polkowelove

krótka historia małżeńska (z prasowaniem w tle)

Pewne zwiastuny tego, co miało nadejść, pojawiły się bardzo wcześnie. Konkretnie – na pierwszych wspólnych anglosaksach, po jakimś półtora roku tak zwanego „chodzenia”. Już wtedy nie lubiłam się z żelazkiem, a czarne polówki i fartuszki do pracy we włoskiej restauracji musiały być odprasowane. Podczas naszej pierwszej, wakacyjnej zabawy w dom chętnie wypełniałam nowe obowiązki. Przyjemność sprawiało mi robienie zakupów, gotowanie dla ukochanego, mogłam prać, rozwieszać ubrania na sznurku w ogródku, ale te cholerne, sztywne fartuchy to była jego działka. Awersja o niewiadomym pochodzeniu, w domu byłam bowiem zaprzęgana do żelazka już jako większa dziewczynka. Mama zostawiała dla mnie często co łatwiejsze sztuki – ściereczki kuchenne i chusteczki do nosa (sic!), pewnie z myślą, żeby się dziewczę wprawiało w swoją przyszłą niedolę.

A ja nie miałam najmniejszego zamiaru. Żelazkiem co najwyżej przypalałam ciuchy lub gniotłam, klnąc przy tym siarczyście. Nosiłam bez prasowania, co tylko się dało, całą resztę miziając tylko znienawidzonym sprzętem byle jak. Na tych anglosaksach wydarzyły się dwie ważne rzeczy: poczułam, że będzie z niego materiał na męża, jak również wyklarowały się wówczas ostatecznie moje poglądy na prasowanie. On też pewnie poczuł, że będzie ze mnie żona, lecz jednocześnie zyskał świadomość, że w nieskazitelnych koszulach sobie raczej przy mnie nie pośmiga.

Jakie to szczęście, że nie poszedł do pracy w banku! Choć konieczność częstego prasowania miała, jak sądzę, z jego wyborem zawodu dość luźny związek, to faktem jest, że w branży kreatywnej koszule wymagane są z rzadka. Z rzadka również odbywało się u nas w ostatnich latach prasowanie – powiem to otwarcie i przyznam to bez bicia. Choć nie zawsze tak było.

W życie małżeńskie weszliśmy z pełną odpowiedzialnością. Do dziś pamiętam rozpiskę obowiązków domowych, która wisiała przed laty na lodówce. Raz w tygodniu miało być PRASOWANIE, rzecz jasna – po jego stronie tabelki. Mój mąż urządził z niego prawdziwy rytuał – rozsiadał się na kanapie (tak – rozsiadał!), otwierał piwo, włączał telewizor i prasował…powolutku i z namaszczeniem, czule rozprasowując każde zagniecenie, a powierzchnia wokół z wolna zapełniała się poskładaną odzieżą. Nie muszę chyba wspominać, że wydajność tego procesu była niska? Rzadko udawało się rozbroić choćby połowę kosza, zatem kosze musiałam kupować coraz to większe, w szczytowym momencie był to kufer godny przedwojennej wyprawki panieńskiej. Nie muszę chyba wspominać, że na pięćdziesięciu metrach nie mieliśmy do tego celu specjalnego pomieszczenia? Mieliśmy za to kącik wstydu – przestrzeń za drzwiami dużego pokoju, w której pęczniały tylko te sterty i pęczniały, jak jakiś rozmnażający się przez pączkowanie potwór. Nie muszę chyba wspominać, że te części naszej garderoby, które znalazły się na dnie kufra, miesiącami nie widziały światła dziennego, aż w końcu zapominaliśmy, że w ogóle istniały?

Szczytowym osiągnięciem technologicznym tamtego okresu była obrzydliwa, żółta deska do prasowania, co to ją sobie mój ukochany pewnego dnia do domu przytargał, a która, gdy stała w szafie, świetnie pełniła funkcję wieszaka na moje torebki. I żelazko – prezent ślubny od znajomej, która w czasach narzeczeńskich coś u mnie kiedyś prasowała przed imprezą i załamała ręce nad tym plującym kamieniem ustrojstwem. Rytuał, odprawiany przy ich użyciu, odbywał się jednak u nas coraz rzadziej, a sterta w kufrze, osiągnąwszy masę krytyczną, została ostatecznie zdemontowana w atmosferze kapitulacji przed rzeczywistością. Stało się tak z powodu coraz częstszych delegacji i prasowacza Polkowskiego oraz częściowo za sprawą pojawienia się drugiego dziecka. Czas na obowiązki domowe skurczył nam się niemiłosiernie i od tamtego momentu już tylko: dynamiczne strzepywanie jeszcze ciepłego prania, pościele i obrusy do magla, garderoba z przewagą swetrów nad bluzami, tiszerty z niegniotliwej bawełny albo dokładnie odwrotnie – moje stroje z gniecionych tkanin i okazjonalne prasowanie na kolanie, ad hoc, tuż przed wyjściem. Zasadniczo – nie prasowało się w naszym domu przez kilka lat jakoś nadmiernie regularnie. Były za to strategie i uniki.

Jako urodzona perfekcjonistka oczywiście miewałam z tym pewien problem, zwłaszcza, jak się człowiekowi zaspało i musiał wyjść w łachach jak psu z gardła wyjętych albo – nie daj Boże – dziecko tak do ludzi puścić. Wyłaziła ze mnie dulszczyzna, nie powiem, niejedno „co ludzie powiedzą” kołatało mi się  po głowie. Ale przy dwójce dzieci, częstych wyjazdach męża, moich aspiracjach rozkręcenia bloga i jednoczesnym zamiłowaniu do porządku, po prostu trzeba było z tej przydługiej litanii codziennych powinności coś wykreślić, żeby nie zwariować. Wykreśliłam więc to, czego nienawidziłam najserdeczniej – prasowanie.

I tak żyliśmy do niedawna, jak te lumpy, zasłaniając się brakiem czasu i artystycznymi zawodami, dochodząc do wprawy wybitnej w rozpoznawaniu niegniotliwych tkanin na zakupach oraz strzepywaniu mokrych koszulek na czas. I nie, że dulszczyzna wzięła górę, czy jakaś się przytrafiła praca w banku, co to to nie.

Pojawił się on – prasowacz parowy, szczytowe osiągnięcie technologiczne naszego piętnastoletniego związku i dziesięcioletniego małżeństwa. Pojawił się i wypełnił lukę w domu, w którym żelazko trzyma się na dnie garderoby, a zwyczaj ściągania prania do jakichś koszy wymarł już przed laty. W domu, w którym prasował głównie mąż – ten przyklasnął nowej technologii. W domu, w którym nienawidziła prasować żona, aż okazało się, że tą parą to jednak jest insza inszość. W domu, w którym prosto z suszarki chowa się do szafy i prasuje tylko, gdy wymaga tego okazja albo coś poszło nie tak podczas suszenia. Stanął w rogu sypialni i jest dokładnie tym, czego potrzebowaliśmy – urządzeniem do błyskawicznego prasowania ad-hoc, tuż przed wyjściem. Potrafi jeszcze wiele innych rzeczy, więc czytajcie dalej – zwłaszcza, jeśli także chciałybyście taki mieć 😉

steamaster

prasowacz parowy

Prasowacz Parowy Steamaster EM-101

Powiedzieć, że przepadam za tym urządzeniem to za mało! To naprawdę idealne rozwiązanie dla wszystkich, którzy nie lubią prasować albo nie mają czasu na regularne stanie przy desce. Gotowy do pracy w 45 sekund, Steamaster prasuje gorącą parą błyskawicznie i bez zagnieceń. Stojak, dołączony do prasowacza, pozwala na łatwe zamocowanie ubrania i takie napięcie materiału, że nic się nie przesuwa. W przypadku delikatnych i lekko wygniecionych tkanin, wystarczy jedno pociągnięcie i ubranie jest ultragładkie. Grubsze i mocno wymięte ciuchy (np. dżinsowe koszule) wystarczy „prasować” nieco wolniej i już po chwili wyglądają idealnie.

Ze Steamasterem można albo całkowicie przerzucić się na prasowanie parowe, albo traktować go jako uzupełnienie dla żelazka. To pierwsze rozwiązanie powinno ucieszyć wszystkich właścicieli pączkujących kufrów, które straszą po kątach. Jeśli także nie możesz nadążyć za przyrastającą stertą rzeczy do prasowania, naprawdę najlepiej dać sobie spokój i suche ubrania od razu chować do szafy. Wieczorem, podczas szykowania rzeczy na kolejny dzień, można je błyskawicznie wyprasować Steamasterem, bez rozkładania deski i całej tej nieszczęsnej operacji. Dla osób, które wolą mieć w szafie wyprasowane ubrania, prasowacz parowy może być dodatkowym wsparciem. Często przecież wyciągamy z szafy rzeczy, które mimo wyprasowania, wymagają jeszcze odświeżenia przed założeniem. Dodatkowo, prasowacz świetnie nadaje się do zasłon, poduszek, tapicerki, obrusów czy pościeli – elementów wyposażenia mieszkania oraz rzeczy, które odleżały swoje na półkach i wymagają odgniecenia kantów czy wręcz dezynfekcji (a takie właściwości posiada para wodna).

Prasowacz parowy EM-101 kupicie na stronie Steamaster.

prasowanie parą

Jeśli w Waszych domach prasowanie jest głównie domeną kobiet, tym bardziej zachęcam do przerzucenia się z żelazka na Steamastera – przy nim naprawdę nie da się znaleźć wymówek. Nie ma, że nie umiem/ przypalę/zagniotę/mam rwę kulszową/Tobie to lepiej wychodzi/ja nie mam do tego głowy, Barbara. To nieporównywalnie przyjemniejsze niż żmudne sterczenie przy desce, w dodatku banalnie proste, poradzi sobie z tym każdy przeciętnie zdolny mąż i umiarkowanie utalentowana żona. Jeśli marzycie o sprawiedliwym podziale obowiązków, z pewnością będzie go łatwiej uzyskać z takim sprzętem i wynegocjować – jeśli nie po równo, to chociaż, że każdy prasuje swoje rzeczy. Zwłaszcza, że większość facetów to gadżeciarze, spodoba im się to cacko, jak w banku i każdy będzie mógł zostać bohaterem w swoim domu 😉

steamaster

Nie wspominając już o aspekcie ludycznym całego przedsięwzięcia – zobaczcie jak świetnie bawią się duzi chłopcy w oparach! Jakby się dało, to by pewnie chętnie piwko poinhalował, jak za starych czasów z deską 😉

para

I jeszcze jedno na koniec – naprawdę głęboko wierzę, że równy podział obowiązków domowych zwiększa szanse na fajne, harmonijne życie rodzinne. Wiecie, że jestem gorącą orędowniczką takiego rozwiązania i niezmiennie sprzeciwiam się przeładowaniu kobiet pracami domowymi, kiedy oboje rodzice pracują. Znacznie łatwiej być wesołą, zaangażowaną mamą, kiedy nie wszystko jest na naszych głowach. Każdy doceni takie ułatwienia w wykonywaniu tych codziennych obowiązków, które pozwalają nam mieć więcej czasu i energii dla dzieci, siebie samych czy siebie nawzajem. Steammaster jest właśnie takim urządzeniem, które pozwala odzyskać chwilę na coś przyjemniejszego i bardziej wartościowego. Może warto pomyśleć o nim przed Dniem Mamy i Taty? To chyba fajny pomysł na wspólny prezent, bo rzeczywiście ma realne szanse sprawić, że będziemy lepszymi rodzicami.

prasowanie parowe

prasowacz parowy

steamaster

prasowacz parowy

mini prasowacz parowy

Mini Prasowacz Parowy Steamaster EM-02

Mini prasowacz parowy to kolejne sprytne rozwiązanie od Steamaster, zwłaszcza przydatne w podróży. Jeśli któreś z Was wyjeżdża w delegacje, na których musi wyglądać elegancko – to absolutny must-have, z którym delikatne bluzki i kostiumy będą wyglądały nieskazitelnie, niezależnie od tego, czy w hotelu jest żelazko, czy nie. W domu także może być wybawieniem, dzięki swoim rozmiarom może być zawsze pod ręką.

Mini-prasowacz EM-02 – Steamaster

steamaster

KONKURS!

Jeśli spodobały Wam się prasowacze parowe Steamaster, zapraszam Was do konkursu z marką, w którym do wygrania są:

1 prasowacz parowy Steamaster EM-101 i dwa mini-prasowacze EM-02!

Aby wziąć udział, wystarczy w komentarzu do tego posta udzielić odpowiedzi na pytanie:

W JAKI SPOSÓB PRASOWACZ PAROWY STEAMASTER MÓGŁBY ZMIENIĆ ŻYCIE TWOJEJ RODZINY?

Macie na to czas do 27-go maja, do północy, zwycięzców ogłoszę w tym wpisie we wtorek, 29-go maja.

WYNIKI KONKURSU

W swojej miłości do kobiet i nadmiernej empatii, chciałabym mieć teraz dwieście prasowaczy. Wiem, że przydałby się każdej z Was i wiele godzin biłam się z myślami, komu bardziej – tej w ciąży, czy tej z trójką dzieci, tej od miliona krów, czy tej od koszulowego męża. Pewnie w każdym domu przyniósłby dużą ulgę, i, choć serce mi pęka, muszę wskazać jedną osobę.

Postanowiłam, że będzie nią Dorota – za chwilę babcia i teściowa, która nie dość, że nauczyła syna prasować, to jeszcze pisze o jego narzeczonej per „moja przyszła córka”. Dorota – jeśli jeszcze nie jesteś najlepszą teściową pod słońcem, to teraz nią będziesz. Gratulacje!

Natomiast mini-prasowacze Steamaster EM-02 powędrują do Ani – ofiary domowej przemocy żelazkowej i Joanny (od dojenia). Gratuluję, dziewczyny! Czekajcie na wiadomości w sprawie przesłania nagród.

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

199 komentarzy

  • Odpowiedz Agatons 23 maja 2018 at 12:54

    Mój ojciec uznałby pewnie, że dorosłam w wieku 39 lat, bo bylibyśmy wyprasowani. Ciekawe doświadczenie by to mogło być…

  • Odpowiedz Paulina 23 maja 2018 at 13:20

    Prasowanie ciuchów dwójki małych dzieci, do tego ubrania starego konia, który musi mieć w pracy codziennie koszule, jest to wyzwanie największe na świecie. Raz w tygodniu zamykam się w kotłowni i 5 h z życia wyjęte. Istny koszmar! Bardzo chętnie zaadoptuję taki prasowacz co zmieni moje życie o 180 stopni i pozwoli spędzić wieczór ze starym i lampką wina 🙂

  • Odpowiedz Magdalena 23 maja 2018 at 13:51

    Rozumiem, że urodziny 28 maja to za słaby argument ;-)? A drugie dziecko w drodze i wzmożona potrzeba wicia gniazda połączona z chęcią dezynfekowania wszystkiego co wpadnie w ręce? Jeśli i to nie wystarcza, w takim razie odważnie dokonam coming outu i przyznam się, że mając w posiadaniu tylko tradycyjne żelazko nie prasuję w ogóle… Prasowanie wydaje mi się potwornie długotrwałym procesem, przeraża mnie wyjmowanie i składanie ciężkiej deski do prasowania, a jazda żelazkiem po desce nuży. Przez to cała nasza rodzina chodzi nieodprasowana i wymiętolona jakoś. Trochę wstyd… Zazdrościłam zawsze paniom w sklepach odzieżowych sprzętu do prasowania parą na stojąco i nie wiedziałam nawet, że takie cudo można mieć w domu w sensownej cenie. Także tego, no – chcę je mieć! Duże, małe, nieważne :-)! Jak zmieni się życie naszej rodziny? Zaprezentujemy w końcu światu wyprasowane oblicza i odzienia, nie tylko od święta. Nie będę już musiała świecić oczami w przedszkolu za pogniecione sukienki córki i usprawiedliwiać feministycznym podejściem, nieuleczalne lenistwo wobec mężowskich koszul. Sama będę zwiewna i powiewna, nawet z ciążowym brzuszkiem, a potem nowe dziecię od pierwszego dnia na świecie wylegiwać się będzie na idealnie wyprasowanych prześcieradłach. Taki jest plan i tego się trzymam:D

  • Odpowiedz Marzena 23 maja 2018 at 16:50

    …co by zmienił…być może sprawiły że ja jako kobieta stalabym sie szczesliwsza 🤣,ponieważ czas ktory obecnie poświęcam na stanie przy desce – poswiecilabym sobie – np. na czytanie książki bądź zwykły spacer z moja rodzinką 😃😍…

  • Odpowiedz Magda Kardas 23 maja 2018 at 17:12

    Och… prasowacz parowy to cos dla mnie:) To jak manna z nieba gdy jestes głodny, jak puszka coli na pustyni, jak parasol gdy leje, tak że nawet majtki masz mokre.. A co zmieniłoby się w moim życiu gdybym miała takie cudo? Zostałabym królową ładnych fryzur i makijaży zamiast królować desce do prasowania. Byłabym księżniczką na puchowej kołderce zamiast ksiezniczki suszarki balkonowej. Boginią seksu zamiast bogini kosza na pranie. I wreszcie wyrzuciłabym to brzydkie i ciężkie rozkładane cholerstwo na śmietnik. Viva La STEAMASTER!!

  • Odpowiedz Magda 23 maja 2018 at 17:56

    Jako, że nienawidzę prasowania, nie posiadam żelazka… serio. I tego też nie chcę😂 Nienawidzę prasowania, polubiłam rzeczy prosto z suszarki.
    Pozdrawiam siostry w niedoli 😉

    • Odpowiedz Nika 23 maja 2018 at 20:18

      Podpisuję się dwiema łapkami 😊

  • Odpowiedz Aga 23 maja 2018 at 21:05

    Myślę, że mogłabym zrobić ogromną niespodzankę mojejmu narzeczonemu i pierwszy raz w naszym wspólnym życiu wyprasować Mu koszule do pracy 🙂 jak dotąd prasuje je sam…a Ja podrzucam Mu swoje rzeczy jak jest w transie przy desce 🙂

  • Odpowiedz Monika N 23 maja 2018 at 21:10

    Zmieniłby tak,że moja mama nie musiałaby poświęcać tyle swojego wolnego czasu na ten nieprzyjemny domowy obowiązek który niestety jest na jej głowie. Teraz,gdy ja wyjechałam na studia nie ma już niestety kto jej w tym pomagać więc takie urządzenie napewno bardzo by jej pomogło i odciążyło choć trochę! Poza tym wiadomo że czas leci,sił coraz mniej a obowiązków nie ubywa. Więc prasowacz parowy to byłby idealny prezent na Dzień Mamy!

  • Odpowiedz Kinga 23 maja 2018 at 21:13

    Jak tylko zobaczyłam urządzenie na zdjęciu to pobiegłam na wpis! Sprawa jest mega prosta. Wygląda to tak, że moje studenckie żelazko uległo autodestrukcji, studencki budżet nie przewiduje takich katastrof, dlatego chętnie zgarnę takie cudo! A dokładniej oddam w ręce mojej mamy, żebym mogła zabrać jej stare dla siebie! Mama będzie w siódmym niebie, a wiadomo-zadowolona mama to szczęśliwe dziecko. Może da mi się czasem pobawić, kiedy wpadnę na weekend w odwiedziny! 😉

  • Odpowiedz Luiza 23 maja 2018 at 21:24

    Napisze wprost bez żadnych zbędnych ceregieli ten wynalazek zmieniłby moje życie, a właściwie nasze! Po pierwsze nareszcie teściowa nie miałaby pretekstu dogryzać mi co chwile, że dzieci zakładają ubrania cytując „jak psu z gardła wyjęte” 🤷🏻‍♀️ A po drugie dowartosciowalabym się… naprawdę chciałabym nosić wyprasowane ubrania, czasami coś wyprasuje do tej pracy już, ale tyle z tym zachodu, że ten czas wole poświecić na wypiciu ciepłej kawy lub zatracić się w nerflixie No co zrobić…. Polko ratuj !

