8
Dzieciaki, Jak żyć

strefa (dys)komfortu

Lubię patrzeć na nią w ruchu. Jest szybka i zwinna, jazdy na rowerze nauczyła się w jedno popołudnie, na rolkach – może ze trzy. Na trampolinie z uprzężą po minucie kręci w powietrzu salta do tyłu. Wspina się na drzewa, łazi po poręczach, skacze, zwisa, świruje. Ze swoją lekką nadaktywnością na placu zabaw jest w swoim żywiole, baseny, hulajnogi, piłeczki, zjeżdżalnie – najlepsza zabawa.

Lubię patrzeć na nią w ruchu, robię to z dumą, ale i nutką zazdrości. Z pewnością nie po mnie odziedziczyła tę swoją sprawność. Lubię patrzeć, choć zawsze żałuję, że na patrzeniu się kończy. To nie ja uczę ją pływać i jeździć na rolkach. O ile jeszcze pływak ze mnie niezły, to już na basen nie pójdę, bo się wstydzę. Na rolkach nie pojeżdżę, bo nie umiem, łyżwy, hulajnoga – odpadają z tego samego powodu. To ojciec zabiera ją na trampoliny i do kuleczek, on z nią pływa i jeździ na desce. Choć nie uprawia już regularnie żadnego sportu, zachował jeszcze jakoś tę swoją chłopięcą zwinność i wciąż imponuje jej sprawnością.

Sama nie wiem dokładnie, kiedy to się stało. Już od lat jestem na bakier ze sportem, choć nie byłam nigdy grubym dzieckiem – pierdołą. Wybitnym sportowym talentem też nie. Ale były piątki z wuefu, eskaesy z siatkówki, kiedyś jakiś basen, cały sezon rower, podwórko – jak wszyscy. Tyle mogłam sama, niestety nikt mnie nie nauczył jeździć na łyżwach ani nie zabierał na narty. W sumie jedyne sportowe wspomnienia z rodzicami to gra w badmingtona na wczasach. To i nie ma co się dziwić, że jako nastolatka czy studentka miewałam tylko czasem nieregularne zrywy z aerobikiem i nigdy jakoś nie weszło mi to w nawyk na dłużej. A potem to już z górki, każde kolejne pięć kilo na plusie oddala od sali fitness o lata świetlne. Papieros, wino i beka, jak to sport zdrowym niepotrzebny, a chorym niewskazany. I że jak biegałam dziś rano, słyszałam oklaski…a nie, to tylko moje uda mnie dopingowały. Oraz ups, nie zdążyłam dziś na siłkę – to już będzie piąty rok z rzędu, cholera.

Dziś już nie chce mi się śmiać. Ja już nawet nie o tym, że to niezdrowe. I że mogłabym wreszcie osiągnąć tę swoją wymarzoną chudość, gdybym tylko podniosła dupę z fotela. Najbardziej smutno mi, że nie świecę przykładem, że nie jestem dobrym wzorcem dla dziewczyn. Że nie spędzamy razem czasu na sportowo, że ja tylko stoję i patrzę. Że od sportu jest tata, a ja od wspólnego pieczenia ciastek i ozdób na choinkę. Że dostaję zadyszki na sankach i migam się od berka. Że cała Polska biega i tańczy, a ja wciąż jakoś nie mogę się ruszyć. Staram się niby z tym zdrowym gotowaniem, ale i to u nas szwankuje ostatnio przez wakacje.

To może głupie, to wydaje się pewnie większości takie proste, a ja marzę o tym, żeby pojeździć z córką na rolkach. I na marzeniach się kończy, ze smutkiem, jakby to było coś niewykonalnego. To wymagałoby wyjścia poza strefę komfortu, narażenia się na śmieszność, niezdarność, na pot i koślawe upadki. Wstydzę się tego, że nie umiem i że jestem bez formy, nie wspominając o tym, jak moje uda wyglądają w legginsach. To musi być świetne uczucie – ten wiatr we włosach i tak sobie sunąć po ścieżce razem, moja córka i ja. Tak sobie myślę, kiedy stoję z boku i robię te zdjęcia. Tylko coś ta moja strefa coraz bardziej staje się przestrzenią dyskomfortu. Dojrzewam do tego, żeby wcisnąć uda w legginsy i narazić się na śmieszność. Już nie dla siebie, dla nich. Może taka motywacja podniesie mnie z fotela?

6

18

13

10

16

5

 

17

11

9

3

8

7

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

65 Komentarze

  • Odpowiedz Agnieszka Kijowska 26 sierpnia 2015 at 21:24

    Nie gadaj durna babo głupot!
    Myślisz, że jak już wbijesz tyłek w te leginsy to wszyscy na ulicy będą patrzeć tylko na Ciebie? Otóż nie. Ludzie naprawdę mają inne zmartwienia niż Twoje uda i zadek. Serio. Podobnie na basenie – wystarczy ładny strój kąpielowy i z głowy. Zresztą nie myślisz chyba, że tam paradują same laski z wybiegu … Tu również Cie rozczaruję. Nie paradują. Byłam ostatnio i widziałam raczej same normalne baby, kilka chudych, ale też kilka całkiem sporych. I nikt ich palcami nie wytykał. Nikt się nie gapił. Poza tym jak moczysz zadek w wodzie to go aż tak nie widać no nie? :-)
    Ja sama do super lasek nie należę, ale od 4 lat chodzę na indoorcycling i regularnie wbijam tyłek w legginsy. I też może to nie jest strój moich marzeń, ale mam to gdzieś. Liczy się, że mogę poszaleć, spocić się na maksa i … zrelaksować :-)
    Pozdrawiam i życzę przełamania oporów!

