8
Desery, Przepisy

pudding z krzyżykiem (na drogę)

Przetrwałam. Tydzień w zamknięciu, z czego cztery dni sama z dziewczynami. Od wczoraj już w wątłym zdrowiu psychicznym, ale obyło się bez ofiar.

Wyprawiam Zośkę na jutro do szkoły z pompą i z fajerwerkami. Krzyżyk na drogę, córcia. Sękacza bym jej upiekła, gdyby tylko sobie zażyczyła. Makaroniki, ptysie z kremem, tort bezowy mogłabym jej zrobić nawet, tak się cieszę, że wraca do budy. To już nie chodzi nawet o te zabawy, których nie lubię. Ja po prostu od takiego siedzenia na chacie, bez kontaktu z dorosłymi, z konieczności totalnie ignorując własne potrzeby, wpadam w czarną dziurę. Nie kiwałam się może zaśliniona w kącie, ale miałam takie zawiechy momentami, chwile otępienia, kiedy nie chciało mi się ruszyć nawet, nie mówiąc już o wymyślaniu kreatywnych zabaw. Momentami chciało mi się ryczeć, wyć i krzyczeć, kiedy u Hanki występowała kumulacja zmęczenia wskutek permanentnego wybudzania przez starszą siostrę. Młoda najpierw stękała więc, by później wejść w wysokie tony, Zośka się nudziła, a ja miałam ochotę wyskoczyć przez balkon. Powstrzymała mnie głównie świadomość tłustych włosów i nieogolonych nóg – jakby mnie potem znaleźli w takim stanie, to chyba bym się spaliła ze wstydu.
Zaczynam rozumieć skąd ta pustka w oczach kobiet, które spotykam na placach zabaw, mijam z wózkami na ulicach. Nie wyglądają jak matki z reklam pieluszek, które z szerokim uśmiechem i rozwianym włosem w slow motion uganiają się za roześmianym bobasem. To siedzenie w dziećmi w domu, gdy jest się zdaną tylko na siebie – bo ojca nie ma, albo jest tylko tatusiem weekendowym, a i to tylko do czystych zabaw – powoduje jakąś taką bezsilność i niemoc. Myślę, że jeszcze trzy dni i zapadłabym w stupor, byłam na najlepszej drodze. Nie wiem skąd to się bierze, ale człowiekowi jakoś tak siada nastrój, że nic się nie chce. Zaczynają Ci wisieć brudne naczynia w zlewie i poplamiona bluzka, w pewnym momencie chcesz mieć już tylko święty spokój, nie musieć nic. Straszne to jest. No i oczywiście mija, gdy zasypiają. Siedzisz potem w tym łóżku jak głupia, gapisz się na jedno i głaszczesz, wąchasz drugie, jakaś taka idiotyczna fala miłości zalewa Ci mózg i jesteś już jednym, wielkim wyrzutem sumienia z tłustymi włosami i w poplamionej bluzce – jak mogłam pomyśleć, że mam dość tych cudnych, pachnących bobasków, no jak?! No i idziesz umyć te naczynia i włosy, podnosisz z podłogi zabawki, robisz sobie herbatę, włączasz cicho radio – odzyskujesz poczucie kontroli, wizja stuporu oddala się. I już znów mnie nosi – pracuję do późna przy komputerze, gotuję zupę na jutro. Albo wypasione drugie śniadanie do szkoły. Bo tak – hurra – jutro Zosia znów pójdzie do szkoły!

Waniliowy pudding z tapioki z musem owocowym
(2-3 porcje)

Składniki:

  • 1/3 szklanki tapioki
  • szklanka mleka (dowolnego, może być roślinne)
  • łyżka miodu lub syropu z agawy
  • laska wanilii (opcjonalnie: łyżeczka ekstraktu)

Przygotowanie:

  • tapiokę zalać wodą nieco ponad jej powierzchnię, odstawić na 15 min do napęcznienia
  • laskę wanilii nakroić wzdłuż ostrym nożem i jego czubkiem wybrać ziarenka
  • do tapioki wlać mleko, dodać wanilię i gotować mieszając do czasu, aż zgęstnieje, a ziarenka wypiją całe mleko i napęcznieją, a całość nabierze lekko kleistej konsystencji
  • przełożyć do kubeczków/miseczek/słoiczków i odstawić do ostygnięcia
  • truskawki rozmrozić, zmiksować blenderem na mus, ewentualnie dosłodzić miodem
  • mus wyłożyć na wierzch puddingu
 …
Drewniane łyżeczki chevron – Love Me Party
Oprócz kinderbalu fajnie nadają się do szkoły, do pracy albo w plener, gdy istnieje ryzyko, że domowe łyżeczki mogą nie wrócić. Jogurt z granolą, owsiankę, pudding można teraz zapakować sobie w gustowny słoik i gustownie skonsumować gustowną łyżeczką. No, chyba, że wolisz chleb z serem, to wtedy zapakuj sobie w torebkę. Gustowną, rzecz jasna.
Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

14 Komentarze

  • Odpowiedz aigreetsucre 15 marca 2015 at 21:10

    Ha! Moi też chorzy. U najmłodszego też kumulacja zmęczenia wskutek permanentnego wybudzania przez starsze rodzeństwo. I najstarszego też jutro wysyłam do przedszkola. Z budyniem z kaszy jaglanej 😉 Dzięki, Polka :)

  • Odpowiedz Agnieszka Zajac 15 marca 2015 at 21:11

    jejku, Aga, mój syn też jutro idzie do zerówki, po 7 tyg!!!! ( pisałam Ci na instagramie :)) Hurrrraaaa!!!!!!!