  • Odpowiedz Ewelina 23 maja 2018 at 21:26

    u mnie w mieszkaniu ciągle powiększa się taka sterta rzeczy o której opowiadalas :(. co pozbede się jej to nie wiem jakim cudem wyrasta jeszcze większa…więc taki prasowacz parowy pomógł by mi uzyskać większą przestrzeń w sypialni, albo byłby idealnym prezentem dla mnie na nowe mieszkanie ( a wiadomo nowe mieszkanie to większa motywacja na wszystko :D), a może i mój luby przy takim sprzęcie poprasowal by sobie parę koszulek 😀
    natomiast taki mały prasowacz parowy ulatwil by mi pakowanie się na wakacje bo nie przejmowala bym się czy będę chodzić w wygniecionych rzeczach czy nie 😉

  • Odpowiedz Megi 23 maja 2018 at 21:29

    W końcu nasza wesoła, pognieciona rodzinka wyglądałaby bardziej elegancko. I może odważyłabym się iść na rozmowę kwalifikacyjną o lepszą pracę, gdybym miała porządnie wyprasowane bluzki…

  • Odpowiedz Anna 23 maja 2018 at 21:32

    Droga Polko, w końcu bym nie słyszała od męża jak zacytuje z Twojego wpisu „Nie ma, że nie umiem/ przypalę/zagniotę/mam rwę kulszową/Tobie to lepiej wychodzi/ja nie mam do tego głowy” 🙂 Mój mąż mógłby zdobyć dodatkowy fach domowy i nie byłby już mistyfikatorem w prasowaniu jak do tej pory. Nie słyszałabym już spokojnego, cichutkiego głosu proszącego o przeprasowanie koszulki/spodni jak to jest zazwyczaj z rana przed pracą 

  • Odpowiedz MONIKA 23 maja 2018 at 21:33

    To właśnie on jest tym czego pragnę 😀 Przy dwójce małych dzieci żelazka już nawet nie wyciągam z szafy bo czasu na prasowanie brak. Przed wyjściem jeżeli mam taką możliwość wolę wybrać ubranie które nie wygląda po wyciągnięciu z szafy jak psu z gardła żeby tylko nie trzeba było wyciągać deski i żelazka. Dzięki temu urządzeniu moje dzieci miały by wyprasowane ciuszki… Bo tego nie robię nigdy (małe ubranko nie współgra z dużą płytą żelazka) oooo i mąż byłby zadowolony bo koszule i spodnie z kantem musi prasować sobie sam, może dzięki temu urządzeniu byłoby to przyjemniejsze i łatwiejsze.

  • Odpowiedz nat 23 maja 2018 at 21:45

    Matko przeciez to moje zbawienie☺a co moglby zmienić?-2 sprawy : po pierwsze moglibyśmy wkoncu zjeść obiad jak cywilizowani ludzie na czystym i pustym stole bo tak u mnie to stół jest tym miejscem gdzie lądują wyprane fatalaszki a na krzesłach wiszą ciuszki córki na rano do przedszkola w nadziei że się wyprostuja przez noc na krześle 😅a po drugie szczesliwa mamę a wiadomo szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci ,nie znosze prasowania to już wiadomo ale mam wyrzuty sumienia jak widzę te wszystkie pogniotki i ostatnio pech mnie dopadł i kara prasuje sobie bluzeczke która upolowalam w ciucholandzie za 3zl i ciesze sie z niej jak gwizdek i już opowiadam mojemu m że super że extra ze takie zakupy kocham i do czego będzie pasować i przykładam żelazko i jeb …. stopilo bluzeczke i przeplakalam pod prysznicem troszkę czasu wyszłam i wrzuciłam ją do kosza więc zebym ja była szczęśliwa i moje dzieci ze mną no i mój M to potrzebuje STEAMASTERA bo inaczej się wykoncze….😨

  • Odpowiedz Magda 23 maja 2018 at 21:52

    Taki parowy prasowacz wydłużyłby zapewne życie naszej babci pra 😁 kiedyś tak jak i u Ciebie tak i u mnie od żelazka był mąż ale dziś gdy oboje pracujemy na etacie i jest dwójka dzieci to tylko strzepujemy a to co w beznadziejnym stanie wrzucamy do kociej kuwety ( kuweta jest czysta ofkors bo nie używana a to największa miska jaką posiadamy) i czekamy ma lepsze czasy. A te nastają w momencie kiedy przychodzi do nas babcia męża, żeby przypilnować młodszego podczas kiedy my jesteśmy w pracy. Lituje się nad nami ta 83 letnia babunia i prasuje nam sterty ubrań. I głupio mi strasznie momentami ale ona uparcie twierdzi, że to lubi 😉 . Tak więc jeśli wygram to babcia bedzie miała zdrowszy kręgosłup a my częściej odprasowane łaszki na sobie 😁

  • Odpowiedz Kasia S. 23 maja 2018 at 21:55

    O matko i córko! Słodki Jezu w morelach! Ta maszynka musi być moja! Powiedzenie, że moje życie to pranie i prasowanie to jakby nie powiedzieć nic! Dawno bym to wszystko rzuciła w diabły ale nic nie poradzę, że mnie oczy bolą jak widzę pogniecione na dzieciakach (nawet piżamy) i na starym. Moja wewnętrzna estetka jakoś dziwnie ukierunkowała swoje natręctwa :/

  • Odpowiedz Monika 23 maja 2018 at 22:00

    No w punkt jak zwykle. Oj chciałabym się mieć takie cudeńko co by właśnie jak lump nie wyglądać i dzieci wysłać do szkoły porządnie odprasowane, a nie w t shircie jak z psu gardła. Ale tak z głębi serca to dla mojej ukochanej mamci bym chciała wygrać ten sprzęt, która kocha suknie, sukienki i sukieneczki, i siedzi bidulka z tą deska i się wygina jak może żeby odprasowac plisy, falbany i inne zakręty. No męczy się przy tym niezmiernie kochana. Ale by sie ucieszyla 😍 Pozdrawiam

  • Odpowiedz Linde 23 maja 2018 at 22:04

    Paro, przybywaj! Mocy już nie mam do tego prasowania… Matka Polka Niewyprasowana (z aspiracjami, by zmienić ten wygnieciony wizerunek, dla siebie i moich chłopaków 🙂

  • Odpowiedz Niemiecka 23 maja 2018 at 22:15

    Sprawa jest prosta. Nie znoszę prasować i zazwyczaj tego nie czynię. 🙈 Może dzięki prasowaczowi przestałabym wreszcie przez pierwszą godzinę noszenia koszulki czekać, aż wyprostuje się na mnie…? 🤔 Poza tym w dzień zakończenia konkursu mam urodziny – to byłby taki milowy krok w nowy rok życia. 😂

  • Odpowiedz Małgosia Knap 23 maja 2018 at 22:20

    Myśle sobie że wreszcie polubiłabym prasowanie i robiłabym je dwa razy szybciej a potem heja na rowery z moimi dziewczynami 😊

  • Odpowiedz Baska 23 maja 2018 at 22:26

    Jak by zmienil? Tak jak i Ty miałabym męża dla siebie i mniejsze rachunki, bo nie rozsiadalby się jak król przed deska z piwem i spędzał przed nią całego wieczoru, bo międzyczasie jest nawet w stanie sprawdzić internet w tel 😬

  • Odpowiedz PAULINA 23 maja 2018 at 22:50

    Gdybym tak została posiadaczką takiego cuda to…… w końcu członkowie mojej rodziny mieliby na sobie ubrania bez charakterystycznej linii od suszarki 🙈 Jakież życie byłoby inne! To prawie jak zmiana garderoby !!! Ubrania bez paska no och i ach. W każdej chwili może urodzić się mój drugi syn, który miałby szanse mieć „proste” śpiochy!!! 😍 Jaki cudny to byłby prezent dla mnie dla podwójnej mamy, która z momentem narodzin drugiego dziecka straci totalnie nadzieję na niewymięte ubrania. 😀✊️😀

  • Odpowiedz Artur 23 maja 2018 at 22:51

    Posiadanie tego cuda zdecydowanie przepędziłoby z nad prasowania opary niechęci i otarło łzy rozczarowania efektem końcowym. O ironio pracując w sklepie z elegancką odzieżą męską też muszę wyglądać elegancko, elegancko wyprasowany. Grzecznie niosę koszyk z podziałem obowiązków i swoje koszule prasuje w wymownej ciszy przerywanej soczystymi wstawkami. Reszta odzieży nie jest aż tak bardzo pomięta, bez przesady. Wizja prasowania parą jest wielce kusząca, być może skusi również mą małżonkę i umówimy się na wspólne prasowanie.

  • Odpowiedz Ania 23 maja 2018 at 22:56

    Nie mam gromadki dzieci, wiec prania tez wydawałoby się, że nie jest dużo. Ale… no właśnie… czemu w takim wypadku głównym punktem naszej sypialni jest deska babci Krysi. „Stara, dobra” deska, jeszcze z typu tych drewnianych obitych materiałem, stoi i straszy. Bo złożyć ciezko a żadne z nas nie lubi prasować, wiec prasujemy z rana, byle szybko… efek czasami jak psu z… no ale co zrobić jak żelazko i deska straszą skutecznie. No właśnie ale ostatnio padło od mojego lubego”takie parowe to nawet by mnie przekonało”. Wiec odpowiedz brzmi: steam master byłby ta gałązka oliwna po między dobrym lookiem a niechęcią do prasowania 😉 deska zostałaby na zime do zjeżdżania 😀

    • Odpowiedz Sylwia Franczak 24 maja 2018 at 21:20

      U mnie zmienil by podzial obowiazkiw wreszcie moj narzeczony zaczol by prasowac swoje ulubione koszule a ja bym miala wiecej czasu dla siebie bo nie na widze stac przy desce a najwazniejsze wychodzac do pracy moglabym wybierac bluzki jakie chce bo wyprasowanie zajelo by mi tylko chwile

  • Odpowiedz Klaudia 23 maja 2018 at 22:57

    Marzę o sprawieniu takiego prezentu mojej mamie, mamie, ktora poza swoimi ciuchami prasuje jeszcze ciuchy 3 facetów w domu 😉 Wszystko sama! Tyle tego prasowania, a mama sily ma juz coraz mniej. Widzialam ostatnio w garderobie krzeslo – mama ma problemy ze stawami, probuje prasowac na siedzaco. A deska do prasowania taka wysoka! Z taka parownica to nie dosc, ze szybciej, latwiej ale tez wygodniej z tego krzesla 🙂

  • Odpowiedz Anusiak 23 maja 2018 at 23:04

    Bardzo chętnie przygarnę to CUDO! Mam w domu dwie małe księżniczki, które zmieniają swoje outfity 6 razy dziennie. Słyszę tylko: maaamo, wyprasuj!! Kochany mąż i jego koszule też chodzą za mną krok w krok. Czy prasowacz parowy Steamaster zmieniłby życie naszej rodziny? Na pewno zniknęłaby góra ciuchów w sypialni i wiecznie rozłożona deska w salonie. Wieczory byłyby bardziej przyjemne, a ranki dłuższe i bez pośpiechu. Steamaster to idealny prezent na Dzień Mamy, ale także na urodziny, które będę świętować już 27 maja 😊

  • Odpowiedz Emma 23 maja 2018 at 23:27

    Mąż mówi tak: ” Jeśli jesteś w stanie w prosty sposób pozbyć się metra szcześciennego prania, które zalega od kilku tygodni to pójdziemy razem do kina z dziećmi; w którym nie byliśmy od kilku lat 🙂 .

  • Odpowiedz Tomasz 23 maja 2018 at 23:39

    Wiecie co..jestem zwykłym mężem i ojcem dwójki dzieci a to już mój sukces! Posiadanie takiego cacka spowodowałoby, ze poza gotowaniem i myciem łazienek chyba zacząłbym poprostu prasować:D

  • Odpowiedz Nina 24 maja 2018 at 05:58

    Jak ja Cię Polko doskonalne rozumiem. Mój mąż niestety wykonuje zawód „elegancko-koszulowy”, jeszcze mnie straszy, że awansuje i będą do tego o zgrozo garnitury. Mogłam wyjść za mąż za „dresiarza” – dresów się nie prasuje 😂
    Ewentualną wygraną przeznaczę na prezent dla mojego męża z okazji zblizajacego się Dnia Ojca. Skoro on podarował mi kiedyś robot kuchenny ze stwierdzeniem „teraz będzie się robiło samo a ty odpoczniesz” to niech i on bidulek zrelaksuje się przy prasowaniu. Prasowacz parowy zmieni życie mojego męża na lepsze, umili mu niedzielne seanse przy desce do prasowania. W końcu 21 wiek, niech i on zamieni deskę do prasowania na stojak do prasowania.

  • Odpowiedz Joanna 24 maja 2018 at 06:09

    Pisze z lazienki bo tylko tu jest miarę ogarniete. Żelazka nie trzymałam w ręku dawno ku przerazeniu mojej teściowej. Jesteśmy rolnikami 35 ha ponad 50 sztuk bydła do tego dwie córki i niedawna przeprowadzka do nowego domu. Czuje sie jak w kieracie tylko my swoje i uwaga: praca w polu w oborze, gotowanie , sprzątanie, lekcje, zakupy, ogród, tunel z pomidorami i sama nie wiem co jeszcze. Dorobek tego roku: 150 bel kiszonki dla krów. Praca często od 5do 2 rano dnia następnego. Lubię to ale czas nie jest z gumy i o prasowania mogę zapomnieć. Więc może taki parowy … pozdr lecę doic😂

  • Odpowiedz Dorota 24 maja 2018 at 06:38

    Nie nawidze prasowania. Teraz tak samo wyciągam rzeczy z suszarki od razu do szafy, ale czasami trzeba przepracować. Druga połówka nosi często koszule a ktoś to musi prasować. Dlatego takie żelazko po prostu uratuje moje samopoczucie.

  • Odpowiedz Marta 24 maja 2018 at 07:13

    Odzyskałabym dno szafy, gdzie gromadzę rzeczy do prasowania i kąt w pokoju, gdzie dodatkowo jest pudło, bo w szafie już się nie mieści… Poza tym moje żelazka są zawsze przypalone i oczyścić tego nie sposób. Widać tradycyjne prasowanie nie dla mnie 😉

  • Odpowiedz Aleksandra 24 maja 2018 at 07:38

    Czytam, czytam i oczom nie wierzę! Tyle komentarzy i ani jednego drobnego wtrącenia, że to reklama, że się Polka sprzedała, że niewiarygodne… Serio? Nikomu nic dzisiaj nie przeszkadza? Hmmm, a może to kwestia zdjęć i czytelniczki wolą Pana Polkowskiego w akcji niż dwie piękności na łóżku czytające coś na tablecie?
    Duży Steamaster to zdecydowanie nie moja bajka ze względu na jego gabaryty. Odgruzowałam mieszkanie ze wszystkiego, co zbędne i cieszę się metrami wolnej powierzchni, także tego…za duży dziękuję (mimo iż ta szarość tak pięknie komponuje się z każdym wnętrzem).Mały natomiast to już inna historia. Myślę, że nadszedł czas na pierwszy kontakt moich dzieciaków z żelazkiem i to by było idealne rozwiązanie dla wszystkich. W myśl równego podziału obowiązków bez względu na płeć, wyznanie czy upodobania na netflixie – wszyscy do roboty, tablety na bok, para w ruch!
    Pozdrawiam 🙂

  • Odpowiedz Ka. 24 maja 2018 at 07:51

    Jestem równie zagorzałą orendowniczką sprawiedliwego podziału obowiązków domowych co Ty. Jednakże gdy się samodzielnie wychowuje dwóch synów- z natury rzeczy nie ma drugiej dorosłej i odpowiedzialnej osoby. Więc odpowiedzialnie, od lat kilku wychowuję moich synów na fajnych facetów. Takich, co to wiedzą, że czyste naczynia same że zmywarki nie wyjdą, śmieci się same nie wyrzucą, pies się sam nie wyprowadzi a juz na pewno brudne ciuchy do pralki samodzielnie nie wskoczą. Tylko to prasowanie..do dziś mam bliznę po tym, gdy jako 11 latka chciałam sama sobie wypracować jeansy.. i moi panowie są zwolnieni z tego obowiązku. Muszę sama… A gdyby tak parą ich? Co ty na to? Polko?

  • Odpowiedz Natalia S. 24 maja 2018 at 08:46

    Jak to co by zmienił? 🙂 każdy poranek byłby spokojniejszy, przyjemniejszy i dłuższy! Przed wyjściem do pracy wkońcu zdążyłabym zrobić sobie jedzenie do pracy i wypić ciepłą, a zimną kawę, bo zaoszczędziłabym czas spędzony na codziennym prasowaniu ubrań. Dodam, że nie należę do osób, które udwieszają wyprasowane rzeczy do szafy. 🙂

  • Odpowiedz Ola 24 maja 2018 at 08:48

    jak wspomniałaś o tej liście obowiązków, to od razu przypomniała mi się moja przyjaciółka ze swoim mężem za czasów narzeczeńskich. Jak zamieszkali to też zrobili sobie listę. Jej pozycji było 5, jego cała druga strona A4. Ona miała raptem sprzątanie, gotowanie, zakupy 😀 itp. A on m.in: awaryjne zakupy ( czasami !!!) gaszenie światła wieczorem, robienie herbaty i moje ulubione – kontrola grzejników

    My z mężem, na szczęście, mamy sprawiedliwy ( nawet okiem kobiety) podział obowiązków, są rzeczy których ja nie lubię robić i takie za które on się nie chwyta, sprzątamy obydwoje. Jednak prasowanie to jest to co ja nienawidzę, a on się boi i nie tyka. W związku, że niebawem zawita u nas drugie dziecię i zapowiedziałam, że więcej rzeczy nie chcę mieć do prasowania, dałam mu czas do końca ciąży by kupił mi suszarkę z opcją prasowania, jednak liczę się z tym, że nie wszystko będzie ładne i coś tam trzeba będzie wyprasować, tak więc taki Steamaster poszedłby również w ręce mojego męża ( nie będzie już gad miał wymówki, że coś uszkodzi)i moglibyśmy być w pełni równouprawnioną rodzinę i pokazywaliby nas w tv. A moje życie zmieniłoby się bo odzyskałabym półkę, w której przechowuję rzeczy do prania i mogłabym tam ustawić moje ładne szpilki, które teraz biedne tłamszą się po kątach.

  • Odpowiedz JoBee 24 maja 2018 at 08:48

    Niby taka prozaiczna rzecz jak prasowanie…a jednak! Prasowacz parowy brzmi na tyle fancy, ze podejrzewam go o cudowna moc redukowania obowiązków domowych. Tzn. mój ślubny z radością podjąłby sie wyzwania zwalczenia góry koszul, koszulek, bluzeczek, t-shirtow, ściereczek, pościeli, spodenek, sukienek….a jak sama napisałaś, równy podział obowiązków domowych zwiększa szanse na fajne, harmonijne życie rodzinne. Myślę, ze właśnie prasowacz parowy STEAMASTER przyczyniłby sie do zwiększenia równowagi i harmonii w naszej codzienności.

  • Odpowiedz Kamila 24 maja 2018 at 09:07

    A ja napiszę wprost : JEŚLI NIE CHCESZ MIEĆ NA SUMIENIU MOJEGO ROZWODU, TO ZLITUJŻE SIĘ NADE MNĄ KOBIETO I DAJ MI TO CUDO! To może być moja ostatnia deska ratunku; )

  • Odpowiedz Anka 24 maja 2018 at 09:17

    O matko 😉 a ja głupia chciałam kupić zwykłe żelazko bo wypada i trzeba coś czasem wyprasować …i rano na szybko wyciągając z szafy (wiadomo nieprasowane) rzeczy, zaspana stojąc przy tej desce machać i machać i w biegu zakłada na siebie i denerwuje że źle, że fleja bo wygniecione coś z boku albo zagniecione ale czasu mało bo do pracy wstała spóźniona już z łóżka i nawet nie ma na kogo zwalić bo mieszka sama i nikt inny nie wypracuje a czasem i koszule trzeba założyć (taka praca) i tak codziennie…

  • Odpowiedz Sara 24 maja 2018 at 09:18

    Nasze życie uległoby na pewno ogromnej zmianie.. w końcu odgruzowalibyśmy wolny pokój (tak pokój! Kosze na pranie są już zdecydowanie za małe na nasze zaległości…) ze sterty ubrań i innych tekstyliów do prasowania, który już niedługo zostanie zamieszkany przez nowego członka rodziny ❤️ Jesteśmy w ciąży i już myślimy o tym razem z mężem, jak będziemy prasować te malutkie przesłodkie ubranka skoro prasowania nienawidzimy.. wrr!

