16
Śniadania

śniadanie mistrzów – wytrawne gofry z jajkiem sadzonym

No, to pora na nas. Jak dobrze, że to już – jeszcze parę dni przygotowań do wyjazdu i musiałabym zużyć wszystkie leki na żołądek, jakie kupiłam na wakacje. Bo tak – jak się wybierasz z dwójką nieprzystosowanych dzieci na drugi koniec świata, to niestety, ale sraczka. Póki co tylko mentalna, ale brzuch mam ściśnięty złowieszczo. Wieczorne projekcje ataków rekinów, fal tsunami, niepokojące wizje zagubionych paszportów, bagaży i dzieci, skradzionych pieniędzy, aparatów, spóźnionych samolotów i wszelkich innych przeciwności losu, o których do niedawna w ogóle nie myślałam, na ostatniej prostej zaatakowały moją głowę i żołądek.

Trochę w tym ferworze pakowania, drukowania, przewidywania, doczytywania, co wolno w podręcznym, suplementacji probiotykami, kserowania, zakupów, grubych stów puszczanych na leki, których prawdopodobnie nigdy nie wykorzystam, trochę zaczęłam zastanawiać się, po cholerę mi to było. Czy próba spełnienia marzenia o poznaniu Tajlandii ma w ogóle jakieś szanse powodzenia z dziewczętami, które w ciągu dwóch godzin od opuszczenia Trójmiasta, zdążyły pięćdziesiąt osiem razy zapytać „kiedy będziemy?”. Jak przeżyć półtorej doby w podróży z dziećmi nie zaprawionymi w bojach, tak mało odpornymi na zmęczenie czy niewygody? Serio – nie wiem. Nie wiem, co to będzie i trochę uciekam od tych myśli na rzecz fantazjowania o teleportacji.

Generalnie podczas tych przygotowań co chwilę uderzało nas, o ile to wszystko byłoby łatwiejsze bez dzieci. O ile tańsze, bardziej spontaniczne, jak cudownie pozbawione lęków o rekiny i warunki ubezpieczenia turystycznego. Z jakim luzem myślałby człowiek o kilkunastogodzinnej przesiadce w Pekinie, zakładając co najwyżej jakąś drzemkę na krześle, jak nie brałby pod uwagę obecności lekarzy na tajskiej wyspie czy klimatyzacji w pokoju.

I tak, gdybym była teraz dziesięć lat młodsza i planowała ten wyjazd bez dzieci, zapewne mój brzuch nie byłby w połowie tak ściśnięty. Bo nie był, kiedy dziesięć lat temu lecieliśmy z przesiadkami do Maroko, nie mając tam nawet na miejscu zaklepanego hotelu. Nie bałabym się, bo wiem, że niewiele jest sytuacji, w których nie będziemy umieli sobie poradzić. Ale na drugi koniec świata z dziećmi? To już człowiek drży jakby bardziej. Szuka im tych sandałów w środku zimy, suplementuje probiotyki, po kieszeniach toreb upycha nakładki sedesowe i żele antybakteryjne, ściąga na tablety wszystkie książki i bajki tego świata i jest w przeddzień wylotu na wymarzony urlop trochę tą operacją zmęczony.

Jak dobrze, że to już – jeszcze parę dni przygotowań i byłabym tak niewyspana od tych nocnych sesji z topografią Bangkoku, że przespałabym cały pobyt (w końcu ile może się różnić od street view na Google maps, heloł?). No, to pora na nas. Idę szykować się do drogi, z tym brzuchem ściśniętym i sercem boleśnie rozdartym między potrzebą doznań, a pragnieniem świętego spokoju. I tylko liczę na cud jakiś, że oto nagle dwa ośmiogodzinne loty z przerwą na zwiedzanie Pekinu okażą się bardziej atrakcyjne niż jazda A1 do Warszawy, podczas której szlag zdążył mnie trafić trzy razy jeszcze przed zjazdem na Świecie. Jadę przystosować te dzieci nieprzystosowane i tylko niech opatrzność nad nami czuwa – bo jak mnie szlag trafi nad Kazachstanem, to mogę mieć mniejsze możliwości trzaskania drzwiami niż na A1.

Ilustracją tego nerwowego strumienia świadomości niech będą obrazki cokolwiek nieprzystające do treści, ale jakże w mojej sytuacji zrozumiałe. Otóż wśród tych wizji, toreb, dokumentów i leków, jedyne, co byłam w stanie, to przepisów trochę przed wyjazdem naprodukować. Zamierzam Was nimi podczas wakacji, w odstępach kilkudniowych, częstować. Być może uda mi się wpleść między nie już trochę egzotyki, ale nie obiecuję, nie spinam się, lecz jednocześnie nie wykluczam, że mnie zachwyt może popchnąć do jakiegoś podróżnego wpisu. No, to teraz już z pewnością pora na nas. Wspaniałego weekendu i przepysznych śniadań Wam życzę (a wy myślcie o nas ciepło znad gofrownicy, żebyśmy ten Pekin i te samoloty jakoś przetrwali)!

