rozkminy

nadrola

Można być w życiu siostrą, przyjaciółką, córką, koleżanką z pracy. Członkinią chóru, stowarzyszenia, fundacji, klubu fitness, rady rodziców, wolontariuszką w schronisku. Można być radną, właścicielką biznesu, ekspertką, konsultantką, szefową, blogerką, gospodynią domową. Można być kobietą na stanowisku. Można być dyrektorką, menedżerką, fryzjerką, nauczycielką, policjantką, lekarką, psycholożką, pisarką. Można być sąsiadką, ciocią, szwagierką, bratową, synową. Można być partnerką, żoną, kochanką.

Dużo można na raz udźwignąć. Wcielać się co chwila w inną siebie. Jak która zechce, może mieć dziesiątki ról i tożsamości, kto nowoczesnej kobiecie zabroni? Może żonglować, harować, zmieniać maski i przebrania. Ale kiedy zostaje matką – bo jej się zdaje, że tylko tego jej do pełni życia brakuje – zyskuje übertożsamość. Nadrolę.

Dajmy na to, taka sytuacja:

Jedzie sobie kobieta na weekend z mężem, bo im okrągła rocznica stuknęła (wszelkie podobieństwo do osób i zjawisk jest, rzecz jasna, przypadkowe). Jest także w życiu siostrą, przyjaciółką, córką oraz – pracującą na własnej działalności, a jakże – matką. Jedzie nie bez wyrzutów sumienia, ale zagłusza je, zagaduje sama siebie. Że się przecież należy, że co dzieciom po matce i ojcu, gdy Ci ledwo zipią, a ich więzy nadszarpnięte. Jedzie więc sobie kobieta o te więzy małżeńskie z dala od nieletnich zadbać, wyjść z roli matki na dwie doby, wejść mocniej w tę przykurzoną – romantyczną. Planuje odkurzać, celebrować, zanurzyć się w tej swojej drugiej połowie na łonie natury, o zachodzie słońca trzymać się za ręce, być może całować nawet.

Nie zdąży się dobrze rozgościć w hotelu, ledwo tyłkiem z lampką zbyt drogiego wina w leżak siądzie, skanuje wzrokiem otoczenie i co widzi? Piaseczek drobny, bialutki, wilgotny – och, ależby się z niego baby lepiło, najprzedniejsze! Woda przejrzysta, płyciutko, ogrodzone, za płotkiem para łabędzi z młodymi – aj, co by tu była za zabawa. I basen mają, z widokiem na pomost z łódkami – cóż to by była za radość, ale by było pluskane! Obiadokolację podano, wśród dań przeróżnych – gulasz, ziemniaczki, kopytka – jesteśmy w domu, najedzą się ze smakiem, bez wybrzydzania. Na tarasie gania do późna dzieciarnia – o, jakie fajne dziewczynki, w sam raz dla moich, bawiłyby się razem, jak nic. Od następnego poranka to samo, już od śniadania, przy którym kobieta o mało z rozpędu nie rzuciła się gofrów i naleśników z serem nakładać, choć sama woli omleta. Słońce świeci jak szalone, i zamiast cieszyć się, że wreszcie, po latach, może pójść na kajak bez torby żarcia i ubrań na zmianę, żal niewypowiedziany odczuwa, bo oto po drodze plac zabaw wspaniały, taki wiecie – z tych nowoczesnych, z trampolinami z pianki. Ale by im się podobało! Tuż przy wypożyczalni – kawiarnia z lodami o smaku balonówy, o losie! A zaraz obok – piękna plaża z pomostem i dmuchańce na wodzie. I choć przyjemnie było na tym kajaku bez konieczności otwierania bananów, wycierania rączek, rozbierania i ubierania, marudzenia i jęczenia. Choć wcale nie chciałoby się jej na tych placach zabaw przesiadywać, i zamiast tego poleżała sobie w leżaku z mrożoną kawą i gazetką, to jednak myśli nie dało się wyłączyć. Poszła lawina, nie do zatrzymania. Übertożsamość wylazła nieproszona, choć chciało się ją uciszyć. Nadrola zawsze pcha się na pierwszy plan, choćby się ją spychało głębiej, próbowało inne części siebie wyeksponować, na moment nawet.

Bo matka zwykle wygrywa w kobiecie. A im mocniej chce się od niej uciec, tym bardziej ona triumfuje.

Trzeba to przyjąć z pokorą, jak sądzę. Rola osłabnie z czasem i jeszcze się do niej zatęskni, kiedy znów będzie się wszystkim i nikim, niezdefiniowanym zlepkiem tożsamości, z których żadna nie będzie wystarczająco wartościowa, by się na niej oprzeć w szukaniu własnego „ja”. Trzeba się z tego śmiać, należy się z tego cieszyć. I mimo wszystko próbować od czasu do czasu wyjść z roli, choćby po to, by móc później ze zdwojoną siłą w nią wejść. Przywitać ją z dawno nie widzianym entuzjazmem, pławić się w niej z czułością. By znowu czuć wdzięczność, że jest – ta nadrola, übertożsamość, co tak pięknie porządkuje świat wewnętrzny, i ten całkiem namacalny.

