka… one chyba mają taki syndrom młodszej siostry… albo my z każdym kolejnym dzieckiem inaczej podchodzimy do tego?

  • Odpowiedz Maja 18 lipca 2016 at 14:37

    Agnieszko, to minie. Chociaż ciężko w to teraz uwierzyć :) Jak powiedział Muniek Staszczyk z takich rozbieganych, trudnych dzieciaków wyrastają bardzo przyzwoite jednostki.
    Moja teraz już kilkulatka zaczęła biegać mając 9 miesięcy, dziecko bez żadnego lęku właziło w każdy kąt, leciało naprzeciw pędzącym samochodom.. Ale im więcej rozumie, tym bardziej jest czuła na moje błagania ,żeby nie zrobiła sobie krzywdy. Niestety też upadki leczą dzieci z takich zapędów. Wiem co czujesz i uwierz, że ona po prostu niebawem z tego wyrośnie.
    Pozdrawiam

  • Odpowiedz Aga 18 lipca 2016 at 15:10

    Wiem co oznacza taki ruchliwy przypadek:) jednak jestem już w takim wieku,że wolę być jednak tą nadopiekuńczą matką………..niż spędzać z dzieckiem wakacje w szpitalu lub….widzę czasami oczami wyobraźni też gorsze scenariusze-tak mam.Chcę mieć i zdrowe i szczęśliwe dziecko tam gdzie mogę chronię ją aż za bardzo. Piękne zdjęcia,idealna sceneria,tak blisko mieszkam a nigdy nie byłam na tym kawałku plaży,pozdrawiam:)

  • Odpowiedz natalijka 18 lipca 2016 at 16:22

    mija! :) najważniejsze, nie tracić nadziei w kwestii tłumaczenia-gdzie wolno, gdzie nie wolno biegać. na razie wydaje się że to nie dociera ale dotrze :) choć pewnie raczej Hania pozostanie z tego gatunku, że najlepiej wypuścić na plażę albo ogrodzony wybieg :) zdjęcia cudne!

  • Odpowiedz salusiowo.blogspot.com 18 lipca 2016 at 17:17

    uwielbiam was! uwielbiam dziewczyny.. My dopiero teraz na weekend jedziemy nad morze.. odpocząć i na see blogers! może będziecie?

  • Odpowiedz Monika 18 lipca 2016 at 19:34

    Witam,

    To jest opis mojej najmlodszej corki! Niestety nie mam dobrych wiesci…

    Tessa ma juz 5 lat i sie nie zmienila. Jest gorzej bo powyzszego opisu doszly jeszcze efekty dzwiekowe.

    Corka jest nieobliczalna. Jest bardzo sprawna fizycznie. Szybko nauczyla sie jezdzic na rowerze bez bocznych kolek. Kiedys szykamy jej w domu a ona wyszla i jezdzila przed domem na wrotkach. Nie wiedzielismy, ze potrafi…

    Jest absolutnie samodzielna i samowystarczalna. Mam wrazenie, ze reszta rodziny jej przeszkadza w osiagnieciu celow.

    Takze jedyne co moge poradzic to uzbroic sie w cierpliwosc i zaakceptowac ze mamy takie wyjatkowe dzieci. Gzies kiedys czytalam, ze dostajesz takie dziecko z jakim jestes w stanie sobie poradzic;)

    Poeodzenia,
    Monika

  • Odpowiedz Magda 18 lipca 2016 at 20:59

    Mój teraz 4 letni synek od 10 miesiąca życia identycznie nawiewał. Bliżej 2 latek tłumaczenie chyba poskutkowało bo przestał i co było szokiem sam chciał dawać rączkę. Pomogły rowerki zajmowały nóżki a jednak męczyły. Mąż na morzu a ja dzień w dzień za nim biegałam z potem lejącym się po moim… Drugiego dziecka póki co nie planuję.

  • Odpowiedz Justyna 18 lipca 2016 at 21:22

    Z moim synem to samo!! Jest mlodszy od Hanki o miesiac.

