rodzinnie

oddychaj, mamo!

Od lat już mam takie marzenie, enigmatyczne dość, okresowo przybierające formy planu do zrealizowania. Czasami nakręca je zmęczenie, innym razem złość czy te terabajty nieszczęsne. Niezależnie od tego, w jakim akurat jestem stanie, niezmiennie jako mama odczuwam brak czasu dla siebie. Codzienność tak wsysa człowieka, ta maszyna tak wciąga w swoje tryby, że trzeba niezwykłej determinacji, by się z tego wyrwać. Udało mi się kilka razy dosłownie: pójść na studia podyplomowe, kiedy Zosia była mała, wyjechać samotnie do Londynu czy do przyjaciółki. Niezmiennie podziwiam kobiety, które mają na tym polu większe sukcesy. Wiem, że są takie matki, które dbają o higienę psychiczną, potrafią czasem ustawić swoje potrzeby na pierwszym miejscu. Chodzą na zajęcia, warsztaty, treningi, jeżdżą do spa czy na wakacje bez dzieci. A ja? Niby taka zbuntowana, ale jednocześnie zbyt obowiązkowa, żeby sobie coś takiego zorganizować. Zajęcia sportowe raz w tygodniu to mój największy wyczyn ostatnimi czasy. Jakaś kawa czy wino z koleżanką, raz na parę tygodni. Wyjeżdżający często mąż, dwoje dzieci, wysoko ustawiona poprzeczka jeśli chodzi o standardy życia rodzinnego – różne czynniki się to składają, ale efekt jest taki, że zwykle najpierw oni, a dopiero później ja. Ponieważ lista domowych zadań i dziecięcych potrzeb nigdy się kończy, to jest jak jest.

A jest tak, że czasami baterie się wyczerpują i czuję, że dalej nie pojadę. Kto na co dzień trzyma cały wszechświat w kupie, wie jak duży to ciężar i ile siły potrzeba, by go udźwignąć. Oklepana metafora samolotowa jest tu wciąż najbardziej trafna – przypomina mi się zwykle sytuacja, która pewnie dla niejednej z nas była jak iluminacja. Ten moment, kiedy stewardessa instruuje, że na wypadek obniżenia ciśnienia w kabinie, w pierwszej kolejności maskę z tlenem należy założyć sobie, dopiero później dziecku. W pierwszej chwili myślisz „ale jak to?!”, a potem przychodzi zrozumienie – przecież mama musi mieć siłę, żeby chronić potomstwo. Nieprzytomna nic nie zdziała.

I ja się czasem rozglądam nerwowo za taką maską z tlenem. Szukam czegoś, czegokolwiek w zasadzie, co pozwoli odetchnąć głęboko i utrzymać się na powierzchni. Czegoś, co pozwoli mi się zatrzymać i zebrać siłę do dalszej drogi. Czasem wystarczy ucieczka do wanny. Dobrze robią te wyjścia na sport, na tyle dobrze, że planuję w rodzinny grafik wpleść drugi wieczór bez mamy. A czasem potrzeba czegoś więcej niż godzina fitnessu czy kino z przyjaciółką. Przeładowane ciała i głowy łakną poważniejszego resetu, głębszego oddechu. I ja w tym temacie mam właśnie takie marzenie.

Podkręciła je pewna dziewczyna. Nie znam jej osobiście, ale wydaje się dosyć niezwykła. Kilka maili i rozmów telefonicznych wystarczyło, żebym jej zaufała i zapragnęła spróbować tego, co tworzy. Ma na imię Karolina, ma ciepły głos, śliczną buzię, dwóch synów i odwagę, żeby żyć po swojemu. Dobrze wie, że mamy często zaniedbują swoje potrzeby, bo jest uważna, wrażliwa i bardzo świadoma. Zjeździła kawał Azji i wpadła na świetny pomysł, jak podzielić się swoim doświadczeniem. A że ja uwielbiam przedsiębiorcze i inspirujące kobiety, to dziś chcę Wam o tym pomyśle opowiedzieć.

Niezwykle imponuje mi w Karolinie, że potrafi słuchać siebie, a zdiagnozowane potrzeby po prostu wcielać w życie. Miała odwagę, żeby podróżować sama, w ciąży i z małym synkiem, bo czuła, że tego jej trzeba do znalezienia spokoju i równowagi. Mimo oceniających komentarzy i krytyki otoczenia, realizowała własny plan, wiedząc, że to dla niej dobre. Podczas pobytu w Tajlandii, Laosie i Wietnamie obserwowała innych podróżników, rodziny z małymi dziećmi, a nierzadko też same mamy z dzieciakami. Kiedy jej pierwszy syn miał niespełna sześć miesięcy, wyjechała na pół roku do Azji, część tego czasu spędzając bez jego taty, sam na sam z Felkiem. Zadbała o pomoc w opiece nad małym, dzięki czemu odpoczęła, złapała równowagę, ale też odkryła nową jakość relacji z synkiem – pozbawioną nerwowości czy pośpiechu. Pomyślała wtedy, że fajnie byłoby stworzyć innym mamom warunki do podobnego odpoczynku – tak powstał projekt Breathe Mama.

