Bez kategorii

róbcie to razem! czyli rzecz o domowej sprawiedliwości

Niewiele rzeczy mnie tak w życiu wkurza, jak niesprawiedliwość. Niewiele w podobnym stopniu irytuje, co wygodnictwo. To dlatego jak boomerang powraca u mnie temat podziału obowiązków domowych. Tak, to prozaiczne pranie, niewdzięczne sprzątanie, totalnie niewidowiskowe gotowanie codziennych obiadów. Ta proza życia, te niby nieważne w szerszej perspektywie czynności. Czemu więc takie drobiazgi potrafią tak uprzykrzyć życie, tak zdominować codzienność, tak mocno wdzierać się w nasze relacje, takie rysy głębokie zostawiać na dobrze rokujących związkach? Napisano już o tym dużo, napisano mniej i bardziej ciekawie, publikuje się wciąż kolejne wyniki badań, realizowane są kampanie społeczne, ale realia domowe wciąż jakoś nie nadążają za zmieniającym się światem. Nadal to my, kobiety, pracujące obecnie tak samo jak nasi partnerzy, wykonujemy większość prac domowych. Bo lubimy? Nie. Bo robimy to lepiej? Bo tak się utarło? Bo w domu rodzinnym to mama obsługiwała całą rodzinę i chłopak nie miał innego wzorca?

Tak, pewnie z każdego z tych powodów po trosze. Przyzwyczajenia i deficyty umiejętności można jednak stosunkowo łatwo pokonać. Co gorsza, ta nierówność i wynikająca z niej kobieca frustracja, wściekłość wręcz, odbijająca się na związkach i rodzinach wynika często z – jak go nazywam – „syndromu niebieskiego ptaka”. Psychologia nazywa takiego faceta Piotrusiem Panem. Żyje w Nibylandii – krainie, w której robi się tylko to, na co ma się ochotę. To człowiek stworzony do celów wyższych niż zakupy w dyskoncie, jego zainteresowania sięgają dalej niż ładowanie zmywarki po obiedzie, powołanie ma ambitniejsze niż tracenie czasu przy pralce. Jest kreatywny, zabawny, romantyczny i taki przy tym pociągający, że nie przegadasz. Pójdzie na próbę zespołu i zostawi Cię z szykowaniem kolacji, kąpielami i kładzeniem dzieci do łóżek. Maluje akty na płótnie, trenuje crossfit albo idzie na spotkanie z himalaistą, nie w głowie mu rachunki, zakupy czy pieluchy. I choć Piotruś Pan to osobowość poniekąd patologiczna, niezdolna do funkcjonowania w dojrzałym, pełnym obowiązków życiu, miewam wrażenie, że niejeden facet ma w sobie taki rys charakterologiczny. Choć nie w takim stopniu, wielu znam mężczyzn, którzy zachowują się, jakby tylko oni mieli pasje i marzenia. Jakby zapominali, że ożenili się z nami, bo też jesteśmy kreatywne, dowcipne, lubimy czytać i słuchać jazzu. Wielu znam takich, który (udają, że) nie widzą brudnych podłóg, głodnych dzieci, zmęczonych twarzy swoich żon, ich smutnych oczu, ich wypalenia i rozczarowania.

To dlatego z wielkim entuzjazmem zaangażowałam się w kampanię #DoItTogether, realizowaną przez Indesit, w Polsce komunikowaną także jako #ZróbmyToRazem, której idea jest mi ogromnie bliska. Gdy tylko obejrzałam jej spot, wiedziałam, że to jest akcja, pod którą mogę podpisać się obiema rękami. I jeszcze to video – idealnie obrazuje ten „syndrom niebieskiego ptaka”, na szczęście z happy endem:

PRACE DOMOWE TYLKO W WOLNE DNI?

