1
rozkminy

ruszcie się do roboty, chłopaki! czyli o wielkich nieobecnych świątecznych przygotowań

Pogadałam sobie rano z mamą przez telefon. O tym, kto uszka, a kto makowiec, jakie śledzie i inne takie, przedświąteczne babskie ustalenia. Pogadałyśmy o piernikach, karpiach i o nich – wielkich nieobecnych przygotowań przedświątecznych. Nie tylko o naszych mężach, ale też o innych facetach, partnerach, ojcach i braciach. Nie tylko mojego małżonka i tatę sobie obgadałyśmy, ale szerzej – zjawisko całe. Nie o nich jednych więc jest ten tekst, choć pewnych inspiracji z własnego życia się nie wypieram. On jest o wszystkich tych, którzy doprowadzają Was aktualnie do szału oraz o takich, co niestety także do łez. Nie o patologicznych tradycjonalistach, ani o leniach patentowanych, rodzinnych ignorantach, tanich draniach ani o dupkach pospolitych, ale o wszystkich tych dziadach, którzy, choćby Bóg wie jak byli pracowici i myślący na co dzień, to i tak na czas adwentu zatracają swoje umiejętności przewidywania i organizacji.

Ja wiem, że Święta niejednemu potrafią odebrać rozum, ale nie do końca chyba kumam, jak to się dzieje, że z bystrego na co dzień człowieka, w grudniu wyłazi nieogar najgorszy. Jak to możliwe, że facet, który potrafi zarządzać skomplikowanymi projektami, złożonymi procesami, dużymi zespołami ludzi, tworzyć misterne harmonogramy, trzymające się kupy budżety, wszystkie te umiejętności zatraca, przestępując próg domu?!

Choć w pracy każdy projekt rozpisują na setki zadań własnych i swoich podwładnych, kiedy przychodzi do Świąt, włącza się im myślenie magiczne. Cuda, cuda, ogłaszają! Bo przecież paczuszki maku i bakalii same pojawiają się w kuchennych szufladach pod osłoną nocy, kostki masła, twarogi sernikowe i wiaderka śledzi wyrastają na półkach w lodówce jak podgrzybki po deszczu. Rolki ozdobnego papieru, taśmy klejące i kilometry wstążek po prostu miewa się w domu, ot tak, na czarną godzinę. Odrobinę gwiezdnego pyłu wystarczy sypnąć na kible, lustra i armatury, a te błyszczą się, niczym świeży śnieg w świetle latarni. Święta to przecież taki magiczny czas! Zwierzęta mówią ludzkim głosem, odświętne zastawy w pawlaczach polerują pracowite elfy, a dwunastodaniowe kolacje robią się same. Prezenty dla szesnastu osób? To robota dla Mikołaja, ewentualnie babska sprawa – nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem. Nienawidzi taki tłoku w galeriach, ty będziesz lepiej wiedzieć, co wybrać dla jego ciotki. On prezent kupuje jeden, dla Ciebie, zaplanował sobie to wyjście bardzo dokładnie – na dwudziestego trzeciego grudnia. Mniej więcej w momencie, kiedy zwykle zabierasz się za uszka.

No dobra, powiecie – nie można przecież oczekiwać za dużo. Wnioskowanie po jego poczynaniach zawodowych, że potrafi być zaangażowanym, skutecznym organizatorem, to droga donikąd. W domu to facetowi trzeba jak kawę na ławę wyłożyć jasno wymagania, stworzyć listę obowiązków, harmonogram. Powiedzieć – dziś myjesz okna, jutro ciśniesz do piwnicy po dekoracje, za tydzień dymasz na rynek po ryby. Nie oczekiwać, że stworzy playlistę świątecznych piosenek i wrzuci do koszyka posypki do pierniczków, kiedy był w sklepie po nabiał. Nie nastawiać się, że z własnej, nieprzymuszonej woli przyniesie Ci do domu gałązek do stroików albo obrus ładny wypatrzy w promocji. Powiecie – to tylko facet, całe życie był zwalniany przez różne życzliwe kobiety z myślenia o tym, skąd się biorą bombki i śledziki w occie. Proste, zgodne z predyspozycjami zadania, jasny przekaz. Poprosisz, to zrobi. Z właściwym sobie wdziękiem.

