3
Jak żyć, Obiady, Przepisy

otwarte szufladki

Ugotowałam sobie makaron, śliczny był – czarny, z duszonymi na maśle krewetkami, no pyszka. Kiedy sobie go tak jadłam, pomyślałam, że mój mąż by ich nie tknął, więc to nawet dobrze, że wyjechał. Mogę sobie teraz bezkarnie wcinać krewetki, nie martwiąc się, że chłop zostanie bez obiadu. Z mocnym, egoistycznym postanowieniem nadrobienia krewetkowych zaległości, ruszyłam dalej (myślami). Można powiedzieć, że te krewetki zmieniły mój punkt widzenia. Diametralnie dość to zrobiły, bo oto z umęczonej słomianej wdowy stałam się…no właśnie, kim?

Pan Polka Dot nie pomaga mi w obowiązkach domowych, ani przy dzieciach. My zajmujemy nimi wspólnie, proporcjonalnie do czasu spędzanego w domu. Gdy wyjeżdża, to tak jakby ktoś zabrał mi jedną rękę. Muszę dymać po Zośkę do szkoły z Hanką u boku, taszczyć zakupy na trzecie piętro, kąpać panny (jezu, jak on myje je obie naraz?!) i po prostu każdego smarka, każdą pieluchę, kanapeczkę, kaszkę i każde piciu ogarniać sama. W pojedynkę wszystko staje się trudne, nawet wyrzucanie śmieci (znoszenie tych worów z góry z wierzgającą na drugiej ręce Hanką jest słabe na maksa). Już nie, że jak zrobię obiad, to nie zmywam, że jak wypiorę, to nie składam. Teraz gotuję i zmywam, i piorę, i składam. Z tego oraz wielu innych (emocjonalnych) powodów nie cierpię tych wyjazdów. I to akurat, gdy maj – słońce, skowronki, pikniki i wycieczki, ja muszę sama z tobołami dzieciary w samochodzie upychać, żeby gdzieś poza osiedle na zieloną trawkę wywieźć. Tęsknię, przeklinam niewygody i ledwo zipię już w dniu szóstym (a taki będzie praktycznie cały maj z krótkimi przerwami na przepranie gaci). Tkwiłam w tym przeklinaniu, zmęczeniu i tęsknocie aż do tego przełomowego obiadu, czy też obiadowego przełomu.

Możliwość bezkarnego spożywania krewetek odblokowała w mojej głowie zamknięte dotychczas szufladki. Trzymałam w nich powody, dla których dobrze czasem zostać słomianą wdową.

1. Uprawiam spożywczy freestyle

Mogę jeść, co i kiedy chcę. Hance gotuję na kilka dni, Zośka zazwyczaj po szkolnym obiedzie i opróżnieniu śniadaniówki nie chce już z nami jeść. Mogę więc krewetki, sałatki, nawet lody cytrynowe – wszystko, czego nie lubią, w porach dowolnych.

2. Chudnę.

W praktyce jednak to gotowanie ulubionych potraw odbywa się rzadko. W ogóle mało co jem, bo nie mam czasu. W tym tygodniu już dwa kilogramy straciłam na tej samotnej walce z rzeczywistością. W domu nie ma ziemniaków ani białego chleba, nikt nie buszuje w lodówce o dwudziestej drugiej. Generalnie wychodzi na to, że jestem gruba z lenistwa.

3. Nie golę nóg

Jedyne osoby, które włażą mi pod kołdrę mają za krótkie nogi, żeby poczuć, jak kłują moje łydki. Więc dla własnej wygody zapuszczam swe ogrody.

4. Nabywam nowe umiejętności

Jednocześnie dowiaduję się o sobie nowych rzeczy. Uparciuch ze mnie bowiem straszny i jak postanowiłam, że narychtuję sobie balkon na lato, to choćbym miała później na nim zdechnąć, odpicuję! Mimo samotnej walki z rzeczywistością, a może właśnie z jej powodu (potrzebuję wypoczynku bardziej niż kiedykolwiek) zabrałam się za odświeżanie, przesadzanie i urządzanie. Leżakofotel taki jeden mi się zamarzył. Roślin mi się zachciało. Kolor podłogi mnie denerwował. Okoliczności powstawania mojego letniego salonu opiszę w kolejnym wpisie, powiem tylko tak: od czasów, kiedy własny ojciec chciał mnie wydziedziczyć po próbach wbicia mi do głowy praw fizyki, źle myślałam o swoich możliwościach złożenia czegokolwiek, co ma długą instrukcję i śrubki. A jednak – wczoraj o północy na moim balkonie stanął złożony przeze mnie własnoręcznie fotel ogrodowy!

5. Bez tej miłości można żyć.

„Mieć serce suche jak orzeszek” czy jakośtam. Tęsknota jest dla ludzi. A jak se pomyślę, że to przez niego złażę z trzeciego z dziewięciokilowym dzieckiem w jednej ręce i dwoma workami śmieci w drugiej (dzięki za sortowanie, serio), gubiąc po drodze szal, kocyk i własną głowę, to od razu jakoś mniej tęsknię.

