polkowelove

o ciele, które zaczyna się w głowie – moje lektury na wiosnę

Od jakiegoś czasu głośniej niż kiedykolwiek słyszę złowieszcze tykanie zegara. Nie wiem, czy to ono, czy wiosna, a może to ta moja potrzeba zmian, ale czuję się, jakbym się przebudziła. Czuję się jak larwa, jeszcze obła i obleśna, jeszcze w krępującym ruchy kokonie, ale wiem, widzę to, że jeśli będę cierpliwa, zostanę tym cholernym motylem.

Zostanę nim, bo chcę. Bo mogę. Potrafię. Bo mi niewygodnie. Bo już nie chcę dłużej być tą panią od przyjemności, kiszącą się w swojej dusznej strefie komfortu.

Nie, nie odchudzam się. Ja zaczynam nową przygodę; podróż, która jeszcze nie wiem, gdzie mnie zaprowadzi, ale czuję, że mogę wrócić z niej odmieniona. Nie rezygnuję z filozofii codziennych szczęść i drobnych radości na rzecz ascezy, nie wyzbywam się hedonizmu dla ortodoksji. Ja zastępuję dotychczasowe przyjemności innymi, jedna po drugiej.

Dojrzewałam do tego miesiącami. Przeczytałam mnóstwo ciekawych rzeczy, które zbliżyły mnie do zrozumienia siebie, aż doszłam do momentu, w którym nie mogłam się doczekać, aż zacznę. Przygotowałam się, jak jeszcze nigdy. Jestem swoim własnym, najważniejszym projektem i podchodzę do niego z całym profesjonalizmem i zaangażowaniem. Jestem podekscytowana i nastawiona na długi dystans. Przeprowadziłam ze sobą wiele motywacyjnych rozmów. Aż poczułam to mocno i poczułam to na pewno, że to nie kara, nieznośne ograniczenie, żaden przerywnik, po którym wszystko wróci do normy. Poczułam, że to będzie frajda.

Tak, ja, kanapowa królowa, ja – „beka z mody na fitness”, ja wkurzona przeciwniczka wąskiej definicji piękna, ja, której bliżej było do treningów Nosowskiej niż Lewandowskiej. Ja ćwiczę i jaram się tym. Jem mniej, wolniej i rozważniej.

Już nie mogłam się doczekać. Chciałam wreszcie zacząć, poczuć, że mam mięśnie, ciało, oddech. Chciałam się spocić i chciałam, żeby bolało. Mam w sobie wielki głód ruchu, sportu, aktywności. Patrzę na biegnących ludzi i wyobrażam sobie, jakie to musi być cudowne. Choć przecież wystarczyłoby, żebym wyszła z domu, wytworzyłam w sobie jakąś blokadę, że to nie dla mnie, że jednak obciach tak sapać na ulicy, że mi się trzęsie to i owo. Czuję, że dzień, w którym postanowię mieć to w dupie jest bliski. Czuję, że w tym roku nauczę się jeździć na rolkach. Czuję, że znajdę sobie wreszcie klub, w którym będę mogła się pocić w rytm tanecznych dźwięków i czuć te endorfiny, za którymi tak tęsknię.

Czuję, że to nie przelotny romans, ani fanaberia. Przestawiam sobie w głowie, każdego dnia po jednym klocku, po kawałeczku. Nie pytajcie jak, nie proście o szczegóły, nie powiem Wam, co ani kiedy. Jeszcze nie, bo wciąż jestem larwą. Dopiero zaczynam czuć luz w gaciach i odkrywać obecność mięśni brzucha. Piszę to, żeby powiedzieć Wam, że każdy może zacząć od nowa.

Mój kwietniowy dobór lektur odzwierciedla aktualny stan ducha – to książki o ciele, które zaczyna się w głowie. O motywacji i przekraczaniu granic. O zrozumieniu siebie. O jedzeniu, które nam służy – jest pyszne, ale nie destrukcyjne. I o małych radościach, codziennej uważności i wewnętrznym spokoju. Nie tylko dla larw, także dla motyli. Bo pewne rzeczy trzeba sobie wciąż przypominać, żeby nie zabłądzić. A jeśli to nie Wasze klimaty, na końcu znajdziecie coś z innej bajki, świetne audiobooki dla dzieci i 50% rabat!