I w tym miejscu ja się z Państwem żegnam. Idę zatracić się oraz pławić się czule. Okoliczności są bowiem więcej niż sprzyjające.

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

15 komentarzy

  • Odpowiedz spinka 10 lipca 2018 at 07:50

    Pięknie napisane 🙂 Ja teraz też odnajduję siebie dawno nie widzianej. Nie matki, a żony, kobiety. Dzieci nie ma – nie ma komu miączeć, kłócić się, wołać jeść, pić i że nudno znowu. Już trzeci tydzień tak zaczynam 🙂 Ale równocześnie już zaczynam tęsknić trochę za tymi moimi urwisami 🙂 I zazdraszczam powoli babci, że teraz może przytulać i całować. Byle do piątku 🙂

  • Odpowiedz Natalijka 10 lipca 2018 at 09:42

    Ja właśnie całkiem serio szukam miejsca na rocznicowy weekend z mężem nienadajacego się dla rodzin z dziećmi. Bo jestem pewna że inaczej będę miała to samo o czym piszesz 🙂

  • Odpowiedz Agatka 10 lipca 2018 at 09:52

    yyyy to ja jestem jakaś dziwna, bo ze mnie ta nadrola nie wychodzi…nie wygrywa… ja chłonę czas bez dzieci i celebruję każdą minutę i wracać za szybko do rzeczywistości mi się nie chce 🙂 Wręcz nie mogę się doczekać kiedy młodsza córa dorośnie na tyle, że będzie można zostawić Ją na dłużej i ruszyć we dwójkę z Mężem „jak za starych dobrych czasów” 🙂

  • Odpowiedz Nika 10 lipca 2018 at 10:40

    Uwielbiam Twoje wpisy…wciagaja jak dobra ksiazka..a do tego sa takie prawdziwe:)
    Pozdrawiam serdecznie Ciebie jako mame, zone, strazniczke domowego ogniska..kobiete:))

  • Odpowiedz Asiorek 10 lipca 2018 at 12:07

    Jakie to prawdziwe… Napisałaś to co czuję za każdym razem kiedy wybieramy się z mężem na Walentynkowe coroczne świętowanie sam na sam. Jest fajnie, ale za każdym razem widzę, czuję i szukam miejsc, z których nasze dzieci miałyby radochę. No cóż… funkcji MAMA nie da się tak po prostu wyłączyć 🙂

  • Odpowiedz Emilia 10 lipca 2018 at 13:02

    też tak mam:) tylko ja nie umiem tak pięknie ubierać tego w słowa….:* bo mamą jest się juz na zawsze 🙂 nawet jak sie wyjezdza bez dzici…to widzi się wszystko pod ich kątem…łąpałąm sie na tym ,że kiedy szłam bez wózka to zamiast o schodach wchodziłam podjazdami dla wózków 😛

  • Odpowiedz General Fresh 10 lipca 2018 at 15:55

    Świetnie napisane 🙂 Naprawdę bardzo fajnie się czytało

  • Odpowiedz Nati 10 lipca 2018 at 18:48

    Powinnaś pisać książkę za książką 😊

  • Odpowiedz Monika 11 lipca 2018 at 10:36

    Rewelacyjny post!Niestety matki tak mają… choćby nie wiem jak miały dość humorków, jęków i narzekań, to jednak dzieci first🙈
    Ps.Myślałaś kiedyś o wydaniu książkowym wybranych postów+jako niespodzianka kilku niepublikowanych? 😊

  • Odpowiedz Bea 12 lipca 2018 at 17:50

    Nie mam dzieci, więc tego nie czuję i jakoś tak nie jestem pewna czy spodobałoby mi się posiadanie takiej nadrzędnej roli… 😉

    • Polka
      Odpowiedz Polka 13 lipca 2018 at 11:27

      Doskonale Cię rozumiem, brzmi groźnie, bywa uciążliwe 😉

  • Odpowiedz Marta 14 lipca 2018 at 00:02

    na zdjęciach wyglądasz przeslicznie!!!

    • Polka
      Odpowiedz Polka 17 lipca 2018 at 09:22

      Dziękuję 🙂

  • Odpowiedz Ania 16 lipca 2018 at 20:29

    Polko a zdradzisz miejscówkę do której się wybraliście?szukam inspiracji na wyjazd-prezent dla rodziców a u was tak sielsko wyglada,polecisz coś?ratuj 😀twoja fanka 😀

    • Polka
      Odpowiedz Polka 17 lipca 2018 at 09:16

      Hej, to był hotel Przystań w Olsztynie – bardzo ładny, ale nie sielski, na zdjęciach jest widok z drugiej strony jeziora 😉 Obczaj sobie ich stronę, jest dużo zdjęć.

    Zostaw coś po sobie