Obiady

śmierć puczystki (oraz cukinie faszerowane)

Są czasem takie dni, że otwierasz oczy i wiesz – dziś powinno zostać odwołane. Nic dobrego się tu nie wydarzy. Jesteś w nastroju nieprzysiadalnym. Myślisz sobie – pierdolę, strajkuję. A, poszli mi wszyscy won – śniadania w dniu dzisiejszym nie wydaje się, kanapkę do pracy proszę sobie w Żabce ogarnąć, łóżek nie ścielę, warkoczy nie zaplatam tego poranka, gdyż, jak wspomniałam, pierdolę i strajkuję. Nie chce mi się i jest to, obawiam się, niechcenie z gatunku kategorycznych.

Bo ileż człowiek może wytrzymać taki uczesany i przezorny? Jak długo można być pracowitym i usłużnym, pragmatycznym i przewidującym?  Czasem zachciewa mi się rebelii. Takiego „a rzucam to wszystko w cholerę”. Nie wiem, czy to jest biomet niekorzystny, czy raczej zimy, północny wiatr, jak ten w „Czekoladzie”, PMS jakiś czy może tylko prozaiczne lenistwo.

Nie wiem, czy wiatr, PMS, biomet czy prozaiczne lenistwo, ale czasem mój wewnętrzny buntownik miewa takie zrywy. Myśli sobie – a co ja jestem, wół pociągowy czy inna służba? Niewolnica Izaura? Nie, ja jestem kobieta wykształcona i świadoma. Ja się, proszę Państwa, z okowów tradycji, z opresji dorosłości, wyswobodzę. Zrobię dziś coś szalonego. Jak najdalszego od kuchni, od odkurzacza, całkowicie niezwiązanego z pralką. Zrobię dziś coś bez komputera, bez internetu, wypuszczę się w offline z wiatrem we włosach (takim jak ten w „Czekoladzie”). Pójdę w real, bez powinności i zobowiązań. Przerwę tę rutynę, bo przecież moja artystyczna dusza łka już od tych wszystkich faktur, terminów i układania papieru toaletowego w szafce.

W ramach porannej dywersji uciekam do wanny. Leżę sobie i pierdolę, strajkuję. Strajk jest to jednakowoż niemy, bez świadków. Żaden szef nie zacznie do mnie wydzwaniać, jak się na parę godzin urwę z Instagrama, gdy nie dokarmię społeczności idealną poranną kawą, względnie wypoczętym licem #nomakeup. Mimo wszystko odczuwam dyskretny triumf, wewnętrzne zwycięstwo małego rebelianta. Wszak strajkuję. Po chwili jednak zaczynam odczuwać potrzebę większej manifestacji, przydałoby się jakieś audytorium.

Szykuję się więc, a wyjdę se, kto mi zabroni. Nic mnie nie zatrzymuje, idę jak burza, nie zważając na stojący w przedpokoju odkurzacz. Ignoruję stertę brudnych naczyń w kuchni, olewam kosze pełne ciuchów, udaję, że nie widzę komputera. Jestem wkurzoną kobietą na strajku włoskim, niesioną do hali garażowej marzeniem o wolności i swobodzie. Jestem kobietą, która chwilo dość ma internetów, zasięgów, filtrów, idealnych światów. Kobietą, której się nie chce niechceniem kategorycznym. Garaż opuszczam z impetem rasowego wywrotowca. Nie wiem jeszcze, gdzie będę odbywać swój poniedziałkowy pucz, byle jak najdalej źródła mojego zniewolenia. Otwieram szybę, podgłaśniam radio, zostawiam za sobą wszystkie te naczynia, odkurzacze i maile, doskonale jest. Wtem – co widzę? Otóż dyskont widzę, ten sam, o którym przed chwilą w radio mówili, że się w nim aktualnie tydzień włoski odbywa. Szybka kalkulacja – lodówka wszak wymieciona po weekendzie, jechać na zakupy po południu, z dzieciakami, narażać się na dyskusje o lizakach, zabawy w chowanego, postoje przy zabawkach czy może teraz, kiedy między regałami kręci się tylko kilkoro emerytów?

I tak oto umarła puczystka. Na parkingu dyskontu z logo jak księżyc w pełni, jak pisze Masłowska. Strajk strajkiem, ale jeść trzeba. Zwłaszcza Ci, co bez kanapek do pracy wyszli. Wchodząc do tego siedliska zguby, łudzę się jeszcze, że to nie koniec mojego zrywu. Cały dzień wszak przede mną, szybki szoping to tylko krótki przystanek na mojej trasie ku swobodzie. Rebelię jednak szlag trafia już na warzywnym. Cały mój bunt topnieje w obliczu skrzynki okrągłych cukinii, co to ich tyle czasu nie widziałam, że zapomniałam w ogóle, że istnieją. Zielone maleństwa pogrążyły kobietę wyzwoloną, obudziły wewnętrzną gospochę.

