Obiady, przepisy

pieczone kotlety z batata i soczewicy (ku chwale Niepodległej)

W długi weekend weszłam ze spokojem, pamiętałam przecież, że mam w zanadrzu obfotografowane smaczne danie. Będzie jak znalazł – pomyślałam, by jednak po chwili nieco struchleć. Krajobraz bowiem pokrył się biało – czerwonymi flagami, z radia pobrzmiewały pieśni patriotyczne, planowaliśmy zabrać dzieci na marsz, a ja w zanadrzu miałam potrawę, choć smaczną, to jednak cokolwiek nieokolicznościową. Nie było sernika w barwach narodowych, żadnych schabowych ani innej gęsiny. I choć lubię tworzyć treści adekwatne do okoliczności, to nie przygotowałam „tatara przywódcy”, ani „przysmaku legionisty”. Zostałam jak ten frajer z kotletami z batata i soczewicy, o których można dużo powiedzieć, ale na pewno nie to, że mają cokolwiek wspólnego z kuchnią narodową. Zawierają one bowiem znaczne ilości harissy, kuminu i pasty curry, ciągną zatem na odległość bliskim wschodem oraz Azją. I co ja teraz ludziom zaproponuję w dniu święta Polski? Lewackie kotlety ku chwale Niepodległej? Nie miałam najmniejszych zamiarów przemycać tu treści politycznych, a taką strawą dla cyklistów i wegetarian to można w dzisiejszych czasach nieźle namieszać przecież. Pragnąc przeżyć święto w pokojowej atmosferze dumy i jedności, bliska byłam zaprzestania publikacji. Planowałam odroczyć, wymyślić naprędce coś innego, byle nie wyskoczyć z batatem i hummusem jedenastego listopada, gorzej niż Filip z konopi.

A potem pomyślałam, że danie to, choć nie narodowe, może stanowić piękny przekaz z okazji dzisiejszego święta. Bo przecież, choć w lodówce mam aktualnie resztki bigosu i farsz na pierogi z mięsem, to jednak wolę kmin rzymski od majeranku. Morze Śródziemne od Bałtyku. Klimat podzwrotnikowy od umiarkowanego. Wywyższam Londyn nad Warszawę i phad thaia nad kluski z makiem. Od czerwonego bardziej podoba mi się czarny, a tańce ludowe porywają mnie raczej gruzińskie niźli mazowieckie. Takie mam bowiem w życiu preferencje i w dodatku do nich – poczucie, że to nie czyni mnie gorszą patriotką. Że można jadać curry częściej niż schabowego, przy jednoczesnej miłości do ojczyzny. Co więcej – marzyć o ojczyźnie, w której jest miejsce na wszystko: i na samosy, i cebularze, na miso i rosół z gęsi, na twarze białe i śniade. Czuć się nad Wisłą jak u siebie w domu, lecz przystrajać ten dom ozdobami z całej reszty świata. Mieć drzwi i okna otwarte, a wewnątrz rześki przewiew, zamiast duchoty zabitej dechami chałupy.

Mój przekaz z okazji dzisiejszego święta niech więc będzie taki: pierogi i schabowe są smaczne, ale nie najpyszniejsze na świecie. Bałtyk urodziwy, ale istnieją morza piękniejsze. Nasze miasta i krajobrazy są urokliwe, ale wiele jest miejsc na planecie, które przewyższają je urodą. Nasza historia może i jest pełna bohaterów, a kultura bogata w wyjątkowe dzieła, ale żeby od razu – Polska Winkelriedem narodów? To pycha i cierpiętnictwo, które nic dobrego nie niosą. Najlepsi to my wciąż jesteśmy niestety głównie we wzajemnym opluwaniu się.

Dlatego dziś życzę Polsce, by miała więcej kolorów niż tylko biały i czerwony. Stołów pełnych hummusu, batatów, zrazów i śledzi. Otwartości na aromat kuminu i harissy. Ciekawości innego. Dumy połączonej z pokorą. Miłości bez nienawiści. Patriotyzmu bez nacjonalizmu.