„Pewnego dnia wpadłam na pomysł, by zacząć organizować wyjazdy regeneracyjne dla mam z dziećmi, znane na świecie, jako <<retreat>>. Za każdym razem zabierałabym kobiety w inny zakątek świata. Zorientowałam się, że nie ma czegoś takiego w Polsce. Jest bogata oferta zajęć, czy atrakcji dla najmłodszych, ale nie dla matek. W końcu po tygodniach poszukiwań, znalazłam w Londynie byłą dziennikarkę BBC, która właśnie organizowała wyjazdy regeneracyjne dla kobiet. A wszystko po to, by pomóc matkom się odbudować i na nowo usłyszeć swoje marzenia. To bardzo bliskie mojemu sercu idee. Wzięłam więc udział w  trzymiesięcznym kursie, organizowanym przez tę dziennikarkę, podczas którego nauczyłam się, jak przygotować taki wyjazd” – mówi Karolina.

Później wszystko potoczyło się bardzo szybko. Wróciła do Azji z Felkiem i po wielu tygodniach poszukiwań znalazła idealne miejsce, do którego mogłaby zaprosić mamy z dziećmi. To ośrodek położony w jednym z najpiękniejszych zakątków wyspy Koh Phangan. Gdy zobaczyła kameralne wille położone niedaleko plaży to nie miała wątpliwości, że tego właśnie potrzebowała. A ja, kiedy obejrzałam te zdjęcia, totalnie oszalałam!

Momentalnie zatęskniłam za Tajlandią i zapragnęłam wrócić do kraju, w którym spędziliśmy kilka miesięcy temu wakacje naszego życia. Nie tylko dlatego, że ośrodek jest kameralny, komfortowy i stylowy, a wyspa Koh Phangan słynie z urody i magicznie wręcz egzotycznego klimatu. Także z powodu całej filozofii wyjazdu, którą przedstawiła mi Karolina. Breathe Mama to wyjazdy w konwencji „retreat”, dedykowane mamom i to dla nich stworzono specjalny program relaksujących zajęć. Jak dla mnie idealny kompromis – nie trzeba rozstawać się z rodziną i wybierać wakacji bez dzieci, by naprawdę odpocząć, a wystarczy podzielić dzień między czas dla siebie, a ten dla nich. Dzieciaki mają bowiem na miejscu zapewnioną profesjonalną opiekę i kreatywne zajęcia, podczas gdy ich mamy mogą spędzać wspólne poranki i przedpołudnia na zajęciach jogi, warsztatach, uczyć się świadomego oddechu, oddawać masażom, uczyć się radzenia ze stresem czy rozmawiać o akceptacji własnego ciała. Włączają mi się tu takie wizje kobiecego kręgu, tej naszej fajnej, babskiej energii, której tak mi brakuje na co dzień. Czuję, że taki wyjazd to mógłby być nie tylko cudowny relaks i wyciszenie, ale też wejście na inny poziom świadomości samej siebie, swojego ciała, nowy wymiar wypoczynku z dziećmi i całkiem inna jakość macierzyństwa.

Dlaczego o tym piszę? Bo kupuję tę ideę „zostania królową własnego życia” i chcę wesprzeć fajną kobietę w realizacji jej pomysłu na życie i biznes, który może przynieść tyle dobrego mamom. Bo uważam, że to jest pomysł, który ma szansę zaskoczyć, tylko trzeba z nim dotrzeć do odpowiednich kobiet. Wreszcie: ponieważ czujemy z Karoliną, że wśród Was są takie kobiety, które mogłyby na takim wyjeździe skorzystać. Piszę o tym, ponieważ sama mam nadzieję w takim turnusie wziąć udział i wiem, że jeśli się uda, ta myśl będzie ogrzewać mnie przez całą zimę i dodawać otuchy w ciężkich chwilach. Bo – jak pisze Karolina – marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia!

Ostatnie, co chciałam Wam przekazać to, że wyjazdy organizowane są w konwencji mama + dzieci, lecz z powodu zainteresowania opcją rodzinną, niektóre turnusy będą zawierały taką możliwość. Wszystkiego dowiecie się bezpośrednio w Breathe Mama, więc to tam proszę kierujcie wszelkie pytania o wyjazd.

Wyczerpujące informacje o terminach, kosztach i warunkach wyjazdu znajdziecie na stronie www.breathemama.pl.
TUTAJ – szczegółowy opis programu, ośrodka i oferty Breathe Mama
TUTAJ – znajdziecie odpowiedzi na najpopularniejsze pytania

Mam też dla Was skromny rabat od Karoliny – taki, na jaki może sobie pozwolić kobieta, która porwała się na własny biznes i zarezerwowała w ciemno wielką willę na drugim końcu świata 😉 Jeśli zdecydujecie się na wyjazd wybrać z przyjaciółką czy np. siostrą i waszymi dziećmi, do takiej podwójnej rezerwacji otrzymacie rabat w wysokości 500 zł. Żeby go uzyskać, podajcie w mailu do Breathe Mama hasło: MRSPOLKADOT.