6. Mam dużo miejsca w łóżku

Do czasu kiedy nie przylezie Zośka. Ale zawsze to pięcioletnia dziewczynka, a nie dwumetrowy dziad. Więcej miejsca w łóżku mam tylko o ile akurat nie postanowi uwalić mi się na plecach, zasadzić kopa w tyłek i uwiesić rękami na głowie. Wtedy tak.

7. Girl power

Czyli spisek jajników. Seksmisja, matriarchat i rzeczpospolita babska. Wysokie stężenie estrogenów, feminizacja gospodarstwa domowego pełną gębą – lubię to poczucie „my, dziewczyny”. Totalnie rozczula mnie, gdy budzimy się rano we trzy, siedzimy razem przy stole, suniemy przez osiedle, ja i moje małe Poleczki. Wprawdzie nie malujemy razem paznokci, plotkując o facetach, ale i tak jest uroczo.

8. Wszystko leży na swoim miejscu

Z wyjątkiem tego, co używały dzieci. Dorosłe przedmioty codziennego użytku są tam, gdzie powinny, a nie tam, gdzie odłoży je ktoś, kto nigdy nie wie, gdzie stoją ceramiczne miseczki ani gdzie trzymamy suszarkę do włosów. Lubię ten stan.

No, to tyle na razie. To i tak całkiem sporo powodów, za które mogę lubić słomianowdowieństwo, biorąc pod uwagę, ile łez wylałam, jak wyjeżdżał.

5

3

6-horz

1-horz

9

Czarny makaron z krewetkami

(maślano-cytrynowy, 2 porcje)

Składniki:

  • 100g czarnego makaronu (to taki barwiony atramentem z kałamarnicy, może być też zwykły, ale wtedy nie będzie tak ładnie)
  • ok.15-20 krewetek, oczyszczonych (tygrysie lub argentyńskie)
  • czubata łyżka masła (30-40 g)
  • sok z 1 cytryny
  • 1 duży ząbek czosnku
  • natka pietruszki

Przygotowanie:

  • ugotować makaron, w tym czasie na podgrzanej patelni rozpuścić masło, dodać czosnek, krewetki, oprószyć solą, smażyć je po około minucie z każdej strony (lekko się zezłocą), wlać sok z cytryny, wymieszać
  • włożyć makaron na patelnię, wymieszać dobrze potrząsając patelnią, tak by maślano-cytrynowy sosik oblepił makaron
  • wyłożyć danie na talerz, posypać natką pietruszki
  • najlepsze ze schłodzonym, białym winem (no, chyba że jesteś matką karmiącą podczas samotnej walki z rzeczywistością, to wtedy popij wodą, jeśli jesteś w nastroju na szaleństwo – gazowaną)
Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

24 Komentarze

  • Odpowiedz Aga 7 maja 2015 at 21:47

    skąd ja to znam :) u nas tatuś jest permanentnie w delegacji
    dziękuję u mnie dziś już straszny kryzys z przemęczenia, ale po takim wpisie już mi lepiej

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 11 maja 2015 at 13:17

      cieszę się, że mogłam Ci ulżyć – łączę się w bólu! :)

  • Odpowiedz mama z przedmieścia 7 maja 2015 at 22:35

    Ooooo TAK! Ja robię to samo,ale zaczynam od niegolenia nóg! :)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 11 maja 2015 at 13:18

      heh 😉

  • Odpowiedz Anka480 7 maja 2015 at 22:57

    tez tak miałam. Trzecie pietro, pies i ja sama. Nie miałam samochodu.
    ale wszystko po mojemu,
    Wszystko tak jak lubiłam i gdzie lubiłam.
    Słomianowdowośc ma swoje zalety.
    Ale czasami Dziad duży jest fajny.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 11 maja 2015 at 13:19

      Dziad duży jest fajny bardzo! i potrzebny. ja staram się szukać jasnych stron samotności i choć jest ich niewiele, to cisnę to przodu :)

  • Odpowiedz Agnieszka Kijowska 7 maja 2015 at 23:06

    Ja pitolę, jeden obiad i taki wywód :-) Muszę spróbować tego makaronu (ale bez krewetek, bo nie jem mięsa).
    A co do reszty to wszystko racja. Samotna opieka nad dziećmi to katorga. Dla mnie psychiczna. Po prostu dobija mnie, że od momentu wstania, po zaśnięcie (a i w nocy również, bo moja roczna córka lubi się napić tak co 2 (!) godziny) wszystko jest na mojej głowie.
    A co do plusów, to ostatni punkt jest w punkt :-) Jednak faceci chyba mają coś genetycznie spierniczone, że wszystko rozkładają gdzie popadnie :-) Mój np. lubi mnie uszczęśliwiać ubraniami ułożonymi na … stole w jadalni (!) Całą resztę dupereli łaskawie przemyślę :-)

    • Odpowiedz Agnieszka Kijowska 8 maja 2015 at 07:38

      Przemilczę miało być! :-) Ach ta późna pora :-) Ta pomyłka, to pewnie jakaś niewytłumaczalna telepatyczna zemsta mojego „dziada” za to, że go obgaduję w internetach :-)

