5
Obiady

kurczak Jalfrezi (oraz czy moje dzieci to jedzą)

„Czy Twoje dzieci to jedzą?” to jedno z najczęściej zadawanych mi przez czytelniczki pytań, tuż obok „a skąd jest stół/kuchnia/plakat/doniczka/regał/poduszka?” (niepotrzebne skreślić). „Czy dzieci to zjedzą” to może być w ogóle jedno z najdonioślejszych zagadnień macierzyństwa (tuż obok „dlaczego nikt mi nie powiedział, że to będzie takie trudne?”). Umiejętność gotowania pożywienia, które panicze łaskawie przyjmują, jawi się jako fundament macierzyństwa. Przekazywanie wiedzy ogólnej, inteligencji emocjonalnej, szacunku do zwierząt, miłości do sportu? Nieee, przepis na kotlecik, którego nie wyplują dziubaski – to jest priorytet. Do rangi supermocy urasta umiejętność takiego przemycania warzyw, żeby się nie zorientowały. Bo już za wychowanie dzieciaka, który bez żadnych foteli, na pełnym legalu, michę jarzynowej wrąbie, powinno się należeć pięć lat ekstra do emerytury, uważam. Jak z zieleniną, to z dziesięć nawet.

A ja, proszę Państwa, całą tę schizę z dziecięcym apetytem uważam za grubo przesadzoną. Mamine nadskakiwanie, liczenie łyżeczek, cały ten fokus na tym, żeby jadły – nie pochwalam. A już gotowanie na dwa garnki, czy zmuszanie całej rodziny do jadania trzech zup na krzyż, bo Karolek przecież tylko rosół, krupniczek i pomidorową z ryżem – nie tylko nie pochwalam, ale jawnie hejtuję.

Z tylu rzeczy trzeba bowiem wraz z pojawieniem się dzieci rezygnować, że mi się momentami zapala czerwona lampka. – Ohooo, bez przesady –  myślę sobie, kiedy słyszę, że taki makaronik to nie za bardzo. Sorry, mała, ale więcej osób ten dom zamieszkuje i nie Twoje kubki smakowe są w nim najważniejsze. Wszyscy mamy tu równe prawa i nie za każdym razem będziesz mieć, dziecko drogie, głos decydujący, kiedy mama wędlinkę kupuje.

Lubię od czasu do czasu podogadzać dzieciom – żeby nie było. I ja frajdę mam, kiedy im się uszy trzęsą, gdy proszą o dokładki. Rodzinne gotowanie to sztuka kompromisu, a ten, jak wiadomo, zakłada ideę pogodzenia różnych potrzeb i interesów. Z tego powodu nie rezygnuję z nowych smaków, ani kulinarnych eksperymentów. Nie zakładam z góry, że nie zjedzą, bo inne, dziwne, bo tego jeszcze nie grali. Często, gotując, liczę się z tym, że nie zasmakuje i z premedytacją stawiam na stole. Bo nowe jest dobre, a dzieci często zaskakują. Bo świat to znacznie więcej niż mielony z buraczkami, zrazik i pierogi. Bo chcę, żeby znały jego różnorodność. Bo chcę, żeby miały otwarte głowy i szacunek dla potrzeb innych.

Podobnie jak w innych dziedzinach życia rodzinnego, kulinarny dzieciocentryzm to zjawisko, któremu ja mówię „nie”. „Nie” dla usuwania z rodzinnego stołu wszelkich potraw, których nieletni nie lubią. „Nie” dla wybierania jedynie tych produktów, na które łaskawie wyrażają zgodę. „Nie” dla jadania w kółko pięciu dań. „Nie” dla rezygnacji z egzotycznych smaków, wyrazistych przypraw czy dużego repertuaru warzyw. „Nie” dla zarzucenia eksperymentów. „Nie” dla tworzenia rozpieszczonych pępków świata. „Nie” dla produkcji zamkniętych na nowości niejadków.

