krem
Dzieciaki, Przepisy, Róźne różności

marzenia o lepszym świecie

Ten, kto wymyślił, by zlepek cukru i oleju z nikłym dodatkiem orzechów i kakao nazywać najlepszym śniadaniem dla dzieci, powinien siedzieć w więzieniu, serio. A już na pewno będzie się smażyć w piekle.

Szlag mnie trafia, gdy widzę te idiotyczne reklamy, nie mogę uwierzyć w to, że takie kłamstwo jest legalne – uśmiechnięte mamy „urwisów” przekonują mnie, że powinnam smarować dziecku kanapki cukrem i najbardziej niezdrowym z olejów – palmowym, by miało dużo energii. Dieta telewizyjna w ogóle nie przestaje mnie fascynować. Gdybym z reklam czerpała swoją wiedzę o optymalnej diecie, mogłabym pomyśleć, że po białych tostach z nutellą młody człowiek musi zjeść dużo owocowych serków i jogurtów, z których każdy ma po kilka łyżeczek cukru i kolejną masakrę: syrop glukozowo-fruktozowy. Przy spadku energii serwujemy czekoladkę z karmelem i orzeszkiem, a niedobór witamin uzupełniamy owocową landrynką.
Jestem dość poważnie załamana tym, jak niewiele produktów w sklepie nadaje się do kupienia tj. ma prosty, naturalny skład, bez chemii, bez syropu glukozowo-fruktozowego i oleju palmowego. Odczuwam autentyczny weltschmerz, gdy widzę, co kupują i jedzą ludzie, najprawdopodobniej nieświadomi tego, co robią. Nabijani w  butelkę przez koncerny i ich reklamy. Nie chcę być matką jak ta z filmu „About a boy”, która skazywała syna na społeczną banicję, ubierając go w ręcznie robione obciachowe czapki-uszanki, zabraniała chodzić do McDonalda i piekła ekologiczny chleb, którym ten zabił kaczkę. Nie chcę, żeby moje dziecko dorastało w poczuciu krzywdy i bycia innym niż wszyscy, i jednocześnie nie chcę, żeby jadło te świństwa. Jak żyć, ja się pytam, gdy Zośka ze spojrzeniem zbitego spaniela jęczy o danonka, a ludzie w sklepie patrzą na mnie, jak na wyrodną?  Jak wytłumaczyć, czemu mama Krzysiowi z przedszkola daje na śniadanie mleczną kanapkę, a ja jej nie?
Cztery i pół roku to za młody wiek na asertywność i nonkonformizm. Zośka bardzo dużo rozumie i świetnie wie, co jest zdrowe, a co nie i dlaczego. Nie zmienia to jednak faktu, że otacza nas zewsząd ten sztuczny syf i jesteśmy w mniejszości robiąc własne owocowe jogurty i serki, jedząc na śniadanie owsiankę zamiast czekoladowych płatków (co tylko łyżkę cukru mają na porcję). Włączamy telewizor – danonki i nutella, idzie do przedszkola – biały chleb i mleczne kanapki, smakowe wody i dosładzane soki, idziemy na zakupy – kolorowy szał słodyczy, czipsów, jogurtów z cukierkami i smakowych płatków. Zazwyczaj odmawiam, ale jest mi ciężko. Czasem czuję się, jakbym odbierała jej beztroskie dzieciństwo tym ciężarem tłumaczenia, czemu nie jemy czipsów i z czego składają się żelki. Zazwyczaj – bo jednak nie jestem w stanie odmawiać non stop, boję się, że jak tak całkiem odbiorę jej te grzeszne przyjemności, za kilka lat się na nie rzuci wygłodniała. Że jak tylko stracę ją z oczu, to nadrobi stracony czas z nawiązką, zakazany owoc smakuje przecież najlepiej.
Dlatego zazwyczaj odmawiam, a czasem się zgadzam. Nie ma tu żadnego logicznego systemu, po prostu zwykłe „raz na jakiś czas”. Na co dzień staram się uatrakcyjniać jedzenie, robić zabawę ze wspólnego robienia domowych jogurtów, owocowych owsianek i zdrowych deserów, szukam zamienników i niegroźnych słodyczy. Wpadłam ostatnio na trop kremu czekoladowego, po którym nie mam wyrzutów sumienia ani matczynych dylematów. Nie nazwę go domową nutellą, bo to byłaby obelga. Jest pyszny, mocno czekoladowy, kremowy, słodki, wspaniały na razowym chlebie.