W Polsce marka Indesit zaczęła przygotowania do kampanii od rozpoznania terenu i zrealizowała badanie, którego celem było poznanie naszych zwyczajów i poglądów w temacie podziału obowiązków właśnie. Jako socjolog i eks-badacz opinii rzuciłam się na jego wyniki jak Reksio na szynkę. Czytałam, przeglądałam i wyszarpałam co najciekawsze kąski. Bo obok słupków z dość przewidywalnymi danymi były takie smaczki jak ten: słuchajcie, otóż panowie wykonują prace domowe głównie w dni wolne od pracy! To oczywiste, powiecie, wszak przy sobocie dopiero jest czas na gruntowne porządki. Gruntowne, owszem, ale co z codzienną orką? Co z zupą na poniedziałek? Kto pozmywa naczynia we wtorek? A środowe pranie? Czy przy czwartku głodówka, post oczyszczający, kuchnia nic nie wydaje? To w piątki dzieci nie biorą kanapek do szkoły? To mnie nabuzowało chyba najbardziej, jak pomyślałam o tych wszystkich domach, w których ona po robocie zasuwa w kuchni i przy dzieciach, a on włącza się dopiero w weekend, kiedy ma czas i zregeneruje siły. No i jeszcze te twarde liczby – że kobiety wykonują prace domowe przez dwie do pięciu godzin dziennie, w dowolnej chwili po pracy zawodowej, a mężczyźni od jednej do dwóch godzin, najczęściej w weekendy właśnie. Różne są domy i scenariusze, wiadomo, i ja zasuwam za dwoje, gdy mąż w delegacji albo do późna przy komputerze gasi projektowe pożary, ale gdy oboje spędzamy w domu popołudnie po pracy, szanuję tylko jeden układ – partnerski.

Nie ma u nas mniej ani bardziej uzdolnionych kulinarnie, mniej ani bardziej zmęczonych, nikt w tym domu nie jest fanem odkurzania ani entuzjastą składania prania. To rzeczy, które trzeba robić i robimy je oboje, bo to NASZ DOM i NASZA RODZINA. A przede wszystkim – bo szanujemy siebie nawzajem i uznajemy swoje prawo do odpoczynku i przyjemności. Kiedy ja robię obiad, on po nim sprząta, kiedy gotuje on – zmywarkę ogarniam ja. On spaghetti, ja deserek. Puszczam pranie, to on rozwiesza – proste. A w czasie, gdy odkurza, ja podlewam kwiaty albo sprzątam łazienkę.

Pokażcie mi szczęśliwe małżeństwo, w którym oboje pracują zawodowo, ale drugi – domowy etat przypada tylko kobiecie. Który mąż chce mieć żonę co wieczór sztywną ze zmęczenia? Niezdolną do zabawy, pozbawioną romantyzmu, nierozmowną, po uszy w garach i praniu, coraz bardziej oddalającą się od tego, który ją w to wrobił.

Bo takiej żony, która by chciała, ja nie znam żadnej.

SMACZEK NUMER DWA – PRZECIEŻ TAK SIĘ UMAWIALIŚMY!

A jednak facetom często wydaje się, że wszystko jest w porządku. Ja nie wiem, czy to takie odrealnienie, właściwe dla niebieskich ptaków, czy zwykła ignorancja – chyba po prostu łatwiej udawać, że tak się przecież dogadaliśmy – że ona będzie po pracy zasuwać pięć godzin, a ja odpocznę, a potem ewentualnie położę dziecko spać (o ile nie płacze, bo jak płacze, to weź ty go uśpij, ja nie umiem). Rozbawiło mnie trochę, kiedy w raporcie z badań wyczytałam, że kobiety zwykle uważają, że w ich domach nie ma ustalonego podziału obowiązków i chciałyby te kwestie omówić z partnerami, podczas gdy oni twierdzą, że ich obecny (niewielki) udział w tych pracach jest efektem umowy (sic!). Także dziewczyny – postawcie sprawy jasno, nie czekając, aż się domyślą, jest wielce prawdopodobne, że Wasi faceci po prostu uroili sobie, że tak jest dobrze. Skoro nic nie mówisz, to pewnie lubisz codziennie gotować i odkurzać trzy razy w tygodniu, a focha masz ot tak, bo PMS czy inne babskie humory.

Jest jeszcze jedna opcja, bo tak – i my nie jesteśmy bez winy.

 

NIE BĄDŹ ZOŁZA, PRZESTAŃ KONTROLOWAĆ!

