19
miejsca

Polki w Szwecji

Ten wyjazd był dla mnie jak podróż do Mekki. Dla mnie – beznadziejnie zakochanej w stylu skandynawskim, jego orędowniczki i promotorki, estetki, szukającej wciąż pięknych przedmiotów, opakowań, miejsc i miast. Aż dziw, że to dopiero mój drugi raz u sąsiadów zza morza! Prawie dziesięć lat temu mieszkaliśmy przez kilka miesięcy w Kopenhadze i wybraliśmy się stamtąd pociągiem do Malmö. Od tamtej pory marzyłam, żeby wrócić po więcej, czekałam na taki wypad od dawna, próbowałam już wcześniej zorganizować nam wakacje w Szwecji, ale na drodze stawały różne przeszkody. No i teraz, dość spontanicznie, nareszcie się udało. Ten weekend to był prezent od męża za moją wakacyjną samotnię i pracę za dwoje oraz ostatnia porcja letnich atrakcji dla Zośki. Cudowna końcówka lata, nasyciła mnie wspólnym, powolnym relaksem, nakarmiła upragnionymi obrazkami z mojej bajki, kolorami i widokami. Ale po kolei.

Popłynęliśmy promem Stena Line z Gdyni do Karlskrony. Nie szukałam na miejscu hoteli, sprawdziłam jedynie okoliczne kempingi oraz dostępne w okolicy mieszkania do wynajęcia na airbnb. Mimo krótkich terminów, udało mi się zarezerwować klimatyczne, trzypokojowe lokum w pobliskim miasteczku Karlshamn. Konieczność kilkudziesięciominutowego dojazdu była dla nas atutem, bo mobilizowała do wyjechania poza Karlskronę i dawała możliwość zobaczenia więcej. Samo Karlshamn okazało się bardzo malownicze, a wygoda takiego rozwiązania jest nie do przecenienia, to znacznie fajniejsze niż hotelowy pokój. Daje swobodę po zaśnięciu dzieci, możliwość przygotowania posiłków i podejrzenia prawdziwego lokalnego życia. Można siedzieć wieczorem w kuchni, oglądać filmy na sofie w salonie, wyjść do ogrodu. O ile fajniej wspinać się po piszczących schodach starej willi niż po wymuskanych hotelowych korytarzach!

Płynęliśmy w nocy z czwartku na piątek, w czteroosobowej kajucie z łazienką. Nieco klaustrofobiczne przeżycie, ale daje radę, można się nawet o dziwo wyspać, a podróż szybko mija. Dziewczyny chrapały jak zabite, trzeba je było rano zwlekać, żeby zdążyć zjeść śniadanie. Dałabym tylko w łeb temu panu, co to ryczał przez głośnik właśnie wtedy, kiedy usypiała nam wymęczona czekaniem na prom Hanka (a nie dało się dziada wyłączyć, bo tłumaczył którędy uciekać podczas tonięcia). No i prysznic w tyciej klitce bardziej przypomina gimnastykę artystyczną niż kąpiel, ale zawsze to woda i mydło i można bez wstydu wyjść na pokład. Wykupiliśmy bufet szwedzki (a jakże), co dało nam naprawdę miły poranek w restauracji – mogliśmy przy kawie i naleśnikach oraz chrupiących bułeczkach obserwować okoliczne wyspy i zbliżającą się Karlskronę. Ja oczywiście piszczałam jak głupia na widok każdej czerwonej chatynki i poziom ekscytacji rósł mi z każdą minutą. Generalnie podróż w nocy uważam za bardziej udaną niż powrót w dzień. O ile Zosia się dobrze bawiła, bo były place zabaw, malowanie buziek, baloniki i koleżeństwo, tak ja i Hanka byłyśmy już nieco mniej szczęśliwe. Ja cierpiałam na lekką odmianę choroby morskiej i klaustrofobii – było mi niedobrze, kręciło mi się w głowie, byłam jakaś nerwowa i senna jednocześnie, modliłam się o koniec bujania i tej nudy wśród podpitych gastarbeiterów. Moje romantyczne wizje opalania i podziwiania widoków na pokładzie zderzyły się brutalnie z rzeczywistością na widok wycieczki Rosjan rozpracowujących kolejne flaszki oraz po pierwszym uderzeniu wiatru, po którym musiałam sprawdzić, czy wciąż mam głowę. Dla Hani z kolei było momentami za głośno do spania, warunki do raczkowania marne i męczyła się już w wózku i na naszych kolanach bidula. Także najlepiej jednak przespać tę podróż.