Wege kotleciki z soczewicy i batata

Składniki:

(na około 20 sztuk)

  • 1,5 szklanki ugotowanej czerwonej soczewicy
  • 1 duży batat
  • 1 cebula
  • 1 ząbek czosnku
  • przyprawy: sól, pieprz, czerwona pasta curry, harissa, wędzona papryka,
  • oliwa lub olej do smażenia

Przygotowanie:

  • na początek należy odpowiednio ugotować soczewicę – odpowiednio, czyli na sypko, co nie jest łatwe, bo czerwona soczewica bardzo szybko rozgotowuje się do postaci ciapki. Najlepiej gotować ją w niewielkiej ilości osolonej wody – około 1,5 szklanki na szklankę soczewicy i krótko – około 10 minut. Po tym czasie można wyłączyć gaz i zostawić ją na kolejne 10-15 minut, żeby doszła, potem dokładnie odcedzić.
  • w tym czasie upiec batata – umyć go, obrać, pokroić na mniejsze kawałki, ułożyć na blasze, skropić odrobiną oliwy i przyprawić solą, papryką i harissą, piec należy ok. 20 minut w 200 st. (można też batata rzecz jasna ugotować, a nawet zastąpić gotowaną jarzyną z zupy – ze trzy – cztery korzenie dadzą objętość jednego batata, najlepiej pasuje marchewka i pietruszka)
  • cebulę pokroić drobno i usmażyć na łyżce masła z kminem rzymskim
  • w misce umieścić ugotowaną soczewicę, upieczonego batata, cebulkę, czosnek, łyżkę pasty curry, szczyptę soli, pieprz i zblendować na gładką masę, odstawić do lodówki na min. 15 minut
  • jeśli po tym czasie masa będzie zwarta, można formować z niej kotlety, jeśli jest zbyt miękka, można dodać do niej trochę jakiegoś zlepiacza – trochę bułki tartej, odrobinę mąki ryżowej, kukurydzianej lub zmielonych płatków owsianych
  • z gotowej masy formować kule wielkości piłeczek do ping ponga, obtaczać je w bułce tartej i spłaszczać lekko tak, by miały ok. 2 cm grubości
  • piekarnik nagrzać do 180 st., blachę posmarować cienko olejem do smażenia, ułożyć na niej kotleciki i piec około pół godziny, w połowie tego czasu można przewrócić je na drugą stronę (lub usmażyć na oleju, ale tylko jeśli ma się pewność, że masa jest bardzo zwarta)
  • podawać z kaszą, ryżem, surówkami lub pieczonymi warzywami (u nas był piękny, fioletowy kalafior), bardzo pasują tu wszelkie dipy jogurtowe, pasty i hummusy
  • nasz hummus był trochę oszukany, taki ekspresowy – słoik (400 g) gotowanej ciecierzycy zblendowałam z dwiema łyżkami pasty tahini, sokiem z połowy cytryny, trzema ząbkami czosnku i solą
Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

6 komentarzy

  • Odpowiedz Bea 11 listopada 2018 at 20:43

    Jestem za 🙂

  • Odpowiedz Magdalena 11 listopada 2018 at 21:42

    Bardzo ciekawy przepis, chętnie wypróbuje 🙂

    Dzisiaj na obiad była u nas marokańska sałatka z Twojego przepisu, za który również dziękuje.

    I zgadzam się z teza artykułu, co to za czasy, żeby kotlet z soczewicy i batata był „podejrzany” politycznie :/

  • Odpowiedz Alicja 12 listopada 2018 at 10:56

    Aga, jak zawsze z pewną dozą satyry ale totalnie w punkt. Uważam, że jakaś poczytna gazeta powinna Cię mieć w swoich szeregach jako naczelną felietonistkę 😉

  • Odpowiedz Kasilda 12 listopada 2018 at 17:52

    Pięknie i smacznie powiedziane. Poruszyla mnie pani wypowiedź, bo jest taka kompatybilna ze mną. Zwerbalizowała pani moje takie nie poskładane myśli. Dziękuję.

  • Odpowiedz Ela Buda 12 listopada 2018 at 23:37

    Podpisuje sie pod tym!! Najlepsze życzenia dla Polski zgrabnie i dyplomatycznie ujęte w słowa 👌brawo.

  • Odpowiedz Mila 14 listopada 2018 at 09:02

    Tak samo mysle, tak samo czuje – kraj nasz piekny i juz nam znany a z roznorodnosci swiata trzeba czerpac, bo tylko tak mozna wzbogacac sie wewnetrznie 🙂

  • Zostaw coś po sobie