    • Odpowiedz Anka z whitestoku 26 sierpnia 2015 at 21:41

      No na basenie bywają i te większe (czyt. ja). Strój nie jest czymś w czym wyglądam dobrze, bo mam najnormalniej w świecie grube nogi i wielki tyłek. Ale chodzę z młodą na basen, dla niej… bo ma taką radochę, że idzie o tym tyłku zapomnieć. W sumie i tak jest z tyłu i przeważnie pod wodą:)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 27 sierpnia 2015 at 14:14

      Haha, no niby wiem, ale jakoś ten wstyd przed ośmieszeniem się mnie hamuje. Najbliżej mi chyba do tego basenu i jakiejś domowej gimnastyki na początek. Jak już trochę zrzucę i przestanę mieć zadyszkę, to może dojrzeję do rolek :) dzięki!

  • Odpowiedz Gocha 26 sierpnia 2015 at 21:25

    Dasz radę! Trzymam kciuki za to byś się jednak odważyła :)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 27 sierpnia 2015 at 14:14

      Dzięki!

      • Odpowiedz Patti 28 sierpnia 2015 at 16:16

        Obcisły czepek założony na łepetynę skutecznie odwraca uwagę od zadka. Debilniej wyglądać się nie da! Tylko pamiętaj ! Głęboko na oczy ;))))

  • Odpowiedz anka 26 sierpnia 2015 at 21:40

    Nie wiem jak to możliwe ale wszystko co napisałaś w tym poście jest o… mnie

    • Odpowiedz Ola 26 sierpnia 2015 at 22:28

      to samo chciałam napisać – to post o mnie :(

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 27 sierpnia 2015 at 14:15

      :)

  • Odpowiedz Ankaa 26 sierpnia 2015 at 21:49

    Zacznij od xboxa, sport kinect świetnie wyrabia kondycje 😉
    a na basen nie chodzą same chudzielce!

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 27 sierpnia 2015 at 14:15

      Kiedy ja mam Playstation :) z tym basenem to trochę mnie przekonujecie 😉

  • Odpowiedz ja 26 sierpnia 2015 at 21:54

    tez tak mialam. moj maz non stop daleko w wyjazdach. ja od 3 lat z dziecmi w domu. rozdwojona na maksa. kierowca na basen, kierowca na jazz, kierowca na gimnastyke… moja 8 latka w szpagacie je sniadanie. wysportowana na maksa. a ja z torbami jedzenia, pieluch, zabawek…. ale ostatnio powiedzialam sobie dosc. wsadzilam 2.5 latke do wozka z paczka ciasteczek. zalozylam swoje rolki po 10 latach lezakowania w piwnicy. obok mnie 8latka. i tak sobie jechalysmy, pchalam wozek, smialam sie do starszej. plakac mi sie chcialo ze szczescia. bo nie tylko jestem mama. jestem tez kims kim bylam kiedys przed dziecmi. i baaardzo lubilam poszalec na roleczkach. na takim poziomie na jakim umiem…. ale byc soba i poczuc te wolnosc i nie zapominac o sobie. zycze Ci odwagi, zrob to dla siebie, dla swojej wolnosci, dla swoich pragnien…

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 27 sierpnia 2015 at 14:16

      ale zazdroszczę Ci tych rolek! A ja mam problem taki, że nie umiem, bo nigdy nie jeździłam, próbowałam jako dziecko ale szybko się zniechęciłam. boję się nawet trochę takich sportów, gdzie trzeba utrzymać równowagę :(

  • Odpowiedz Mamawszpilkach.pl 26 sierpnia 2015 at 22:03

    Ja nie należę do najchudszych, ale w legginsach wyglądałabym raczej przyzwoicie. No ale w sumie to bez różnicy, bo też nie chce mi się zejść z fotela… Czasem się zwlokę na pilates workout, znalazłam taki, co trwa mniej niż 20 min, a pani mówi na końcu, że 3 times a week is all you need to get the butt as you want, no to się zwlekam i macham tą nogą w takt słów pani „I know it’s hard but don’t stop” :) A tak poważnie, to ja mam dwóch synów, i jakoś nie mam takich marzeń o wspólnym usportawianiu się, raczej pozostawiam to mężowi do ogarnięcia. Niech się chłop wykaże z chłopakami. Na razie świetnie uczy Matiego chodzić (cóż, 12 miesięcy do czegoś zobowiązuje). A tak z innej beczki – Zośce wyszły już te jedynki nowe? (taka płynna zmiana tematu) 😉

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 27 sierpnia 2015 at 14:17

      wychodzą :) Jedna już spora, ponad połowa wylazła, druga się pokazała niedawno – zaczyna być podobna do ludzi znowu :)

  • Odpowiedz Kempina 26 sierpnia 2015 at 22:07

    Jejku! Moi rodzice też jacyś tacy niezbyt sportowi. Rowerem mama jeździła, owszem, ale po kartofle na stragan, a tata do pracy. Kilka razy widziałam tatę z piłką, a w okresie liceum nawet namówiłam mamę na fitness do telewizora, ale się zniechęciła dość szybko. Tak mnie to wkurza, że postanowiłam sobie, że u nas tak na pewno nie będzie! Sama musiałam się nauczyć na rowerze (w dość już późnym wieku), tak jak pływania (w lipcu tego roku!!!). Przede mną łyżwy/rolki i może kiedyś narty. Jak tylko młodsza podrośnie, to ze starszakiem zapisuję się na ściankę, bo na studiach chodziłam i to kochałam! Chcę, żeby moje dzieci widziały, że sport to normalny element życia i chcę też móc pobiec za nimi i się nie zasapać. Strefę komfortu i dbałości o wygląd tyłka w tym kontekście już dawno pozostawiłam za sobą 😛

    PS. Do tych leginsów na rolki kup sobie jakąś ładną rozciętą po bokach tunikę (widziałam wczoraj w h&m takie w szarym melanżu!), żeby zasłonić tyłek, ale nie blokować ruchów i niech to będzie jakiś kompromis 😀 A w przyszłym roku z młodziakami będziemy walić na rowerach!!! Ja już mam upatrzony hamax 😉

