polkowelove

Polkowelove – moje hity sierpnia

Wspominam ten miesiąc z uśmiechem, spełniona, z radością powróciwszy do mojej rutyny. Zaczynałam go pełna obaw, wiedząc, że czeka mnie potężny rozkrok między chęcią zapewnienia dzieciom letnich atrakcji, a potrzebą czasu na pracę. Nawet najbardziej elastyczny zawód ciężko jest uprawiać między plażą a jarmarkiem, względnie z dwiema energicznymi dziewczętami na pokładzie. No i było ciężko momentami, ale już w połowie miesiąca zaczęła majaczyć na horyzoncie szansa na reset, która pozwoliła przetrwać do końca. Było cudownie różnorodnie: upały nad Bałtykiem, obiady w sadzie na wsi, miejskie eskapady po parkach i knajpach, koncerty, wieczory na tarasie, a na końcu czekała nagroda za całe letnie zmęczenie: turkus morza egejskiego, biel kamiennych domków, zapierające dech w piersiach panoramy. W całym tym zamieszaniu kontynuowałam pracę nad sobą, odnotowując na polu świadomego życia parę drobnych sukcesów. Wracam więc do akcji wzmocniona i naładowana pomysłami. Nie płaczę po lecie, w końcu nażarłam się go pod korek. Dziś celebruję nieśpieszne pisanie przy kawie i już cieszę się na myśl o wszystkich tekstach, które napiszę przy kuchennym stole tej jesieni. Ale o sierpniu miało być – zatem zaczynam wyliczankę!

OPERACJA: RZĘSY

Czyli jak nauczyć się na nowo żyć bez wachlarza sztucznych. Brzmi jak banał, ale dla mnie to była trudna decyzja, wykraczająca poza stricte urodowe dylematy. Kwestia bardziej zahaczająca o rewiry samoakceptacji niż mogłoby się to wydawać. Przywykłam do tego, że nawet tuż po wstaniu, bez grama makijażu mam oczy niczym operowa diva i po kilku latach takiego widoku w lustrze bardzo ciężko jest zaakceptować swoją zwyczajną twarz, zwłaszcza gdy z rana zwykle wygląda się bardziej jak wypłosz niźli diva, niestety. Powody były trzy: zmęczenie uwiązaniem terminami, ustalanymi zwykle kilka tygodni wcześniej i wiecznym kombinowaniem, jak się umówić, żeby mieć świeżo zrobione rzęsy na wyjazd czy wyjście. Drugi to załamka na widok tych rachitycznych, jasnych włosków, które zostały mi po kilku latach regularnego przedłużania. Miałam kiedyś całkiem sensowną oprawę oka, przy dobrym tuszu – momentami wręcz spektakularną, postanowiłam więc doprowadzić ją do dawnego stanu. A trzeci powód to po prostu ćwiczenie z samoakceptacji, które sobie zadałam. Wyglądam, jak wyglądam, najwyższa pora przestać udawać, że urodziłam się z rzęsami jak lama. I tak oto skończyłam w Rossmanie przed wyborem kilku z setek produktów do rzęs, co dzięki poradom dziewczyn z Instagrama okazało się za drugim razem nieco łatwiejsze niż przy pierwszym podejściu. Przedstawię Wam zatem moją złotą trójkę, która sprawia, że powrót do naturalności przebiega u mnie bardziej bezboleśnie, niż się obawiałam:

  1. Serum przyspieszające wzrost rzęs Long4Lashes Oceanic

Najczęściej polecany preparat na wzrost i zagęszczenie rzęs, podobno działa cuda, ja widzę pierwsze efekty już po nieco ponad dwóch tygodniach, a dalej ma być tylko lepiej. Możliwe są przy jego stosowaniu pewne skutki uboczne, więc poczytajcie sobie przed zakupem. Najlepszą cenę ma chyba jak zwykle ekobieca – tam też znajdziecie opis działania i opinie na jego temat.

2. SOS Lash Booster Eveline

Odżywka i baza pod tusz w jednym. Nie wiem, jak z walorami odżywczymi, ale jako baza, która zwiększa przyczepność tuszu i bardzo podkręca jego efekt, sprawdza się super. Bardzo tani produkt, a świetnie wydłuża rzęsy i makijaż jest oka jest znacznie bardziej wyrazisty. Do kupienia w Rossmanie, na ekobiecej w jeszcze lepszej cenie.