Wyjdzie dywan wytrzepać, wypali przy tym cztery fajki, pogada z trzema sąsiadami i wróci po godzinie, zasapany i spocony jak świnia, trzymając się wymownie za lędźwia. Znaczy się – strzykło mu. No i teraz to już nie ma opcji, musi się chłop położyć, podreperować nadszarpnięte heroiczną operacją zdrowie, plecy wygrzać. Choinkę przytarga, muskularnymi ramionami na czwarte bez windy wniesie, i obstaluje nawet. Karpia ogłuszy, jak na samca przystało, tak, że tryska krew na kafelki w łazience (przy czym – ta krew, kafelki oraz rybie wnętrzności to już Twoja broszka, on się brzydzi). Maku namieli, ale później to się musi walnąć na godzinkę, żeby dojść do siebie. Oprócz obowiązków typu samczo-rytualnego jest jeszcze inny rodzaj przedświątecznego znoju – degustacje. Mężowie, ojcowie i bracia to wszak naczelni testerzy pasztetów, profesjonalni recenzenci serników, niestrudzeni ewaluatorzy barszczu!

Zdarzają się tacy, co mają nawet swoje popisowe danie i ja już sama nie wiem, co lepsze – żeby je mieli, czy nic nie robili. Gadają o tym słynnym na pół miasta bigosie czy innych, najlepszych w regionie śledziach od listopada . Wyprawa po ingrediencje na pół dnia, bo to przecież jego słynny bigos jest, a on gówna nie będzie do garnka wsadzał. I tak – po kapustę na ryneczek, do baby, po śliwki do sklepu eko, po boczek do rzeźnika, po kiełbaskę na drugi koniec miasta, bo tam najlepsza. Grzyby suszone mu Ździchu obiecał, więc dyma do Ździcha, odrobinę się tam tylko zasiedzi i wraca, zaczyna te swoje rytuały. Zakasa rękawy i gusła odprawia, upieprzy pół kuchni, dosmacza, próbuje, cmoka – wreszcie, po siedmiu godzinach i dwunastu uwalanych garnkach – jest, spécialité de la maison! No i teraz klękajcie narody – bez niego Świąt by nie było.

A Ty już tylko naczynia pomyjesz i możesz sobie cichutko szykować po nocy te swoje ryby na trzynaście sposobów, sałatki, barszczyki, wreszcie możesz zabrać się za lepienie pierożków, wypiek makowca, gotowanie kompotu. Spakujesz trzydzieści pięć upominków, obrusy przelecisz i już prawie, prawie, już zaraz pierwsza gwiazdka. Tymczasem pan ma relaks, ze szklaneczką czegoś mocniejszego zainstalował się w fotelu i tak będzie siedział aż do Wigilii, kiedy to na godzinę przed przyjściem gości zajmie łazienkę i będzie w oparach odmakał, golił się z namaszczeniem, wody kolońskie stosował, krawatami i spinkami się ozdabiał.

I mogłabym pewnie ich tak pogrążać dalej, tyradę całą popełnić, bo rozpędziłam się, nie przeczę. Ale wystarczy. To i tak za dużo jak na wielkich nieobecnych. Ja tylko chciałam dodać swoje trzy grosze do tej dyskusji, która powraca co rok o tej porze – że wyluzujcie kobiety, przestańcie się tak ciśnieniować, nauczcie się wreszcie odpuszczać, wyzwólcie się z okowów niechlubnej tradycji świątecznego zajechania się. Skończcie z tym myciem okien dla Jezuska, zaprzestańcie nerwówki, wyjdźcieże z tych kuchni, drineczka walnijcie czy coś, no uśmiechnijcie się wreszcie – nastał radosny czas, więc radujcie się, zamiast gderać.