Krem czekoladowy z awokado

2 dojrzałe awokado
4 łyżki ciemnego kakao
3 łyżki miodu lub syropu z agawy
2 łyżki mielonych migdałów
opcjonalnie: szczypta cynamonu, ekstrakt z wanilii

Wszystkie składniki umieścić w misce i zmiksować blenderem ręcznym. Przełożyć do słoiczka i przechowywać w lodówce (przed pierwszym użyciem też najlepiej schłodzić).
Robię kanapki z razowca z tym kremem i marzę o świecie bez oleju palmowego, bez danonków i bez tych reklam, w których urocze urwisy czerpią energię z nutelli i witaminy z landrynek.
Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

31 Komentarze

  • Odpowiedz M-lenaT 31 marca 2014 at 12:07

    niestety to co piszesz o produktach szeroko dostępnych w sklepach to smutna prawda… ale nie ma co się poddawać :)) trzeba własnie wyszukiwac takie perełki-przepisy jak ten tu :))) Świetny:))))))))))

    zapraszam do mnie na „popaczanie” co znalazłam w nowym sklepie w pierdułkami Tiger:)))

    buziaki

  • Odpowiedz Katarzyna Ka 31 marca 2014 at 12:16

    Ja też jestem załamana tym zakłamaniem jakie media nam serwują a propos jedzenia :(

  • Odpowiedz gruba szpulka 31 marca 2014 at 12:18

    Z wielką chęcią wypróbuję ten przepis. Moje dzieci, niestety, uwielbiają Nutellę … a ja staram się im nie ulegać, choć nie zawsze mi się to udaje:).
    Pozdrawiam słonecznie.

  • Odpowiedz Korespondentka wojenna 31 marca 2014 at 12:33

    Nie przykladam tak duzej roli do zdrowego odzywania, aczkolwiek nie mam dzieci wiec pociecha jest taka za truje tylko siebie.. :) Ale od czasu do czasu staram sie wprowadzic do jadlospisu wiecej warzyw a mniej miesa i macznych produktow.
    Na szczescie nie znosze slodyczy i te reklamy mnie nie kusza… Ale czipsy krzycza do mnie z polek i nie potrafie im odmowic. :(

  • Odpowiedz jo@śka 31 marca 2014 at 13:05

    Też dokładnie tak czuję… Czasem tłumacząc, że coś jest niedobre dla naszego organizmu sama o sobie myślę – nieee, znowu ta gadka… Póki co słuchają jednak z zainteresowaniem ale nie zmienia to faktu, że domagają się świństwa w postaci cini minis a ja czasem już po prostu nie mam siły odmawiać i tlumaczyć. A u kolegi na kolację nutella, jako przekąski czipsy… Co z tego, że syn nie dostaje kasy na zakupy w szkolnym beznadziejnym sklepiku, jak kolega kupi i poczęstuje, bo przecież coś, co ma w składzie same E kosztuje grosze i jest łatwo dostępne. A tę bezradność w sklepie doskonale znam. Ale jest postęp – ostatnio zabrałam rodzinę na obiad do vegehut i każdemu coś smakowało – jednemu kasza, innemu kotlety z pszenicy…

  • Odpowiedz Kempina 31 marca 2014 at 13:11

    Mogłabym podpisać się pod większością Twoich postów, ale ten jest mi wyjątkowo bliski… Ech…

  • Odpowiedz CONCHITA 31 marca 2014 at 13:18

    Mądrze piszesz dziewczyno 😉 Moja córeczka z kolei jest fanką takich malutkich serków po 60g może nie danonkow, ale tez przepełnionych chemią. I jak tu uniknąć błędów rodzicielskich jak dziecko poza nimi świata nie widzi.

