24
Dzieciaki, Jak żyć

nieróżowi ludzie

Uwielbiam kobiety, dziewczyny i dziewczynki. Nie cierpię głupich bab, próżnych idiotek, pustych księżniczek, różowych lal.

W odróżnieniu od nich, kobiety mogą wszystko – robić doktorat z astronomii, układać piękne bukiety, prezesować radzie nadzorczej, gotować, stroić się, prowadzić ciężarówkę, naprawić kran, malować paznokcie. Mogą być silne i piękne, pewne siebie i wszechstronne, opiekuńcze i niezależne. Nie nauczy się bycia kobietą dziewczynka, którą uwięzi się w różu, strojach księżniczek, lalkach, wózkach i zabawkowych pralkach. Nie zostanie kobietą dziewczyna, którą spłaszczy się do wyglądu, ograniczy się do strojenia siebie i przebierania lal. Taka dziewczynka zostanie głupią babą, próżną idiotką, pustą księżniczką lub różową lalą. Nie rozumiem, dlaczego niektórzy rodzice postanawiają wychować kogoś takiego.
Moje dziewczyny mają różowe ubranka, leżą w szafie razem z szarymi, granatowymi, turkusowymi. Mają lalki i wózki – stoją obok klocków, gier, puzzli, małego lekarza i zestawu narzędzi. Zośka bawi się w księżniczkę, ale i w rakietę, autobus, weterynarza, nauczycielkę i mamę. Bywa indianką i panią koniową. Czasami w weekend maluję jej paznokcie brokatem. Czasem zakłada swoje pierścionki i wisiorki. Lubi chodzić w spódniczkach i mieć pachnącą pomadkę na mróz. Lubi rozwiązywać łamigłówki, puszczać latawce i sterowaną wyścigówę. Będzie z niej fajna kobieta – silna i piękna, wszechstronna i opiekuńcza. Hanka nie ma wyjścia, też musi zostać kobietą.
Różowy bardzo lubię, bo to piękny kolor. Ale też stan umysłu, z którym się nie utożsamiam.  Różowe umysły są bowiem ograniczone, działają tylko wybiórczo, obsługują jedynie najpłytsze rewiry. Piszę dziś o różowym więzieniu, myślę o dziewczęcości, bo dostałam dla moich dziewczyn kolorowe tkaniny od – uwaga –  Pink No More. W zasadzie to nie wiem, czy nie nadinterpretuję sądząc, że to taka nazwa – manifest. Ale czuję, że to marka dla nieróżowych dzieci, z których wyrosną kolorowi ludzie.
Czaiłam się na te ich produkty od kiedy zobaczyłam je w internecie. Na żywo są jeszcze fajniejsze – poduszka i ciepły kocyk okazały się cudownie mięsiste i miękkie. Przyjemny w dotyku welur i antyalergiczne wypełnienie świetnie grzeją, a wzór w trójkąciki to mój ulubiony ostatnio motyw. Bambusowo – muślinowy otulacz to gładka, lekka mgiełka, widzę dla niego mnóstwo zastosowań na lato, tymczasem doskonale sprawdza się w roli peleryny królewny :)
kocyk w trójkąty – tutaj
poduszka w trójkąty – tutaj
otulacz w gwiazdki – tutaj
koszula nocna Zośki – Kappahl
bluzeczka Hanki – Zara Kids
Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

64 Komentarze

  • Odpowiedz Ada R 29 stycznia 2015 at 20:34

    Starsza siostra przy młodszej tak jakoś wydoroślała mi się wydaje… :) Pięknie u Was jak zawsze :)

  • Odpowiedz Bajkowe Wnętrza 29 stycznia 2015 at 21:04

    Bardzo trafne spostrzeżenia, też nie lubimy różu w nadmiarze :)

  • Odpowiedz aldia arcadia 29 stycznia 2015 at 21:16

    piękne dzieciątka 😉

  • Odpowiedz Hally 29 stycznia 2015 at 21:18

    Różowe wiezienie…genialne….moje dzieci bawią się wszystkim…a różu unikam jak mogę…chociaż taki pastelowy to nawet ładny jest:)