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 27 sierpnia 2015 at 14:18

      Z tym pływaniem mnie rozwaliłaś…gratulacje! To może nie jest za późno na te moje rolki? Tunika dobry pomysł :)

  • Odpowiedz Zakarolla 26 sierpnia 2015 at 22:09

    Też tak miałam, że wstydzilam się iść na fitness bo trzeba na siebie patrzeć w lustrze, nie chciałam biegać bo ktoś kiedyś powiedział, że robię to śmiesznie a i kurtka narciarska zdecydowanie mnie jeszcze bardziej pogrubia. Zadałam sobie pytanie co jest ważniejsze, te moje obawy czy moje zdrowie, a przy okazji radość jaką mi to sprawia? Nawet jeśli początkowo radości nie ma ona przyjdzie szybko sama :) Pozdrawiam i trzymam kciuki! Podziwiam za tę szczerość.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 27 sierpnia 2015 at 14:20

      Ktoś musi się przyznać do niesportowego stylu życia, bo można by sądzić, że już każdy w tym kraju przebiegł maraton i załamać się do reszty :)

  • Odpowiedz Julka 26 sierpnia 2015 at 22:11

    A ja wzięłam się za siebie w ubiegłym tygodniu i chodzę na aerobik (tbc czy jakoś tak). Jestem najgrubsza na sali (biust też największy – choć jeden plus:), nie zawsze nadążam, nie wszystko potrafię zrobić, koszmarnie wyglądam w stroju sportowym, ale mam to w nosie: śmieję się sama z siebie i próbuję dalej. Mam 35 lat, dwie córki (7 lat, 4 miesiące), 15 kg za dużo, ale na następne wakacje znów będę chuda! I mam nadzieję, że mi pozazdrościsz i… też weźmiesz się za siebie:)

    • Odpowiedz Qawiorka 27 sierpnia 2015 at 09:29

      Brawo!
      Najgorzej jest siedzieć i narzekać, a Ty próbujesz to zmienić! 3mamy kciuki!

      • Odpowiedz Julianna 27 sierpnia 2015 at 21:19

        Dziękuję!💛💛💛

      • Odpowiedz Asia 27 sierpnia 2015 at 22:27

        Super i wytrwałości powodzenia ! trzymam kciuki:-)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 27 sierpnia 2015 at 14:22

      zazdroszczę i planuję wziąć się za siebie. Wiem, że fit laski krytykują takie argumenty jak brak czasu, ale ja naprawdę przy dwójce dzieci i pracy nad blogiem oraz ciągłych wyjazdach męża nie mam kiedy albo nie mam już siły wieczorami. teraz jesienią będzie mi łatwiej, bo będzie tata, to już trzeba koniecznie!

      • Odpowiedz Julianna 27 sierpnia 2015 at 21:18

        Olej to co mówią fit laski, bo wiele z nich nie ma dzieci albo przynajmniej mają je z kim zostawić. Wsparcie męża jest nieodzowne, bez niego ani rusz (nie wierzę w zajęcia w domu, to się udaje nielicznym). Mój gna po pracy do domu bym mogła zdążyć na zajęcia, bez niego nie miałabym szans (dodam, że zaczęłam chodzić na zajęcia w najgorszym z możliwych ostatnio momentów naszego rodzinnego życia i właśnie dlatego jest łatwiej!). Ale blogiem moja Droga się nie zasłaniaj! Blog zawsze możesz olać, bo zdrowie jest najważniejsze (banał, ale do bólu prawdziwy). Musisz koniecznie się sprężyć, bo za parę lat, gdy czas odciśnie swoje piętno na Twojej buzi, nie będziesz już miała tego punktu zaczepienia, o którym pisałaś. Wtedy takim punktem może być figura, ale musisz na nią zapracować już teraz. (wiem, że to wszystko wiesz, ale powtórzyć nie zaszkodzi:)

      • Odpowiedz Klaudia 29 sierpnia 2015 at 12:46

        Niestety to nie jest proste żeby znaleźć czas na ćwiczenia. Mam 30 lat, 2 dzieci (5 lat i 15 mcy), jestem teraz na wychowawczym więc nie pomykam do pracy ale studiuję i to też zabiera mi sporo czasu, mąż pracuje i kursuje codziennie na wieś gdzie kończymy dom, więc od paru miesięcy nie widzimy się zbyt wiele. Jestem z dziećmi sama. Po pierwszej ciąży w ciągu trzech miesięcy schudłam tak, że dzisiaj oceniam siebie z tamtego okresu jako niezłą laskę :)) Codziennie robiłam intensywne 2-3 godzinne spacery z wózkiem po parku i to chyba dużo mi dało. Po drugiej ciąży już nie było tak łatwo. Mam 10 kg nadwagi i ciało o kondycji pończochy wypełnionej galaretką. Tak to widzę i chce mi się płakać na swój widok. Myślałam, że tak samo szybko pozbędę się balastu ale niestety wszystkie spacery kończą się po 10 min od wyjścia z domu kiedy to docieramy do placu zabaw i już tam spędzam resztę czasu, ze względu na starszą córkę. Dupa rośnie, fałdy na brzuchu nie znikają. Wyglądam jak zniekształcony baleron. Tzn wyglądałam. Dwa miesiące temu powiedziałam dosyć i zaczęłam ćwiczyć (z nudów i rozpaczy). Codziennie joga wcześnie rano i często po północy kiedy dzieci już śpią (dobrze robi na kręgosłup który mam zmasakrowany od noszenia dziecka, ciężkich siat, wózka itd), do tego co parę dni gimnastyka jaką pamiętam z wfu sprzed 20 lat 😉 Dodatkowo pożegnałam się raz na zawsze z mięsem w czym dopinguje mnie moja przyjaciółka weganka. Siostra i mąż mówią, że wysmuklałam a ja sama czuję się lżejsza i bardziej energiczna, jednak to dopiero początek. Mam nadzieję, że się nie poddam i gdy już zamieszkam pod lasem to dodam do planu bieganie 3 razy w tygodniu i za rok wyskoczę na plaży bez kompleksów w kostiumie kąpielowym, może nawet dwuczęściowym ;)) Pozdrawiam dużą Polkę i małe Poleczki.

