6
Obiady

najlepszy makaron na świecie – kremowa carbonara ze szparagami i młodym szpinakiem

Kocham makaron miłością tragiczną, bo nieodwzajemnioną. Kocham go, a on mnie nie. Mam z nim więc taki trochę „love-hate relationship”, a – ponieważ staram się unikać w moim życiu dramatów – zazwyczaj stronię od makaronu.

I choć skłonności autodestrukcyjnych w sobie nie odnajduję, to raz na jakiś czas wchodzę w to, mimo, że wiem, że będę potem śpiąca, a jak się uleży – to jeszcze bardziej głodna. Wchodzę mimo, że wiem, że na moje uda będzie to miało wpływ zupełnie odwrotny niż bym sobie tego życzyła. Wchodzę w to, bo niedługo skończą się szparagi oraz z powodu mężowskiej słabości do makaronu z kremowym, gęstym sosem, słoną szynką i parmezanem.

Więcej jest w moim życiu takich miłości tragicznie nieodwzajemnionych. Samochód mój mnie ostatnio nie kocha, choć ja jego bardzo. Wszystkie gumy i wyładowane akumulatory ma dla mnie zawsze wtedy, kiedy mi małżonek znika, a ja mam do załatwienia miliardy spraw. Nie dalej jak dziś rano rozwoziłam towarzystwo taksówką, by potem spędzić pół dnia na reanimacji auta. Tego samego, co to je tak kocham, że żyć bez niego nie mogę, a ono wypina się do mnie tyłkiem właśnie wtedy, kiedy staje się moim najważniejszym narzędziem w ogarnianiu życia.

Moje kwiaty tarasowe przestały mnie kochać, mimo, że dbałam o nie lepiej niż o własne dzieci. Konkretnie to po zastosowaniu nawozu przestały. Zamiast eksplozji koloru mam jakieś rachityczne badyle smutne. Czuję się jak Ania z Zielonego Wzgórza po farbowaniu włosów i, niczym Ania, popadłam po tym zdarzeniu w prawdziwą otchłań rozpaczy. Pół tarasu tą chemią wytłukłam i nadal nie mogę się z tego otrząsnąć.

Jeszcze rzęsy. Tyle lat je kochałam! To dzięki nim nie czułam się po wstaniu z łóżka jak wypłosz, to one sprawiały, że ludzie sądzili, że mam ładne oczy. Co jak nie miłość należało się tym maleństwom, dzięki którym nie bali się mnie kurierzy z rannej zmiany, osiedlowa sklepowa ani własne dzieci. I co mam w zamian? Lecą jedna po drugiej, niewdzięcznice, uwodzicielskim wachlarzem cieszę się ostatnio parę dni, by z każdym kolejnym wyglądać coraz bardziej, jakbym sobie poprzyklejała kępki po pijaku.

Po pijaku to ja zresztą też nic ostatnio robić nie mogę. Najgorsza zdrada z możliwych – nawet wino się na mnie wypięło. Wino – czaicie? Moje wrota do krainy łagodności, mój piątkowy rytuał, o którym marzyłam już od niedzieli. I nie, że Chardonnay na przykład, czy Pinot Noir, one wszystkie, w każdej już praktycznie ilości sprawiają, że dnia następnego wyglądam jak wywłoka, jak pijaczka jakaś spod mostu, opuchnięta i nieprzytomna. Nieważne – Shiraz, Vinho Verde czy Sauvignon Blanc, wszystkie one zamieniają mnie w nabrzmiałe monstrum z worami a la Szyszko i cieniami a la Panda Wielka. Najzwyczajniej nie wolno mi pijać wina, jeśli w dzień po spożyciu mam wstać z łóżka wcześniej niż w południe i widzieć się z kimkolwiek, choćby z kurierem z rannej zmiany.

Notorycznie ostatnio odczuwam, jakoby świat rzeczy martwych, a także przyrody ożywionej, nie współpracował. A wręcz – czuję się jakaś taka niekompatybilna ze wszechświatem. Zatykam kible, tłukę szklanki i doniczki, zabijam rośliny. Odpadają mi rzęsy, puchnę po winie, gubię dokumenty, zasypiam w ubraniach, mówię nie to, co trzeba, a tego, o czym myślę, nie udaje mi się nazwać. Ani rzeczy, ani ludzie czy okoliczności jakoś ostatnio nie chcą mi sprzyjać.

Potrzebuję wakacji, dziesięciu godzin snu ciurkiem, porządnych rzęs, paru roślin na taras i nowego akumulatora. Jakiejś przerwy chyba od świata rzeczy martwych i od tej codzienności, do której jakoś ostatnio nie mam ręki. (Do dań z makaronu natomiast, mimo że moim udom nie służy, nadal mam rękę więcej niż dobrą, korzystajcie więc, póki jeszcze zdarza mi się takie cuda popełniać. To może nawet być najlepsza pasta w moim życiu).