3. Tusz do rzęs Revel Lashes Eveline

Sięgnęłam po niego w pierwszej chwili po utracie sztucznych rzęs, kiedy nie byłam jeszcze pewna, czy na pewno pozostanę przy swoich, nie chciałam więc inwestować w nic drogiego. Okazał się świetny! Dokupiłam jeszcze dwie inne polecane tanie mascary z Lovely i Wibo, ale ten sprawdza się u mnie najlepiej. Świetnie wydłuża i rozdziela włoski. Nie klei się, nie maże, na szczoteczce osiada go tyle, ile trzeba, nie osypuje mi się ani nie rozmazuje w ciągu dnia. Pozostałe tusze Eveline też mają świetne opinie, na pewno sięgnę po kolejne, ceny zachęcają do eksperymentów.

Efekty póki co są u mnie następujące – jeszcze bez szału, ale coś tam się powoli zaczyna rysować 😉

ZŁUSZCZAJĄCE KWASY W CHUSTECZCE DO TWARZY – TOŁPA

Mimo, że nie borykam się z większymi kłopotami z cerą, złuszczanie to u mnie obowiązkowy punkt programu. A może właśnie dlatego nie borykam się z kłopotami? 😉 Często pytacie mnie o pielęgnację twarzy i pewnie niedługo opublikuję tu coś na ten temat, tymczasem pokażę Wam mój hit ostatnich tygodni – kwasy do twarzy w chusteczce. Używam ich raz w tygodniu jako uzupełnienie złuszczania peelingami mechanicznymi. Zakochałam się w efekcie, jaki dają te chusteczki już po pierwszym użyciu – rano skóra była niewiarygodnie gładka, jasna, błyszcząca, pory niewidoczne – wspaniałe uczucie. Stosuje się te kwasy na noc, przeciera buzię chusteczką, zostawia do wchłonięcia i rano po zmyciu skóry żelem ujawnia się odnowiona skóra. Rewelacja!

Do kupienia w Rossmanie (uwaga – na regale z miniaturkami podróżnymi!) albo przez internet, np. na stronie tołpa. Wariant koralowy z serii Nature Story dorwałam niedawno w Lidlu.

„BRIGHT LINE EATING” SUSAN PIERCE THOMPSON

Już dawno zmęczyło mnie wieczne życie od diety do diety, poszczenie w dzień, by wieczorem pęknąć podczas robienia dzieciom kanapek. Mam dość swoich nadprogramowych kilogramów tak samo jak tej bezsilności, że nie potrafię się ich skutecznie pozbyć. Jednocześnie wiem, że nie dla mnie posty i głodówki, ja muszę jeść, gotować, mieć z tego frajdę. Szukam już od dłuższego czasu sposobu na siebie – takiego modelu odżywiania, który nie będzie mnie zanadto frustrował i będzie stylem życia, a nie skazanym na porażkę zrywem. Szukam i czytam, eksperymentuję, obserwuję i poznaję siebie. Coraz lepiej rozumiem, co mi służy i co jest wyzwaniem realistycznym, a co nie ma w moim życiu racji bytu. Do tego zrozumienia przybliżyła mnie z pewnością książka „Bright Line Eating”, która wpadła mi w ręce w księgarni. Choć chwytliwy podtytuł i propaganda sukcesu, lansowana na jej kartach, są nieco na wyrost, biorę poprawkę na biznes, jaki wokół książki zbudowała autorka i wyciągam z niej to, co ciekawe. Przede wszystkim – świetne rozdziały, obnażające mechanizmy naszego umysłu, które sprawiają, że odnosimy porażki na polu odchudzania. Pisane z perspektywy neuropsychologicznej, zdejmują trochę z czytelnika ciężar wyrzutów sumienia i poczucia bycia słabym nieudacznikiem. To bardzo dobry start do zmiany myślenia – zrozumieć, skąd biorą się niepowodzenia i jak im zapobiec. Skąd biorą się deficyty siły woli, zachcianki żywieniowe, dlaczego czasem nie możemy przestać podjadać – to wszystko tu jest, podparte wynikami badań i przykładami. Czyta się to bardzo fajnie, zwłaszcza, że naukowe rozdziały przeplatane są case studies – opisami przypadków osób, które latami borykały się z nadmierną wagą i poczuciem bezradności, a którym udało się wdrożyć zasady Bright Line Eating i odzyskać kontrolę nad swoim życiem. W tej książce jest też szczegółowy plan żywieniowy, lecz skonstruowany tak, jak lubię – nie konkretne dania, a ich składowe, co sprawia, że droga do kulinarnej kreatywności jest otwarta. Jest dość rygorystyczny, lecz jasny, klarowny i łatwy do wdrożenia w codziennym życiu. Jeśli także szukacie sposobu na uwolnienie się od słodyczy czy podjadania – polecam, otwiera oczy. Ja chudnę, powoli, ale ubywa mnie i co najważniejsze – widzę zmiany w myśleniu. Tydzień wakacji all inclusive bez jednego loda, deseru, ciasteczka czy kromki chleba? Kiedyś brzmiałoby to jak dobry żart, dziś jest moim małym sukcesem.

