14
Jak żyć, Przepisy, Śniadania

przygotowania do Świąt z dziećmi – oczekiwania vs rzeczywistość

Myślałam – to będzie piękny grudzień. Między kolorowe ołówki i spinki do włosów nawpychałam do kalendarza adwentowego zadań. Aktywności były to przedświąteczne i bardzo rodzinne. Wyjście na łyżwy, wspólne wytwarzanie ozdób choinkowych, produkcja domowych pianek do kakao, wieczór filmów świątecznych, wreszcie – wyjazd po choinkę do lasu. Myślałam – będziemy pławić się w tym naszym domowym ciepełku. Będziemy wycinać, wyklejać, szukać najpiękniejszego drzewka w wirującym śniegu. Będziemy tacy szczęśliwi, że chyba się zesram. A, zesrajmy się wszyscy nawet, byle z uśmiechem na ustach. To będzie piękny grudzień!

Nadszedł dzień pierwszej karteczki w kalendarzu. Po kilku paczuszkach z marcepanami, nugatem i papierniczymi drobiazgami, to niepozorne zawiniątko było zawodem. Sobota rano, pognały w stronę kalendarza, Zośka rozwija papierek i czyta „robimy ozdoby choinkowe”. „Aaa – mówi – super”, ale jej mimika nie zdradza entuzjazmu. „Nie cieszysz się?” – pytam. „No cieszę przecież” słyszę i widzę twarz beznamiętną. A mówili, że najlepsze, co można dać dziecku, to czas. Się mylili chyba. Jeszcze będzie przepięknie, pamiętam przecież te cudowne grudniowe popołudnia, kiedy lepiłam z mamą pawie oczka, też będę taką mamą, a co.

Poprzedniej nocy spadł śnieg. A że zjawisko to w naszej szerokości geograficznej coraz rzadsze, postanowiliśmy pojechać na sanki, na wieś. Taki bonus spontaniczny, jak pięknie wpisał się w moją wizję grudniowych weekendów. Sanki skubane nic a nic nie chciały się ślizgać po zmrożonej powłoce, ojciec przeciągnął je więc tylko drogą przez pół wsi, o mało przy tym ducha nie wyzionąwszy, ale słyszymy: „słabo”. Że do dupy z takim śniegiem i w ogóle to jedźmy już do domu. A że Hanka trzęsła się już, jakby ją kto zatrzasnął w kriokomorze, a odcień jej skóry zaczynał się robić niepokojący, to wróciliśmy. No i ekstra, bo przecież dziś robimy ozdoby choinkowe, jupikajajej. Wracamy, ciemno już, zapalamy lampki i świece, robimy herbatę, wyciągam wszystkie moje zapasy najpiękniejszych papierów, łącznie z tymi nietykalnymi. Daję im grzebać w sznureczkach i tasiemkach, nawet tych zabronionych na co dzień. Klimat jak nic do zesrania. Wycinam gwiazdki, doczepiam koraliki, ubabrana jestem brokatem po łokcie. Hanka ryje w tych moich zapasach z delikatnością tarana, drze, ciapie klejem, nacina, rozwleka po chałupie. Zośka znalazła baloniki i postanowiła zamiast ozdób naszykować instalację powitalno – dziękczynną dla Mikołaja, nadmuchała ich więc z dziesięć, powiązała sznurkami, dodała kartkę okolicznościową i poszła, a ja zostałam jak ten debil przy stole pełnym papierów, ścinków, sznurków i brokatu. Wyprodukowałam pięć gwiazdek z koralikami, pięknych jak cholera, ale nikt ich nawet nie dostrzegł, bo już cała banda poleciała do łazienki, szykować kąpiel z pianą. Pierwsze koty za płoty – pomyślałam i zaczęłam odliczać dni do kolejnego weekendu. Tym razem dam czadu.

Drugi weekend grudnia już powoli zasiał w moim sercu niepokój. Że może lekka przeginka z tymi atrakcjami, przecież Święta się same nie zrobią. W prezentach bryndza, jakieś smutne niedobitki tylko na dnie szafy, koncepcji na resztę – brak. Podobnie jak czasu, żeby ich wreszcie poszukać, wirtualnie czy w realu – nieważne. Nic to, jak nie dam rady, jak przecież dam radę. Jedziemy z tym koksem, na kalendarzu – świąteczne filmy i jarmark świąteczny. Wtedy przypomniałam sobie, że przecież umówiłam się z koleżankami na drinka, dużo wcześniej już, po tygodniach ustalania terminu i miesiącach nie widzenia się. Trochę bolało – bo nikt przy zdrowych zmysłach nie wybrałby chyba picia alkoholu z kumpelami zamiast Kevina z siedmiolatką, ale poszłam. Dziecko przeprosiłam, porzuciłam rozczarowane w połowie tej klasyki świątecznej kinematografii i poszłam, w niwecz obracając swój własny plan. Na nowy rok lepszy terminarz trza będzie ogarnąć, albo nową głowę, bardziej niezawodną. Za to niedzielny wypad na jarmark już za to był istotnie rodzinny. Nie tylko w komplecie domowników bowiem wybraliśmy się, ale nawet z przydatkami w postaci znajomych oraz połowy Gdańska. Było pięknie, nie licząc tego, że Hanka połowę przespała, a Zośka zaliczyła fakap ze sztucznym lodem. Drobiło po dudniącym, białym plastiku jeszcze kilkoro rozczarowanych kilkulatków, ale z nich to moja córka jako pierwsza okrzyknęła ten przybytek chałą i czmychnęła czym prędzej, marnując tym samym moją ciężko zarobioną dychę. Na karuzeli kręciło jej się w głowie, Hańcia była ciężko przerażona. Nie wiem czym bardziej – złowrogo łypiącymi końmi czy tym, że zawirował świat. Jeszcze tylko koło widokowe, w którym było wysoko i duszno, potem szybka runda po budach – tam tylko rzut oka na ręcznie malowane bombki i wełniane czapki, jeszcze tylko pieczony ziemniak – kręciołek, z tłuszczem kapiącym na buty i już można iść do domu, urwać się z tego świątecznego horroru. Ach, te przedświąteczne, rodzinne atrakcje, jestem szalona, mówię Ci. Już widzę ten medal dla najlepszej mamy, który wieszam sobie na ścianie.

