8
Bez kategorii

majowa jakość życia

To już rok, od kiedy podekscytowani, ale jednocześnie przerażeni, wpłaciliśmy deweloperowi zaliczkę za nasze mieszkanie. Bałam się wielu rzeczy: czy uda nam się skoordynować sprzedaż starego mieszkania, czy zdążymy z kredytem, a później remontem, do czasu, kiedy będziemy musieli wydać klucze. Bałam się, jak nam tu będzie. Że oddalamy się od szkoły i babć, od wszystkich naszych miejsc, sklepów i tras. Martwiłam się o to, na jakich sąsiadów trafimy i jak będzie wyglądało nasze życie na tym osiedlu, trochę jednak takiej zielonej wyspie.

Po roku stwierdzam, że – jak to mam w zwyczaju – martwiłam się niepotrzebnie. Jak wiecie, z wszystkim zdążyliśmy. Codzienność, mimo oddalenia o parę kilometrów (nie licząc kilku spóźnień do szkoły w ciemne, zimowe poranki) – ogarniamy. Ulga przyszła dość szybko, a wraz z nią, po pierwszych miesiącach, mięły sentymenty za dawną okolicą. Wygoda większego metrażu i rozlicznych ułatwień życia (takich jak garaż podziemny, garderoba czy choćby zmywarka, której wcześniej nie mieliśmy) zniwelowała tęsknoty. Zadomowiliśmy się w Wolnym Mieście na całego, ale przez zimowe i wczesnowiosenne miesiące brakowało nam jednak jednego – ludzi. Więzów społecznych. Sąsiedzkich znajomości. I choć ekspedientka w osiedlowym spożywczaku daje już zakupy na zeszyt, kiedy zapomnę portfela, a właściciel przy oddawaniu mówi, że jesteśmy „sami swoi”, to trochę za mało.

Tak czułam, a raczej – miałam nadzieję, że wraz nadejściem ciepłych dni ożywi się podwórko. Już od pierwszych słonecznych chwil na naszym dziedzińcu zrobiła się przyjemna krzątanina – zbijanie mebli z palet w ogródkach, wieszanie skrzynek z kwiatami na balkonach, ludzie wylegli pić kawy i wystawiać twarze do słońce. Słyszy się sąsiedzkie pogaduszki i pozdrowienia. Kilka dni temu w skrzynce znaleźliśmy list z propozycją zorganizowania spotkania zapoznawczego na podwórku! Nastąpiło też coś, od czego moje macierzyńskie serce rośnie – uformowała się podwórkowa banda. Zośka ma wreszcie paczkę koleżanek, do których pędzi tuż po powrocie ze szkoły. Objeżdżają z wrzaskiem okoliczne alejki na rolkach i hulajnogach, wpadają co chwilę zdyszane na szklankę wody czy siku do któregoś z domów. Czuć, że formuje się tu sympatyczna społeczność lokalna. Więc jak pytacie mnie, czy nikt nam nie zagląda na taras, to nie do końca rozumiem problem – mieszkamy przecież w bloku blisko centrum miasta, nie w domku na odludziu. Sąsiedzi nad nami, obok nas i na dziedzińcu to naturalny element krajobrazu, nie liczyliśmy tu na samotnię i głuszę. Podwórko jest bardzo spokojne, a ludzie sympatyczni. Nie liczyliśmy na opalanie topless na tarasie, nie prowadzimy tu także tajnych narad. To miejsce do picia kawy czy wina pod chmurką, spotkań z przyjaciółmi, do bycia na dworze w ciepłe noce. Owszem – planujemy stworzyć ciut bardziej intymne warunki poprzez założenie żywopłotu, ale nigdy nie będziemy tu budować fortecy, zadaszonej i wysłoniętej z wszystkich stron przed światem.

I choć taras wciąż nie wygląda tak, jakbym sobie życzyła, już teraz daje nam mnóstwo radości. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze drewnianej podłogi, żywopłotu z pnącz i mebli wypoczynkowych i serio, nie wiem, kiedy będziemy mieli na nie czas i pieniądze, wciąż są pilniejsze sprawy i ważniejsze wydatki. I bez nich cieszymy się jak dzieci z tych wszystkich frajd, które przyniósł maj. Z widoku na kwitnące jabłonki i z Hanki, która wybiega co rano na taras w samej koszuli, na bosaka. A po szkole i pracy jest kawa na ławeczce, po niej cowieczorne podlewanie kwiatów na dwie konewki, odkrywanie kolejnych truskawek i nowych kwiatków. Weekendowe przedpołudnia i wieczory wreszcie spędzamy tak, jak marzyłam – są domowe lody w słońcu i kolacje ze znajomymi, wino przy lampkach i świecach. Ptaki śpiewają czasem tak głośno, że raz wydawało mi się, że to dźwięk z radio!

