16
Drożdżowe, Jak żyć

lubię

Lubię leżeć długo w wannie. Lubię czytać. Lubię pracować. Lubię być sama. Sama w domu, w samochodzie, bez ogona szwendać się po sklepach i bez żadnego towarzystwa usiąść sobie w kawiarni. Ale lubię też ludzi, ploty z koleżankami przy winie i imprezy do rana. Lubię gdy wokół mnie jest ładnie, do wewnętrznego spokoju potrzebuję porządku. Lubię takie dni, kiedy mogę być sama dla siebie. Lubię spać, po nieprzespanej nocy nie jestem w stanie funkcjonować, przysypiam gdzie popadnie, a nastrój mam nieprzysiadalny.

Wiele z tych rzeczy lubię już czysto teoretycznie, bo też i praktykuję tylko okazjonalnie. Czasem frustruje mnie to, jak rzadko robię to, co lubię. Że jakieś trzy razy do roku mogę się tak wyspać bezczelnie do woli, a potem wyleżeć w wannie bez towarzystwa ludzi, którzy wrzucają mi gumowe kaczuszki do wody i wyżerają pianę. No i w sumie to spanie na bezczelne to tylko z zewnątrz wygląda, bo w głowie mam zawsze potężny wyrzut sumienia, że oto babcia jedna czy druga się z moimi dzieciakami użera, podczas gdy ja gniję w betach do południa. Że wieczorami zamiast po książkę, sięgam po komputer, żeby nadrobić to, czego nie udało mi się skończyć w ciągu dnia. Że wyjścia na babskie wino czy imprezy do rana to jakieś święto lasu w moim życiu jest, więc ze szczęścia upijam się jeszcze przed 22 i o 23 wracam do domu. A kiedy zdarza mi się samej szwendać po sklepach i jeszcze przeciągnąć to wyjście o samotną kawę, to zazwyczaj kupuję trzy siaty odzieży dziecięcej i już mi szkoda kasy na jakieś szmaty dla siebie. A podczas tej kawy to już myślę tylko o tym, ile do zrobienia jest w domu i że trzeba wracać z odsieczą, więc przezornie zamawiam ją w kubku na wynos i połowę dopijam po drodze. Tęsknię czasem do wszystkich tych spraw, które kiedyś lubiłam całkiem praktycznie, a które dziś są już tylko wspomnieniem dawnego luksusu.

Ale mam teraz nowe sympatie, takie, których się całkowicie nie spodziewałam. Ba, o których istnieniu nie miałam pojęcia. I choć nie wyparły dawnych słabości, urozmaiciły mi życie w stopniu porównywalnym do najpiękniejszych książek i najbardziej epickich imprez. Lubię takie dwie małe dziewczynki, z których jedna nader często zakłóca mi kąpiele wrzucaniem gumowych kaczuszek do wody i wyżeraniem piany, a druga towarzyszy mi nieraz podczas szwendania się po sklepach. Obie odbierają mi sen, porządek, kasę na szmaty i czas na pracę. Ale nadal je lubię. Lubię je rano i wieczorem, lubię z nimi gadać, jeździć samochodem, tulić się, siedzieć z nimi przy stole i patrzeć, jak jedzą. Lubię przyglądać się ich zabawom, zarażać się ich rechotem, lubię im czytać, lubię je kąpać, ubierać w piżamki i czesać ich włosy. Lubię, kiedy są obok. Kiedy jedna gania po chałupie i wygląda śmiesznie jak mały krasnoludek, który gada coś pod nosem bez przerwy w swoim języku. Od czasu do czasu wpada mi ramiona i mogę podrzucić ją w powietrze, obserwując szczegóły ujawnionego w najszerszym uśmiechu uzębienia, wycałować najpyszniejsze pulchności, pierdziochem w szyję wywołać najcudniejszą salwę śmiechu. Druga rysuje, wycina, wykleja, tworzy w skupieniu swoje instalacje, przebiera się, każe mi zostać tajną agentką czy inną panią na poczcie. Lubię, kiedy przychodzi się potulić, i mogę wygłaskać te jej chudości piękne. Lubię takie dni, kiedy jestem dla nich. Choć wiem, że potrafię je tak lubić dzięki temu, że mogę być czasem sama. Lubię o nie dbać, lubię je karmić, lubię się o nie troszczyć i im dogadzać. Lubię dawać im dom pachnący drożdżówkami. Chyba po prostu lubię być mamą zasadniczo.