Tak, tak – o Tobie mówię. No, przyznaj się – ileż to razy gderałaś na rozmazane lustra, niedokładnie wytarte kurze, śniadaniówki dla dzieci nie tak kolorowe, jak robisz je sama? Ile razy przyniósł w siatkach z zakupów zbyt blade pomidory, złe smaki jogurtów, nie tę markę parówek? Ile padło słów krytyki na dzieci ubrane tak, że pożal się Boże, za grubo krojone kromki chleba, artystycznie pomazane podłogi i przedmioty, które lądowały na nie swoich miejscach po jego „porządkach”. Ja przyznaję – gderałam i krytykowałam. Ba, nadal mi się zdarza, ale bardzo się staram, bo wiem, że nie ma lepszego sposobu na wycofanie faceta z domowych obowiązków, niż przekonanie go, że nie umie. Durszlak w miejscu garnka, choć od pół roku tłumaczę mu, że jego miejsce jest półkę niżej, to u nas codzienność. Tak jak ciuchy Hani w Zosinej szafie, i odwrotnie. Fafluny w zlewie, paprochy na blatach, rozbryzgi na kaflach po gotowaniu – standard. Przecieram po cichu i nie ględzę, to bez sensu, nie da się zmusić nikogo, by widział świat twoimi oczami (i dlatego ubrania dla dzieci dobieram zawsze sama 😉 ).

Nie chodzi o to, by głaskać po główce, jak ułomka, bo kiwnął paluszkiem, o nie. Po prostu zachować dystans do nieważnych drobiazgów, przestać się czepiać, zaakceptować odmienność. Ze wspomnianego badania dla Indesit wynika niestety, że mamy skłonność do kontrolowania i poprawiania po swoich facetach, a oni to czują – deklarują, że są sprawdzani, podczas, gdy sami tego swoim partnerkom nie robią. No, odpowiedz sobie sama – chciałabyś we własnym domu przechodzić codziennie test białej rękawiczki pod obstrzałem krytycznego spojrzenia pani inspektor z sanepidu? To nią nie bądź!

Mam nadzieję, że tchnęłam trochę inspiracji do zmian zarówno dla tych z Was, które są niesprawiedliwie przeciążone, jak dla pań inspektor w białych rękawiczkach. Bo domowe obowiązki potrafią przytłaczać, męczyć i nużyć, to jasne. Ale mają znacznie większą siłę – potrafią także wpływać na związki. Mogą je skutecznie rozwalić, ale i scalać, każdego dnia, pranie po praniu. Wierzcie mi – da się. Można siedzieć w tych stosach ubrań i stertach brudnych naczyń razem i jeszcze mieć z tego ubaw 😉

Wpis powstał we współpracy z marką Indesit.

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

22 komentarze

  • Odpowiedz Agata 2 sierpnia 2018 at 09:12

    Mnie krew zalewa jak słyszę jakie to mam szczęście, że mi Mąż POMAGA!dlaczego nikt nigdy nie powie, że to kobieta jest taka dobra, że pomaga mężczyźnie? Tak jak napisałaś Nasz dom, Nasze dzieci = Nasze obowiązki. Nie trafił mi się jakiś wyjątkowy egzemplarz, wręcz przeciwnie z domu nie wyniósł żadnych zasad, żadnego podziału obowiązków czy wzorca partnerskiego. Wszystkiego uczyliśmy się sami, wszystko zostało wypracowane, więc da się, trzeba tylko chcieć. Teraz jeszcze muszę tylko dopracować punkt o nieczepianiu się 😂 bo rzeczywiście oszaleć można jak miski ciagle lądują nie w tej szufladzie co trzeba i komentarz sam ciśnie się na usta 😜

    • Odpowiedz Anka 4 sierpnia 2018 at 00:07

      To jak w tym obrazku:
      spotykają się koleżanki po latach i jedna pyta drugiej:
      -Co u twojego syna? Dobrze mu się układa w związku?
      -A tak doskonale. Ma super żonę. Sprząta gotuje pierze prasuje, do tego pracuje i dobrze zarabia.
      -A córka?
      -A córka to niestety nie najlepiej. No nic jej ten chłop nie pomaga wszystko jest na jej głowie.
      Stereotypy niestety funkcjonują.