  • Odpowiedz Monika 24 maja 2018 at 09:26

    Kosz prania zdjętego z suszarki przeniósł się już do salonu – ja też, jak Twój mąż, prasuję z namaszczeniem przed telewizorem, a że ostatnio wieczory długie i coraz cieplejsze, zwlekamy się więc z placu zabaw tak późno, że zamiast przed telewizorem, ląduję w łóżku.
    Mój mąż już nawet obok tego kosza postawił deskę i czasem spala jakieś kalorie prasując, ale to wciąż za mało… Wiatr nie nadąża suszyć kolejnych porcji ubrudzonych trzylatkowych ciuszków, a ja nie nadążam z machaniem żelazkiem. Para: buch, żelazko – w ruch! Może mój wyprasowany będzie ciuch? 🙂

  • Odpowiedz Nala 24 maja 2018 at 09:44

    Jakbym czytała o sobie i o moim mężu:D :. Od lat słyszałam, że prasowanie uspokaja. Kogo ja się pytam bo mnie niebywale wk…Wiele czynności domowych znoszę z godnością a nawet czerpię z nich przyjemność. Część z nich traktuję nawet jak balsam na ukojenie nerwów, ale prasowania nigdy nie polubię. Też prasujemy rzadko i też (na szczęście) mamy zawody, w których biała koszula i krawat są passe, inaczej wyzionęła bym ducha już dawno. Choć mój chłop deklaruje miłość do żelazka i jeśli ktoś w naszym domu prasuje to właśnie on, to robi to z taką częstotliwością i pieczołowitością jak Twój:) Jeszcze kilka lat temu zdarzało mi się mieć wyrzuty sumienia, gdy słuchałam koleżanek, które mówiły, że siadają wieczorami z lampką wina, włączają serial i biorą do ręki żelazko i prasują sterty ubranek dziecięcych do samego rana. Myślałam sobie wtedy co jest ze mną nie tak, że wolę koc, lampkę wina i dobrą książkę. Zastanawiałam się wtedy czy tylko moje dziecię chodzi do przedszkola w pogniecionych ciuchach.A potem stwierdziłam, że wolę zachować resztki mojej kondycji psychicznej i nie będę stawała do codziennej walki z żelazkiem, które ewidentnie mnie nie lubi, a że staram się unikać w życiu toksycznych relacji czekam na żelazko które dostosuje się do mnie temperamentem.
    Ps.A ta alkoholizacja parą piwna wymiata, to byłby czad:)

    A ta alkoholizacja parą wymiata

  • Odpowiedz takagosia83 24 maja 2018 at 09:45

    A ja napiszę coś z innej beczki: Polsko jak Ty zajebiście wyglądasz w tej sukience na szelkach!!! Uwielbiam Was! Pozdrawiam

    • Odpowiedz takagosia83 24 maja 2018 at 09:46

      Polsko hihi

  • Odpowiedz paulina9191 24 maja 2018 at 09:47

    Wraz z miłością ma kopiliśmy nowy dom, kobieta idealna sprząta, prasuje… Z każdego prania sterta koszul do prasowania dla mnie ląduje, serce pęka czas dla lubego się marnuje. Na głowie jeży się włos niech ono odmieni nasz los.

  • Odpowiedz Ewa 24 maja 2018 at 09:52

    Niestety nikt w naszym związku nie przepada za prasowaniem, ani nikt z nas nie robi tego dobrze 😉 Dzięki takiemu Steamesterowi mogłabym powrócić do koszul, które porzuciłam trochę z lenistwa, a i wizerunek męża na poważnych spotkaniach by się poprawił. Także w naszym domostwie na pewno sprzęt się nie zmarnuje, a może w odpowiednich chwilach pozwoli wejść na kolejny level dorosłości 😀

  • Odpowiedz Ola 24 maja 2018 at 09:59

    Mogę się podpisać pod Twoim wyznaniem, Polko! Ja także co wieczór dziękuję niebiosom, żem sobie nie wzięła za męża bankowca (choć wtedy byśmy korzystali z abonamentu w pralni „5 koszul” pewnie ;)). Ale że mąż za młodu występował jednak czasem na scenie w koszuli, to na szczęście jakoś sobie z nimi radzi, a ja nie muszę tego dotykać 🙂 Prasuję może 5 sztuk ubrań miesięcznie (plując sobie w brodę, że mi się zachciało wikozy, albo że nie rozwiesiłam T-shirtu dość dobrze), a poza tym chodzimy wszyscy jak pogniecione lumpy. A że mąż od niedawna pracuje zdalnie, to jeszcze odpada aspekt „wyglądam najgorzej w firmie”, a w kawiarni czy coworkingu zawsze można liczyć na to, że nie spotka się za często tych samych ludzi ;)) no ale czasem jakieś wesele się trafia czy inna okazja i wtedy na 5 minut przed wyjściem wyciągamy żelazko. Parowy sprzęt wrzuciłam na listę prezentów, które chciałabym dostać, ale mam podejrzenie, że rodzina i tak nie wierzy, że zacznę prasować 🙂
    Może więc ten prasowacz byłby pierwszym krokiem ku większej wierze mojej rodziny z moje możliwości, nie tylko w kwestii obowiązków domowych, ale i w innych dziedzinach (ręka do góry, kto przestał słyszeć „weź nie myśl o głupotach, biznesach, do tego trzeba mieć talent” dopiero gdy znalazł nudną pracę w urzędzie).

  • Odpowiedz Ania 24 maja 2018 at 10:26

    Marzy mi się to cacko. W domu rodzinnym ZAWSZE prasowała moja siostra. Od kiedy jestem „na swoim” z prawie mężem (mam nadzieje, że już w tym roku!) prasuję niestety ja… Bo jak widzę tą ciężką łapę dociskającą żelazko do tych biednych koszul to płakać mi się chce. Wtedy wkraczam JA i moja mała zwinna rączka. Uwielbiam odkurzać, myć podłogi i robić porządki w szafach. Nienawidzę prasować i myć okien. Co do mycia okien… – to nie dla mnie, nawet z myjką do okien. Zapuszczam rolety jak przychodzi „teściowa” 😀 Żeby ułatwić sobie prasowanie przydałby mi się prasowacz parowy – SERIO!:) Toż to oczywista oczywistość ! Lubemu zostawiam mycie wc (kibla) i ogarnianie zmywarki!

  • Odpowiedz Agata K 24 maja 2018 at 10:40

    Mój mąż niestety pracuje w banku…a co za tym idzie musi codziennie mieć koszulę w dodatku idealnie wyprasowaną. To koszmar i horror dla mnie i dla niego bo za każdą wyprasowaną koszulę mąż robi mi masaż. Mając Steamastera mogłabym mieć masaż za minimum wysiłku:)to jak wygrać miliony. Pozdrawiam.

  • Odpowiedz Marta 24 maja 2018 at 10:46

    Ech, a ja uwielbiam prasować, serio! (wiem dziwna jestem😁), tylko w moim maleńkim , wynajmowanym mieszkanku nie mam gdzie trzymać deski i ubolewam nad tym strasznie prasując na kanapie pojedyncze rzeczy… I myślę że takie małe urządzenie parowe byłoby idealnym pocieszeniem na moją niedolę 😋 pozdrawiam serdecznie

  • Odpowiedz Ania 24 maja 2018 at 10:55

    Jestem ofiarą domowej przemocy żelazkowej. Moja mama nie znosiła prasowania, więc od wczesnych lat młodzieńczych ten fantastyczny obowiązek spadł na mnie. Dodam, że tata, który chodził głównie w koszulach, był z tych co po przyniesieniu dopiero co uprasowanej sztuki, kręcił nosem ze słowami: „no ale tu przy mankietach to się nie postarałaś, weź to popraw, ok Anusia?”. Anusia zawsze działało, więc poprawiałam… Poza tym mama twierdziła, że skoro moja chrzestna jest krawcową i ciągle coś tam żelazkiem przejedzie, to ja na pewno taki gen prasowacza posiadam, we krwi mi miłość do pary i stali płynie. Z przykrością stwierdzam przed dniem matki, że matki też się mylą.
    Obecnie, jako szczęśliwa mama trójki dzieci i żona cukiernika, który dnie spędza przy nagrzanym piecu, więc do żelazka się nie zbliża, bo ma przesyt pary i gorąca, wałkuję, a właściwie prostuję odzież domowników nadal samodzielnie. Czy jest łatwo? NIE! Bo poza normalną ilością ciuchów „do chodzenia”, mamy, uwaga: ciuchy córek na treningi na tańce, ciuchy na występy na tańce (to te tiulowo-cekiniaste, co nigdy nie wiadomo, czy nie zostaną na żelazku), ciuchy syna na treningi na piłkę nożną, ciuchy na mecze na piłkę nożną, ciuchy – przepraszam – kimona syna na judo, mundurki szkolne x 3 zestawy dla każdego, ciuchy męża do cukierni – spodnie, tshirty, zapaski, bluzy chefa itp., plus jego ciuchy do biegania, które rzadko prasuję, ale grunt, że ma jakąś chłop pasję i odskocznię. Bo ja to tylko prasuję… Więc błagam o ratunek, bo może wtedy też znajdę czas, by robić coś co lubię, jak reszta towarzystwa w moim domu. 🙂

  • Odpowiedz ruda 24 maja 2018 at 11:00

    Dawno temu,kiedy byliśmy jeszcze tylko we dwoje w naszym „em”,mieliśmy pewien wstydliwy sekret. Sekret ten,zwany przez nas roboczo „składzikiem”byl pomieszczeniem o charakterze wszelakim. On tam znosił swoje szpargały, ja durnostojki,które chwilowo się mi opatrzyły i coś czego nienawidzę hejtem wielkim, a co pojawia ię regulanie w każdym domu (w moim niestety tez),czyli stosy prania czekające na
    spotkanie z żelazkiem. Wzajemnie przerzucając się oskarżeniami,kogo rzeczy jest tam więcej, w jednym byliśmy zgodni: ramię w ramię udawaliśmy,że ten pokój nie istnieje,a już jego zawartość z zwłaszcza.
    POtem, gdy pojawiły się dzieci składzik zmienił kryptonim na S2,czyli sypialnia starych.O ile dla nas starczylo miejsca na tych 8metrach, o yule ciuchy do prasowania nie miały już tyle szczęścia. I tak trzeba było co kilka dni posurfować trochę na desce do prasowania. Szczęśliwie dla mnie, rodziłam dzieci w niezbyt dużym odstępie czasowym,będąc równocześnie zwolniona z prasowania.no bo kto to widział,żeby kobieta w ciąży (kobieta w połogu a potem w końcu już tylko kobieta) prasowała,podczas gdy pan i włada będzie siedział? Co to,to nie! Nie za mojej kadencji i nie w moim domu!
    Także u nas prasowanie (szycie,cerowanie,łatanie itp) było póki co męskim zajęciem. Tylko kurcze,mój okres ochronny od prasowania powoli mija,a prania jak na złość przybywa. Dodatkowo, gdy widzę jak mój W.prasuje,to otwiera się mi nóż w kieszeni a on w odwecie za moje uwagi raczy mnie po cichu spojrzeniem,przy którym bazyliszek to zwykły cienias. Zatem,skoro juz moja kolej na prasowanie nieuchronnie się zbliża, nadeszła pora,aby coś z tym fantem zrobić. Za kilka miesięcy stuknie mi 30tka izamiast dzikiej imprezy do rana (wtf,kto ma w ogóle na to sily, mając w domu 3latke i miesieczniaka?!), nowego wazonu albo tortu ze świeczkami, chętnie bym przygarnęła małe stadko krasnali do pomocy w ogarnianiu chałupy.A jeśli akurat żaden z nich nie będzie miał wolnego etatu albo (co bardziej prawdopodobne)moje wynagrodzenie będzie dla nich uwłaczające, to chętnie przysposobię jakiś „pracoumilacz”.Na Kitchen Aid zbieram do skarbonki, suszarkę do prania mam na szczycie listy wyprawkowej przy następnym dziecku, to możę od tego nieszczęsnego żelazka bym zaczęła zmieniać nasz świat,skoro już muszę wziąć to na siebie?

  • Odpowiedz Klara M. 24 maja 2018 at 11:01

    W moim życiu zdarzyłaby się prawdziwa REWOLUCJA
    Oczy ze zdziwienia przetarłaby nawet babcia Łucja
    Słońce w końcu zaświeciłoby w mym bycie
    Bo takie żelasko, to prawdziwe odkrycie
    Każdy dzień zaczynałby się pięknie
    A nie od myśli, hałasu i słów od których prawdziwy twardziel mięknie
    Uśmiech gościłby w domu od rana
    A ja chodziłabym taka śliczna cała, wymalowana
    Spokojne śniadanie, kilka stron książki na początek
    Każdy dzień po powrocie z uczelni i pracy byłby jak piątek
    W końcu ubierałabym to, co naprawdę lubię
    A nie co na szybko z szafy wyściubię
    Marzę o tym cudzie technologicznym
    Który zapewnia komfort w aspekcie fizycznym jak i psychologicznym

    <3

  • Odpowiedz izunka 24 maja 2018 at 11:10

    Nasza rodzina w końcu chodziłaby w wyprasowanych ciuszkach a ubrania, które zamieszkują szafy ze względu na prasowanie ujrzałyby światło dzienne 😁

  • Odpowiedz Singlemama 24 maja 2018 at 11:30

    …istnieje szansa, ze zostałby wspaniałym Smokiem Wawelskim, rurą wydechową papierowego auta, fabrycznym kominem, twórcą porannej mgły nad łaką i czym tam jeszcze wyobraźnia 6latka podpowie a matki ręce wdrożą w czasie zaoszczędzonym dzięki niemu na prasowaniu tradycyjnym!

  • Odpowiedz Marta kudyba 24 maja 2018 at 11:30

    Witaj Poleczko!
    Ja dla odmiany prasowanie, w porównaniu z innymi obowiazkami domowymi nawet lubię. Jest to zajęcie ” nie brudzace rak” ( pomijajac wszelakie oparzenia😉). Podobnie jak Twój Małżonek, otwieram piwko, właczam ulubiony serial i ” jedziesz Zośka”. Relax totalny😂. Ale na Boga taki STEAMER…… toż to Wybawiciel😍. Nadal prasowałabym zanim włożę do szafy ale za to z jaka klasa!!!! Myślę, że przynajmniej dwa razy w tygodniu zamieniłabym się w Superbohaterkę ( mogę nawet zrezygnowac z tego piwka). Prasowanie ubrań dla calej rodziny to by była misja. Śmiem twierdzić,że nawet Mòj Poślubiony by sie skusił. A ja w tym czasie może bym sobie nawet paznokieć pomalowała😉. Pozdrawiam i trzymam za siebie kciuki

  • Odpowiedz Jagoda 24 maja 2018 at 12:05

    Mój kochany narzeczony nie wypalilby mi dziury zelazkiem w mojej ulubuinej letniej czerwonej sukience 😊 👗 a ja nie przycinalabyn sobie palcy przy składaniu deski do prasowania 😄 pomocy ! 🙂

  • Odpowiedz Marcelina 24 maja 2018 at 12:06

    Daleko mi do stylu lumpa😉wygniecione ciuchy gryzą się z nieznośnym byciem perfekcjonistką i pedantką.. niechęć do żelazka jeszcze to potęguje 😱i odwieczny dylemat czy wybrać perfekcjonizm i stać nad tą niekończąca się stertą prasowania .. czy odpuścić i tez nie być szczęśliwą bo jak można być perfekcyjna z takim balastem ?😉 Gdyby mieć takie cudo, które uratowałoby mnie przed codziennym dylematem robić coś czego nieznosze czy nie robić i być złą na siebie ?😠 tak myśle ze to urządzenie stworzone dla mnie😊

  • Odpowiedz Agata 24 maja 2018 at 12:07

    ja również z tych nieprasujących. żelazko odpalam może raz-dwa razy w roku. strzepuję ciuchy przed wieszaniem, ładnie składam po zdjęciu z suszarki, mam w sobie morze akceptacji dla niedoskonałej, codziennej stylówy. i wcale nie potrzebuję tego, niewątpliwie przydatnego, urządzenia. dlaczego? dlatego że dzięki temu, iż facet ostatnio potrzebował 2 wyprasowanych koszul na wyjazd, mamy ładnie umyte okna. postanowiłam, że jeśli już mam się poświęcać i sterczeć nad deską, to on też musi się poświęcić. a ja zdecydowanie lepiej prasuję (i, co chyba ważniejsze, szybciej). z takim urządzeniem pewnie pozbawiłabym się szansy, by wzbudzać poczucie winy u faceta i organizować transakcje wymienne 😉 życzę więc innym fajnej wygranej 🙂

  • Odpowiedz Zuzanna 24 maja 2018 at 12:10

    Może doprowadziły do cudownego objawienia, iż prasowanie nie jest zdobywaniem ośmiotysieczników i przez godzinę można wypracować wiećej niż 3 koszule i 3 body… i mama nie musiałaby z wyrzutem patrzeć na czekającą stertę z mýslą, że albo wreszcie się za to zabierze (w ramach relaksu’minęła 21′), albo szlak ją trafi patrząc na tatusia himalaistę.. 🐓🐔

  • Odpowiedz Weronika 24 maja 2018 at 12:18

    Przeszukuję magazyn mojej pamięci długotrwałej,a konkrtenie epizodycznej,licząc,że znajdę wspomnienie,które rozwiąże zagadkę mojej ” żelazkowej” traumy…Aaaa,bingo!Mam 4 latka i ciocia pyta mnie: „Weroniczko, chciałabyś ze mną poprasować?” Mała,rezolutna dziewczynka odpowiada: „Taaak,mama mi nie pozwalaa 🙁” ,staje na stołeczku,przy desce do prasowania,chwyta w małe łapki duże,ciężkie urządzenie i …wrzask jakby krowę zarzynali,obdzierali ze skóry i ćwiartowali..palec długo piecze…Brrr…
    Nie lubię,nie cierpię prasować. Ale MUSZĘ mieć poprasowane. To cała ja- zbyt często sprzeczna😉 I tak trwam- 15 lat w związku,10 lat w małżeństwie,z Trójką na głowie i Mężem u boku. Z niespełna 2-letnią Milą nastawiamy pranie,razem wieszamy( starsi mają już inne zainteresowania hihi) i ściągamy po 2 dniach z suszarki,balustrady,z lampy i nie,nie,nie prasujemy- wrzucamy do garderoby/ gabinetu/ miski/ kosza. A te ciuchy wszelakie piętrzą się, rosną i przygniatają mnie swym ciężarem psychicznym😉 Wieczór,kiedy Trójca zaśnie zaczynam od prasowania- MUSZĘ- rzeczy ” na jutro”,bo ” na dalej” nie da rady- wołają ” Przyjaciele”,”Darki” czy inni ” Chirurdzy”,albo rosnący stale stosik książkowy lub mąż z utęsknieniem,zerkający na moje nagie uda ( za rzadko gładkie)- przy prasowaniu jest ciepło..!!!Właśnie- mąż- jego rzeczy nie tykam- zajmuje to więcej czasu niż prasowanie moich i dzieci razem-toteż-” je t’aime do bólu”,ale prasuj sam- i robi to,kompulsywnie, w porywach,sterty prasuje i na 3 tygodnie ma spokój- szacun !
    Prasowacz parowy Steamaster zmieniłby nasze życie,szczególnie wieczorne o 180 stopni- a ono jest świętym czasem,gwarantem,tego,że rano Mama i Tata są tacy faaajni i kochani i dużo się przytulają 😃

  • Odpowiedz AnnaG 24 maja 2018 at 12:22

    Hmm może zaczęłabym wtedy nosić sukienki ? 😊

  • Odpowiedz monia 24 maja 2018 at 12:33

    Polko może uda mi się nim rozprasować delikatne koronki w delikatnej „rodzinnej” sukni ślubnej

  • Odpowiedz Monika 24 maja 2018 at 12:42

    Jestem do bólu perfekcyjna, ale z żelazkiem mi nie po drodze🙂z braku miejsc na deske i braku czasu z rostawianiem tego przed wyjściem. Parsowacz jest moim marzeniem odkąd się pojawił na rynku😍Na urodziny nie dostalam, na ślub w tą sobotę też nie zapowiada się bo dla innych to zbędny gadżet i gdzie to postawić. Spełnieniem marzeń tych mniejszych byłby prasowacz wygrany w konkurskie tuż po ślubie🙂

  • Odpowiedz Małgorzata do tej pory „niechluj” 24 maja 2018 at 13:04

    Zaczęłabym nosić koszule, które wiszą upchane w szafie i czekają na przypływ mojej energii, żeby w końcu je wyprasować i może przestałbym już uchodzić za „niechluja”. Po prostu szkoda mi czasu na wyciąganie, rozkładanie deski do prasowania i spędzanie godzin przy żelazku. Pozdrawiam

  • Odpowiedz Ewa 24 maja 2018 at 13:25

    Ano zmienić by zmienił… wreszcie wyszlibyśmy rodzinką na prosto… i bez zagnieceń 😂
    Pozdrawiam wszystkich zrolowanych i wymiętoszonych👍

  • Odpowiedz Natalia 24 maja 2018 at 13:27

    W sposób NIEODWRACALNY! :-))))))) mąż koszulomaniak, dwójka dzieci, ja nauczycielka…potrzebujesz więcej argumentów???

  • Odpowiedz Magda 24 maja 2018 at 13:28

    Mógłby? Nie – on na pewno by je zmienił! Miałam okazję skorzystać raz z mini wersji i wtedy poczułam, że moja koszula jest idealnie gładka. Baa – mąż mógłby sobie w końcu sam prasować służbowe koszule a ja swoje ubrania układałabym prosto z suszarki do szafy. Po kolejne – rosnący ciążowy brzuch jakoś mentalnie i fizycznie oddala mnie od deski 😀 Myślę, że moja czterolatka również skorzystałaby na tej dobrej zmianie – szczęśliwa mama, na którą nie czyha sterta ubrań do prasowania to lepszy kompan to zabaw niż nieperfekcyjna pani domu z kwaśną miną. Może w tym roku imieninowy prezent będzie najlepszy z dotychczasowych 🙂 Pozdrawienia ze slonecznego Kociewia!

