Slajd110
Obiady, Przepisy

obiadowe zło wcielone

W sobotę miałam przygotować obiad dla mężczyzn i dzieci, dwóch mężczyzn i trójki dzieci – gwoli ścisłości. Jednej od pary nie było, ja postanowiłam zadowolić się liśćmi, zostali więc tylko oni – mężczyźni i dzieci.
Musi być mięso i węglowodany, jak karmisz mężczyzn i dzieci, no może nie na co dzień, ale przy sobocie już tak, przy sobocie i niedzieli to już rozpusta być musi, tak uważam. Biorąc pod uwagę kulinarne sympatie i antypatie całej tej piątki oraz powyższe założenia, wyszło mi, że zrobię lasagne. Pomysł okazał się trafiony, tylko ja cierpiałam.

Lasagna to bowiem zło wcielone, węglowodanowa bomba, mączno-tłuszczowa zbrodnia dla sylwetki. Jakkolwiek zbrodnia to przepyszna, to foodporn w najczystszej postaci, ciągnie się w niej tona sera, nie czarujmy się jednak, od żarcia lasagne nie staniemy się Monicą Belucci. Ja przynajmniej nie wiem, jak ona to robi, że jej te makarony w cycki idą. Mi idzie i w cycki i wszędzie indziej, więc walczę, cierpię, lecz zadowalam się liśćmi. Przygotujcie to danie jedynie wtedy, gdy jesteście chude, albo jeśli Wam też idzie w cycki, ostatecznie wtedy, gdy macie w sobie siłę, by zadowolić się liśćmi, jednocześnie patrząc, jak im się ciągnie mozarella, wdychać pomidorowo-czosnkowe opary, słuchać, jak chrupie im w ustach ta złota skorupka…basta! Po prostu odpowiedz sobie na pytanie, czy spełniasz choć jeden wymóg z powyższych. Jeśli tak – idź w to jak w dym.

Lasagna 
(duże naczynie do zapiekania – ok. 6 sporych porcji)

Składniki:

16 płatów makaronu lasagna
750 g mięsa mielonego (u mnie dwa gatunki: 0,5 kg z szynki wieprzowej i zmielona własnoręcznie pierś kurza – 0,25 kg)
700 ml pomidorowej passaty
1 puszka pomidorów krojonych
1 cebula
2 spore marchewki
2 szklanki mleka
3 łyżki masła
3 łyżki mąki
200 g sera tartego mozzarella lub innego żółtego, który dobrze się topi
1 kulka (125g) mozzarelli w zalewie
przyprawy: sól, pieprz, czosnek , gałka muszkatołowa
oliwa z oliwek

Przygotowanie:

  • makaron podgotuj: wrzuć na wrzątek, osolony, z dodatkiem 2 łyżek oliwy, gotuj ok.4-5 min., by troszkę zmiękł, po odlaniu przelej zimną wodą, kolejną łyżką oliwy, rozdziel płaty (są dwie szkoły- ja po kilku lasagnach z twardawym makaronem należę do tej gotującej makaron przez zapiekaniem)
  • pokrój drobno cebulę, zeszklij na głębokiej patelni na ok. 3 łyżkach oliwy, dodaj mięso i startą marchew, smaż, duś, posól, popieprz, wciśnij dwa ząbki czosnku
  • w drugim garnku zagotuj passatę i pomidory z puszki aż się zredukują i połączą, a cząstki pomidorów rozgotują, dodaj pół łyżeczki soli, łyżeczkę cukru, szczyptę pieprzu i ząbek czosnku, mieszaj od czasu do czasu (powinno to zająć jakieś 15-20 min.)
  • przygotuj beszamel: zagotuj dwie szklanki mleka z 3 łyżkami masła i 3 łyżkami mąki, szczyptą soli, pieprzu i gałki, mieszaj trzepaczką (rózgą) i gotuj na małym ogniu aż wyraźnie zgęstnieje do kremowej konsystencji
  • wlej zredukowany sos pomidorowy do mięsa i duś całość jeszcze pół godziny, mieszając od czasu do czasu
  • teraz la grande finale: naczynie do zapiekania wysmaruj cieniutko oliwą, ułóż na dnie płaty makaronu (moje ma wymiar czterech płatów, układanych jeden obok drugiego)
  • na makaron wylej chochlę beszamelu, rozsmaruj dokładnie
  • kolejna warstwa to mięsno-pomidorowy sos: wykładaj go tyle, by w miarę równomiernie pokrywał makaron z beszamelem
  • teraz rozrzuć tartą mozarellę lub żółty ser, 1/4 przeznaczonej na danie porcji ( jakieś 50g)
  • powtórz czynności jeszcze dwukrotnie, czyli: makaron, beszamel, sos mięsno-pomidorowy, tarta mozarella, makaron, beszamel, sos mięsno-pomidorowy, tarta mozarella, zakończ makaronem z beszamelem, na wierzch: tarta mozzarella i dodatkowo porwij jeszcze kulę na mniejsze kawałki
  • podsumowanie warstw, może pomóc Ci gospodarować składnikami: potrzebujesz 4 warstwy makaronu, beszamelu i sera, a 3 warstwy sosu mięsno-pomidorowego, to oczywiście tylko propozycja, moje naczynie pozwala na tyle warstw, z tej ilości może być oczywiście mniejsza, ale wyższa lasagna
  • włóż lasagne do nagrzanego (180 stopni) piekarnika i zapiekaj póki wierzch się nie zezłoci, a całość nie zacznie uroczo skwierczeć i bulgotać (potrwa to pewnie ok. 20 minut)
Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