3

4

5

7

8

8-tile

10

11

12

13

14

15-tile

17

19

21

6

1

Pełnoziarniste paluchy drożdżowe z serem i malinami

(8 sztuk)

Składniki:

ciasto drożdżowe:

  • 300 g mąki pszennej (użyłam z pełnego przemiału)
  • 150 ml mleka 3,2%
  • 22 g świeżych drożdży
  • 30 cukru (użyłam trzcinowego)
  • 40 g roztopionego masła
  • 2 żółtka
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (zastąpiłam ekstraktem z wanilii)
  • szczypta soli

masa serowa:

  • 250 g twarogu
  • 1 żółtko
  • 100 g cukru pudru (zastąpiłam dwoma łyżkami miodu)
  • 1-2 łyżki jogurtu naturalnego
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (u mnie ekstrakt)
  • 2 – 3 łyżki rozmrożonych malin (uwaga na sok, by masa nie była zbyt rzadka)

Przygotowanie:

  • drożdże ucieramy z cukrem, mleko podgrzewamy odrobinę, a następnie wlewamy do drożdży z cukrem i mieszamy
  • część mąki (powiedzmy, że 1/3) przesiewamy do miski i wlewamy do niej mieszaninę mleka, drożdży i cukru, tak przygotowany rozczyn odstawiamy na 15-20 minut
  • gdy rozczyn urośnie, mieszamy go z resztą mąki, roztopionym masłem, żółtkami, wanilią i szczyptą soli
  • ciasto dokładnie wyrabiamy, aż będzie odklejać się od rąk i odstawiamy do wyrośnięcia (do czasu aż podwoi objętość)
  • twaróg miksujemy z pozostałymi składnikami nadzienia, na samym końcu dodając maliny (nie miksujemy już, wystarczy je lekko wymieszać)
  • wyrośnięte ciasto wałkujemy, nadając mu kształt prostokąta o grubości ok. 0,5 cm, smarujemy połowę masą serową i składamy tak, by druga połowa ciasta ją przykryła
  • dociskamy delikatnie na brzegach i kroimy wzdłuż krótszego boku na paski o szerokości ok. 2 cm
  • każdy pasek skręcamy kilkukrotnie i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia (lub cienko wysmarowanej masłem)
  • smarujemy paluchy białkiem i odstawiamy na kwadrans do ponownego wyrośnięcia i pieczemy w temperaturze 180 st. przez 15-20 minut

Zmodyfikowałam przepis Pawła Małeckiego z książki „Cukiernia Lidla”

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

21 Komentarze

  • Odpowiedz Kasia Włusek, Mamy Sprawy 4 marca 2016 at 11:59

    oj pięknie to Matko Polko napisałaś :) tak jest w rzeczy samej, chyba każda matka tak ma. Czuję czasami to przetyranie, ale z drugiej strony nie oddałam bym za żadne skarby tego uczucia:)>
    Swoją drogą myślałam, że będą te Twoje pulpety dzisiaj. Już chłopa po mięso mielone nawet wysłałam. No trudno będę improwizować po swojemu. Mam nadzieję, że nie wyjdą za suche:).

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 4 marca 2016 at 12:03

      Kasia, moje wyszły paskudne, jak z papieru toaletowego! 😉 Użyłam jako wypełniacza i „panierki” zarodków pszennych i nie dało się tego zjeść, więc niestety za szybko się nimi pochwaliłam na insta :)

      • Odpowiedz AgaS. 4 marca 2016 at 13:21

        No i dobrze, że nie wyszły, nie możesz ciągle być idealną kucharką 😉

  • Odpowiedz Kasia Włusek, Mamy Sprawy 4 marca 2016 at 12:25

    hahahha, biedna twa rodzina. Aaa to żadne zarodki u mnie by nie przeszły. Czyli najbezpieczniej będzie z cebulką, wodą i ziołami jak radzi mi zawsze moja mama.

