Sałatki

sałatka z pieczonego kalafiora z ciecierzycą i dressingiem tahini

O sałatkach zwykło się mówić jak o pokucie. Taka trawa dla modelek i tych, którzy byli niegrzeczni. Zamawiasz sałatkę – odchudzasz się? Bidulko. Bo jak sałatka, to dieta, a dieta to kara. Porcja zimnych warzyw osadzona jest mocno w tej retoryce restrykcji, jest jak konieczność, kiedy żarło się za dużo chleba. Pozycja dodawana do menu dla tych, którym nie wolno kotletów ani pierogów. Opcja dla frajerów, bo jak inaczej nazwać tych, co chodzą do knajpy na warzywa? Podobno w McDonaldzie miskę liści zamówić, to jak iść do prostytutki na buzi – takie heheszki się słyszy.

Dopiero odczarowanie takiego wizerunku sałatek pozwoliło mi się nimi naprawdę cieszyć. Bo tak – jadam je praktycznie codziennie, choć nie za karę. Nie w opozycji do pysznego jedzenia, nie jako pokutę po grzesznych wyżerkach. Ja z sałatek czynię swoje małe, powszednie uczty, bo też już nie bywam na dietach.

O swoich z nimi doświadczeniach mogłabym książkę napisać i niewykluczone, że kiedyś to zrobię. Tymczasem zaczynam rozumieć, jak można po prostu dobrze jeść. Nie od poniedziałku, nie po urlopie, nie przez miesiąc. Nie wierzę w bociana, UFO ani diety odchudzające. Wierzę, że z jedzeniem lepiej się zaprzyjaźnić, niż czynić z niego swojego wroga. Po prostu jeść, jeść jak normalny człowiek.

Przygotowywanie posiłków, które są pyszne i odżywcze jest tak proste i intuicyjne, że przychodzi mi z łatwością. Jest tak przyjemne, że wszystkie głodówki, posty i inne sezonowe mody mogą się schować. Bez podręczników, bez ważenia, liczenia, bilansowania, eliminacji, bez skoków w bok, bez grzechów i kar.

Ja nie jestem na diecie, ja dobrze jem. Jest pięknie – polecam!

Sałatka z pieczonego kalafiora i ciecierzycy

Pieczony kalafior to jedna z moich największych kulinarnych miłości ostatnich lat, tuż obok curry. Nie ma tygodnia, żebym nie jadła go na kolację, często piekę go też do obiadu, dla nas wszystkich, oszczędniej tylko przyprawiając. Osobiście najbardziej lubię, gdy jest pikantny i dość mocno rumiany. Uwielbiam orzechowe nuty, jakie wydobywa z niego pieczenie, jest tak inny gotowanego, że aż ciężko uwierzyć, że to to samo warzywo. Równie smaczny jest na zimno, co czyni go świetną przekąską do noszenia w pudełeczkach do pracy, jak również idealnym składnikiem sycących sałatek. Przerobiłam takich spontanicznych śmieciówek już wiele, z ryżem i kaszą, z soczewicą i zieleniną, w towarzystwie innych pieczonych warzyw (bakłażan, papryka, cukinia – pycha!). Najczęściej jednak jadam go w najprostszej wersji – z łyżką hummusu. To stąd przyszedł pomysł na jego małą dekonstrukcję – jest w tej sałatce i ciecierzyca, i tahini, są nuty cytrynowo – czosnkowe. Jest mnóstwo aromatu i dobrych rzeczy. Uwielbiam!

Składniki:

  • 1 średni kalafior
  • 400 g gotowanej ciecierzycy (ugotowanej samodzielnie lub 1 puszka)
  • 2-3 garście zieleniny (świeżego szpinaku, rukoli, roszponki itp.)
  • przyprawy – po dużej szczypcie: curry, mielony kmin rzymski, wędzona papryka, chili, sól
  • dressing: 100 g jogurtu naturalnego, 2 łyżeczki pasty sezamowej (tahini), sok z jednej cytryny, odrobina ciepłej wody, szczypta suszonego czosnku, szczypta soli
  • na wierzch: świeża kolendra, płatki migdałów

Przygotowanie:

  • kalafiora umyć, podzielić na różyczki, rozłożyć na blasze, skropić odrobiną oliwy, oprószyć przyprawami i dobrze wymieszać
  • piec w 180 stopniach około 15-20 minut (można w międzyczasie wymieszać, żeby zrumienił się równomiernie)
  • kiedy ostygną, przyłożyć upieczone różyczki kalafiora do miski, dodać odcedzoną ciecierzycę i posiekane liście szpinaku (rukolę czy roszponkę – w całości)
  • przygotować dressing: jogurt wymieszać z tahini, sokiem z cytryny i przyprawami (jeśli będzie zbyt gęsty, dodać odrobinę ciepłej wody), polać nim sałatkę
  • posypać po wierzchu świeżą kolendrą i płatkami migdałów
Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

8 komentarzy

  • Odpowiedz Avrea 9 kwietnia 2018 at 15:23

    brzmi pysznie 🙂

  • Odpowiedz Andzias 9 kwietnia 2018 at 20:25

    Robię w weekend 🙂

  • Odpowiedz Bea 9 kwietnia 2018 at 21:31

    Nie lubię kalafiora, ale jak tak czytam to mam ochotę wypróbować. Tylko trochę już za późno, żeby jechać teraz po kalafior 😉

  • Odpowiedz Raciborzanka 10 kwietnia 2018 at 10:25

    Czytając opis zrobiłam się głodna. Uwielbiam kalafior w każdej postaci. Agnieszko, a czy ta pasta sezamowa jest niezbędnym składnikiem tej sałatki czy można ją pominąć lub zastosować jakiś zamiennik, bez szkody dla smaku całej potrawy? Gdzie kupujesz te tahini?

    • Polka
      Odpowiedz Polka 10 kwietnia 2018 at 11:10

      Pewnie będzie uboższy smak, bo ona dodaje takiego orzechowego, orientalnego posmaku. Ja kupiłam swoją w sklepie ekogram, ale widuję ją w sklepach stacjonarnych.

  • Odpowiedz Olga 10 kwietnia 2018 at 20:44

    Pastę tahini można bardzo łatwo zrobić. Wystarczy podprażyć na suchej patelni sezam, zblendować, wymieszać z oliwą i gotowe. Ja przechowuję w słoiku w lodówce i wytrzymuje co najmniej miesiąc.

  • Odpowiedz Kapta 11 kwietnia 2018 at 19:57

    Pieczony kalafior to moja miłość! Zwłaszcza z odrobinka kuminu i papryki. Sałatkę wypróbuje na pewno! Ale twoje ostatnie danie z mieszanką soczewicy, bulgur i pęczaku to dopiero sztos!!! Miałam sobie paczkę tej mieszanki od 2 mcy i nie wiedziałam co z tym poczac🙄. Jak zobaczyłam twoje instastories to już wiedziałam ze obiad się uda:) dodałam pieczonego batata, a na koniec surowy jarmuz i pomidorki koktajlowe i hummus i umarłam ze szczęścia po zjedzeniu:) dziekuje za przepis!!!

    • Odpowiedz Raciborzanka 17 kwietnia 2018 at 09:39

      Dziękuję za przepis na pastę, dziś wypróbuję.

    Zostaw coś po sobie