To jak – kto jedzie z nami wygrzać gnaty i ukoić skołatane nerwy? 😉

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

49 komentarzy

  • Odpowiedz Paula 8 listopada 2018 at 16:32

    Z uśmiechem powitałam nowy post, ponieważ zdjęcie tytułowe jest mi bardzo dobrze znane. Z Karoliną znamy się od lat i bardzo mocno kibicuję jej w tym przedsięwzięciu. Zastanawiam się cały czas nad tym pomysłem 😉

  • Odpowiedz Maga 8 listopada 2018 at 19:40

    O mamo, dla mnie te opisy brzmią jak jakiś nawiedzony bełkot („święty czas mamy”, „celebracja”, „sanktuarium”). Na mnie coś takiego działa odstraszająco. Chociaż sam ośrodek rzeczywiście wygląda pięknie i pobyt w njm niewątpliwie byłby bardzo przyjemny.
    No i trochę mi zgrzyta, jak ktoś pisze, że najważniejsze jest dla niego to, żeby jego praca niosła dobro. A tym dobrem okazują się luksusowe wakacje dla wybrańców, których na to stać.

    • Polka
      Odpowiedz Polka 8 listopada 2018 at 20:32

      Magda, prawdopodobnie masz inną wrażliwość czy poglądy, ale to nie powód, żebyś czyjąś wizję nazywała obraźliwie bełkotem, bardzo to niemiłe. Czynienie dobra to nie tylko wolontariat na rzecz bezdomnych kotów, można jednocześnie zarabiać, oferując usługi, które mogą wzbogacić czyjeś życie. A ceny nie są wcale wygórowane, jak na podróż do Azji z takim programem, wierz mi. Oczywiście, że nie każdego na to stać, ale to nie powód, żeby pomysłodawczyni nie mogła o sobie myśleć jak o osobie, która ma do zaoferowania coś wartościowego kobietom. Ja uważam, że to piękny pomysł na połączenie przyjemnego z pożytecznym.

  • Odpowiedz Maria 8 listopada 2018 at 20:32

    Dla mnie to również jakiś bełkot, dla mnie najpiękniejsze są wyjazdy z rodziną, o to chodzi by być na nich razem. To raczej da bogatych, co to za bardzo nie ubią jak się im dzieci pod nogami plątają. I jeszcze te sesje terapeutyczne, ja chyba z innej planety, bo kocham podróżować, ale z ludźmi którzy są mi bliscy. Tu oczami wyobraźni widzę zmanierowaną warszawkę.

    • Polka
      Odpowiedz Polka 8 listopada 2018 at 20:39

      Szkoda, że tak niewiele zrozumiałaś z moich i Karoliny opisów. Można się bardzo kochać i lubić spędzać ze sobą czas, a jednocześnie potrzebować relaksu i samotności, to dość naturalna potrzeba.

      • Odpowiedz Mila 9 listopada 2018 at 10:02

        Tak, oczywiscie – tylko bogate, nieodojrzale i rozpuszczone wyrodne pseudo-matki moga pomyslec, ze da sie spedzic fajny czas bez rodziny wiszacej u nogi 24/24…Ja pitole, w jakim kraju…jacy ludzie…cos takiego pisza i mysla…??

        Oferta swietna, taki odpoczynek przydalby sie 99% mam…a pozostaly 1% moze zerkac z pogarda 😉

        • Odpowiedz Kamila 13 listopada 2018 at 12:23

          Dziewczyny a może są takie matki, żony, których mężowie nie lubią jeździć, latać samolotem, to wg mnie idealne rozwiązanie dla nich. A co z samotnymi matkami…? Dopuśćmy do siebie, że to nie nasze pojmowanie świata jest właściwe/możliwe dla innych.

  • Odpowiedz Iza 8 listopada 2018 at 20:33

    Relaks z dzieckiem? Toż to samo sobie zaprzecza, he, he.
    A kto zaopiekuje się tym dzieckiem „samotnej” matki podczas kilkunastogodzinnej podróży? Cały relaks szlag by trafił podczas powrotu jak sądzę:-))))
    Dieta wegetariańska (ja pochwalam). Hmmm. Już widzę te bagaże mamuś wypchane paróweczkami. Bo jakże tak bez mięska. To będzie premiera, czy jakies turnusy się już odbyły?

    • Polka
      Odpowiedz Polka 8 listopada 2018 at 20:36

      Pozwól, że nie odpowiem na Twoje pytania, bo za dużo w nich złośliwości i zaczepek.

      • Odpowiedz Iza 9 listopada 2018 at 06:58

        No bo nie da się bez złośliwości Agnieszko. Ale takich z uśmiechem, bo przyznaj sama-kilkanaście godzin z małym dzieckiem, z przesiadkami i oczekiwaniem na lotniskach (Nie leciałam do Azji, wiec domniemam) to raczej nic odprężajacego. Owszem, są superbohaterki, co to ogarną bez mrugnięcia, ale nieliczne. A koszt…. hmmm. Osobiście poczułam się wypchnięta z grupy.
        Wiadomo jednak, że nie wszystko dla wszystkich. Życie. Ot co.
        Pomysł biznesowy super, ale wg mnie na bliższe tereny.
        I kibicuję , jak każdej kobiecie , która coś swojego próbuje stworzyć.

