17
Jak żyć, miejsca

takie kobiety

Dobrze je mieć. Gdy wątpię, że mi się uda, przypomnieć sobie, że im się udaje. Kiedy mam przesrane, pomaga mi wiedza, że one też. Czasem to wydaje się niewykonalne – iść swoją drogą, pozostać sobą, nie poddawać się. Mieć dwoje małych dzieci i nie stracić z pola widzenia własnych pasji i marzeń. Wtedy lubię wiedzieć, że są obok, takie podobne w tych naszych rozterkach, frustracjach, zmęczeniu, siostry w macierzyństwie bez lukru.

Znamy się od lat, w międzyczasie były śluby i wesela, kupowanie i urządzanie mieszkań, zawodowe zawirowania, ciąże. Napłodziłyśmy łącznie sześcioro dzieci, wszystkie mamy w tym dość wąską specjalizację – one po dwóch chłopców, ja dziewczyny. Jedna to przyjaciółka ze studiów, mimo, że od lat mieszka w Warszawie, udaje nam się utrzymać tę naszą babską gorącą linię, być na bieżąco z codziennymi upierdliwościami, trzymać za siebie kciuki w stresujących chwilach, podsyłać sobie feministyczne lektury i durnowate memy. Kiedy będziemy stare, wydrukuję nam nasze sms-y, będziemy sobie kwiczeć ze śmiechu i popuszczać w gacie. Drugą poznałam w pracy, była tam tak samo nie na miejscu jak ja, więc w przerwach pytlowałyśmy zawsze o tych naszych weselach, mieszkaniach, ciążach i meblach. A potem też o macierzyństwie bez lukru. Obie to także moje siostry w miłości do piękna i Skandynawii, w estetycznych i wnętrzarskich zboczeniach. Godzinami możemy gadać o nowych kolekcjach, dodatkach, markach i nowościach, zarażać się inspiracjami, zazdrościć sobie kolejnych łupów. Tyle nas łączy, choć to dwie w zasadzie niezależne znajomości, rzadko widujemy się wszystkie razem. Aż wreszcie w weekend nam się udało.

To spotkanie było jak połączenie wszystkiego, co uwielbiam w jednym miejscu i czasie. One dwie w idealnym sklepie, w którym natężenie skandynawskiego piękna na metr kwadratowy jest wręcz nieprzyzwoite. W sklepie, który nie jest dla mnie jak sklep, nie tylko dlatego, że rzadko w nim płacę (😉), ale przede wszystkim dlatego, że wpadam tam na kawę i pogaduchy, zawsze za krótkie, ale jakie potrzebne. I choć zaczęło się chaotycznie, bo po moim spóźnieniu nastąpił najazd klientów, mężowie nam się znudzili, młodsze dzieci pobudziły, starsze obraziły, to udało się zrobić to, po co tam przyjechałam. Nie, nie tylko ograbić Krysię z szali, naczyń, delikatesów i marsylskich mydeł, nie obejrzeć z błyskiem w oku i ślinotokiem połowę asortymentu, nie oplotkować mężów i pomarudzić na dzieci, choć to wszystko też jak zwykle było w programie. Tym razem jednak udało mi się napić z nią wina i to nie tylko dlatego, że było sobotnie południe, a to jak wiadomo najlepsza pora dla młodych matek, żeby sobie golnąć na chodniku pod sklepem. Słońce było ostre, a ja po dwudziestu miesiącach w trzeźwości jeszcze nie w formie na takie akcje. Może dlatego miałam w nosie wszystkich przechodzących ulicą zadziwionych świadków naszej libacji. Miałam taką kondensację przyjemności, piękna i dobrych wibracji, że naładowana jestem do dziś, mimo że już trzeźwa. Czemu takie ekscesy poważne kobiety uskuteczniały w centrum Gdyni? Bo urodziny były, piłyśmy za powodzenie tego cudownego miejsca. Amazing Decor, bo o nim mowa, ma piąte urodziny!