Bardzo chętnie. Ja o niczym innym nie marzę. Chciałabym z lampką wina w dłoni gapić się na światełka i słuchać świątecznych piosenek. I znów zastanawiam się – gdzie popełniłam błąd? Co robię nie tak, że mimo zapobiegliwego rozpoczęcia przygotowań dużo wcześniej, mimo skrupulatnego planowania, ograniczania liczby prezentów i potraw, mimo totalnego braku ortodoksji w kwestii pucowania całego mieszkania, a także całej swojej świadomości – co robię nie tak, że znowu się tak czuję? Mniej się raduję, a więcej gderam. I tak sobie myślę – może to jednak nie ja? Bo przecież jakoś udało mi się pogodzić miesiąc intensywnej pracy ze znalezieniem, zamówieniem i spakowaniem wszystkich prezentów. Dałam radę i pisać po nocach, i jednocześnie naznosić do domu tych wszystkich papierów, wstążek, serwetek, posypek, gałązek. Tworzyłam harmonogramy postów na bloga i prac domowych. Listy maili do odpisania i te z zakupami do świątecznych potraw. Prowadziłam równolegle projekt „blog” i projekt „Święta”. Tylko byłam z większością tych rzeczy sama, więc dziś, na tydzień przed Świętami, po dziurki w nosie mam tego pieprzonego multitaskingu, tej grudniowej ekwilibrystyki, tych wszystkich drobiazgów, od których mi już głowa pęka.

Oho! – pomyślicie – u Polkowskich na noże idą. Atmosfera jest gęsta, nie przeczę. Zmęczenie i frustracja odbierały mi w ostatnich tygodniach radość przygotowań. I choć wiem, że jak co roku – na ostatniej prostej już nie będę sama, i że znowu się pogodzimy, a do Świąt będzie znów miłość przy choince, to taki apel mam do Was, chłopaki – weźcie się ruszcie do roboty. Dajcie szansę się wyluzować. Pozwólcie nie gderać, nie pędzić, nie nakręcać się.

Bo za każdą wkurwioną kobietą stoi jakiś facet, który niespecjalnie zastanawia się, skąd się biorą bombki i śledziki w occie. Jakiś zrośnięty w fotelem ojciec czy inny niefrasobliwy mąż.

Dorośnijcie, chłopaki.

Nie zabierajcie nam frajdy.

2

4

5

6

7

8

9

10

 

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

45 Komentarze

  • Odpowiedz Agata 15 grudnia 2017 at 15:37

    Zajebisty tekst. Standardowo popłakałam się ze śmiechu, potem zadumałam i niestety stwierdziłam, że każde słowo prawdziwe. Dziękuję!

    • Odpowiedz Eva 19 grudnia 2017 at 14:20

      Pierwsze i ostatnie zdjecie mowia same za siebie. Super.

  • Odpowiedz Poli 15 grudnia 2017 at 15:47

    hahaha, pierwsze zdjęcie w punkt 😀 <3

  • Odpowiedz A.Tomaska 15 grudnia 2017 at 16:00

    Genialny tekst! Czadowa z ciebie kobieta z dystansem! Naśmiałam się jak wariatka i popieram w 100 procentach!!!