  • Odpowiedz Anonymous 31 marca 2014 at 13:25

    Brawo – świetny tekst. Ja nie mam jeszcze dzieci, ale też jestem zaniepokojona tym, co się dzieje i jak dam radę (czy dam radę) zdrowo karmić dziecko. Nie mam świra na punkcie zdrowego odżywiania (eko, bio itp.), to nie o to chodzi. Tylko przerażające jest to, jaki syf (np. gluten) pakuje się do produktów, które właściwie nie powinny (nie muszą) w ogóle go zawierać. Dziewczyny poczytajcie o nietolerancjach pokarmowych, o tym, jaki wpływ na nasze zdrowie mają produkty, których nasz organizm nie toleruje, a my nie wiedząc o tym, ich dostarczamy (skutek – np. choroby o podłożu autoimmunologicznym). Ja niestety się o tym przekonałam. Polka, przepis rewelacja. Ostatnio szukałam przepisu na „domową nutellę”;) i wszystkie zawierały produkty, których nie mogę. A tu samo zdrowie. Zosia kiedyś bardzo to doceni i nie sądzę, że brak słodyczy zadziała jak zakazany owoc. Wręcz przeciwnie – będzie to kontynuować. Pozdrawiam:)

    • Odpowiedz Malgorzata 31 marca 2014 at 13:41

      Nagonki na gluten też nie rozumiem. Przecież to naturalne białko, występujące w pszenicy. To, że chorzy na celiakię nie mogą go jeść, to nie znaczy, że gluten to trucizna. To tak, jakby uznać, że orzeszki ziemne to syf, skoro niektórzy ludzie dostają od nich wstrząsu anafilaktycznego.
      Więc o co chodzi z tym glutenem?
      Aczkolwiek tak, też nie lubię dodawania niepotrzebnych składników do produktów: wszędzie soja, wszędzie zagęstniki. Żelatyna w jogurcie. Niby nie szkodzi, ale wolę takie jedzenie, które broni się bez tych wszystkich dodatków.

    • Odpowiedz Anonymous 31 marca 2014 at 16:11

      Witaj,
      Gluten tak naprawdę ma bardzo niewielką wartość odżywczą. Udowodniono także, że pszenica wcale nie jest zdrowa. A orzechy zdrowe są. Tylko ostatnio zrobiła się moda na dietę bezglutenową, dużo osób nie mających problemów z nietolerancją glutenu stosuje tego typu diety jako odchudzające. Zrobiła się jakaś wokół tego jakaś dziwna otoczka. Ale prawda jest taka, że znam wiele osób, które po jego odstawieniu czują się po prostu lepiej. I daje do myślenia także to, że odstawienie glutenu jest wskazane np. przy Hashimoto, łuszczycy, a nawet autyzmie. Na pewno rezygnacja z glutenu nikomu nie zaszkodzi, a może pomóc. Jest na ten temat dużo informacji w internecie, warto poczytać.

    • Odpowiedz Malgorzata 31 marca 2014 at 16:39

      Informacji w internecie wolę nie czytać, bo łatwo zaplątać się w nierzetelne strony. Wiedzę czerpię z uczelni :) Nie ważne, czy pszenica jest zdrowa, czy nie. W naszej szerokości geograficznej pszenica jest po prostu dostępna. Oczywiście jeśli ktoś zdecyduje się ograniczać gluten, „bo tak”, bo uważa, że mu bez niego lepiej- droga wolna. Mnie by chyba nie było stać na takie posunięcie, bo jednak kasze (jęczmienna, pęczak), pieczywo (żytnie przecież też ma gluten), makarony to główne źródła energii w mojej diecie. I nie chodzi o wartość odżywczą białka, które w tych produktach nie jest najważniejsze, tylko o węglowodany, z których zrezygnować się nie da :)
      Pozdrawiam!

    • Odpowiedz Anonymous 31 marca 2014 at 17:35

      Ja jednak zwracać uwagę na to, co jest zdrowe, bo dostępnych jest wiele produktów:) Co do informacji w internecie – to fakt, ale są również strony z rzetelnymi, sprawdzonymi informacjami. Masz rację, że z węglowodanów zrezygnować się nie da – dlatego dobrze, że jest pyszna kasza jaglana, gryczana, ryż, makaron kukurydziany itp. Kwestia sposobu żywienia to temat rzeka – ile osób, tyle opinii. Zatem tak jak napisałaś – droga wolna. Oby tylko wszyscy zdrowi byli:) No to żeśmy się rozpisały. Pozdrawiam, Magda

    • Odpowiedz Anonymous 31 marca 2014 at 17:37

      * wolę zwracać uwagę

    • Odpowiedz Malgorzata 31 marca 2014 at 19:57

      Generalnie wszystko różnorodnie i z umiarem, z uwzględnieniem lokalnych i sezonowych produktów i wtedy najprawdopodobniej nic nikomu nie zaszkodzi :)

