83
Ciasteczka, Przepisy

Święta bez ofiar w ludziach (i basler leckerli – pierniki z Bazylei)

Wałkujemy to słowo w grudniu do znudzenia, odmieniane jest przez przypadki w domach i w kościołach, wycierają nim sobie gęby twórcy świątecznych reklam,  że niby taka tradycyjna ta kawa przy choince, ten sernik z paczki i ciasteczka na margarynie (o, przepraszam, teraz to się nazywa „kostka do pieczenia”) . Że ryba musi swoje odsiedzieć w wannie i tradycyjnie trzeba umyć okna dla Jezuska. Tradycji musi stać się zadość i każda przyzwoita pani domu musi zarobić się do nieprzytomności, mężczyźni muszą tradycyjnie walnąć kilka głębszych, a młodzież idzie na tradycyjną pasterkę nawalić się jak messerschmitty pod klatką. Kilka tradycyjnych złośliwości od wścibskiej ciotki nad tradycyjną galaretą i jest swojsko, jak co roku. Bo po co coś zmieniać, taka tradycja. Przecież co roku ciśniemy przez pół Polski, zmęczeni po pracy, żeby dziadkowie zobaczyli wnuki na Święta. Bo tak trzeba, taka tradycja. Nic, że to stało się dla wszystkich męczarnią – ta podróż przez pół Polski, to spanie na kanapie w dużym pokoju. To nic, że więzi już nie te i dość masz gapienia się w telewizor przy sałatce jarzynowej i najchętniej to byście sami, u siebie, po swojemu…ale każdy się boi tradycji. Jest silna skubana, zwłaszcza w asyście przyzwyczajenia i rutyny. Trzyma nas za mordę i powstrzymuje od rewolucji.

Tradycja piękna rzecz…czasami. Dwanaście potraw i sianko pod obrusem to piękna tradycja. Wścibska ciotka, pijany wujek i umęczona mama – to jej smutne żniwo. Nie trzeba się jej bać, mimo, że tak mocno trzyma za mordę. Czasem nie trzeba wiele, by wydarzyła się rewolucja – zdać sobie sprawę, że zasługuję na szczęście. Że asertywność nie jest zła, o ile bronię własnych granic. I że mogę je stawiać, bo jestem odrębna, dojrzała i mam prawo rozpocząć nową, świecką tradycję – Świąt bez ofiar w ludziach.

2

4

6

7

8

12

 

15

13

Basler Leckerli, czyli pierniczki z Bazylei

(bez tłuszczu i jajka!)

To ciasteczka z jednej blachy – taka krajanka. Bez zagniatania, wykrawania i całej tej tradycyjnej babraniny, którą ograniczyłam w tym roku w jednej, niedużej porcji ciasta. Pieczenie pierników jest fajne, o ile pomagierzy nie nudzą się po kwadransie i nie zostaje człowiek sam, jak ten debil, z milionem ciastek do polukrowania i miliardem innych przedświątecznych spraw kotłujących się w głowie. Bo w tym roku działam asertywnie, wyznaczam zadania, przełamuję rutynę, wybieram spośród świątecznych tradycji te, które nie uwierają. Ułatwiam sobie życie, gdzie mogę, eksperymentuję – kto wie, może właśnie tworzę nową, świecką?

Składniki:

  • 550 g mąki pszennej
  • 1 łyżka cynamonu
  • 1 łyżka przyprawy korzennej do piernika
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 500 g płynnego miodu (gęsty wystarczy wstawić na chwilę w słoiku do garnka z wrzątkiem)
  • 100 g drobnego cukru do wypieków
  • 500 g obranych migdałów, posiekanych
  • 100 g kandyzowanej skórki pomarańczowej lub cytrynowej
  • 2 łyżki cherry brandy lub likieru cytrynowego

Przygotowanie:

  • mąkę pszenną, cynamon, przyprawy i sodę przesiać do dużej misy miksera
  • miód i cukier umieścić w garnuszku i podgrzewać, do całkowitego rozpuszczenia się cukru, lekko przestudzić, po chwili dodać do przesianych składników razem z migdałami, skórką kandyzowaną i alkoholem
  • zmiksować, do otrzymania gładkiej lecz bardzo lepkiej masy (taka ma być, nie należy dosypywać mąki)
  • dużą formę o wymiarach 35 x 35 cm wysmarować masłem, wyłożyć papierem do pieczenia i przełożyć do niej ciasto
  • pomagając sobie rękoma oprószonymi w mące rozłożyć ciasto w formie, równo, na grubość nie większą niż 1 cm (ciasto będzie klejące i ciężkie, więc nie będzie to łatwe 😉
  • piec w temperaturze 180ºC przez około 20 minut, jeszcze ciepłe polukrować w miarę rzadkim lukrem (1 szklanka cukru pudru wymieszana na bezgrudkową masę z 3 łyżkami wody – gęstość lukru regulujemy dosypując więcej cukru pudru lub dolewając więcej wody), jeszcze ciepłe pokroić na kwadraty.
  • po wystygnieciu, przechowywać w szczelnej puszce z kawałkiem obranego jabłka lub kromką chleba, wymieniając jabłko od czasu do czasu

przepis pochodzi z książki (i bloga) Moje Wypieki

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

23 Komentarze

  • Odpowiedz marta1981marta 13 grudnia 2015 at 11:13

    u mnie zawsze było dziwnie, bo matka nie zabijała się przed świętami, miała w poważaniu mycie okien jak pogoda to znacznie utrudniała, a karpia kupowaliśmy już ukatrupionego. Tata raz miał odebrać mu zycie i skończyło się wezwaniem posiłków, bo powiedział, że będzie jeść dorsza 😉 Święta i przygotowania są fajne kiedy mają granice.
    AA pierniczki wyglądają fajnie, jak batoniki 😉

  • Odpowiedz Gabrysia 13 grudnia 2015 at 11:26

    Wezmę z Ciebie przykład (wprawdzie ogarnęłam już okna,pierniki,czekolade na patyku, i takie tam i to w pojedynke z dwójką dzieci i mężem w delegacjach :)) ale od teraz odpuszczam!!! no może jeszcze tylko upieke ten piernik z Bazylei , i może te gwiazdy ciasteczkowe na patyku…i może jeszcze chatke z piernika bo Ziuta moja sie uprasza.. no i tak właśnie moja asertwyność osiagnęła level master;):)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 grudnia 2015 at 11:29

      haha, super, nie namawiam do olania wszystkich obowiązków, sama sporo przygotowuję na Święta, ale do tego, by wyważyć i nie dać się stłamsić przymusom

  • Odpowiedz Marlena Kaczmarek 13 grudnia 2015 at 11:29

    Nie lubię stylu skandynawskiego. Jest zimny, surowy, zbyt czysty, zbyt doskonały w swoim naturaliźmie. Ale Ty, Polko otaczasz go takim ciepłem, taką pastelową radością, bez całej tej udawanej doskonałości. Dlatego wracam co chwila, by napawac sie tym co piszesz, przede wszystkim. Bo dom, to czym się otaczamy, to odbicie duszy tego co go tworzy. I Ty masz, Agnieszko, pastelową duszę!
    Tego Ci życzę na te Święta, żeby te kolory i ta konsekwencja w pokazywaniu prostego ciepłego pięknego szczęścia promieniowała na coraz więcej Matek Polek!
    Propo’s pierników, pozdrawiają z Torunia!

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 grudnia 2015 at 11:30

      dzięki, Marlena! Styl skandynawski ma wiele odmian, są takie minimalistyczne, chłodniejsze wersje, ale i te cieplejsze 😉

  • Odpowiedz youstyna 13 grudnia 2015 at 11:51

    My wyłamaliśmy się w tym roku z sideł tej źle rozumianej tradycji, o której piszesz i wigilię mamy zamiar spędzić ze znajomymi. Dość miałam drętwej atmosfery w rodzinnym domu, sztucznych uśmiechów. Bardzo dobry wpis! Zresztą jak wszystkie 😉

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 grudnia 2015 at 11:31

      Dzięki! Życzę Wam dobrej atmosfery w takim razie :)

