10
Desery, Jak żyć, Przepisy

nie będę już taka

Byłam dziś u fryzjera, kazałam sobie obciąć ze dwadzieścia centymetrów włosów. O zmianie fryzury marzyłam od kilku miesięcy, czemu więc nie poszłam wcześniej? To nie miało sensu, to byłoby jak wstawić designerski fotel do walącej się ruiny. Ja wiem, że to idiotyczne i że zadbany grubas to zawsze lepszy widok niż grubas zapuszczony. Ale nie potrafię się zajmować pierdołami, kiedy walka toczy się o kwestie zasadnicze. Nie umiem też być dobra dla swojego ciała, kiedy jestem na nie zła. Serio, często nie chce mi się go nawet smarować balsamem, tak jestem na nie wkurzona. Kiedy się mnie nie słucha, za karę o nie nie dbam. Nie daję mu ładnej bielizny ani nowych ubrań (bo to jak z tym fotelem), tylko wciągam na tyłek reformy i dresy, związuję włosy w supeł i marzę, żeby być niewidoczna.

Od pół roku się tu odgrażam, że schudnę. Przestałam piec barokowe serniki, przepisy zamieszczam rzadziej, zazwyczaj dosyć pokutne. Czy to coś dało? Nareszcie odrobinę. Dziś waga wskazała 10 kilo mniej i ja z tej okazji daję w nagrodę mojemu upartemu ciału nową fryzurę. Już po piątym kilogramie zaczęłam być dla niego milsza i znów je dotykam – wróciła nadzieja, to wróciły peelingi, masła i balsamy. Byłam już na krawędzi rozpaczy, tak bardzo się starałam i nic – nie do ruszenia były te moje pociążowe depozyty. Trzymałam dietę przez tydzień, dwa, trzy i nic, ani pół kilograma, no zero efektu! Nie należę do tych, co zaciskają zęby i walczą dalej. Ja wtedy ryczę i jem czekoladę – to jak wiadomo najlepszy lek na oporny bebzol. Robię sobie wtedy przerwę na rozpacz, by za chwilę znów wrócić do diety – czyli najgorzej, organizm wariuje. Czemu więc wreszcie ruszyło? Mam swoją teorię – po pierwszej ciąży też przez pół roku byłam wielorybem i dopiero powrót do normalnej, przedciążowej gospodarki hormonalnej rozpoczął chudnięcie. A może to kwestia rozszerzania diety dziewczyn – gdy przestaję być jedyną karmicielką, moje ciało pozwala wreszcie zmagazynowanemu tłuszczowi się ulotnić. Bo w ciąży tyję nawet od wody i sałaty, mój organizm zaczyna pobierać kalorie z powietrza już sekundy po zapyleniu, by po porodzie zachować sobie cały ten tłuszczowy zapasik i nie chcieć oddać ani grama przez pół roku. No i weź tu kochaj swoje ciało, jak ono takie figle płata.

Nie będę czarować, że od wody i sałaty mi dupa jak armata urosła, o nie, swoje mam na sumieniu, łasuch ze mnie pierwsza klasa. Myślę, że trochę pomogła ta moja strategia serwowania sobie czasem smacznych rzeczy bez cukru i białej mąki – ciasteczka z cieciorki, pełnoziarniste ciasta czy placuszki, lody z bananów i inne zdrowsze zamienniki chyba trochę pomogły. Bez takich słodkich przerywników już dawno bym się poddała. Lato to dla mnie czas pokusy, na lody jestem bowiem łasa, jak na mało co. Ubiegłe wakacje przepis za przepisem Wam tu serwowałam, wiecie więc, że to dla mnie podstawa letniego menu. Zachciało mi się ostatnio czekoladowych, no i są – bez grama śmietany, cukru czy czekolady. Potrząsam swoimi nowymi włosami, zjadam se takiego i jadę dalej z tym koksem. Chcę być już dobra dla swojego ciała, w końcu oprócz tej rozpaczy daje mi też sporo różnych przyjemności. No i dwie fajne dziewczyny mi dało, to nie będę już taka. Pora na letnie sukienki i jakieś lepsze gacie.

2

4

7-horz

3

11

6-horz

8

Lody czekoladowe na patyku, dietetyczne

Wyraźnie czekoladowe, dyskretnie tylko bananowe. Naturalnie słodkie i aksamitne dzięki bananom.

(składniki na 6 sztuk)

  • 200 ml mleka*
  • dwa nieduże banany, najlepiej mocno dojrzałe
  • łyżka gorzkiego kakao
  • 1-2 łyżeczki ekstraktu waniliowego

Zmiksować wszystko razem blenderem, przelać do foremek, zamrozić. Jeść i być dla siebie dobrym.

*użyłam zwykłego, krowiego, ale równie dobrze może być roślinne (sojowe, migdałowe, kokosowe itd.), w wersji rozpustnej może być śmietanka 30/36% – nie będą wtedy dietetyczne, ale z pewnością pyszne i bardziej kremowe.

