18452051_10158484422415018_940411207_o
Drożdżowe, Jak żyć, Śniadania

jak miałam zostać superwoman, ale znów mi nie wyszło (oraz bułki, co wyszły super)

Są czasem takie dni (i tak, taki dzień mam dzisiaj), kiedy cały, misternie utkany z marzeń, wizji i postanowień, świat wewnętrzny rozpada się na kawałki. Dociera wtedy do człowieka z całą siłą, kim jest, a także – kim nie jest, i prawdopodobnie już nie zostanie.

Że chce być supermamą, ale zamiast oceanu cierpliwości ma tego dnia dla dzieci tylko warknięcia. I choć tak bardzo stara się się być wyrozumiała, to akurat dziś się przelewa i kiedy w pośpiechu próbuje ubrać i wsadzić do samochodu uciekającą dwulatkę, to wreszcie wrzaśnie. Dziecko płacze, a za chwilę płacze też mama, przygnieciona ciężarem wyrzutów sumienia. Wiezie dzieciaki do szkoły, spod okularów spływają łzy jak grochy, a na tylnym siedzeniu ta dwulatka, smutna taka. I zamiast supermamą, czuje się jakąś wyrodną okrutnicą, jak widzi te oczka zbesztanej, małej bidy. Grochów przybywa, rozmazany makijaż spływa po policzkach na białą koszulkę.

A potem wraca do domu, czyli do pracy w zasadzie, rozmazana i przygnieciona i nie wie, za co się zabrać. Czy za to pranie, co kiśnie w pralce od wczoraj, bo zasnęła z dziećmi w ciuchach? Czy za okna  brudne, a może za porozwalane zabawki? Czy może za kuchnię całą w mące, bo jej się bułek napiec zachciało? Dla dzieci, bo prosiły, a przecież chce być supermamą. I na bloga przy okazji, bo przecież chce być superblogerką. Niby tak chce, a jakoś jej ciągle nie idzie. Bo ciągle za mało, za rzadko, nie tak. Bo znów trzy dni ciszy, a jak wreszcie jest materiał w postaci blachy wypasionych, rumianych bułek, to okazuje się, że aparat pojechał w bagażniku w delegację do Warszawy, i wróci za trzy dni. I nie wiadomo, serio, nie wiadomo, w co ręce włożyć. Co wyprodukować na bloga zamiast tych bułek, bez aparatu. Może jednak nic, może poczekać na aparat i zająć się sobą.

Bo przecież oprócz supermamy i superblogerki, chce być też superlaską, ale niestety jest na to stanowczo za mało ogarnięta, nie dość pracowita i niedostatecznie zdeterminowana. Bo znów hybryda obłazi z paznokci i pomalowane są po trzy z każdej dłoni, a reszta obdrapana. Bo wciąż za mało czasu na wszystko, bo znów nie ćwiczyła i zjadła bułkę zamiast sałaty. I jak tak patrzy w lustro, na to swoje smutne, podstarzałe, rozmazane oblicze i próbuje zetrzeć białe stróżki z policzków tymi odrapanymi paluchami, to czuje się jak obraz nędzy i rozpaczy. I jedyne, na co ma ochotę, to rzucić się na łóżko i ryczeć dalej.

Bo inne to przecież jakoś dają radę. Przecież są takie, co na siłkę trzy razy w tygodniu dygają, co całe życie na sałacie. Są przecież takie, którym nic nie obłazi, nie rozmazuje się i okna zawsze mają czyste. Są takie, które do dziecka tylko z sercem i empatią, które porozumiewają się bez przemocy. Są przecież takie kobiety, którym wszystko się udaje. Pracowite, zorganizowane i nieskazitelne.

Serio? Czy istnieją gdzieś te supermamy, superblogerki i superlaski? Czy tylko widziałam je na Instagramie, na blogu jakimś, czy na ulicy i uznałam, że są super. Bo mignęły mi ich idealne hybrydy, chude tyłki, czyste mieszkania i uśmiechnięte dzieci.

Tak jak i wy czasem ulegacie złudzeniom, mimo, że nigdy nie zgrywałam idealnej. Pytacie, jak pozbywam się kurzu z kinkietu origami, podczas gdy ja nigdy nawet nie podjęłam próby usunięcia go z zagłębień klosza. Pytacie, jak utrzymuję w czystości ramki obrazków, a ja wtedy nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Nie miejcie kompleksów, mój dom nie jest nieskazitelny. Czasem pranie mi kiśnie w pralce dwie doby, miewam odrapane paznokcie i zdarza mi się pokrzykiwać na dzieci. Czasem mam kumulację zaniedbań, niedociągnięć i przewinień, która sprawia, że płaczę.