  • Odpowiedz natalijka 26 sierpnia 2015 at 22:27

    zacznij od spodni dresowych zamiast legginsów- ale zacznij! :) ja na wiosnę zaczęłam biegać, ledwo przebiegałam kilometr, a teraz już potrafię przebiec 10 km i nadal żyję :) a moje dzieci mi kibicują :) także rolki na nogi czy co tam chcesz, kompleksy w kąt- i rusz tyłek :)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 27 sierpnia 2015 at 14:23

      heh, dzięki za motywację!

  • Odpowiedz Ania ze Srebrnego Domu 26 sierpnia 2015 at 22:39

    Wiesz co… Ja byłam właśnie taką wuefową pierdołą, przez kozła nie przeskoczyłam chyba ani razu a raz to nawet sobie palec uszkodziłam…ale teraz mam w głowie.że sport jest dla mnie i dla mouch dzieci ważny i polubiłam to niesamowicie czego i Tobie życzę! A mnie już chłopaki pytają kiedy rower kiedy rolki.Trzymam kciuki za Ciebie!!!

  • Odpowiedz Dagmara 26 sierpnia 2015 at 23:27

    Czytam o sobie… już pisałam kiedys u siebie na blogu, że lubię Chodakowską ale tylko na fejsie… nie lubię sportu, nie kumam ludzi, którzy mowią, że fajnie dać sobie wycisk… kompletnie to nie moja bajka, Miałam zryw, postanowiłam chodzić, trochę biegać, nawet dobrze szło, do wakacji, do pierwszych upałów, kiedy powiedziałam sobie, że matki i ojca nie zabiłam, żeby w temperaturze 30 stopni wylewać siódme poty… zawsze znajdę wymówkę ale także zaczynam zauważać, że coraz trudniej mi dogonić moją trzylatkę, że wygłupy z tatą, bo mi brakuje sił… ech, trzeba spiąć się i cos zrobić ze sobą, bo za chwilę będziemy daleko w tyle…

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 27 sierpnia 2015 at 14:24

      no trzeba, trzeba. ja akurat nie cierpię biegać, ale pływanie, fitness bardzo chętnie. zacznę od Chodakowskiej właśnie, miałam już z nią pewne sukcesy dwa lata temu ale też za szybko przerwałam. Do dzieła, Dagmara!

      • Odpowiedz Joasia 28 sierpnia 2015 at 12:23

        co do kwestii „nie cierpię biegać” – jestem pewna ze 50% osób aktualnie biegających codziennie po 10km ,przed swoim pierwszym kilometrem zapierało się takimi właśnie słowami: „nie cierpię, to nie dla mnie, mam słabe stawy,” oczywiście ja tez :) wszyscy wyobrazają sobie, ze bieganie wygląda tak: dezydujesz sie ze dzis zaczniesz biegać, wskakujesz w mega fajne sportowe ciuszki, muzyczka w uszach, endomondo na ramieniu i lecisz tempem 15 na godzine wyprzedzając rowery, z miną komandosa przeskakując kałuże- i tak 10km minimum.. bez zadyszki rzecz jasna- otóż kochana;) bieganie zaczyna się od marszu.. potem niesmialo jesli czujesz sie na siłach zmieniasz to w lekki trucht.. po kilku dniach zauwazysz ze Ci mało :) ze juz zrobilas niezbedna rozgrzewke.. a nienawiść do biegania zamieni się w sympatię- nie dlatego ze to juz.. huhu.. 2 tydzien biegania!, tylko dlatego ze zwalczylas te nienawiść w sobie, ona Cię blokuje bo wmawia Ci ze nie dasz rady, ze skonczy się na 3 podejsciu, ze nie bedziesz systematyczna- daj jej popalić! nawet jesli nie bedzie to 30 minutowy bieg dzien w dzień (to juz sukces!) zacznij od jakiegokolwiek wysilku fizycznego ktory Ci odpowiada, czy basem, czy aeroby czy marszobieg- poprostu zacznij sie ruszac dla siebie- zadając sobie na samym poczatku górę lodową do zdobycia- bardzo szybko sie sfrustrujesz.. a traktując sport jako relaks i czas dla siebie, dla swoich mysli i walkę z wlasnymi slabosciami i uprzedzeniami- bedziesz miala SATYSFAKCJĘ, że robisz cos dla swojego dobra.. to szybko zamieni się w miłość :) obiecuję !! (łatwo mi mówić oczywiście siedzac na tyłku :) w twojej sytuacji bylam rok temu, wlasnie te male kroczki daly mi energię do walki z sama sobą.. teraz nawet bym chciala tak wyjsc i pobiegac, poskakać, poszaleć na parkiecie jak kiedys- ale 5 miesiac ciazy troche ogranicza- aczkolwiek na aquaaerobic wybieram sie od przyszlego tygodnia :) podobno niezly wycisk dla ud- i nikt nie widzi cellulitu! :)) pozdrawiam i czekam na relację z wyczynów sportowych :)

  • Odpowiedz Gosia 26 sierpnia 2015 at 23:30

    Polecam hula-hoop. Mała i duża będą miały endorfiny na plus i kalorie na minus. Nie należy się przejmować, jeśli na początku spadnie parę razy :)

  • Odpowiedz Anka480 26 sierpnia 2015 at 23:37

    chciałam dodać coś od siebie.
    Czas szybko mija, nie zbieraj się w sobie zbyt długo bo Młoda już niebawem nie będzie z Tobą chciała spędzać czasu. Jak Ci w legginsach nie bardzo, fundnij sobie fajne spodnie dresowe , albo wciągnij jeansy. I do dzieła. Poproszę o relację.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 27 sierpnia 2015 at 14:25