16 Komentarze

  • Odpowiedz ANIA 17 lutego 2014 at 16:29

    kto zjadł 6 porcję? 😀

  • Odpowiedz Aleksandra Michalska 17 lutego 2014 at 16:32

    wygląda bardzo smakowicie…..dlaczego mi to robisz, też miałam iść w liście bo leżakowanie w gipsie nie sprzyja odchudzaniu ani ćwiczeniom. Ale nic, zrobię chłopakom a sama skubnę tylko trochę. I tak Ciè lubię choć kusisz grzesznym żarciem :-)

  • Odpowiedz blackberry 17 lutego 2014 at 16:35

    omnomnomnom ale bym taką zjadła. Ale niestety, przydałoby się przed wiosną zrzucić trochę tu i tam, więc też zadowalam się zieleniną 😉

  • Odpowiedz asia 17 lutego 2014 at 16:56

    wyjątkiem jest makaron barilla, można bez gotowania ew. wystarczy sprzyć wrzątkiem – polecam ich kluchy, drogie ale pyszne.
    przepis wypróbuje bo robię inaczej :)

    • Odpowiedz Polka Dot 18 lutego 2014 at 09:27

      nie znam tej marki, rozumiem, że mówisz o odmianie lasagne, że ten się ładnie zachowuje bez podgotowania, tak?

    • Odpowiedz asia 18 lutego 2014 at 11:17

      to włoska firma makaroniarska 😉

    • Odpowiedz Agi 18 lutego 2014 at 17:53

      Ja robię primo gusto bez podgotowywania i też super, tylko musi być całkowicie przykryte sosem.

  • Odpowiedz Anonymous 17 lutego 2014 at 17:44

    szóstą porcję zjadł Mąż na kolacje :-)

  • Odpowiedz angela 17 lutego 2014 at 18:14

    Uwielbiam :) Ja bym się nie powstrzymała, na stówę :)

  • Odpowiedz blok nr 8 17 lutego 2014 at 19:11

    Marzę o takiej od dawna:)

  • Odpowiedz Agafia 17 lutego 2014 at 19:14

    Ja to bym się chyba rozpłakała jakby mi jeszcze poszło w cycki 😀 Jednak najbardziej chciałabym żeby mi poszło NIGDZIE. A idzie w brzuch i to ostatnio błyskawicznie, dlatego wróciłam do ćwiczenia :) Szkoda, że ćwiczenie nie działa tak szybko jak jedzenie 😛

  • Odpowiedz Zakładnicy codzienności 17 lutego 2014 at 19:59

    oj tam oj tam od czasu do czasu można zjeść :)

  • Odpowiedz Marta Domwkratke 17 lutego 2014 at 21:55

    zgodnie z zasadą raz się żyje, nie będę wcinać liści, gdy „lazania” obok. Raz nie zawsze, zawsze nie wciąż:) W sumie najlepiej i liście i lazanię

  • Zostaw coś po sobie