Tak jak dzisiaj. Gdy wróciłam, popłakałam sobie jeszcze chwilę, a potem wytarłam łzy oraz tę mąkę w kuchni. Ogarnęłam trochę chałupę i siebie, ale to kisnące pranie i obdrapane paznokcie olałam. Zrobiłam sobie kawę, usiadłam i napisałam te słowa, bo uznałam, że tak nie można. Że to jakaś bzdura totalna tyle od siebie wymagać. Nie jestem super i będę musiała żyć dalej jako wystarczająco dobra mama, wystarczająco płodna blogerka i wystarczająco estetyczna laska.

Chciałam być superwoman, ale znów mi nie wyszło. Trzeba będzie się z tym pogodzić, poprawić koronę i zasuwać dalej. A te bułki to ostatecznie uwieczniłam telefonem, one wyszły super, bez dwóch zdań.

P.S.: A ten aparat to w końcu odzyskałam, mąż mi wysłał przesyłką konduktorską, którą odebrałam (nie bez przygód rzecz jasna), biegając po peronach z Hanką, dzierżącą w dłoni cieknącego po palcach loda. Supermama jak nic.

P.S. 2: Ten dzień był totalnie do dupy, jak dobrze, że właśnie się kończy, dobranoc Państwu.

bułeczki śniadaniowe

proste bułki

szybkie bułeczki

proste bułki śniadaniowe

Bułki śniadaniowe

niezawodne i arcyproste

Składniki (na ok. 8 bułeczek):

  • 500 g mąki
  • 300 ml ciepłej wody
  • 7 g suchych drożdży
  • 2 łyżki rozpuszczonego masła lub oliwy
  • 2 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka cukru

Przygotowanie:

  • drożdże zalać ciepłą wodą, dodać łyżeczkę cukru, dokładnie wymieszać i odstawić na ok. 15 minut, aż ruszą
  • mąkę wsypać do miski, dodać sól, wymieszać, połączyć z zaczynem, dodać masło i wyrabiać, aż powstania zwarta kula elastycznego ciasta
  • przykryć je ściereczką i zostawić do wyrośnięcia na ok. godzinę (powinno podwoić objętość0
  • po tym czasie formować z niego nieduże bułeczki (dłonie można obsypywać mąką, by ciasto nie przywierało) i układać je na blasze wysmarowanej olejem lub wyłożonej papierem do pieczenia
  • nagrzać piekarnik do 200 st. i odstawić bułki na kolejne 20-30 minut do dalszego wyrastania, gdy urosną, posmarować je wodą i naciąć ostrym nożem
  • piec ok. pół godziny aż będą krągłe i rumiane
Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

39 Komentarze

  • Odpowiedz Roksana 12 maja 2017 at 22:14

    Dzięki takim wyznaniom będziesz dla mnie super mega blogerką numer jeden już na zawsze ! Bo tak się lepiej na duchu robi jeśli się ktoś przyzna, że mu też czasem nie idzie, że nie ogarnia, a nie tylko takie wystylizowane zdjęcia niczym z katalogu z super hiper historią w tle! Dziękuję !

  • Odpowiedz Alicja Lopes 12 maja 2017 at 22:31

    Piąteczka !!!! I tyle w temacie 😉

  • Odpowiedz Izabela 12 maja 2017 at 22:34

    bardzo dobrze Cie rozumiem Polko.

  • Odpowiedz P. 12 maja 2017 at 22:36

    Jakbym czytała o sobie… Na szczęście więcej jest tych dobrych dni :)

  • Odpowiedz just 12 maja 2017 at 22:39

    Ściskam! Ja nie ogarniam masy rzeczy 😊. A bułeczki wyszły na zdjęciu smakowite. Będę próbowała, ale nie jutro… 😉

  • Odpowiedz barbara anna 12 maja 2017 at 22:48

    <3 moze nie jestes pseudo- super- idealna instagramowa krolowa (brrrr az mnie skreca, jak takie widze – i wiadomo, ze to wszystko bzdura i photoshop), ale na pewno jedyna blogerka, przy ktorej wpisach placze ze smiechu 😀 sciskam!