  • Odpowiedz Mała Mi 13 grudnia 2015 at 12:17

    Ale jak się kocha, to się jedzie ;). Mimo tego, że jak się przyjedzie, może być różnie. Jednak nie wyobrażam sobie, żeby odciąć się od najbliższych mi ludzi. Szczególnie, że jestem jedynaczką, a oni oboje już mocno zaawansowani wiekowo. W sumie powinni już dawno mieszkać tuż za ścianą, bo to już ten czas, gdy, jeśli nie przyjedziemy, barszcz będzie z torebki, a na Wigilię tortilla z pobliskiej Biedry. Serio. I taki czas przychodzi. Dlatego postaram się, pomimo zmęczenia (właściwie zgonu) z powodu pracy, dzieci, borykania się z byciem na co dzień samotną mamą, wsiąść za kółko i pognać te 500 km w jedną stronę. Umęczę się okrutnie, wiem. Ale choć dom mój obecny, pachnący, przestronny, urządzony jak dla mnie- idealnie, oszczędnie i w skandynawskim stylu ;), choć nie pozbawionym też ciepła, cały woła- zostań!, poleż, pójdź do ciepłej kuchni, coś upiecz, nie przejmuj się, zaoszczędzisz trud i masę kasy (samo paliwo- wiadomo przy takiej odległości, niejeden prezent, niejedna ozdoba). Ciało, umęczone, krzyczy o odpoczynek, pojadę. Bo wiem, że beze mnie, bez nas, oni będą ten barszcz z torebki i tortillę z Biedry… że nie wyjmą może nawet choinki, bo już sił naprawdę niewiele, a motywacja będzie zbyt daleko… Oby to nie były nasze ostatnie wspólne z nimi święta. Tego sobie i dzieciom mym życzę. Tobie zaś Polko Najlepszych, Pastelowych, Smakowitych i pełnych zdrowych granic- takich, jakie uznasz za najlepsze dla Siebie i Swojej Rodziny :).

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 grudnia 2015 at 11:34

      Mała Mi – jeżeli to najbliżsi ludzie, to jasne, nie ma innego wyjścia. Jeżeli to jest potrzeba serca, to pięknie! Podziwiam Cię też, że akceptujesz te deficyty i ten wysiłek. Ja mówię o sytuacjach niezdrowych, kiedy jedna strona ponosi nie tylko wysiłek, ale po prostu męczy się psychicznie. Ja myślę, że w takich okolicznościach nie warto, znam sporo takich rodzin, gdzie odtwarza się pewne wzorce, bo nikomu nie przejdzie przez głowę, że można inaczej i że może warto zadbać o siebie i swoją nową rodzinę. Wesołych Świąt!

  • Odpowiedz Patka* 13 grudnia 2015 at 12:47

    Pomysł na Święta bez ofiar w ludziach – bezcenny :)
    „Pieczenie pierników jest fajne, o ile pomagierzy nie nudzą się po kwadransie i nie zostaje człowiek sam, jak ten debil, z milionem ciastek do polukrowania…” – w ubiegłym roku tak to u mnie wyglądało niestety…w tym roku nie chciałam pierniczków, ale….chyba wykorzystam Twój pomysł :)
    będzie lekko, łatwo i w końcu przyjemnie 😉

  • Odpowiedz marta81 13 grudnia 2015 at 13:46

    Mała Mi-sama prawda. Święta to jednak rodzina, jesli jest w porządku, choc czasem umęczy.

  • Odpowiedz Dagmara 13 grudnia 2015 at 14:11

    właśnie upieklam 150 pierników,pomagier dokładnie po 15-20 minutach zwial,czeka mnie to pieprzone lukrowanie… usiadłam na chwilę i czytam Cię Polko i śmieje się,ze tak to wygląda… mam ochotę po Twoim wpisie olać to lukrowanie,odpocząć i nie zjeżdżać sie na śmierć… ale znając siebie nie odpuszczę i bluznic będę,a udekoruje,bo jak,takie brzydkie mana zostać? taka asertywność u mnie…

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 grudnia 2015 at 11:35

      haha, czyli nie tylko u mnie taki interes z tymi piernikami. Widziałam, że udekorowałaś już pięknie, co zrobić :)