  • Odpowiedz ania 24 maja 2018 at 13:33

    a ja tam uwielbiam prasować 😀UWIELBIAM. to jest czas tylko dla mnie i dla porucznika borewicza. bo oprócz prasowania uwielbiam rownież stare polskie seriale. i naprawde nie przeszkadza mu to, ze znam wszystko wszystkie teksty na pamięć – przynajmniej wiem, w którym momencie powinnam odnieść głowę znad deski, zeby nie ominęła mnie ważna scena 😉 więc po co mi supernowoczesny pomocnik do czynności, która jest tak bliska memu sercu??? bo w końcu miałabym pretekst, zeby schować gdzieś głęboko (bo nie wyrzucę go chyba nigdy) żelazko, którym obecnie sie posługuje, a które w tym roku bedzie miało 15 lat (i za nic w świecie nie chce sie popsuć), czyli dokładnie tyle, ile jesteśmy po ślubie. bo to żelazko to prezent ślubny od mojej przyjaciółki.

  • Odpowiedz Paulina9191 24 maja 2018 at 13:36

    Wraz z miłością mą kopiliśmy nowy dom, kobieta idealna sprząta, prasuje… Z każdego prania sterta koszul do prasowania dla mnie ląduje, serce pęka czas dla lubego się marnuje. Na głowie jeży się włos niech ono odmieni nasz los.

  • Odpowiedz Malentasia 24 maja 2018 at 13:41

    Dzięki prasowaczowi parowemu Steamaster osoby które uważają mnie za kogoś, kto ma wszystko wygniecione i nigdy nie prasuje, czyli moje koleżanki, koledzy z pracy męża oraz Panie z przedszkola moich dzieci. Zobaczą że istnieje łatwy, szybki i przyjemny sposób na prasowanie oraz elegancki wygląd nawet dla najbardziej leniwych i opornych osób w dziedzinie prasowania.

  • Odpowiedz Monika 24 maja 2018 at 14:55

    Uwolnienie swojego czasu wolnego przy jednoczesnym posiadaniu odprasowanej garderoby jest powodem jednym, dobrym ale jakże banalnym. Drugim ważniejszym w moim mniemaniu jest pokazanie dwóm małym mężczyznom (4 i 6 lat), że prasować mogą też mężczyźni. Że prasować może każdy jak potrzebuje. Misja wychowania dwóch facetów na porządnych wspierających mężczyzn byłaby z tym cudownym urządzeniem może ciut łatwiejsza i może miałaby ciut większe szanse powodzenia… 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  • Odpowiedz Zuza 24 maja 2018 at 15:16

    Hahahaha!!! Oj, jak by zmienił :-))) Ponieważ sam rytuał przygotowywania się do akcji prasowania wywołuje u mnie lawinę ponurych, ponuuuuuurych myśli : wydobywanie deski do prasowania z szafy (spadają przy tym zimowe kurtki, na głowę sypią się koc piknikowy, koszyk zajączka wielkanocnego), rozstawianie jej w salonie o powierzchni 12m2 ( stół przesunąć w jedną stronę, fotel na bok), torowanie przestrzeni na kabel (drugi fotel na bok, legowisko kota – na tym etapie przygotowań- najchętniej za okno); podczas walki z rękawami koszul, falbankami na spódnicy mojej Zośki (o czym ja myślałam, jak ją kupowałam?!? na pewno nie o prasowaniu, NIESTETY!) nachodzą mnie pesymistyczne refleksje nad moim życiem , a przy koszuli Zosi (na wieść o kolejnej akcji ,,strój galowy” dostaję gęsiej skórki) nad losem ludzkości w ogóle… opracowałam metodę. Metodę specjalistycznego, profesjonalnego rozwieszania prania 🙂 Zaawansowany system strzepnięć , ręcznych wygładzeń i wysublimowanego sposobu użycia klamerek;) Sztukę tę jednak opanowałam tylko ja, tak więc wszelkie samowolne próby mojego męża lub córki w tej dziedzinie skutkują grobową domową atmosferą (podobnie jak tradycyjny sposób użycia żelazka)… Toż takie cudo odmieniłoby życie całej naszej rodziny! ODPRASOWANI,ubrani w fikuśne falbianiaste lub plisowane(!!!) spódnice, koszule bez zagnieceń (a, niech będzie nawet : ja w koszuli z falbanami- najwyższy stopień prasowalniczego wtajemniczenia;)) uśmiechnięci oczywiście, zadowolen i- bo czemu by nie!; bez trosk – no bo jakich niby, w tym momencie! Ło matko… Tak się rozmarzyłam, że na bank będzie mi się dziś prasowacz parowy Steamaster śnił!:)))

  • Odpowiedz Barbara P. 24 maja 2018 at 15:29

    A ja myślałam, że mój mąż jest ideałem, bo świetnie gotuje, ale jednak ciut mu brak, bo prasować nie lubi 🙂 Tak jak ja zresztą. Z drugiej strony jak się poznawaliśmy to zaliczyłam ten mankament do platformy porozumienia, która będzie rzutowała na harmonię w związku. He, he, optymistka…Jak to miłość zaślepia., ech…Trzeba było prasowanie brać za kryterium wyboru, albo przynajmniej zawrzeć odpowiednią klauzulę w jakiejś umowie przedślubnej 😉 Nie no, żartuję, na męża nie narzekam, trafił mi się jak ślepej kurze ziarno, ale jednak to prasowanie bywa kością niezgody. I kukułczym jajem. Podrzucamy sobie ubrania jak tylko, któreś stanie przy desce. To taka gorąca strefa, dosłownie i w przenośni. Małżonek łapie się za koszule do pracy, to ja mu sprytnie dorzucam stertę suchego prania, bo skoro już się rozgrzał (wraz z żelazkiem) to pociągnie dalej. I odwrotnie. Tak się bawimy…Ze względu na ciężką deskę ja mam w tej nierównej walce nieco gorszą pozycję. Bo mąż twierdzi, że musi być podział obowiązku, a jego część to wytachanie tego koszmaru z szafy. Hmm…on ten koszmar kupił, więc…więc na nieefektowne prasowanie zużywamy więcej energii niż to potrzebne. A prócz ofiar w postaci przypalonych ubrań są także straty wizerunkowe. Z każdym prasowaniem większe…Tradycyjne prasowanie zdecydowanie zaburza nam rodzinną harmonię. I tu nadzieja w prasowaczu parowym. W moim przypadku Streamer podziałałby niemal jak terapia dla par. Niejako rozjemca. Skoro można wygodnie i bez ofiar, to ja jestem na tak. Mąż pewnie też, tym bardziej że uwielbia gadżety i jak tak patrzę na zdjęcie Twojego Męża w trumującej pozie, to mój zapewne też zechce zostać bohaterem domu 😉 Generalnie liczę na to, że Streamer wygładzi stosunki rodzinne, a brak zgrzytów przy desce do prasowania wpłynie na ich pełną harmonię…

  • Odpowiedz Ania 24 maja 2018 at 15:54

    Moje życie toczyloby sie w oparach stemaster a nie w oparach obsurdu jak do tej pory, pracującej o 1 w nocy:)

  • Odpowiedz Kinga BL 24 maja 2018 at 15:55

    W rodzinie jestem okrzyknięta PRASOWACZKA. Nie to nie znaczy, że lubię prasować… nieuprasowane ubrania mnie irytują, a góra nieuprasowanych ubrań doprowadza do szału ! Tak więc prasuje rzeczy swoje i męża. Jadę rodziców – prasuje, jadę do brata – prasuje do teściów – prasuje, nawet u przyjaciółki czasem prasuje! Prasuje wszystko od bielizny po pościel. Życie mojej rodziny zmieniło by się o 180 stopni, miałabym więcej czasu dla najbliższych a mniej dla tradycyjnej deski do prasowania i żelazka.

  • Odpowiedz Marysia. Laaa 24 maja 2018 at 16:06

    Parowar dla mnie proszę, bo prasować nie znoszę… Koszule, t-shirty, sukienki przeżywają ze mną męki. Od zalegania w pralni do prania, od leżakowania w koszu do prasowania…doczekać kolejności się nie mogę i o litość mą proszą. Mąż grzmi gniewanie, że zagnieceń pełno wszędzie. Wszak odpowiedz dobrą mam – prasowaczka parowa Steamaster w mym domu będzie i zagnieceń więcej nie bedziędzie.

  • Odpowiedz Ula 24 maja 2018 at 16:08

    Wreszcie sprostalabym oczekiwaniom Pani Deweloper, od której kupiliśmy dom. W czasie pierwszego odprowadzania – byłam ja, niemąż i nasze potwory, czyli córeczki niemęża – Pani Deweloper powiedziała, wskazując na pralnię: „Oooo, a tu jest miejsce dla mamy, żeby mogła spokojnie prasować.” Na co dziewczyny: „To nie jest nasza mama, tylko nasza Ulka. I ona nie prasuje. NIGDY. ” 💕

  • Odpowiedz Paulina Szymańska 24 maja 2018 at 16:18

    Przy czwórce dzieci, mężu który nosi jedynie koszule (sic!) I mojej też już dość oficjalnej garderobie nie mam kufra wstydu, nie mam kąta wstydu, otóż mam cały pokój wstydu … zawalony praniem czekającym na ten cudowny dzień, w którym niby rycerz na białym koniu pojawi się Steamaster i wybawi, szczególnie mnie, od wiecznego poczucia wstydu i zażenowania. W wielodzietnej rodzinie najgorsze jest prasowanie tych tabunów ubrań, bo pralka pierze, suszarka wysuszy, a później leży i leży;) błagam o ratunek !

  • Odpowiedz Patrycja x3 24 maja 2018 at 16:46

    A ja chyba będę tutaj odmieńcem! UWIELBIAM PRASOWAĆ😍 Co nie zmienia faktu, że nie zawsze mam na to czas i siłę -przede wszystkim . Ale od początku. W domu same baby. No prawie. Ja – matka i 3 córeczki – lat 7 i 4 oraz najnowszy nasz Skarb 8 miesięcy. I kto jeszcze?! Nasz orzeszek – Stary, który prasować jakoś specjalnie nie kocha. No chyba, że są to małe ubranka Igusi. Stokrotne przebieranki (a bo zupa, a bo kolano brudne bo księżniczka koronę zgubiła jak się przewróciła, a bo to „mały rzyguś” wjechał…) sprawiaja, że w naszym domu tygodniowo robimy 7-9 pralek prania, a pralke mamy dużą! Wiec choinka ubraniowa cały rok 😊 Ale nie zapominając o Naszym Kochanym Starym – jak przystało na Księcia musi być czysty jak łza, a do pracy pogina czesto w koszulach. I tu jest haczyk. Bo akurat koszule to moja zmora. Zostawiam je zawsze na koniec. Tu zaprasuje, a z drugiej strony zagniecione! Wrrrrrrrr! Dlatego to właśnie ja i Nasz Orzeszek powinniśmy mieć w domu takie cudowne urządzenie. Koszule dla Ksieciunia piescić będę ja, a 4 przecudne sukienki dla 3 Księżniczek i 1 Królowej piescić będzie Stary (ewentualnie Misiu)😍

  • Odpowiedz Jadziorka 24 maja 2018 at 17:13

    Prasowacz to jest to co chce
    zawsze wyprasuje ciuchy me,
    cała rodzina jest szczęśliwa gdy prasowacz sam juz śmiga,
    mama, tato i syneczek mają czas na rozrabianie a nie ciągłe prasowanie,
    maż i żona wniebowzieci bo na bara bara mają chęci,
    nie zmęczeni codzień są, wiec kolejny rośnie brzdac,
    tak rodzina się rozrasta a uśmiechy nadal są, bo prasowacz śmiga wciąż.

    🙂

  • Odpowiedz Ania 24 maja 2018 at 17:13

    Ja, Polko, prawie jak ten Twój Polkowski- odpalam żelazko, rozkładam desie, zdejmuje pranie z suszarki a mąż już wie, ze trzeba zimne piwo podać. I ceremoniał ten sam w zasadzie co wieczór- ja pije na stojąco, on siedząc i podziwiając jak mi to dobrze idzie.. Dlaczego tak często? Bo lubię piwo i nie ma u mnie miejsca na „używane w dobrym stanie” i jeśli coś zostało wrzucone na schaby rano to wieczorem do szafy nie wróci. Przy czteroosobowej rodzinie piorę tak często, na ile pozwala mi wąskie gardło w postaci suszarki.
    Co zmieniłby taki gadżet w życiu mojej rodziny?
    Moze Stary wstałby z tego fotela..?

  • Odpowiedz Bapril 24 maja 2018 at 17:45

    Oj dużo by u mnie zmienił. Najwięcej skorzystał by pies. Jeśli spod łóżka wyjęłabym kosz z ubraniami do prasowania to pies znowu mógłby tam spać. A dzięki temu ja miałabym zapewnione chrapanie w wersji stereo 😉 Może odkryłabym jakieś zapomniane ciuchy, kto wie może by nawet pasowały.

  • Odpowiedz Paula Ka 24 maja 2018 at 17:57

    Prasowacz parowy to spełnienie moich marzeń! Nie znoszę prasowania, zwłaszcza koszul mojego męża (mimo, że uwielbiam Go w nich „oglądać” :)). Prasowacz umilłby mi życie, ponieważ mam w domu 2 Ananasków – brudasków (16- miesięcznego synka i 31-letniego mężusia :)), którzy brudzą ubrania z prędkością światła, a w drodze jest kolejny pretendent do tytułu najtrudniejszy, ale najszczęśliwszy człowieczek w mazowieckim! 🙂

  • Odpowiedz Magda G. 24 maja 2018 at 18:00

    Moje życie może by się i bardzo nie zmieniło, ale mojego meżusia to na pewno tak… W końcu przestałby mieć wymówki, że nie umie, nie chce, nie da rady… Przy zwykłej koszulce nie słyszałabym mruczanych pod nosem przekleństw i nie musiałabym prasowac koszul w środku nocy bo sobie zapomniał, że jutro ma ważne spotkanie…

  • Odpowiedz Teresa 24 maja 2018 at 18:04

    Jestem osobą która żyje w biegu mimo tego że deklaracja zwolnienia przejawia się we wszystkich postanowieniach noworocznych. Nie mam dużo wolnego czasu, pracuję zawodowo i każda minuta zaoszczędzonego czasu jest dla mnie na wagę złota. Żyjemy w czasach trudnych, takich gdzie wymaga się od nas jeszcze więcej, jeszcze lepiej i jeszcze szybciej. Praca zawodowa, dom, sprzątanie, gotowanie, zabawa z dziećmi, nauka z dziećmi, doszkalanie się-to wszystko zabiera czas i ratunkiem jest sztuka umiejętności wykonywania wielu rzeczy na raz. Pracuję w biurze gdzie wymaga się ode mnie sztywnego dress codu więc wyprasowane, czyste koszule codziennie rano to dla mnie konieczność. Mąż i dzieci też często podrzucają mi swoje ubrania które mają być perfekcyjnie wyprasowane bez żadnych zagięć nie mówiąc już o przypaleniu:) A skoro o tym mowa-nie tak dawno temu potraktowałam tak swoją jedwabną, nową bluzkę doprowadzając się do płaczu. Ze stamerem taka sytuacja na pewno nie miałaby miejsca. Chciałabym prasować ubrania bez strachu o przypalenie płynnie przechodząc od bawełny po wiskozę, jedwab i kaszmir. Podczas prasowania często słucham radia lub oglądam telewizję więc marzę o urządzeniu które jest nie tylko skuteczne ale i ciche.  Steamer taki jest więc gwarantuje przyjemne prasowanie oraz to że będę na bieżąco ze wszystkimi odcinkami naszych ulubionych seriali:)
    Chcę wygrać by mój mąż chodził do pracy w wyprasowanych, czystych koszulach a ja przestała się martwic o przypalone ubrania. Steamer sprawił by że miałabym więcej czasu dla siebie, męża i dzieci. Mama czyli ja byłaby szczęśliwa a szczęśliwa mama to szcześliwe dzieci.

  • Odpowiedz MartaM 24 maja 2018 at 18:09

    Haha żebym tylko mogła dodać zdjęcie 😜 u nas zmieniłby całkiem sporo, od miesiąca przekładamy montaż drzwi do garderoby, bo wstyd pana montera wpuścić 🙈, wiec mamy piekną nieoprawioną dziurę w ścianie… i tak sobie obiecuję od miesiąca, że jutro to będzie TEN dzień, gdy położę moje dziewczyny spać i z zapałem ogarnę tę kupę (a teraz to już dwie ;)) kłębiące się na podłodze., zajmujące pół sypialni i że wreszcie doczekam się drzwi do garderoby 🤣

  • Odpowiedz ULA 24 maja 2018 at 18:18

    Będąc w sklepach, stojąc gdzieś w kolejkach do przymierzalni, z zazdrością patrzyłam na ten cud prasownia parowego, które Panie sklepowe prasowaly ubrania, już wtedy poczulam chęć posiadania tego sprzętu, myslac, że byłby moim najlepszym przyjacielem, lubię nowinki i nietuzinkowe przedmioty, parowacz ten nie tylko jest funkcjonalny ale ze względu na swój designerski wgląd świetnie komponuje się z nowoczesnym mieszkanie. Jako żona, mama oraz osoba pracująca, prasowania mam moc, pracuje wszystko zanim włożę do szafy, często zdarza się ponowne prasowanie zaraz po wyjęciu czegoś z szafy i wtedy co, deska, żelazko i czaaaas. Z prasowaczem parowym prasowanie stało by się czynnością relaksacyjna, a nie smutnym przymusem.

  • Odpowiedz ANGELIKA 24 maja 2018 at 18:24

    U nas 3 osoby w domu ( szanowny małżonek ja i 3letni chłopiec). Uwierzcie mi mniej od prasowania to już tylko sprzątania sedesu nie lubię ( synek sam wszystko robi więc możecie wyobrazić sobie jak po wyjściu z łazienki stan zostawia…). Też kupuje ubrania w większości które nie trzeba pracować ale uwielbiam elegancki styl i tu pies pogrzebany… Pracuje w banku a tam codziennie biała koszula, mąż w pracy też… Synka rzeczy w większości bawełna…
    Mąż cwaniak zawsze mówi że posprząta kabelek jak mu wyprasuje ( na codzień ma pecha bo u nas równość i każdy podkreślam każdy musi prasowac sobie sam)… Nie nawidze prasowac… Więc synek najczęściej chodzi w pogniecionych koszulkach… Chciałabym zobaczyć minę przedszkolanek jakby zaczął przychodzić odprasowany… Wiem wiem zła ze mnie matka… Ale zamiast poświęcać wiele godzin na prasowanie wolę spędzać czas na zabawie z dzieckiem a nie jestem cyborgiem i wolę się wyspać

  • Odpowiedz Gosia 24 maja 2018 at 18:26

    Jakis czas temu, odbierajac z przedszkola mojego syna (tego srodkowego) razem z kilkoma innymi mamami, ten polecial po swoja bluze. Okazalo sie, ze sa dwie takie same-mojego Wojtka i Stasia. Ten sam rozmiar. Zadna nie podpisana;-) No i Pani Marysia na to, ze teraz nie zgadniemy ktora czyja… na co mama Stasia wziela te bardziej odprasowana i oznajmila, ze to jej, ona poznaje, bo ona prasuje nawet metki w srodku!!!!!
    No wiec, jakby to powiedziec, yhmmm, ja przy trojce dzieci do tej pory prasowalam tylko obrusy:)))
    Czy myslisz, Polko, ze pora zaczac prasowac metki?

    Pozdrawiam goraco:)
    Gosia

  • Odpowiedz Joanna 24 maja 2018 at 18:45

    Jedna z historii z żelazkiem w tle wydarzyła się tylko raz (na szczęście), pozostała zdarzają się notorycznie. Kojarzycie paragony jakie wychodzą z kasy fiskalnej? Są one drukowane na papierze termicznym, czyli podatnym na temperaturę. Pewnego razu, jako nadgorliwa matka Polka postanowiłam wyprasować paragon z kodem dzięki któremu można wykupić abonament na gry internetowe. To miał być prezent na urodziny syna kolegi, a ja nie chciałam by dostał coś, co wygląda jak psu wyciągnięte z gardła… Paragon szybko czerniał pod wpływem ciepła z żelazka, a z mojej twarzy powoli odchodziła krew… Sytuacja z gatunku notorycznych: czemu mój kot układa się na mojej desce do prasowania właśnie wtedy gdy zamieram wyprasować tę piętrzącą się kupę ciuchów? Prasowanie w poziomie musi zdecydowanie odejść do lamusa. Wybieram pion! Kotom i paragonom mówię zdecydowane nie!