  • Odpowiedz Maga 2 sierpnia 2018 at 09:32

    Ostatni akapit – no niby masz rację. Ale z drugiej strony oni to robią w ten sposób (kupują niedojrzałe pomidory, badziewne parówki, rzeczy odkładają gdzie popadnie, wieszają pranie tak, że potem jak psu z gardła, robią byle jakie kanapki do szkoły, a potem się dziwią, że dziecko nie zjadło), bo im się zwyczajnie nie chce. Robią te rzeczy na odwal się, nie dlatego, że nie umieją, bo to nie jest przecież jakaś rocket science. I mnie to jednak wkurza, bo w dłuższej perspektywie i dzień w dzień utrudnia po prostu życie.
    Dorosły facet jest chyba w stanie ogarnąć gdzie odkłada się durszlak, zwłaszcza jeśli robi to nie od święta. Ale nie ogarnia z powodu, o którym pisałaś wyżej – jest stworzony do wyższych celów i nie będzie się zastanawiał nad jakimś garnkiem, bo nie i już. Ciepnie gdzie bądź i zadowolony, że coś zrobił, a jak Ci się nie podoba, to się jeszcze obrazi, bo przecież on nie musi nic robić, nie to nie.

    • Odpowiedz Zofia 7 sierpnia 2018 at 13:08

      Wiesz Maga, coś w tym jest… Jednak wszystko zależy od tego w jaki sposób zwraca się uwagę. Nie zrzucałabym wszystkiego na złą wolę mężczyzn. Oni naprawdę spoglądają na świat z trochę innej perspektywy. Mój M. od samego początku był zaangażowany w obowiązki domowe, tyle tylko, że wg mnie robił to w nie do końca należyty sposób. Zdarzało mu się nie kupić jakiegoś składnika do obiadu, nie widział zacieków na lustrze czy szafkach w kuchni. Ale On naprawdę tego nie dostrzegał! Jednak nigdy, nigdy nie zwróciłam mu uwagi z pretensją w głosie, bo nigdy nie założyłam, że te błędy wynikają ze złej woli, tylko z innego postrzegania porządku. Starałam się wszystko omawiać. Po tych kilku latach… nie mam żadnych uwag 🙂 i mam męża, który jest wspaniałym współtwórcą Naszego Domu 🙂

  • Odpowiedz Iwona 2 sierpnia 2018 at 09:40

    Nigdy nie zostawiam komentarzy pod postami, choćby nie wiem jak bardzo do mnie trafiały. Ten jest pierwszy. Fantastyczny tekst, w życiu nie umiałabym lepiej oddać tematu i tego, jak ważne sprawy porusza. Wielkie dzięki 🙂 Podpisuję się pod wszystkim, co napisałaś:)

  • Odpowiedz Ania 2 sierpnia 2018 at 09:52

    Uśmiałam się jak zobaczyłam rozwieszane pranie 😆 u mnie tak samo – pomięte kule na sznurku i pytanie ale i co ci chodzi 😂😂😂 a tak serio, sporo prawdy w rym co piszesz 😎

    • Odpowiedz Lila 2 sierpnia 2018 at 14:49

      Ja też się uśmiałam, bo i ja to skądś znam 😉 myślałam, że tylko mój mąż tak ma, a jednak to wspólna cecha osobnicza 😀

  • Odpowiedz Ola 2 sierpnia 2018 at 10:40

    No to ja mam chyba za dobrze 😊 i mąż mi z nieba spadł! Sprzątamy razem albo raz ja raz on. Ja gotuję bo on nie umie a on robi pranie no bo ja gotuję (choć on uważa że ja nie umiem pralki obsługiwać bo na zbyt długie cykle nastawiam 😉). Ale to wszystko ogarnęliśmy na początku związku, choć ja właściwie nie musiałam go o nic prosić, sam się brał za robotę, szczególnie odkurzanie, za którym ja nie przepadałam dopóki sobie nie kupiliśmy odkurzacza bezkablowego. W każdym razie, bardzo prawdziwy tekst, moje koleżanki czy nawet moja siostra mają takich mężów którzy jak wracają po pracy to tylko o przysłowiowe piwo wołają i słabo się robi bo kobieta musi ogarniać wszystko i wszystkich, przykre to ale my kobiety musimy tych naszych synów nauczyć jak być potem mężczyznami. To jest chyba jedyne co się mojej teściowej udało 😉

  • Odpowiedz Paulina P 2 sierpnia 2018 at 12:24

    Doskonały, trafiony, ponadczasowy post 🙂
    P.S. A te czarne garnki to jakiej firmy macie? Skeppshult? My mamy patelnię do naleśników Skeppshult, ale jest tak koszmarnie ciężka, że nie wyobrażam sobie dźwigać garnków żeliwnych. Bardzo mi się te Wasze czarne garnki podobają. Napisz, jaka to firma.