      Dzięki za motywację, Anka! :)

  • Odpowiedz vanillaandcoffee 26 sierpnia 2015 at 23:41

    Kochana, dlaczego się wstydzisz – jesteś idealna! Na początek wykorzystaj to, co lubisz i w czym jesteś dobra czyli basen. Teraz są modne jednoczęściowe stroje kąpielowe. Wygląda się w nich super. Sama zamówiłam dziś piękny czarny kostiumik. I już nie będę się wstydzić nawet na plaży :)

  • Odpowiedz blueeye from Gdynia 27 sierpnia 2015 at 01:32

    Po prostu ten wpis to JA !! Taka jestem,takie same mam wyrzuty sumienia,tak samo patrzę z zazdrością na Córkę&jej Tatę.Czasami ,gdy moja refleksyjnosc (nie mylić z refleksem..oj co to ,to nie )jest w zenicie oczami wyobraźni widzę siebie mknącą z wiatrem i pod wiatr z moim Dzieckiem ramię w ramię..tymczasem..uda mi drżą,a błędnik wariuje..
    Ech Polko,wiem ze wiele razy to słyszałaś,ale my naprawdę jesteśmy takie same…ujawniam się po raz pierwszy,ale Twoje przemyślenia są zawsze identyczne z moimi.A dzisiejszy wpis jakoś najbardziej trafił w mój czuły punkt..wiesz co..do zobaczenia kiedyś pomiędzy Gdańskiem,a Gdynią,z rozwianym włosem,iskra w oczach i prędkością światła-może uda nam się wymienić porozumiewawcze spojrzenie sportowych freaków.W końcu każdy teraz biega,skacze,lata,pływa,w tańcu ,w ruchu wypoczywa :))) Baj de łej-czy ktoś zgadnie z czego to cytat :)?Ściskam Cię mocno Polko,choć niby z obcymi to trzeba na dystans 😉 ale co tam -idę pod prąd i ściskam !!

    • Odpowiedz Monika G. 27 sierpnia 2015 at 11:42

      phi, wiadomo: cytat z Pana Kleksa:) Z poradnika młodego zielarza:)
      Dziewczyny, dzięki za szczerość, raźniej jakoś. I powodzenia w stawaniu się sportowym freakiem – czego i sobie i Wam Życzę!

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 27 sierpnia 2015 at 14:27

      haha, do zobaczenia na ścieżce nadmorskiej w takim razie! ściskam także :)
      p.s. uwielbiam tę piosenkę z Pana Kleksa i często ją Zośce nucę :)

  • Odpowiedz Natalia.2504 27 sierpnia 2015 at 09:02

    To prawda, że niby nie ma się czego wstydzić i że nikt nie patrzy na nasze zbyt grube tyłki, ale nie ukrywajmy jaka jest mentalność Polaków. Jak ktoś biegnie to mało kto myśli „o fajnie, że w ogóle ktoś podniósł się z kanapy”, tylko raczej „to ma być bieg? Ja bym biegł lepiej” albo „mogła sobie darować te leginsy, przecież i tak nie schudnie biegnąc w tym tempie”. Także wstyd albo raczej poczucie dyskomfortu w naszym społeczeństwie jest.. całkowicie wytłumaczalne.

    Polko, mam nadzieję, że po tych wszystkich komentarzach się przełamiesz, żebyś to TY czuła się lepiej na sumieniu. Ale pamiętaj, tata też musi się czuć potrzebny. I mam prośbę. Nie zrób przypadkiem z tego bloga fit-life-Polki z postami o tym jak ważne są treningi, motywacja, omlety z odżywką proteinowa i generalnie cała ta potreningowa szamka, nie pisz, że robisz redukcję ani jak dopasować makro do treningów. Błagam. Uwielbiam Cię za to, że akceptujesz siebie, że czerpiesz radość z codziennych rzeczy i że starasz się pokazać jak te trudy życia mogą być zamienione na piękne chwile. Nie zmieniaj się. Nie chcemy drugiej Chodakowskiej. Poradniki jak trenować z dwójką dzieci też już powstały.

    No to się rozpisałam. Pozdrawiam

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 27 sierpnia 2015 at 14:29

      Jezu, nigdy! no tego fit bloga nie zrobię, o nie! choćbym była kiedyś chuda i maratony biegała, to i tak zawsze jakiś tort czekoladowy wpadnie 😉 Fajnie jest mieć takie zajebiste czytelniczki, że można się przyznać przed Wami do niepopularnej postawy, słabości, kompleksów i żadna nie szydzi, tylko motywujecie mnie – dziękuję!

      • Odpowiedz M 3 września 2015 at 00:07

        o nie nie nie ja sie nie zfodzę. Może to zależy od człowieka ale ja nigdy tak o kimś nie myśle. Sama biegam , chodze na siłke ale zdarzają sie okresy ze przez 2-3 tygodnie nie robię nic. Niezależnie od tego czy cos robię czy nie zawsze osoby ruszajace sie podziwiam. i to właśnie te które może nie wyglądają jak modelki z wybiegów. Wzrusza mnie u ludzi taka motywacja. I uwielbiam aktywne osoby starsze na nie to już w ogóle patrze z takim podziwem, jak wariatka :)

  • Odpowiedz cynnamonek 27 sierpnia 2015 at 09:28

    Nie przejmuj się innymi! Warto trochę się poruszać – sama ćwiczę regularnie od wielu lat – zazwyczaj w domu, czasem jakieś bieganie czy szybki marsz z wózkiem :). To uzależnia! I choć czasem też mi się nie chce, nie mam siły, to staram się jakoś zmotywować i ruszyć 4 literki. Sportem zaraziłam męża, który, mogę to śmiało powiedzieć, od niego się uzależnił i czasem mnie teraz tą swoją aktywnością wręcz wkurza 😉
    Co do rolek, to też nie potrafię na nich jeździć, ale mam plan nauczyć się razem z synem :)
    pozdrawiam i do dzieła!