  • Odpowiedz Justyna :) 18 lipca 2016 at 22:24

    A mówią, że dziewczynki są grzeczne, słuchają itd itd. Przestałam w to wierzyć prawie 7 lat temu, kiedy to urodziłam córkę. Choc jak czytam o Hani, to stwierdzam, że u nas nie było wcale źle. 22- miesięczny obecnie Szymon na szczęście spokojniejszy. I jak tak czytam Polko o Hani, to chciałabym ją widziec pod opieką mojej teściowej, która generalnie dzieciom nie pozwala na NIC! Ani 2 kroki biegiem, rowerem też nie, bo można się połamać, piasek? – he he , też nie, bo do oczu sobie nasypią! Oj, kochana Hania dałaby jej szkołę!!! A Tobie życzę duuuuuuużo sił! P.S. Uwielbiam twojego bloga!

  • Odpowiedz Karola 18 lipca 2016 at 22:48

    Moje dzieciaki też biegają, ale nie ma nic piękniejszego jak moment kiedy w komitywie idą razem po osiedlu.

  • Odpowiedz Olciaa 18 lipca 2016 at 23:16

    Jak ja to dobrze znam. Gdy byłam w ciąży juz zaawansowanej pamietam że każde wyjście z moim wówczas niespełna dwulatkiem było koszmarem. Z zazdrością patrzyłam na matki siedzące na ławce na placu zabaw plotkujące z koleżanka, kiedy ich dzieci siedziały grzecznie w piaskownicy. Moja koleżanka siedziała na ławce a ja musiałam biegać za moim dzieckiem, które ledwo weszło do piaskownicy, a juz z niej wychodziło, itp. Kiedy wiec nadszedł dzień, gdy moja koleżanka mówi Oli mam dla Ciebie idealny płac zabaw, zamykany na furtkę, ogrodzony z każdej strony bez dziur w ogrodzeniu, wprost marzenie. Z nadzieja sie tam udałam, ale nauczona przykładem bacznie obserwowałam moje dziecię jak i każdego wchodzącego nowego człowieka na ów plac oraz to czy zamyka za sobą szczelnie furtkę. Myślałam ze wreszcie jestem w raju, gdy kiedyś gdy tak stałam jak codzień i rozmawiając z koleżanka obserwowałam bacznie to dziecko to furtkę, nagle dostrzegłam mojego syna biegającego za ogrodzeniem. Myślałam ze zejdę, gorąc oblał mnie wmgnueniu oka, rzuciłam sie za nim biegnąc z tym brzuchem uważając by go złapać a jednocześnie nie wywalić sie łapiąc zająca. Gdy wreszcie go dorwałam obeszlam cały plac dookoła szukając dziury w ogrodzeniu jako dowodu zbrodni, przez która wydostało sie moje dziecko. Nie znalazłam nic, jakże wielkie było wiec moje zaskoczenie kiedy okazało sie ze pod ogrodzeniem był niewielki podkop, pewnie jakiś pies próbował sie tam dostać i to właśnie to miejsce wskazało mi dziecko jako wyjście ewakuacyjne z tegoż placu. Ehhh trzeba przeczekać samo przechodzi z wiekiem., ważne zeby matka wcześniej na zawał nie zeszła.

  • Odpowiedz mała Mi 19 lipca 2016 at 07:49

    Miałam to samo z Najstarszym. Minęło całkowicie, gdy skończył 3,5 roku. Pamietam, bo nie mogłam uwierzyć. Cierpliwości i żelaznych nerwów! Mój właził na poręcz tarasu i stawał na niej nie trzymając sie niczego i utrzymując rzecz jasna równowagę. Rzucał sie na jezdnię, pod nadjeżdżający autobus (oczywiście sie rzucić nie zdążył). Wyrywał z wózka przypięty pasami. Nawiewał gdzie tylko mógł. W tempie szaleńczym. Ganiałam, w pocie, pilnowałam jak oka w głowie dając jednoczenie swobodę na ile mogłam tylko, w miejscach odludnych czy ogrodzonych. Tą wyższość mając, że mieszkaliśmy we własnym domu z ogromnym, ogrodzonym terenem wokół, masą drzew do wspinania się i innych typowo wiejsko- dziecięcych atrakcji. Całe dnie od rana do nocy dziecko było wiec na dworze pod naszym okiem, ale w gruncie rzeczy wolne i szczęśliwe. Potem zaś pojawili sie w rodzinie kolejni uciekinierzy, z tym, że nigdy już pozostali nie nawiewali z takim impetem. Powiedziałabym wręcz, ze nie pamietam, zeby Środkowy i Najmłodsza mieli ten sam zew krwi w sobie, choć Środkowy dzikość serca posiada i wyjątkowo małpie skłonności 😉. Pozdrawiam Cie Polko! To minie, zobaczysz :). Teraz Najstarszy jest najspokojniejszym dzieckiem z całej mojej trójcy.