Prosto z promu ruszyliśmy „na miasto”, zostawiliśmy auto na parkingu w pobliżu targu rybnego i zanurzyliśmy się w uliczki, skwerki i wysepki. Ciężko to nazwać zwiedzaniem – Karlskrona jest naprawdę niewielka, a i my oglądaliśmy je na totalnym luzie i bez najmniejszej spiny. Z mapą w ręku tylko przez pierwszy kwadrans (poruszanie po tak małej miejscowości staje się momentalnie intuicyjne), złaziliśmy ją wszerz i wzdłuż, przystając to na kawę, to w sklepie, to na placu zabaw. Były słynne, wielkie jak głowa lody, kolorowe rybackie domki, piknik na wyspie i siedzenie w parku. Było łażenie po ulicach, deptakach i nabrzeżach. Był relaks, śmiech i skandynawski spokój. Moje poczucie estetyki chłonęło urokliwe zakątki, zadbane domy, ukwiecone białe okna. Wreszcie miasto bez śmieci i reklam, bez upiornych szyldów i ohydnych billboardów, prostota zwartej zabudowy, stylistyczna spójność, czystość i ład – oddychałam tam pełną piersią. No i to korzystanie z wody, o ile fajniejsze i bardziej kameralne niż po naszej stronie Bałtyku – co kawałek mariny, prywatne pomosty, nabrzeża, jachty. Woda żyje, jest na niej ruch, a plażowanie odbywa się na polanie na jednej z wysp, parawanów i gofrów brak.

Muszę napisać jeszcze dwa słowa o zakupach, a właściwie ich braku, nie przywiozłam bowiem z Karlskrony żadnych wnętrzarskich drobiazgów. Kupiłam tylko kilka herbat, pierniczki Pepparkakor i kilka ubranek dla Hanki. Nawet Zosia miała problem, żeby wydać tam swoje kilkadziesiąt koron od babci, sklepów jest bowiem niewiele – jedna ulica handlowa, a na niej w sumie nic, czego nie byłoby w Polsce. Pierwszego dnia oszalałam z zachwytu na widok sklepu wnętrzarskiego, który znam z sieci, prowadzi go bowiem autorka bloga, który obserwuję od lat. Miejsce rzeczywiście cudne, ale moja reakcja na asortyment (i tam, i np. w Hemtexie czy domu towarowym Ahlens) pokazuje chyba poziom nasycenia naszego mieszkania skandynawskimi duperelami. Potrafiłam patrzeć na różne ładne przedmioty i nie pożądać, wiedząc, że mam w domu podobne, albo mogę je w każdej chwili zamówić w Polsce w jednym z kilkunastu sklepów internetowych, zaopatrzonych lepiej niż te szwedzkie, serio. Nie kupiłam więc żadnych naczyń ani pudełek, nawet notesika, nic, czaicie? W pierwszej chwili lekki żal, a potem satysfakcja – oszczędziłam i kasę, i czas. Jedno i drugie wykorzystałam dobrze, no zobaczcie sami.