A zaczęło się skromnie, kiedy jeszcze pracowałyśmy razem na tych naszych etatach, Krysia zrobiła pierwszy mały kroczek do spełnienia swoich marzeń. Sprowadzała dodatki House Doctor i sprzedawała je na Allegro. Mimo że różnie to szło, nie poddawała się i trzy lata później założyła sklep internetowy. Zrobiła to z dwójką malutkich dzieci, które plątały się jej pod nogami wśród pudełek, paczek i towaru, który trzymała w sypialni. Podobnie jak ja, często słomiana wdowa, momentami wykończona, czasem zrezygnowana, pchała do przodu ten swój plan, napędzana swoją wizją pracy marzeń. A teraz spotykamy się tu, ponad rok od otwarcia sklepu stacjonarnego, w tym cudownym miejscu, w którym półki uginają się od coraz to nowych marek i produktów, które Krysia wyszukuje i sprowadza. To dla mnie więcej niż sklep, dla mnie to źródło nieustającej inspiracji nie tylko wnętrzarskiej, ale i życiowej. Bo widzę w nim kobietę, która jest dzielna, silna i zdeterminowana, wie czego chce i ma jaja. Żeby rzucić pracę, wiedząc, że będą dni takie, jak ten – nieco chaotyczne, bez męża, z zasmarkanymi synkami pod bokiem, z nalotem klientów, kiedy chce już zamykać. I żeby w sobotę, w samo południe, otworzyć wino na chodniku pod sklepem i pić swoje zdrowie. Jestem wielką szczęściarą, że spotykam na swojej drodze takie kobiety.

2

9

26

30

 

35

31

23

12

21

40

6

5

11

10

3

34

37

43

27

22

32

1

4

8

7

19

16

18

41

42

39

Na naszą podwórkową imprezę wytargałyśmy ze sklepu:

taboret z antycznego drewna wiązowego

kosz z trawy morskiej

domek ocynkowany

talerz Botanic Bloomingville

kubek Botanic Bloomingville

kieliszki House Doctor

koc Heavenly Honeycomb

aksamitne poduszki

chusta Wayda crushed berry (moja)

chusta Wayda mustard gold (Oli)

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

21 Komentarze

  • Odpowiedz Marta 28 września 2015 at 22:05

    Moje gratulacje…
    Boże jak ja Wam zazdroszczę tej przyjazni i sklepu…Ja matka trójki dzieci ciagle słomiana wdowa..Wczoraj sobie uświadomiłam jak bardzo jestem w tym wszystkim samotna…Jak bardzo brakuje mi przyjazni gdzie mogłabym się wygadac poplotkować ale tak bardzo się zawiodłam na ludziach ze zostałam sama …
    Pielęgnujcie tą przyjazń aby przetrwała nawet najgorsze chwile i aby pozostała na długo…
    Kolejny raz podziwiam Cię i uwielbiam..
    Pozdrawiam cieplutko Marta z opolskiego

  • Odpowiedz Porka 28 września 2015 at 22:40

    Jak tak patrzę na zdjęcia i czytam co piszesz, to ciepło mi na myśl, że w tym dziwnym świecie można promować kogoś innego niż siebie i dbać o kogoś bez oczekiwań. :)

  • Odpowiedz I'm young wife 28 września 2015 at 22:50

    I to jest to, przez co blogi ZAWSZE będą wygrywać – niesamowici ludzie 😉

  • Odpowiedz Angela M. 28 września 2015 at 22:51

    Ja odczuwam dokładnie to samo co napisała we wcześniejszym komentarzu Marta brak prawdziwej przyjazni która dodałaby kopa .Wspaniale jest móc dzielić się swoimi pasjami,marzeniami i pić wino na ulicy w tak doborowym towarzystwie!Szczęściary z Was:)!!!Tymczasem siedzę zapyziała w Krakowie z rozkrzyczanym do nieprzytomności dzieciakiem (córką, którą kocham nad życie żeby była jasność :))i przeżywam kolejny dzień dzięki mrspolkadot i jej uroczych wpisach ,które sprawiają że jeszcze nie waryjuje z nudów:)Buziaki i pozdrowienia:)Angela