  • Odpowiedz Sylwia 19 lipca 2016 at 13:25

    Agnes, kupcie jej rowerek biegowy, ale taki co tylko niewielką prędkość osiąga i potem samoczynnie hamuje-sprawdzone na mojej. No chyba że inne geny… Dziewczyny przesłodkie a Ty przesympatyczna. Pozdrawiam ciepło.

  • Odpowiedz Ania 19 lipca 2016 at 14:43

    Moja starsza taka była i w sumie nadal jest, mimo że ma już 9 lat, także tego… może jej tak zostać 😉 Pozdrawiam i zapraszam gomuummygo.blogspot.com

  • Odpowiedz Katrin 19 lipca 2016 at 18:58

    Ja bym radziła parę razy gdzieś w bezpiecznym miejscu nie lecieć za dzieckiem, zejść mu z pola widzenia na chwilę aż się zorientuje że jedt samo. Np. W sklepie tak robiłam jeśli mi uciekały to zawsze pomachałam mówiłam że ja wychodzę, narazie papa😊 i po chwili samo mnie szukało. Albo gdzieś w parku, stanęłam za drzewem i obserwowałam. Zawsze wracały a mam ich czwórkę. Jak chciałam żeby szły za mną, nigdy się nie oglądałam czy idą😊 Bo gdy zerknęłam to wiedziały že mogą zwiać bo mam ich na oku.

  • Odpowiedz Andzia_81 19 lipca 2016 at 21:10

    Juz myslalam ze tylko ja mam takie dziecko… Synek moj to dokladnie kropka w kropke Twoja Polko Hania… Mam dwa lata starsza corke i gdyby synek byl tym starszym dzieckiem dluuugo drugiego bym nie miala. Ciagle ucieka, biega szybko a gdy sie go goni to mysli ze to zabawa i daje z przyspieszeniem… Do tego wszystkiego nie cierpi sklepow i w kazdym po krotkiej chwili placze, kopie nogami, nie daj Boze go wypuscic w sklepie samopas… Czesto juz nie daje rady i padam codzien na twarz… Rozumie Cie w zupelnosci. Nie da rady isc z nim do restsuracji na obiad, czy w gosci… Kiedy to minie oj kiedy??????

  • Odpowiedz Patrycja 20 lipca 2016 at 07:14

    Hej, mam pytanie, gdzie jesteście, że tak pusto na plaży…?

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 20 lipca 2016 at 11:30

      To niedaleko Świbna na wyspie Sobieszewskiej – pół godziny przez las i taka plaża :) tylko ćśśśś 😉

  • Odpowiedz Ania 20 lipca 2016 at 12:14

    Ze mnie też się ostatnio panikara zrobiła 😉 chociaż mój Wiktor nie ma w zwyczaju uciekać. On grzecznie idzie obok i w pewnym momencie się dematerializuje i nawet nie wiadomo w którym kierunku go szukać. W taki sposób potrafi zaginąć nawet w domu. Bawi się obok mnie a po chwili go nie ma i można go szukać godzinami, a on bawi się cichutko pod kołdrą, albo na wyjeździe poszedł do toalety w innym pokoju. Najgorsze, że nie odzywa się jak go wołamy, bo on przecież tylko się grzecznie bawi, albo tylko poszedł siku :/ Mam wrażenie, że ostatnio to tylko „gdzie jest Wiktor” w kółko powtarzam :/

  • Odpowiedz tarapatka 27 lipca 2016 at 16:12

    Myślę, że panika jest trochę wpisana w naszą matczyną naturę, ale z biegiem czasu i lat naszych dzieci nieco się ona ustabilizuje ☺

  • Zostaw coś po sobie