  • Odpowiedz Mania 29 stycznia 2015 at 21:29

    Pojechałaś po bandzie 😉 wydaje mi się, że ciężko „uwięzić dziewczynkę w różu”. Dzieci są tak ciekawe świata, chcą spróbować wszystkiego. U nas tak samo jak u Ciebie jest róż, księżniczki i wróżki, ale ogólnie Gaba woli bawić się mąką, kaszami i makaronem, pomagać w kuchni, robić domki z poduszek itd. Myślę, że jeśli kiedyś zechce mieć lalkę Barbie to też jej pozwolę – ja miałam, uwielbiałam się nią bawić, przebierać i jakoś wyrosłam na ludzi.
    Osobiście uważam, że gorzej mają chłopcy, oni częściej są więzieni w swoich męskich rolach. Bo gdy dziewczynki chcą się bawić samochodzikami i wiertarkami, to jest ok. ale gdy chłopiec prosi o lalkę czy wózek dla lal to już jest problem. Ileż razy słyszałam „to dla dziewczynek, chłopcy się lalami nie bawią”. nie wiem poco dorośli zrobili sztuczny podział na zabawki dla dziewczynek i dla chłopców, baaa nawet jest dział unisex 😉

    • Odpowiedz Polka Dot 29 stycznia 2015 at 23:03

      Masz rację, też to zauważam, ale zjawisko ograniczania kobiecości dotyczy mnie osobiście, rozumiesz :)

    • Odpowiedz Izabela Perez Harriette 29 stycznia 2015 at 23:23

      haha a mój syn ma wózek dla lalek.. i to z różowymi wstawkami ;p

  • Odpowiedz The Mrs Grey 29 stycznia 2015 at 21:40

    A ja znam jeden fenomen. Dziewczynka ubiera w szary, granatowy, żółty. Czasem różowy. Matka wykształcona. Z dobrą pracą. Tata z jeszcze lepszą. Teoretycznie full wypas i pełen intelekt. A gdy się tak przyjrzysz z bliska.. to mózgi mają nie tylko różowe, ale i brokatem posypane. ;).

  • Odpowiedz An Zulka 29 stycznia 2015 at 21:43

    Zakochałam się w tym kompleciku w trójkąty :)!

  • Odpowiedz jednoiglec 29 stycznia 2015 at 22:02

    Bardziej niż dziewczynki w różowym drażnią mnie pokazywane na blogach parentingowych dziewczynki ubrane w szary, beżowy lub granatowy, totalnie bez ciuchów w innych kolorach. Różowy non stop może drażnić, ale przynajmniej jest radosny. A szary i beżowy do takich nie należą i stosowanie ich bez umiaru drażni mnie bardziej niż przesada z różem…

    PS. Dobrze, że u Was jest różnorodnie:)

    • Odpowiedz Polka Dot 29 stycznia 2015 at 23:01

      To prawda, niektóre mamy ubierają córki jak małe wersje siebie :)

    • Odpowiedz karmelowa 30 stycznia 2015 at 22:41

      Nie raz widywałam na blogach właśnie tak ubrane małe dziewczynki i chłopców.Fakt,każdy ma prawo ubierać swoje dzieci jak chce i w co chce ale te małe wersje dorosłych jakoś dla mnie dziwnie wyglądają,takie „stare-maleńkie”.Każdy chce mieć dziecko jak z żurnala ;p

    • Odpowiedz Anonymous 30 stycznia 2015 at 23:39

      Ja wolę zwyczajnie ubrane dzieci, czy to chłopcy czy dziewczynki, mogą być nawet ubrane od sasa do lasa:-)Zaś nadmierne stylizacje robią więcej szkody niż pożytku i to nie tylko dzieciom ale tez dorosłym.
      Lubię Twój blog Polko, ale niestety ten tekst nie podoba się mi.Mam na myśli to, że nawet jeśli Ty nie cierpisz „głupich bab, próżnych idiotek, pustych księżniczek, różowych lal”, to Twój problem.one też muszą istnieć, chociażby dla przeciwwagi dla tych „nieróżowych”.Na pewno zaś to, czy ktoś będzie takim różowym idiotą nie sprowadza się tylko do wartości wyniesionych z dzieciństwa.
      Są tzw.dobre domy i ludzie z nich wychodzący schodzą na zła drogę.
      Są też dzieci, którzy maja idiotów za rodziców a wyrastają z tych dzieci wspaniali dorośli.
      Z cała pewnością zaś nie można definiować człowieka pod względem koloru.
      Ja mam bardzo poważną pracę a pod togą noszę wściekle różowy kostium, mam loki i co?-nazwiesz mnie różową lalą?Błąd rozumowy wynikający z własnych doświadczeń popełniłaś Polko a przy okazji uraziłaś wszystkie różowe lale.
      Lala Różowa w todze