  • Odpowiedz Ola 24 maja 2018 at 19:03

    No cóż z kupnem tego urządzenia noszę się od dłuższego czasu. A teraz czas ku temu przedni. 28 maja mam urodziny w dodatku bardzo bardzo okrągłe. To taka data w życiu kobiety, kiedy wszystko się zmienia. Nie wiem nic o tym na razie ponieważ wciąż uważam że czas sie mnie nie ima. Z roku na rok wyglądam coraz lepiej, czuję się pięknie i młodo choć mówią że z czasem człowiek dziecinnieje. Być może, ale to znaczy że jak dziecko potrafi cieszyć sie z każdego prezentu. Wprawdzie nie ma szans na nowy samochód. Prasowacz – myślę że byłby takim moim małym szczęściem. Na pewno cieszyłabym sie jak dziecko mając urok super …..dziestki😉😃😂

  • Odpowiedz Magdalena 24 maja 2018 at 19:50

    Mamy taki problem, że w domu mamy same komody i ciuchy nawet wyprasowane i złożone okazuje się ze przed założeniem nadają się do wtórnego prasowania!! Przy dwójce dzieci i mężem co to ma dwie lewe ręce do prasowania ten prasowacz umiliłby nam życie bo tuż przed wyjściem można by w moment wygładzić te zagniecenia a ja nie musiałabym wiecznie rozkładać tej nieszczesnej deski do prasowania !

  • Odpowiedz Ania 24 maja 2018 at 20:11

    Ha, jak zaczęłam myśleć o tym co mogłabym napisać w komentarzu to wyszło mi, że prasowanie to temat rzeka. Wyjątkowo, bo co do zasady jestem oszczędna w słowach i mało mówię:) Kiedyś naprawdę lubiłam prasowanie, miałam dobre, wygodne żelazko i tak jak Twój mąż i niektórzy komentujący włączałam sobie film lub serial i prasowałam. Co prawda bez namaszczenia, bo rozprasowywanie każdego najdrobniejszego fragmentu odzieży nie sprawiało mi satysfakcji, a w tym zakresie nie jestem perfekcjonistką i uznaję, że nie ma się co męczyć, skoro po kilku minutach od założenia i tak jakieś zagniotki się pojawią. W każdym razie, wszystko to sprawiało, że prasowanie lubiłam. Mój mąż to z kolei inna historia – perfekcjonista, którego każdy, nawet milimetrowy zagniotek. Od kiedy zaczęliśmy być razem, zawsze była umowa – on pierze, ja prasuję – prasowanie przyprawia go o białą gorączkę. Na szczęście tolerował mój brak perfekcjonizmu w tym zakresie i nasze domowe życie płynęło w spokoju. Do czasu kiedy nasze żelazko, to które było dobre i wygodne, odmówiło posłuszeństwa. Najpierw teść próbował je naprawić, ale niestety się nie dało. Najpierw się ucieszyłam, jest okazja, kupię sobie nowe żelazko, pewnie będzie lepsze od naszego już 10-letniego. Niestety, teoretycznie dobre żelazko okazało się tym, co sprawia, że teraz na myśl o prasowaniu robi mi się niedobrze. Boli mnie od niego ręka, na niskiej temperaturze cieknie z niego woda, mimo ustawienia pary na najwyższy stopień w trakcie prasowania po prostu przestaje parować, tak na pół minuty, a ja wtedy muszę czekać aż znów raczy ruszyć. Najgorsze jest jednak to, że zostawia błyszczące ślady na koszulach, co przy starym żelazku nie miało miejsca, a mój mąż jest „koszulowy”. Przy którymś z kolei prasowaniu miałam ochotę się popłakać, aż mój mąż, który jak już wspomniałam nienawidzi prasowania, przejął je częściowo. Wracając do głównego tematu, czyli tego jak steamaster zmieniłby życie mojej rodziny, to myślę że pomógłby mi znów polubić prasowanie. Na pewno uszczęśliwiłby mojego męża, który byłby szczęśliwszy, bo ja bym była:), a poza tym mógłby prasować „parować” mimo swojego perfekcjonizmu. Generalnie wszystkim nam żyłoby się lepiej.
    Jak tak to opisuję prasowacz brzmi jak urządzenie idealne 🙂

  • Odpowiedz Ola 24 maja 2018 at 20:22

    Witam wszystkie panie nienawidzące tej czynności!!!Znacie może jakąś metodę na
    to,aby nie prasować?Czy to jest może ten Steamaster??😉Może jest jakiś patent dzięki któremu prasuje się na kilogramy albo chociaż sztuki ( w dużych ilościach) Pomocy!Mój mąż codziennie bierze swieżą koszulę, bliźniaki brudzá się czym popadnie, a pierwsza w kolejce do tronu przebiera się 100 razy dziennie…Drogie Panie wybaczcie, ale czuję po kościach że ja tą maszynę poprostu muszę mieć!!!😀Dot.

  • Odpowiedz Paulina 24 maja 2018 at 20:25

    Hmmm gdybym mogła dodać zdjęcie nie musiałabym używać słów…
    No więc widzę przed sobą dwie ogromne sterty ubrań do prasowania, które systematycznie dokładam od….. nie pamiętam kiedy i które każdego dnia mnie dobijają. Czas który będę musiała poświęcić na ich unicestwienie mogłabym z wielką przyjemnością wykorzystać na planowanie aranżacji naszego małego domku, którego już niebawem będzie przez nas zamieszkały 😌
    A tymczasem idę powalczyć z tymi jakże misternie pomiętymi ubraniami 😅 pozdrawiam

  • Odpowiedz Paulina 24 maja 2018 at 20:37

    Matko jedyna! Spełnienie marzeń! Moje zelazko od kilku dni stoi w salonie i codziennie słyszy „dobra, jutro wyprasuje”.
    O ile moje t-shirty „prasuja” się na mnie po ubraniu to od lubego wiecznie słyszę „nie mam co na siebie włożyć”. Przerasta mnie wizja sterczenia nad deska kilku godzin ale jak tylko otwieram moją szafę wstydu to robi mi się słabo. Może to brak motywacji, może to lenistwo.. Nie wiem. Wiem jedno, jeśli jest coś co pozwoli mi chociaż na kilka dni rozładować szafę wstydu to ja to chcę. Ja o tym marze!

  • Odpowiedz Daria 24 maja 2018 at 21:10

    W naszym domu są 3 baby i chłop… same sukienki, spódniczki, falbanki, tiule… choćby to strzepywać milion razy bez prasowania się nie obejdzie. Nawet jak człowiek sobie wszystko rozplanuje by wyjść z domu nie spóźnionym i wyglądającym jak człowiek to się nie da… normalnie się nie da, a zazwyczaj to matka wygląda jak wyciągnięta psu z gardła. W naszym domu nie mamy kosza na niewyprasowane pranie… od tego mamy deskę do prasowania (Nie lubimy prasować więc mogą sobie tam ciuchy leżeć i leżeć) i mamy też specjalne krzesło na takie pranie (bo wiadomo… 3 baby to i ciuchów dużo, a zapełnić taką deskę do prasowania nie wyprasowanym praniem to żaden wyczyn). Także jak patrzę jak ten Twój mąż pozuje z tym prasowaczem to może i mojemu by się spodobał i by te sukienki nam prasował. 😜

  • Odpowiedz Inga 24 maja 2018 at 21:20

    Może mój mąż wreszcie wyprasowalby swoje koszule zaraz po zdjęciu z suszarki a nie rano gdy się szykujemy do pracy, wiecznie w niedoczasie? 😉 Gdyby się jednak zaparł na poranne prasowanie, to mam nadzieję ze poszloby mu szybciej (i bezpieczniej przy dwójce plączących się pod nogami dzieci) niż z rozstawianiem deski do prasowania i gorącego żelazka w zasięgu małych rączek… 🙂

  • Odpowiedz Renia 24 maja 2018 at 21:30

    Niedługo wraz z chłopakiem przeprowadzamy się do Naszego wspólnego ,wymarzonego mieszkania i Steamaster bedzie Nam niezbędny. Czeka mnie prasowanie tony ubrań,zasłon ,firanek, obrusów itp. Ale też chce by mój Ukochany pomagał mi w prasowaniu więc Prasowacz parowy to idealne rozwiązanie.

  • Odpowiedz Marta 24 maja 2018 at 21:43

    Prasowacz parowy Steamaster zmieniłby życie nawet dwóch rodzin :D. Chciałabym go wygrać dla przyjaciółki, takiej prawdziwej od serca, która jest dla mnie jak rodzina. Rozkręca Ona właśnie swój biznes w branży odzieżowej, więc posiadanie Steamastera było by jak wisienka na torcie. Nasze poparzone palce, mówią same za siebie a i niestety czasem zdarzają się też straty w ubraniach. Mając prasowacz parowy Steamaster, uporałybyśmy się z prasowaniem w mig i mogłybyśmy wrócić do domu i razem z mężami i dziećmi korzystać z uroków naszej małej mieściny lub wyskoczyć na pogaduchy, kiedy to mężowie uprasują górę ubrań :D.

  • Odpowiedz Misia 24 maja 2018 at 22:03

    Mnie żelazko denerwuje. Niesympatyczne jakies, zero empatii dla spracowanej kobiety, nie ma serca, męczy mnie tylko. Robić każe. Nie rozumie, bezwzględne, że odpocząć bym chciała. Takich to unikać w życiu trzeba! Co mam nieszczesliwa byc, olac dziada. Chłop tez nie lubi żelazka, nie dogaduja sie i tyle. Nie ma chemii, nie ma co go zmuszać, ja rozumiem.
    Nie lubimy sie z żelazkiem. Podłe jest, dokucza nam, uprzykrza nam życie i nie dba o nasz komfort. A od tego co złe trzeba się odcinać. My w szczesciu chcemy żyć. Trzeba żelazko bezwzglednie olać. Asio.
    Za to streamer przyjemny, sympatyczny sie wydaje. Ja takich poznaje na kilometr. Od razu mnie zauroczył, aż ciągnie do tej znajomości. Chłop mój tolerancyjny dogadamy się, bo przeciez dbamy o rodzinne szczęście, chetnie go przyjmiemy, niech mieszka z nami abyśmy sie wszyscy cieszyli i zadowoleni byli na codzien. Streamerze dobrze Ci z nami bedzie, my otwarci na nowe znajomosci, fajny sie wydajesz, zapraszamy, wbijaj, rozgosc sie, jak swojego Cie przyjmiemy!

  • Odpowiedz MatkaNiePolka 24 maja 2018 at 22:05

    Jej! Może nieznikajaca sterta ciuchów i ciuszkow w mojej mikro sypialni by się ulotnila?
    I deska do prasowania z przejścia do łóżka by znikła?
    I żelazko z parapetu? 😱
    Mam ochotę na to cacko! Chętnie zobaczę jak sobie daję radę z odzyskaniem naszej sypialni ❤

  • Odpowiedz Misia 24 maja 2018 at 22:06

    Steamaster! Poszla wersja robocza przypadkiem, no masz ci loooos :((

  • Odpowiedz Misia ;)))) 24 maja 2018 at 22:08

    Mnie żelazko denerwuje. Niesympatyczne jakies, zero empatii dla spracowanej kobiety, nie ma serca, męczy mnie tylko. Robić każe. Nie rozumie, bezwzględne, że odpocząć bym chciała. Takich to unikać w życiu trzeba! Co mam nieszczesliwa byc, olac dziada. Chłop tez nie lubi żelazka, nie dogaduja sie i tyle. Nie ma chemii, nie ma co go zmuszać, ja rozumiem.
    Nie lubimy sie z żelazkiem. Podłe jest, dokucza nam, uprzykrza nam życie i nie dba o nasz komfort. A od tego co złe trzeba się odcinać. My w szczesciu chcemy żyć. Trzeba żelazko bezwzglednie olać. Asio.
    Za to steamaster przyjemny, sympatyczny sie wydaje. Ja takich poznaje na kilometr. Od razu mnie zauroczył, aż ciągnie do tej znajomości. Chłop mój tolerancyjny dogadamy się, bo przeciez dbamy o rodzinne szczęście, chetnie go przyjmiemy, niech mieszka z nami abyśmy sie wszyscy cieszyli i zadowoleni byli na codzien. Steamasterze dobrze Ci z nami bedzie, my otwarci na nowe znajomosci, fajny sie wydajesz, zapraszamy, wbijaj, rozgosc sie, jak swojego Cie przyjmiemy!

  • Odpowiedz Anka 24 maja 2018 at 22:21

    Też nienawidzimy prasować. Koszule zawsze oddajemy do pralni, bo tam od razu prasują. Mamy żelazko, ale użyłam go dwa razy. Żeby wyprasowac obrus na roczek i na dwa latka córki…Czasem jak coś ubiorę, okazuje się, że np plecy pogniecione. Narzucam na to sweterek :). Takie mini coś do „prostowania” może jednak by się przydało (dużego po pierwszym „zajaraniu się” pewnie bym nie używała za często- Bo to rozwiesić ciuch trzeba itp. 🙂 )

  • Odpowiedz Ania 24 maja 2018 at 22:23

    Gdybym miała to urządzenie to wiodlabym życie w oparach Staemaster a nie w oparach absurdu, gdy zaczynam prasowac o 1 w nocy:)

  • Odpowiedz Ola 24 maja 2018 at 23:19

    Nienawidze prasowania. W rodzinnym domu prasowanie koszul ojca-co by ulzyc maminemu kregoslupowi, zawsze bylo koszmarem. Ale uwielbiam wyprasowana posciel i reczniki. Kolezanki maja mnie za wariatke, a ja z duma otwieram szafe i ukladam kolejne powloczki, reczniczki, serwetki i sciereczki w rowniutkie sztapelki. Ale to ja- prasowania nie lubie nadal ale uporzadkowana szafe uwielbiam. Ja to bym taki parowacz dla mamy chciala… bo teraz jak ja na swoim i to daleko to nie mam jak pomoc i ten kregoslup, o ktorym pisalam wczesniej to wysiada. Dzieki maszynie by nie bolal tak bardzo i na dluzej by wystarczyl a i czasu by bylo wiecej. Np na odwiedziny u corki 😉 same plusy- zdrowotne i interpelsonalne…

  • Odpowiedz Ola Ola 24 maja 2018 at 23:23

    Nienawidze prasowania. W rodzinnym domu prasowanie koszul taty -co by ulzyc maminemu kregoslupowi, zawsze bylo koszmarem. Ale uwielbiam wyprasowana posciel i reczniki. Kolezanki maja mnie za wariatke, a ja z duma otwieram szafe i ukladam kolejne powloczki, reczniczki, serwetki i sciereczki w rowniutkie sztapelki. Ale to ja- prasowania nie lubie nadal ale uporzadkowana szafe uwielbiam. Ja to bym taki parowacz dla mamy chciala… bo teraz jak ja na swoim i to daleko to nie mam jak pomoc i ten kregoslup, o ktorym pisalam wczesniej to wysiada. Dzieki maszynie by nie bolal tak bardzo i na dluzej by wystarczyl a i czasu by bylo wiecej. Np na odwiedziny u corki 😉 same plusy- zdrowotne i interpelsonalne…

  • Odpowiedz Sawicka 24 maja 2018 at 23:44

    Na wstępie wspomnę iż to urządzenie od czasu kiedy weszło na rynek jest moim osobistym małym marzeniem. Jak większość kobiet nie znoszę prasować tym bardziej jeżeli w domu jest dwójka dzieci. Słynne krzeslo z kupą czekających na prasowanie ciuchów doprowadza mnie momentami do szału. Stare porysowane żelazko i wiecznie rozstawiona po perelowska deska do prasowania nadają na na śmietnik ale coz docieram ten sprzęt do granic możliwości
    Ten sprzęt ułatwil by moje życie i może wkoncu i w szafie zrobiło by się czyściej 😉

  • Odpowiedz Magda 25 maja 2018 at 00:14

    Może stary zrobiłby w końcu tą szafę w przedpokoju, żeby było gdzie trzymać ten prasowacz.

  • Odpowiedz Fiszszka 25 maja 2018 at 00:49

    Chętnie poprasowałabym w oparach. Absurdu. Z lampką martini z lodem. Tak to widzę!

  • Odpowiedz Głażewska 25 maja 2018 at 07:15

    Kocham mojego męża byłby to prezent dla niego, to on od 15 lat naszego małżeństwa prasuje co tydzień oczywiście oglądając zaległy program w telewizji.Ja przyznam się nie cierpię prasować. Obowiązki codzienne pochłaniają nas i mało pozostaje czasu dla siebie, a za około miesiąc urodzi nam się synuś Franek na którego bardzo czekamy (mama,tata i starszy brat). Prasowacz na pewno ułatwiłby nam życie, może nawet ja polubiłabym czynność prasowania rzeczy, mielibyśmy więcej czasu na wspólne spacery na łonie natury i radość jaką daje macierzyństwo.

  • Odpowiedz Maria 25 maja 2018 at 07:23

    Ja bym zaczęła prasować pościel, już sobie wyobrażam jak nurkuję do pachnącej, chrupiącej pościeli mniam 💕😉👼 i wszystkie koszule jedwabne byłyby cudownie równiutkie! Ahhh marzenie! 🌸❤

  • Odpowiedz Aleksandra 25 maja 2018 at 08:39

    Jak on mógłby zmienić życie moje i mojej rodziny? O matko boska toz to by było zbawienie! Byl taki cudowny okres w naszej rodzinie, ze powiedziałam mężowi – kup mi porządne żelazko to będę prasować! Ot co – taki miałam plan! On codziennie w koszulach (na szczęście jest mechanikiem i to takie wdzianko robocze, ze jak przyjdzie w pogniecionej to go nie zjedzą wzrokiem) a żelazko cóż, znalazło sobie idalnw miejsce leżakowania pod biurkiem. No bo kiedy go użyć. Plan miewałam podobny jak i wy. Pranie w koszach czeka na ten jeden dzień prasowania – po czym ląduje w szafie tak jak z suszarki zdjęte. Ja ze swoimi aspiracjami zawodowymi (totalna zmiana branży) wiec po pracy której nienawidzę, do pracy która uwielbiam żeby się doszkolić ona końcu ruszyć. No ale wypadałoby wyglądać do ludzi, a jak skoro tylko niegniecace T-shirty w szafie, a to co bardziej do ludzi to grzebalny rytuał prasowania odstawić. Wiec posiadanie takiego urządzenia – którego wynalazca powinien zostać nagrodzony jak nikt inny – byłoby zbawieniem jak i pomocą dla mnie w osiąganiu swoich celów i spełnianiu marzeń.

  • Odpowiedz Oliwia 25 maja 2018 at 09:03

    O rany, co za sprzęt! Odkąd jeszcze na studiach pracowałam w sklepie w galerii handlowej powiedziałam sobie, że kiedyś taki sprzęt będę miała. Jaki życie byłoby proste i przyjemne! Uwielbiam prać, uwielbiam zapach świeżo rozwieszonego prania, ale prasowanie, to ostatnia rzecz, którą robie. No nie cierpię. Może dlatego, że nie potrafię? „Oj, dużo jeszcze koszul w swoim życiu będziesz musiała wyprasować” powiedziała kiedyś moja (wtedy przyszła) teściowa i skutecznie zraziła mnie do choćby prób prasowania! No nie ma z czego się śmiać! Jak ma się męża, który od x lat jest dyrektorem szkoły podstawowej, jak prasuje się koszule codziennie, bo nie dość, że to jego uniform, to jeszcze ulubiony strój (na tyle, że ubiera koszule i do niedzielnego obiadu i jak jedzie zobaczyć na działkę ;)) to można nabrać doświadczenia! A ja? Mój mąż najchętniej chodzi w dresach, ale teraz co jedziemy do rodziców to jakaś uroczystość! Wesele, chrzciny, jubileusz, urodziny babci, więc okazji do skomentowania no ok, niezbyt dokładnie wyprasowanej koszuli męża (kto do cholery wymyślił te rękawy takie dziwne?!) jest od groma!
    Więc jak zmieniłoby to moje życie? Może usłyszałabym pochwałę? Może powiedziałabym, że zastosowałam się do jej rad i nagle prasowanie okazało się banalne? Przecież nie muszę od razu się przyznawać do pomocy, nie? 😉 Dumny mąż, dumna ja i zadowolona teściowa? Ochy i achy! 🙂
    A poza tym.. to oszczędność! Ostatnio wzięłam się na sposób i oddaję koszule do pralni, Dostaję od razu wyprasowaną (oczywiście robię to na dzień lub dwa przed kolejną planowaną imprezą, żeby nikt i nic nie zdążyło zrobić zagnieceń)! Ale na dłuższą metę… pójdziemy z torbami 😉

  • Odpowiedz Natalia 25 maja 2018 at 09:19

    Hej, nigdy nie biorę udziału w takich loteriach bo wiem ze nigdy nie wygram. Ale ale… teraz jest okazja aby pograć haha 🙂 niezgadniesz dlaczego. Ostatnio sobie spokojnie prasuje ale pod koniec już dostałam na głowe i wpadłam na pomysł i powiedziałam mojemu ” dalej wskakuj na deskę poserfować ” i cholera jasna wskoczył ( uwaga waga cieżka nie piórkowa )… i jak on pierdut na dół … szok hahah 🙂
    Prasowanie takim urządzeniem zmieniło by wiele koniec moich głupich pomysłów, a nóż jeszcze moj polubi prasowanie bo prasuje tylko pościel (łatwe i proste bez zagięć)
    Taki sprzet nie tylko uratuje mój dom ale i tez cały świat 🙂

  • Odpowiedz Sewerynka 25 maja 2018 at 09:25

    Mogłabym nareszcie wyrzucić deskę i żelazko od teściowej, hell yeah!!!