        • Polka
          Odpowiedz Polka 9 listopada 2018 at 09:44

          Iza, gdyby przy każdym produkcie, przy którym ktoś poczuł się wypchnięty z grupy, wszyscy mnie o tym informowali, moja działalność nie miałaby racji bytu – zawsze coś będzie dla kogoś za drogie albo niedopasowane. Krem, fotel, odkurzacz czy wakacje. Nie rozumiem, dlaczego musicie się złośliwie wypowiadać na ten temat. Podróż może być męcząca, ale wszystko zależy od sytuacji. Dzieci mogą jechać małe i duże, cierpliwe i odporne na niewygody, mamy mogą jechać razem, a w drodze powrotnej to już w ogóle wyobrażam sobie, że to już będzie grupa matek i dzieci, które się znają i podróżują razem, nie osobno. Wszystko też zależy od osoby – dla Ciebie to brzmi jak niewygoda, dla innej kobiety będzie zadaniem, z którym sobie poradzi, bo nie takie rzeczy w życiu robiła. Po co wymyślać jakieś wyimaginowane sytuacje, problemy, parówki itp?

  • Odpowiedz Magdalena 8 listopada 2018 at 20:52

    Jak za wyjazd do Azji mama+dziecko to rzeczywiście niewygórowana cena.

    Osobiście wolałabym coś bliżej, w Polsce, bo mój maluch wariuje po 3h w samochodzie, a co dopiero samolot. No i idea zen w polskiej wege agroturystyce trochę bardziej do mnie przemawia 🙂

    Ale pomysł rzeczywiście unikatowy i jako rozwiązanie luksusowe ma szanse znaleźć swoją nisze. Życzliwie kibicuje 😉

    • Odpowiedz Magda K 9 listopada 2018 at 06:12

      Natknelam sie na cos w tym rodzaju w Polsce! Tylko nie pamietam żadnych szczegolow pozwalajacych na identyfikacje:( Na pewno wyjazd byl na wies, z zalozeniem, że pobyt bedzie blisko natury… Chyba zaraz zaczne przeczesywac Internet bo zdecydowanie przydalby mi sie relaks

    • Odpowiedz Ania 10 listopada 2018 at 18:24

      Jest coś podobnego w Polsce, festiwal 🙂

  • Odpowiedz Ola 8 listopada 2018 at 21:12

    Chryste Panie tylko czekałam na takie komentarze… jakiez to polskie chciałabym powiedzieć! Po pierwsze skrytykować! Po drugie obrazić! Po trzecie napisać ze to „dla bogaczy” wiadomo prZeciez, ze bogacz to cwaniak i prywaciarz a napewno złodziej.
    Pomysł pierwsza klasa, trzymam za dziewczynę kciuki. Jako ciekawostkę dodam, ze niemieckie kasy chorych organizują wlasnie takie turnusy, sanatoria dla matek przemęczonych psychicznie, z depresja, pragnących polepszyć swoją więź z dzieckiem. Wiec jest to cos normalnego, żadna fanaberia dla bogaczy. Pozdrowienia z Frankurtu👍

  • Odpowiedz Agata 8 listopada 2018 at 21:41

    Dziewczyny, które hejtują Azję, mogą dostrzec wyjątkową szansę na utworzenie podobnego biznesu w Polsce lub bliskiej zagranicy. Mnie ogólnie temat nie dotyczy, bo ja bezdzietna, ale przykro czytać tyle przykrych komentarzy

    • Odpowiedz Iza 9 listopada 2018 at 09:08

      Agata, to nie zaden hejt. Po to opcja komentarzy, by wyrazić swoje zdanie. Nie widzę w żadnym nic przykrego.
      Myślę po prostu, że niektóre z nas czuły się tu jak w domu. Posty Agnieszki zawsze trafione celnie w zycie każdej z nas, czulysmy się jednością, a tu nagle bach. Oferta jednak nie dla wszystkich. Ba, dla niewielu. Troche z kosmosu. To mój odbiór .
      Agnieszko nie złość się i siadaj smarować nowy temat, bo większość, przecież wiesz, jest w dechę!

      • Polka
        Odpowiedz Polka 9 listopada 2018 at 09:38

        Ja się nie złoszczę, jak ubolewam. Iza, a czy odkurzacz za tysiąc złotych był dla każdego? A suszarka za dwa i pół? Niektórych nie stać na kremy, zabawki czy ubrania, które pokazuję. Jaki jest próg? Zawsze ktoś się może przyczepić, że za drogie. Nasze wakacje w Tajlandii też kosztowały dużo pieniędzy, a nikt się nie czepiał. Nie rozumiem, serio. Staram się, a nie mogę. Rzecz jest oryginalna, nie dla każdego, ale czy to jest powód, dla którego mi nie wolno spokojnie o tym napisać? Czy to jest powód, dla którego odważna, przedsiębiorcza dziewczyna ma czytać o sobie, że pisze bełkot? Nie ma we mnie zgody na takie bezsensowne czepialstwo i nigdy nie będzie. Kiedy ja trafiam na oferty nie dla mnie, idę dalej i nie piszę innym blogerkom, że reklamują samochody za kilkaset tysięcy i skąd w ogóle brać na to kasę. Nie piszę, choć sama jeżdżę piętnastoletnim gratem. Nie piszę, bo każdy produkt czy usługa ma swoją grupę docelową, a ja nie muszę należeć do każdej z nich. Trochę otwartości i pokory po prostu oczekuję, to wszystko.