    • Odpowiedz Polka Dot 31 stycznia 2015 at 00:07

      Różowa lalo w todze – myślę, że nie do końca odczytałaś moje intencje. Piszę przecież, że lubię różowy jako kolor, sama go czasem noszę, tak jak i moje dzieci. Piszę też o „różowym stanie umysłu”, o wzorcu kobiecości ograniczonej do dbałości o wygląd, niczym lalka Barbie. Nie twierdzę, że dziewczynki, które bawią się w księżniczki nie będą wspaniałe – ale to z dzieciństwa wynosimy wzorce i w dużym stopniu zainteresowania. To, czy coś jest dla chłopców czy dla dziewczynek. Nie popieram pielęgnowania w dziewczynkach nadmiernej próżności oraz tego, że tylko chłopcom kupuje się zabawki rozwijające kreatywność i intelekt.

  • Odpowiedz Pilat Anna 29 stycznia 2015 at 22:12

    Śliczne! Masz w pełni rację, dzieci potrzebują kolorów a nie ograniczeń. Nadmiar różu nie prowadzi do niczego dobrego. 😉
    Pozdrawiam.
    http://homepilatanna.blogspot.com/

  • Odpowiedz Anonymous 29 stycznia 2015 at 22:15

    Ładny blog reklamowy. Justyna

    • Odpowiedz Polka Dot 29 stycznia 2015 at 23:00

      Cieszę się, że Ci się podoba, Justynko.

  • Odpowiedz fistaszkowelove.pl 29 stycznia 2015 at 22:29

    Ja też próbuję urozmaicać i kolory i zabawy swojemu synkowi a jak będzie z córeczką? na pewno róż nie jest dominującym kolorem w naszej wyprawce a Pink No More uwielbiam. Pozdrawiam.

    • Odpowiedz Polka Dot 29 stycznia 2015 at 22:59

      Róż jest boski, wszyscy wiedzą, że go u nas sporo. Tylko nie w wersji Barbie-candy-pink, brrrr!

  • Odpowiedz Kasia Urbańska 29 stycznia 2015 at 22:35

    Jestem za – pink no more… Pozdrawiam… uwielbiam takie zdjęcia..

  • Odpowiedz Magda Motrenko 29 stycznia 2015 at 22:43

    A skąd żółta poduszka?

    • Odpowiedz Polka Dot 29 stycznia 2015 at 22:57

      Z ochmama.pl :)

    • Odpowiedz Anonymous 30 stycznia 2015 at 11:55

      Z bolem serca, ale musze pisownie poprawic na niepoprawna, acz w tym wypadku prawdziwa ohmama.pl :)
      Doris

    • Odpowiedz Polka Dot 31 stycznia 2015 at 00:10

      dzięki, Doris, masz rację :)

  • Odpowiedz Izabela Perez Harriette 29 stycznia 2015 at 23:21

    oj jak ja sie z tobą zgadzam.. ja jako dziewczynka nie trawiłam koloru różówego..i chyba ze wzgledu na stan umysłum bo nigdy mi blisko do rozu w tej kwestii nie było.. ja do niego dorosłam jakies 3 lata temu 😉 czyli po 30tce 😉 i tylko w towarzystwie innych kolorów 😀 a co do zabawek.. mój syn ma piekny wózek dla lalek.. wozi w nim swoje ukochanne ciuchcie.. a pingwiny i pana maszyniste zaprasza na herbatkę i popijamy ją razem w pieknej czerownej zastawie w gwiazdki 😉
    cudne zdjecia twoich dziewczyn.. a Zośka na drugim zdjeciu zupełnie do siebie nie podobna 😉

  • Odpowiedz Little Crazy World 29 stycznia 2015 at 23:51

    No nie mogę- uwielbiam Twoje zdjęcia!
    Niesamowity klimat 😉

  • Odpowiedz Anonymous 29 stycznia 2015 at 23:56

    A mi się wydaje że uprzedzenie do różu jest jak rodem z naciąganych amerykańskich filmów. To jakimi kolorami otacza się dziecko nie zadecyduje o tym na jakiego człowieka wyrośnie. Nie nam osądzać i krytykować innych a ten wpis zabrzmiał trochę jak egocentryczna krytyka. Nie zgodzę się również z tym że róż ogranicza a tym bardziej ogłupia, to jeden z najcieplejszych kolorów który ma wiele wspólnego z czułością, życzliwością i pewnością siebie. Zresztą dzieciom i tak nie ma co narzucać upodobań, one same wiedzą co im się podoba a co nie. Pozdrawiam, M.