P.S. Tak, moje dzieci to zjadły. Jedno z większym, drugie z mniejszym entuzjazmem, ale przeszło, a my mieliśmy ulubione hinduskie na obiad.

kurczak jalfrezi

kurczak w sosie

kurczak w sosie pomidorowym

łagodne danie hinduskie

ryż z kurczakiem

ryż z kurczakiem i warzywami

kurczak indyjski

Kurczak Jalfrezi po mojemu

To aromatyczne, lecz łagodne danie – idealny kompromis między naszą (rodziców) miłością do hinduskich smaków, a ich (dziewczyn) niechęcią do ostrego. Kawałki soczystego kurczaka w kremowym sosie z jędrnymi cząstkami papryki – lekko orientalne, lecz w stopniu akceptowalnym przez umiarkowanych entuzjastów egzotycznych smaków. „Po mojemu”, gdyż niespecjalnie przejęłam się ogólnoprzyjętym sposobem przygotowania (kurczak smażony razem z warzywami, duszony w sosie pomidorowym) i kierowałam się intuicją. Ta podpowiadała mi, że sos w jalfrezi, które ostatnio jadłam, smakował zupełnie jak moje czerwone curry, tylko zmiksowane i łagodniejsze. W moim sosie znajdziecie więc zblendowane na gładko marchewkę i ziemniaki (zamiast nich może być jeden batat) – dla zapewnienia nutki słodyczy i gęstości sosu, jak również jego lekko warzywnego posmaku. I powiem Wam, że strzał w dziesiątkę to był, sos wyszedł idealny, niemal identyczny jak u Hindusa! To pyszne i proste żarcie, idealne do szybkiego odgrzania w tygodniu – na bank wchodzi do naszego jadłospisu na dłużej.

Składniki:

  • 500 g filetu z kurczaka lub indyka
  • 500 g przecieru pomidorowego (gładkiego, z kartonika)
  • 100 g koncentratu pomidorowego
  • 100 ml wody
  • 100 ml śmietany
  • 2 papryki – zielona i czerwona
  • 2 marchewki
  • 2 ziemniaki
  • 1 cebula
  • 1 duży ząbek czosnku
  • 2-3 cm kawałek świeżego imbiru
  • 2 łyżeczki curry w proszku (albo więcej – proszku curry lub pasty, w zależności od upodobań, tu – wersja łagodna)
  • 1 łyżeczka kurkumy
  • 1 łyżeczka mielonej kolendry
  • 2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
  • sól
  • olej lub klarowane masło do smażenia
  • do podania: ryż basmati/jaśminowy lub chlebki naan, świeża kolendra

Przygotowanie:

  • mięso umyć, pokroić w sporą kostkę (ok. 3 cm), obsypać i natrzeć przyprawami: solą, curry, kurkumą, jedną z dwóch łyżeczek kminu i odstawić
  • umyć, obrać i pokroić warzywa: cebulę w drobną kostkę, marchewkę w talarki, ziemniaki w dużą kostkę, a paprykę na spore kawałki (3-4 cm paski i każdy na 2-3 części)
  • w garnku o dużym dnie rozgrzać odrobinę oleju lub masła i podsmażyć w nim cebulę z łyżeczką kminu
  • kiedy się zeszkli, dodać do niej marchewkę i ziemniaki, podusić kilka minut
  • warzywa zalać przecierem pomidorowym, dodać koncentrat, wodę i śmietanę, sól, kolendrę, starty czosnek i imbir, zmniejszyć ogień, przykryć garnek i gotować warzywa w pomidorowym sosie około piętnaście minut
  • w tym czasie rozgrzać patelnię i obsmażyć kurczaka na złoto na odrobinie oleju lub masła klarowanego (przy tej ilości, jeśli nie macie gigantycznej patelni, najlepiej zrobić to na dwie tury, inaczej będzie się gotować zamiast smażyć)
  • pod koniec smażenia dodać do mięsa pokrojoną paprykę i dusić ją z razem z mięsem przez 5-10 minut (nie gotujemy jej z pozostałymi warzywami, gdyż w przeciwieństwie do nich ma pozostać lekko chrupiąca) – jeśli lubicie cebulę, można w tym momencie dodać także i ją, pokrojoną w ósemki
  • gdy warzywa w sosie będą już miękkie, zmiksować całą zawartość garnka blenderem na gładką masę – sos ma być aksamitny i gęsty
  • przełożyć mięso z papryką do sosu i dusić wszystko razem jeszcze 10-15 minut (w tym momencie najlepiej wstawić ryż)
  • przed podaniem posypać świeżą kolendrą