  • Odpowiedz bezarchitekta.pl 15 grudnia 2017 at 16:06

    Świetnie się czyta. Na szczęście z moim mężem od zawsze dzielimy się obowiązkami w kuchni, przy dekorowaniu, parzeniu herbaty piernikowej 😉 to mega magiczny czas dla nas, bo na święta patrzę przez pryzmat bycia razem, a choinka, światełka, pierniczki, pomarańcze i inne pierogi jeszcze bardziej nas do siebie zbliżają, są to powtarzalne rytuały w których jest prawdziwa magia. A prezenty? Zrobione już w listopadzie 😉 Przemyślane, wyszukane, dla wszystkich jakiś znaczący drobiazg. Naszą wigilię zawsze mamy dzień wcześniej, żeby nacieszyć się sobą, poprzytulać, poszeptać miłe słowa <3 Duuuuużo miłości dla Was <3

  • Odpowiedz Mała Mi 15 grudnia 2017 at 16:09

    Świetny tekst. Prawdziwy w 100%. Chcecie, czy nie chcecie chłopaki. Podobno jednak to się zaczęło wcześniej i idzie z matrycy- z ojca na syna. Wiec- nową tradycje czas zacząć. Odrzucić to, co widzieliście w domach. Tworzyć nową rzeczywistość. Przystającą do potrzeb Waszych kobiet. Ustalcie zasady razem. Może okaże się, ze warto wspólnie zrezygnować z połowy zamętu, na rzecz wspólnego drinka przy kominku?

  • Odpowiedz Marta Naturalna 15 grudnia 2017 at 16:11

    Sama prawda! Chociaż nie mogę narzekać, bo tata w kwestii zakupów jest zawsze niezastąpiony i choinkę stroił zawsze z nami, a mąż póki co jest jeszcze na tyle elastyczny, że nawet prezenty ze mną pakuje :) Jeszcze 😉

  • Odpowiedz BarbaraAnna 15 grudnia 2017 at 16:21

    Zawsze mnie dziwi, ze w ogole istnieja tacy mezczyzni jeszcze (oczywiscie sama takich spotkalam, nie udaje, ze nie :D). Jak sie im udalo przetrwac? U mnie jest odwrotnie – od planowania i realizacji swiat jest maz (Anglik, ale to akurat nie ma znaczenia). On zamawia, on gotuje, on ogarnia (ja dlugo pracuje poza domem).

    • Odpowiedz BarbaraAnna 15 grudnia 2017 at 16:29

      a post genialny jak zawsze, juz widze ten bigosik 😀

  • Odpowiedz Kornelia 15 grudnia 2017 at 17:39

    Nobla Ci Polko za ten wpis! 😃 👍

  • Odpowiedz 90ty 15 grudnia 2017 at 18:14

    Ja proponuję zmienić chłopaków, zamiast na nich narzekać ;p

  • Odpowiedz alalala 15 grudnia 2017 at 18:24

    Zgarniasz pulę za ten tekst! Brawa dla tej Pani i na zdrowie!

  • Odpowiedz Kasia 15 grudnia 2017 at 18:33

    Nie znoszę świąt. Pamiętam, kiedy moja mama okrutnie spracowana przygotowywaniem do Świąt i samą Wigilią nie miała już nawet siły, by się przebrać. Założyła sobie haftowany kołnierzyk do sweterka (w którym uwijała się od rana) i usiadła do wigilijnej kolacji. Nie miała odwagi powiedzieć „dość”. Ja już mam.

    • Odpowiedz Sonka 17 grudnia 2017 at 20:08

      Właśnie dlatego święta lubiłam tylko w dzieciństwie, kiedy jeszcze nie wiedziałam ile pracy moje mamy kryje się za tym wszystkim. Staram się pomagać mamie ile tylko mogę, ale bardziej zależy mi, żeby co roku uświadomić jej wiele z rzeczy, które robi, które powodują, że po zjedzeniu wigilii moglaby przespac cale święta, jest niepotrzebnych i nikt nie zwrca uwagi na wypucowane szafki czy umyte okna. Kiedy przyszło mi jednego roku spędzić święta w szpitalu, ponad 300km od rodziny, nie tęskniłam za czystym, przystrojonym domem i mnóstwem potraw tylko za rodziną, za najbliższymi.