    • Odpowiedz Anonymous 30 stycznia 2015 at 14:06

      Ten wpis to jakieś nieporozumienie!Można było napisać, że :”nie lubię kobiet, które reprezentują różowy, czyli niedorosły a dziecinny stan umysłu”.
      A co jeśli na różowo ubiera się mądra kobieta?
      Nie wolno nikogo osadzać po wyglądzie, to czyny świadczą o człowieku, nie kolor ubioru.
      Ewa

  • Odpowiedz Anonymous 30 stycznia 2015 at 00:04

    Coś w tym jest, pamiętam, że jako dziewczynka nie nosiłam różu, a o koronkową falbankę przy spódniczce zrobiłam awanturę i koniec końców jej nie nosiłam. Za to teraz…lubię i róż i falbanki, koronki-nie wszystko naraz rzecz jasna. Do tego chyba trzeba dorosnąć, jak ma się duży dystans do własnej osoby i solidnie zbudowaną pewność siebie, to nie boimy się wyskoczyć w oczo…bnej różowej bluzce :) Bo modę, trzeba jak wszystko traktować z przymrużeniem oka, co nie zmienia faktu, że Agatę staram się ubierać jak najmniej różowo :) Pozdrawiam, Magda

  • Odpowiedz Z dala od miasta 30 stycznia 2015 at 00:42

    Róż nie zrobi krzywdy dziecku…..bez przesady. Kilka miesięcy temu rozmawiałam z koleżanką psycholożką. Dziwiłam się jak zmieniła się moja córka w ciągu jednego roku. Wcześniej chłopczyca, nie myśląca w ogóle o lalkach, nagle zamieniła się w księżniczkę z koroną na głowie. Koleżanka wyjaśniła, że to po prostu etap, który przechodzi niemalże każda dziewczynka. Bo, która z nas nie chciała kiedyś być księżniczką?? Ja tak. W naszej szafie nie ma przewagi różu. Są różne kolory od czerwieni, czerni, granatu, szarego, fioletu i zieleni. Córka nie protestuje gdy cała na różowo nie jest ubrana ale i tak najchętniej bawi się w różową księżniczkę. Nie widzę w tym nic złego. To minie. Tak jak minęło nam.
    Koleżanka powiedziała mi tez jedną ciekawą rzecz. Otóż dziewczynki, które był „siłą” bronione przed różowym w dorosłym życiu emanowały różem, chcąc nadrobić czas, który im zabrano. Stąd różowe lale podobne do Barbie….

    • Odpowiedz Mania 30 stycznia 2015 at 10:55

      ooooo zgadzam się z Tobą! też uważam, że to jakiś etap i dziecko z tego wyrośnie. Też mi się wydaje, że gdy damy się nacieszyć tą fascynacją to szybciej minie… Zwłaszcza,że to my a nie dziecko widzimy różnicę między kiczowatym a pięknym pastelowym różem. Dla nich różowy to różowy. Żeby nie było ja tęż niektóre odcienie różu lubię,a niektórych nie trawię, ale co zrobić gdy stoimy w sklepie pozwalam Gabci wybrać sobie np. bluzkę, tak aby jej się podobała, a ona łapie za ten kiczowaty… Jej się miało podobać 😉

    • Odpowiedz Polka Dot 31 stycznia 2015 at 22:37

      Z dala od miasta – też o tym kiedyś pisałam w kontekście wychowania Zosi – żeby nie zabraniać różu i kiczu, a dawkować go z umiarem, bo wygłodniałe dziecko się kiedyś rzuci na niego jak szalone – zgadzam się. Rozumiem też etapy. Nie rozumiem tylko pielęgnowania przez niektórych rodziców jedynie stereotypowo „kobiecych” ról i zainteresowań, związanych z dbaniem o wygląd i pracami domowymi.

