Obiady, przepisy

tyle wygrać – zdrowy obiad w 10 minut (szach-mat!)

Zdarzył się u nas ostatnio cud prawdziwy, sama opatrzność nade mną czuwała – pierwszy raz chyba było tak, że jak mi się dziecko z gorączką obudziło, byłam przygotowana. Konkretnie – kulinarnie. Bo zwykle to lekka panika, gdyż jakoś tak się złośliwie składało, że właśnie wtedy – niestety, ale pustawa lodówka. Składników na pożywny obiad dla chorej brak, tak samo jak opcji na zakupy w tym stanie. A podczas tej ostatniej infekcji czułam się, jakbym trafiła szóstkę na macierzyńskiej loterii – miałam wszak wielki gar rosołu, szach – mat!

Tyle wygrać – mieć rosół w zanadrzu, to nie zdarza się często. Mimo że coraz lepiej umiem w zapasy i planowanie posiłków, choć z wiekiem coraz bardziej roztropną jestem kobietą, życie wciąż zaskakuje. Weźmy taką gorączkę w dniu, na który były zaplanowane zakupy. Późniejszy powrót z pracy czy pilne zlecenie, dla którego warto olać więcej niż obiad. Cokolwiek, no – różne nagłe zwroty akcji podrzuca nam wciąż codzienność, dlatego w temacie domowego żywienia przyświeca mi motto – przezorny zawsze ubezpieczony. Bo choć ten rosół był chyba faktycznie przejawem czuwającej nade mną opatrzności, to nie liczę na nią na co dzień. Rozwinęłam za to serię strategii, mających uchronić rodzinę przed głodem podczas zwrotów akcji o charakterze przeróżnym.

I tak – w tygodniu gotuję zwykle w ilościach hurtowych, gary całe, nie żadne tam garnki. Resztki zupy czy innych jednogarnkowych mieszanek, na które dnia trzeciego nikt nie może już patrzeć – przezornie zamrażam. Mam listę dań ratunkowych – takich w pięć minut, co powstają z kostki twarogu czy torebki kaszy. A ponadto – wielce sobie cenię instytucję dań gotowych.

Chwalę je sobie, bo są nieraz wybawieniem, dają wytchnienie od codziennego kombinowania, wymyślania i gotowania. Pozwalają na spontaniczność albo odpoczynek – cokolwiek jest nam akurat bardziej potrzebne. Chwalę je, bo to jedno z tych osiągnięć cywilizacji, które istotnie podnoszą jakość życia, zdejmując z nas choć jeden z długiej listy rodzicielskich obowiązków. I powiem odważnie – jak lubię gotować, jak wierzę w domowe pichcenie i uprawiam je regularnie, tak kupuję gotowe, bo skonać z nosem w garach nie planuję. Od kuchennego heroizmu wybieram czasem wygodę i dobrze mi z tym.

Pewnie dlatego, że gotowe nie musi równać się – niezdrowe. Nie musi oznaczać tłustych pierogów czy placków z garmażu, nie musi być mrożoną pizzą ani słoikowym sosem, który się świeci w ciemnościach. Gotowe posiłki to nie tylko zupy w proszku, gorące, pełne chemii kubeczki ani panierowane na pomarańczowo kurczaki z dyskontu. I tak, w tym miejscu reklama oraz lokowanie produktu, co więcej – pełne entuzjazmu. Bo spróbowałam gotowych dań Frosta i wiem, że już więcej w niedoczasie żadnych pierogów nie kupię. To nie ma sensu w sytuacji, kiedy dostępne jest tak wartościowe, odżywcze i pyszne jedzenie. Takie, że w jednym daniu jest: sycący wkład typu ryż, kluseczki czy kasza, soczyste mięso i chrupiące warzywa. A to przenosi hasło „gotowe dania” w zupełnie inny wymiar – to wyrywa je kategorii grzesznych przyjemności czy okupionych wyrzutem sumienia kompromisów i przekłada je do szufladki pożywnych, rodzinnych obiadów.

Parę słów o daniu ze zdjęcia – Noodles and Chicken, czyli takie fajne, domowe, grube kluseczki z kawałkami kurczaka i warzywami, z których wszystkie – o, alleluja! – uwielbiają moje dzieci. Jest sporo marchewki, a do tego brokuł i fasolka szparagowa. Danie jest łagodne, delikatne w smaku, ale doprawione tak, że nic mu nie brakuje. Można sobie co najwyżej wyostrzyć i dodać witamin szczyptą natki czy jakimś ząbkiem czosnku, ale naprawdę nie trzeba, bo smak jest, w dodatku dobrze wyważony.

To, co moim zdaniem totalnie wyróżnia te dania na rynku gotowych posiłków, to skład. Ten jest w 100% naturalny! Nie znajdziecie tu żadnych konserwantów ani przetworzonych dodatków, zero chemii, barwników czy innych zagęstników. Tu wszystko jest uczciwe i prawdziwe, jak w domu. Jak kluski – to z mąki i jajek. Warzywa, filet z kurczaka, pieczarki, smażona cebulka, jest olej, masło, pietruszka – po prostu, bez udziwnień, tak, jakbyście same przygotowały takie danie.