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

17 Komentarze

  • Odpowiedz Anna Rysicz 12 czerwca 2015 at 21:35

    super tekst, a co do przepisu, to muszę jutro wypróbować, bo tez walczę. I faktycznie coś zaczęło sie ruszać, jak juz bobas nie je tylko mleka. Coś w tym jest, bo ja właśnie powoli odstawiam.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 czerwca 2015 at 23:13

      o, czyli jednak.

  • Odpowiedz Agnieszka Kijowska 12 czerwca 2015 at 21:43

    Pokaż fryzurę, pokaż to odchudzone ciało! Chcę zobaczyć :-) I zazdroszczę. I fryzury i schudnięcia. Ja od zimy planuję schudnąć 5 i na planach póki co kończę, ech … :-)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 czerwca 2015 at 23:13

      to się do pokazywania nie nadaje i jeszcze długo nie będzie 😉

      • Odpowiedz Agnieszka Kijowska 15 czerwca 2015 at 08:11

        Oj tam, oj tam, nie bądź taka skromna :-) To chociaż zarys sylwetki na tle zachodzącego słońca, hehe :-) No i pisz jak się pozbyłaś tego balastu.

        • Polka Dot
          Odpowiedz Polka Dot 15 czerwca 2015 at 23:02

          haha, dobra – jeszcze tego lata taki malowniczy obrazek Wam zapodam!

  • Odpowiedz cooking-and-living.com 12 czerwca 2015 at 21:54

    Na pewno Ci pięknie w nowej fryzurze!Nic tak nie poprawia humoru jak wizyta u fryzjera! Lody wyglądają bosko. Ja wybieram wersję rozpustną :)

  • Odpowiedz zdeptany_mech (Barbara Geisler) 12 czerwca 2015 at 22:07

    Czekam na zdj i fryzury i ciała 😉
    Sama ciagle zmagam się z kilogramami,jak schudne 3 kg to w nagrodę przez tydzien żre jak świnia,bo przecież „da się” 😉

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 czerwca 2015 at 23:14

      haha, ja też każde dwa-trzy kilo w dół świętuję zakazanym :)

  • Odpowiedz Matka Polki 13 czerwca 2015 at 16:29

    …jak ja dobrze wiem o czym piszesz..z tą różnicą, że moja dupa rośnie od trzech lat- 10 kilo rzadkiego spadła. Od kilku dni dieta 1400 kcal z aplikacją która pięknie wszystko zlicza. Polecam- głodna nie chodzę i na małe conieco też jest miejsce 😉

  • Odpowiedz Marta Kamińska 13 czerwca 2015 at 18:13

    Też swojego ciała nie lubiłam, ale tak jak i TY – po dziesiątym kilogramie zaczynamy się wreszcie dogadywać! 😉

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 14 czerwca 2015 at 23:14

      no, oby tak dalej! :)

  • Odpowiedz Renata 14 czerwca 2015 at 16:05

    No czad normalnie, chyba zrobię, jak za lodami nie przepadam :)

  • Odpowiedz magda 15 czerwca 2015 at 08:21

    no ja też przytyłam i przydałoby się schudnąć 15 kg a jakoś nawet 1 kg nie mogę. Podałabyś może jadłospis co jesz przez tydzień. ile posiłków jakie tak rozpisane na każdy dzień. ja sie staram jeść zdrowo a moja waga ani nie drgnie a już naprawdę patrzeć na siebie nie mogę.

  • Odpowiedz Mała Mi 16 czerwca 2015 at 06:51

    Mam podobne problemy. Umiem nawet, gdy jest to wymogiem zdrowotnym, pięknie schudnąć w ciąży, lecz po porodzie… zaczyna się nie ta bajka, której chciałabym być „udziałem”. Każdy gorszy dzień zajadam… tartą z truskawkami, każde zmęczenie podczas powrotu z pracy… jakimś Magnum ;). Czas wrócić na właściwe tory. Ten wpis to świetna inspiracja, żeby nie dać się zwariować, zachowując umiar.

  • Odpowiedz Osowiała Sowa 16 czerwca 2015 at 22:06

    O, to ja też poproszę o jakieś szczegóły dietetyczne :)
    No i gratuluję oczywiście !

  • Odpowiedz XXX 19 czerwca 2015 at 04:33

    Wiedz, że mozna ja przed 3 ciaza wazylam 67 😀 tera mala ma miesiac waże 57, dobijam do 50 i daje se na luz. Nie jemy na potęge. Ale ty chociaz sie przyznajesz do tego … Uwielbiam takie spasione wieloryby „przeciez ja nic nie jem, nie wiem czemu nie chudne” od powietrza to się kur …. nie utyje chocby nie wiem jak chorym byc i chocby nie wiem co

  • Zostaw coś po sobie