    • Odpowiedz Z dala od miasta 2 lutego 2015 at 14:05

      I tu racja :) Sama też kiedyś pisałam o tym, ze nie znoszę głupiego gadania „Jak chłopiec może nosić lalkę??” „A dlaczego ta dziewczynka bawi się wiertarką (zabawką)?” Przecież to nie wypada. Nosz kurcze aż mnie nosi wtedy. Przynajmniej ja teraz nie mam problemu żeby gwoźdź wbić w ścianę a gotować i sprzątać tez jakoś potrafię. Mąż gotować też umie, sprzątać też i remont zrobi i dziecko przewinie. Właśnie dlatego ważne jest niestereotypowe myślenie.

  • Odpowiedz kredka 30 stycznia 2015 at 09:44

    Wszystko w nadmiarze jest szkodliwe, czy to róż czy to szminka czy inne rzeczy. Ja będąc mamą chłopca ubolewam nad tym, że u chłopaków nadal jednak brakuje fajnych ciuchów, a jak są to niestety ponad mój portfel( bo nie dam 200 zł za spodenki dresowe) , drażni mnie wszędobylstwo kreskówek, bajek , pierdobohaterów, wszędzie to samo, czasem się upoluje jakąś perełkę, a tak do chłopców przypisane są głównie niebieski, granat i szary – nuda, dlatego musze się trochę naszukac żeby móc ubrac fajnie moje dziecko. Ciekawa rzecz , odkąd mój syn chodzi do przedszkola, będą ze mną na zakupach ciuchowych wyszykuje mi różowe ubrania 😀

    • Odpowiedz Anonymous 30 stycznia 2015 at 11:52

      A ja przeciwnie jak ide po cos dla coreczki to najbardziej moja uwage przykuwaja rzeczy chlopiecie, ladne, stonowane kolory, nierozowe;) Nie jestem jakas zagorzala przeciwniczka rozu (tego dobrego i ladnego;)), ale przyznaje – zdarza mi sie kupowac chlopiecie spioszki dla corki, bo wszystkie dziewczece sa z hello kitty na przyklad. Wiec wiesz…zawsze trawa bardziej zielona… 😉
      Doris

  • Odpowiedz o.m. 30 stycznia 2015 at 10:27

    Z tym różowym to masz rację ale w niektórych, kręgach jest modne nie ubierać dzieci w różowy kpiąc z tego koloru. Kolor jak kolor: każdy w nadmiarze mdli (prócz wypadkowej czarni i bieli) Myślę tu o żonie mojego kuzyna, która w moim mniemaniu jest właśnie wielką lejdi, głupią babą, próżną idiotką, pustą księżniczką, może nie różową ale jednak lalą.

  • Odpowiedz Anonymous 30 stycznia 2015 at 11:54

    A ja tam roz uwielbiam. Dlatego, ze wiem ze w nim dobrze wygladam. Ubieram sie w rozne kolory, ale wiem ze w rozu mi najlepiej, jakos dobrze wspolgra z moja cera. Fajny tekst, choc moim zdaniem nie do konca spojny. Bo w koncu nawet rozowa lala, ktora na pierwszy rzut oka wyglada na malo madra, moze okazac sie kobieta z pasja, talentem i inteligencja. Wiadomo, ze stereotypami ciezko walczyc. Ale mnie osobiscie najbardziej wkurzaja ludzie ktorzy uwazaja sie za madrzejszych zupelnie nieslusznie i potrafia gardzic tymi co madrzy sa, ale na takich nie wygladaja.
    A co do ubran i zabawek dzieciecych, to zgadzam sie z przedmowczynia, za duzo tych nadrukow, motywow z bajek. Duzo rzeczy jest pstrokatych. Kazdy kolor jest fajny, byle umiec go zestawic z reszta. I tak jak do nas, doroslych pewne kolory nie pasuja, tak i nasze dzieci w pewnych barwach na sobie wygladaja lepiej lub gorzej.
    Pozdrawiam wszystkich :)))

  • Odpowiedz Gosia Skrajna 30 stycznia 2015 at 12:19

    Kolor jako stan …umysłu? :)
    więc warto się otaczać wszystkimi, aby potem móc wybierać :)
    akurat różowy jest kojarzony z kobiecością, kiedyś przeze mnie niedoceniany. dzięki córce chętnie po niego sięgam w różnych sytuacjach. choć raczej jako dodatek.