W kolejny weekend byłam już ciutkę zmęczona całym tym przeświątecznym szaleństwem, ale dotrzymałam słowa i stałam dzielnie, szczękając zębami, machając moim dzieciom, śmigającym po tafli lodowiska. Białe szaleństwo, psiamać. Duch Bożego Narodzenia unosił się w powietrzu normalnie, zwłaszcza jak biegliśmy w strugach deszczu do samochodu. Robienie pianek jakoś nam umknęło. Pianki moje dziecko zasadniczo woli zjadać niźli wytwarzać. Pierwszego wieczora była zmęczona, więc przełożyłyśmy zabawę na kolejny – za dużo zadali. Dwa dni później leciał fajny film, a potem to już odeszła w niebyt. Ta atrakcja szałowa. Na koniec najlepsze – wyjazd do lasu po choinkę. Już widziałam te zdjęcia, które tam zrobię, jak do amerykańskiej rodzinnej kartki świątecznej. Śnieg będzie chrupał pod nogami, wirował w rześkim powietrzu, będziemy ganiać się między drzewkami i rzucać śnieżkami. Oczywiście na slow motion. Wybierzemy najpiękniejsze, a potem silny mąż i ojciec zetnie je jednym ruchem, ku zachwytowi swoich kobiet i na plecach zaniesie je do auta, oczywiście na slow motion, wśród wirujących płatków śniegu. Niestety, dzieci nie podzielały mojego entuzjazmu. Były kotkami w bazie i nie zamierzały się stamtąd ruszać, więc batalia, groźby i szantaże. Kiedy wreszcie wyszliśmy, miałam łzy w oczach. Po drodze chciałam zaintonować rodzinne śpiewanie, zabawne dialogi, w końcu – jakiekolwiek dialogi. Jedna śpi, drugiej niedobrze, stary zamyślony. Za oknem szaro, ciemnica, ani grama śniegu, po godzinie dojechaliśmy do miejsca, które okazało się być nie lasem, a kawałkiem pola przy szosie. Zamiast radosnych gonitw wśród drzewek miałam dzieci w kolejności wieku odpowiednio: zaspane i obrażone, oba odmrożone, kulące się z zimna. Właściciel plantacji ma z nas bekę, mówi, że ma pięć stoisk w Gdańsku. Na to ja, że my sami wybierzemy i zetniemy, że to taka rodzinna atrakcja ma być. Rzucił tylko okiem na mojego męża i ryknął „Marian, chodź, zetniesz panu!”.

Potem już tylko powrót do domu w milczeniu i wieczorne odkrycie, że w zasadzie to nie mamy co z tą choinką zrobić, że ani stojaka, ani ziemi do donicy. Oraz drugie, jeszcze smutniejsze – że drzewko nie pachnie. No dobra, wtopiłam, przekombinowałam, przyznaję. Wystarczyło pójść na placyk pod Lidlem, nie zmarnowalibyśmy całego popołudnia. Bo czasu to już teraz serio niewiele, prezentów nadal może maksymalnie połowa, dwie puszki ciastek, żadnych zapasów, porządków, nic. Tylko walka z czasem. Bo taki weekend z atrakcjami to przecież nie zwalnia ze śniadania, obiadu, sprzątania łazienki. Nakarmić i wyprać trzeba. We wszystkie grudniowe niedziele siadaliśmy bardzo późnym wieczorem na kanapie, bardzo zmęczeni, z tygodnia na tydzień coraz bardziej sfrustrowani. Sielskie wizje pękały w zderzeniu z rzeczywistością niczym te bombki, co to je wczoraj Hańcia zderzała z podłogą.

Tak, to wina wyobraźni. Snucia wizji, układania scenariuszy. Zakładania, że wszyscy zachowają się tak, jak zaplanowałam. Że każdy będzie miał radochę z tego, co ja. To także chęć dawania jak najwięcej. Przestrzegam więc z tego miejsca wszystkie świąteczne elfy i narwanych domowych kaowców przed rozczarowaniami. To nic, że dzieciaki nie chcą piec z Tobą ciastek, nawet jeśli zaplanowałaś Wam wspólne wykrawanie. Nie martw się, że nie ubierają z Tobą choinki, mimo że ty z dzieciństwa zapamiętałaś tę chwilę jako najszczęśliwszą. W tym momencie dla nich fajniejsza niż wieszanie bombek będzie zabawa pustym pudełkiem albo gonitwa z łańcuchami. Deal with it. Shit happens. Keep calm & carry on.

Przygotowania do Świąt z dziećmi to sztuka odpuszczania. Należy pogodzić się z minimalizmem w temacie porządków i potraw, nie ma opcji, żeby przy tej szarańczy błyszczała chałupa, a stół uginał się od fikuśnych dań. Gotuj i piecz, człowieku, jak tu co chwilę coś. Jak nie kupa, to afera, jak nie afera, to jeść. Albo powyjmują Ci wszystkie ciuchy z szafy w trakcie jak ty robisz ciasto. Przygotowania do  Świąt z dziećmi to także sztuka odpuszczania własnych marzeń, gotowych scenariuszy, swoich oczekiwań. To silna wiara w to, że nie ma idealnych rodzin, są tylko dobre filtry na Insta. Bo prawie każde rodzinne, świąteczne selfie maskuje jakieś braki, niedobory, przykrywa jakąś pustkę czy rozczarowanie. Szczęśliwe Święta z dziećmi zapewni tylko otwarty umysł i luźna gumka w gaciach. Bo Święta z dziećmi to pstrokate choinki i koślawe pierniki, niedomyte podłogi i najlepsza zabawa właśnie wtedy, kiedy ty stawiasz obiad na stole. Bo czasem magia leży zupełnie gdzie indziej niż ty ją zaplanowałaś.

Z życzeniami otwartych umysłów, luźnych gumek, odpuszczania i fantastycznych przygotowań do Świąt,

Wasza A.

10

16

15

14

19

11

17

20

21

18

Podobno jestem z tym już troszku nudna. Z tymi pankejkami. Wzięłam sobie do serca te słowa i od wakacji nie nudziłam kolejnymi przepisami. A trzeba Wam wiedzieć, że ja wciąż coś innego do nich dodaję, w zależności od okazji i pory roku. Dodatkowo mam tę słabość, by wokół Świąt wszystko świątecznym czynić, więc uczyniłam. I powiem Wam, że strzał w dziesiątkę. Hit normalnie. Tak jedli, że chciało mi się płakać. A już Zosia to najpiękniej, jej entuzjazm troszkę podbudował moje nadwątlone ego niespełnionego elfa. Jeśliś więc podobny świr, a nawet jeśli nie, tylko lubisz orzechy, pierniki albo marcepan, nasmaż rodzinie. Może okazać się, że ucieszą się bardziej niż z wycieczki po choinkę.

1

 

3

2

5

6

7

9

8

ŚWIĄTECZNE PANCAKES

bakaliowo – korzenne z marcepanowo-makowym jogurtem

Idealne na przed- i poświąteczne śniadania. Smakują trochę jak dobry keks, a trochę jak piernik. Też dobry zresztą. Bardzo puszyste i aromatyczne. Najlepsze słodkie smaki Świąt w jednym daniu i wcale – o dziwo – nie za dużo dobra na raz, smak jest zbalansowany. Omaściłam je odkryciem ostatnich tygodni, w wykonaniu własnym. Zakochałyśmy się z dziewczynami w niemieckim jogurcie w słoiku – marcepanowym z makiem, obłędny jest. Przygotowałam podobny sama, z braku maku (sic!), dosypałam doń nasion chia. Wyszło zdrowiej, choć kto ma mak, niech sypnie, będzie bardziej świątecznie.

