15
Moda i uroda

letnie nowości kosmetyczne (zwiększające reprodukcyjne szanse)

Zawsze, kiedy patrząc na zawartość łazienkowych koszy i szuflad czuję się jak modelowy przykład omamienia przez przemysł kosmetyczny, przypominam sobie, że przecież kobiety upiększały się od zarania dziejów, grubo zanim powstał jakikolwiek przemysł, a co dopiero kosmetyczny. To taki mój osobisty sposób na redukcję dysonansu poznawczego na widok feministycznych lektur, leżących na toaletce tuż obok wystawki mazideł, puderków i gadżetów, które nabywam namiętnie mimo, że chciałabym sądzić, że liczy się tylko wnętrze. Bo tak – miewam refleksję nad tym próżnym hobby, jakim jest smarowanie, malowanie się i używanie kosmetyków (w sporej niestety liczbie). Miewam i jest to refleksja krytyczna, co nie zmienia jednak faktu, że kontynuuję ten płytki proceder, niezmiennie znajdując w nim wielką przyjemność.

Lubię wtedy myśleć, że działam zgodnie z atawistycznym instynktem, który każe kobietom poprawiać swój wygląd w trosce o podtrzymanie zainteresowania samca i rychłe rozmnożenie. Może i rzadko myślę o moim samcu, regulując sobie brwi, a już z pewnością nie wywołuję w nim seksualnego zainteresowania, gdy paraduję po domu w czarnej maseczce na twarzy, ale to musi tkwić we mnie gdzieś głęboko. To nieuświadomiony pęd, atawizm taki. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że kobiety od wieków, mimo zmieniających się kanonów urody, podkreślały w swoich ciałach to, co sugeruje zdrowie i płodność? Krągłe biodra i piersi, zaróżowiona skóra, błyszczące włosy – to cechy wskazujące na rozrodczą atrakcyjność. Rumiane policzki, czerwone wargi, błyszczące oczy – te z kolei kojarzą się z aktem seksualnym, który wszak przyspiesza krążenie. I tak w ruch szły bogactwa naturalne wszelkiej maści –  od mieszanki sadzy, oliwy i białka w charakterze staroegipskiego pierwowzoru tuszu do rzęs, przez oleje, buraki, minerały, ślimacze śluzy, jaszczurcze wątroby i inne dziwactwa, mające na celu podkręcenie natury i udawanie młodszej niż się w rzeczywistości jest.

Choć jako socjolog źródeł motywów ludzkich zachować zazwyczaj upatruję w kulturze, to jednak w tym względzie trudno odmówić racji naturalistom – pindrzymy się, żeby się rozmnażać, simple as that. Naprawdę, kochane, od dziś możecie swoje pustoszące portfele wycieczki do drogerii uzasadniać koniecznością zwiększenia własnych szans reprodukcyjnych. Reprodukcję macie już za sobą? Posłuchaj tego: kobiety w swych wyborach od zawsze kierowały się intencją zapewnienia opieki sobie i potomstwu, szukały partnerów silnych i odważnych nie po to, tylko, że został dawcą materiału genetycznego, ale żeby przy nich został. To nic, że te czasy mamy już za sobą, że macie własne konta i lokaty, umiecie same wymienić oponę, a faceci nie muszą już zabijać mamutów. Dbałość o podtrzymanie seksualnego zainteresowania partnera tkwi w nas głęboko, jest ewolucyjnym dziedzictwem, jak chwytne palce i gęsia skórka. Z naturą nie wygrasz.

Z resztą nieważne, atawizm nie atawizm, ja tam lubię mieć zrobione oko, rumiane policzki, błyszczące włosy i piękną cerę, niezależnie od tego, jak się to na moje szanse u samca przekłada. Ostatecznie mam też całkiem niezłe wnętrze, którym go od czasu do czasu bajeruję. Od ciekawostek antropologicznych przejdźmy więc do konkretów, niezmiennie radując się, że żyjemy w epoce rozwiniętego przemysłu kosmetycznego. W świecie pełnym wypiekanych róży do policzków, maseczek w płachcie i szybko wchłaniających się kremów do rąk, a buraki możemy sobie zapodawać jedynie doustnie. Świat bez kosmetyków musiał być smutnym miejscem!