        • Odpowiedz paulla 9 listopada 2018 at 13:41

          Polka nie przejmuj się… nie wiem tez i nie rozumiem jak inni myślą, że ich nie stać (to pewnie główny powód) to od razu muszą pisać takie komentarze ze złośliwościami. Pomysł nawet jak nie dla wszystkich to jest fajny…. a może za jakiś czas ta dziewczyna pomyśli o tym aby w Polsce coś takiego zorganizować i będzie taniej i przystępniej. Ale nie… lepiej od razu pisać, że bez sensu i w ogóle co to ma być…Szczęśliwa mama to i szczęśliwe dziecko 😉 … i właśnie jaki jest próg cenowy tego co pokazujesz … to pod innymi postami też by musiały być tego typu komentarze, że po co to i to pokazujesz bo za drogie itd. Nie stać kogoś, ok niestety tak bywa, że nie wszystkich na wszystko stać…ale to nie powód, żeby od razu tak marudzić i wszystko krytykować….
          P.S. Co do suszarki z ostatniego postu… dzięki za ten post ;)… na szczęście mogłam sobie pozwolić na zakup suszarki, która baaardzo ułatwiła mi życie ;)… i zastanawiam się tylko dlaczego wcześniej na to nie wpadłam wcześniej na taki zakup 🙂 ale widzisz Polko jesteś Ty i oto po przeczytaniu tego posta mnie olśniło haha
          P.S.2 Na suszarkę mnie stać ale na wyjazd do Azji w tym momencie pewnie nie… i co mam napisać, że to głupi pomysł i po co takie posty w ogóle?
          Pozdrawiam,

      • Odpowiedz L. 9 listopada 2018 at 13:43

        A no właśnie. Dopóki mówimy o ciasteczkach i kawałku łopatki za 20 zł wszystko jest ok. Jesteśmy jednością. Ale niech nagle wyjdzie, że kogoś stać na wakacje za kilkanaście tysięcy? Że nie dla każdej kochającej swoje dziecko mamy szczytem marzeń jest spędzanie z dzieckiem 24h na dobę? Że ma inną opcję i możliwość? Łooo, Pani, ale się wywyższa ta zmanierowana warszawka! Przykro się czyta takie komentarze.

    • Odpowiedz Mika 9 listopada 2018 at 17:09

      Och tak to bardzo polskie. Ale bez względu na to jaki kto ma pomysł na biznes i tak znajdzie sie ktoś komu to sie nie spodoba ale w Polsce to wybitne zjawisko. Strasznie to przykre. Mieszkałam 3 lata w Australii i gdyby ktoś zaproponował tam cos takiego to 99% społeczeństwa kibicowało by z całego serca.

  • Odpowiedz Iwona 8 listopada 2018 at 23:13

    Moim zdaniem pomysł idealny 🙂 Jedynie obawiałabym się, że dziecko mogłoby nie zaakceptować opiekunki a ja mogłabym mieć problem z pełnym relaksem myśląc czy moje dziecko dobrze się czuje. Fajnie gdyby była możliwość zabrania męża. Widzę w opisie, że takiej możliwości nie ma.

  • Odpowiedz Emi 9 listopada 2018 at 00:40

    Pomysł przedni 🙂 Sama w ostatnim czasie prawie codziennie myślę o tym, jak chętnie pojechałabym do jakiegoś „sanatorium”, wyzwolić się od codziennego kieratu, ciągle tych samych żmudnych, męczących czynności. I to wcale nie bez dziecka, nie chodzi o odpoczynek od niego, wręcz przeciwnie, taki spokojny, leniwy czas bez żadnego „muszę” to błogosławieństwo dla relacji. Propozycja wyjazdu do Azji nie jest na moje możliwości finansowe, ale czuję, że właśnie takie egzotyczne oderwanie się od codzienności i otoczenia, czas w zupełnie obcym, a jednocześnie takim pięknym i wyjątkowym miejscu, do tego nie na przypadkowych, męczących wczasach, ale wśród osób z podobnymi potrzebami i do tego w kobiecym gronie, taki czas może wspaniale zregenerować duszę i ciało na kolejne dni i miesiące mitręgi! Szkoda, że nie ma drugiej opcji gdzieś bliżej 😉
    A autorce projektu poradziłabym jedynie dopracowanie tekstów na stronie, które mam wrażenie, że są napisane dość niedbale. Oprócz literówek i interpunkcji jest sporo błędów np. przycisk „Sprawdź” (bez urazy oczywiście, mam dość wprawne oko)

  • Odpowiedz Raciborzanka 9 listopada 2018 at 04:00

    Magda, chyba nie doczytalas że oferta nie zawiera przelotu do i z powrotem do Tajlandii. Pisze o tym w szczegółach. Cena wzrośnie zatem znacznie. Do tego jest to oferta dla mamy i jednego dziecka, jeśli ktoś ma dwoje lub troje dzieci trzeba za nie dodatkowo zapłacić. Tak samo jak za dodatkową osobę dorosłą (np. męża).

