18
Dzieciaki, Jak żyć

osobisty zestaw do szczęścia latem – dzieci i wieś

Zrobiłam sobie w weekend wolne. Potrzebowałam tego, trochę mnie ostatnio przytłoczyła rzeczywistość, byłam zmęczona i nerwowa, nie miałam weny i energii do pisania. Miniona sobota i niedziela były tylko dla nas, jeden dzień gier i zabaw miejskich, drugi – totalnie sielankowy na „naszej” ukochanej wsi. O pracy myślałam jedynie zaglądając z satysfakcją do aparatu, nabierając jednocześnie ochoty, by stworzyć z tych zdjęć jakiś fajny wpis. Patrzyłam na dziewczyny, wcinające czereśnie prosto z drzewa i ganiające po lesie jak dzikuski, zobaczyłam ich rozwiane włosy, brudne ubrania, szerokie uśmiechy. Czułam jak z każdą godziną spływa na mnie spokój i już wiedziałam, o czym chcę napisać.

O cudowności rzeczy najprostszych, o kojących właściwościach przyrody, o miejscach, które wyzwalają w nas uśpione pokłady radości życia. I nie dbam o to, że te wynurzenia będą trącić banałem. Ani że ta pochwała prostoty może zabrzmieć jak redukcja dysonansu poznawczego z powodu braku wakacji w tropikach. A może kogoś to natchnie, bo ja osobiście, choć nigdy nie ukrywałam swojej sympatii do uciech i rozrywek miejskich, chwilowo dość mam modnych knajp, gustownych wnętrz i wegańskich festiwali kulinarnych. Aktualnie pociąg większy odczuwam do śpiewu ptaków niż jakiejkolwiek innej muzyki. Mój układ nerwowy lepiej reaguje na szum drzew i bzyczenie pszczół niż  na gwar ulicy. Usiadłam wczoraj z Zosią nad małym, ukrytym w lesie jeziorkiem i odżyłam. Świat się zatrzymał w sposób najbardziej uroczy i hipnotyzujący z możliwych: z refleksami słońca, przenikającymi przez gałęzie, odgłosami kaczek, pluskaniem wody o pomost. Nagle zniknął zepsuty samochód, wniosek kredytowy przestał istnieć, był tylko ten piękny obrazek – moje dziecko ze słońcem we włosach, uśmiechnięte i piękne, merdające patykiem w zielonej wodzie. I nic więcej, pusty umysł, zero złych myśli, czyste szczęście, radość z życia, z bycia tu, z posiadania córki, wdzięczność i harmonia.

Wiem, że nie każdy ma takie „swoje” miejsce, ale mimo to namawiam i zachęcam, żeby w weekend uciec gdzieś i zaszyć się w zieleń, niepotrzebne są do tego siedliska ani dacze. Wystarczy łąka, las, jezioro, kilka godzin na naładowanie baterii i dystans do codzienności gwarantowany. No i te dzieci – obserwowanie, jak zachowują się na wsi to najwspanialsza radocha. Ta dzikość, beztroska, ten żywioł! Oglądanie dżdżownic na drodze, kur za płotem, bocianów w gnieździe, ten zachwyt, gdy przebiegnie nam drogę zając, te buzie pełne czereśni! Dzieci i wieś – to mój osobisty zestaw do szczęścia latem.

2

3

5

6

31  8

10

9

11

13

12

15

16

17

18

19

20

21

14

22

23

24

26

27

29

30

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

8 Komentarze

  • Odpowiedz salusiowo 20 czerwca 2016 at 21:37

    Kocham wieś.. ten spokój.. sielanke…

  • Odpowiedz Magda z Pomeranii 20 czerwca 2016 at 22:05

    Ja wyprowadziłam się na wieś jakiś czas temu i nie żałuję. Dla dzieci to raj na ziemi. Twoje dziewczyny piękne i szczęśliwe, a ty robisz wspaniałe zdjęcia. PS. My mówimy na jezioro w lesie lesioro 😉

  • Odpowiedz Anka z Whitestoku 21 czerwca 2016 at 09:40

    Widać szczęście na twarzach dzieci. To najważniejsze:) my mamy dziadków na wsi, więc tez szansa na oczyszczenie umysłu i ducha jest i to dość częsta. Dziewczyny cudne!!!

  • Odpowiedz Pela 21 czerwca 2016 at 09:46

    mieszkam w samym centrum starych kamieniczek i uliczek, owszem ma to swój urok. ale bardzo brakuje mi zielonego! zazdroszczę i zaplanuję taki wypad, zanim moja mała pojawi się na świecie. chwila oddechu też jest potrzebna, a muszę go złapać między zakupami, które mnie opętały, a szalonym tempem przygotowania domu na odwiedziny naszego najważniejszego gościa! zaglądnijcie też do mnie: pela-hela.blogspot.com

  • Odpowiedz Mami:) 21 czerwca 2016 at 10:55

    Piekny wpis! Nie ma nic wazniejszego w zyciu od chwil z rodzina, patrzenie na dorastajace dzieci i chwile w ktorych sie swiat zatrzymal i nie istnieje poza tym naszym…rodzinnym. Wies jest pieknym miejscem zeby choc na chwile zapomniec o rachunkach, pracy, kredytach…..no bo co sie stanie jak tak zapomnimy na dzien lub dwa? swiat sie nie zawali a zycie bedzie sie toczyc dalej ;)pozdrawiam, super blog!<3

  • Odpowiedz Cotakpachnie 21 czerwca 2016 at 10:57

    Mam to szczęście w nieszczęściu, że teściowie są ze wsi. W lecie bywamy baardzo często na weekend właśnie :) te wszystkie kury, konie, indyki, kaczki, wiejskie place zabaw, warzywa i owoce z ogródka, wędzone domowe wędliny, ulice bez setki aut i cisza… wiosna z trzech stron otoczona lasami a z jednej pustymi polami. Takie typowe zadupie. Piękne zadupie :)

  • Odpowiedz ryśka domowa 21 czerwca 2016 at 15:04

    jako wiejski dzieciak podpisuje sie pod kazdym zdaniem. wlasnie pakujemy manele i za kilka dni wyjezdzamy na wies na cale wakacje. nie wyobrazam sobie, ze mogloby byc inaczej. dwa tygodnie egzotyki w roku? prosze bardzo, ale najpiekniej jest wtedy, gdy jestesmy na lonie natury, gdy moje dziecko od switu do zmroku biega po podworku, na bosaka po trawie, jest cudownie brudne, tak ze nie moge go doszorowac, ale usmiechniete i szczesliwe. zrywamy owoce prosto z drzewa, biegamy po lesie i ani myslimy o miejskich uciechach. zadne wypasione place zabaw, sale rozrywki i inne modne kafejki nie wygraja z nasza wiocha :)

  • Odpowiedz Lorka 21 czerwca 2016 at 22:18

    Dlatego właśnie 5 lat temu kupilismy dom pod warszawą. jeszcze nie wieś zabita dechami, ale już łąki, pola, sarny , bociany i wlasny ogród.. do miasta 2 przystanki. a za płotem 5 min i las… dziewczyny od rana do wieczora na bosaka biegają po ogrodzie, taplają sie w błocie, biegają po deszczu, jedzą wlasne poziomki, groszek, jeżyny, borówki.. trampolina, basen.. mają genialne dzieciństwo.. dzisiaj do 21 było szlaeństwo w ogrodzie.. kopanie pilki i lezenie na trawie… obok mają mnóstwo kolegów i koleżanek.. sama im zazdroszcze takiego dzieciństwa hehe

  • Zostaw coś po sobie