„Kobiety, które walczą. Rozmowy z zawodniczkami sztuk walki”

Sylwia Chutnik

Nie ukrywam, że byłam zaskoczona, kiedy zobaczyłam, jaką książkę wydała Chutnik. TA Chutnik – feministka, aktywistka, felietonistka. Ta Chutnik z różową grzywką. Niby od zawsze siedzi w tematyce kobiecej, ale sporty walki? Ona mi się jednak zawsze bardziej kojarzyła z umysłem niż ciałem. Taka intelektualistka błyskotliwa i za naparzanie na macie się bierze? W moim aktualnym stanie ducha nie mogłam znaleźć sobie lepszej motywacji do ruchu. I choć nie wyobrażam sobie, żebym kiedykolwiek mogła tak „mordować” swój organizm i zmusić się do tak dużego wysiłku, opowieści tych zawodniczek dodały mi siły do przekraczania własnych granic. Nieważne, że położonych tak daleko od ich limitów.

„Kobiety, które walczą” to seria wywiadów przeprowadzonych przez Sylwię Chutnik z zawodniczkami sportów walki. Wśród rozmówczyń są te najbardziej utytułowane jak Joanna Jędrzejczyk, Agnieszka Rylik czy Iwona Guzowska, dziewczyny mniej znane, oraz kobiety, które trenują tylko hobbystycznie, m.in pisarki Grażyna Plebanek i Małgorzata Halber.

Niestety trzeba przyznać, że większość wywiadów jest do siebie dosyć podobna i momentami zapominałam, o której z kobiet czytam. Większość z nich ma te samą motywację, identyczne wyzwania, doświadczenia czy problemy. Literacko najciekawszy jest wstęp, bo też i nie da się ukryć, że język Chutnik to coś, co mam ochotę czytać znacznie bardziej niż wypowiedzi zawodniczek. Nie tylko literacko zresztą – znacznie bardziej od sportsmenek przemawia do mnie kobieta, która pisze: „Wolę leżeć niż chodzić. Pewnie dlatego przez lata uważałam, że sport nie jest dla mnie.” Która tak jak ja wraz z wiekiem „z większym szacunkiem podchodzi do fizyczności”. W tym wstępie znalazłam siebie i wielką zachętę, by jak autorka, pracować nad własnym ciałem. Mimo że skłamałabym mówiąc, że wywiady przeczytałam z zapartym tchem, ta książka jest potężną dawką inspiracji do szukania w sobie kobiecej siły i przełamywania swoich ograniczeń.

„Kobiety, które walczą” oraz pozostałe e-booki Sylwii Chutnik znajdziecie w Virtualo.pl.

„Jem (to co kocham) i chudnę”

Karolina Szaciłło, Maciej Szaciłło

jem to, co kocham i chudnę

Kolejna książka, której bardzo potrzebowałam. Opis doświadczeń, z którymi niesamowicie się utożsamiam i historia, która daje nadzieję. Karolina latami zmagała się z nadwagą. Próbowała przeróżnych diet, katowała się, głodowała, trenowała. Niestety po każdym takim wysiłku wracała do dawnych nawyków, do niezdrowych mechanizmów emocjonalnego jedzenia. Waga spadała, ale później wracała z nawiązką. Przez 10 lat Karolina zamiast schudnąć, przytyła ponad 25 kilogramów. Kiedy poznała Macieja, eksperta od zdrowego odżywiania, zaczęła nareszcie skuteczną pracę nad swoją dietą, ale przede wszystkim – nad głową. I to jest właśnie to, co ja robię teraz – próba zmiany myślenia i takiego zaplanowania codziennych posiłków, żeby zmiana była trwała. Dziś Karolina jest szczupła, bo znalazła klucz do zdrowej sylwetki – porządek w głowie, umiejętność odreagowywania stresu w inny sposób niż jedzenie, posiłki, które smakują i sycą, zamiast rygorystycznych diet, które prędzej czy później zwykle kończą się porażką. To nie jest książka o szybkim odchudzaniu ani tylko zbiór przepisów, to psychodietetyka w najczystszej postaci. A w dodatku – totalnie moje smaki. Dużo tu azjatyckich i dalekowschodnich przypraw, warzyw, strączków, kasz, są też fajne, roślinne słodycze. Na pewno nie raz się zainspiruję!