  • Odpowiedz luska32 28 września 2015 at 22:58

    Dziewczyny uściski dla was…przyjaźń to piękna rzecz i czasami bardzo mi jej brakuje…już 5 lat mieszkam z dala od domu. Starzy przyjaciele zapomnieli, nowych nadal brak… Ale dosyć smęcenia 😉 życzę więcej tak miłych”libacji” przy okazji..i bez 😁 pozdrawiam ciepło – Łucja

  • Odpowiedz Kinderki.eu 28 września 2015 at 23:44

    Mój ulubiony sklep i nasza e-ciocia :-)

  • Odpowiedz Mała Mi 29 września 2015 at 02:48

    Ten post pokazuje, że warto brnąć przez to błoto i śniegi życia, żeby „na zawsze”, które trwa czasem jedną sekundę, było jednak dostępne. Kolekcjonowanie tych specjalnych sekund to chyba sedno życia. Fajnie spotkać na swojej drodze ludzi, którzy potwierdzają swoim istnieniem nasze. Sklep piękny i nawet coś w nim zamawiałam, a w przyszłości na pewno jeszcze zamówię :). Gratulacje dla Was wszystkich, Dzielne Mamy!

  • Odpowiedz cynnamonek 29 września 2015 at 09:47

    A ja myślałam, że tylko ja napiszę, że zazdroszczę Ci tej przyjaźni… a tu widzę po komentarzach, że nie jestem sama…
    A co do sklepu, to mogę tylko szczerze pogratulować! Ech, mieszkam w Gdańsku, a jeszcze w nim nie byłam… błąd, duży błąd 😉

  • Odpowiedz Ula 29 września 2015 at 10:20

    Libacja podwórkowa <3
    Polko, ależ masz piękne włosy.
    Dobrze czytać o takich przyjazniach. Uściski z Krk.:)

  • Odpowiedz Marta 29 września 2015 at 10:44

    Fajnie, że macie siebie, oby to się nigdy nie zmieniło!
    Siłą musieliby mnie z tego sklepu wyciągać… 😉

  • Odpowiedz Natashka 29 września 2015 at 11:17

    Droga Mrs Polka,
    miło się czyta a jeszcze milej ogląda Twój blog. Też jestem z Trójmiasta i również jestem mamą. Właśnie wracam do pracy po 1,5 roku przerwy i przechodzę niełatwe momenty w życiu, by było jasne nie chodzi o pozostawienie córki w żłobku bo wiem, ze sobie tam dobrze radzi i ma dobrą opiekę. Problem większy to powrót do pracy i tego od czego się odzwyczaiłam będąc na macierzyńskim, zwłaszcza od tych złych i nieprzyjemnych rzeczy…No ale nie do tego zmierzam, chciałam po prostu napisać, że te chwile pokazały mi na kogo mogę liczyć w takich sytuacjach. Kto nawet jeśli nie poradzi to wysłucha.
    Mam kilka koleżanek, które od razu przyleciały z pomocą. Nazywam je wciąż koleżankami, bo boję się słowa przyjaźń, już kilka razy się zawiodłam, a teraz nie chcę tego stracić:)

    Fajnie mieć tych kilka osób (czasami nawet tylko jedną), które nie zostawią, zadzwonią nawet z innego kraju na kilka minut by podnieść na duchu, to bezcenne:)
    Gratuluję zatem przyjaciółek:) Niechaj ta znajomość trwa:)!

  • Odpowiedz Style Recital 29 września 2015 at 11:48

    Oby więcej takich kobitek z pasją, werwą i marzeniami! Brawo!!! Życie jest takie marne, krótkie, ulotne, nie ma na co czekać z realizacją planów i marzeń, nie ma co kwękać i pierdzieć, że się nie da. DA SIĘ! Nasze wątpliwości zabijają częściej, niż rzeczywiste życiowe porażki- odwagi.
    Amazing Decor bardzo lubię, mąż odbierał paczki jeszcze od Krysi z domu, teraz ze sklepu :-)))
    Pozdrowienia!