Składniki:

  • 350 g jogurtu naturalnego
  • 2 jajka
  • cukier waniliowy
  • czubata łyżka miodu
  • łyżka oleju lub rozpuszczonego masła (użyłam oleju kokosowego)
  • sześć czubatych łyżek mąki (użyłam pszennej, większość mąk się nada)
  • pół łyżeczki cynamonu
  • pół łyżeczki przyprawy do piernika
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/3 łyżeczki sody oczyszczonej
  • szczypta soli
  • bakalie (u mnie: dwie garście rodzynek, dwie garście pokruszonych pekanów, dwie garście posiekanych orzechów laskowych, generalnie ilość i skład wg uznania)

Przygotowanie:

  • jogurt wymieszać z żółtkami (białka wbić do osobnej miseczki), cukrem i miodem
  • w osobnej misce połączyć suche składniki: mąkę przesiać i wymieszać z sodą, proszkiem i przyprawami
  • mieszając lub miksując, dodawać stopniowo mąkę z dodatkami aż do powstania dość gęstej masy
  • ubić białka na sztywną pianę, wmieszać ją delikatnie w ciasto naleśnikowe wraz z bakaliami
  • rozgrzać patelnię, posmarować ją odrobiną oleju (używam do tego ręcznika papierowego) i kłaść po dużej łyżce ciasta, formując zgrabne, okrągłe placuszki
  • smażyć po ok. 2-3 minuty z każdej strony na złoty kolor

Jogurt marcepanowo – makowy

Składniki:

  • 300 g jogurtu naturalnego (grecki będzie super)
  • 200 g masy marcepanowej (bez czekolady, sam marcepan, kupicie ją w Lidlu i innych marketach, w Ikei nawet)
  • 3-4 łyżki mleka
  • 1-2 łyżki maku

Przygotowanie:

  • masę marcepanową porwać na nieduże kawałki
  • mleko wlać do rondelka, postawić na gazie, dodać marcepan i podgrzewać, mieszając aż do rozpuszczenia marcepanu, powstanie z tego gęsty krem
  • lekko go przestudzić, wymieszać dokładnie z jogurtem, wsypać mak, odstawić do lodówki, by nieco zmiękł
  • polewać nim placuszki niczym sosem jakim
Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

63 Komentarze

  • Odpowiedz Ola 19 grudnia 2016 at 11:21

    Mam ochotę powiedzieć tylko Amen !!! u nas to samo, po pół godzinie robienia ciastek zostałam sama wraz z całą kuchnią w mące. Świąteczne zakupy w galerii zamiast wprawić w nastrój tylko mnie wk… ( dzięki Bogu za sklepy online). jedynie z choinką nam się udało ( wybraliśmy opcję placyk pod Auchan),ale i tak jakoś po czasie będę pewnie miło wspominać te przygotowania. na szczęście wcześniej sobie odpuściłam i na święta sprzątam tylko to co w zasięgu wzroku gości.

  • Odpowiedz Ludmiła 19 grudnia 2016 at 11:22

    Znam to z autopsji ( pałac w Wilanowie w świątecznej odsłonie, zimowy narodowy, muzeum ewolucji w PKiN itp.tez nie robią na moich dzieciach wrażenia. Natomiast wchodzenie do pudełka po sztucznej choince i udawanie pudełkowego potwóora, zjazd na sankach po podjeździe prosto do garażu to jest coś ;))
    Nie uszczęśliwi sie nikogo na siłę.
    Sztuka odpuszczania to coś nad czym nieustannie pracuje.

  • Odpowiedz mua 19 grudnia 2016 at 11:27

    W punkt! Poprawiłaś mi tym wpisem humor jak nic :)

  • Odpowiedz MM 19 grudnia 2016 at 11:34

    Padłam!!!A teraz wstać nie mogę bo ślizgam na tych łzach co je ze śmiechu przed chwilą naprodukowałam😂😂😂
    No ciudny ten wpis zwłaszcza,że w mojej rodzinie ja jestem kaowcem i takich porażek mam też sporo na koncie.Że ma być tak cacy,wspaniale żeby się wryło w pamięć na twardzielach na dobre a potem w łeb wszystko bierze.
    No taki ten wpis,że jak to Ty potrafisz-nic dodać nic ująć👌👏💪
    P.s.Ale na zdjęciach Ci wyszło cycuś malina i tego się trzymajmy😉

  • Odpowiedz Szulejewska 19 grudnia 2016 at 11:37

    Chce takie jelonki!!!gdzie można takie nabyć :)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 19 grudnia 2016 at 11:46

      Szarego kupiłam parę dni temu w Netto, brązowe upolowałam w ubiegłym roku w Tigerze chyba.

    • Odpowiedz Ines 19 grudnia 2016 at 21:24

      Ja kupiłam takie w kik-u 😀

  • Odpowiedz Dorota 19 grudnia 2016 at 11:47

    święte słowa. świąteczne pozdro!

  • Odpowiedz Asia 19 grudnia 2016 at 11:54

    Jakbym czytała o mojej rodzinie…. 😉 ja zaszalałam jeszcze bardziej i każdego dnia w kalendarzu jakieś super rodzinne zadanie, atrakcje, wyprawy po choinkę. Planowałam chyba z miesiąc co na jaki dzień, żeby się wszystko zgadzało 😉 zrobiłam sama choinkę, ze starej skrzynki na jabłka… na niej 24 mimikoperty z wierszykami-zadaniami-zagadkami… Wizja radości i rodzinnej zabawy….. a skończyło się jak u Ciebie… ;D kiedy otwieramy kolejną kopertę słyszę tylko pytanie: „znowu nie ma nic słodkiego? :( ” W przyszłym roku kupie chyba kalendarz milki dla moich chłopaków, bo choinkę wybrałam i ubrałam sama… pierniczki upiekłam sama… chłopaki podczas lukrowania rozlali lukier po stole, zjedli co się dało palcami lub maczali w nim pierniczki i poszli oglądać bajkę… A miało być tak słodko, pięknie…. 😉

    Pozdrawiam 😉

    • Odpowiedz Kinga 19 grudnia 2016 at 12:33

      Moi mieli w tym roku kalendarze milki. 18 nie przyuwazylam i zezarli wszystkie pozostale czekoladki. Tyle bylo z kalendarzy j adwentu.