  • Odpowiedz Stoma Poznań 31 marca 2014 at 13:34

    Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Odpowiedz Malgorzata 31 marca 2014 at 13:35

    Wszystko prawda!
    Chociaż już kolejny raz widzę osobę bojkotującą syrop glukozowo-fruktozowy. Skąd ta straszna nagonka? Tak, wiem, że fruktoza omija reakcję kontrolną w szlaku metabolizowania cukrów i przez to organizm nastawia się na syntezę tłuszczu. Niemniej sacharoza, czyli zwykły biały cukier i tak rozpadnie się ostatecznie na glukozę i fruktozę, więc nie wiem, czemu ten syrop to takie największe zło. Jedno i drugie złe.
    Ogólnie cukier powinien być uznany za wroga współczesnej cywilizacji, bo ludzie dostarczają sobie ogromnych jego ilości w napojach gazowanych, sokach, słodyczach, białych napompowanych bułach… Jest nadzieja, że za kilkanaście lat wszystko będziemy dosładzać stewią i problem cukrzycy i otyłości przestanie być jednym z największych zagrożeń dla zdrowia. Bo nie sądzę, że ludzie oduczą się jeść słodkie rzeczy. Słodki smak to przecież najlepsze lekarstwo na smutki.
    A przepis wypróbuję. W ogóle fascynują mnie takie warzywne (awokado kojarzy mi się bardziej z warzywami, mimo tego, że to owoc) słodycze. Ostatnio natknęłam się na wegańskie brownie- z czerwonej fasoli. Uwielbiam takie pomysły :)
    Pozdrawiam i życzę wytrwałości w świadomym i rozsądnym kupowaniu i gotowaniu!

  • Odpowiedz Marta Adolf-Truchin 31 marca 2014 at 15:05

    Hej Polka, za wodą jest taki świat, nie ma reklam kierowanych do dzieci, oprócz fastfoodów oczywiście, nie widziałam reklam idiotycznych zabawek, jeśli jogurty to sojowe, lub laktos free, Ogólnie żywność reklamowana jest tylko ta bez dodatków cukru. I żyje się normalniej, bo jak masz ochotę to idziesz do sklepu i kupisz wszystko co zdrowe i nie. Fakt w Szwecji moja świadomość konsumencka wzrosła i nie kupię już tego co kupowałam w Polsce, soków, danonków, itp. Jak jestem w Polandzie to to potem mam odtrucie przez 2 dni – choć Ptasie mleczko i bajeczny, nigdzie tak dobrze nie smakuje jak w domku u Mamusi :-)

  • Odpowiedz Latte House 31 marca 2014 at 16:35

    Fajny przepis:-)
    I święta prawda co piszesz.
    Pozdrawiam

  • Odpowiedz uanset 31 marca 2014 at 17:03

    muszę spróbować zrobić taki krem, dzięki za przepis

  • Odpowiedz Agafia 31 marca 2014 at 17:07

    Aaaapetyczne :) Mam awokado i już wiem co z nim zrobię 😀

  • Odpowiedz bajowka 31 marca 2014 at 20:20

    taka reklama to tylko jedna z wielu, kóra mami nas i oszukuje. Krem z dodatkiem awokado? hmmm brzmi ciekawie, chyba spróbuję…

  • Odpowiedz Marta Domwkratke 31 marca 2014 at 22:06

    Ja się z Tobą absolutnie zgadzam, więc nie będę wiele gadać. Od dawna jestem załamana tym, co jest dostępne w sklepach…

  • Odpowiedz Anonymous 31 marca 2014 at 22:44

    Uwielbiam Cię! Czytam i czuję jakbym to ja pisała :) Mam dokładnie te same dylematy. Pozdrawiam z Łodzi – Dorota

  • Odpowiedz Anonymous 1 kwietnia 2014 at 07:46

    Podobnie jest z reklamami leków i suplementów diety skierowanych do dzieci – żelki z witaminami z apteki za niebotyczne pieniądze nie mają nic wspólnego ze zdrowiem i odpornością, podobnie jak reklamowane teraz chętnie syropki smakowe na wszystko. Moje dzieci już wiedzą..Mamo, kupisz nam te żelki w aptece? Nie. Bo to ściema? Tak dziecko, bo to ściema :) pozdrawiam. Im więcej nas świadomych tym bliżej do fajniejszego świata :)

  • Odpowiedz Marcelina Sistersabout 1 kwietnia 2014 at 11:54

    Sama prawda….ale ja też łapię sie na tym, ze biorę słoik nutelli. Ogólnie odżywiam się masakrycznie…Muszę sie nad tym poważnie zastanowić i coś zmienić….