SAŁATKI

Już od dłuższego czasu warzywa są podstawą mojej diety i muszę nieskromnie powiedzieć, że osiągnęłam poziom mistrzowski w tworzeniu sałatek 😉 Jadam je w zarówno w połowie dnia, w porze lunchu, jak i na kolację. Zwykle na bazie świeżego szpinaku, rukoli i sałat, z dodatkiem innych warzyw, świeżych lub pieczonych, najczęściej z sycącym, białkowym dodatkiem w postaci chudego mięsa, ryby czy sera. Rzadko powtarzam dwa razy ten sam zestaw, wrzucam na talerz to, co akurat w lodówce, to, na co jest sezon albo to, na co mam ochotę – czasem tworzę zestawy odświeżające, innym razem w klimacie śródziemnomorskim czy orientalnym. Ten sałatkowy freestyle to mój sposób na utrzymanie zdrowej diety, przy jednoczesnej frajdzie z przygotowania posiłków i jedzenia rzecz jasna. Moje inspiracje sałatkowe wrzucam czasami na Instagram, bez szczegółowej receptury, jedynie z listą składników. Chciałybyście, żeby takich przepisów pojawiało się więcej na blogu?

SŁONECZNA KOŃCÓWKA – RODOS

Dużo mi dało te siedem dni i ta wyspa, na którą polecieliśmy tylko dlatego, że była jedynym kierunkiem z Gdańska w tym jedynym terminie, kiedy mogliśmy wyjechać. Nie był to mój podróżniczy numer jeden i być może dlatego tyle dobrego mnie spotkało na miejscu. Nie miałam rozbuchanych oczekiwań, więc rzeczywistość w wielu miejscach je przekroczyła. Naszą ostatnią szansę na wspólny wypad wykorzystaliśmy w pełni i wycisnęliśmy z tego wyjazdu, ile się dało. Czuję, że miniony tydzień był idealną równowagą między eksploracją a odpoczynkiem, zaspokojeniem potrzeb zarówno dzieci, jak i dorosłych. Optymalna dawka widoków, wrażeń, bodźców i błogiego nicnierobienia. Mnóstwo kąpieli, rodzinnych zabaw w wodzie, kilka przepięknych spacerów i wycieczek. Cudowne obrazki przywiozłam ze sobą i poczucie, że wszyscy przeżyliśmy coś nowego tego lata. Choć limit wydatków na podróże stanowczo w tym roku przekroczyliśmy, to czuję, że to najlepiej wydane pieniądze. Jedyne momenty, kiedy tak naprawdę mocno czuję, jaką nasza ciężka praca ma wartość. Nie, kiedy kupuję sobie nową sukienkę, tylko, gdy zbliżam się do lądowania w innej części świata, a poziom ciekawości i ekscytacji sięga zenitu. I gdy widzę, jak poszerzają się horyzonty moich dzieci.

 

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

28 komentarzy

  • Odpowiedz Lawenda 5 września 2018 at 17:26

    Jeśli chodzi o sałatki jestem bardzo za😁 jesteś moją kulinarną ( i nie tylko😉) INSPIRACJĄ😘

  • Odpowiedz Mama dziewczyn 5 września 2018 at 20:07

    Najlepsze sałatki które robię pochodzą z Twoixh przepisów. Dzieci uwielbiają makaronową ( robię w wersji bezglutenowej), naj naj naj ostatnim czasem to z brzoskwiniami i halloumi – ulubiona i ukochana ostatnimi czasy. I stanowczo proszę o więcej bo zaraz skończy się sezon letni wiec trzeba coś jeść a ja kocham sałatki.