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 27 sierpnia 2015 at 14:30

      Fajnie, że umiesz tak konsekwentnie wprowadzać ruch do swojego życia, u mnie to zawsze jakieś takie zrywy były. Chciałabym tak na maksa, spróbuję znowu, dzięki!

  • Odpowiedz iga_i_pola 27 sierpnia 2015 at 09:38

    Tez nie mialam kompletnie czasu i ochoty na cwiczenia. Przy 2 dzieci ciezko sie zmobilizowac, zwlaszcza gdy mijamy sie z mezem w domu i zeby pojsc na fitness trzeba sie nameczyc planujac takie wyjscie. Wiec zaczelam troche cwiczyc w domu, jak maluchy spaly. Ale znudzilo mi sie podskakiwanie z Chodakowskimi i innymi fitnesowymi guru z youtuba… postanowilam dla odmiany wsiasc na rower i uzaleznilam sie! Od 1,5 roku jezdze wszedzie (zima tez 😉 do pracy, z dziewczynami na place zabaw (młoda ma fotelik), na wycieczki do parku karmic kaczki i teraz juz nie wyobrazamy sobie popoludnia bez pedalowania. Słyszalam ze macie w Trojmiescie swietne sciezki rowerowe wiec do dziela – zwiedzajcie okolice.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 27 sierpnia 2015 at 14:32

      Ale super z tym rowerem! W Trójmieście są ścieżki, to fakt, choć akurat moja dzielnica leży na wysokim wzgórzu i to trochę utrudnia komunikację z resztą Gdańska. Poruszałam się tak na studiach w Kopenhadze, przywykłam do tego stopnia, że przywiozłam sobie ten rower do Polski i jeździłam nim dużo, jak mieszkałam w Sopocie. Muszę się dorobić bagażnika na rowery i zjeżdżać autem nad morze na przejażdżki z dziećmi :)

  • Odpowiedz Ewa 27 sierpnia 2015 at 10:43

    Hej. A wiesz mnie się wydaje, że nie wszyscy muszą wszystko. Teraz świat taki, że każdego zmusza do ideału pod każdym względem. Trochę nie ma nawet szans na inność bo trzeba równać poziom być szczupłym, jeść bio, być eko, obowiązkowo realizować się zawodowo, duchowo, fizycznie, być super mama i super partnerka, na słabości nie ma miejsca. U mnie w domu też sportu nie było ale ja lubię. Od kiedy są dzieci i męża w domu prawie nie ma też nie prowadzę sportowego trybu. Tez od sportu jest raczej tata zresztą po AWF. Czasem ja pogram z synem w piłkę ale nie mam dyskomfortu że jestem raczej od innych spraw. Oczywiście jeśli masz z tym problem i pragniesz bawić się z dziećmi na sportowo to nie patrz na nic i wkładaj rolki w końcu prawo jazdy zrobiłaś a rolki łatwiejsze ;), na kostium można szlafrok założyć i zdjąć tuż przed basenem, wiesz dla chcącego nic trudnego. Ale jeśli masz dyskomfort i nie czujesz z tego frajdy to po co się zmuszać przecież każdy jest super w czymś innym i dzieciaki tez to powinny wiedzieć :)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 27 sierpnia 2015 at 14:35

      Też tak sobie czasem myślę, masz rację, że taki jest dominujący paradygmat doskonałości i też mnie to wkurza. Tylko że tu akurat nie chodzi mi o nie wiadomo jakie wygibasy i triathlony od razu. Po prostu brakuje mi czegoś w życiu, czuję, że własne ograniczenia odbierają mi potencjalną frajdę – endorfiny, satysfakcję z siebie, możliwości spędzania czasu z dziećmi. Nie chcę rywalizować z mężem o tę sferę, ale nie chcę być z niej całkowicie wykluczona, jak w tej chwili.

  • Odpowiedz pani nie-poważna 27 sierpnia 2015 at 14:59

    Jak nie teraz, to kiedy? Gdy dziewczyny będą w wieku dojrzewania i w końcu, zamiast Matki, wybiorą kumpele ze szkoły? Albo, gdy przedstawią Ci swoje pierwsze miłościnazawsze? Nikt nie mówi, że masz sie potłuc na rolkach, (sama mam z siebie ubaw gdy próbuję) ale może wspólna skakanka, guma, gra w klasy? POWODZENIA PS. Uwielbiam Cię za szczerość, a nie jakieś tam udawanie, że wszystko jest spryskane WD40 i działa bez zarzutu :)

  • Odpowiedz Blondynka Kasia 27 sierpnia 2015 at 16:19

    Strefa komfortu to ściema! Bo tak jak słusznie zauważyłaś, jak można być w strefie komfortu, nie czując się komfortowo? Ja też się wstydzę upadków i innych rzeczy związanych z jazdą na czymś nowym, ale może spróbujesz z córkami dziedzin sportu, które nie wymagają przyrządów z kółkami?
    Pozdrawiam,
    Kasia

  • Odpowiedz Blondynka Kasia 27 sierpnia 2015 at 16:21

    I jeszcze jedno, ja zaczęłam wprowadzać ruch do swojego życia od 5 rytuałów tybetańskich – zajmują ok. 5 minut dziennie, a efekt jest oszałamiający. POLECAM!

  • Odpowiedz Agnieszka 27 sierpnia 2015 at 20:56

    ja też odczuwałam taki dyskomfort, szczególnie, że pochodzę z mniejszego miasta, gdzie wszyscy na każdą inność się gapili (biegającą po parku także). to samo miałam…po części mi się nie chciało tyłka ruszyć, po części wstydziłam się po tej całej ciąży wyjść w legginsach z wylewającym się brzuchem i zacząć biegać. ale zrobiłam to. i to naprawdę super uczucie – wiatr we włosach, rytm miasta i ja sama ze sobą. może trochę żle to zabrzmi, ale mi bieganie dało trochę wolności. od wszystkich. czasem trzeba być egoistą. i od razu umysł czystszy. trzymam kciuki !