      • Polka Dot
        Odpowiedz Polka Dot 11 maja 2015 at 13:20

        Nosz kurde, nie wierzę, że genetycznie! To jest kulturowe, to przez te mamusie, które po nich wiecznie sprzątały. Ja wierzę, że kolejne pokolenie, wychowane przez wyemancypowane matki już nie będzie tak bałaganić. Chociaż mój i tak już coraz więcej rzeczy odkłada na miejsce…po 12 latach razem :)

  • Odpowiedz A-gatka 7 maja 2015 at 23:06

    Moj niemaz rzadko wyjezdza, ale tak sie zdarzylo ze teraz go nie ma i sama (no, z dwojka 4 mies I 18 mies ) jestem. I czytam sobie w xhwili gsy spia i oczom niewierzr. Jak to !? Ktos wlasnie robi koje najulubieniejsze danie!? Zaraz, zaraz tez tak moge… mysle sobie nie ma opcji tez mi sie cos nalezy…. tamto siamto I dzien minal eracmz z marzeniami o krewetce ktora nadal mrozi się w zamrazarce bo ta swieza nie miala szansy pojawic sie w domu gdyz wyprawa do marketu z dwojka to zwyczajny armagedon. I tak sie skonczylo dwojka spi (znowu ), butelki pomyte, dom ogarniwty na poziomie 2/5 gwiazdeka ja z nogami zarosnietymi na maksa wcinam kluski (nie czarne ) wyobrazajac sobie ze co wiekszy to krewetka. Jedyna pocieszajaca mysl to ze kluski tez niczego sobie .polecam. I pozdrawiam z zagranicznego siedliska nieslomianej wdowy co jej niemaz wyjechał.

  • Odpowiedz A-gatka 7 maja 2015 at 23:10

    https://m.youtube.com/watch?v=unAOVy92a_8 p
    polcam wyprobowacw chwili zapomnienia o ziarenkach, salatach i mąkach orkiszowych…

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 11 maja 2015 at 13:21

      omg, ślinotok! kiedyś zrobię, bankowo!

  • Odpowiedz Pau 7 maja 2015 at 23:36

    Ty lepiej słomiana wdowo podrzuć parę przepisów na Hankowe obiady, bo mi się pomysły pokończyły… i szukam inspiracji.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 11 maja 2015 at 13:21

      dobra, dobra…już niebawem, słowo! 😉

  • Odpowiedz HOME 8 maja 2015 at 07:57

    czarny makaron wygląda super

  • Odpowiedz Natalka.2504 8 maja 2015 at 08:02

    Świetny wpis jak zwykle:) życzę żeby dziewczyny nie doskwierały aż tak mocno a czas samotności szybko minął (ale przy natłoku obowiązków zapewne tak będzie 😀 ) :)

  • Odpowiedz GosiaSkrajna 8 maja 2015 at 08:40

    a ja za rzadko doceniam jaki Skarb mam u siebie…za rzadko…
    pzdr…balkon – już mi się podoba :)

  • Odpowiedz bajaderka 8 maja 2015 at 09:56

    Bez męża to faktycznie jak bez jednej ręki 😉 Podziwiam samotne mamy, tym bardziej samotne mamy dwójki dzieci (a znam takie). Kobiety zwycięzcy :)
    A dla Ciebie a lot of cierpliwość 😛

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 11 maja 2015 at 13:22

      dziękuję! ja też nie mogę się napodziwiać kobiet, które nie mają tego wybawienia i nie mają do kogo tęsknić.

  • Odpowiedz polaikarolina 8 maja 2015 at 22:01

    Trafiłaś z tym wpisem w dziesiątkę ! Mój chłop tez wyjechał na cały maj! I same we dwie jak palce dwa zostałyśmy! I z tymi śmieciami…dopiero sobie sprawę zdałam, że nigdy chyba śmieci nie wynosiłam, a tak na niego zawsze gadam! Nie bede wiecej..Obiecuje! :0

    P.S Świetnie piszesz ! czytam już od dawna ale dopiero teraz komentuje przez ten zbieg okoliczności :) pozdrawiam!

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 11 maja 2015 at 13:23

      heh, doceniaj! ja też normalnie nie wyrzucam, tylko teraz, jak wyjechał…no i ty chyba też będziesz musiała zacząć, co? :)

      • Odpowiedz Polaikarolina 11 maja 2015 at 16:09

        No właśnie włączyłam już ten przymus w swoj grafik inaczej musieliby nas spod tych śmieci niebawem wykopać miłego dnia !

  • Odpowiedz BEATA REDZIMSKA 9 maja 2015 at 08:59

    Slicznie tu u Ciebie, pychotka na talerzach. Podobno najlepszym sposobem na smutek jest nauczenie sie czegos nowego. No i na rozwoj w zyciu. Trzymaj sie cieplutko. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 11 maja 2015 at 13:24

      ja nawet jakoś specjalnie smutna nie jestem już, wiesz? byłam przed wyjazdem, a teraz to bardziej sfrustrowana, zmęczona, momentami przytłoczona. No i nie bardzo jest kiedy się uczyć, chyba że ty o tym leżaku :)

    Zostaw coś po sobie