      • Odpowiedz Ola 19 grudnia 2016 at 12:56

        moja córka też jest prawie przy 24, jeszcze wybiera te z nadzieniem mlecznym, czystej czekolady nie chce, także tyle ze spokojnego wyczekiwania przy kalendarzu

  • Odpowiedz Renataz 19 grudnia 2016 at 11:56

    Witaj Droga A.
    Zupełnie z innej beczki, ale walę śmiało…
    Podobają mi się twoje krzesła w jadalni, jak możesz się podzielić to szepnij co, gdzie, za ile😉
    Renataz

  • Odpowiedz gracuuja 19 grudnia 2016 at 12:06

    no to się „zesrałam” ;)))
    trafione w punkt, idealnie ujęte i takie… prawdziwe!!!
    dzięki za ten tekst!!!! jak my wszyscy powinniśmy go przeczytać i wziąć sobie do serca! :)

    brawo za chęci!! 😉 i planowanie!

    ja w weekend podczas wspólnego ubierania choinki –
    ahhh i zaproszeni goście do towarzystwa, żeby było weselej, bo oni u siebie nie ubierają bo wyjeżdżają, to a co…
    i spacer miał być przed – po Krakowskim Przedmieściu, światełka w Warszawie zobaczyć (w ostatniej chwili się zorientowaliśmy, że tam chyba w tej chwili to nie na oglądanie światełek się idzie… i zrezygnowaliśmy… )
    i cooo? i ubierałam ją sobie sama 😉 bo dzieci się ganiały, bo najmłodsze (to zaproszone) po zawieszeniu jednej bombki już więcej zainteresowania nie wykazywało, bo moje wolało opiekować się tym zaproszonym…
    ale – za to mam choinkę ubraną tak jak chciałam 😛 i bardzo miły „wykradziony” wieczór z przyjaciółmi w okresie świątecznym !

    Twoje zdjęcia za to wcale nie oddają tego co w tekście 😉 więc… magio trwaj!!!!! 😉 :) :)

    WESOŁYCH ŚWIĄT!!!!

  • Odpowiedz Ewa 19 grudnia 2016 at 12:15

    Jesteś Boska, zrobiłaś mój dzień :)
    Ja myślałam że tylko u mnie to tak wygląda.
    Wszystkiego dobrego na Święta dla Ciebie i Twojej rodziny

  • Odpowiedz Katarzyna 19 grudnia 2016 at 12:23

    Czytam Cię od dłuższego czasu, bo fajni jesteście bardzo, ale pierwszy raz skomentuję, bo tekst który popełniłaś jest genialny! Jako mama trójki dzieci podpisuję się obiema rękami, nogą i czym się jeszcze da. Ja też staram się „mistrzowsko” organizować moim domownikom czas w weekendy, dbać o domowe ognisko, produkować tony wspomnień z rodzinnie, twórczo i kreatywnie spędzonego czasu. Efekty są często podobne jak u Was- ja padam na ryj, mąż milcząco zadumany nad swoim losem męża nawiedzonej matki- Polki a dzieci w zależności od wieku wkurzone, zmęczone lub ryczące:-) A czasem można by po prostu poleżeć całą niedzielę w niepościelonym łóżku , zjeść zamówiony obiad i pooglądać telewizor. Dobra uciekam, muszę ogarnąć jeszcze kilka prezentów, a później zagnieść ciasto na trzeci i czwarty rodzaj ciasteczek, które będziemy z Młodą lepić wieczorem jak wróci ze szkoły. Ech, Polak i przed szkodą i po szkodzie głupi:-) Wesołych Świąt dla Ciebie i wszystkich czytelniczek!
    Kasia Z Krakowa

  • Odpowiedz Ewelina 19 grudnia 2016 at 12:28

    Kocham cie za ten wpis!

  • Odpowiedz Anna 19 grudnia 2016 at 12:32

    Cudowny wpis, u made my day! I dziękuję że to fajny, spontaniczny tekst jak za starych dobrych czasów. Czytając w głębi duszy się bałam że zaraz natknę się na reklamę ozdób choinkowych albo detergentów do sprzątania na święta a tu miła niespodzianka 😀 Oby takich więcej :*

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 19 grudnia 2016 at 12:45

      Aniu, mogłam sobie na taki pozwolić dzięki temu, że producenci detergentów mi wcześniej zapłacili :) Cieszę się, że Ci się podoba!

  • Odpowiedz Dorota 19 grudnia 2016 at 13:09

    Cudowna jesteś Polko ! Przeczytałam cały post rechocząc do monitora. Zesrajmy się wszyscy 😉
    Ale pomijając kwestie humorystyczne to post całkiem na poważnie do mnie trafia. Sama nie mam jeszcze dzieci, ale jako wrodzona perfekcjonistka myślę, że przy wychowaniu przyszłych pociech czeka mnie sporo rozczarowań. Dobrze już teraz uświadomić sobie, że z dziećmi będzie szczęśliwie, ale na pewno nie perfekcyjnie. Dzięki !

  • Odpowiedz Marysia 19 grudnia 2016 at 13:12

    Wspaniały, prawdziwy tekst! Śmiałam się i wzruszalam jednocześnie. Mam dwuletnie bliźniaki, urodzone w grudniu, więc dodatkowa okazja do megaspiny. Tak było w zeszłym roku. Chciałam, żeby roczek był idealny, a święta bajkowe. Skończyło się ogromnymi nerwami i kłótnia z mezem. W tym roku wrzuciłam na luz i, o dziwo, prezenty już dawno mam, pierniki się zrobi,jak dzieci zasną, choinka z Biedry za 45 zł i jakoś leci. Najważniejsze że jestem spokojna i w miarę miła dla otoczenia. Na czym korzystają zapewne i dzieci 😉
    Jeszcze raz duże brawa za tekst i wesołych świąt! 😀

  • Odpowiedz Iwona 19 grudnia 2016 at 13:35

    Dosłownie jakbyś wyjęła to z mojego życia również. Mialo byc tak cudownie: pierwsze święta w nowym domu, cudowne dekoracje, mile chwile, swiateczne zadania w kalendarzu, jarmarki, łyżwy czyli piernikowo-cynamonowy grudzien z gorącą czekoladą… tak – w moich planach i marzeniach. Tymczasem dekoracje są nawet z kawałków styropianu i futerek (zupelnie nie wiem skąd), balagan jest caly czas – niezaleznie od tego ile sprzątam, na jarmarku tyle ludzi , ze nic nie widac i dopchać się nie można, a zamiast filmu świątecznego moje dziewczyny wolały „Meridę waleczną”-bo akurat była w TV. Czyli…wszystkim życzę wiecej luzu na ten ostatni tydzień. Dzięki za ten wpis, poprawilaś mi humor. Pozdrawiam