  • Odpowiedz Moje Stabłowice 30 stycznia 2015 at 12:36

    Całkowicie się z Tobą zgadzam. Moim zdaniem od małego powinniśmy uczyć nasze dzieci i pokazywać im jak wiele możliwości mają w życiu. I nie jest to kwestia wykształcenia, ale dokonywanych wyborów i wiary w siebie. Fajnie jest umieć być „słabą kobietką” a kiedy trzeba przybić deskę i naprawić cieknący kran. Tego będę uczyła moich dzieci, wszechstronności. A róż? No coż…

  • Odpowiedz Anonymous 30 stycznia 2015 at 13:53

    Kolor nie określa tego kim jest człowiek.
    Można być dorosłą kobietą, ubierać się na różowo i mieć 4 doktoraty i nie szczebiotać jak podlotek a mówić tylko merytorycznie(znam taką osobę).Można też być spowitą od stóp do głowy w szlachetne brązy, szarości i odcienie ziemi a być tylko kretynką. (niestety, również znam taką osobę).
    Kasia

    • Odpowiedz Lorka 30 stycznia 2015 at 16:02

      hha dokladnie.. tez znam! jakbypod tymi bezami chciala ukryc pewne braki:)

  • Odpowiedz Tośka Tosia 30 stycznia 2015 at 15:27

    mnie strasznie przerażają dzieci – w wieku wszelakim – ubrane od stóp do głów w róż. Litości!

    • Odpowiedz Lorka 30 stycznia 2015 at 19:29

      no sorry ale jesli dziecko kocha róż? to na siłę go ubierzesz w zielony albo szary ? po to jest dziecinstwo aby chodzic tak jak sie chce, takze na różowo.. bo później już nie wypada, bo jestesmy wciskani w pewne uniformy i standardy..

      • Odpowiedz Emilia 24 września 2016 at 04:40

        Nie wiem, czemu po takim czasie trafilam na ten post. Dla mnie ważne jest to, żeby moja córka miała mozliwosc ekspresji siebie, wewnątrzsterowności i wyboru, żeby miała odwagę do wyrażania własnego zdania i szansę na decydowanie o sobie, swoim ciele i tych rzeczach, o których w swoim wieku może decydować . Oraz chciałabym, żeby dobrze się czuła ze swoimi wyborami, o ile nie szkodzą jej, ani nikomu innemu . Aktualnie ma 2,5 roku i w wiekszosci przypadkow sama wybiera sobie ubranie (czasem całkiem sama, czasem z kilku opcji, aczkolwiek są też dni czy momenty, gdy ja decyduję, bo np. Akurat nie ma to dla niej znaczenia, a dla mnie ma). Uważam, że to jest obszar, który na tym etapie w pewnym stopniu może być w jej rękach. Czasem wybiera sobie ubranka już podczas zakupów. W jej szafie są przeróżne kolory, ale ostatnio ma
        etap na róż. Uwielbia i tyle- nie wiem, po kim to ma 😉 Nie raz, nie dwa zdarza się, że ubierze nie pasujące do siebie kolory a ostatnio (co gorsza wg niektorych) wlasnie róż od stóp do głów. I pozwalam jej na to, daję mozliwosc decydowania i eksperymentowania, również z kolorami. A to, że ktoś mnie (albo ją) oceni, mówiąc: ” jak można tak ubrac dziecko” czy „przeraża mnie taka stylowa”, to sorry – nie mój problem. Ale na ile umiem czytać ze zrozumieniem, to akurat nie do końca o tym był ten post.

    • Odpowiedz Anonymous 30 stycznia 2015 at 19:51

      Tosiu-a mnie strasznie przerażają ludzie, którzy bez zastanowienia się komuś przytakują.
      Litości!