  • Odpowiedz Biała-dama 25 maja 2018 at 10:04

    W jaki sposób pomógłny mi prasowacz parowy skróciłby czas prasowania i miałabym więcej czasu dla chorego synka.

  • Odpowiedz Marcela 25 maja 2018 at 10:11

    29.05 data moich urodzin.. może w tym roku ja podaruje mojej mamie prezent?
    Cały dom jest na głowie mamy, widząc jak po całym męczącym dniu przypomina jej się o całym koszu ubrań do prasowania i idzie do kolejnego zadania zamiast odpocząć myśle ze to prezent idealny dla niej. Wiem ze jest w takim wieku ze mając kupić sobie samej ten prasowacz nie będzie przekonana. Myśle ze byłaby szczęśliwa z takiego prezentu, prezentu również od rodziny która przed założeniem ubrania szybko sama wyprasowalaby ubrania.

  • Odpowiedz Aguska 25 maja 2018 at 10:21

    Hej, nie cierpię prasować a kocham chodzić w przepięknych rozkloszowanych i kobiecych sukienkach w falbaniastych bluzkach, w spodnicach z zakładkami z naturalnych materiałów a te wymagają żelazka i dokładnego a zatem i długiego prasowania. Gdybym miała to urządzenie zaczęła bym mogła nosić sukienki których założenie zostaje skutecznie odstraszone przez długość prasowania, a ilość rzeczy oczekujących na prasowanie by drastycznie zmalała.

  • Odpowiedz Gosiak 25 maja 2018 at 10:26

    Wraz z piękną pogodą nastała pora na falbaniaste kieci i kiecuszki,koronkowe bluzeczki z bufiastymi rękawkami,które uwielbiam zarówno u siebie jak i córki. Nie trudno się domyślić że prasowanie tych cudeniek zarówno moich jak i córeczki nie jest już takie piękne🤣 Dodam że jej tatuś umywa od tego ręce,w myśl zasady chcesz być piękna,musisz cierpieć😋Ale tak najbardziej na świecie to marzę żeby prasować zajął się moimi firanami i zasłonami😍Może wtedy mycie okien nie będzie już taką zmorą🙈Buziaki❤❤❤

  • Odpowiedz Emi 25 maja 2018 at 11:33

    Mój mąż nie budziłby mnie o 5:00 rano ( ja mam budzik ustawiony na 6:15 😉) codziennie z tym samym pytaniem: ” wyprasujesz mi koszulę?” , bo z takim sprzętem wyprasowane miałby ” na wczoraj” 😀

  • Odpowiedz ANIA 25 maja 2018 at 11:58

    Prasowanie to dla mnie nieodzowny punkt w harmonogramie każdego siódmego dnia tygodnia…Tak tak niestety jedynym ,,wolnym” czasem na tę przykrą przyjemność, jaką jest muskanie ubrań mojej trzy-osobowej rodziny jest ten wyjątkowy dzień, w którym powinniśmy celebrować wspólnie czas. Niestety po dość napiętym grafiku , który wypełnia mój czas od poniedziałku do soboty – czytaj: praca zawodowa, dom, zajęcia pozalekcyjne dziecka , sprzątanie, pranie, gotowanie, nadchodzi w końcu NIEDZIELA – by móc ,,SPOKOJNIE” stanąć przy żelazku na jakieś od 3 do 4 godzin. Oto witam w moim świecie….Więc Steamaster,zmieni wiele nie tylko dla mnie ale dla całej mojej rodziny – zaczniemy mieć niedzielę dla NAS .
    Steamaster – POZWOLI ODZYSKAĆ CZAS DLA RODZINY.

  • Odpowiedz Marysia 25 maja 2018 at 12:33

    Prasowanie dziecięcych ubranek, koszuleczek, sukieneczek, firaneczek, zasłoneczek i pościeli to nic, w porównaniu z żywotem żony muzyka. W dodatku górniczego. I jazzowego. I w ogóle takiego, co to musi grać, żeby żyć. Takiego w koszuli z pagonami w tygodniu, czarnej koszuli w piątki i białej w soboty. I nie, że może by założyć tą co wczoraj. Musi być czyściutka, wypachniona i (ku mojej rozpaczy) WYPRASOWANA. W ogóle wszystko musi być wyprasowane- te mundury górnicze i te gacie też. Nadal się sobie dziwię, ale znoszę to nawet w miarę spokojnie- jak mus, to mus. Chłop musi przecież jakoś na tej scenie wyglądać. Kryzys pojawia się zazwyczaj raz na dwa tygodnie, o nieludzkiej godzinie, kiedy jestem już w krainie pięknych snów. Oczywiście bez udziału koszul, mundurów górniczych i tego potwora, żelazka. Wtedy to okazuje się zazwyczaj, że nie uprasowałam koszuli „na jutro”. Ale jak to na jutro?! A ta koszula „na jutro” najczęściej jest nieuprana. Leży na dnie kosza i śmieje się szyderczo. I wtedy, rzeczona żona muzyka dokonuje cudu. Wstaje z wyra i pierze. Ręcznie oczywiście, bo na pralkę już za późno. Wstaje o świcie, bo przecież ta koszula to na pewno nie wyschła. Chucha, dmucha, suszy suszarką. I jak już wysuszy, to prasuje. Klnie przy tym po cichu, żeby gościa nie obudzić, wrócił przecież późno… Czy naprawdę nie mógłby sobie tak sam tych koszul prasować? No nie mógłby. Ale może takim super męskim prasowaczem by się dało? I może nie musiałabym zaczynać dnia od żelazka zamiast od kawy? Albo byłabym w pracy na czas? I kto wie, może przestałabym w końcu kląć o poranku…. 😉

  • Odpowiedz Aleksandra 25 maja 2018 at 12:50

    Prawdopodobnie mój mąż pokochałby mnie jeszcze bardziej….. 😉

  • Odpowiedz julia 25 maja 2018 at 13:09

    DROGA POLKO,
    Prasowacz parowy ukoi znacznie mój układ nerwowy,
    zszargany stosami ubrań do prasowania,
    wokół którego podchodzę jak do wielkiego wyzwania.
    Córka chodzi do jedynki szkoły mundurkowej,
    pognieciona pójść nie może, bo co w szkole powie.
    Mąż na statku, koszula z pagonami,
    a ja biedna wolną chwilę poświęcić muszę nad tymi stertami i oparami.
    Druga córka do przedszkola się szykuje,
    a w gniotliwych kieckach się lubuje.
    Wspomóż mojej stercie fatałaszków,
    bo moje stylówki z musu są bez falban, plisowanek i innych wynalazków.
    Powyższego nigdy bym nie wyprasowała,
    na czytanie chwilę poświecić bym wolała.
    Steamer dla mych nerwów jest jak na rany plaster
    TYLKO STEAMER EM-101 OGARNIE KAŻDY CIUCHOWY DISASTER 🙂

  • Odpowiedz Jacek 25 maja 2018 at 13:29

    Veto! Jak poseł na Sejm chce się rzec gdy słyszy się takie oszczerstwa! Mężczyźni prasują i prasować będą zaprzęgani w kierat gdy kupa prania wisi smętnie na suszarce, a kobieta robi maślane oczy, że ona zapracowana. Rzucają wiertarki, wkrętarki, młotki i gwoździe, metry i poziomice, kombinerki i nerki odsłaniają schylając się po kolejną samotną skarpetkę… czekaj, skarpetek nie prasujemy… po samotną koszulinkę. Na Ligę Mistrzów już siły nie ma, obowiązki małżeńskie w kąt odsunięte więc zawołać pozostaje „dawać mi tego prasowacza”, niech wszystykich w domu los parowa maszyna odmieni.

  • Odpowiedz Martynika 25 maja 2018 at 13:41

    Gdybym miała zatytułować jakoś mój poranek, to byłoby to: „Chaos! Widzę chaos!” lub „Jak ogarnąć się w 5 minut – poradnik dla opornych”. Codziennie rano budzik dzwoni o 7:30, wstaję oczywiście dopiero jakieś 40 minut później – spanikowana, że przecież o 9:00 mam spotkanie i…aaaaa! Mocnym kuksańcem budzę męża, który o tej porze bardziej przypomina zombie niż faceta, w którym się zakochałam kilka lat temu i oboje biegniemy do pokoju synka na negocjacje pt.: „Dlaczego musisz się ubrać do przedszkola TERAZ”. Potem szybkie ogarnianie siebie, chciałoby się chociaż wytuszować rzęsy i zrobić taką kreskę na powiece jak ta blogerka, którą wczoraj oglądałam na youtube. Ale chwila chwila! Przecież jeszcze ciuchy – a tu wszystko wygniecione (ała!). Zegar niestrudzenie przesuwa swoje wskazówki, mąż sugestywnie chrząka patrząc na zegarek – a ja wyciągam deskę do prasowania (czemu ona jest taka ciężka?!), rozkładam ją przycinając sobie palec (jak zwykle!) i zaczynam nagrzewać żelazko…Tik-tak! Mijają kolejne minuty, mąż pogania mnie coraz głośniej, synek grzeje się w kurtce, gotowy do wyjścia – a ja z szaleństwem w oczach i prędkością Kubicy przesuwam znienawidzonym urządzeniem po materiale…I tak kilka razy w tygodniu, bo wieczorem na żelazko patrzeć nie mogę po całym dniu pracy i prasować mi się nie chce na kolejny dzień, no siły już nie mam jak już ululam dziecko i wreszcie o 21:00 padnę na kanapę…
    Długi wstęp, ja wiem:) Lecz właśnie dlatego potrzebuję SteaMastera – by mój poranek przestał przypominać szaleństwa przedszkolaka, który najadł się za dużo cukru! Bym mogła szybko i sprawnie odświeżyć ubrania, wyprasować te cienkie koszulki które zawsze, zawsze się gniotą (nawet wisząc w szafie – jak one to robią?!) i móc zdążyć do pracy na czas. Mój poziom hormonu stresu by się permanentnie obniżył – z korzyścią dla całej rodziny:)

  • Odpowiedz Patrycja 25 maja 2018 at 14:00

    Taki prasowacz znacznie zmieniłby życie naszej rodziny ponieważ u nas w domu nikt nie przepada za prasowaniem ubrań, nie robi się tego na bieżąco, więc każdy prasuje na ostatnią chwilę przed wyjściem i zdarzyło się już, że taka „szybka akcja” zakończyła się przypaloną bluzką, bądź spóźnieniem na umówione spotkanie, bo prasowanie zajęło dłuższą chwilę. Myślę, że z takim prasowaczem prasowanie nie będzie takie straszne i czasochłonne- da się polubić i każdy z chęcią wyprasuje swoje ubrania przed włożeniem do szafy 🙂

  • Odpowiedz Kasia S. 25 maja 2018 at 14:37

    Uratowałby moje zdrowie psychiczne!
    Od 8 miesięcy jestem pełnoetatową mamą i wciąż ilość nowych obowiązków mnie przytłacza i wiecznie brakuje mi na coś czasu. Niestety oznacza to, że z pewnych rzeczy muszę zrezygnować i zazwyczaj jest to prasowanie… Ale ja NIENAWIDZĘ chodzić w pogiętych ciuchach ani nie znoszę jak Pan Mąż albo Panna Córka w takich chodzą! Także doprowadza mnie to do szału… Prasowacz parowy wiele by ułatwił!
    A teraz kończę już pisać, bo Młoda zaklinowała się pod kaloryferem i muszę ją ratować!

  • Odpowiedz Pani domowego ogniska 25 maja 2018 at 14:38

    Hmm.. Och! Mój król moglby sam te koszule ta para traktowac! Serio! Dałabym mu te możliwość! A niech se chłop pokorzysta trochę, co ja bede mu broniła?? No tym żelazkiem to cieżko w te kanty, przy tych guzikach zahacza zawsze, pognie! Nie robota taka! Ale para?! Moglby wymachiwać niczym Rubik te batutą na koncercie ! Dumny jak paw ze on sam se te koszule prostuje! Pan i władca swojego prasowacza! Bo przecież mężczyźni tego potrzebuja! To ich instynkt władczy! Nie mozna im tego zabraniać! Panowac nad wszystkim, rządzić nakazywać. Dajmy swoim Lwom władze. Mezczyzna spelniony to i kobieta szczęśliwsza! A potem w tej parze wygibasy i całusy! Ach ! chciałabym tak zmienić swe ognisko domowe! Co by nie tylko od prasowania szyby parowały 🙂

  • Odpowiedz Ada 25 maja 2018 at 15:02

    Piec pralek tygodniowo, sterta prasowania, z ktora nigdy nie wychodze na “zero”. Za prasowanie zabieram sie wieczorem, tak jak zawsze robila to moja mama. Lubie prasowac, lubie zapach wyprasowanych ubran. Otwieram sobie butelke wina, wlaczam ulubiony serial i zabieram sie za prasowanie. Co steamaster by zmienil w moim zyciu? Nie musialabym tak czesto odstawiac kieliszka;-) a tak serio? Chcialabym miec czas, chociaz godzinke na spedzenie wieczoru z dziecmi, na czytanie, wyglupianie sie i utulanie do snu. Teraz robi to maz, ktory tak prasuje, ze pozal sie Boze…wiec prasowanie robie ja. I slysze tylko ich smiechy zza drzwi zamknietej sypialni:-( zupelnie tak samo, jak kiedy ja z siostra bylysmy male i tata kladl nas spac, a mama byla zajeta domowymi obowiazkami. Strasznie mi przykro, ze nie moge sie uwolnic z tego schematu. Skoro prasowanie ze steamaster jest takie proste, to moze moj maz mogby mnie zmienic i poprasowac jak nalezy, a ja moglabym wreszcie poprzytulac sie na dobranoc z dzieciakami…

  • Odpowiedz Paulina 25 maja 2018 at 15:25

    To urządzenie zmieniłoby moje życie na lepsze, bo nawet 3 latce trudno już wytłumaczyć, że tak to powinno wyglądać i dlaczego inne dzieci nie mają tych kreseczek na ubrankach a ona ma 🙁 co niestety zmusza mnie do prasowania przynajmniej od czasu do czasu, a wizja tego, że za rok już druga córka też zacznie chodzić do przedszkola mnie załamuje bo to będzie dwa razy więcej małych ubranek :((

  • Odpowiedz Paulina 25 maja 2018 at 16:23

    Prasowacz parowy szczyt marzeń każdej z nas tylko jak Cię przekonac, że to ja powinnam go mieć? !Przekupstwo to jest to! Moja propozycja: Ty mi ofiarujesz prasowacz a ja zaproponuje najpyszniejsza bezę pod słońcem z truskawkami borówkami kremem z mascarpone wszystko robione z miłością i starannością mojej mamy, ewentualnie boski tort z karmelizowanymi gruszkami. Myślę że propozycja nie do odrzucenia. Co Ty na to?

  • Odpowiedz Marzena 25 maja 2018 at 16:49

    Równo za 100 dni (dziś wielki bal 😀 ) przywitamy na świecie naszego pierwszego synka (a przynajmniej taki jest plan jeśli Bartuś zamierza urodzić się w terminie). Jestem studentka weterynarii, po wakacjach zostanie mi ostatni semestr studiow. Mój mąż natomiast pracuje w naszej rodzinnej miejscowości, przez co znowu będzie dzieliło nas prawie 300km. Odkąd jesteśmy małżeństwem mąż zawsze narzeka, ze przez moja ciągłą nieobecność w domu, on ma niewyprasowane koszule 🙂 myśle, ze ze steam masterem nie miałby już wymówek, a sam z radością by sobie wszystko prasował. Poza tym ten cudowny wynalazek jeszcze bardziej umiliłby nam przygotowania do rodzicielstwa. Nie dość, ze sprawniej prasowalibysmy ubranka Bartusiowe, to i zasłony i inne tekstylia do pokoiku dziecięcego nie będą już nam straszne! Takie cudo na pewno wiele zmieniłoby w naszej rodzince 🙂

  • Odpowiedz Asia - mama Stasia 25 maja 2018 at 17:18

    Dla mnie, świeżo upieczonej mamy, pranie to nie problem, tetry i inne ubranka mogę nastawiać wiadrami, ładnie potem porozwieszać – też prościzna. Tylko potem ten kosz do prasowania… Jak miraże i inne fatamorgany, niby widzę, niby nie… A może samo się zrobi?
    Ciuchy męża to też oczywiście świętość, bo jak to tak nieuprasowane. Tylko ja mam taką tolerancję na to co wymięte i pogniecione. Ale jak On ma doświadczyć żelazka, też nagle okazuje się że tego nie trzeba, tamto to w sumie ”po domu”, a to tuż przed wyjściem wystarczy przejechać.
    Ogółem, tylko Małego Bąbelka rzeczy są priorytetem, więc prasujemy te maleństwa, a reszta zalega.
    Co by zmienił prasowacz? Przestałabym udawać, że kosza z wypranymi rzeczami nie ma. Mąż mógłby spełnić swoją wizję idealnie uprasowanych koszul, bez okraszania ich siarczystymi epitetami. Bąbelek miałby porządnie wyszykowane bodziaki, również te z kopertowymi zakładkami (??! tego się ładnie nie da wyprasować!).
    Może można polubić to prasowanie?

  • Odpowiedz Jessica 25 maja 2018 at 17:23

    W JAKI SPOSÓB PRASOWACZ PAROWY STEAMASTER MÓGŁBY ZMIENIĆ ŻYCIE MOJEJ RODZINY?

    Jako Pani domu, mogłabym wreszcie bezkarnie i bez ograniczeń wykorzystywać dwie najważniejsze funkcje prasowacza parowego Steamaster, mianowicie:

    funkcję odświeżania ubrań, w tym także marynarek męża, które zanosimy do pralni chemicznej, nawet po godzinnym wyjściu na kolację, czy po każdym ważnym spotkaniu biznesowym w jego pracy… A jak wiadomo, wizyta w pralni zabiera nie tylko czas ale także generuje spore koszty. Dzięki prasowaczowi, zaoszczędzone pieniądze moglibyśmy przeznaczyć na przyjemności, a zaoszczędzony czas na romantyczne randki we dwoje.

    Ale to nie wszystko… Jest też jeszcze jedna kwestia…

    Ze wstydem, muszę przyznać, że mam pewne problemy z prasowaniem pomiętych firanek, które łatwo zniszczyć źle ustawionym żelazkiem. Z obawy przed ich kompletną dewastacją, wieszam je pogniecione i liczę na to, że się „owieszą” i chociaż odrobinę rozprostują. Niestety już od kilku tygodni to się nie dzieje, ku mojemu ogromnemu rozczarowaniu. Ale pocieszam się myślą, że lepiej mieć firany pomięte, niż z wypalonymi dziurami, prawda? Prasowacz zdecydowanie pomógłby mojej rodzinie zachować dobrą opinię na osiedlu. Oczom sąsiadów na pewno nie umknął fakt, że mamy w oknach nic więcej poza ogromnymi zagięciami.

    Myślę, że ze Steamasterem moglibyśmy być najlepszymi przyjaciółmi na długie lata 🙂

  • Odpowiedz AniaBu 25 maja 2018 at 18:28

    A ja tam prasować lubię 🙂 lubię jak pranie jest gładkie, bez zagnieceń, lubię zapach świeżo wyprasowanych ubrań, lubię układać równiutko poskładane koszulki w szafie, co nie zmienia faktu że jest to zajęcie zabierające dosyć sporo czasu i jeśli jest cokolwiek co mogłoby mi tego czasu trochę oddać – chętnie przygarnę. A kto wie, może i mąż się skusi 😉

  • Odpowiedz Asia 25 maja 2018 at 18:49

    Prasować to prasuję. Muszę, chcę, potrzebuję bo nie znoszę ani siebie ani męża ani dzieciaków w pogniecionych ubraniach oglądać. No cóż, taki los, taki charakter, usposobienie, nic nie poradzę. Nawet zazdroszczę tym co nie prasują. Bo kupują ubrania z tkanin nie gnących się, bo im obojętnie czy pogniecione czy nie, bo nie dbają o to co ludzie powiedzą. U mnie to nie przejdzie, byłam, sprawdziłam, ten typ tak ma. I przed każdą podróżą i po każdej wyprawie, nawet krótkiej weekendowej, ja jestem odpowiedzialna (żeby nie było to sama sobie przydzieliłam to zadanie) za góry prania a potem prasowania. A wtedy to się odechciewa wszystkiego a najbardziej to tych podróży. A taki prasowacz parowy sprawiłby, że to prasowanie odbyłoby się szybciej, sprawniej i bezboleśnie… dla mnie. Tym bardziej sprawiłoby, że żadne rodzinne weekendowe i dłuższe wyjazdy nie byłyby mi straszne. A może zechciałabym częściej wyjeżdżać z miasta. Dzieciaki by się ucieszyły, dziadkowie w innym mieście, rodzina rozrzucona po Polsce. Wszak podróże kształcą..