  • Odpowiedz Lorka 15 marca 2015 at 21:43

    w sumie to cholernie smutne.. że to tak męczące dla mam.. moja córka już 5 miesiąc z gilem, chodzi tydzien do przedszkola potem tydzien lub dwa w domu.. i tak na okrągło..i ani razu w tym czasie nie miałam doła, tlustych wlosów, i niechcieja….. moze to kwestia metraża.. i tego ,że mlodsza moze spokojnie spac w oddzielnym pokoju,ze starsza moze na hulajnodze pojeździc po salonie na dole.. nie wiem… w sumie to teraz przy 3 dziecku odkrywam na maksa jakie fajne jest macierzynstwo i te gile, to w duchu dziekuje,ze to tylko gile i ciesze sie z kazdej godziny wspolnej.. a jak niemąż wraca o 18 to poprostu ide na zewnatrz przewietzryc mozg, albo wlaze na 30 min do wanny aby pobyc sama z sobą..

    • Odpowiedz Polka Dot 15 marca 2015 at 21:51

      No jasne, że smutne, nie inaczej. A ja właśnie piszę o tym,jak to jest gdy mąż nie wraca, bo go nie ma, wyjechał i nie można wyjść na zewnątrz. Dla mnie siedzenie w domu bez przerw i bez zmiennika jest męczarnią, potrzebuję oddechu, żeby cieszyć się dziećmi.

    • Odpowiedz Lorka 17 marca 2015 at 15:47

      rozumiem, ale wiesz co.. od zeszlego roku cholernie boję sie wojny.. wrecz fizycznie, ludzie sobie robią glupie wpisy co by bylo i takie tam.. a ja dostaje scisku… jest to namacalnie fizyczny lęk, odruchowo chowam po domu kostki mydła na wypadek gdyby..( nie smiej sie, juz przewertowalam strony jak sie zabezpieczyc na wypadek ..) i po prostu kazda sekunda nawet ta męcząca nabiera zupelnie innego wymiaru… wlasnie siedze drugi dzien z gilem wlasnym, ledwo na oczy widze, mam dwie w domu ( tak jak ty 5 lat i 3 miesiece) i wlasnie wizja ,ze moglabym starcic to wszystko daje mi takiego pozytywnego kopa. i chce te gile, i to miałczenie mamo to mamo siamto… bo co by bylo gdybym tego nie miałą?

  • Odpowiedz Mama Sokole Oko 15 marca 2015 at 21:44

    Ach! No to jutro nowa energia w Ciebie wstąpi :)
    Rozumiem doskonale wszystkie bole z uwiezienia w domu. Ja ‚siedze’ w domu juz prawie 6 lat. Jak chlopaki choruja to po 3 tygodnie siedzimy i dudnimy w domu 😉

  • Odpowiedz Katjuszka 15 marca 2015 at 22:14

    Nie lubię chorowania! Wpadam w identyczny nastrój! :)

  • Odpowiedz KSIĘŻYCOWA SZUFLADA 15 marca 2015 at 22:19

    uwielbiam sposób w jakim piszesz !!!

    od jutra chyba stwierdzenie „nie lubię poniedziałków” nie będzie Ciebie dotyczyło !!

    <3 Ola

  • Odpowiedz Elżbieta 15 marca 2015 at 22:58

    Czytam i czytam i mam wrażenie ze czytam o sobie :-) ale mnie też dziś przed skokiem z balkonu powstrzymały nie ogolone nogi 😉 twój styl pisania boski jest.

  • Odpowiedz Gosia Skrajna 16 marca 2015 at 13:46

    te wieczorne wyrzuty sumienia gdy głaszcze ich główki jak śpią…
    ja tak mam po wyczerpującym weekendzie..a co dopiero po chorobie…

  • Odpowiedz Anna S. 16 marca 2015 at 17:11

    Sorry ale ja o tapicerka kulki maka ?? Bo juz durna jestem dziś. .

  • Odpowiedz Zuzia Kopytkowa 16 marca 2015 at 18:26

    Bardzo ciekawy pomysł:)

  • Odpowiedz Ma Ła 16 marca 2015 at 23:18

    Pomyśl , że inni mają gorzej 😉 . Bo albo marzą o dzieciach , albo mają je tak chore , że spędzają mnóstwo czasu w szpitalnych czterech ścianach . Zdrowia życzę i pozytywnego myślenia nawet w takich chwilach jak przejściowa choroba dzieci . Dziękować , że są tylko przejściowe 😉

  • Zostaw coś po sobie