Kupuję i wracam pokornie, zdając sobie sprawę z długości mojego łańcucha.

Wariatka ze mnie, psiamać.

cukinia faszerowana

cukinia nadziewana

cukinia zapiekana

cukinia z farszem z ryżu

cukinia faszerowana

cukinia nadziewana mielonym mięsem

cukinia faszerowana ryżem

zapiekane cukinie

Cukinia faszerowana ryżem i mięsem mielonym

Najprostszy farsz, który smakuje trochę jak połączenie sosu bolońskiego ze swojskim gołąbkiem. Wspaniały w połączeniu z miękką, jędrną cukinią i zapiekanym serem!

Składniki (na ok.10 porcji lub jeśli chcesz nafaszerować mniej cukinii – przygotuj nadzienia z połowy składników, ja jednak wolę od razu przerobić całe pół kilo mięsa, nafaszerować 5-6 sztuk i resztę zjeść z samym ryżem lub wykorzystać jako sos do makaronu)

  • 10 okrągłych cukinii
  • 500 g mielonego mięsa
  • 400 g passaty pomidorowej
  • 2 szklanki ugotowanego ryżu
  • 1 cebula
  • 2-3 ząbki czosnku
  • szczypta ostrej papryki, bazylia, sól, pieprz,
  • oliwa do smażenia
  • opcjonalnie: trochę tartego sera

Przygotowanie:

  • ugotować ryż (tylko nie na ciapę!)
  • cebulę pokroić w kostkę i zeszklić na odrobinie oliwy, wcisnąć do niej czosnek, poddusić chwilę, dołożyć na patelnię mięso, doprawić, dusić aż się zetnie
  • w tym czasie przygotować cukinie – ściąć im „czapeczki” i wydrążyć ze środka miąższ – to, co się da pokroić w drobną kostkę i dorzucić na patelnię z mięsem
  • mięso z cukinią zalać pomidorową passatą, zmniejszyć ogień i dusić całość ok.15-20 minut
  • jeśli do nafaszerowania macie faktycznie aż 10 takich cukinii – wymieszajcie cały sos z ugotowanym ryżem, jeśli mniej – połowę sosu połączcie ze szklanką ryżu, a resztę zostawcie sobie na później (np. jako sos do spaghetti)
  • cukinie napełnić ryżowo – mięsnym farszem, można na tym etapie dodać trochę tartego sera także do środka – po odrobinie na dno i między porcje farszu
  • przykryć cukinie „czapeczkami”, ułożyć na blaszce lub w naczyniu do zapiekania i piec około pół godziny w 180 stopniach
  • sprawdzić z zewnątrz widelcem, czy cukinie są już miękkie – jeśli tak, pozdejmować im czapeczki, posypać wierzch serem i piec jeszcze około 10 minut, aż ser rozpuści się i zezłoci
  • podawać z sałatką – u mnie najszybsza: miks liści i sałat z pomidorem, cebulą, skropiony cytryną i oliwą
Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

9 komentarzy

  • Odpowiedz izka 19 czerwca 2018 at 14:09

    łożesz ile roboty!!
    Zostaje przy Twoim cukiniowym makaronie w 10 min 😉

  • Odpowiedz Ania 19 czerwca 2018 at 15:20

    Jak ja kocham cukinie!!! I Polke za te przepisy. Gospocha Anka pozdrawia:)

  • Odpowiedz Bea 19 czerwca 2018 at 15:30

    Precz z cukiniami! Podobałaś mi się w roli rebeliantki 🙂

  • Odpowiedz ania_cieri 19 czerwca 2018 at 17:23

    Jak Ty dobrze gotujesz… wnioskuje po apetycznych zdjeciach. Przepis do zakladaj.

  • Odpowiedz Edyta Tkacz 19 czerwca 2018 at 18:55

    Ja (nie)stety wszystkie moje strajki przeprowadzam skutecznie, dlatego rzadko jadam takie pyszności. No chyba że idę strajkować do knajpy. 🙂

  • Odpowiedz Klaudia 21 czerwca 2018 at 09:02

    Jakoś nie jestem wielką fanką cukinii, ale ten przepis na prawdę jest zachęcający. Może to też kwestia Twoich zdjęć, które chce się zjeść przez ekran 🙂

  • Odpowiedz Luiza 27 czerwca 2018 at 10:35

    Polko powiedz tylko czy zamiast passaty mogę wrzucić puszkę pomidorów? 🙂

    • Polka
      Odpowiedz Polka 27 czerwca 2018 at 10:45

      Jeśli nie przeszkadzają Ci te kawałki pomidorów, to jasne – ja wolę gładki sos do mielonego mięsa.

  • Odpowiedz Marlena 28 czerwca 2018 at 01:19

    Oczarował mnie Twoj opis strajku😁 też bym uciekła z domu w takich okolicznościach, bo nie umiem odpoczywać w bałaganie. A strajk nigdy nie włącza mi się jak mieszkanie lśni i błyszczy😑

  • Zostaw coś po sobie