  • Odpowiedz Ania 12 maja 2017 at 22:58

    Kocham Cię ! ❤️

  • Odpowiedz Projekt Dom 12 maja 2017 at 22:58

    Mój mąż robi identyczne bułeczki tylko zamiast masła lub oliwy dajemy mleko:) A co do reszty, jestem pewna że te które my odbieramy jako „superwoman” też mają czasami gorsze dni. Głowa do góry, jutro na pewno będzie lepiej! W końcu przyszła wiosna, to może już być tylko lepiej :) Pozdrawiam

  • Odpowiedz ANETAW 12 maja 2017 at 23:15

    Bułki super, deska super, skorupy super. U mnie kurz, nie chce mi się, jutro 3 imprezy…(1 na siłę), po weekendzie propozycje pracy… W d..pie to mam jak brzmi moja ostatnio ulubiona piosenka. Podniosę się albo będę leżeć. Teraz czytam Ciebie i się śmieję, i tyle. A ideałów nie ma, nigdy i nigdzie. pozdrawiam AnetaGdańsk

  • Odpowiedz Ola 12 maja 2017 at 23:57

    O ranyy ja też czytając te pytania o ścieranie kurzu z różnych zakamarków ktore widuje u Ciebie na blogu miewam wyrzuty sumienia i czuję się niewystarczająco dobrą gospodynią 😂😂 chociaż porządek lubię i staram się go mieć. Zdjęcia telefonem boskie wyszły jak u Ciebie​ pełna profeska. Czasami obejrzę kilka fot na insta , wymuskane wnętrza, uśmiechnięte mamy jak prosto z wizyty w spa i zastanawiam się czy tak jest ciągle?ale potem przychodzi refleksja że to tylko ułamki w ciągu dnia, tygodnia, nie daję się zwariować. Tylko szczerze mi przykro kiedy cierpliwości do dziecka brak.

  • Odpowiedz mama córek 12 maja 2017 at 23:58

    jaki miałam dzisiaj kiepski dzień, a nawrzeszczałam na moja siedmiolatkę i tej młodszej 2,5 letniej też się oberwało, ale tej starszej bardziej bo przecież powinna rozumieć, powinna na wiedzieć, powinna… powinna być dzieckiem i nawet przyszło mi do głowy, że może list napisać, że jestem do dupy mamą, że chciałam być lepsza, że chciałam być super…. nie wyszło.
    I wchodzę na fb a tam filmik o mamach nagrany jak to o sobie myślą, a tu w tle ich przyjaciółki o nich mówią jakimi to wspaniałymi mami są, a potem Twój tekst…
    może pójdę spać, bo kiepski dziś dzień

  • Odpowiedz mama córek 12 maja 2017 at 23:59

    a ta mąka to zwykła w sensie 550 czy jakaś inna magiczna?

  • Odpowiedz So Very Me and Home 13 maja 2017 at 07:57

    Prawdziwy, nieokłamany i ciekawy wpis.

  • Odpowiedz Magda 13 maja 2017 at 08:40

    Ależ mi było trzeba takich słów. Ja właśnie dlatego nie śledzę instagrama, bo pogrążałabym się bez końca. Dziś już druga sobota z rzędu, kiedy olewam sprzątanie i zabieram moją Zośkę gdzieś, gdziekolwiek. Co do zdjeć- nie rozpoznałabym, co świadczyć moze o tym, że w dobrych rękach sprzęt nie ma znaczenia. Trzymajmy się ramy dziewczyny i nie róbmy „tego” same sobie! Pozdrowki

  • Odpowiedz Marta 13 maja 2017 at 09:01

    Miod na moje serce… wyslalam chlopakow do myjni i na plac zabawa, ja wlasnie musze ogarnąć. Nie wiem czy od siebie czy od mieszkania zaczac…. ale chyba zrobie sobie kawe najpierw 😁 a bulki zrobie wieczorem idealnie na sniadanie niedzielne.

  • Odpowiedz Amika 13 maja 2017 at 09:14

    Najbardziej super w tobie jest to że jestes normalna laska,bez tego całego udawania,sciemniania i tylko piszesz jak jest. Uwielbiam Cię!!

  • Odpowiedz Patrycja 13 maja 2017 at 09:28

    Dziękuję Ci za ten tekst i wiele innych. Najbardziej autentyczny blog w sieci a nie jakiej pozowane i udawane głupoty idealnego życia i macierzyństwa.