E-book „Jem to, co kocham i chudnę” znajdziecie w Virtualo.pl.

„Jedz i bądź piękna”

Wendy Rowe

Coraz bardziej mnie stresuje zbliżająca się szybkimi krokami czterdziestka. Serio, myśl o tym, że niedługo będę stara, mobilizuje mnie do poważnego myślenia o swoim ciele. Zamiast botoksów i innych zastrzyków wolałabym zatrzymać dobry wygląd cery w naturalny sposób.

Wendy Rowe, światowej sławy makijażystka i specjalistka od urody, proponuje ponad 70 prostych dań, które są zaplanowane z myślą o skórze. Czyli żeby dostarczyć jej składniki odżywcze, dzięki którym będzie mieć promienny wygląd. Każdy z przepisów nawiązuje do produktu, który pomoże uporać się z konkretnymi problemami i dolegliwościami skórnymi. Można się z niej dowiedzieć, że problematyczną cerę oczyszczą od wewnątrz ogórki i odtrują szparagi. Wiedziałyście, że cukier przyspiesza utratę kolagenu ze skóry? Że porcja jedzenia na posiłek powinna zmieścić się w złożonych dłoniach? Że regularna gimnastyka nie tylko wysmukla ciało, ale i upiększa cerę? Co bardzo fajne, zalecenia są realistyczne i przemyślane, bo podane w podziale na pory roku, nie ma więc obaw, że się okaże, że macie jechać cały rok na pomidorach albo odżywiać się samym jarmużem i sałatą. Każdy sezon to inne warzywa i owoce, których właściwości opisuje autorka i powiem Wam, że niektóre są naprawdę zaskakujące.

Bardzo podobają mi się przepisy – dania są proste i apetyczne, znalazłam tu wiele inspiracji obiadowych i sałatkowych, pomysłów na koktajle oraz na naturalne mikstury do pielęgnacji od zewnątrz – maseczki, peelingi, mgiełki i toniki. Wendy podpowiada również, co jeść, a czego unikać w diecie, zależnie do rodzaju cery.

E-book „Jedz i bądź piękna” można zamówić w Virtualo.pl.

„Jedz. Mała księga szybkich dań”

Nigel Slater

Bestseller. Księgarnia Amazon ogłosiła ją książką kucharską 2013 roku, była też najlepiej sprzedającym się tytułem w tej kategorii według “Guardiana”. Byłam jej bardzo ciekawa, zwłaszcza, że dość szybko zyskała miano kultowej. Nigel Slater to przecież jeden z najbardziej popularnych autorów książek o jedzeniu i znany prezenter programów kulinarnych.

Jeszcze nikt nie napisał czegoś tak dobrego. „Jedz” Nigela Slatera od razu przechodzi do klasyki gatunku – The Times

„Jedz. Mała księga szybkich dań” to rewelacyjny, bardzo obszerny zbiór przepisów do wykorzystywania na co dzień.  To bardzo dobra książka kucharska ze zwyczajnym jedzeniem – zero zadęcia, żadnych kulinarnych mód, a raczej myśl o normalnych ludziach i ich potrzebach. Czasem mamy mało czasu, czasami więcej, jednak zazwyczaj chcemy móc na co dzień po prostu coś zjeść. Proste, smaczne, spontaniczne gotowanie. Przepisów jest mnóstwo, bo aż sześćset! Książka zorganizowana jest ciekawie, bo podzielona na składniki takie jak: jajka i ser, makaron, mięso, owoce, warzywa, ryby i owoce morza czy – i to jest super – resztki. Dzięki temu możemy przeglądać przepisy z głównym składnikiem, którym dysponujemy albo na który mamy ochotę.

Jakie tu są pyszności! Od samych nazw i zdjęć można dostać potężnego ślinotoku. Jakie pomysły na kanapki na ciepło, inspirujące dodatki do mięs, dużo fajnych warzywnych dań, placków, kotlecików, i mnóstwo zaskakujących połączeń (ziemniaki z orzechami i jajkiem? ziemniaki zapiekane z kalafiorem pod sosem serowym? omg!). Ja zaczynam od chrupiących sałatek, a dla dzieci – krokiety ryżowo-serowe. Polecam każdemu, kto miewa problemy z pomysłami na posiłki i jednocześnie ma ochotę na nowe smaki.