  • Odpowiedz Granda 19 grudnia 2016 at 13:57

    Ja sobie z całego serca winszuję, że nie wzięłam dziecięcia na zakup choinki. W końcu i tak nam ją przywieźli (ekstra płatne) dnia następnego, w pękniętej donicy (ekstra płatne) i połamali połowę gałązek przy wnoszeniu (ekstra płatne). Ubrałam se sama, podczas gdy mąż rozpaczał, że choinka nam zrujnuje podłogę i nigdy jej nie wyniesiemy, bo jest za ciężka, a tymczasem się dziecię darło, że nie chce słuchać świątecznych piosenek i czy możemy się pogonić. O pieczeniu pierników mogłabym napisać conajmniej nowelę:D

  • Odpowiedz Natalia 19 grudnia 2016 at 14:30

    Chyba większość rodziców przerabiała taki scenariusz: planowana atrakcja, a w jej trakcie głownie niezadowolona buzia dziecka. Mysle, ze w dużej mierze to jest efekt tego, ze nasze dzieci maja teraz naprawdę atrakcji sporo, jest tego przesyt. I cieżko oczekiwać, ze zachwyci je wyprawa do lasu po choinke. Ja tez należę do tych ambitniejszych rodziców, nie zabieram mojego dziecka na spacerki po centrach handlowych w ramach rozrywki, ale jak wzięłam kiedyś do lasu, to juz po paru minutach było „nudno”.

  • Odpowiedz mała Mi 19 grudnia 2016 at 15:01

    Wpis absolutnie świetny! ilośc przedświątecznych „must” z byciem tu i teraz i czerpaniem z tegoż dzikiej satysfakcji bywa zajęciem przewrotnie wręcz okrutnym. Najważniejsze okazuje się, by ponad wszystko odpuścić :). Czego sobie, Tobie i Wszystkim na te Święta życzę :)!

  • Odpowiedz Izabela Perez 19 grudnia 2016 at 15:22

    Uśmiałam się. takie prawdziwe i w punkt. Co roku luzje gumę w majtach 😉 i nie dlatego zeby zrobic miejsce na kolejne śledziki i pierożki 😉

  • Odpowiedz Dagmara 19 grudnia 2016 at 15:25

    Odarłaś mnie ze złudzeń… albo uratowałaś każdy następny grudzień 😉 Ponieważ mój Młody ma dopiero 13 m-cy, więc w tym roku nie miałam jeszcze ambitnych planów, ale już po głowie chodziły mi wizje przygotowań przyszłych. To chyba zawczasu odpuszczę :)
    Zaglądam tu od maja i chyba się rozstać nie mogę. Pozdrawiam i wyluzowanego świętowania życzę!

  • Odpowiedz Monika z DE 19 grudnia 2016 at 15:29

    To niesamowite- wczoraj przeplakalam pół wieczora, ponieważ rzeczywistość przedświąteczna stała się dalece odległa od wyobrażeń matki wariatki…
    W sumie do minionego piątku było całkiem spoko. Był film-niespodzianka od Mikolaja, było podwójne pieczenie piernikow – dla mikolaja i dla babć i dziadków z Polski, było wspólne zdobienie kartek świątecznych i pisanie listu do Mikołaja. Nasz 4-latek wytrzymał z cierpliwością do dnia 17 kalendarza adwentowego, po czym w sobotę cwaniaczek postanowił wstać wcześniej od starych i „poczestowac się”pozostałymi numerami… Echh… przez to też atmosfera się popsuła, kalendarz opustoszal, wyprawa do kina na bajkę średnio udana, starym się podobało, dziecko nieco znudzone, pokoju swojego nie zamierzalo sprzątać przez kilka kolejnych dni, także cześć została wyniesiona… Świąteczna atmosferę szlag trafił, matka wariatka wrzeszczala, dziecko mimo wszystko nie wykonywalo poleceń… Dziecko po kąpieli i kolacji poszło spać, matka zaś zamknęła się w sypialni i szlachta… I miała podobne przemyślenia do Twoich Agnieszko… Dziękuję za ten tekst.. Idę polezec z moimi chłopakami na kanapie… 😉

  • Odpowiedz Monika z DE 19 grudnia 2016 at 15:31

    Szlochala * (nie szlachta ;))

  • Odpowiedz Alicja - o chłopcu i 19 grudnia 2016 at 17:58

    No coś Ty … na pewno nie było tak zle 😉 a na serio my, Mamy, mamy skłonność do przeginania. planujemy, wymagamy , potem strzelamy fochem …;) znam to :) i uczę się, ze spontan lepszy … a kalendarz uzupełniam co wieczór , łatwiej dopasować zadanie

  • Odpowiedz MARTA 19 grudnia 2016 at 18:50

    Polko jesteś przecudowna! Kocham Cię czytać i każdy wpis łapczywie pochłaniam, najpierw skrolując i oglądając zdjęcia a później zagłębiając się w tekst :-) To co piszesz jest takie prawdziwe, ja też czasem czuję, że w tych dążeniach do ideału pozostaję sama, taki już chyba los perfekcjonistów i tych, którzy starają się za bardzo, kochają za bardzo i za dużo wymagają od siebie. Mierzymy swoją miarą innych dlatego zderzenie z rzeczywistością bywa bolesne. Czasem jak już nie mam siły i padam z nóg to trochę zazdroszczę tym, którzy potrafią „olać” sprawę i wyluzować i myślę wtedy, że im żyje się lżej. A najbardziej chyba boli bycie niedocenionym za swoje starania i pracę.
    Czuję, że pokrewne z nas dusze estetek i perfekcjonistek :-)
    Pozdrawiam ciepło!

  • Odpowiedz Angelika 19 grudnia 2016 at 19:38

    Amen :) Dzieki za szczerosc, bo chociaz ja dzieci juz mam duze to ostatnio wymyslilam sobie, ze w ramach swiatecznego nastroju powinnismy wszyscy (2 dzieciakow 20 i 15lat +rodzice czyli my) na lodowisko pojechac, koniecznie odwiedzic stragany swiateczne i poogladac swiatelka na choinkach w centrum. Mina mojego meza po obwieszczeniu tego pomyslu-bezcenna :) Dzieki po stokroc, odpuszczam wszystkie pomysly, niech sie zycie samo plecie, swiatecznie tez :) Rozbawilas mnie tym tekstem Polko do lez, ale i madrosc sprytnie upchalas. Radosci i pomyslnosci dla Twojej cudnej Rodzinki. Pozdrawiam z Londynu. A.

  • Odpowiedz Ola 19 grudnia 2016 at 20:53

    Polko ja Ciebie love ju. Czytam i myśle sobie, helołł ta łaska chyba mnie obserwuje i spisuje moje życie?! Jak dobrze wiedzieć, że nie jest sie samym w tym słodkim do zesrania życiu z dziećmi :) super tekst-tak dalej!