  • Odpowiedz OLA 2 sierpnia 2018 at 12:54

    Również uważam, że najlepiej wszystko ustalić i dopóki obie strony są szczęśliwe to jes dobrze, u moich znajomych to on piecze ciasta i uwielbia dekorować mieszkanie na święta. U nas jest jest ogólnie zasada, ze sprząta ten kto wcześniej wróci, może nawet nie zasada, po prostu chyba taki nawyk, że się nie chce siedzieć w brudzie, on nie znosi zmywać i wyciągać ze zmywarki, czy nie ma talentu do gotowania to ja to przejełam, za to ja nie zajmuje się samochodami ( sprzataniem, tankowaniem), wynoszeniem śmieci czy brudnymi pracami czy remontowaniem ( a mój mąż ma do mnie cierpliwość, bo przemebliwanie, czy malowanie to jest u nas często). Też trzeba patrzeć też dalej, mąż więcej i ciężej fizycznie pracuje, więc kiedy przychodzi późno to nie oczekuję od niego by jeszcze z odkurzaczem zasówał, bo ja dziś obiad zrobiłam. Natomiast mam znajomą, która robi wszystko w domu łącznie z paleniem pieca czy odśnieżania, natomiast on jako Pan Domu tylko pracuje, ale takie rzeczy to się widzi przed ślubem.

    • Odpowiedz Maga 2 sierpnia 2018 at 13:13

      Chyba mamy tę samą znajomą. Jeszcze koszenie trawnika, ogromnego, też ona ogarnia.

      • Odpowiedz Agatka 3 sierpnia 2018 at 08:47

        Mojej znajomej mąż obraził się śmiertelnie, bo ona po pracy, rozwiezieniu dzieci na zajęcia, ogarnięciu domu i obiadu nie pograbiła trawnika… a przecież on z pracy wrócił i ma jeszcze grabić?!

  • Odpowiedz mania 2 sierpnia 2018 at 14:02

    Ja póki co nie pracuję zawodowo, zajmuję się dzieciakami, więc siłą rzeczy jestem w domu większość dnia i ogarniam pranie/zmywanie/sprzątanie/gotowanie w godzinach gdy męża nie ma w domu. Wprawdzie mężu jest od robienia kolacji i czasem kapie dzieci, ah i prasuje swoje rzeczy, ale praktycznie wszystko w domu robię ja. no i mężu się przyzwyczaił, że nie ma za wielu obowiązków. A czas powrotu do pracy zbliża się wielkimi krokami i boję się co to będzie…
    Niestety też jestem marudząca jak on robi coś ” nie po mojemu”, bo strasznie utrudnia mi to życie np. jak ja rozwieszę pranie to 3/4 nie trzeba prasować, jak on rozwiesi pranie to wszystko do prasowania i to z dużą ilościa pary. Mamy maleńki aneks kuchenny i każda rzecz ma swoje określone miejsce, niestety jak męźu opróżnia zmywarkę to wystarczy , że jedna miska stanie nie na swoim miejscu to każda następna się nie mieści i część musi stać na zewnątrz…a segregacja prania to hit – leci białe z czarnym i kolorowy do tego parę tłustych szmatek kuchennych czy buty i jedzie 😉 koszmar! ale niestety mamusia wychowała go na Piotrusia Pana a ja się zakochałam i cóż miałam zrobić. póki co jako tako jest, ale jak wrócę do pracy to czek nas 3 światowa wojna 😉

    • Odpowiedz Maga 2 sierpnia 2018 at 14:25

      No właśnie, dlatego ja uważam, że to nie gderanie i nie zwracanie uwagi ma swoje granice. Ale najczęściej jest wtedy tak, że jaśnie pan się obraża i rzuca „jak Ci się nie podoba, to nie muszę nic robić”. I uważam, że to jest dziecinne zachowanie, niegodne dojrzałego człowieka.