  • Odpowiedz Kempina 13 maja 2017 at 09:46

    Dziękuję! ❤

  • Odpowiedz Jola 13 maja 2017 at 10:00

    To chyba taki dzień był.
    Mój wczorajszy też nie był najlepszy.
    Dzisiaj siedzę przy filiżance kawy, córki bawią się same ( cud, że ta chwila trwa dłużej), mąż kręci się po kuchni.. a ja układam w głowie wczorajszy dzień.
    Dzisiaj…. Jest lepsze od wczoraj.
    Jutro będzie pięknie :)
    Ty też zobaczysz :)

  • Odpowiedz Kinga 13 maja 2017 at 12:07

    Skad ja to znam? Kolejny, Swietny tekst! Rozeslalam go do moich „idealnych” przyjaciolek – wszystkie go pokochaly!
    Pare miesiecy remu zrezygnowalam z FB, Insta i innych mediow spolecznosciowych – czulam ciagla presje zeby byc naj…. zostawilam Tylko Ciebie! I o Matko Polko to byl strzal w 10!

  • Odpowiedz Amarena 13 maja 2017 at 13:51

    Najpierw się uchichralam w autobusie a potem scisnelo mnie w gardle i łzy mi w oczach stanęły. Dzięki Polko. Dzięki za ten tekst. Piszę to wracając z drugiej pracy, weekendowej, objuczona tobolami bo zakupy zrobić kiedys trzeba do totalnego bajzlu w domu bo kran się zepsuł i trzeba było zakręcić wodę a bez tego ni zmywarki ni pralki, do stesknionych dwóch córek. Wracam i zaraz wybywam ze starszą na przedstawienie. Od poniedziałku nowa praca. Staram się ogarniać wszystko na ile mogę ale przykro mi, kiedy muszę odganiac moją pieciolatkę i nie mam do niej cierpliwosci bo tyle do zrobienia, bo wychodzę prowadzić zajecia, bo muszę się do nich przygotować. Największe wyrzuty sumienia mam kiedy akurat zbiera jej się na czułości a ja mam już taki przesyt wszystkiego, że nawet przytulanie mnie męczy. Chudy tyłek może i mam bo oprocz pracy na etacie w korpo jestem instruktorem fitness ale…no właśnie. Nie da się mieć wszystkiego. Też się często frustruję, zwłaszcza kiedy dziewczynki nie chcą spać a ja wiem, że będę musiała siedzieć w nocy żeby przygotować zajecia a potem wstać o 5.30. Mój kurz w domu ma już parę miesięcy; ) O paznokciach nawet nie piszę;) W momentach najwiekszej frustracji myślę sobie- hej dziewczyno- możesz się tylko cieszyć, że masz problemy pierwszego świata. Bardzo łatwo wpaść w pułapkę perfekcjonizmu i przekonania, że wszystkie kobity dookoła lepiej ogarniają rzeczywistość. Myślę, że większość z nas jedzie na tym samym wózku. Pozdrawiam i ściskam 😊🤗

  • Odpowiedz AGAT 13 maja 2017 at 14:31

    Poleczko kochana właśnie przez takie dni jak ten jesteś super. Pamietaj o tym, ale nie zapominaj rownież powiedzenia” co mnie nie zabije, to mnie wzmocni” sama jestem mamą dwójki cudownych małych potworków i też mam takie dni zwątpienia a wtedy powtarzam sobie jak mantrę powyższe powiedzonko. Buziaki.

  • Odpowiedz Imi 13 maja 2017 at 15:59

    Jako matka trzech facetów stwierdzam ze wszystko tu ujęte nie z palca wyssane. to super, ta perfekcja i takie nastawienie utrudnia życie – mega wpis po-mocny na miarę…..super!

  • Odpowiedz Pati 13 maja 2017 at 17:30

    Polko, mam 22 lata i czytam Ciebie juz o dawna. Dlaczego nie czytam blogerek modowych i innych perfekcyjnych „superblogerek” jak moje koleżanki? Dlatego, że Ty jesteś prawdziwa, normalna, jak każda kobita, która ma życie do ogarnięcia i pełno spraw na głowie. Wiem tyle, że jak będę kiedyś matka, to chcę być taka jak Ty. Inspirujesz mnie, a każde Twoje wpisy powodują u mnie uśmiech na twarzy. Dziękuję Ci za to!
    PS Absolutnie nie pozwalam Ci mieć więcej dołków i smutków, bo jesteś super-hiper-esktra-świetna babka, a życie po prostu nie musi być perfekcyjne 😉

  • Odpowiedz Bastrzel 13 maja 2017 at 17:31

    Mam dokładnie tak samo,dzięki Supermamo za ten wpis:)

  • Odpowiedz Monika S. 13 maja 2017 at 17:44

    Tekst jak zwykle wpasowal sie w moj nastroj i uratowal ten dzien.
    Juz nie jest caly do dupy, dziekuje.
    P.S. Nie ma idealnych mamusiek, blogerek, kobietek itd.
    Wszystkie jestesmy superwoman!!!