  • Odpowiedz Wiola 19 grudnia 2016 at 21:57

    Szybko zmądrzałaś. Ja dopiero teraz po 15 latach małżeństwa i z 3 dzieci staram się nie dac wciągnąć w ten wir przedświąteczny. Zawsze na wszystkich sie darlam ze wszystko na mojej glowie. Zazwyczaj muszę przyjmować chrzestnych dzieci w Świeta w gościnę. Tzn nie umiem odmówić. I nie umiem się tak wprosić jak oni. Organizowałam też urodzinki dzieci z obiadkami rodzinnymi. Tylko czekać na telefon kto pierwszy będzie chciał nas „odwiedzić” tak na chwilę wpaść. Wszystko daloby sie przezyc, gdyby nas czasem zaproszono. Teściowa prosta kobita ale czasami cos mądrego powie. Doradzila żebym kłamała ze wyjeżdżamy na całe Święta łącznie z Sylwestrem:-) zobaczymy czy się odważę. Ps Twoje dziewczynki takie słodkie na zdjęciach. Starsza Twoja kopia, widać że mądra i z charakterkiem.

  • Odpowiedz ILONA 19 grudnia 2016 at 22:12

    Świetny tekst :-) Przypomniała mi się śmieszna historyjka z internetów zatytułowana „Kupiłem dom w Bieszczadach”
    12 sierpnia. Przeprowadziliśmy się do naszego nowego domu, Boże jak tu pięknie. Drzewa wokół wyglądają tak majestatycznie. Wprost nie mogę się doczekać, kiedy pokryją się śniegiem.
    14 października Bieszczady są najpiękniejszym miejscem na ziemi! Wszystkie liście zmieniły kolory – tonacje pomarańczowe i czerwone. Pojechałem na przejażdżkę po okolicy i zobaczyłem kilka jeleni. Jakie wspaniałe! Jestem pewien, że to najpiękniejsze zwierzęta na ziemi. Tutaj jest jak w raju. Boże, jak mi się tu podoba.
    11 listopada Wkrótce zaczyna się sezon polowań. Nie mogę sobie wyobrazić, jak ktoś może chcieć zabić coś tak wspaniałego, jak jeleń . Mam nadzieję, że wreszcie spadnie śnieg.
    2 grudnia Ostatniej nocy wreszcie spadł śnieg. Obudziłem się i wszystko było przykryte białą kołdra. Widok jak pocztówki bożonarodzeniowej. Wyszliśmy na zewnątrz, odgarnęliśmy śnieg ze schodów i odśnieżyliśmy drogę dojazdową. Zrobiliśmy sobie świetną bitwę śnieżną (wygrałem), a potem przyjechał pług śnieżny, zasypał to co odśnieżyliśmy i znowu musieliśmy odśnieżyć drogę dojazdową. Kocham Bieszczady.
    12 grudnia Zeszłej nocy znowu spadł śnieg. Pług śnieżny znowu powtórzył dowcip z drogą dojazdową. Po prostu kocham to miejsce.
    19 grudnia Kolejny śnieg spadł zeszłej nocy. Ze względu na nieprzejezdną drogę dojazdową nie dojechałem do pracy. Jestem kompletnie wykończony odśnieżaniem. Pier….ny pług śnieżny.
    22 grudnia Zeszłej nocy napadało jeszcze więcej tych białych gówien. Całe dłonie mam w pęcherzach od łopaty.Jestem przekonany, że pług śnieżny czeka tuz za rogiem, dopóki nie odśnieżę drogi dojazdowej. Sku….yn!
    25 grudnia Wesołych Pier…..ych Świąt! Jeszcze więcej gównianego śniegu. Jak kiedyś wpadnie mi w ręce ten sku….yn od pługu śnieżnego… przysięgam – zabiję. Nie rozumiem, dlaczego nie posypią drogi solą, żeby rozpuściła to gówno.
    27 grudnia Znowu to białe ku….wo spadło w nocy. Przez trzy dni nie wytknąłem nosa, z wyjątkiem odśnieżania drogi dojazdowej za każdym razem, kiedy przejechał pług. Nigdzie nie mogę dojechać. Samochód jest pogrzebany pod górą białego gówna. Meteorolog znowu zapowiadał dwadzieścia pięć centymetrów tej nocy. Możecie sobie wyobrazić, ile to oznacza łopat pełnych śniegu?
    28 grudnia Meteorolog się mylił! Tym razem napadało osiemdziesiąt pięć centymetrów tego białego ku….wa. Teraz to nie odtaje nawet do lata. Pług śnieżny ugrzązł w zaspie a ten ch.. przyszedł pożyczyć ode mnie łopatę! Powiedziałem mu, że sześć już połamałem kiedy odgarniałem to gówno z mojej drogi dojazdowej, a potem ostatnią rozp…..iłem o jego zakuty łeb.
    4 stycznia Wreszcie wydostałem się z domu. Pojechałem do sklepu kupić coś do jedzenia i kiedy wracałem, pod samochód wpadł mi pier….ny jeleń i całkiem go rozp….olił. Narobił szkód na trzy tysiące. Powinni powystrzelać te sku….łe jelenie. Że też myśliwi nie rozwalili wszystkich w sezonie!
    3 maja Zawiozłem samochód do warsztatu w mieście. Nie uwierzycie, jak zardzewiał od tej je…ej soli, którą posypują drogi.
    18 maja Przeprowadziłem się z powrotem do miasta. Nie mogę sobie wyobrazić, jak ktoś kto ma odrobinę zdrowego rozsądku, może mieszkać na jakimś zadupiu w Bieszczadach.

  • Odpowiedz Monika 19 grudnia 2016 at 22:24

    Uwielbiam Twojego bloga. Cudowne zdjęcia i świetne wpisy. :-)
    Pozdrawiam
    Monika

  • Odpowiedz Irena 19 grudnia 2016 at 23:39

    Polko dalas czadu z tym wpisem jak i z poprzednimi, które czytałam hurtem poprzez nieogar ostatni jaki mnie spotyka. Tzn. Czasu na internety jakos mniej. Oglądajac insta zazdroscilam tych wypadow ale dzisiaj pokazałas jak faktycznie było i trochę się podbudowalam :)

  • Odpowiedz Nefertari 19 grudnia 2016 at 23:47

    Kapitalnie napisane i szczera prawda. A na pankejki się skuszę!

  • Odpowiedz Sabina 20 grudnia 2016 at 05:01

    Jest to chyba moj ulubiony wpis tego roku. Zycie w realu. U mnie to samo, pieknie wszystko zaplanowane w glowce…wolne dni od pracy, pieczenie ciasteczek, sluchanie koled, itd, itd…a tu synek nie zainteresowny pieczeniem, tylko naciskamien kuzikow na radiu…on/off…on/off…on/off….wiec matka napiekla je sama, az trzy rodzaje. Jutro zabieram sie z chaty z tymi zasranymi ciasteczkami do kumpeli i tyle…. Wesolych Swiat.