    • Polka
      Odpowiedz Polka 9 listopada 2018 at 09:45

      Tak, zwykle wykupując wakacje trzeba zapłacić za każdą osobę, tak to wygląda w każdym biurze podróży. Nawet po dodaniu kosztów przelotu, cena jest bardzo rozsądna, tyle kosztują wakacje w Azji.

  • Odpowiedz N. 9 listopada 2018 at 10:10

    Idea bardzo mi się podoba, natomiast wybór miejscówki jest dość karkołomny.

    Sama byłam w zeszłym roku na Koh Phangam z dwulatką i mężem, podczas naszej podróży po Tajlandii. I podróż z Chiang Mai (samolotem!) zajęła nam 3/4 dnia, a tutaj ktoś musiałby jechać prosto z lotniska po kilkunastogodzinnej podróży. Lot + bus + prom + bus/taxi. Sama z dzieckiem bym się umordowała.

  • Odpowiedz Magdalena 9 listopada 2018 at 11:32

    Prawda jest taka, że ten wyjazd, ze względu na cenę, jest dla nielicznych.

    Druga prawda jest taka, że jeśli Polka ma ochotę taki wyjazd opisać to jej prawo, w końcu to jej blog i ona decyduje, jakie wpisy się tu pojawią.

    Trzecia prawda jest taka, że skoro istnieje opcja komentowania, to chyba po to żeby komentować? Niektórym się pomysł spodoba, a inni skrytykują cenę, miejsce czy „uduchowienie” pomysłu. I teraz pytanie czy mamy pisać komentarze tylko jeśli nam się podoba? Jeśli się nie podoba, to nie pisać nic?

    Jeśli tak, to w sekcji „zostaw coś po sobie” trzeba zrobić dopisek „ale tylko miłe rzeczy” 😉

    • Odpowiedz Maga 9 listopada 2018 at 11:54

      Już jakiś czas temu zauważyłam, że nie ma tu miejsca na dyskusję. Krytyczne komentarze i wyrażanie opinii niezgodnych z opiniami autorki nie są mile widziane.

      • Polka
        Odpowiedz Polka 9 listopada 2018 at 13:25

        Gdybym nie była otwarta na dyskusję, część tych komentarzy by się tu w ogóle nie pojawiła. Usuwam tylko jednoznacznie obraźliwe, jestem otwarta na polemikę, ale rozmowa polega na tym, że ja także mam prawo odpowiadać na negatywne komentarze i bronić swojego zdania. I tylko to robię, jednocześnie ubolewając nad tym, że niektórzy są złośliwi albo muszą koniecznie wbić szpilę.

        • Odpowiedz Maga 9 listopada 2018 at 13:55

          Nie prawda, kilka moich komentarzy, które nie były obraźliwe, nawet niejednoznacznie, się nie pokazało. Nie pierwszy raz.

          • Polka
            Polka 9 listopada 2018 at 14:25

            Jeśli się nie pokazały, to znaczy, że MOIM ZDANIEM były czepialskie albo obraźliwe, z całą pewnością. Over&out.

  • Odpowiedz Ania 9 listopada 2018 at 12:31

    Jakiś czas temu moja koleżanka psycholog mówiła mi o ciekawych badaniach skupionych wokół dwóch cech – otwartości oraz elastyczności. Był to projekt na europejską skalę. Zgadnijcie, które miejsce zajmują Polacy?
    Ostatnie…. Czytam komentarze i chociaż raczej mam gdzieś, co różni maruderzy myślą, to jednak jakiś mały smuteczek jest, że w takim w sumie doborowym towarzystwie jak czytelniczki tego bloga tyle jest zakutych kasztanów….

    • Odpowiedz Maga 9 listopada 2018 at 13:20

      A czy obrażanie ludzi, których się nawet nie zna, wskazuje na otwartość i elastyczność?

      • Odpowiedz Ania 9 listopada 2018 at 13:35

        raczej wskazuje na mój nawiedzony bełkot. I don’t care to be honest….
        Mam w ogóle taką swoją teorię spiskową ;), że to jakieś trolle piszą takie kocopoły, gdyż nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby tracić nawet minuty życia na bezsensowną, niekonstruktywną i pretensjonalną krytykę – także tak, wygląda na to, ze jednak jestem nawiedzona!!! 🙂 peace and love!

        • Odpowiedz Maga 9 listopada 2018 at 13:52

          Raczej mało elastyczna i niezbyt otwarta. Choćby na opinie odmienne od własnej.

          • Polka
            Polka 9 listopada 2018 at 14:26

            Dziewczyny, proszę skończcie te przepychanki, nie chcę tu takich klimatów. Kolejne takie komentarze już się tu i tak nie pojawią, wystarczy na dziś.