  • Odpowiedz Lorka 30 stycznia 2015 at 15:59

    mysle, ze to bardzo naciagana nadinterpretacja.. osobiscie mam trzy corki.Zadnej nie narzucam „kolorow”. nastarsza typ harcerki kochajaca bojowki moro alei kobiece sukienki, srednia najchetniej non stop chodzilaby w rozowo brokatowej sukni balowej z korona na glowie… najmlodsza na razie robi w pieluchy wiec malo ma do powiedzenia… i teraz tak.. najstarsza lat 14 w wieku szczeniecym kochala hanne montane. a jej pasja poza strzelaniem jes pieczenie babeczek i pisanie romansidel, srednia ta od rozowego 5 lat ma w nosie lalki za to godzinami uklada puzzle, i cwiczy dodawanie… najmlodsza robi fantastycznie w pieluchy…
    nabrdziej przerazajace jest nie to ,ze dziecko kocha roz, tudziez plastikowe barbie itp… tylko to,ze rodzice probuja narzucic wlasna wizje .. i tak wlasnie rodza sie potforki blogowe, gdzie male dziewczynki sa baardzo stylowe w szarosciach , bezach itp a zabawki tylko markowe i to nie fisher price… jeno eko sreko za bardzo gruba kase… przyznam sie ze moje czasami chpdza ubrane tak,ze wies tanczy i spiewa… bo np same wybieraja co ubiora… kole w oczy..ale lepiej dziecku pozwolic na wyrazanie siebie niz tlamsic sztywnymi ramami.. z reszta zdziwilabys sie ile informatyczek, ekonomistek i lasek na wysokich stanowiskach ma tipsy i rózowe wdzianka hehe. (ok rozumiem ze wpis mial byc reklamowy..ale nie bardzo wyszlo)

    • Odpowiedz Polka Dot 31 stycznia 2015 at 22:34

      Lorka, przeczytaj jeszcze raz na spokojnie i zauważ, że ja dokładnie to piszę – żeby dzieci miały szansę wyrażać siebie, żeby nie były tłamszone sztywnymi ramami – żeby nie zamykać dziewczynek w strojach księżniczek i rolach domowych, bo to je właśnie ogranicza!

  • Odpowiedz jerzy_nka 30 stycznia 2015 at 16:37

    A ja uważam, że podział na kolory jest błędny i … płytki. Świat nie jest czarno -biały, ani: różowy lub reszta. Ani szary. Ja widzę odcienie barw. Nie cierpię czerwonego, ale uwielbiam kolor bordowy, czerwone wino. Nie cierpię zielonego, ale lubię butelkowy (ktoś inny wojskową zieleń). Nienawidzę różowego, ale uwielbiam pudrowy róż. Nienawidzę pomarańczowego, ale uwielbiam delikatny łosoś.
    Tonacja to ważna sprawa. Ważniejsza niż kolor. Bo ja chyba zaakceptuję każdą barwę.

    Tak wiem, to nie był post o kolorach, tylko o wychowaniu. Ale jednak jeden kolor został wykluczony, niczym zawód kierowcy dla dziewczynki. Generalnie jestem całym sercem za Twoją postawą. Ale świat ma więcej barw niż 12 kredek w zestawie sklepowym. Każde dziecko ma prawo poznać każdy odcień życia, również różowy i nie tylko różowy.

    • Odpowiedz Anonymous 30 stycznia 2015 at 16:42

      Wyszło bardzo nie bardzo, niestety…
      Nie powinno się szufladkować i oceniać ludzi po wyglądzie, bo można się bardzo pomylić.
      Nie każdy otyły jest obżartuchem-może chorować na poważną chorobę metaboliczną.
      Nie każda laska ubrana na różowo jest intelektualnym zerem.
      Nie każdy okularnik jest geniuszem-niestety chciałoby się rzec, bo niektórzy specjalnie noszą okulary, żeby aspirować do miana intelektualisty.
      J.

    • Odpowiedz Polka Dot 31 stycznia 2015 at 22:30

      Co za kompletny brak zrozumienia! Nie oceniłam nikogo po wyglądzie, opisałam jedynie „różowy stan umysłu” – produkt niemądrego wychowania w nadmiarze biernych i płytkich wzorców.

    • Odpowiedz Polka Dot 31 stycznia 2015 at 22:32

      jerzynka – dokładnie to napisałam, żeby dzieci poznawały WSZYSTKIE odcienie życia, miały szansę na bogactwo ról i doświadczeń, które pozwolą na ukształtowanie wszechstronnych osobowości.

  • Odpowiedz Anita Karpińska 30 stycznia 2015 at 18:01

    Jest tu tak słodko, że zostanę na dłużej :) Przyciskam obserwację i cieszę się na następne posty :)

  • Odpowiedz caramelandwhite 30 stycznia 2015 at 20:13

    Dziwny post…jeden akapit jakby zaprzecza drugiemu..a jeszcze dziwniejsze komentarze..niektóre chyba efektem niezrozumianej treści.Zgadzam się,że plastik w głowie powinien być uznany za margines,ale teoria,że zabawa pralką i wózkiem prowadzi do sieczki w głowie,to już chyba przesada..”uwięzione”..? nie rozumiem co znaczy uwięzić dziecko w zabawie…a tak się w ogóle DA?Nie myślę o absolutnych skrajnościach jak…Mała Miss w Stanach….Chyba wiem,co Autorka miała na myśli..tylko jakby forma przekazu nie do końca taka..