  • Odpowiedz ANia 25 maja 2018 at 19:23

    a ja z innej beczki mam i NIE POLECAM wywalone pieniądze owszem jest to dobry sprzęt ale tylko i wyłącznie jak dla mnie do” odświeżenia” garderoby u mnie używany kilka razy w roku np.wyciągam garnitur męża z pokrowca i są odgniecenia na rękawach to” paruję”,żakiety ,sukienki itp.
    kołnierzyka ,czy mankietów to tym ustrojstwem nie uprasujesz .
    Ale każdy lubi co innego.
    Pozdrawiam

  • Odpowiedz Kasia KuMon 25 maja 2018 at 19:24

    Kojarzysz dźwięk noża, skrobiącego porcelanowy talerz? Ten przenikliwy, bolesny, wwiercający się w mózg dźwięk? To dokładnie proces jaki dzieje się w moim mózgu kiedy mam coś wyprasować. Ba to jeden z tych elementów, który łączy mnie i mojego męża. TOTALNA ABSOLUTNA NIECHĘĆ DO PRASOWANIA. (btw. podobnie jak suszenie na stojących suszarkach 😉 ) I choć stosowaliśmy już wszelkie triki, sztuczki i czary, czasem po prostu TRZEBA coś wyprasować. A my, my nie mamy nawet deski do prasowania. Wstyd przyznać, ale czasem aż mi głupio jak faceta i dziecko puszczam w pogiętych łachach i wyglądają jak lumpy 😛 . I tu takie rozwiązanie Steamaster wpasowałoby się idealnie! Kiedy je potrzeba to korzystamy, a nie wymaga deski, żelazka i wiecznej dyskusji :
    „Ej to chyba trzeba wyprasować”
    „YYY nie no aż tak źle nie jest….”
    „Myślisz, a tu nie jest pogięte za bardzo???”
    „Nie no aż tak źle nie jest, najwyżej w photoshopie sobie poprawisz jakbyś chciała się uwiecznić”
    ” Czyli co styl na lumpa? ”
    :PPPPPPPP
    Steamaster to będzie chwila moment i będziemy wyglądać jak ludzie 😀

    P.S. pytałam nawet męża co o tym sądzi i wiesz jaka była odpowiedź „O czad będzie koniec stylu na lumpa” 😀
    P.S.2. już oczami wyobraźni widzę ile prania nam przybędzie (i potencjalnego prasowania O.O ) z przybyciem drugiego bobo (o matyldo to już za chwilę, te małe tyci ubranka O.o Polko save me & moje zdrowie psychiczne & małżeństwo :P)

  • Odpowiedz Magdalena 25 maja 2018 at 19:51

    To dobry sprzęt na nowy start w życie:)

  • Odpowiedz A_nitka 25 maja 2018 at 20:35

    Czy chciałabym mieć takie cudo? Czy to możliwe, że zza fotela nie wystają koszulki, spodnie, ścierki i machające frędzelkami ręczniki? Na pewnym etapie zaakceptowałam piętrzącą się i wołającą co wieczór stertę do prasowania. Zaakceptowałam do tego stopnia, że koszyk utrzymujący wszystko w pionie otrzymał imię. Tak,tak. Inni mają psy, koty, rybki, a my mamy naszą „Gienię”🙂Jeszcze trochę, a zaczniemy obchodzić z nią urodziny i święta😉Tymczasem „Gienia” jako członek rodziny towarzyszy nam w codziennym bytowaniu i ratuje gdy trzeba odnaleźć ulubione getry córki albo koszulę męża. Dzielnie znosi też dokładanie kolejnych rzeczy. Tylko czasami mam wrażenie, że oddałaby wszystko, za chwilę spokoju na szafie. Może gdyby parownica przyszła nam z pomocą….

  • Odpowiedz Maki 25 maja 2018 at 20:52

    Pewnie ubrałabym się w coś bardziej wymagającego. Po pracy w biurze, pobycie w stajni, gotowaniu i sprzątaniu, zabawie z kotem i chwili dla mojego Lubego, to jak wyglądam w pracy przestaje być dla mnie ważne… i czuje się z tym gorzej. Wszak elegancko ubrana kobieta zawsze będzie się czuć sexy! I ja tak chce! I poproszę! 🙂

  • Odpowiedz Natalia 25 maja 2018 at 20:53

    Pomoże mamuśce dwóch małych istotek ( synek dwa lata / córeczka siedem msc) znaleźć czas po godz 20.30 ( wtedy już obydwoje śpią) dla siebie i ukochanego męża!! Zamiast stać i slęczeć nad dwugodzinny prasowaniem ubrań całej rodziny…. Chciałabym wtedy odpocząć, posłuchać dobrej muzyki, obejrzeć film czy poprostu wykąpać się i zasnąć w najlepsze! Pozdrawiamy z moją rodzinką!UUwielbiamy Twoje posty i wpisy!LOVE

  • Odpowiedz KasiaHoł 25 maja 2018 at 21:09

    Prasowacz ułatwiłby życie w moim domu rodzinnym,przede wszystkim mojej Mamie,która pracować szczerze nienawidzi (zbliżają się urodzino-imieniny Rodziców,więc okazja najlepsza).Ja sama niegdyś nieopatrznie powiedziałam,że ja to nawet lubię prasować…i oczywiście cała Rodzina szybko podchwyciła moje wyznanie i teraz przy każdej okazji,gdy jestem w domu,jestem wyznaczana „do deski”…bo przecież lubię!;) (także trzeba zawsze pomyśleć zanim się coś palnie przy świadkach gotowych wykorzystać to przeciwko Tobie 😀 ). Ja sama dla siebie prasuję niewiele,gdyż wyznaję zasadę,że ciuchy same się na mnie wyprasują.
    Osobiście mam to szczęście,że mój mężczyzna lubi prasować i sam wychodzi z inicjatywą wyprasowania moich ubrań 🙂
    Pozdrawiam,Kasia

  • Odpowiedz Justyna 25 maja 2018 at 22:54

    Ożeszzzz! Ja muszę mieć!!! Wszystkie moje kumpele z pracy mają to GENIALNE urządzenie z wyjątkiem mnie, co widać bo moje bluzki są zawsze kiepsko wyprasowane, ponieważ nie będę ukrywać że ta czynność mi kiepsko wychodzi…dodatkowo deski do prasowania nie chce mi się wyciągać lub nie mam czasu na wyciąganie, składanie i rozkładanie tego sprzętu, więc się gimnastykuję prasując na sofie, na co mój „już” 21 miesięczny syn dziwnie spogląda 🙂 Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Twoją Rodzinkę. P.S. Śledzę Twoje wpisy, uwielbiam! Staram się przeczytać Twoją książkę, tak to dobre stwierdzenie, bo odkąd mam dziecko wszystko wydaje się być wyzwaniem, prasowanie też 😉

  • Odpowiedz Magdalena L. 25 maja 2018 at 23:19

    Z prasowaniem mam dokładnie tak samo! NIENAWIDZĘ! A to dlatego , że to był jeden z moich obowiązków w rodzinnym domu… Gdyby można było dodać słowa ” o raz nigdy nie będę jej zmuszał do prasowania” podczas przysięgi małżeńskiej pewnie bym z tego skorzystała 😉 Mąż jednak bardzo lubi chodzić w koszulach i gdy patrzy na mnie maślanymi oczami ciężko mu odmówić… O mamo ile by mi dał taki Steamaster! Nie było by wstyd wyjść z domu… Bo czasem jest… Ciuchy nie dość, że wyglądają jak wyciągnięte z paszczy lwa to jeszcze z kudłami lwa (mamy dwa koty ;)). Zaoszczedzony czas… Choć nie prasuje na bieżąco tylko gdy trzeba to jednak czasem wyprasowanie JEDNEJ koszuli to jakieś kilkanaście minut… Wykorzystamy na dłuższe śniadanie w łóżku! Taki banał , ale niesamowicie ważny każdego dnia! Wspólne śniadanie , pełne rozmów i inspiracji czli baterie naładowane na cały dzień!

  • Odpowiedz Kasia 26 maja 2018 at 06:49

    Powinnam poprostu dołączyć zdjęcie mojego sekretnego kosza z rzeczami do prasowania i na pewno bym wygrała 😉 ktoś co noc podrzuca nam w to miejsce kolejne rzeczy do prasowania. Ktoś ukradkiem ściąga rzeczy z wieszaków i je gniecie.
    A kupka rośnie. A wraz z nią wyrzut sumienia kierowniczki domu ( jak pieknie nazywa mnie syn).
    Podsumowując: chcę cie bardzo w moim domu drogi steamerze!!! Miejsce masz przygotowane 😉

  • Odpowiedz Ada 26 maja 2018 at 08:00

    Oj jakby to życie się odmieniło! Moje roczne dziecko wreszcie byłoby bezpieczne! Zakończyłby się permanentny stan zagrożenia życia! Zdechłyby te wszystkie paskudztwa czające się na niewyprasowanych ubrankach. Moja mama mogłaby spać po nocach, a teściowa przestałaby patrzeć na mnie jak na matkę wyrodną. Steam master to zatem jedyna szansa na uratowanie dobrych relacji w mojej rodzinie. Pozdrawiam 😉

  • Odpowiedz Martyna 26 maja 2018 at 10:18

    Być może dzięki temu urządzeniu prasowałabym nieco częściej, niż tylko wtedy, kiedy rano przed samym wyjściem do pracy nagle orientuję się, że wszystkie niegniotące się ubrania zostały już wykorzystane. Ten prasowacz ZDECYDOWANIE ulatwiłby życie wszystkich domowników. Numer jeden na mojej liście MUST HAVE 🙂

  • Odpowiedz Aleksandra 26 maja 2018 at 16:27

    Nasza rodzina, jeszcze student i jeszcze studentka, co rozwieszanie i strzepywanie prania w taki sposób, co by nie trzeba było prasować mają opanowane prawie do perfekcji, co miejsca nie mają w wynajmowanym pokoju na porządną deskę do prasowania ani funduszy, co podział rodzinnych obowiązków nie idzie im jak to teściowa i Bóg przykazał (kolejność zupełnie przypadkowa). A takie jeszcze nie ostatnie słowo techniki na temat prasowania zapewne znacznie ułatwiłoby życie naszej jeszcze dwójki. Ze względu na zawód który wybraliśmy nienagannie wyprasowane koszule to niebawem będzie nasza „szara” codzienność? Mam jednak nadzieję że nie szara, choć to zacny kolor.

    Żelazko, a raczej jego lepsza wersja, SteaMASTER, mistrz, mistrzunio co uratowałby mnie od prasowania tych kołnierzyków, rękawów, mankietów jest moim marzeniem. Lato sprzyja zmianom, planujemy wynajęcie czegoś większego. Ciekawe, jakie byłoby to uczucie spędzić miło wolny wieczór we własnym (choć wynajmowanym) M2, w kilka chwil wirtuozersko wyprasować koszule i moje „ulubione” – spodnie na kant, bez wzywania, wyzywania wszystkiego i wszystkich? 😉

  • Odpowiedz wilomena 26 maja 2018 at 19:26

    moja rodzina nie jest duża: Mama, Tato, Babcia, Dziadzio oraz moja siostra Dorota, zawsze u nas jest problem z tym, kto będzie pasował, nikt tego nie lubi, ten przykra czynność spada zawsze na barki Mamy oraz mojej Babci. Kiedy zobaczyłam ten prasowacz, postanowiłam, że będę odkładać pieniądze i kupię mojej Mamie, jako na prezent ten prasowacz parowy, za te czasy, kiedy to ona musiała czy nie musiała, pasowała nasze rzeczy. Wiem na pewno, że jakbym wygrała ten prasowacz, podarowalabym mojej Mamie jako wdzięczność za te lata prasowania naszych rzeczy. Nie tylko Mama by miała super frajdę z tego, że to nie jest zelazko, tylko coś więcej, ale każdy ustawial by się w kolejne, że chce coś uprasowac. Pozdrawiam😉

  • Odpowiedz Dorota 26 maja 2018 at 20:28

    Taki sprzęt to też świetny pomysł na prezent! Za dwa miesiace zostanę teściowa! I choć to strasznie brzmi to mam ze swoją synowa naprawdę koleżeńską relacje. Moja teściowa prawie 30 lat temu powiedziała mi, że ona nigdy nie prasowała swojemu mężowi spodni i koszul i że też mam tego nie robić, jej synowie potrafią sami sobie wyprasować. Tak mi się to spodobało, że mój mąż nie miał wyjścia i nauczył prasować też moich synów. Mojej przyszłej córce jest więc trochę łatwiej, ale czasem stara się zrobić to za niego… Wkrótce ślub, ciąża też już zaawansowana, więc czekają mnie dwie nowe role. Co taka maszyna zmieniłaby w moim życiu? Kompletnie nic. Ale to nie u mnie miałaby zmieniać… Chciałabym to podarować właśnie mojej przyszłej córce, trochę w prezencie ślubnym, trochę w takim podarunku relacji mama-corka, której ani ona ani ja nigdy nie miałyśmy, a trochę dla mojej wnuczki, której doczekać się nie mogę. „Wszystkiego najlatwiejszego na nowej drodze życia”
    Pozdrawiam serdecznie,
    Dorota.

    • Odpowiedz Oliwia 27 maja 2018 at 08:48

      Rany, teściowa jak z bajki! Gratulacje i naprawdę aż miło się czyta! 🙂

  • Odpowiedz Natka 26 maja 2018 at 22:05

    … a wtedy mogłabym stać się prawdziwą Matką Polką, która pierze, sprząta i prasuje, bo tymczasem…. tego ostatniego wciąż brakuje… wygnieceni wciąż chodzimy, innym kantów zazdrościmy!
    O la Boga nie pomoże, sterta prania schnie na dworze, kiedy w domu wyląduje nikt jej nigdy nie prasuje… . Złotej rączki tu brakuje … Steamastera POTRZEBUJE😁!

  • Odpowiedz Paula 26 maja 2018 at 22:18

    Co by zmienił w moim życiu?
    Pewnie nic, bo prasowanie to dola (raczej niedola) mojej drugiej połowy, więc ubrania jak były, tak będą uprasowane (szczęściara 🙂 ). Ale gdyby mój mąż dostał sprzęt dzięki któremu w parę minut zrobi coś co robi parę godzin, to bardziej ucieszyć by go mogła chyba tylko wygrana w totka. A w te oszczędzone chwile niech se chłopina odsapnie od zrzędzących kobitek w domu (p.s. zrzędzę głównie ja bo 2 córy ledwo mówią), bo mu się po prostu należy. Kochany jest.

  • Odpowiedz Matylda Jasmin. 26 maja 2018 at 22:22

    Nie lubię prasować. Lubię kiedy jest wyprasowane. Nie lubię, bo pamiętam, jak mając lat od 12 wzwyż, prasowałam koszule Taty. Żeby do pracy miał. Mamę od żelazka bolała głowa. Mnie też. Tata potrafił rozpoznać kto prasował koszulę i zawsze mi dziękował. Wcześnie umarł i przestałam prasować. Swoje rzeczy prasowałam okazjonalnie. Wolałam rozwieszać sprytnie. Dorosłam i wydawało mi się, że On nie może w wygniecionych bo to o mnie świadczy (mój wymysł i mój wstyd, gdy wygniot założył). On pretensji nie miał. Potem urodziła się Bestia. Do 4 roku życia prasowałam. Bez przesady. Bez skarpet. Czasu coraz mniej. Ból głowy coraz większy. I ta pościel. Nie umiałam w wygniecionej, a tej z kory nienawidzę szczerze. Kiedy dotarło do mnie, że te prasowania godziny-poza czasu marnowanie-to moja kompulsywna ucieczka od myślenia o sobie, życiu, wszystkim-zaczęłam opuszczać. Początkowo na siłę, wbrew sobie. Dziś pasuję swoje 8 Bestii rzeczy, ale wyłącznie te, które, jak psu z gardła wyglądają. Zmywanie łyżeczki, jedynej 2 zlewie, tuż przed północą – zostało. Pracuję nad tym. Tylko okna w kuchni nie odpuszczę. Zbyt piękny widok.

  • Odpowiedz Karolina 27 maja 2018 at 14:17

    Nie będę owijać w bawełnę: jesteśmy parą tancerzy baletu i spędzamy w teatrze 80% naszego życia. Nie mamy dni wolnych, wolnych niedziel, o sobotach nie wspominając, bo nieustannie gramy spektakle, po których jesteśmy tak zmęczeni, że ostatnią rzeczą o jakiej moglibyśmy pomyśleć jest prasowanie. A jednak- wstajemy rano i jak każdy człowiek jesteśmy postawieni przed wyborem ubrania z szafy, najlepiej wygodnego, żeby nie ugniatało żadnej obolałej części ciała, a dodatkowo…no,właśnie; fajnie byłoby gdyby ubranie było ładne, ale najczęściej takie wymagają prasowania, wiec cały rytuał wyciągania deski i żelazka oraz spędzania z nimi kilkunastu bezproduktywnych minut staje się ponad nasze siły. Kończymy wiec poranny wybór garderoby na czymś tylko wygodnym, dodatkowo czymś czym można zakryć pogniecione i pędzimy na próbę.
    I jeszcze ta sterta ciuchów, w których tańczymy i codziennie musimy prać, suszyć i tak w kółko…ech, przydałby się SteaMaster…😏 P.S. W ramach podziękowania moglibyśmy na przykład zrobić zdjęcie z urządzeniem w szpagacie!Albo z górnym podniesieniem w pięknej pozie!!!😃Pozdrawiamy

  • Odpowiedz Jola 27 maja 2018 at 14:40

    Idealne! Może zamiast kolejnej szafy, z racji braku miejsca na poupychane pranie prosto z suszarki po prostu można wkładać tam wyprasowane rzeczy !?🙈😍

  • Odpowiedz Magdalena 27 maja 2018 at 14:49

    Prasowanie przy dwojce dzieci w wieku 3 lat i 1 roku to istny koszmar. Nie zdazysz uprac, uprasowac i ponownie musisz zaczynac od nowa. TO JEST NIEKONCZĄCA SIĘ HISTORIA LUB ZACIĘTA PŁYTA. URZADZENIE MAŁO TEGO ŻE SPRAWILOBY , IŻ MOJE ZYCIE BYłOBY ŁATWIEJSZE, ALE DUZO PRZYJEMNJEJSZE. MIALABYM WIECEJ CZASU DLA SWOICH MALUSZKÓW I OD CZASU DO CZASU MOGLABY SZYBCIEJ PRZYMKNAĆ OKO(ZAZWYCZAJ PRADOWANIE ROZPOCZYNAM OK 23 GODZINY JAK DZIECI JUZ SPIĄ A JA W MIARĘ OGARNELAM CALY BALAGAN PO ICH CALODNIOWYM FUNKCJONOWANIU).PONADTO TAKI SPRZET TO BONUS DLA MOJEGO KRĘGOSLUPA. BARDZO ALE TO BARDZO GO POTRZEBUJE.

  • Odpowiedz Emilia 27 maja 2018 at 15:09

    Zmieniłby nasze życie 😎 skończyłaby się krytyka ze strony mojej mamy i docinki teściowej (która w przeciwieństwie do mnie kocha prasować, o zgrozo! Jak ją proszę o pomoc w wprasowaniu broń Boże dla mnie – tylko dla naszych dzieci, bądź jej jedynego syna to nagle ma dość :D), wyglądalibyśmy jak ludzie i może więcej czasu byłoby dla nas samych, bo przy 2 malych, chorowitych szkrabów – potrzeby rodziców są na końcu.. ale kto tego nie zna🙈

  • Odpowiedz Emilia 27 maja 2018 at 15:11

    Byłoby bosko😎 skończyłaby się krytyka ze strony mojej mamy i docinki teściowej (która w przeciwieństwie do mnie kocha prasować, o zgrozo! Jak ją proszę o pomoc w wprasowaniu broń Boże dla mnie – tylko dla naszych dzieci, bądź jej jedynego syna to nagle ma dość :D), kochamy gadżety, wiec dużo szczęścia na raz by było, wyglądalibyśmy jak ludzie i może więcej czasu byłoby dla nas samych, bo przy 2 malych, chorowitych szkrabów – potrzeby rodziców są na końcu.. ale kto tego nie zna🙈

  • Odpowiedz Karolaaa 27 maja 2018 at 15:25

    Pani Polko! Mój mąż naśmiewał się, że biorę udział w Twoim konkursie i żeby mnie zniechęcic powiedział, że jak wygram to do KOŃCA ŻYCIA ON BĘDZIE PRASOWAŁ!!! Jeśli wygram moja doba rozszerzy się o kilka godzin w tygodniu i będę miała od razu wyprasowane ciuchy! Nic więcej do szczęścia nie potrzeba 🙂
    Pozdrawiam!