53

IMG_2497

42

27

 

43

50

41

47

IMG_2452

IMG_2528

49

26

51

37

56

IMG_2480

36

33

30

14

16

 

34

35

28

19

8

7

6

9

11

12

46

IMG_2519

21

18

22

23

24

IMG_2548

4

3

2

31

29

 

38

45

44

IMG_2507

IMG_2461

IMG_2563

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

15 Komentarze

  • Odpowiedz cooking-and-living.com 24 sierpnia 2015 at 20:44

    Bardzo piękne zdjęcia! Widać że wszyscy zadowoleni:) ale spodziewałam się, a wręcz byłam pewna że rzucisz się na wszystkie pastelowe rzeczy które zobaczysz…a tu proszę! Sama herbatka?:) Mam nadzieję, że w najbliższym czasie mi samej uda się wybrać w skandynawskie tereny. Pozdrawiam.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 26 sierpnia 2015 at 10:47

      Polecam zdecydowanie! Ja też byłam pewna, obawiałam się tego wręcz, że wpadnę tam w zakupowy szał, a tu taki klops :)

  • Odpowiedz magda 24 sierpnia 2015 at 20:54

    Też byłam dwa lata temu :) płyneliśmy na noc i spędziliśmy jeden dzień w Karlskronie i wracaliśmy na noc ale było warto! zachwycił nas wszechobecny spokój i takie współgranie z naturą. Pięknie :)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 26 sierpnia 2015 at 10:49

      Jeden dzień w zupełności wystarczy, żeby dokładnie poznać Karlskronę, teraz rozumiem sens tych wycieczek. Wcześniej myślałam, że to jakieś szaleństwo :)

  • Odpowiedz Asia 24 sierpnia 2015 at 21:51

    Jak zwykle cudownie! Tak przyjemnie czyta się Twoje wpisy, że powinnaś przemyśleć czy nie napisać książki, temat dowolny poczytność gwarantowana:)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 26 sierpnia 2015 at 10:50

      haha! schlebiają mi takie komentarze, dziękuję! nie wiem, czy miałabym dość cierpliwości, żeby napisać książkę, póki co uprawiam krótsze formy :)

  • Odpowiedz Monika G. 25 sierpnia 2015 at 09:57

    Ależ cudne widoki! Byłam w Skandynawii raz, krótko, i od tej pory marzę o niej nieustannie. Może się ziści…na razie dobry początek dnia gwarantowany – dzięki Twoim pięknym zdjęciom. No i dobry mieliście pomysł na pożegnanie lata, w zasadzie wakacji, tak przed rokiem szkolnym* wspólny weekend w pięknych okolicznościach przyrody…to jest to!

    *czekamy na wizualizację kącika szkolnego:)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 26 sierpnia 2015 at 10:51

      Monika, sorry, ja też czekam, to już zewnętrzne okoliczności mnie nieco wstrzymują, jeszcze kilka dni, cierpliwości!

  • Odpowiedz Dżus 25 sierpnia 2015 at 15:11

    A te foty takie… pogodne i optymistyczne są 😀

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 26 sierpnia 2015 at 10:51

      Dokładnie tak tam było – pogodnie i radośnie.

  • Odpowiedz Matko Zabawko 25 sierpnia 2015 at 17:13

    Jakie cudne mają domki – kolorowe, takie optymistyczne :)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 26 sierpnia 2015 at 10:52

      są absolutnie zachwycające na żywo!

  • Odpowiedz Monika 16 września 2015 at 13:16

    W H&M są podobne skarpetki na małą dziewczynkę http://www.hm.com/no/product/19124?article=19124-B#article=19124-B :)

  • Odpowiedz mysza 18 września 2015 at 10:50

    miasteczko jest przeurocze i bardzo ale to bardzo w moim klimacie :)
    bardzo fajny weekend za Wami :)

  • Odpowiedz Darka 16 grudnia 2015 at 08:13

    Polko czy trzeba dobrze znać angielski żeby zorganizować taka wyprawę? Jak to oceniasz ? Planuję taka wycieczkę tylko brakuje mi trochę odwagi ; (

  • Zostaw coś po sobie