  • Odpowiedz Matka Polki 4 marca 2016 at 12:43

    Ale mam smaka na te drożdżówy ahhh. Trza zwlec cztery litery z kanapy i iść po twaróg i maliny .
    Dziękuję za cudny przepis na weekend! Miłego :)

  • Odpowiedz Lucyna 4 marca 2016 at 13:14

    „Choć wiem, że potrafię je tak lubić dzięki temu, że mogę być czasem sama”. Zdanie klucz. Kiedy chodziłam do pracy wracałam do domu jak na skrzydłach. Teraz kiedy jestem w domu na macierzyńskim,czuję momentami- aż strach to napisać, ale przesyt córką. Chcę poleżeć, poczytać, a ona akurat chce mnie całować. Straszne mam wyrzuty sumienia :/ Chyba czas na dzień tylko dla siebie-bez prania,sprzątania,gotowania i czytania książek dziecku.

  • Odpowiedz OlaKombinuje 4 marca 2016 at 13:28

    Agnieszko jak zwykle w punkt. Mam takie same odczucia. Chociaż czasem tęsknie za bibą u przyjaciółki. Powrotu na chatę o 5 nad ranem ze spiewem na ustach. Leczenia kaca do południa, owinięte w koce w rozmaznym makijażu. Chociaż bardzo lubiłam bycie imprezowiczką na luzie to jednak bardziej lubię bycię mamą. Tak samo po balandze mam wyrzuty sumienia. Jednak gdy mija kac myślę, że jednak nam matką też należy się od życia trochę luzu i beztroski :)

  • Odpowiedz Matka Sałatka 4 marca 2016 at 13:30

    Polko, ja mam dokładnie tak samo! Dziękuję za ten post :-*

  • Odpowiedz Ania Osobiedlamnie 4 marca 2016 at 13:33

    Już tyle napisano słów o urokach bycia mamą, rodzicem, z tymi „lubię” i „chcę uciec!”… wydawałoby się całe mnóstwo. Ale nigdy dość. Każdy dzień przynosi inne historie, nowe trzaśnięcie drzwiami i tęsknotę za byciem samą. A dzieci niezmiennie wdrapują się na nowo na kolana, boleśnie przywalając główką w nasz nos, a potem zasypiają słodko, beztrosko, wyzwalając w nas pokłady tak ogromnej miłości i szczęścia, że aż trudno je udźwignąć. Dlatego więc, zasadniczo właśnie, będziemy pisać dalej:)
    Pozdrawiam współodczuwając:)

  • Odpowiedz Stachowa 4 marca 2016 at 14:05

    A ja lubię Cię czytać i lubię Twoje zdjęcia!

  • Odpowiedz Iskandinav.evim 4 marca 2016 at 15:05

    Piekny wpis, wzruszajacy. Jestem mama malej dziewczynki wiec rozumiem o czym piszesz!
    Czu rozowy metalowy koszyk na komodzie Sprutt to najnowasza kolekcja H&M Home? Widzialam wlasnie wczoraj taki i dodalam do listy zakupow jak dostane pensje 😉
    Pozdrowienia.

  • Odpowiedz ewika.mad 4 marca 2016 at 17:40

    My praktykujemy pierdziochy w brzuszek! 😃 A poza tym to jak zwykle trafiłaś w sedno swoimi przemyśleniami. Ja uwielbiam samotność, marzę sobie o niej gotując, piorąc, prasując, sprzątając (syzyfowa praca) przy mojej dwójce dzieciaków. A gdy już (raz na ruski rok) zdarzy mi się taka chwila samotności, to jak ta głupia już za nimi tęsknie i zżerają mnie wyrzuty sumienia. Pozdrawiam cię matko polko!