      • Odpowiedz mania 2 sierpnia 2018 at 15:57

        no a z drugiej strony faceci , ale w ogóle różni ludzie ale szczególnie faceci, mają inne „granice syfu” czy potrzeby porządku. Oni uważają , że może poczekać, a my widzimy nawarstwiające się sprawy do załatwienia, wprawdzie pranie nie ucieknie, ale chcemy mieć to zrobione/załatwione i z głowy… no wg mnie nie jest to takie proste, mimo miłości, dojrzałości itd. bo np. ja mam problem że białe jest prane z czarnym a mój facet nie ma. no i co tu dyskutować o racjach. on nie widzi problemu w 10 rzeczach które nie stoją na swoim miejscu a mnie to wkurza. więc sama sobie robię/sprzątam/ogarniam. Tlko teraz mam czas i siłę a jak wrócę do pracy to będzie meksyk…

        • Odpowiedz Maga 2 sierpnia 2018 at 18:18

          A kto prasuje to wymiętolone pranie, jak on je źle powiesi? Niech zgadnę – Ty. No i już wiadomo, dlaczego on nie widzi problemu. I tak jest niestety z wieloma innymi rzeczami. Faceci nie widzą problemu, bo nie oni się później z tym męczą, nie im utrudnia to życie. Taka prawda.

  • Odpowiedz Anja 4 sierpnia 2018 at 17:16

    Czyli nie tylko mój myli ubrania! Ale super 😀

  • Odpowiedz Monika 5 sierpnia 2018 at 17:54

    Moje koleżanki z pracy zawsze patrzą na mnie ze zdziwieniem, gdy mówię, że mąż pojechał (SAM) na duże cotygodniowe zakupy spożywcze :).

  • Odpowiedz JoT 7 sierpnia 2018 at 09:37

    Wczoraj przeczytałam, dziś czytam i jutro będę. Jeden wpis. Przesłałam mężowi. Mąż się zmienia, bardzo powoli. Potrafi zaskoczyć czystymi blatami w kuchni, ale też – jak zwykle nie wydam komendy – to nie zrobi. To jest kwestia wychowania, złoszczę się z tego powodu (na odległość i w duchu) na teściową, która jak przyjeżdża czasem z daleka do nas – to chce synowi dogodzić i odciążyć (co mu zlecam, to mówi, że ona zrobi). No i teściowa twierdzi, że „gospodyni zawsze ma więcej obowiązków”,a teść, że „on przecież śmieci wynosi i kosi trawę” (śmieci, gdy my ograniczamy je w duchu „zero waste”) i że „nie powinien tracić czasu na takie rzeczy”. Oczywiście to cytaty, wyrwane z wielu pozytywnych cytatów od teściów, ale zapamiętane mocno – mimo woli. Bo wiem, że od nich nie otrzymam wsparcia. Słowa te uświadamiają mi jak trudno zmienić coś u faceta, pokonać rodzinne bariery słusznych podziałów. Kiedyś uwielbiałam gotować, teraz nie, bo wiem, że muszę sama to zrobić, zwołać do stołu, karmić malucha (sama od niego zwykle skubię), i potem posprzątać. Nie kalkuluje się. Gości też już nie chce mi się zapraszać, bo wiem że organizacja będzie po mojej stronie.