  • Odpowiedz Ola 15 grudnia 2017 at 19:16

    Kolejny post genialnej Polki. Już chciałam protestować, jak ja to mam dobrze z moim mężem, ale jego zakupy 23go to także mój problem. Słynny bigosik też jest ( i oczywiście kiedy ja sie zabieram za gotowanie on mi sie z nim zwala do kuchni ” bo przecież on teraz robi bigos”. Faktycznie o posypkach nie mam co podążyć, ale mieszkam i wysprzątene jest i wcale nie muszę o tym mówić. Akurat jestem na początku ciąży i tym razem dopadła mnie nie móc, więc w tym roku odpuszczam, mimo, że u nas jest wigilią, mam nadzieję, że nie będę zbyt krzyczała jak wrócą z dzieckiem z drapakiem zamiast choinką, a reszta nie musi być perfekcyjne

  • Odpowiedz Kasia 15 grudnia 2017 at 19:51

    Fajny tekst i z pewnością w wielu przypadkach trafiony. Ja, na szczęście, dzięki zapożyczonemu od pewnego narodu spokojowi, nie utożsamiam się z opisywaną sytuacją. Jesteśmy w tyle (w stosunku do „większości”). Z wszystkim – zakupami, planami, sprzątaniem, papierem i brokatem. Mimo to spinki brak. Tak jak zabraknie wielu „dań” i przynajmniej pół tuzina ciast w porównaniu ze „statystycznym” domem. Będzie mniej jedzenia do zagryzania ranigastem, zapijania alkaprimem i wyrzucania tuż przed nowym rokiem (kiedy to przyjdzie pora na kolejnych kilka dań na imprezę sylwestrową i duży tort).
    Jest spokój, jest radość (właśnie wymyśliliśmy co kupić dzieciom w prezencie!). Jak mężowi zachce się śledzi to zrobi. Ja obiecałam ciasteczka z marcepanu i pieczoną wieprzowinę oraz deser ryżowy. Sos z wiśni mam kupny. Podgrzeję przed podaniem. Będą SUPER ŚWIĘTA!

  • Odpowiedz Tosiulkowo 15 grudnia 2017 at 21:06

    Zajebisty Kocham Cię za to 😘

  • Odpowiedz Asia 15 grudnia 2017 at 21:11

    Szczerze, to nie wiadomo czy śmiać się czy płakać z tych naszych panów… jestem równie zażenowana co zmęczona na samą myśl przygotowań świątecznych. I zaznaczam, że nie jestem typem kobiety co robi coś bo tak trzeba i wypada. Bo i kiedyś był barszcz z torebki, skromny obiad żeby się nie spinać. Ale wiecie co? Jak niczego nie zrobię to po prostu nie będzie nic! Ot tak! Żadnych Świąt i basta. A że je kocham miłością dziecięcą i prawdziwą to robię je. Dla siebie. Jak wróżka czaruję klimat, zapach i radosny dźwięk kolęd…A on zdziwiony, jak to możliwe. Polko kochana łączę się z Tobą w zmaganiach :)) Będzie pięknie! Jak zawsze.

  • Odpowiedz Ola 15 grudnia 2017 at 22:29

    No i pytanie. Czyją macie w tym roku sałatkę jarzynową?

  • Odpowiedz Magda 16 grudnia 2017 at 08:47

    Cała prawda!!! Świetny wpis!

  • Odpowiedz Kempina 16 grudnia 2017 at 10:36

    Poryczałam się. I wcale nie ze śmiechu. Jest to wpis z gatunku Dnia Świra, że niby się śmiejemy, ale jednak boli bardzo i gra na najwrażliwszych strunach. Nauczę się na pamięć i będę deklamować rytualnie przy rodzinnych obiadach. Wydrukuję i będę rozdawać dzieciom w szkołach. Bo niestety jako matka (zwłaszcza obserwując, jak moja trzylatka ogarnia życie swojemu starszemu o 4 lata bratu) tym bardziej czuję się odpowiedzialna za zmianę stanu rzeczy.

  • Odpowiedz Karolina 16 grudnia 2017 at 10:58

    W punkt!

