12
Obiady, Przepisy

mój „partner in crime” i jego power-obiad

Dietetyczna samotność – oto, co mi doskwierało latami, kiedy próbowałam chudnąć albo po prostu zdrowiej się odżywiać. Wiecie, to ten stan, kiedy robicie sobie na kolację sałatkę, a mąż i dzieci chrupią obok rumiane tosty. Mlaszczą, oblizując palce tłuste od ciągnącego się sera. To uczucie, kiedy wyciągają paczkę ciastek, a wy próbujecie zahamować ślinotok, spowodowany zapachem glutenu, węglowodanów i cukru. Dietetyczna samotność to smutna rzeczywistość matek, próbujących schudnąć albo po prostu zdrowiej się od odżywiać, a których rodziny, mimo najtęższych wysiłków, jakoś nie chcą zacząć jadać jarmużu, buraków ani kalarepy. Nie tolerują pieczonych piersi indyka zamiast kotlecika w panierce, owsianek zamiast bułeczek z serem, nie godzą  się na zielone koktajle ze szpinakiem. Smażenie kotlecików i smarowanie im tych bułeczek bywa prawdziwą torturą, zwłaszcza kiedy na Ciebie czeka uczta w postaci talerza słupków marchwi i papryki. Pysznych warzyw skądinąd, ale jakże odmiennych w swej pyszności od panierowanego mięsa i świeżego pieczywa.

Nawet w mojej, generalnie dobrze odżywiającej się rodzinie, moje postanowienia były zawsze wystawiane na próbę kolacji z chlebem, obiadów z ziemniaczanym pure, czekolady kupowanej dzieciom na weekend. Bo choć dzieciaki jadają sporo warzyw (jak na dzieciaki), kasze, czy owsianki, pijają te nasze koktajle, i zazwyczaj zadowalają się razowcem, od czasu do czasu tylko jęcząc o białe bułeczki, to i tak sporo się po lodówce wala rzeczy, których nie chciałabym jadać. Nie chcąc im zrobić z mózgów sieczki, ani z dzieciństwa tortury – bywają tam czasem kabanosy, parówki nawet, jogurty z cukrem czy dżemiki. Nawet, jak się ma męża, który nie potrzebuje codziennie mięsnego obiadu i uwielbia swoje sałatkowe pudełeczka do pracy, to bywa ciężko, jak go akurat weźmie na słodkie i zżera na Twoich oczach tabliczkę mlecznej z orzechami albo nalewa sobie piątkowy przydział Twojej ulubionej whisky z colą.

Potrzebny jest „partner in crime”, bezwzględnie. Jeśli się nie ma akurat nastoletniej córki pod ręką, najlepszym kandydatem wśród domowników bywa zazwyczaj mąż. Pisałam Wam ostatnio, że mojemu odbiło kompletnie i bardzo zmienił swój styl życia. Dzięki temu i ja idę na rekord ze swoimi zmianami w żywieniu. Trzeci miesiąc bez chleba, makaronu i innych wyrobów z białej mąki postrzegam jako sukces i wiem, że pewnie nie byłby on możliwy, gdybym wciąż tkwiła w dietetycznej samotności. Nie chciałam kolejny raz rzucać się w drastyczną dietę, tym razem stawiam na długoterminowe zmiany. Zaplanowany na ten rok plan wdrożenia trwałych modyfikacji do diety i stylu życia idzie mi dobrze, chyba także dlatego, że oprócz determinacji, mam też wsparcie. I choć dieta szczupłego, ćwiczącego faceta sporo różni się od tej jego starającej się schudnąć żony, to jest dużo łatwiej. Wreszcie nie mam tylu pokus na co dzień, jest mi raźniej trzymać się diety, kiedy nikt mi nie podżera wieczorami i nie dorzuca batoników do słodyczowej puszki. Nie wspominając o tym, ile basenów więcej przepływam, jak mnie przed wyjściem zagrzewa do walki mój osobisty kibic.