gofry wytawne

gofry na słono

gofry z jajkiem sadzonym

przepis na słone gofry

gofry z jajkiem

pomysł na śniadanie

jajko i awokado

przepis na gofry

słone gofry przepis

śniadanie mistrzów

wypasione śniadanie

gofry z serem

Wytrawne gofry śniadaniowe (serowe)

 Składniki (na ok. 10 sztuk):

  • 300 g mąki pszennej
  • 500 ml mleka
  • 2 jajka
  • 1/2 szklanki tartego sera
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/3 szklanki oleju roślinnego
  • 1/2 łyżeczki soli
  • do podania: jajka sadzone, szynka, chrupiący bekon, pomidory, papryka, awokado, świeży szpinak, rukola, szczypiorek, ulubione sery, majonez, hummus itp.

Przygotowanie:

  • oddzielić białka od żółtek i ubić je na sztywną pianę
  • pozostałe składniki (z wyjątkiem sera i piany) umieścić w misce i zmiksować na gładką masę
  • gdy będzie gładka i jednolita, wsypać do niej ser, dodać pianę z białek i wymieszać delikatnie
  • rozgrzać gofrownicę, posmarować jej wnętrze odrobiną oleju (najlepiej pędzelkiem) i piec gofry na złoto (po około 5 minut, zależy od urządzenia)
  • najlepiej podawać od razu, jeszcze ciepłe (chrupiące będą tylko przez chwilę, później miękną) z jajkiem sadzonym i ulubionymi dodatkami (polecam szczególnie wariant ze szpinakiem, awokado, pomidorem i plastrem sera)

Przepis na ciasto do gofrów znalazłam tutaj.

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

7 Komentarze

  • Odpowiedz Ange76 26 stycznia 2018 at 10:44

    Trzymam kciuki żeby podróż przebiegła pomyślnie. dzieci potrafią zaskoczyć, zwłaszcza, ze A1 jest milion razy nudniejsza od samolotu, wierz mi, ćwiczone na moich dzieciach (aczkolwiek na S1) 😀

  • Odpowiedz Karolina 26 stycznia 2018 at 12:03

    Powodzenia i cudownej podróży! my byliśmy rok temu w tajlandi i kambodży z 20 miesięcznym maluchem i było całkiem przyjemnie :) dzieci wszystko interesuje dlatego nawet całe dnie zwiedzania nie psuły małemu zbytnio humoru :) i kiedy nawet my mieliśmy dosyć słońca i łapaliśmy cień mały zdawał się tym totalnie nie przejmować :) Ah i oczywiście z jedzneiem zero problemów- jadł wszystko, to samo co my :)

  • Odpowiedz aneta 26 stycznia 2018 at 12:56

    Kobieto ja Cię po prostu uwielbiam !!!!!!! Jak czytam coś u Ciebie to albo ryczę albo też ryczę tylko ze śmiechu !!!!!! Bawcie się dobrze i odpocznijcie !!!!!!!

  • Odpowiedz Salczyńska Agnieszka 26 stycznia 2018 at 18:24

    Wspaniałej i niezapomnianej wyprawy 😀 śniadanie godne Królowej Elżbiety 😃

  • Odpowiedz Edyta Tkacz 26 stycznia 2018 at 20:44

    Ja dzieci nie mam, więc trudno mi się wypowiadać z własnego doświadczenia. Śledzę za to sporo osób, które podróżują z dziećmi i oni twierdzą, że to wcale nie żadne wielkie komplikacje. Na przykład słynna The Family Without Borders albo Somos Dos. Pani z bloga Somos Dos to w ogóle wymiata, sama z małym dzieckiem wybrała się w podróż po Ameryce Południowej, a teraz chyba włóczy się gdzieś po Azji. Także Twoje dziewczyny na pewno dadzą radę!
    Udanych wakacji

  • Odpowiedz agasl 28 stycznia 2018 at 15:59

    Właśnie wróciłam z Ukrainy z trójką: 9 – latkiem, 5 – latkiem z Zespołem Downa i 5 -miesięcznym niemowlakiem. Żyjemy, da się. Było nawet fajnie, chwilami. Na ogół raczej hardcore, zwłaszcza, gdy mąż szusował na stoku, a ja zostawałam sama. Całe szczęście , że farbuję włosy, bo pewnie już jestem całkiem siwa;) U Was przynaj mniej jest ciepło. Bawcie się dobrze!

  • Odpowiedz coonakombinuje 29 stycznia 2018 at 15:13

    Zaraziłaś mnie szakszuką to i może i od gofrów uzależnię moją rodzinkę 😀
    Jak tylko pytam chłopa co zrobić na śniadanie w niedzielę to zawsze mówi „szakszuke czy jak o to się tam nazywa” :)

  • Odpowiedz na „Salczyńska AgnieszkaAnuluj