Teraz mój największy zachwyt i jednocześnie zaskoczenie – chodzi o faktury poszczególnych składników. Nie pytajcie – nie wiem, jak to możliwe, ale jakiś technolog musiał to sobie dobrze wykombinować. Otóż – po podgrzaniu danie wygląda i smakuje, jakby zostało właśnie ugotowane. Kluseczki są miękkie, lecz jędrne, nic się nie rozciapuje, ani nie maże. Mięso – soczyste, żadnych gumiastych kawałków ani suchych wiórów, jak to się przecież często z kurczakiem zdarza. Nie – tu kurczak jest złocisty i wilgotny, jakby został przed minutą umiejętnie usmażony. No i ostatnia rzeczy, mój osobisty hit – chrupiące, jędrne warzywa. Niczego bowiem nie cierpię równie mocno, co brokułowej mazi, rozciapanej fasoli i zbyt miękkiej marchewki. Przyznam, że takich niedociągnięć w temacie konsystencji bałam się najbardziej, byłam sceptyczna, że to może być takie świeże i fajne. Bo doprawić po swojemu zawsze można, ale wiórowatego mięsa i glutowatych kluch nie przeskoczysz. A tu nic z tych rzeczy, co sprawia, że mogę Wam te gotowe dania Frosta z czystym sumieniem polecić jako naprawdę sensowną alternatywę dla domowego gotowania.

Przygotowanie takiego dania jest banalnie proste i zajmuje około dziesięciu minut. Jedyne, co jest potrzebne, to patelnia i odrobina oliwy. Na rozgrzany tłuszcz wysypuje się mieszankę i podgrzewa, od czasu do czasu potrząsając patelnią lub mieszając.

No a potem już tylko pozostaje wyłożyć te pyszności na półmisek, zwołać familię, wspólnie zajadać i być szczęśliwym człowiekiem – udać się na odpoczynek albo do innych zajęć, bez cienia wyrzutów, że się właśnie dzieci osobiste toną glutaminianu nakarmiło. Tyle wygrać – mieć zdrowy obiad w dziesięć minut, to nie zdarza się często. Szach – mat!

Wpis powstał we współpracy z marką Frosta.

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

9 komentarzy

  • Odpowiedz uuuuia 19 lutego 2019 at 10:26

    Muszę koniecznie przetestować, czasami potrzebne jest szybkie obiadowe rozwiązanie, gdy w lodówce pustki. Fajnie, że może być gotowe, zdrowe, smaczne i nieprzepełnione chemią, dzięki za inspirację! 🙂

    • Polka
      Odpowiedz Polka 26 lutego 2019 at 12:19

      Ja też się mega cieszę z tego odkrycia! 🙂

  • Odpowiedz GosiaSkrajna 19 lutego 2019 at 15:09

    Aguś, bardzo fajna alternatywa, a czy zawierają w składzie mleko? bo ostatnio musze czytać etykiety gdyż wyszła mi nietolerancja pokarmowa właśnie na mleko i na razie unikam go jak ognia i od razu widze poprawe na razie w samopoczuciu…

    • Polka
      Odpowiedz Polka 26 lutego 2019 at 12:18

      Nie ma mleka – składy wszystkich tych dań znajdziesz na stronie. W takim razie oby dobre samopoczucie Cię nie opuszczało! 🙂

  • Odpowiedz Aśka 19 lutego 2019 at 16:42

    To wygląda na prawdę dobrze. Muszę przejrzeć ofertę w zamrażarkach najbliższych sklepów.

    • Polka
      Odpowiedz Polka 26 lutego 2019 at 12:17

      Co najważniejsze – to smakuje naprawdę dobrze! 🙂

  • Odpowiedz hamartus 19 lutego 2019 at 21:18

    Cześć! Odkryłam Twojego bloga przedwczoraj i od tego czasu, gdy tylko mam wolną chwilkę, wciągam z zapartym tchem wszystkie posty. Zazwyczaj jestem tylko cichym obserwatorem, ale po prostu musiałam to napisać: dawno nikt mnie tak nie oczarował swoim stylem, spojrzeniem na życie i kreatywnością! Masz cudowne pióro, a opowieści z Waszego życia rodzinnego są dla mnie wzorem domu, który chciałabym kiedyś stworzyć. Dziękuję!

    Marta

    • Polka
      Odpowiedz Polka 26 lutego 2019 at 12:17

      O rety, bardzo Ci dziękuję, naprawdę bardzo miło mi to słyszeć! Mam nadzieję, że zostaniesz tutaj na dłużej 🙂

  • Odpowiedz Sonia 28 lutego 2019 at 19:04

    Jak zwykle Polka na Ciebie można liczyć, zawsze podsuwasz jakieś fajne pomysły w kuchni, no i jeszcze sposób w jaki to opisujesz. Dziękuję 😉

  • Zostaw coś po sobie