  • Odpowiedz Nika 5 września 2018 at 20:13

    4long lashes – spektakularny efekt ale musisz być konsekwentna i nie przerywać kuracji 😉Ja urzywam od 2-3lat mimo, że mam rzęsy długie z natury.. teraz jeszcze dłuższe😎, tak wiec „keep going” 🤞🏼

  • Odpowiedz Natalia 5 września 2018 at 20:29

    Sałatki? Zawsze! 🙂 uwielbiam ten cykl, zawsze coś ciekawego i inspirującego:-*

  • Odpowiedz Do more of what makes you happy 5 września 2018 at 20:31

    Chusteczki złuszczające u mnie też się sprawdziły. Polecam.

  • Odpowiedz Paulina 5 września 2018 at 21:17

    Swietny wpis, musze zajrzec do polecanej ksiazki moze w koncu i ja cos zmienie w swoim zyciu. Pozdrawiam

  • Odpowiedz N 5 września 2018 at 21:23

    Może mniej krytycyzmu wobec siebie. Rzęsy masz już naprawdę extra 🙂 i ten efekt naturalności do mnie bardzo przemawia 🙂

  • Odpowiedz Magda 5 września 2018 at 21:26

    Po 1 najlepsze na rzęsy są najlepsze krople do oczu na jaskre bo zawierają substancje stymulująca ich wzrost. Jest to działanie uboczne tego leku i można nim smarować nasadek rzes bez krooienia do oczu ale niestety jak przestaniemy go stosować to efekt też zniknie. A co do odchudzania to ja też czerpie radość z gotowania i pieczenia i nie dał mnie głodówki. Ale pomimo okresów fascynacji siłownia i rowerem które przychodzą i odchodzą znalazłam dla mnie dobry sposób. Dzienniczek w telefonie do spisywania tego co jem. Pozwala mi kontrolować dzienna ilość kalorii a ona też nie może być zbyt niska. Po konsultacji z dietetyk iem ustaliłam że nie mogę zejść poniżej 1700. I staram się tak trzymać, jak zaczynam podjadac to wszystko się wali. Moja aplikacja do dziennik żywności premium ale może są jakieś jeszcze lepsze.

    • Polka
      Odpowiedz Polka 7 września 2018 at 12:53

      Fajny pomysł z tą apką, ja też przez jakiś czas zapisywałam swoje posiłki w samorobnym dzienniczku, ale zapał mi minął 😉 Może to jest faktycznie jakiś sposób? dzięki!

  • Odpowiedz Aneta 5 września 2018 at 21:28

    Polko przepisy na sałatki jak najbardziej najbardziej na tak. Poza tym Ty pisz obiecana ksiazke co byśmy na gwiazdę prezent miały albo chociaż e-booka. A co chusteczek i kosmetyków do rzęs to wdrożenie w życie. Dziękuję 😘😘😘

    • Polka
      Odpowiedz Polka 7 września 2018 at 12:51

      Oj, na Święta bez szans, pewnie zacznę jesienią, ale główna praca raczej dopiero w nowym roku – pierwszy kwartał roku jest zawsze najspokojniejszy blogowo, ostatni – najintensywniejszy. A najpierw muszę zarobić, żeby móc ją sama wydać 😉

  • Odpowiedz kasia 5 września 2018 at 21:50

    Agnieszko, super wyglądasz z naturalnym rzęsami. Jakoś tak lekko i kilka lat jakby Ci ubyło! 🙂

    • Polka
      Odpowiedz Polka 7 września 2018 at 12:50

      dziękuję! Nie przypuszczałam, że taki będzie efekt, super 🙂

  • Odpowiedz semi 5 września 2018 at 22:07

    O wiele lepiej wyglądasz bez tych sztucznych przedłużek, przede wszystkim młodziej!