Łatwiej jest wreszcie dlatego, że nie robię wszystkiego sama. Polkowski się wkręcił i więcej gotuje. Pamięta o warzywach, robiąc zakupy, szykuje nam sałatki, czasem wrzuci jakiegoś indyczego cycka do pieca. Czasami nawet, jak wczoraj, ugotuje coś dobrego. I to kurde jak dobrego!

pieczarki faszerowane

pieczarki portobello

komosa ryżowa

pieczarki nadziewane kaszą

zdrowy obiad

grzyby portobello

quinoa z warzywami

pieczarki portobello nadziewane

pieczarki zapiekane z jajkiem

Na zdjęciach wystąpiły moje nowości z Livebeautifully:

naczynie do zapiekania Rice – tu

młynek – tu

biały, druciany kosz – tutaj

(talerzyk z tego samego sklepu, ale sprzed roku, niestety już niedostępny)

Jeśli macie ochotę na wiosenne zakupy w Livebautifully, to teraz jest doskonały moment, gdyż do 26 marca obowiązuje 15% rabat na hasło: WIOSNA17

(na wszystko, co nieprzecenione)

Pieczarki portobello zapiekane z quinoa i warzywami

(2 porcje po dwa grzyby na twarz)

Składniki:

  • 4 pieczarki portobello
  • 120 g quinoa (u nas kolorowa)
  • 1 cebula
  • 1 czerwona papryka
  • 1 mała cukinia
  • 2 pomidory
  • 1 ząbek czosnku
  • masło klarowane do smażenia
  • sól, pieprz, wędzona i ostra papryka (lub inne dowolne przyprawy i zioła)
  • opcjonalnie: jajka (do wersji z zapiekanym jajkiem)

Przygotowanie:

  • quinoa ugotować według przepisu na opakowaniu
  • pieczarki umyć, odciąć nóżki i wydłubać jeszcze trochę miąższu od spodu kapeluszy, uważając, by nich nie uszkodzić
  • cebulkę i odcięte/wydrążone części grzybów posiekać drobno i podsmażyć na łyżce masła klarowanego ze szczyptą pieprzu i soli
  • w tym czasie umyć i pokroić w drobną kosteczkę: cukinię i paprykę, dorzucić na patelnię z cebulą i grzybami, dusić wszystko razem do czasu, aż warzywa zmiękną
  • pomidory pokroić i dodać do reszty warzyw (można je wcześniej sparzyć i pozbawić skórki), wcisnąć czosnek, dodać ostrą i wędzoną paprykę, odrobinę dosolić, dusić wszystko razem jeszcze kilka minut aż pomidory puszczą sok i wszystkie składniki połączą się
  • wszystkie warzywa z patelni wymieszać z ugotowaną quinoa, jeśli trzeba – doprawić
  • kapelusze portobello wypełnić tak przygotowanym farszem albo z kopczykiem, albo na płasko, jeśli chcesz dodatkowo zapiec w nich jajka – wówczas uformuj w farszu wgłębienie i ostrożnie wylej na surowe jajko, dodaj szczyptę soli i pieprzu na wierzch
  • w obu wariantach można na wierzch zetrzeć trochę sera
  • zapiekać pod przykryciem (może być folia) 15 minut w 180 st. (pod koniec można zdjąć przykrycie i zrumienić z wierzchu 2-3 minuty)
  • podawać z sałatką (u nas liście szpinaku i jarmuż, pomidorki koktajlowe, ogórki, cebula i awokado, całość polana winegretem)

Jeśli lubisz takie kaszowate nadziewanie, może spodoba Ci się mój przepis na:

Roladki z bakłażana z kaszą i kurkami

Bakłażana z kuskusem i warzywami

Paprykę faszerowaną kaszą z szynką i porem

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

11 Komentarze

  • Odpowiedz Aneta 10 marca 2017 at 20:31

    A ta sałatka też super wygląda, to jarmuż i szpinak?