  • Odpowiedz Anka 16 grudnia 2017 at 17:53

    Jakie to prawdziwe. Niestety kobieta w Święta a w szczególności przed nimi jest elfem, krasnoludkiem co sprząta ukradkiem, Świętym Mikołajem i szefem kuchni wielkiej restauracji. Mam tylko nadzieje, ze ci wielcy nieobecni choć trochę to doceniają pałaszując śledzia, karpia czy innego grzyba w pierogach. Niestety najbardziej doceniają jak takiego elfa zabraknie… Wesołych i spokojnych Świąt dziewczyny!!!

  • Odpowiedz Jusa 16 grudnia 2017 at 21:13

    Cudny tekst. A dlatego wszystkiego ja się pakuje i wyjeżdżam do Karpacza. Nie robię zakupów i nie gotuje i jestem szczęśliwa.Jedno moje zmartwienie to jak spakować siebie męża 5 latke i Rocziaka na zimowy wyjazd. Zawsze mam z tym problem a zima jeszcze nie wyjeżdżaliśmy. Ilość rzeczy jakie mamy zabrać mnie przeraża.

  • Odpowiedz Wiedzma Jesienna 16 grudnia 2017 at 22:00

    Tak mi sie przypomnialo jak to czytalam: https://www.theguardian.com/world/2017/may/26/gender-wars-household-chores-comic

  • Odpowiedz Kasia 16 grudnia 2017 at 22:13

    Cudowny tekst! Smutny co prawda, bo prawdziwy. Ja mam tylko wrażenie, że wielcy nieobecni są nie „tylko” w święta, oni są cały rok! Tylko przy świętach najbardziej nas boli, że cały plan, obmyślenie Action Itemów są na nas, kobietach.

  • Odpowiedz Piotrek 16 grudnia 2017 at 22:52

    Moja Iza przyszła i mówi.. świetny tekst o facetach przeczytałam. Jaki? Pytam.. i tu trafiłem. A ona mnie pyta, dlaczego się nie śmiejesz?
    Mówię, przecież ten tekst jest o mnie…
    A ona mnie pyta, no i co teraz?
    A jak cicho się zastanawiam, drogie Panie po cholerę Wam to wszystko, na co marnujecie tyle czasu i energii?

    • Odpowiedz Maga 18 grudnia 2017 at 10:38

      Może Wam, Panowie, na tym wszystkim nie zależy, ale są też inni, którym zależy. I może dla nich warto się postarać. Jasne, że nie to jest najważniejsze w Świętach i źle jeśli się o tym zapomina w ferworze walki z materią, ale jednak świąteczna atmosfera wymaga pewnego wysiłku, to się samo nie zrobi. Pytałam ostatnio dzieci, czy to że dom na Święta jest wysprzątany, udekorowany, prezenty ładnie zapakowane, przygotowane odświętne dania, jest dla nich ważne i odpowiedź była, że oczywiście jak najbardziej tak. I chociaż dbam o duchowy wymiar tych przygotowań, chodzimy, kiedy to mozliwe, na roraty, czytamy opowiadania o tematyce świątecznej, to jednak ten materialny wymiar też jest ważny. I wcale nie chodzi o to, kto ile zrobi i która z nas postara się bardziej, tylko o to czy jest z tym wszystkim sama, czy nie. Zwyczjnie o wsparcie chodzi. Jeśli któryś z panów tego nie jest w stanie pojąć, to współczuję jego partnerce.