 

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

14 Komentarze

  • Odpowiedz musujaca 20 stycznia 2018 at 15:46

    Wyglada przepysznie! Na pewno spróbuje i moje maleństwo tez dostanie i zapewne zje z apetytem :p :)

  • Odpowiedz Alka 20 stycznia 2018 at 22:10

    Wygląda obłędnie😊 koniecznie muszę wypróbować przepis..ja zawsze na skróty idę i daję sos ze słoika😜😂

  • Odpowiedz Anka 20 stycznia 2018 at 23:28

    Zgadzam się w pełni choć brak mi konsekwencji by podobne zasady wprowadzić u siebie 😐 może jednak się odważę i spróbuje ☺ precz z pomidorową co dziennie 😉💪

  • Odpowiedz Natka_Patafianka 21 stycznia 2018 at 02:29

    Kiedy moja córka w wieku roku zjadła w ciągu 3 dni ilość jednego słoiczka hippa, wezwaliśmy do domu lekarza na obserwację (oczywiście prywatnie). Czy za szybko gadamy, za dużo, zq głośno, co na nią tak wpływa, że muszę włosy z głowy rwać że nie je….lekarz stwierdził, że jest to książkowy niejadek, że wystarczy jej energia słoneczna i woda do życia. Jednak nie poddawałam się, cisnęłam z jedzeniem wbrew temu, co teraz gadają (niech dziecko je ile potrzebuje)-o nieee, wkurza mnie wybrzydzanie, nie poddam sie, ma coś zjeść, spróbować, cokolwiek, moj rekord to 5 obiadów w ciagu dnia :) i co? I w MOIM przypadku udało się. Nie odpuscilam dzieciecym wybrzydzaniom, dawałam”setki” rozwiazań, teraz moje dzieci w wieku 2, 3.5, 5.5 jedzą czosnek (pieczony, na pizzy), brokuły, brukselki, kiszoną kapuchę, no tylmo starsza córka wybrzydza przy mleku kokosowym, ale pozwalam jej na to-ona potrafi stwierdzić , po dłuższym jedzeniu czegoś, że coś jest za sodkie,
    Łał!
    WOZAK MAMA

  • Odpowiedz Renata 21 stycznia 2018 at 18:49

    Jaka śmietana jest w tym przepisie?

  • Odpowiedz ania 22 stycznia 2018 at 09:27

    Polko jak ja się cieszę ze ty takie azjatyckie przepisy wrzucasz, przepis wydrukowany :-) będzie gotowane :-)

  • Odpowiedz Ange76 22 stycznia 2018 at 09:29

    Nigdy nie byłam matka, która za dzieckiem biega z kanapką/jabłuszkiem/zupką/kotlecikiem, bo jestem na to za leniwa. Niemniej dzieci były nie tylko pod moja opieką i na pewne rzeczy po prostu nie miałam wpływu, gdy kto inny te naganne praktyki wyczyniał, podobnie, gdy gotował tylko kilka potraw, bo „to zjedzą”. Jestem temu komuś niezmiernie wdzięczna za pomoc w swoim czasie, za rozpieszczanie dzieci i ocieranie łez, żebym ja mogła w spokoju iść do pracy.