  • Odpowiedz Kamila 20 grudnia 2016 at 08:47

    Właśnie skonczyłam czytać,teraz jakoś mi głupio,bo wszyscy w pociągu się na mnie patrzą:) pewnie zastanawiają sie,co mnie tak rozbawiło;) Dzięki za miły początek dnia!

  • Odpowiedz Karolina 20 grudnia 2016 at 09:59

    Och Polko! Ale Ci dziekuje za ten wpis!
    Trafiony w punkt!

    Mieszkamy w Irlandii, dwojka dzieci – tak jak u was. Prawie 8latka i 2latka w okresie ciezkiego buntu (Hanka!!), praca na pelen etat plus swieteczne przygotowania. Zwariowac mozna.
    Wyobrazenia byly idealne, ale rzeczywistosc ciezka do przelkniecia.
    Odpuszczam! Nie chce zwariowac bo nie chce zeby dzieci mialy Matke Wariatke 😉 Moze nie bedzie idealnie, ale juz wiem, ze nie musi byc. Bedzie po naszemu, pianki ze sklepu, zamowione pierogi….ale bez spiecia.

    Wesolych Swiat! xxx

  • Odpowiedz Agata 20 grudnia 2016 at 10:31

    „Bo czasem magia leży zupełnie gdzie indziej niż ty ją zaplanowałaś.” Dziękuję, że mi o tym przypomniałaś. To są bardzo ważne słowa <3

    A tak a propos reklam detergentów i innych rzeczy, to weźcie dziewczyny wrzućcie na luz, ja pier…. Czytać Was nie można z tym zrzędzeniem. Nie musicie za każdym razem wyrażać opinii na każdy temat. Sorry.

  • Odpowiedz GosiaSkrajna 20 grudnia 2016 at 12:15

    Aga…you make my day :)
    Myślałam o adwentowym kalendarzu, ale widziałam, ze za chiny nie dam rady znaleźć czasu na zadania.
    Został czekoladkowy, wciągnięty w przeciągu tygodnia przez dwójkę.
    Więcej frajdy przyniosła córce wizyta w piwnicy po choinkę (przy okazji przejechała się hulajnogą, autkiem) niż samo jej ubieranie 😛
    Całą niedzielę leżeliśmy bykiem i oglądaliśmy super bajki na tvn…i było super. zero spiny, zero oczekiwań.
    A prezenty zamówiłam online. W galerii nie było nawet jak zaparkować 😛

  • Odpowiedz Karolina 20 grudnia 2016 at 12:28

    Boski tekst :) Nigdy nie próbowałam wkładania do kalendarza zadań dla dzieci, bo wiedziałam, ze rozczarowanie murowane, ale oczywiście rozumiem założenie i jest to chwalebne 😉

    Pociesze Cię, ze kropla drąży skalę a dzieci kiedyś podrastają i zaczynają cenić te wspólne przygotowania. I pisze to mimo, że przy ubieraniu choinki pomagała tylko jedna córka, bo druga miała bardzo ciekawą książkę i wolała czytać. Ale kartki świąteczne robiłyśmy razem, już 2 razy w tym roku piekłyśmy ciastka i gdybym miała więcej czasu pewnie byśmy razem dekorowały dom. No ale, u mnie będzie w tym roku mało ozdób, bo nie wyrabiam na zakrętach, pracuje do piątku włącznie na pełnych obrotach a święta w gościach, wiec tylko choinka jest mega, a reszta oszczędnościowo.

    „klimat do zestrania” zrobił mi dzień 😀

    • Odpowiedz Maga 20 grudnia 2016 at 13:08

      Moje dzieci bardzo lubią te karteczki z zadaniami. Ale u nas nie same atrakcje są, przedświąteczne porządki czy szykowanie paczki dla biednej rodziny też się pojawiają.

  • Odpowiedz cuisine and art 20 grudnia 2016 at 13:52

    Cudny wpis :-) Wszystkiego najlepszego!!! (A placuszki zrobie jutro na sniadanie 😉

  • Odpowiedz Aneta 20 grudnia 2016 at 16:24

    O matko kochana, zesrałam się też, ale ze smiechu… ja już nic nie planuję, przy moim nadpobudliwym 6 latku i 3 letniej księzniczce ‚se ne da”. Kocham Pani bloga.

  • Odpowiedz Kempina 20 grudnia 2016 at 20:53

    Nie ma to jak zginąć pod falą własnych oczekiwań, skąd ja to znam. Świąteczne przygotowania pamiętam właśnie jako katorżniczą pracę mamy, wrzaski, trzaskania drzwiami, szarpaninę z lampkami choinkowymi itp. Pierwsze naprawdę fajne wspólne przygotowania były, jak mama zwichnęła nogę przy myciu okna i musiała odpuścić 😉 Dlatego też ja w tym roku, kiedy usiadłam na początku grudnia do planowania pierwszej Wigilii u nas i obliczyłam, że na apogeum przygotowań przypada mi pms, to od razu obniżyłam standardy 😉 I muszę przyznać, że jestem z każdym dniem coraz bardziej miło zaskoczona 😀 Mamy chatę odpicowaną (jak na nas), choinka piękna stoi, pierniczki upieczone, ryby zamówione, buraki wstawione, prezenty spakowane, a i kilka atrakcji na spontanie nam wpadło i to wszystko przy tylko jednej okołorozwodowej akcji. Bhawo my! 😁😎😉

  • Odpowiedz Joanna 20 grudnia 2016 at 21:58

    Rewelka jak to mówi moją dziewieciolatka nic dodać nic ująć

  • Odpowiedz kasia. 20 grudnia 2016 at 22:37

    Teraz już wiem dlaczego mam obsesję na punkcie Twojego bloga, jesteś cudowna i tylko Ty potrafisz pisać takie teksty, tak bardzo realne i tak bardzo zyciowe.😚😚

  • Odpowiedz Basia P 21 grudnia 2016 at 05:16

    To bardzo pocieszające. U nas podobnie choć moje oczekiwania mniejsze. Jarmark świąteczny w deszczu i mega tłumie. Ja się uparłam na pieczone kasztany (wydawało mi się, że co roku były, ale szkoda mi było kasy, a w tym roku chciałam rozpocząć nowa tradycje rodzinna – kasztany z jarmarku), jednakże takowych nie znalazłam, wiec skończyło się na gorącej czekoladzie, która dzieci zwymiotowaly w nocy brudząc dywan i cala pościel… Kalendarze wyjadły 6 grudnia do końca… A przy pieczeniu pierników nie wiedziałam dla kogo to większa udręka – dla nich czy dla mnie…

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 21 grudnia 2016 at 09:44

      O, Jezusie, te czekoladowe pawie to jakiś szczyt adwentowej katastrofy! :)