  • Odpowiedz Kasiajed 13 maja 2017 at 21:27

    Kolejny świetny tekst! Jak tak czytam Twoje wpisy to za każdym razem uśmiech nie schodzi mi z twarzy a ten rozczulił mnie szczególnie Twoją szczerością i taką prawdziwością. Mam trójkę dzieci 12, 7 i 3 lat, etat i dom także jest co ogarniać. Często irytuję się i jestem zła na siebie bo po prostu nie wyrabiam :/ Pozdrawiam

  • Odpowiedz ryśka domowa 13 maja 2017 at 23:32

    a wiesz ja właśnie patrzę na ciebie, jako na tę która wyrabia się ze wszystkim na 6. jak czasem nic mi się nie chce, to myślę sobie ” a Polka to dom posprzątany, dzieci happy, ciasto bez cukru upieczone i jeszcze paznokieć i włos zrobiony”. także tak :) nie jesteśmy idealne i może po prostu trzeba być dla siebie łagodną :) a najgorsze są dla mnie te kończące się , niestety, pokłady cierpliwości, (na szczęście odnawialne) przez które też zdarza mi się płakać (szczególnie, gdy zakradnę się wieczorem do pokoju dzieci i patrzę na ich buźki). mamy, kobiety – bądźmy dla siebie dobre na wiosnę :)

  • Odpowiedz Patrycja 13 maja 2017 at 23:57

    Och jak dobrze Cię rozumiem. Ja też bardzo chciałabym być super mamą ale niestety człowiek słaby i upada. Jednak pocieszające jest to, że po upadku trzeba powstać. Jak jeden dzień jest do du… to drugi już musi być lepszy :-) Też w złości krzyczę na dzieci a potem płakać mi się chce. A z tym sprzątaniem to mam tak samo, brudne okna, wiecznie pranie do posortowania, a prania to już od dawna nie prasuję, prasuję na bieżąco jeśli jest potrzeba i dobrze mi z tym 😉 Dla mnie jesteś super blogerką, a bułeczki muszę koniecznie upiec.

  • Odpowiedz Nefertari 14 maja 2017 at 14:47

    To prawda, nie ma ideałów. A my czasem dajemy się zaczarować bajeczkom i wbijamy sobie do głów, że ktoś tam jest lepszy, że bardziej daje radę… O nie, nie… On ma lepszy dzień, chwilę 😉 Ale każdy zalicza i chwile uniesień, i upadki…

    Żółwik, Aguś!

  • Odpowiedz kplusmrowmasiep 14 maja 2017 at 17:03

    Bardzo dziękuję za ten wpis !!! Uwielbiam Cię niezmiennie :)

  • Odpowiedz Iza 15 maja 2017 at 07:39

    Uszy do góry i pierś do przodu, bo w gruncie rzeczy wszystkie mamy podobnie (jak nie tak samo). Ubieramy skarpety na wierzgające nogi, wrzeszczymy na mężów, rzucamy patelnią, a potem ryczymy. Jak się którejś uda zdążyć i zrobić makeup (szacun) to się rozmaże 😉 żadna z nas nie jest superhero, albo jednak wszystkie jesteśmy!