    • Odpowiedz Anonymous 30 stycznia 2015 at 20:26

      ja niestety nie rozumiem przesłania Autorki (:
      może jest rzeczywiście tak, że jest to reklama pink no more, tylko nie najlepiej to wyszło (:

    • Odpowiedz Polka Dot 31 stycznia 2015 at 22:29

      produkty pink no more pojawiły się tu na takiej samej zasadzie jak w większości innych wpisów – otrzymuję je od firm i stanowią one ilustrację moich poglądów. nie rozumiesz – nie krytykuj.

  • Odpowiedz Monika O. 1 lutego 2015 at 01:30

    A u mnie jest ciut inaczej. Moje dziewczyny noszą róż, ale w ilościach dopuszczalnych. Chętnie łączymy go z brązem, czarnym lub pastelami. Ja natomiast najczęściej ubieram się na czarno, a gdzieś w podświadomości mam potrzebę posiadania różu. Mały piterek czy brelok w różu mi się marzy, może kapcie czy po prostu gacie. Chcę mieć coś różowo- babsko-księżniczkowego, ale tylko dla siebie :) I nie wiem co o tym myśleć 😉

  • Odpowiedz Marta mama Nikodema 1 lutego 2015 at 01:43

    Ja w kwestii różowości się nie wypowiem, bo synek za nic różu nie toleruje, ale powiedzieć mogę, że córki cudne obie :)

  • Odpowiedz Lu 1 lutego 2015 at 15:17

    I za takie teksty właśnie Cię <3 Podpisuje się pod tym tekstem wszystkimi palcami chociaż dzieci jeszcze nie mam 😉 Róż jest fajny, ładny, słodki, kobiecy, ale bez przesady!!! Jak wszystko trzeba wiedzieć jak go nosić, używać i stosować.

  • Odpowiedz Lu 1 lutego 2015 at 15:20

    I za takie teksty właśnie Cię <3 Podpisuje się pod tym tekstem wszystkimi palcami chociaż dzieci jeszcze nie mam 😉 Róż jest fajny, ładny, słodki, kobiecy, ale bez przesady!!! Jak wszystko trzeba wiedzieć jak go nosić, używać i stosować.

  • Odpowiedz Agnieszka Numero Uno 4 lutego 2015 at 13:42

    Odważnie, choć może zbyt hardkorowo………

    Tez kiedyś tak mówiłam, jednak teraz wiem, że czasem można się srogo pomylić, bo nawet w na pozór pustej różowej lali -może tkwić piękny człowiek.

    Lepiej jest patrzeć na samego człowieka a nie na jego aktualne zachowanie czy wygląd – sama nie raz tak oceniłam i potem było mi wstyd……
    A ile to razy spotkałam ” głupia babę” – najczęściej za kierownicą na drodze….
    Kiedyś się denerwowałam – teraz wiem, że głupią babą – każda z nas może być w danej chwili- zależy od ” czułości obiektywu „…………..

    Jednak na pewno potrafisz wzbudzić kontrowersje i zburzyć krew – ciekawy styl :)

    A.

  • Odpowiedz AniBarPioMar 4 lutego 2015 at 16:31

    hmmm mam dwóch synów trzeci za kilka dni się urodzi i co chyba jakbym miała córkę to byłoby wiele różu :)

  • Odpowiedz CEGmaRUTka 9 lutego 2015 at 09:16

    „Nieróżowe dzieci, z których wyrosną kolorowi ludzie.” Przepiękne!!!

    Mam 2,5-letniego syna, a w czerwcu urodzi nam się córka. Miałam obawy co do tego, że na etapie przedszkola czy szkoły nie uda mi się uniknąć różowego szału, bo przecież ‚wszystkie dziewczynki mają różowe sukienki z cekinami jak księżniczki’, ale właśnie uświadomiłam sobie, że zanim to się stanie mam jeszcze jakieś sześć lat na wykształtowanie w moim dziecku innego gustu, innego sposobu myślenia:) Ufff…

  • Zostaw coś po sobie