E-booka „Jedz. Mała księga szybkich dań” możecie kupić w księgarni Virtualo.

„Życie, piękna katastrofa”

Jon Kabat-Zinn

„Mądrością ciała i umysłu możesz pokonać stres, choroby i ból” – tak brzmi dopisek na okładce i to rzeczywiście jest najlepsze podsumowanie zawartości książki. To klasyczna już pozycja Jona Kabata-Zinna na temat praktyki uważności w walce ze stresem i cierpieniem wytrzymuje próbę czasu. Wznowiony po dwudziestu pięciu latach  praktyczny przewodnik, opisujący Program Redukcji Stresu w Oparciu o Uważność, opracowany na Uniwersytecie w Massachusets.

I tak – sporo tu wyników badań nad stresem, odkryć naukowych, psychologii i wiedzy o zdrowiu. To nie jest żadne bajanie ani gdybanie, a poparty naukowo program treningu Mindfullness. To sprawia, że książki nie połyka się z łatwością, przypomina ona bardziej podręcznik dla początkujących niż lifestyle’owy poradnik. Ale jednocześnie uwiarygadnia metodykę autora i stanowi wartościowe merytorycznie wsparcie w codziennych zmaganiach.

Uważność to umiejętność, którą praktykuję od dawna, to o niej de facto jest „Suma drobnych radości”. Tu jednak znajdujemy popartą nauką opowieść o umyśle i ciele i o tym, jak można stworzyć z nimi mądrzejszą relację. „Życie, piękna katastrofa” to także przewodnik po tym, jak radzić sobie z życiowymi wyzwaniami, a nawet tragediami. Jak radzić sobie z lękiem, bólem i cierpieniem – czytelnik dostaje pełen dostęp do treningu MSBR (Mindfulness-Based Stress Reduction) w takiej samej postaci, w jakiej praktykują go pacjenci w Klinice Redukcji Stresu, w której pracuje autor.

Czy to jakieś szarlataństwo? Dziwactwo? Absolutnie, to wskazówki do takiej transformacji własnego umysłu, która rozbudza zdolność dostrzegania piękna w każdej chwili. Zarys ścieżki życia pełnego niuansów, dbałości o szczegóły i nieustannego zadziwienia. Czerpiąc ze swoich długoletnich doświadczeń w pracy z tysiącami indywidualnych przypadków, Kabat – Zinn łączy osobiste historie swoich podopiecznych z najnowszymi odkryciami, by nauczyć nas wykorzystania inteligentnej świadomości i przetrwać ze spokojem najtrudniejsze chwile życia.

E-booka „Życie, piękna katastrofa” możecie kupić w księgarni Virtualo.

AUDIOBOOKI

„Ona to wie” Lorena Franco

Wciągająca pozycja w sam raz na majówkę. Nazwana jedną z pięciu najważniejszych książek w Hiszpanii w 2017 roku. Trzymający w napięciu thriller, mroczna historia, która rozwija się w pozornie nudnych okolicznościach spokojnego osiedla pod Barceloną. Samotna, ignorowana przez męża, uzależniona od alkoholu i środków uspokajających Andrea spędza całe dnie na obserwowaniu przez okno życia sąsiadów. Jej uwaga skupia się pozornie idealnym małżeństwie, mieszkającym po drugiej stronie ulicy. Jej smutną rutynę przerywa zniknięcie sąsiadki z naprzeciwka. Ale czy to dzieje się naprawdę czy to tylko wytwór zamroczonego whiskey i tabletkami umysłu? A może tylko wyobraźnia niespełnionej pisarki? Mimo wątpliwości, Andrea próbuje poznać prawdę, niezależnie od zagrożenia, które na nią przez tę dociekliwość spada.