  • Odpowiedz Sylwia 15 maja 2017 at 08:40

    Dokładnie jak bym czytała o sobie :) pozdrawiam ciepło:)

  • Odpowiedz Karolina 15 maja 2017 at 12:05

    Oj Jezu, myślałam, że jestem jedyna, że to ja mam tylko dom nieposprzątany, okna brudne ( mycie było dziś w planach, ale nagle deszcz i jest wymówka), ale na brudne podłogi i kuchnię nie ma. Od ponad czterech lat słomianą wdową jestem, mąż po nieudanej spółce z cichym wspólnikiem musiał wyjechać, zarobić na dom, moją rodzinę oszukał adwokat- znajomy rodziny, od ponad dziesięciu lat walczymy w sądach, odbijając się od muru, dopiero teraz, gdy sprawa reprywatyzacji ujrzała światło dzienne, mamy szansę na zwrot naszego majątku- kamienicy w ścisłym centrum miasta- tzn. majątku rodziców. Mecenas oprócz tego wytaczał nam szereg procesów cywilnych i odszkodowawczych i po jego układzie w sądzie mamy wiele egzekucji komorniczych i z tego też powodu nie mogę podjąć pracy w Polsce, ponieważ duża cześć wynagrodzenia oddawana by była komornikowi własnie. Gdy mąż wyjechał dziękowałam Panu Bogu, ponieważ w owym czasie cały czas między nami siekiera wisiała w powietrzu, dziękowałam, że teraz z dziećmi będę bezpieczna w wielkim domu z horendalnym kredytem. I tak trwa to już cztery lata (syn miał 5 m-cy, córcia 2 latka i 9 m-cy). Byli pierwszy raz w zeszłym roku u taty, bo dopiero warunki na to pozwoliły, córka powiedziała, że już tam nie chce jechać, bo „tata krzyczy”, niestety jest bardzo nerwowy i agresywny- zwłaszcza po alkoholu, pochodzimy z dwóch kompletnie różnych rodzin, otrzymaliśmy całkiem dwa przeciwstawne wychowania, które każdy z nas próbuje przemycić do naszej rodziny, niestety on stosuje metodę straszenia (gdy córcia miała 2,5 roczku groził, że zamknie ją w szafie jeśli nie zje zupy- dla mnie to był jakiś koszmar, nie stałam biernie, nie przyglądałam się bezczynnie, tylko zawsze stawiałam mu opór), bo dzieci są najważniejsze i wychodzę z założenia, że mają wychowywać się w kochającym, bezpiecznym domu. Wyjechałam w wakacje do niego do pracy, po raz pierwszy zostawiłam dzieci na tak długo (6,5 tyg.), wiem jak to czytacie, to myślicie sobie „ja bym nigdy dzieci nie zostawiła na tak długo”, tez tak zawsze myślałam, dopóki życie nie postawiło mnie w takiej syt. Nie wiem co robić, on chce żeby tam pojechać do niego z dziećmi, ale boje się o nie, że będzie krzyczał, szantażował, jak byłam w tym roku u niego, wyjechałam w kłótni, namówił mnie na zrobienie prawa jazdy kat. C (mimo, że mam mgr, znam biegle dwa języki, miałam zawsze aspiracje, żeby zostać tłum. przysięgł., prowadziłam w przeszłości swoją działalność w kamienicy moich rodziców), zdałam w zeszłym tyg. egz. teoretyczny ( do nauki było ponad 1400 pytań z płyty), byłam na egzaminie z pięciu osób jedyną kobietą, w przyszłym tyg. mam egz. praktyczny (trzymajcie za mnie kciuki). Robię to dla siebie, dla moich dzieci, ponieważ mąż choć zarabia dużo szczędzi nam pieniędzy (im więcej ma, tym mniej przysyła), synowi pokój chcę umeblować, córci muszę też pokój odświeżyć, a on nic wgóle się nie poczuwa do tego, boli mnie, ponieważ, gdy zły jest na mnie (np. o to, ze jeszcze trwa ten egzamin z prawa jazdy, potrafi do nich nie dzwonić przez kilka tygodni), z kolei mając już to prawo jazdy z kat. C będę zmuszona znowu zostawić dzieci na miesiąc, może dwa, ( w miesiąc zarobię dwa razy więcej niż on nam przysyła) po to,żeby zarobić na dom, żeby zmienić im aranżację pokoi ( wszystko mam już w głowie, tylko muszę mieć środki na to),kupić drzwi wewnętrzne – 6 szt.,bez których do tej pory mieszkamy, kupie drewno na zimę, mam kominek z płaszczem wodnym, ale gdy drzwi nie ma, to możecie sobie wyobrazić, ile tego ciepła nam zimą ucieka) a z drugiej strony myślę sobie, czy może będzie lepiej jak pojadę, znowu pobędziemy razem (kosztem dzieci) i nie będzie się kłócił ze mną (tak było poprzednio, jak pojechałam, sama zarobiłam, to było ok), z drugiej str. myślę sobie, że on też może źle znosi tą rozłąkę, to, że w tej chwili przyjechać nie może, ale na jedno nie znajduję wytłumaczenia, że do dzieci nie dzwoni. Myśli mi się w głowie kłębią, czy dać szansę człowiekowi z którym kiedyś połączyła mnie miłość, ale gdzie dziś jest ta miłość, a co z moimi dziećmi, które wychowują się bez ojca, tylko ja widzę smutek w oczach córki, gdy na ulicy widzi przejeżdżających na rowerach ojca z córkami, ale cały czas zadaję sobie pytanie, gdy tam pojadę z dziećmi, czy dzieci nie będą narażone na jego gniew, wrzaski, krzyki, przecież to są niewinne istoty które niczym w życiu nie zawiniły. Rozumiem Was doskonale, i Ciebie MrsPolka dot.com i Ciebie Ryśka Domowa, bo ja też często płaczę, patrząc na moje dwa śpiące skarby, dom zarasta w brudzie, w ogrodzie trwa rośnie,jedynie z praniem daję rade, naczynia obsługuje zmywarka, ale niestety przy kurzu i oknach, to roboty żadne mnie już nie wyręczą. Generalnie życie jest do bani, ale trzeba cieszyć się z tego co mamy, ze zdrowych dzieci. To co napisała AGAT, że co nas nie zabije, to nas wzmocni i mnie trzyma myśl, że „pokaże Ci mężu jeszcze, gdzie raki zimują”, jak zapytałam go czy jest ze mnie dumny, że zdałam egzamin, to wiecie co mi odpowiedział „będę dumny jak zdasz praktyczny”, a wiecie czemu, bo on zdał praktyczny za drugim razem (na C+E). I wiecie co sobie pomyślałam, że to jego mi szkoda, nie mnie, bo to on jest nieszczęśliwy nie umiejąc nic docenić, uszanować. Przepraszam, za tak długi wpis, jeśli dotrwałyście do końca, to jestem Wam wdzięczna. Głowy do góry, kto nie da rady, jak nie my? Pozdrawiam Was serdecznie.