  • Odpowiedz Dawid 7 sierpnia 2018 at 10:07

    Ja ogarniam w domu samochod, plan zywnosciowy, zakupy, gotowanie. Zona gotuje od czasu do czasu. Kuchnia to raczej moje krolestwo i tu akurat potrzebowalismy czasu zeby bylo po mojemu tzn zeby rzeczy mialy swoje miejsce (np mamy spore pudlo roznego rodzaju pojemnikow ktorych uzywamy do przechowywania jedzenia – ale zeby pomiescic jej w pudelku potrzeba troche logistyki, klasyczny tetris, ale zona ma z tym klopot – wiec on zostawia na szafce a ja to ogarniam – to samo lodowka – mojej zonie moje zakupy sie nie mieszcza w lodowce, a mi owszem i jest jeszcze miejsce. Pranie ogarnia glownie zona (ja rozwieszam od czasu do czasu – i nie trzeba prasowac). Skladanie prania zona, czasem ja. Sprzatanie ogaraniamy wspolnie, z tym ze ja wczesniej odkurzalem ale od jakiegos czasu zona chce to robic, podczas gdy ja zajmuje sie dzieckiem. Kapanie dziecka na zmiane. I tu chcialbym nadmienic ze pomimo ze sie jakos podzielilismy, a niektore sprawy zalatwiamy wspolnie to wystepuja u nas zgrzyty. Kompromisy sa, ale ja zawsze powtarzam zeby sie cieszla ze nie ma Piotrusia Pana.
    Oczywiście mam kolegow Piotrusiow Panow, dwie lewe rece do prac domowych. Niektorzy ograniczaja sie do zrobienia kanapki z miodem.
    Pamietam kiedys sytuacje ze studiow kiedy po jakiejs imprezie u kumpla wstalem rano i zacząłem zmywac naczynia. Kolega pyta „jak mi sie chce to zmywac”, a ja odpowiadam „ze nie zastanawiam sie nad tym – poprostu zmywam, ktos to musi zrobic” . I on sobie moje slowa wziął do serca.

  • Odpowiedz Ola 10 sierpnia 2018 at 23:23

    Wracam domu, na suszarce pranie – mieni się kolorami- biale, czarne, czerwone, zielone, fioletowe, żółte, blękitne…
    -cożeś tu wysortował? pytam rzeczowo
    -kolorowe…
    🙂

  • Odpowiedz kózka 16 sierpnia 2018 at 12:25

    Wpis bardzo potrzebny i bardzo mi bliski, ale teraz mogę pisać trochę z pola wygranej bitwy, ba, wojny i wcale o mężczyznę nie chodzi, ale o mamusię, w dodatku moją. P. mieszkał sam od dawna, sam na siebie zarabiał to i sam musiał ogarniać życie wokół. Ja, trochę dzikuska, wychowana wśród dużo starszych braci którym mama ogarniała życie (i ogarnia do tej pory) trochę z zaciekawieniem patrzyłam jak sam sobie radzi, ze wszystkim. Pomyślałam, że przy wspólnym zamieszkaniu – będzie tak samo cudownie. Narzuciłam trochę zbyt dużo, dyktowałam kiedy co ma być sprzątnięte, aż dotarło mnie, że musztra nie jest OK, bo mężczyznę mam mądrego i palca wskazującego nie potrzebuje. Zaczęłam doceniać jak dużo w domu robi, zawsze kiedyś o coś poproszę – nie odmawia, pieczarki obiera przy biurku przy komputerze, ja tylko częściej gotuję, ale też to lubię i nie jest to dla mnie poświęcenie. Tylko mamie nie w smak, bo powinnam tym się sama zajmować, że mam „za dobrze”, że powinnam mu robić ciasta jakie tylko chce i rosół z tej kury, którą dostaliśmy, a ja to przecież teraz taka pani z miasta co jej chłop musi gary myć, że pantoflarz. Bratowa narzeka, bo mój brat tak nic nie robi, tak nie pomaga, a że mnie teraz to ho ho dobrze, ale jak dzieci będą to dopiero zobaczę i się przekonam… Tutaj jednak tradycyjne schematy miały spore piętno, ba , nawet jestem pewna. Ja od razu wiedziałam, ze ten typ maczo nigdy nie będzie dla mnie, że ja tak nie chcę, że inaczej wszystko sobie woybrażam i jak wyobrażałam tak mam, tylko mówię cicho bo zapeszyć nie chcę, ale wymagać trzeba od naszych kochasiów i mówić, czego się oczekuje, nie zawsze sie domyślają, a może trochę z wygody się nie domyślają. Ja mówiłam dużo, czasem miałam wrażenie, że do samej siebie, ale jednak docierało, nie ma już że sama coś, że się po cichu napracuję, jak potrzebuję to mówię, że potrzebuję. Do braci dotrzeć nie mogę, bardzo żałuję, ale czy to ja powinnam mieć na nich wpływ?

  • Zostaw coś po sobie