Początkowo akcja rozkręca się dość wolno, by z czasem nabrać rumieńców i porwać słuchacza w nieprzewidywalny ciąg zdarzeń. Tu niemal każdy bohater okazuje się kimś innym, niż zdawał się początkowo, klimat robi się coraz bardziej niepokojący, zaskoczenie goni zaskoczenie, a największe jest na końcu! Warto przebrnąć przez dość schematyczny początek, by posmakować wartkiej drugiej części i odkryć tajemnicę.

Audiobook „Ona to wie” – Biblioteka Akustyczna

„Ania z Zielonego Wzgórza” L.M. Montgomery

Nikomu nie trzeba przedstawiać ani panny Shirley, ani rodzeństwa Cuthbertów czy wreszcie – Zielonego Wzgórza na Wyspie Księcia Edwarda. Z ogromnym wzruszeniem i sentymentem obserwuję, jak Zosia sięga po tytuły z mojego dzieciństwa, zwłaszcza tak ukochane jak „Ania”. Zawsze utożsamiałam się z jej gadulstwem, wybujałą emocjonalnością i romantyzmem, co sprawiało, że przez lata była moją ulubioną postacią literacką. Przeczytałam wszystkie książki z tej serii, nie zliczę, ile razy widziałam film. W ubiegłym roku historią Ani zaraziłam Zośkę, kiedy to z wypiekami na twarzach i łzami w oczach obejrzałyśmy pierwszą serię serialu Netflix „Anne with an A”. Ponieważ nie mogła doczekać się kolejnej części przygód tej cudownej, rudowłosej dziewczyny, zamówiłam jej płytę. Opowieści nie trzeba chyba nikomu polecać – niewiele jest historii tak ciepłych i dobrych, tak zabawnych, wciągających i miłych. To idealna pozycja dla dziewczynek i nastolatek, ja dodam tylko, że świetnie się ich słucha. Choć Zośka chętnie czyta, nie zawsze ma na to wieczorem siłę czy ochotę, a to świetna alternatywa dla mniej wymagającej rozrywki, znacznie bardziej wartościowa i zdrowsza niż filmy czy gry na tablecie.

Audiobook „Ania z Zielonego Wzgórza” można zamówić w Bibliotece Akustycznej.

„Co to znaczy” Grzegorz Kasdepke

Grzegorz Kasdepke audiobook

Tu także nie wypada przedstawiać autora. Grzegorz Kasdepke napisał kilkadziesiąt rewelacyjnych książek dla dzieci, w tym wielu nagradzanych i kultowych, jak seria o detektywie Pozytywce czy „Kuba i Buba” albo nasz ukochany, prześmieszny „Potwór”. Tym razem zabrał się za, często sprawiające dzieciom problemy, związki frazeologiczne. Ta książka została wyróżniona nagrodą „EDUKACJA XXI” nie bez kozery – w zabawny sposób tłumaczy dzieciom znaczenie różnych dziwnych powiedzeń, które mogą być dla maluchów niezrozumiałe. „Być nie w sosie”, „być na świeczniku”, „czuć do kogoś miętę” czy „mieć kiełbie we łbie” to przecież zwroty, które – potraktowane dosłownie – mogą doprowadzić do wielu tragikomicznych nieporozumień. Słuchając o perypetiach dociekliwego Bartusia mogą ubawić się i dzieci, i dorośli, a przy okazji wzbogacić swój język. Nie zdziwcie się, jak po przesłuchaniu tej płyty Wasze córki i synowie będą „w siódmym niebie” i będą Wam „suszyć uszy” o więcej 😉

Te krótkie historyjki świetnie sprawdzą się w samochodzie, fajnie umilą drogę do przedszkola.

Audiobooka „Co to znaczy” znajdziecie w Bibliotece Akustycznej.

RABAT  Z OKAZJI 10 URODZIN BIBLIOTEKI AKUSTYCZNEJ!

Mam dla Was piękny, bo aż 50% rabat na audiobooki na płytach i pliki mp3! Jeśli nie wiecie, co wybrać, moje poprzednie posty z recenzjami e-booków i audiobooków znajdziecie tutaj (klik).

 

W Virtualo.pl w koszyku wpisujecie kod: STOLAT10 (aby zobaczyć kwotę po rabacie, należy kliknąć „przelicz”).