  • Odpowiedz Marta 27 sierpnia 2015 at 21:27

    Powodzenia! Mnie też ostatnio naszły takie refleksje… Że dziecko to jest dobry motywator :)

  • Odpowiedz BEATA 27 sierpnia 2015 at 21:35

    Rower!!! Proponuję ROWER. Właśnie wróciłam. I zjadłam dwa jogurty :-(, słodkie – zupełnie bez sensu… Więc jutro ROWER!!! :-) :-) :-)

  • Odpowiedz Inka 27 sierpnia 2015 at 22:04

    Jesteś taka ładna! Nie pozwól, by niepotrzebny wstyd Cię ograniczał :)
    Ściskam Cię mocno,
    Inka

  • Odpowiedz bleble 27 sierpnia 2015 at 22:10

    bardzo mocno polecam rower- mam ze sobą podobne problemy, ale od jakiegoś czasu jeżdżę wszędzie rowerem i czuję się jak władca życia jak wjadę pod każdą, choćby minimalną, górkę, nawet jeżeli później ledwo oddycham 😀 dodatkowy plus- nie musisz robić z tego treningu, jedziesz po prostu do sklepu, czy coś załatwić, nie pocisz się jak szalona, i jesteś ciągle reprezentatywna na tyle, żeby wyjść do ludzi, a satysfakcja maksymalna. No i można kupić nowy plecak. I nerkę. I milion innych gadżetów 😉

  • Odpowiedz Asiaczek 27 sierpnia 2015 at 22:35

    Wiesz ja do grona sportowców na pewno sie nie zaliczam i jako dziecko nauczyłam sie tylko pływać i jeździć na rowerze a tu nagle, kiedy myślałam ze całe to miganie sie od zajęć sportowych mam za soba, pojawiło sie pragnienie zeby moje dziecko umiało to wszystko czego mi brakowało. Do tego nadaktywny mąż ktory wszystko w życiu próbował i wszystko jakoś mu wychodzi. Więc chce im towarzyszyć, chce uczyć sie wraz z moim dzieckiem i nie dość ze bawić sie to jeszcze dawać przykład i wspierać. Dzieki temu zaczęłam jeździć na desce i łyżwach. I uwierz mi przed każdym zjazdem modlę sie żebym na dół zjechała cała ale po kilku takich zjazdach piwo smakuje wybornie a wspólny czas jest bezcenny. I jeszcze ciuszki i deski snowboardowe sa takie urocze 😉

  • Odpowiedz shekoku 27 sierpnia 2015 at 22:46

    no wpis rewelacja- niby się tu żalisz i powinno być mi przykro , że coś Ci nie wyszło,że bardzo byś chciała- a miałam uśmiech na twarzy. Też mi się marzą rolki, bo nam wybudowali najzajebistrzą ścieżkę rowerową, gładką, szeroką, w słońcu, kilkukilometrowa- po prostu nic innego tylko rolki- i nie , że nie umiem, ale toć to pewnie byłby obciach- pewnie mi odbiło, albo się zgrywam- maaaatko- sama nie wierzę, że to piszę. Dupę mam chudą o ile ją w ogóle mam i też jej się wstydzę, nogi jak szczypiory !! na basenie czuję się jak długi badyl! cycków też by mi się trochę przydało- haha… dostałam wyjściowy czaderski kombinezon od teściowej dzisiaj- ale bez dupy ciężko w tym fajnie wyglądać… no i co począć?? moja cera zapamiętała na zawsze efekty dojrzewania :/ Ty masz uda i cycki, ja chude wszystko 😀 i też mi z tym wcale nie jest cudnie- mogę jeść na potęgę, wzmacniać mięśnie i inne takie tam na przyrost masy- tylko, że „d… blada”….ale wiesz co?? kupię se rolki i to ja nauczę moją Córkę jeździć na rolkach!!! DZIĘKI KOCHANA ZA TEN WPIS, BO ŻEŚ MI KOBIETO OCZY OTWARŁA! ściskam…
    ps. ja nie robię takich ciasteczek, ciast , babeczek, lodzików … nie umiem … i talentu brak … także córy szczęście mają , że mają taką mamę i tatę od tej całej „fizyczno- sprawnościowej reszty”
    Sabina

  • Odpowiedz Joanna 27 sierpnia 2015 at 22:54

    eh się porobiło ;/ dziewczyno uwielbiam do ciebie zaglądać … jesteś cudna w całej okazałości bo prawdziwa 😉 !!!
    Ja sobie od 3 lat obiecuje że zaczynam ćwiczyć kilka razy nawet poderwałam dupę , choć jestem szczupła to mam brzuszek trochę sportu i byłabym jak chodakowska hihi ale LEŃ jest większy ;(
    I na rowerze córki nie mogę nauczyć jeździć ! Rok temu przeprowadziliśmy się do naszego domu blisko lasu gdzie wszędzie z górki i pod górkę i jak tu dziecko na rowerze nauczyć jeździć ;( ciągle w strachu że się wywali z tej górki a pod górkę malutka nie daje rady wjechać . M z nią jeżdzi i sznurkiem potem ciągnie …to takie ich wspólne sprawy