  • Odpowiedz Mamaludinka 13 grudnia 2015 at 14:51

    Ja z dwójka maluszków i mężem wciaz na poligonach itp. ledwie mam jak ubrac choinke (tzn.nie ubralam jeszcze ale jutro jak on zejdzie ze sluzby to…jest nadzieja :) a tak bym chciala!!! Te okna myć dla Dzieciny, te karpie robic i cos może nowego od Ciebie odgapię przepis :) zawieźć to cudnie udekorowane (tez od Ciebie) do Mamy. To moje pierwsze swieta w nowym domu i chcialabym tej tradycji…ale przy bablach się nie da, za mali ma pomoc przy pierniczkach :( spróbowalam nawet…on marudzil, oba plakala a ja rece w cieście:( idz pan!! U mnie Tradycja to nie te zlosliwe ciotki, ani nic takiego. U nas jest cudnie, mam szczescie miec wspaniala rodzine z ktora uwielbiam spedzac ten czas :) tylko sama chcialbym sie lepiej przygotować:(

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 grudnia 2015 at 11:37

      To super, to sytuacja idealna, kiedy jedzie się z radością. A brakami w przygotowaniach się nie przejmuj, doba się nie wydłuża przed Świętami, ja też odpuszczałam, kiedy dzieci były malutkie.

  • Odpowiedz Nefertari 13 grudnia 2015 at 15:31

    Bosh, ja w pierwsze święta spędzane z mężem tkwiłam w przeświadczeniu, że muszę te wszystkie tradycyjne potrawy przygotować – nawet jeśli na Wigilię szliśmy gdzie indziej, nie robiliśmy jej u nas… Że ten karp, kapusta i cała reszta to taka konieczność, że będzie na kolejne dni, że taka tradycja, że się to robi… I to zdziwienie, kiedy podzieliliśmy się z rodzinką potrawami – że nie trzeba robić wszystkiego, że żarcie i tak zostaje, że i tak nikt tego przejeść nie potrafi, że świat się nie zawalił, a święta – o Matyldo! – i tak wyszły, odbyły się, bez spiny. Czułam się wpierw durnie, jakbym chciała kogoś oszukać, iść na skróty, ale w sumie dlaczego mam się przemęczać, siódme poty wylewać… ? Genialny post!

  • Odpowiedz nata 13 grudnia 2015 at 19:17

    Próbowałam dziś przepis, niestety klapa totalna… ciasto kompletnie niepodobne, blade cieżkie nie nadaje się do krojenia :( zrobiłam wszystko jak w przepisie, nie wiem co poszło nie tak.. szkoda, bo Twoje wyglądają rewelacyjnie..

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 grudnia 2015 at 11:38

      Nata, nie mam pojęcia, co mogło się wydarzyć :( robiłam je pierwszy raz i wyszły, choć ciasto jest rzeczywiście ciężkie. Może uda się pokroić, polukrować i jeszcze zmiękną trzymane w tej puszce z jabłkiem?

      • Odpowiedz nata 15 grudnia 2015 at 21:42

        Będę próbować dalej :) do Świąt może mi się uda!

        • Odpowiedz Martusia_Nikolka 23 grudnia 2015 at 15:31

          A mi sie w ogole to ciasto nie upieklo :(((((((

  • Odpowiedz mówię co myślę 13 grudnia 2015 at 23:29

    jak wspaniale, apetycznie wyglądają. Myślę, że są równie dobre :)

  • Odpowiedz Aneta 14 grudnia 2015 at 15:42

    No nie, po prostu uwielbiam pani styl pisania, zawsze uśmieję się do łez, a w dodatku to takie szczere i prawdziwe, pozdrawiam Aneta

  • Odpowiedz kma1982 16 grudnia 2015 at 20:36

    Te pierniczki są obłędne! Już zniknęły 😉 Więcej nie robię, bo wszystko w biodra mi pójdzie…no chyba że spróbuję z mąką razową i bez lukru? Będą mniejsze wyrzuty sumienia 😛

  • Zostaw coś po sobie