  • Odpowiedz dori 16 maja 2017 at 08:39

    Matki idealne to właśnie te co pieką bułki w nocy o północy nie te z czerwienią idealną na paznokciach i wypuniowane. Za kilka,kilkanaście lat będziesz zbierać plony- to Twoje dziewczyny będą pamiętać zapach świeżego ciasta i czas spędzony z nimi,a nie twój idealny makijaż i stukot szpilek:)

    • Odpowiedz Emilia 16 maja 2017 at 12:38

      przeczytałam do końca. Wytrwaj Kobitko, nie poddawaj sie nic a nic!jesteś wspaniała mamą <3

  • Odpowiedz Emilia 16 maja 2017 at 12:42

    Agnieszka super jesteś. Miewam takie dni nie raz i nie dwa, potem mężowi żale się, że znowu taka hetera byłam, że buuu ja, nie wolno tak. Że wszystko z rąk leci, zebrać się do kupy nie mogę, że pośpiech, nerw i niedojedzenie. Że pada, że się nie układa i że w babę stuknęłam na parkingu i że czemu ja tak mam?no czemu?a potem wycieram gile, szukam różowych okularów, wkładam je na nos i czekam na poprawę 😉 buźkam serdecznie, bardzo bardzo

  • Odpowiedz Monika 16 maja 2017 at 14:56

    Polko jesteś najlepsza mimo, że nie superwoman. Nie wierzę w idealne mamy, blogerki, panie domu. Ja sama dążę do perfekcji ale to jest niewykonalne po prostu. Doba jest za krótka jeżeli ma się dwójkę dzieci, pracę zawodową i dom do ogarnięcia. Normalnie poryczałam się przy tym wpisie bo też chciałabym być we wszystkim naj ale się nie udaje, a największe wyrzuty sumienia mam oczywiście jak nawarczę na dzieciaki.

  • Odpowiedz Rodzinna 25 maja 2017 at 16:55

    Słonko nie ma kobiet idealnych, idealnych mam, idealnych lasek czy blogerek. Nie możemy bazować na wykreowanym, idealnym świecie jaki widzimy w sieci. Nieraz i nie dwa mam wyrzuty sumienia jak dam upust swoim nerwom ale wówczas przepraszam swoje dzieciaki, jesteśmy tylko ludźmi polko :*

  • Odpowiedz na „KingaAnuluj