    Aktualnie mam w domu jednego klasycznego niejadka i jednego byłego niejadka, który chętnie próbuje nowego, ale rzadko się do tego przekonuje. Nieraz muszę wybierać, czy zrobić coś, co może jest nudne, ale wartościowe, czy zbierać pełne talerze i patrzyć jak się dopychają chlebem z masłem. Nie jest łatwo, ale tego kurczaka zrobię, bo sos pomidorowy zawsze daje radę 😉

  • Odpowiedz Biedrona 22 stycznia 2018 at 10:41

    Nie, nie wszystkie zjedzą. Od 14 lat praktykuję bez efektów. Raz na 3 lata mam jakąś niespodziankę w formie skosztowania i wyplucia do zlewu. Jako dziecko które było zmuszane do jedzenia mam ochotę krzyczeć gdy ktoś komuś wpycha do gardła jedzenie. Ma czterdziestkę na karku i nie jestem w stanie zjeść gotowanej marchewki, czerwonej kapusty i paru innych rzeczy, bo sama myśl o tych potrawach wywołuje u mnie mdłości. Nie zmuszam, podsuwam, czekam.

    • Odpowiedz Ange76 22 stycznia 2018 at 11:19

      Biedrona, możemy sobie podać ręce. ja dopiero całkiem niedawno przekonałam się, ze buraczki nadają się do jedzenia.

  • Odpowiedz Ivmama 22 stycznia 2018 at 13:33

    Co dziś gotujesz? pyta mnie mama
    Zupę jarzynowa i pieczone pierożki z chili con carne. I dzieci to jedzą aaaa? No opcje maja dwie zjedzą albo nie. Jak nie zjedzą to będą głodne i tak w końcu zjedzą.

  • Odpowiedz Wiedzma Jesienna 22 stycznia 2018 at 15:17

    U nas maluch 18 miesiecy i tez je wszystko. Curry czesto, chilli con corne, zeberka, wolowine, wieprzowine, wszystko to co my. Jak nie chce jesc to uwazamy ze nie jest glodne, nikt zmuszac nie bedzie. Aktualnie ulubionym dodatkiem jest chleb czosnkowy i mala dostaje malpiego rozumu jak widzi na stole. Co kto lubi, ale ja od urodzenia leniwa jestem i nie bede 4 obiadow gotowac, byle dziecku dogodzic.

    Chyba ten luz obiadowy procentuje, bo dziecko nigdy jeszcze nie wybrzydzalo. Czasem dziubnie kawalek, czasem wypluje, no coz zdarza sie. Widocznie glodne nie bylo. Zobaczymy jak to bedzie gdy podrosnie, wiadomo ze co miesiac to inne dziecko sie dostaje z rana. Cokolwiek by nie wymyslila, to moze pomarzyc ze rodzice beda dwa obiady gotowac.

    Dodatkowo mam nadzieje, ze nauczy ja to zeby jesc tyle ile potrzebuje. Mnie rodzice nauczyli ‚ze nie wolno jedzenia marnowac’, no i nie marnuje sie. Szkoda tylko ze BMI powyzej 30 to u mnie norma.

  • Odpowiedz Aga 25 stycznia 2018 at 16:24

    Zrobiłam , jest pyszne :) I robi się w mgnieniu oka !Dzieki za przepis 🙏

  • Odpowiedz Nula 27 stycznia 2018 at 19:47

    Zrobiłam, dzieć półtoraroczny wciągnął całą porcję a i nam z mężem (i ponad 80-letnią prababcia) smakowało 😁😁

  • Odpowiedz Ilse 2 lutego 2018 at 18:19

    Zrobiłam i wyszło pyysznie! Melduję, że dzieciaki się zajadały , a potrawa została wpisana do rodzinnego „rejestru potraw jedzonych przez dzieci” 😉 Wielkie dzięki za przepis :)

  • Odpowiedz na „Wiedzma JesiennaAnuluj