  • Odpowiedz Kasia 27 sierpnia 2015 at 23:48

    Ja nienawidze fitnesu, nie znosze takich zorganizowanych zajec sportowych,na jedna godzine wszyscy razem…takie zjecia moim zdaniem sa zarezerwowane dla zgrabnych 20 latek co to chodza na takie zajecia bo jest moda a nie dla mnie,babki 30+ z dodatkowymi kilogramami😊 Uwielbiam plywac,woda to moj zywiol i ze wstydu na swoje zyczenie rezygnowalam z tych pzyjemnosci.Basen to nie tylko tor plywacki,to takze jacuzzi to zjezdzalnie to moj ulubiony basen solankowy.Pewnego dnia postanowilam tak po prostu pojechac z moimi na basen.Na poczatku szok,nikt na mnie nie patrzyl nie wytykal palcami chcialam krzyknac hellooo patrzcie oto jestem,patrzcie zebym mogla sie wstydzic.Wiesz co?Nikt absolutnie nikt na mnie nie patrzyl,za to ja patrzylam uwaznie(sory wszystkich ktorzy wtedy byli na basenie😃) i serio nie widzialam lasek ze slonecznego patrolu,widzialam normalne kobiety z cellulitem z rozstepami z duzymi pupami.Byly to kobiety madrzejsze odemnie bo one nie byly tam pierwszy raz,one bywaly tam czesciej ze swoimi dzieci,czesciej dobrze sie bawily.Dzisiaj to juz nawet nie przemykam pod scianami haha chodze sobie normalnie srodkiem i nie przejmuje sie swoim wygladem,dobrze sie bawie 😊
    Poszlam za ciosem i chcialam nauczyc sie jezdzic na rolkach,pojechalismy do Decathlonu ale kurcze to nie dla mnie,nie pptrafilam na nich ustac nawet chwili,mialam byc samoukiem i niestety ten pomysl nie wypalil.Zamiast tego kupilam sobie rower o jacie jaka frajda.Nawet jak pojade tylko do Biedronki po zakupy to jaka to frajda mowie Ci jaram sie jak male dziecko😊
    Ja nie robie tego zeby schudnac choc powinnam mam na plusie wgBMI 12kg😁 robie to bo ostatnio robilam wszystko dla innych a moj fun tez sie liczy, tak sobie wymyslilam i tego sie trzymam

  • Odpowiedz Iwona 28 sierpnia 2015 at 00:21

    Kupiłam sobie ostatnio rolki, założyłam je po 6 latach wcześniejszego troszkę jeżdżenia, wytoczyłam się koślawo na jakąś wyludnioną uliczkę, a moja 2,5 latka z uwielbieniem w oczach mówi do mnie: Mamo, jestem Ciebie dumna! Zwariowałam z zachwytu, nad swoją i jej cudownością 😉
    Aga, i Tobie też życzę zachwytu nad samą sobą w tych leginsach i koślawo na rolkach!

  • Odpowiedz Anka skakanka 28 sierpnia 2015 at 07:34

    o mamo….zwlec się z fotela..masakra, mam to samo ale prawda jest taka że najgorzej jest utrzymać to chodzenie na COKOLWIEK bądź ćwiczenie CZEGO KOLWIEK. konsekwencja to to co u mnie kuleje na maksa, imam się wszystkiego ale żeby to pociągnąć dłużej…noż kurde nie da rady…
    ja sobie załatwiłam konsekwencję psem…bardzo dużo spaceruje, co tak jakby tą moją aktywność fizyczną utrzymuje jako tako :)
    legginsy to nie jest obowiązkowy element stroju, jakieś szorty/dresy luźny T-shirt i jazda! rolki są super, rower ekstra, wcale nie trzeba od razu robić salta na trampolinie….(chyba?) :)

  • Odpowiedz cuisineandart.com 28 sierpnia 2015 at 07:47

    jak zwykle fantastyczny post na rano przed wyjsciem do pracy. post, pod ktorym miliony kobiet moglyby sie podpisac, oczywiscie lacznie ze mna! jak juz naprawde mi sie nie chce, jak juz za zadne skarby nikt nie jest w stanie mnie zmusic nawet do pieciu minut cwiczen i uciekam /a jakze!/ do kuchni /badz w momentach rozpaczy do lodowki!/, to staram sie myslec o tym co za dziesiec czy dwadziescia lat. ze jesli sie teraz nie rusze, to…. tyle, ze to nie musi byc zmasowana forma uprawiania sportu, nie musza byc maratony. moze byc chodzenie do sklepu i zapomnienie o tramwaju na piec przystankow. moze byc to tez … nurkowanie :-) nurkujecie z mezem? jeszcze nie? inny swiat, magia, odlaczenie od ziemie…. i przy okazji ruch :-) serdecznosci!

  • Odpowiedz Magda 28 sierpnia 2015 at 09:39

    Ja tez jakbym o sobie czytala……trzecia ciaza udowodnila,ze dane dobre geny w pewnym wieku sie koncza…tu wspomne,ze do mnie to jestes malolata;))) no i jak patrze na ten moj brzuch to mi slabo….a zawsze sam schodzil;))) no wiec obiecalam sobie od wrzesnia basen raz w tygodniu(chociaz) i moze jakies cwiczenia jak mlody spi. Tylko jazde na rowerze uskuteczniM odkad sie przeprowadzilam na wies bo mi wstyd jak patrze na ludzi przejeDzajacych rowerem obok mojego domu….wiec luz,nie jestes sama;)))
    I mala prosba!!!!! Malutki poscik o zywieniu Hanki prosimy!!!!!!!!!!

  • Odpowiedz MAGDA 29 sierpnia 2015 at 00:31

    HEJ mrspolka !Od dłuższego czasu, zaglądam na Twojego bloga. Mam raptem 21 lat. Nie jestem żoną, matką, panią domu i nie wiem czy kiedykolwiek nią zostanę, jednak bardzo lubię czytać Twoje wpisy dotyczące wychowania dzieci i życia rodzinnego, ponieważ są one niesamowicie szczere, podoba mi się jak podchodzisz do pewnych spraw, i to w jaki sposób potrafisz to przekazać odbiorcom! Jesteś świetna ! Pozdrawiam:)

  • Zostaw coś po sobie