Przyszła wreszcie ta nowa jakość życia, już nie tylko spod znaku wymarzonej sypialni, dwóch pokoi dziecięcych czy białej podłogi.

Przyszła jakość majowa, najlepsza.

1

5

2

3

24

4

7

8

9

11

12

13

15

16

18

19

23

26

Wolne Miasto to wyjątkowe osiedle na południu Gdańska, inwestycja Eco Classic. Więcej na jego temat pisałam tutaj i tutaj.

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

7 Komentarze

  • Odpowiedz Do przodu 24 maja 2017 at 23:14

    …leżę i myślę dzieci, mąż śpią, a ja myślę co zrobić, aby ofiarować dzieciom ich podworko nie te U babci, lecz ich własne …większy metraż, tylko dwa schodki na zewnątrz, a nie 54 w górę i dół !
    Nawet nie potrafię Tobie zazdrościć, bo jeszcze daleko nam do takiego marzenia….
    Ale wierzę, że damy rady !
    Cieszę się waszym szczęściem i ulga z jaką przyszło Wam teraz odetchnąć…

  • Odpowiedz Agatka 25 maja 2017 at 09:13

    Oj tak, cudownie jest zadomowić się w nowym mieszkaniu :) Za każdym razem jak ktoś Nas pyta czy JUŻ się przyzwyczailiśmy albo jak długo tęskniliśmy za poprzednim mieszkaniem…chce mi się śmiać :p Szczerze? Nawet 1 dnia nie żałowaliśmy i nie tęskniliśmy! Od pierwszej nocy jesteśmy u siebie :) Jedyną myślą związaną z poprzednim mieszkaniem od początku było.. oby je szybko sprzedać. Mimo, ze również było super, pierwsze NASZE, pierwszy kredyt, pierwsze dziecko… ale tu mamy więcej metrów, większą przestrzeń, większy balkon, niższe piętro i jest bosko :)
    Wymyśliłaś już jaką podłogę na taras zrobicie? Deski tarasowe? Gumi taras? Czy jeszcze coś innego?

  • Odpowiedz Zuzanna 25 maja 2017 at 17:32

    Dla mnie to jednak dalej blokowisko, nie zdecydowałaby się nigdy na mieszkanie na parterze a w szczególności tak nisko jak u Ciebie.To , że okna są tak nisko osadzone, to wielki feler tego mieszkania. Ale rozumiem, że cena pewno adekwatna do niedogodności.

    • Odpowiedz Monika 31 maja 2017 at 23:34

      Pani Zuzanno, po co ten złośliwy komentarz? Zazdrość? Nie czuje Pani, ze Polka jest bardzo szczęśliwa w tym wpisie??

    • Odpowiedz mouselifting 4 czerwca 2017 at 18:59

      Ja też nie chciałabym za nic w świecie mieszkać na parterze i rozkoszować się zaglądaniem przechodniów do mojego salonu, ale tu następuje moment zaskoczenia. Otóż ceny parterowych mieszkań — mimo tych niedogodności — są na ogół wyższe. Polce, o ile pamiętam, szczególnie zależało na tarasie, który ciężko jest posiadać na wyższych piętrach. Z tego wniosek jest taki, że co dla jednego jest nie do przełknięcia, dla drugiego okazuje się być strzałem w dziesiątkę.

  • Odpowiedz Ania 25 maja 2017 at 21:59

    Co to za białe kwiatki w fioletowej doniczce?

  • Odpowiedz Ania 27 maja 2017 at 22:22

    Polko piekne masz to mieszkanie, bardzo lubie taki styl. Mam tylko pytanie co do tarasu, czy osoby mieszkajace nad Toba tez pozostawiaja go w czystosci? Tzn nie znajdujesz niedopalkow? Smieci? Papierkow? Masz pieknie urzadzony ten taras mam nadzieje ze nic takiego sie nie dzieje? Zawsze mnie to zastanawialo czy jednak sasiedzi w takich blokach sa ‚na poziomie’ kulturalnym oczywiscie :) Pozdrawiam

  • Zostaw coś po sobie