  • Odpowiedz Bea 9 listopada 2018 at 20:19

    Pomysł jest hm… oryginalny 😉
    Co do bełkotu to ja bym wolała, żeby mi ktoś napisał ‚słuchaj laska, pojedziesz dychnać z dzieckiem i nikt wam nie będzie tam narzekał’ zamiast takiego coachingowego miodku, ale niestety tak się dzisiaj opisuje produkty.
    I chyba też bym wolała coś bliżej, ale może na polskiej wsi to jest za mało oderwane od szarej codzienności, żeby poczuć wyjątkowość i faktycznie taka Azja ma sens.

    A poza tym to bardzo mi się podoba 🙂

  • Odpowiedz Agata 9 listopada 2018 at 20:47

    Tak sobie przeglądam wpis, szukam i znaleźć nie mogę… gdzie tu jest napisane, że ktoś Was zmusza do wyjazdu? Albo do czytania o nim? Tak ciężko wyłączyć wpis, którego temat Was nie interesuje? Ja przeczytałam całość z ciekawości i zamknęłam temat, nie jest to wyprawa dla mnie, nawet nie wchodziłam na stronę. Koniec tematu. A tu dywagacje jak tak można, ile to kosztuje i na cholerę w ogóle takie wyjazdy… Naprawdę nikt Was do niczego nie zmusza, więc po co czytacie coś co tak Was irytuje? Dla jednych to bełkot i durny wymysł, dla innych strzał w dziesiątkę. Każdy produkt ma swojego odbiorcę i naprawdę nie trzeba go obrażać, żeby wyrazić swoje zdanie…

    • Odpowiedz Maga 9 listopada 2018 at 22:16

      No ale gdybym tego nie przeczytała (mam teraz na myśli stronę internetową, nie wpis Polki), to nie wiedziałabym, że dla mnie to bełkot. Tak już mam, że żeby sobie wyrobić opinię na jakiś temat, to muszę się z tym zapoznać, choćby pobieżnie.
      I wcale nie dywaguję na wymienione prze Ciebie kwestie. Mój zarzut dotyczył głównie dorabiania ideologii do czegoś co jest po prostu luksusowym wyjazdem wakacyjnym dla bardziej zamożnych matek i ich dzieci. Nie wątpię, że przyjemnym, zwłaszcza w tak pięknym miejscu.
      I nie ma żadnego znaczenia czy mnie na taki wyjazd stać (owszem, stać) czy nie. Mojej opinii w temacie dorabiania ideologii to nie zmienia.

      • Odpowiedz Agata 10 listopada 2018 at 10:22

        Jasne rozumiem. Do mnie tez to zupełnie nie przemawia, też nie lubię dorabiania ideologii i wmawiania mi „bądź lepsza wersja siebie dzięki wege diecie i jodze” itp. Na mnie to nie działa, nawet mnie śmieszy. Ale są ludzie, którzy tego właśnie szukają, zreszta podejrzewam że mając pomysł na taki biznes musiała się raczej zorientować czy jest popyt na taką usługę. Mi chodziło bardziej o to, że nie ma co wyśmiewać czyjegoś pomysłu tylko dlatego, że dla Mnie jest to bełkot 🙂 Póki laska nikogo nie okrada, nie naciąga to niech próbuje realizować swój pomysł a czytanie o nim niezbyt konstruktywnej krytyki podcina skrzydła.

  • Odpowiedz Lu 9 listopada 2018 at 21:22

    O Matko Karolino, genialneeee!!! Teraz mam zgrzyt jechac sama z dzieckiem czy z mezem 🙈🙈🖤🖤🧘‍♀️🧘‍♂️

  • Odpowiedz Iza 10 listopada 2018 at 07:22

    Pogubilyscue się dziewczyny w tym ataku na nas -„krytykantki”. Przekoloryzowane zarzuty…
    Czy to Agnieszko pierwszy post rozgrzany do czerwoności? 🙂
    Jak mówią : „pierwsze koty za płoty” 😉

  • Odpowiedz Edyta Tkacz 10 listopada 2018 at 15:45

    Ooooo, właśnie czytam sobie ten wpis, siedząc na Ko Phangan i potwierdzam, wyspa jest przepiękna.
    A wszystkich narzekających, że zaprezentowana tu oferta jest droga zapewniam, że można na wakacje do Tajlandii wybrać się o wiele tańszym kosztem. Tylko trzeba się samodzielnie zabrać za organizację, znaleźć hotel, zamienić all inclusive na jedzenie w lokalnych knajpkach, itp.
    Jeśli ktoś życzy sobie nianię obeznaną w metodach Montessori i różne zorganizowane atrakcje, to akurat podana w ofercie cena nie wydaje się aż tak wygórowana.