  • Odpowiedz Natalijka 1 kwietnia 2014 at 14:27

    robimy taki krem często i jest pyszny, awokado jest praktycznie niewyczuwalne- nakarmiłam nim min mojego tatę, który nie zje nic zielonego 😉 nadaje się też świetnie jako krem do zdrowego tortu :)

  • Odpowiedz misiontek 10 kwietnia 2014 at 00:19

    Ten post podlinkowała mi koleżanka, mam takie samo wrażenie – czytam i czuję, że ja mogłabym go napisać… Muszę przeczytać resztę bloga, tylko pewnie juz nie dziś. Tez mamy w domu taką sytuację, ze większości jedzenia z marketu nie jemy. Nie dajemy dzieciom słodyczy masowo reklamowanych i dostępnych wszędzie i innych „fastfoodów” opakowanych jako rekomendowane dla dzieci. Po odkryciu kilka ładnych lat temu, co siedzi w żywności, postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce na tyle mocno, że założyłam sklep internetowy z żywnością selekcjonowaną pod kątem składu – właśnie po to, żeby pomóc rodzicom poszukującym jak ja sensownego jedzenia.
    Od dłuższego czasu nie mamy problemu z reklamowanymi „smakołykami” dla dzieci – nie oglądamy TV. I tak nie ma na to czasu, a po co ładować dzieciom głowy reklamami? Smakołyki robimy swoje :)
    Co do kremu – robiłam z przepisu bez mielonych migdałów – dla mnie wyszedł fajny, ale córka nie chciała, chociaż nie widziała, jak był robiony. Dodałam dużo porządnego kakao, które jednak nie zamaskowało smaku awokado. Korci spróbować jeszcze raz. Może za mało syropu klonowego? (syropu z agawy nie stosuję ze względu na fruktozę, która w nim dominuje). Może nie ta odmiana awokado, która powinna być? A może był za ciepły – bo nie poczekałam aż się schłodzi..
    Pozdrawiam! :)

  • Odpowiedz Anonymous 10 kwietnia 2014 at 14:32

    zrobione bez migdałów, wyszło rewelacja. córka zachwycona. dziękuję za przepis:)

  • Odpowiedz HappyAlimak 16 kwietnia 2014 at 14:20

    :) ..można pójść dalej i „wyprosić” telewizor z domu;) da się, da:) bo niestety hipnoza jaka z niego płynie (nie tylko z reklam, choć tam jest jej najwięcej) dociera nawet wtedy, gdy tylko kątem ucha doleci…a na dzieci to działa z jeszcze większą siłą, bo one tak łatwo to chwytają…i potem nie ma się co dziwić, że w sklepie sięgaja po to co im reklama wkodowała…i co jest ułożone na półkach specjalnie w taki sposób, by dziecko mogło dosięgnąć….
    Co do produktów odżywczych w jedzonku, to już sporo na ten temat zostało tu napisane:) dodam jeszcze jeden z ogromnej listy E, na który warto zwrócić uwagę – aspartam…zresztą podobno zmienili mu nazwę całkiem niedawno, bo już za głośno było na jego temat..ale nie pamiętam jaka to nazwa niestety…
    Zdrowego smacznego!!:) ..bo da się ominąć te wszystkie chemiczne syfki sklepowe (jak nie całe sklepy;) i poradzić sobie w inny sposób:) Wiadomo, łatwo nie jest..ale to tylko na początku tak się wydaje, potem już lepiej i tylko lepiej:)
    Serdeczności posyłam!!!
    Kamila

  • Odpowiedz Justyna 8 stycznia 2016 at 11:48

    Swietny przepis! A jak dlugo mozna przechowywac taki krem w lodowce?

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 9 stycznia 2016 at 15:58

      kurczę, nie jestem pewna, bo zawsze szybko znika 😉 obstawiam, że z tydzień spokojnie.

    Zostaw coś po sobie