NOWOŚCI MAKIJAŻOWE

wypiekany róż do polczków

róż serduszko

blushing hearts

Blushing Hearts – Makeup Revolution

Uwielbiam te wypiekane róże od  Makeup Revolution, to moja druga wersja. Jaśniejszego zestawu (o, takiego) używam regularnie od kilku miesięcy jako rozświetlacza na kości policzkowe, teraz potrzebowałam jednak różu w intensywniejszym odcieniu, poprzedni był mało widoczny na opaleniźnie. Serduszka są nie tylko urocze i ładnie wyglądają na toaletce, ale też bardzo wydajne i dają piękny efekt – skóra wygląda po nich promiennie i świeżo, nie mieni się jak kula dyskotekowa, tylko jest lekko wymodelowana światłem, jeśli można to tak poetycko ująć.

róż Candy Queen of Hearts – drogeria rubinova

puder ryżowy

Puder ryżowy – Ecocera

Niesamowita rzecz! Z sypkim pudrem ryżowym się umiarkowanie polubiłam, za dużo mi się tego narozsypywało na czarne spodnie, żeby dalej z nim walczyć. Idę na łatwiznę i wybieram pudry w kamieniu. Ten jest wspaniały – niezwykle delikatny i aksamitny, spektakularnie wygładza skórę, cera jest po nim satynowa w dotyku i idealnie matowa (z tego względu poleca się go do tłustej cery, jednak i na mojej, z lekką tylko skłonnością do świecenia na nosie i czole świetnie się nadaje, nic a nic nie wysusza). Podobno nie bieli (jest transparentny), jednak kiedy nałożyłam go dołączoną do opakowania gąbeczką, byłam jakaś blada, za dużo się go chyba przyczepia do tego puszka. Nakładam go więc naprawdę odrobinę pędzlem i trzyma się idealnie przez cały dzień. Przepięknie pachnie, bałam się, że będzie to mączny aromat, a po otwarciu pudełeczka i w trakcie aplikacji czułam dyskretną kwiatową nutę (mimo to jest hypoalergiczny, nie podrażnia).

prasowany puder ryżowy – drogeria rubinova

paletka cieni do powiek

Paletka cieni do powiek – Makeup Revolution

Piękne paletki to moja słabość, ta zawiera 16 cieni – matowych, satynowych oraz z drobinkami. Kolory utrzymane są w mojej ulubionej tonacji różu oraz brązu, ale znajdziemy tam też odcienie granatu czy błękitu (z których skorzystam pewnie dopiero w okolicach karnawału 😉 ). Są mocno napigmentowane i trwałe, a opakowanie to piękny gadżet dla kosmetycznych sroczek (pozdrawiam!) – nie tylko ładnie wygląda, ale i pachnie – cienie mają dyskretny, czekoladowy zapach.

paletka cieni – drogeria rubinova

NOWOŚCI PIELĘGNACYJNE

lekki krem do rąk

Krem do rąk Eos Berry Blossom

Bardzo lubię balsamy do ust tej marki, byłam więc też ciekawa kremu do rąk. Jest to równie śliczny gadżet, co te kuleczki do warg, bardzo poręczny do torebki – opakowanie jest małe i płaskie, nie ma ryzyka, że odkręci się i wyleje na dokumenty (przerabiałam milion razy, ale wciąż noszę przy sobie kremy do rąk). To lekki, szybkoschnący balsam (co tylko potwierdza, że idealny poza domem), świetnie nawilża i pięknie pachnie owocami jagodowymi (jest jeszcze wariant kwiatowy i ogórkowy). Zawiera 90% naturalnych składników, m.in. mleczko shea, aloes i wyciąg z owsa i przeciwutleniaczami. Dłonie są po nim jedwabiście gładkie, a dyskretny zapach utrzymuje się jeszcze długo po nałożeniu.

krem do rąk Eos – drogeria rubinova

maska na suche włosy

maska do włosów

Maska do włosów wysokoporowatych – Anwen

Jak dzik na żołędzie rzucam się na nowości, które obiecują ujarzmić puszące się włosy. Ta maska to właśnie pielęgnacja dla suchego siana jak moje, sprawia, że włosy stają się gładkie i błyszczące. To intensywna pielęgnacja i nawilżenie, które zapewniają takie składniki jak: olej z kiełków przenicy, olej kakaowy, miód, gliceryna, lanolina i panthenol. Nakładam ją podczas dłuższych kąpieli tak, by mogła trochę podziałać, choć wystarczy parę minut, to zauważyłam, że najlepsze efekty daje, jak się z nią trochę poleży (nawet do pół godziny). Ma przyjemny, kakaowo – roślinny zapach i fajną, kremową konsystencję. Są także warianty dla włosów nisko – i średnioporowatych, marka Anwen wprowadziła też fajne oleje do włosów, na pewno je wypróbuję!

maska Anwen – drogeria rubinova

serum na końcówki włosów

Serum ochronno – odbudowujące włosy Insight

Moja zmora tu suche po rozjaśnianiu końce, które plączą się, są matowe i napuszone. Jako wielka fanka marki Insight z wielką frajdą przetestowałam tę nowość – serum, które odbudowuje i rozplątuje zniszczone, łamliwe końcówki. Ten specyfik wzmacnia, regeneruje i zapobiega rozdwajaniu się. Cudownie nabłyszcza włosy, wygładza je i sprawia, że są bardzo miękkie. Tradycyjnie bez parabenów, PEG, PPG czy alergenów, jak zawsze u Insight produkt napakowany jest odżywczymi, naturalnymi składnikami, zawiera m.in olej z dzikiej róży, fitokompleks z malwy, nagietka i kwiatu Althea. Używam go na suche włosy, rozsmarowuję w dłoniach jedną – dwie porcyjki i wmasowuję je we włosy (można stosować też przed suszeniem, jak odżywkę bez spłukiwania). Kolejny świetny produkt tej marki.