    • Polka
      Odpowiedz Polka 7 września 2018 at 12:48

      Dziękuję! Nie sądziłam, że tamte mnie postarzały, ale chyba coś jest na rzeczy, bo nie Ty jedna tak napisałaś 😉

  • Odpowiedz Magda 6 września 2018 at 02:09

    Zgadzam sie, że pięknie Ci bez sztucznych rzęs! Naturalnie i świeżo:-) Ja moją przygodę z przedłużaniem szybciej skończyłam niż zaczęlam-kosmetyczka zrobiła je nie tak ja trzeba, bolało, kłuło (zdjęcie ich po kilku dniach od zrobienia bolało też kieszeń!), więc się zniechęciłam. Za to na wielkie wyjścia polecam przyklejanie sztucznych 😀 W Rosmanie sa za 25 zł i o dziwo przykleja się je łatwiej niz myslalam a efekt podobny do przedluzonych 1:1. Polecam:)

    • Polka
      Odpowiedz Polka 7 września 2018 at 12:47

      Dzięki, Magda! Tak sobie właśnie myślałam, że na wyjątkowe okazje takie sztuczne to fajny pomysł, nie wiedziałam nawet, że są Rossmanie. Pewnie kiedyś spróbuję, choć wielkich wyjść u mnie jakoś w nadmiarze nie ma 😉

  • Odpowiedz Joanna 6 września 2018 at 10:37

    Poproszę o te sałatki i jeszcze może jakieś proste jesienne ciasta… Joanna

  • Odpowiedz Dorota 6 września 2018 at 11:26

    Dopiero jak napisałaś o rzęsach to zwróciłam uwagę, że faktycznie coś się zmieniło. Tak szczerze jest pięknie 🙂 a sałatki to oczywiście że poproszę częściej, ja jakoś nie mam zupełnie głowy do sałatek.

  • Odpowiedz Paulina 6 września 2018 at 14:38

    Polko , a ja podziwiam Twoje brwi. Henna? Kredka? Napisz proszę, jaką masz metodę.Pozdrawiam

    • Polka
      Odpowiedz Polka 7 września 2018 at 09:32

      Hej, dziękuję, ale ja mam naturalnie ciemne brwi, odrobinę je tylko wypełniam, zwykle cieniem do brwi i cienkim pędzelkiem.

  • Odpowiedz Justa 6 września 2018 at 14:49

    Zgadzam sie, ze dobrze wygladasz z naturalnych rzesach. Ja mialam sztuczne przez 2 tyg., a po zdjeciu wygladalam jak bez rzes. Okropnie. Faktycznie pomogl mi wtedy Oceanic. Rzesy byly po nim geste i dlugie jak nigdy. Nadal go stosuje raz na jakis czas. Co do salatek to sa swietne, zreszta jak reszta przepisow. 🙂

  • Odpowiedz Magda 7 września 2018 at 11:18

    W temacie rzęs polecam baardzo maybelline lash sensational. Mam długie rzęsy, ale opadające, zwłaszcza jak nałożę tusz. Tu szczoteczka jest podkręcana, a do tego tusz nie wiem, czy jakiś lżejszy niż inne 😉 , w każdym razie rzęsy tak nie opadają

    • Polka
      Odpowiedz Polka 7 września 2018 at 12:46

      Dzięki, ten tusz się przewijał w poleceniach dziewczyn, pewnie wypróbuję niedługo!

  • Odpowiedz Kuna 7 września 2018 at 21:59

    Polko powiem ci szczerze że bez tych sztucznych jest po prostu pięknie! Byłam ciekawa kiedy porzucisz ten niedorzeczny pomysł żeby wyglądać jak wszyscy BRAWO!

  • Odpowiedz Ola 10 września 2018 at 09:19

    Jestem Twoją ogromną fanką i zawsze z ochotą czytam wpisy oraz z wywieszonym jęzorem oglądam zdjęcia:) zazwyczaj powstrzymuję się od tego typu pytań ale tym razem ciekawość zwyciężyła – czy zdradzisz markę tej genialnej sukienki-ogrodniczki i okularów przeciwsłonecznych? pozdrawiam ciepło!

    • Polka
      Odpowiedz Polka 10 września 2018 at 09:39

      Hej, bardzo dziękuję 🙂 Niestety nie mam dobrych wieści – okulary upolowałam na nadmorskim, ulicznym stoisku w Gdyni, a sukienkę wiele miesięcy temu na Aliexpress, raczej nie do znalezienia obie rzeczy już 🙁

  • Odpowiedz Ola 10 września 2018 at 09:45

    Dzięki za odpowiedź:) no trudno, tak czy siak wyglądasz świetnie 😊

  • Zostaw coś po sobie