  • Odpowiedz Ola 4 marca 2016 at 18:00

    uwielbiam Was dziewczyny :)))

  • Odpowiedz tez mama 4 marca 2016 at 18:27

    i jak tu się z Toba Polko nie zgodzić???????? Pierwsza część postu oddaje to, co czuję i druga też ani grama nie odbiega od tego, co w sercu piszczy :)

  • Odpowiedz natalijka 4 marca 2016 at 19:25

    Ładnie to napisałaś!- pozbądź się tylko tych wyrzutów sumienia, że śpisz jak babcie i tak dalej :) Ja też na to cierpiałam aż się przekonałam (dłuugo mi to zajęło) że wtedy babcia jest przeszczęśliwa (oczywiście jesli mówimy o babci w roli babci, a nie babci która zasuwa na co dzień jako niania), dzieci są przeszczęśliwe a my ładujemy baterie na długo. To samo jak uda nam się wyskoczyć gdzieś bez dzieci- ja sobie na siłę zadaję NIE MYŚLEĆ o garach, zaległościach, obowiązkach. I potem na co dzień jest cudnie z tymi kaczuszkami gumowymi itd :) a drożdzówki wypróbuję wyglądają super!

  • Odpowiedz Dagmara 4 marca 2016 at 21:31

    te ambiwalentne uczucia towarzyszą chyba każdej matce,niby chciałaby mieć święty spokój,a gdy go ma, to za dziećmi jej teskno. mam tak prawie każdego dnia,wracam z pracy: chciałabym mieć trochę czasu dla siebie,ale potem moja mAla steskniona dziewczynka sprawia, że o tym zapominam… ech,te „matkowe”dylematy…

  • Odpowiedz ryśka domowa 4 marca 2016 at 23:25

    matka matce równa:) mam tak samo:) ale już właśnie zapowiedziałam mężowi, że on jutro może dłużej pospać, za to ja potem idę w długą, grzebać w szmatach i pić kawę. SAMA!:) Gęba mi się śmieje na samą myśl. no a potem z radością wrócę do domu zbyt szybko z siatką ciuchów. nie dla mnie :)

  • Odpowiedz Mała Mi 5 marca 2016 at 06:55

    No tak. Bo nie można być ciągle w jednej roli. Bo każda matka, nie wiem jak zakochana w swoim dziecku, jest jeszcze człowiekiem, który ma swoje własne, nie tylko dziecięce, potrzeby i pragnienia. Bo trudno wciąż spełniać wszystkie zachcianki drugiej osoby, nawet, gdy jest jeszcze dosc niesamodzielna. Bo dziecko dzięki temu, że matka chce czegos tylko dla siebie, też uczy sie granic. To mądra nauka dla obojga na przyszłość. Ona, gdy Ono już będzie myślało głównie o rówieśnikach i zewnętrznym świecie, zachowa swoje Ja i będzie miała, pielęgnując już wcześniej, do czego wrócić (praca, hobby), Ono, nie obciążone poczuciem winy (jak zostawic matkę, która widzi we mnie cały swój świat? A poza moim życiem, nie ma swojego?) wejdzie pełna piersią w Swoje życie. Wiedząc co i kiedy jest ważne.

  • Odpowiedz naciao 7 marca 2016 at 12:01

    w 100 % się pod tym podpisuję… 😉 fajnie, że wreszcie ktoś głośno i wyraźnie krzyczy, że egoizm ma zbawienny wpływ na piękne macierzyństwo i szczęśliwe dzieci 😉 pozbądźmy się wyrzutów sumienia z tego powodu, że chcemy pobyć czasem same 😉 pozdrawiam i dzięki za ten post 😉

  • Odpowiedz dzachyrka 10 marca 2016 at 17:47

    Zraz chyba zrobię te pyszne drożdżówki 😀 ps. A skąd ten piękny wazon biały w ktorym stoją róże? :)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 21 marca 2016 at 11:52

      wazon jest z Livebeautifully, a drożdżówki gorąco polecam 😉

    Zostaw coś po sobie