    • Odpowiedz Łucja 18 grudnia 2017 at 15:59

      po co? bo jak napisała już inna osoba – bo jak ja nie zrobię świat to po prostu ich nie będzie! i o ile korciłoby mnie sprawdzenie takiej sytuacji to przy dwójce dzieciaków nie mam serca im tego zabierać…

  • Odpowiedz AgA 17 grudnia 2017 at 17:47

    No coz nie trudno sie zgodzic🙊ale znam tez takiego ktory to robi powiem wiecej robi wiecej niz jego szanowna zona zołza
    I moge Tylko pozazdroscic …taki facet to skarb ….ale podobno faceci kochają zołzy
    Magicznych swiat mimo wszystko

    • Odpowiedz Barbara Anna 17 grudnia 2017 at 17:58

      No właśnie to jest dziwne- facet który ruszy palcem to „skarb” a kobieta która ogarnia wszystko to norma, bo to jej obowiązek i nie podziękuje jej nikt. Rozumiem, o co Ci chodzi, to tylko takie moje rozważania ze sfery „językowej” 😉

      • Odpowiedz Łucja 18 grudnia 2017 at 15:46

        dokładnie! Ciekawe swoja drogą czy tzw. zołza nie jest „zołzą” w naszych oczach tylko dlatego, że po prostu potrafi coś od faceta wyegzekwować…

  • Odpowiedz Barbara Anna 17 grudnia 2017 at 17:53

    Moja tolerancja jest zerowa a rozwiązanie proste – zmienić faceta jeśli nam doskwiera albo po prostu nie robić nic. Ale ja ogólnie mało kobieca chyba jestem i świat nie robię, chyba ze mąż cos ogarnie.

  • Odpowiedz Ann 17 grudnia 2017 at 18:05

    Masakra…No tak jest niestety. Baby wzieły na siebie obowiązek i tak już zostało… Panowie nie biorą się do roboty bo po co ? ! Taka prawda, że to też Nam trochę odwala. Jedna sałatka,dwa ciasta,pierniczki i dość. A nie 12-20 ciast,ciastki,ciasteczka, pierniczki, 5 sałatek itp. Wrzućmy też na luz i dziękuje. A jak Nam ciężko to zawołajmy chłopa do krojenia. Można film sobie włączyć, albo puścić fajną muzykę i pogadać i razem wszystko pokroić. Mężczyźni lubią czuć się potrzebni ale my też lubimy być bohaterkami, niby coś Nas trafia jak 5 razy z góry na dół latamy z jęzorem po kolana, jak Nasz luby siedzie i śmieje się przed TV, ale prawda jest taka, że Nas duma rozpiera od środka jak po Świętach mówimy, że My same wszystko przygotowałyśmy. Do czasu aż spotkamy Panią X która miliard więcej niż My zrobiła i na jej tle blado wyglądamy :-/

  • Odpowiedz Asia 17 grudnia 2017 at 19:08

    Drogie kobiety, matki synów!!! Wychowajmy ich inaczej, niż zostali wychowani nasi mężowie, to może chociaż pokolenie naszych córek będzie miało lżej.
    Popieram propozycję nobla w dziedzinie ” społecznej”za ten wpis i za wiele innych. Internet, blogosfera, zalane są postami o magii świątecznych przygotowań, gdzie piękne panie domu z uśmiechem na twarzy pieką pierniczki i artystycznie pakują prezenty. Ale nie oszukujmy się! Polskie domy przed świętami wyglądają właśnie tak jak opisała to Polka.
    Życzę wam drogie kobietki i sobie również więcej luzu w podejściu do świątecznej krzątaniny, i niech te święta będą naprawdę spokojne i pogodne w waszych duszach i sercach.

  • Odpowiedz Beti 17 grudnia 2017 at 19:48

    Jak zwykle w punkt.Najgorsze jest to jak człowiek po latach dochodzi do pewnych wniosków i dopiero wtedy zaczyna od drugiej osoby czegoś wymagać , wydaje mi się ,że jeżeli od początku małżeństwa facet nie był w pewne rzeczy angażowany to po 5,10,15 latach razem na pewno się nie domyśli i tego już nie jesteśmy wstanie zmienić, takie życie,pozdrawiam goraco