  • Odpowiedz Ola 29 września 2015 at 12:00

    no właśnie, podczas gdy świat zalewa coraz więcej pięknych gadżetów to tak naprawdę ludzie są najważniejsi, a prawdziwe przyjaciółki to must have każdej kobiety.
    Sklep niesamowity, koniecznie go odwiedzę będąc w 3 city.
    Pozdrawiam;)

  • Odpowiedz Jasminhome... 29 września 2015 at 12:13

    Byłam raz jedyny w tym sklepie w wakacje i wiem z czego bierze się ta Wasza przyjaźń. Właścicielka wspaniała kobieta…i gdyby nie fakt głodnego męża z dwójka śpiących dzieci w samochodzie, czekających na mój powrót, to pewnie proponowaną kawą by się skończyło, bo rozmowa była ku temu sprzyjająca. Myślę też, że gdybym całkiem przypadkiem spotkała Ciebie Polko na swej drodze, to też miałabym co wspominać, bo równego człowieka wyczuje na kilometr- serio jak pies myśliwski…. 😉 Pozdrawiam

  • Odpowiedz Koza domowa 29 września 2015 at 12:57

    Wspaniale jest mieć takich ludzi wokół siebie. Takich, którzy motywują do spełniania własnych marzeń, nie ciągną w dół, tylko pomagają rozłożyć skrzydła. Uwielbiam ten sklep online, może kiedyś będę miała szansę zajrzeć do stacjonarnego… :) Pozdrawiam z Mazur!

  • Odpowiedz mysza 29 września 2015 at 13:20

    miałam przyjemność zajrzeć w wakacje do sklepu Krysi ale wtedy nie było na półkach tych cudownych złotych domków,plecaków,mydełek..ale i tak co nieco kupiłam i żałuje,że ponowna okazja do odwiedzin szybko się nie trafi..(pozdrawiam z Krakowa)
    ale musiałyście fajnie wyglądać z tym winkiem przed sklepem :)

  • Odpowiedz Gosia 29 września 2015 at 14:03

    Świetne masz buty – ledwo widoczne na jednym zdjęciu:) na obcasie? skąd?:)

  • Odpowiedz Lucyna 29 września 2015 at 20:41

    W Paryżu taki widok byłby zupełnie normalny, wręcz codzienny 😉 ale u nas oczywiście wszyscy się GAPIĄ 😉 Swoją drogą już cię widzę Polko w paryskich sklepach wnętrzarskich, tam to jest dopiero szał!

  • Odpowiedz KasiaSz-Sz 30 września 2015 at 10:13

    Witajcie Baby:-), a ja jestem ze Śląska do sklepu jest mi niestety nie po drodze, ale wirtualnie już w nim byłam i kilka rzeczy (z myślą o świętach) już mi w oko wpadło, więc Droga Polko, może po znajomości, załatwisz nam jakiś rabat…;-). A zupełnie poważnie gorąco Was pozdrawiam i życzę Wam wielu takich chwil, podczas których możecie pielęgnować Waszą przyjaźń – jakże cenną w dzisiejszych czasach…

  • Odpowiedz kplusmrownasiep 2 października 2015 at 12:39

    Bardzo bliskie jest mi to o czym piszesz, ponieważ zaczęłam szukać kobiecych inspiracji, największą jesteś dla mnie Ty, ale oprócz tego odnowilam znajomości z przyjaciółkami z licealnych lat, które też są na macierzyńskim, umówilam się na spacer z kumpelą ze szkoły rodzenia, Zaczęłam trochę inaczej żyć na tym moim urlopie ( kto macierzyński nazwał urlopem hello ??!! ;)organizuję nam seans dla matek z dziećmi :) Kibicuję Ci Polko bo mi się wydaje, że coś szykujesz zawodowo :)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 2 października 2015 at 20:34

      heh, to miłe 😉 a co do moich zawodowych planów, to bardzo bym chciała, mam kilka pomysłów, ale nie, niestety jeszcze nie nic nie szykuję :( wolnego od Hani mam na razie tylko tyle, żeby rozwijać bloga, ale faktycznie szukam intensywnie pomysłu na siebie, na przyszły rok może?

    Zostaw coś po sobie