  • Odpowiedz Mariola 10 listopada 2018 at 20:33

    Bardzo dobry pomysł i gorąco dopinguję!!! Moim zdaniem dużo zależy od partnerskiego życia i partnerskiego wychowania dzieci. Z moim mężem razem zaszliśmy w ciążę 😜, razem rodziliśmy, razem zmienialiśmy pieluchy i przechodziliśmy sraczki i rzygi, jednocześnie dbając o to, by każde z nas nadal miało dla siebie czas i swoje hobby. Łatwo nie było, syn był rehabilitowany przez pierwszy rok swojego życia, my kończyliśmy studia, każde z nas pracowało, mąż zawodowo grał w piłkę ręczną i mogliśmy liczyć tylko na siebie. Razem zarabiamy i razem prowadzimy dom. Od samego początku naszej rodziny spędzaliśmy wakacje razem, ale dbaliśmy również o to, by każde z nas miało czas na swoje wyjazdy, by nabrać dystansu, by się zresetować, by móc za sobą zatęsknić, by zatęsknić za bycie rodzicem, żoną/mężem, i nie widzę w tym nic złego. Po wielu latach małżeństwa mogę tylko napisać, że była to najlepsza decyzja jaką podjęliśmy razem. Za chwilę moment syn wyprowadzi się na studia, a my nadal prowadzimy taki styl życia. Wszystkim życzę dystansu i zdrowego podejścia.

  • Odpowiedz Katolina Frycz 10 listopada 2018 at 21:23

    A dla mnie pomysł super. I wlasnie sie z mężem zastanawiam czy nie skorzystać z oferty. Niestety nie mozemy sobie pozwolić na wspólne częste wyjazdy…. Polko moze przyjdzie nam sie poznac w Tajlandii 😉

  • Odpowiedz Dorota T 11 listopada 2018 at 09:43

    Polko, dziękuję za „podsuwanie” ciekawych pomysłów. Wielokrotnie z nich korzystałam. Są prawdziwe i rzetelne.
    Ten wpis spodobał mi się za coś szczególnie ważnego- wspieranie przedsiębiorczości innych kobiet.

  • Odpowiedz GosiaSkrajna 13 listopada 2018 at 17:51

    Sama idea jest dla mnie super. Miejsce bajeczne. Na pewno bym pojechała.
    Niestety próg to cena. Plus koszy przelotu… Dla mnie jest zaporowa bo zarabiam tyle a nie więcej.
    Gdybym miała większą pensje, byłabym w stanie odłożyć na taki wyjazd…
    I nawet jeśli to jest atrakcyjna oferta cenowa to dla mnie nie do przeskoczenia 🙁 …
    Ale kibicuje…może kiedyś w Polsce coś takiego powstanie…nie muszę uprawiać jogi, chodzic na seanse, relaksować się, być masowaną w Tajlandii, mieć zapewnioną opiekę dla dziecka…dla mnie może być to nawet w Uniejowie w hotelu…taki wyjazd z córką byłby czymś wspaniałym…

    • Odpowiedz Raciborzanka 14 listopada 2018 at 08:36

      Gosia, to ja proponuję Ci wyjazd z dzieckiem do sanatorium. Serio, nie żartuję. Ja właśnie jestem po takim 3 tygodniowym turnusie nad morzem, z dwójką dzieci. Byliśmy we wrześniu, piękna pogoda, sympatyczny personel, bardzo dobre jedzenie, 2 minuty od Bałtyku. Wypoczęłam jak nigdy, nacieszyłam dziećmi, spokojem, pięknymi krajobrazami. Dzieci miały swoje zabiegi (3 dziennie, w sumie zajmowały 40 min.), ja wykupiłam 2 zabiegi dla siebie (a co, matce też się należy). Naprawdę polecam.

  • Odpowiedz Julia 15 listopada 2018 at 23:39

    Jak dla mnie sztos sztos sztos!!! Najpiękniejsze co można dać swojemu dziecku to przykład jak pięknie i duchowo można o siebie zadbać, bez względu na wiarę. Z dała od podziałów. Uważam, ze takie wyjazd to jest przepiękny prezent również dla dziecka. Będzie miało okazje usłyszeć siebie z dała od cywilizacji komputerów. Zatęsknić za życiem albo nabrać dystansu. Lubię Twoje posty ale te miliony małych i większych pocieszaczy nastroju byłabym w stanie oddać za ten wyjazd. Pokaże to córce może zażyczy sobie jako prezent na komunie. Karolina mega Ci gratuluje i kibicuje. Przefantstyczny pomysł w tym zabieganym świecie. Atom !!! Stac mnie czy nie stac. Jadę czy nie jadę. Ja już czuje pozytywna energię. Aż mi się zachciało pracować i odkładać kasę. Meeeeeeeeega cel. Chciałabym być ta córka, która mama zabrała to krainy pięknych myśli, cudownej energii. Nie mam na razie na to kasy, ale cieszę się, ze te co maja sie decydują, a my sie pewnie jeszcze kiedyś spotkamy 👏🏼👏🏼👏🏼👏🏼👏🏼👏🏼 Pamiętajcie nie ma granic, są tylko opory, a Ty Karolino pokazujesz, ze jesteś sobą nie próżna nie służba nie kobieta dłużna – be yourself everyone else is already taken. A dziewczynom na nie z całego serca kibicuje i mega szczerze życzę, żeby odkryły piękno w tym pomyśle i się na niego nie zamykały.

  • Zostaw coś po sobie