  • Odpowiedz Ania 17 grudnia 2017 at 19:57

    Tekst mnie zasmucił, bo przypomniały mi się moje byłe święta z byłym juz meżęm i jego żale do swojej mamy, jak mi to przed każdymi świętami szajba odbija i się wściekam na całą rodzinę. A ja nie dość, ze pracowałam do końca (bo tak jest w handlu), to zwyczajnie byłam zmęczona całym myśleniem o przygotowaniach. A mąż Andrzej, chodził naburmuszony, jak hrabia, że latam po domu jak oparzona, a powinnam nie wiem ku… co? Sam swoje imieniny przygotowywał, łącznie z gotowaniem bardzo skrupulatnie, bez względu na koszty, w końcu to jego imieniny! Na co dzień pan dyrektor, więc debilny nie był w zarządzaniu. A w święta juz nie ogarniał tematu, poza skarżeniem do mamy.

  • Odpowiedz Ewa 18 grudnia 2017 at 10:25

    G e n i a l n e.

  • Odpowiedz Paulina 18 grudnia 2017 at 15:24

    Boskie. Poplakalam sie ze smiechu, ale nie ze wzgeldu na tresc, ale na sposob jej wyrazenia. Jednocze sie z Toba jednoczenie, bo przy okazjikazdym wydarzenia lub swieta wymagajacego przygtowywan, mam te same odczucia. No i jeszcze ten tekst faceta w stylu „A po co Ty sie tak stresujesz?”… Zabija mnie co roku.

  • Odpowiedz Paulina 18 grudnia 2017 at 15:24

    Boskie. Poplakalam sie ze smiechu, ale nie ze wzgeldu na tresc, ale na sposob jej wyrazenia. Jednocze sie z Toba jednoczenie, bo przy okazji kazdego wydarzenia lub swieta wymagajacego przygtowan, mam te same odczucia. No i jeszcze ten tekst faceta w stylu „A po co Ty sie tak stresujesz?”… Zabija mnie co roku.

  • Odpowiedz Kasia 19 grudnia 2017 at 07:34

    Polko jaki rodzaj choinki miałaś w zeszłym roku?

  • Odpowiedz Pudrowe Okruszki 19 grudnia 2017 at 10:26

    Jakie cudowne ciepłe zdjęcia :) Temat znajomy chyba większości z nas, ja jednak nie mam powodów do narzekania bo mąż bardzo mi pomaga w obowiązkach domowych nie tylko od święta, a w zeszlym roku gdy przerobiłam się w ciąży przygotowując Święta wszystko sam dokończył i przygotował nam wspaniałą Wigilię :) Wesołych Świąt!

  • Odpowiedz Ledwożywa 20 grudnia 2017 at 21:12

    Umarłam ze śmiechu:) zwłaszcza przy zakupach 23 i wyjściem z łazienki równo z gośćmi…czerwony i błyszczący…ech u mnie jeszcze dochodzi przedświąteczne sprzątanie garazu! To wszakże priorytet przed Bożym Narodzeniem…acha i chciałabym dodać, że mam również dwóch synów…

  • Odpowiedz KATARZYNA 21 grudnia 2017 at 09:57

    Ale zaraz zaraz , macie dzieci więc ktoś w trakcie tych przygotowań chyba się nimi zajmuje , bawi, dla mnie to relaks pichcić cos, sprzatać, wtedy odpoczywam psychicznie od dzieci, bo wtedy moj maż sie nimi zajmuje

  • Odpowiedz Agafia 4 stycznia 2018 at 23:19

    Ten tekst to strzał w dziesiątkę. Wszystkich w rodzinie dopasowałam do opisu 😉 Z jednym zastrzeżeniem – wyprawa po prezent nie jest 23 tylko 24! Przynajmniej mój tata tak ma.
    Wysłałam tekst przyjaciółkom, rodzinie, niektórych uraczyłam czytaniem na głos – wszyscy się zgodzili, nawet sami zainteresowani, że tak właśnie jest.

  • Odpowiedz na „Barbara AnnaAnuluj