  • Odpowiedz Justyna 21 grudnia 2016 at 14:16

    Polko,
    dziękuję.
    Ja się zachichrywałam (leczniczo i odprężająco, z ulgi) przy tym wpisie raz po raz, a moja pięciolatka patrzyła na mnie podejrzliwie 😉
    Kalendarz też taki sam. Słodkości, drobiazgi i zadania. Kilka z nich wykonałyśmy. Nigdy w terminie. Większość robiłam sama. Młoda tylko patrzyła i poganiała, bo chciała się bawić lalami, w domek, w przedszkole itepe. Jedynie przy piernikach dotrwała do ostatniego. Ale dekorowałyśmy je na raty, bo z przepisu, który mam wychodzi ich, jak dla pułku wojska…
    I gryzłam się wewnętrznie. Frustracja rosła. Moja wizja idealnego adwentu, rodzinnych przygotowań… była tylko moją wizją. Fajnie, że to napisałaś. Jakoś tak poczułam ulgę, że to po prostu tak jest. I że można odpuścić. Nie trzeba się aż tak frustrować. Nie musi przecież być idealnie. Bo tak naprawdę… to co to w ogóle znaczy? 😉
    ściskam, Justyna

  • Odpowiedz Sylwia 21 grudnia 2016 at 21:46

    Dzięki ❤ super tekst, nooo kocham Cię.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 22 grudnia 2016 at 08:15

      ooo ❤ :)

  • Odpowiedz Dzej 21 grudnia 2016 at 22:27

    Jesteś po prostu najlepsza! Półka dot na prezydenta i papieża!
    Pankejkami przynudzaj do końca świata i jeden dzień dłużej bo są rewelacyjne i zawsze się udają!
    Wszystkiego dobrego na Święta i dalej!

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 22 grudnia 2016 at 08:15

      hahaha, chyba podziękuję za te honory, wolę być Queen-of-Fucking-Everything 😉 Najlepszego!

  • Odpowiedz pati 22 grudnia 2016 at 19:29

    znam to doskonale. i też pewnego razu poświęciłam nietykalne papiery haha life is brutal

    Wesołych Świąt

  • Odpowiedz aga i druzyna 25 grudnia 2016 at 23:59

    Dziękuję za ten tekst. Uśmiałam się i jednocześnie mi ułożyło. Zaczynałam się lekko niepokoić widząc te piękne zdjęcia na Insta, wystylizowane lukrowane pierniki, dzieci ubrane pod kolor bombek na choince 😃. Zainspirowana postanowiłam upiec z dziećmi pierniki, ale po wyrobieniu ciasta okazało się, że piekarnik się popsuł. Z pankejkami też jakoś mi nie idzie: pierwsza niedziela nawet, nawet : dzieci pomagały (kuchnia wymagała potem gruntownego sprzatania), zjadły z ochotą, ale już w kolejną niedzielę poprosiły o „normalne śniadanko i ogórka”. W dodatku są te moje dzieci zupełnie nieInstagramowe jeśli chodzi o prezenty: żadne tam myszki w pudełkach, czy drewniane domki i rakiety, tylko najchętniej pstrokate barbie i transformersy 😣. Nie chcą nosić fotogenicznych ubrań, tylko bluzy w roboty lub róże (i to wcale nie pastelowe). Z książkami też jakoś mało wyjściowo – Animalium leży w kącie, Kubuś Puchatek – nuda, za to chętnie słuchają co wieczór bajki, która dla mnie ani dowcipna, ani mądra, ani ciekawa. Dobrze ze w ogóle chcą, żeby im czytać (choć mam niejasne przeczucie graniczace z pewnością, że to dlatego, żeby odsunąć moment pójścia spac). Więcej takich tekstów Polko. A o detergentach też może być, bo zawsze piszesz tak, że chce się czytać.

  • Odpowiedz Kaja 29 grudnia 2016 at 14:38

    Petarda! Dopiero przeczytałam. Myślałam, że tylko u mnie tak jest. Dzięki za ten tekst:-)

  • Odpowiedz Lorka 29 grudnia 2016 at 20:15

    hahah przeooczylam ten wpis:) powiem Ci ,ze ja juz odpuscilam w tym roku nie bylo kalendarza adwentowego zadnego! nawet nei zauwazyly, nie bylo pieczenia piernikow, nie zauwazyly.. choinke ubieralismy z radochą tylko dlatego,ze sie na nią naczekaly az do 23 grudnia.. i wiedzialy ze jak ubiora to w nocy mikolaj z prezentami przyjdzie hehehe( rozbierac bede pewnie musiala sama jak co roku:/) takze ten..z roku na rok czlowiek naprawde mądrzeje:) a u nas tradycjaa,ze mamusia z tatusiem jada po choinke pod delikatesy i panowie przywożą o:)

  • Odpowiedz Justyna 3 stycznia 2017 at 20:41

    Podziwiam zapał :)
    Ja takie „zesrania” mam już za sobą ale doskonale pamiętam wyścig o tytuł „najbardziej utytłanej matki świata” 😉 Dobrze, że dzieci rosną i rozumu na szczęście też trochę człowiekowi przybywa :). Odpuściłam już wszelkie kalendarze i inne przedświąteczne „rodzinne planowanie wspaniałych grudniowych weekendów” ‚ 😉
    W tym roku upiekłam tylko 200 pierników, chociaż to zasługa bardziej piekarnika niż moja bo wziął się zepsuł świntuch. Dekorację zostawiłam dzieciom. Napaćkali lukru, nawalili posypek i było piknie :).
    W pracy przed świętami miałam taki zapieprz, że na resztę miałam całkowity zwis. Podczas ubierania choinki byłam w tak bojowym nastroju, że skończyło się to przemeblowaniem całego pokoju i wywaleniem kilku mebli na śmietnik :)
    Nie żyją święta :)

  • Odpowiedz Różowa Sowa 14 stycznia 2017 at 19:39

    Wszystkiego naj,chociaż to już po ptakach to znaczy po świętach 😉 ale dopiero przeczytałam. Usmialam sie jak norka, u nas podobnie, choinka pstrokata ( kupowanie na szybko okraszone klasyczną histeria), wycinanie ciasteczek nudne po 5 minutach, a zamiast rodzinnej wigilii,rodzinna jelitowka i święta o misce ryżu. Plany srany. :)

  • Odpowiedz Justyna 30 listopada 2017 at 00:35

    Wspaniale, że ja to teraz przeczytałam! Masz rację, żadnych zadań, nic narzuconego, przecież życia nie da się zaplanować. Zeszłoroczne frustracje i poczucie, że coś muszę, a nie chcę, zamienię na coś przyjemniejszego. Jeszcze do końca nie wiem na co. Kilka pomysłów chodzi mi po głowie, ale z pewnością to musi nam przynieść radość z oczekiwania,a nie zawód. Dzięki wielkie!

  • Zostaw coś po sobie