7

2

1

3

5

8

4

Wiosenna carbonara ze szparagami i młodym szpinakiem

Składniki:

(na 2-3 porcje)

  • 250 g  świeżego makaronu jajecznego tagliatele lub papardele
  • pęczek szparagów*
  • garść świeżego szpinaku
  • 100 g wędzonego boczku w plasterkach (lub słonej szynki – szwardzwaldzkiej, prosciutto itp.)
  • 200 g śmietany 18%
  • 2 żółtka
  • 1 mały ząbek czosnku (lub szczypta suszonego)
  • 50 g tartego parmezanu
  • sól, pieprz

Przygotowanie:

  • szparagi umyć, odciąć zdrewniałe końcówki (ostatnio te grubsze obieram obieraczką do warzyw)
  • pokroić je (każdego na 3-4 kawałki) i wrzucić do wrzątku, ugotować al dente
  • boczek pokroić w kosteczkę i obsmażyć na suchej patelni aż się zrumieni i wytopi tłuszcz
  • kiedy szparagi będą dochodzić, ugotować makaron
  • przygotować sos: śmietanę wymieszać z żółtkami, szczyptą soli i pieprzem (soli niedużo – boczek jest słony, pieprzu sporo – najlepiej świeżo mielony)
  • makaron i szparagi odlać (warto zostawić parę łyżek wody od makaronu)
  • wszystkie składniki umieścić w garnku: ugotowany makaron, szparagi, boczek i umyty, pokrojony szpinak, zalać sosem śmietanowym, dodać czosnek i dusić na małym ogniu przez ok. 5 minut, od czasu do czasu delikatnie mieszając – jeśli sos zetnie się i będzie zbyt gęsty, można dodać kilka łyżek wody z makaronu, wymieszać, przed podaniem posypać parmezanem (nie zaszkodzi też dodatkowa porcyjka świeżego pieprzu na wierzch)

*Kiedy sezon na szparagi minie nieodwołalnie, albo jeśli po prostu macie ochotę wypróbować inną wersję, możecie zamiast nich użyć niedużej cukinii i połowy pora. Sposób przygotowania wówczas zmieni się odrobinę – zamiast gotowania, duście cukinię i pora razem z boczkiem/szynką, aż zmiękną.

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

11 Komentarze

  • Odpowiedz Agnieszka 14 czerwca 2017 at 09:02

    Mmm, pysznie wygląda :)
    To ja ci tylko szybciutko przypomnę, że do pisania nadal masz talent ogromny. Zdjęcia robisz piękne. Rodzinę masz wspaniałą i kochasz ich miłością ogromną. Co tam rzęsy… A urlop koniecznie zaplanuj. Będziesz „żyła” myślą o niedalekim urlopie :)

  • Odpowiedz MAGDA 14 czerwca 2017 at 09:36

    Tekst jak zwykle perełka, przepis zapisuję i wypróbuję! :)

  • Odpowiedz Agnieszka z Mierzei Wiślanej 14 czerwca 2017 at 12:23

    Jutro pichcęvna obiad 😁

  • Odpowiedz Marta 14 czerwca 2017 at 16:26

    Haha.fajny tekst:)napisz więcej o rzęsach.jakie i czy warto.chciałabym na wakacje zrobić a słyszę że moczyć nie wolno??

  • Odpowiedz Hania 14 czerwca 2017 at 19:42

    w wersji poza sezonem na szparagi polecam zastosowanie brokuła :)

    a co do poczucia niekompatybilności ze światem – tak bardzo feel ya! nie
    mogę dojść do ładu ze sobą.

  • Odpowiedz Lidia 15 czerwca 2017 at 10:39

    Przepis wypróbuje dzisiaj. A co do rzęs to polecam olejek z pestek malin w moim przypadku działa cuda :)

  • Odpowiedz Paulina 16 czerwca 2017 at 12:43

    Już wiem co zrobię dziś na obiad :) Akurat mam w lodówce młody szpinak :) Pozdrawiam

  • Odpowiedz Wanda 16 czerwca 2017 at 17:52

    Właśnie zjedliśmy na obiad. Znakomite!

  • Odpowiedz Karolina 17 czerwca 2017 at 10:05

    Uwielbiam Twoje teksty!Czytam z dziką przyjemnością. Przepis wcielam dziś w życie!Pozdrawiam serdecznie

  • Odpowiedz Marta 18 czerwca 2017 at 19:50

    Śmietanka słodka czy kwaśna ?

  • Odpowiedz Ewa 23 czerwca 2017 at 22:31

    Ależ mnie ubawiłaś tymi perypetiami:))A do tego wspaniały przepis,który mówi że wszystko z Tobą ok jak najbardziej;)))

  • Odpowiedz na „HaniaAnuluj