  • Odpowiedz Monika 10 marca 2017 at 20:31

    Wiem o czym mówisz, wsparcie w walce ze swoimi pokusami i słabościami, sprawia, że przestajemy postrzegać zdrowy, „odchudzony” styl życia jako konieczność i katorgę, tylko wręcz zaczynamy z tego czerpać przyjemność, poziom naszych endorfin rośnie z każdym dniem i sprawia, że czujemy się cudownie…mam nawet wrażenie, że nawet miłość zaczyna wtedy jakoś bardziej rozkwitać;).
    U mnie oprócz tego o czym napisałaś jest podzielanie wspólnej pasji jaką jest bieganie, na co dzień nie mamy czasu na spędzanie ze sobą zbyt wielu chwil ale kiedy tylko trafi się okazja, zamiast wylegiwać się na kanapie, wciągamy swoje obcisłe „rajty” i pędzimy gdzieś przed siebie w milczeniu z szerokimi bananami, szczerząc się do siebie przez cały czas…

  • Odpowiedz Aneta 10 marca 2017 at 20:32

    O, masz, doczytałam się :)

  • Odpowiedz Agnieszka z Mierzei Wiślanej 10 marca 2017 at 20:37

    Aż mi ślinka cieknie 😀😀😀

  • Odpowiedz MM 10 marca 2017 at 20:39

    Fajny wpis i fajny przepis.Cieszę się ze ostatnio dużo takich u Ciebie bo tez wdrożyłam plan zdrowego odżywiania i szukam inspiracji.Ostatnio zrobiłam Twoją grecką z quinoa i była super,zaskoczyło mnie,że przez długi czas po jej zjedzeniu nie byłam głodna👍🙂

  • Odpowiedz projectwoman 10 marca 2017 at 21:07

    Świetny przepis, przekaż gratulacje mężowi :-) Pozdrawiam

  • Odpowiedz AniaD 10 marca 2017 at 22:01

    Szkoda, że i naczynie i młynek już niedostępne😔A jedzonko pięknie wygląda 😊

  • Odpowiedz Matylda Jasmin 13 marca 2017 at 09:20

    I czemu przeczytałam przed śniadaniem. Może wreszcie przekonam się do quinoa. Jedyna kasza, która mi nie wchodzi, drażni mnie zapach. Próbowałam dotąd na słodko z suszonymi owocami i gruszkami. Czas na wytrawne co nieco.
    Pozdrawiam
    M.

  • Odpowiedz et 13 marca 2017 at 13:50

    Wiem doskonale o czym piszesz. Kolejny miesiąc walczę z moimi dwoma mężczyznami o zmiany w naszej kuchni. Jeden nastolatek, drugi już sporo po 40. Zazwyczaj kończy się to tym, że codziennie gotuję podwójne obiady, przygotowuję trzy różne śniadania o kolacjach nawet już nie wspomnę. Zdarza się, że kupuje trzy różne chleby bo każdy je inny. Jestem zmęczona, wydaję dużo więcej pieniędzy ale nadal wierzę, że zmiany są nam potrzebne. Najtrudniej jest mi przekonać tego starszego(czyt. męża). To typowy mięsożerca, makaroniarz i słodyczoholik. Sałaty itp. uważa, że są na pewno dobre i zdrowe ale dla królików. On nie będzie ich jadł bo nie lubi. Nijak nie jestem w stanie przemówić mu do rozsądku. Młodszy tez się buntuje(bo taki też wiek) ale już jakoś częściej daje się przekonać do zdrowszego jedzenia. Nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam. Pozdrawiam i zazdroszczę Polkowskiego :)

  • Odpowiedz Ilona 13 marca 2017 at 18:42

    Polko a masz jakiś sprawdzony przepis na winegret?

  • Odpowiedz MM 28 marca 2017 at 14:03

    Bardzo udany przepis, podziękowania dla Autora (i Autorki :) ).

  • Zostaw coś po sobie