serum Insight – drogeria rubinova

maseczki w płachcie

maska z płachcie

maseczki holika holika

 Maseczki w płachcie Holika Holika

To kolekcja maseczek z pielęgnującymi ekstraktami z roślin i owoców w znanej już formule bawełnianej płachty. Są wyjątkowo fajne, bo płachty są w nich bardzo delikatne, cieniutkie i takie jakby żelowe – idealnie przylegają do twarzy. Nie trzeba z nimi leżeć, nic nie ześlizguje się z buzi ani nie kapie na bluzkę. Sięgam po nie, kiedy czuję, że potrzebuję dodatkowego nawilżenia i odświeżenia twarzy.

Ogórek działa odświeżająco, łagodząco i kojąco, ma właściwości rewitalizujące i zmniejsza opuchliznę na twarzy. Zawiera wiele witamin i składników mineralnych dlatego też pomaga nawodnić skórę i działa przeciwzmarszczkowo. Zapach jest dyskretny i naturalny, a nawilżenie po zastosowaniu – spektakularne. Ta płachta jest jak łyk wody na pustyni czy jak zimna cola na kacu.

Cytryna oczyszcza, odświeża i dodaje blasku. Ekstrakt z cytryny jest bogaty w witaminę C – naturalny antyoksydant, który niszczy wolne rodniki. Zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry oraz pomaga w walce z trądzikiem.

Truskawka dzięki zawartości witamin, minerałów i flawonoidów w znakomity sposób regeneruje zniszczoną skórę. Maseczka ma działanie tonizujące i złuszczające, przyśpiesza odbudowę skóry i utrzymuje jej odpowiednie nawodnienie.

maska z węglem czarna maska

Czarna maska z węglem z bambusa Pilaten

Te czarne maski to hit internetu i już od dawna miałam ochotę taką wypróbować. Moje odczucia podczas oglądania filmików ze zbliżeniem na czyjeś wągry lokują się gdzieś między obrzydzeniem a niezdrową fascynacją, jest w tym jakaś perwersyjna przyjemność. Nie każdy może ją podzielać, więc oszczędzę obrzydliwości, nie licząc widoku mojej twarzy pokrytej czarną mazią. Spróbowałam i stwierdziłam, co następuje: to działa! Rzeczywiście po oderwaniu wyschniętej płachty znalazłam na niej różne gadżety, które były w mojej skórze – nie tylko drobne zaskórniki, ale też maleńkie włoski, zatem maska ma także właściwości depilujące 😉 Zapomniałam niestety o zaleceniu, by przed zastosowaniem wykonać tzw. „parówkę” gorącym ręcznikiem, co otwiera pory i ułatwia przywieranie maski do zaskórników. Na pewno to jeszcze sprawdzę, ale już teraz mogę powiedzieć, że maska usuwa sporo zanieczyszczeń i zostawia twarz niesamowicie czystą i fantastycznie gładką.

czarna maska – drogeria rubinova
Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

7 Komentarze

  • Odpowiedz Daria 28 lipca 2017 at 18:10

    No bardzo mądrze powiedziane!
    Ja na dokładkę jestem gadżeciarą-zbieraczem i wszystkie te cudne puzderka piastuję jak kot g…no;)
    A dodatkowo niestety, kiedy widzę może i ładną, ale totalnie zaniedbaną babeczkę, to mam ochotę podrzucić jej parę rzeczy, podesłać kilka linków, odkrzaczyć brwi…
    Ok, może też jestem zmanipulowaną ofiarę, ale co jest złego w tym, że się chce wyglądać ładnie, dżizas! :)

  • Odpowiedz Och karol 29 lipca 2017 at 06:49

    Uwielbiam, te wpisy o makijażu☺️ a powiedz nadal polecasz Anabel minerals, jeśli chodzi o podkłady?

  • Odpowiedz mouselifting 29 lipca 2017 at 15:09

    – Kochanie, obczaj, kupię sobie taką czarną maseczkę i będę w niej chodzić!
    – Chyba w piwnicy.

    Szanowny małżonek nie aprobuje. :(

  • Odpowiedz Maga 1 sierpnia 2017 at 10:38

    Nadmierną konsumpcję można sobie tłumaczyć na wiele sposobów, więc dlaczego odwoływanie się do jakichś atawistycznych odruchów nie miałoby być jednym z nich.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 1 sierpnia 2017 at 11:44

      Ale Pani poważna!

  • Odpowiedz Ania 14 września 2017 at 21:30

    Mam pytanie a propo maseczek , rozumiem że jedno opakowanie do jednorazowego użytku?

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 15 września 2017 at 10:38

      tak, jedna torebka zawiera jeden płat.

    Odpowiedz na „Och karolAnuluj