Kod będzie ważny w dniach 26.04-6.05 i obowiązuje na całe zakupy, jest liczony od ceny katalogowej na całą ofertę mp3 Biblioteki Akustycznej.

 audiobooki

Z kolei na bibliotekaakustyczna.pl wpisujcie kod: 10LAT

To oferta tylko dla zalogowanych użytkowników, także ważna w dniach od 24 kwietnia do 6 maja. Rabat 50% obowiązuje na całe zakupy (oprócz kosztów dostawy, choć ta jest darmowa powyżej 100 zł). Warto więc zamówić więcej płyt podczas jednych zakupów, zwłaszcza, że jeden klient może wykorzystać kod tylko raz!

Post powstał we współpracy z właścicielem sklepów Virtualo.pl i Bibiliotekaakustyczna.pl.

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

9 komentarzy

  • Odpowiedz Gosia 27 kwietnia 2018 at 07:47

    Witaj,
    Dzis mam urodziny. 37-me a wiec blisko mi do 40-tki, hehe. Podczytuje Cie od dluugiego czasu, ale tak samo jak Ty przygotowuje sie sama przed soba, w swojej glowie, zeby ruszyc ze sportem i dieta bez grzeszkow i sie nie poddac za pierwszym zakretem. i nie zwalac, ze ta nadwaga, trzesacy sie brzuch i ramiona to po 3 ciazach…. (ostatnia 5! lat temu:)))) Dzis zatem ruszam z Toba!
    Do boju Polko!!!

    • Polka
      Odpowiedz Polka 27 kwietnia 2018 at 12:47

      Ale super 🙂 Do boju!!!

  • Odpowiedz Agata 27 kwietnia 2018 at 09:25

    Znajdź Agnieszka jakąś formę ruchu, która będzie Ci sprawiała autentyczną radość. Wtedy trening to przyjemność. Ja szukałam długo, ale wreszcie znalazłam – zumbę. Ćwiczę 2 razy w tygodniu, czasem tylko raz i czuję się świetnie. A w tym roku 40-tka 🙂

    • Polka
      Odpowiedz Polka 27 kwietnia 2018 at 12:48

      Właśnie napisałam, że znalazłam 🙂 Póki co ćwiczę w domu, 4-5 razy w tygodniu i mam wielką frajdę. Pierwsze koty za płoty, a potem na pewno wyjdę poza salonowe posapywanie 😉

  • Odpowiedz Anka 27 kwietnia 2018 at 12:11

    dziś pierwszy raz od dawna naprawdę przejrzałam się w lustrze i… wyciągając wnioski odpaliłam mel b! Możesz czuć się winna:) Może tym razem się uda? Nie na chwilę a na dłużej albo na zawsze. Najbardziej chyba powinny zmotywować nas nasze dzieci, które patrzą, naśladują i powielają nasze błędy. Aga, 3mam za Ciebie kciuki i za siebie też!

    • Polka
      Odpowiedz Polka 27 kwietnia 2018 at 12:48

      Anka, trzymam mocno, razem raźniej! 🙂

  • Odpowiedz Aneta 27 kwietnia 2018 at 15:11

    Ja zaczęłam 3 mce temu, ba razie od jedzenia. I polubiłam siebie.😁 Nie kg się liczą ale centynetry których ubyło po 6-7. Czuję się lżsejsza, mniejsza i nie mam już wrażenia że zajmuje 1.5 miejsca w autobusie. Powoli i do boju!!

  • Odpowiedz viola 27 kwietnia 2018 at 15:21

    A co było tym impulsem do zmian? Waga ? wygląd? czy może idealny świat istagrama? Jestem w podobnym wieku, jednak chyba nadal mam zbyt czasu na myślenie i analizowanie, że 40 tka już za 4 lata…

  • Odpowiedz Maga 27 kwietnia 2018 at 17:53

    Poza tym ta 40-tka nie taka straszna. Wierzcie mi. Mi szkoda czasu na takie rozkminy, jak te Polkowe.
    Jeżdżę konno, bo lubię, ale rzadko częściej niż raz w tygodniu, bo nie mam czasu na więcej. Do pracy dojeżdżam rowerem, też dlatego że lubię po prostu te przejażdżki, zwłaszcza poranne. I starczy 😉

  • Zostaw coś po sobie