    P.S. Ale by się zdziwił! 😉

  • Odpowiedz Joanna 27 maja 2018 at 15:31

    z tego zycia co mi zostalo pewnie polowa bylaby uratowana I moglabym spedzic wiecej czasu z dzieciaczkamj 😀 bo marzenia sie spelniaja!!! (Tak taki sprzet jest moim marzeniem )

  • Odpowiedz Edi 27 maja 2018 at 17:00

    Wstaję codziennie od pn do pt 5.20. Wychodzę o 6.30, budząc dziecko i męża do przedszkola i pracy. Często (kilka razy w miesiacu) siedzę w robocie nawet po 14 h na dobę – nie lubię – muszę. Życie matki, żony i księgowej zeżarło mnie z kopytami. Nie mam czasu na sen, nie mam czasu na sex, nie mam czasu dla syna mego jedynego. Wierzyć mi się nie chce, że tak wygląda to moje „dorosłe” życie. Najdobitniej uświadamia mi to codzienny ból kręgosłupa, kiedy pochylam się na deską do prasowania i koszulą do pracy. Nie znoszę tego momentu. Może dzięki Steamasterowi coś się w tej materii zmieni? Z chęcią się przekonam :-). Pozdro z Ujeściska – uwielbiam Twój blog.

  • Odpowiedz Fk 27 maja 2018 at 17:02

    Myślę że mogło by mi się trochę ładniej zacząć nosić, ostatnio dorosłamndo damskich strojów, jeansy i koszulki zaczynają zastępować spódnice kiecki i bluzeczki koszule, tylko jeszcze do tego prasowania nie doroslam… sporo wisi z metkami na wieszaku , bo do tej pory żelazko takie z „używek” z rynku za jakieś 10 zł wyciągam tylko od wesel chcin komunii i z okazji imprez szkolno-przedszkolno koszulowo-kieckowych. Zatem jeśli dobrym argumentem jest poprawa stylu matki czwóreczki, której ostatnio mąż paskudne kłody pod nogi rzucił…i ani prasowanie ani juz nic innego z obowiązków domowych nie chodzi… to niczym feniks z popiołów pięknieję, wyższe buty przyodziewam, piękniejsze ciuszki kupuję i życiem uczę się cieszyć na nowo… to ja reflektuję 🙂

  • Odpowiedz Asia 27 maja 2018 at 17:03

    Wczoraj o 16:00 wróciłam do domu, a na stole czekała na mnie ogóromna ogromna góra ubrań…. ale uwaga wyprasowanych i poukładanych 🙂 Szok!!! W naszym domu tylko ja prasuję (chociaż tego szczerze niecierpię), mąż wychodzi z założenia, że poza oficjalnymi sytuacjami – wyprasuje się na nim 😉 Wczoraj wszystko zamiast mnie wyprasował On i dodał „Kotek, dziękuję Ci za nasze dzieci i za to jaką jesteś mamą. Za to, że to wszystko prasujesz ;)” Zaczęliśmy się śmiać 😁 Dodał, że mógłby tak za mnie prasować, jakby tylko mniej czasu to zajmowało 😉. To może pomogę mu w spełnieniu tego pomysłu, tak żeby prasował za mnie nie tylko w Dzień Matki? Takie cudowne urządzenie będzie idealnym rozwiązaniem w tej sytuacji 😊

  • Odpowiedz PSCz 27 maja 2018 at 17:04

    Ja napiszę wprost. Mając takie cacko krew by mnie nie zalewała dzień w dzień. Niestety moje córki jakoś tak się szybko brudzą, a mąż dzień w dzień pomyka w koszulach. Jak widzę codziennie stertę prasowania to mi słabo, gorąco, mam duszności, i łacina się ciśnie na usta mimo, iż nigdy się jej nie uczyłam. Moja pedantyczna natura niestety nie pozwala odpuścić, także Polko ratuj. Może w końcu przeczytam książkę lub WO, których stos mam od 3 mscy.
    Ps. Właśnie pralka oznajmiła, że pranie czyste, więc wiadomo jaką mam rozrywkę na jutro.

  • Odpowiedz Magda Janca 27 maja 2018 at 17:19

    Ojej moje marzenie do wygrania. Nie przestaje o nim myśleć od kiedy mam córkę. W związku z jej urodzeniem nastała era sukienek. Ja jakos za nimi nie przepadam i może dlatego póki Julia jest mała chce mieć najładniejsze dla niej. No NIENAWIDZE prasować!! Głupio jest kupić cudną mięciutką lnianą czy muślinową sukienkę, chcieć ubrać a sukienka wygląda jak psu z d… wyjęta. No chcę wystroić to moje wymarzone dziecko no ale ciężka sprawa za 3min wyjście wyciągać żelazko i deskę jak już wszyscy w samochodzie czekają.. przy starszym synie wogole nie czułam potrzeby dotykania żelazka (no dosłownie raz na kwartał koszule mu przelecieć bo jest większe wyjście i wypada)… No ale te sukienki po prostu nie wyglądają jak powinny.. nie stroją jak powinny.. nie cieszą mnie jak powinny.. bo takie wymiętolone to nawet żelazkiem nie potrafię perfekcyjnie ;( no ale ten mój wymarzony steamaster to byłby najcudowniejszy prezent na dzień matki i dzień córki 😉

  • Odpowiedz Madziola 27 maja 2018 at 17:36

    Hm… Ja nienawidzę rozkładać deski do prasowania i dlatego w ogóle nie prasuję. Prasowacz parowy dałby mi szanse wreszcie chodzić w ipracowanych ciuszkach. Ku radości mojej i wszystkich na mnie patrzących ☺️ pozdrawiam

  • Odpowiedz dar_koz 27 maja 2018 at 18:46

    Co by zmienił taki parowy cud – po prostu by Nam życie wyprostował 🙂 Szybko i gładko 🙂 A jeszcze na nowe lokum takie cudo to by było to bo kasy już brakło 🙂

  • Odpowiedz Iw 27 maja 2018 at 18:53

    A ja chciałabym sprawdzić z czystej ciekawosci czy takie urządzono jest faktycznie lepsze niż żelazko jeśli chodzi o jakość prasowania ( mimo iż tradycyjne nie przyprawia mnie o życiową traumę 😁) i może okazałoby się ze mąż jest w stanie przekonać się że sprzęt do prasownia bez względu na wyglad na prawdę nie gryzie 😉chociaż to chyba nie mozliwe

  • Odpowiedz Paola 27 maja 2018 at 19:57

    Edit: Od razu pobiegłam na stronę producenta, aby sprawdzić cenę tego cuda… Gdyby nie fakt, że po remoncie nasz domowy budżet jest srogo nadwyrężony, to od ręki złożyłabym zamówienie. Swego czasu pracowałam w jednym z salonów znanej polskiej marki odzieżowej i tego typu urządzenie było moim wiernym przyjacielem 😉 Dzięki niemu można naprawdę pokochać prasowanie! To uczucie, gdy w mgnieniu oka jakiś pomarszczony twór zamienia się w gładką taflę materiału, jest nieocenione! Ach… Oszczędność miejsca, czasu, nerwów! Jeśli nie wygram, to na pewno kiedyś kupię! 🙂

  • Odpowiedz Agnieszka (mama 3-ki) 27 maja 2018 at 20:02

    Ten sprzęt uratował by mi życie 😉 Całe dzieciństwo miałam wyprasowane dosłownie WSZYSTKO (od majtek po chusteczki) gdyż moja mama odpoczywała prasując…. robiła to co wieczór każdego dnia 🙈 Ja raczej omijam żelazko szerokim łukiem ale pogniecione wszystko (dosłownie WSZYSTKO) strasznie mnie uwiera….więc się zmuszam i cierpię. Ale moje dzieciaki niestety wyprasowanych majciochów nie mają….a szkoda bo to mega luksus jest 😂🤣

  • Odpowiedz Jestem Gosia i lubię jeść 27 maja 2018 at 20:27

    Pierwsze dziecko w drodze. Koniec remontu naszego pierwszego wymarzonego gniazdka. Dorosłe życie. Przeprowadzka. Jedne z pierwszych zakupów do nowego domu oczywiście ŻELAZKO i wielgachna DECHA DO PRASOWANIA. Jaka ja byłam wtedy przeszczęśliwa z posiadania tych rzeczy. Żelazko super nowoczesne (tak mi się wtedy wydawało) deska z super dużą powierzchnią do prasowania(że ja wtedy nie wiedziałam o istnieniu prasowaczy😭). Wszystko miało być prościutkie, gładziutkie, piękne jak z obrazka. Jednak życie szybko weryfikuje nasze plany i marzenia. Tak od a do z wyprasowałam tylko pierwsze ubranka dla córki. Miałam wtedy jeszcze dużo czasu. Obecnie moja wielgachna, ekstra deska zajmuje za dużo miejsca więc nie stoi na stałe rozłożona. Znalazła swoje miejsce w szafie. Z szafy jej nie wyciągam, bo za ciężka. I tak o to ta mega praktyczna rzecz stała się mega niepraktyczna. Prasuję tylko koszule faceta na wieeelkieee wyjścia. Sobie kupuję tylko i wyłącznie takie które się nie gniotą. Takie co już mam i się gniotą leżą w szafie i ich nie noszę. Dziecko to tylko dziecko zaraz się pobrudzi i nie widać , że pogniecione. Co prasowacz steamaster zmieniłby w moim życiu? Prasowanie nie odbywałoby się na kocu na podłodze „a jakoś to będzie „. W końcu mogłabym kupić sobie ubrania z gniecących się tkanin (np. Len uwielbiam) i nosić je z dumą. Córka idzie do przedszkola wypadałoby, żeby wyglądała jak człowiek. W drodze jest drugie dziecko i marzę żeby mu wyprasować ubranka prasowaczem. Pozdrawiam serdecznie. Z poważaniem perfekcyjna pani domu 🤓

  • Odpowiedz Dorotkowo 27 maja 2018 at 20:28

    Mąż kupił mi jakiś czas temu parownicę co bym się przy myciu okien nie męczyła (czyt. juz mnie nie proś o pomoc bo z takim sprzętem pójdzie raz dwa), z prasowaczem parowym Steamaster byłby to taki szach-mat na pasowanie od żonki

  • Odpowiedz Weronika 27 maja 2018 at 21:26

    Przeszukuję magazyn mojej pamięci długotrwałej, konkretniej epizodycznej;-), w poszukiwaniu wspomnienia, kiedy powstała moja „żelazkowa” trauma…Aaaaaa, bingo! Mam 4 latka i ciocia pyta: „Weroniczko, chciałbyś ze mną poprasować?” Mała, rezolutna dziewczynka odpowiada: „Taaak, mama mi nie pozwalaaaa:-( „. Staję na krzesełku, przy desce do prasowania, chwytam w małe łapki ciężkie urządzenie i po chwili…wrzask jakby krowę zarzynali, obdzierali ze skóry i ćwiartowali…brrr ból palca trwa parę dni…
    Nie lubię, nie cierpię prasować, ale MUSZĘ mieć poprasowane. Cała ja-sprzeczność goni sprzeczność..I tak trwam, 15 lat w związku, 10 w małżeństwie, z Trójką na głowie i Mężem u boku. Z półtoraroczną Milą (starszyzna -8 i 5 lat, ma już inne zainteresowania)razem nastawiamy pranie, razem wieszamy i ściągamy z suszarki, balustrady, z lampy w bawialni…i nie, nie , nie prasujemy-wrzucamy do garderoby/gabinetu/koszy/misek, szafy….eh. A ono się piętrzy, rośnie i przygniata mnie swoim ciężarem psychicznie.
    Wieczór, kiedy dzieci śpią zaczynam od prasowania rzeczy „na jutro”, bo „na dalej” nie ma opcji…wołają mnie „Przyjaciele”, „Darki”, czy inni „Chirurdzy”, albo powiększający się stale stosik książkowy, albo mąż, zerkający z utęsknieniem na moje nagie udo (rzadko gładkie 😉 )-przy prasowaniu jest gorąccco. Właśnie mąż-jego rzeczy nie tykam-zajmuje mi to więcej czasu, niż ogarnięcie moich i dzieci razem, toteż j’te aime do bólu, ale prasujesz sam i robi to, kochany-kompulsywnie, w porywach, prasuje sterty i na 3 tygodnie ma spokój-szacun!
    Prasowacz parowy Steamaster zmieniłby nasze życie, szczególnie wieczorne 0 180 stopni, a ono jest świętym czasem, gwarantem tego, że rano Mama i Tata są tacy fajni i kochani…i dużo się przytulają 🙂 A czyż Miłość nie jest najważniejsza?:-)

  • Odpowiedz Aga 27 maja 2018 at 21:38

    Z cyklu z rozmów pań domowych, przykładnych matek i żon, prowadzonych zwykle przy okazji zjazdów rodzinnych to jest większych swiąt
    teściowa: Ja to nawet majtki i ręczniki prasowałam, zwłaszcza jak dzieci były małe
    ja (elokwentnie): Prasowanie ręczników zabija ich chłonność…
    Także ten… Ze steamasterem mogłabym rzec: ja to paruje wszystkie ubrania, a nawet i materace w łóżkach, zwłaszcza teraz, jak pacholęta są małe, co by żadna bakteria ich małych ciałek nie skalała 🙂
    Nie żeby można mnie było od razu januszem tudzież grażyną stylizacji nazwać, bo do ludzi to jasna sprawa, staramy się wyglądać jak człowieki, ale po domu wiadomo:)

  • Odpowiedz Paulina Ł 27 maja 2018 at 22:01

    Bo idzie oszaleć! – Mąż ma nową pracę „w garniaku”. Z początku było nawet fajnie, codziennie taki przystojny i elegancki, niestety niesie to za sobą konsekwencje prasowania. A na dodatek jak szedł na rozmowę kwalifikacyjną to mu obiecałam, że będę mu prasować codziennie jeśli ma tak pięknie wyglądać. Łatwo powiedzieć, ciężej zrobić, a po takim prasowaniu nie mam ochoty już na nic. Taki parowy Steamaster na pewno dodałby pary naszemu życiu, ukoił by moje nerwy i nasze wieczory mogłyby wyglądać nieco inaczej. Na pewno się przyda, tym bardziej, że za miesiąc czeka nas przeprowadzka na swoje 4 kąty i to nieszczęsne żelazko zostawimy na stancji. Prasowacz Steamaster byłby naszym pierwszym prezentem. PS: Zapraszamy na parapetówkę do Gdyni.

    • Odpowiedz Kalina 28 maja 2018 at 12:52

      Zaproszenie na parapetówkę dla wszystkich? 😀

  • Odpowiedz Sławek 27 maja 2018 at 22:28

    Prasowacz parowy Steamaster ułatwiłby życie mojej kochanej żonie i oczywiście całej mojej rodzinie. Moja żona spędza dużo czasu prasując. Bardzo nas kocha i dba o nas każdego dnia. Troszczy się również o nasz wygląd, o to, abyśmy zawsze wyglądali dobrze, żeby nasze ubrania były wyprasowane. To naprawdę wspaniała kobieta, żona, matka. Prasowanie to jeden z obowiązków domowych. Dzięki temu wspaniałemu urządzeniu na pewno byłoby łatwiej i przyjemniej. Mniej czasu żona musiałaby poświęcać na prasowanie naszych ubrań, dzięki czemu mielibyśmy więcej czasu dla siebie. Nie cierpiał by również jej kręgosłup. Radość z posiadania Steamastera byłaby bezcenna. Myślę, że byłaby to miłość od pierwszego wejrzenia i przyjażń od pierwszego prasowania. Posiadanie tego urządzenia sprawiłoby nam wszystkim ogrom radości a prasowanie w naszym domu byłoby prawdziwą przyjemnością. Wszyscy odetchnęlibyśmy pełną parą.

  • Odpowiedz edka767 27 maja 2018 at 22:47

    prasowanie mnie stresuje ! Mam stare żelazko które jest tak stare że żyło chyba jeszcze w erze dinozaurów, dmucha parą jak legendarny smok wawelski (nie, nie jest ono żelazkiem parowym, lecz prawie tym „na duszę” jak to zwała moja babcia) . Nagrzanie go to jak prawdziwa udręka (w międzyczasie spokojnie pomalowałabym paznokcie, albo lepiej ! Upiekłabym ciasto!
    Tak więc bojąc się tradycyjnego prasowania, do tematu podchodzę z ZABEZPIECZENIEM jakim są cukierki i czekolady, bądź wypieki które najpierw muszę upichcić .

    I właśnie ! Nie znoszę tradycyjnego prasowania bo :

    S jak STRASZNIE dużo mam rzeczy do prasowania, zabiera mi to wiele czasu,
    T jak TOTALNIE nie mam do tego „fachu”, nieraz zdarzyło mi się coś przypalić,
    E jak ENERGIA moja ulatuje, na sam widok tego „złomu”który prasuje w tempie żółwim,
    A jak AMBITNE plany na sobotni wieczór to TANGO ze starym żelazkiem (kilka godzin)
    M jak MAM już dość marnowania czasu, poprawiania i ciągle wymiętych ubrań ,
    A jak APETYT mi rośnie w miarę czytania wszystkich zalet jakie oferuje SteaMaster,
    S jak SMUTNO mi gdy zostaje sam na sam z problemem wielogodzinnego prasowania,
    T jak TRUDNO mi jest oprzeć sie pokusie podjadania w tym ŻMUDNYM zadaniu,
    E jak EFEKTEM tego jest nadwaga, smutek i co gorsze brak chęci do czegokolwiek,
    R jak RATUJ mnie jak najszybciej ! Podaruj mi ten prasowacz, a moje życie się odmieni!

    Dzięki temu prasowaczowi życie mojej rodziny uległoby radykalnej zmianie :

    – kopy prania do prasowania zniknęłyby z przedpokoju a my nie potykalibyśmy się o nie
    – chodzilibyśmy w świeżo wyprasowanych ubraniach, odświeżonych które także byłyby pachnące
    – zyskalibyśmy więcej czasu na wspólne spedzanie czasu, zabawy, pikniki

    Pozdrawiam cierpiąca na niedobór odpowiedniego żelazka, Edyta

  • Odpowiedz Gosiak 27 maja 2018 at 22:57

    Zastanawiam się cały czas co sensownego napisać. Bo że łatwiejsze prasowanie no ok, że szybciej – ok. Ale tak sobie myśle co by to cudeńko mogło jeszcze zmienić… i już wiem! Chciałabym ogladać męża w tej parze! O tak! No jara mnie widok sprzątajacego męża, co zrobić. A jeszcze ta para…
    Tak, zdecydowanie zmieni nasze życie… erotyczne 😃😄😅

  • Odpowiedz Angelika 27 maja 2018 at 23:17

    Chcialabym zaczac nosic ubrania, ktore leza na dnie szuflad miesiacami, bo nie mozna ich nalozyc bez prasowania (marzycielka). Pozdrawiam :)!

  • Odpowiedz Sławek 27 maja 2018 at 23:36

    Prasowacz parowy Steamaster ułatwiłby życie mojej kochanej żonie i oczywiście całej mojej rodzinie. Moja żona spędza dużo czasu prasując. Bardzo nas kocha i dba o nas każdego dnia. Troszczy się również o nasz wygląd, o to abyśmy zawsze wyglądali dobrze, żeby nasz ubrania były wyprasowane. To naprawdę wspaniała kobieta, żona, matka. Prasowanie to jedenzobowiązków domowych. Dzięki temu wspaniałemu urządzeniu na pewno byłoby łatwiej i przyjemniej. Mniej czasu żona musiałaby poświęcać na prasowanie naszych ubrań, dzięki czemu mielibyśmy więcej czasu dla siebie. Nie cierpiał by również jej kręgosłup. Radość z posiadania Steamastera byłaby bezcenna. Myślę, że byłaby to miłość od pierwszego wejrzenia i przyjaźń od pierwszego prasowania. Posiadanie tego urządzenia sprawiłoby nam wszystkim ogrom radości, a prasowanie w naszym domu byłoby prawdziwą przyjemnością. Wszyscy odetchnęli byśmy pęłną parą.

  • Odpowiedz Kalina 27 maja 2018 at 23:37

    Oboje z mężem wychodzimy z domu, gdy jeszcze jest ciemno i wracamy do niego, gdy już jest ciemno. Nie, to nie dlatego, że uwielbiamy spędzać czas w pracy! Ciemności jest naszym sprzymierzeńcem w ukrywaniu przed sąsiadami nieuprasowanych koszul, pogniecionych spodni i sukienek. Chowamy się za wielkimi okularami, gazetami, parasolkami. Bardzo nie lubimy się z żelazkiem i musieliśmy wypracować szereg mechanizmów, które pozwalają nam przetrwać, pomimo tej nie-miłości. Doświadczenie w próbach niezwracania na siebie uwagi mamy już tak wielkie, że śmiało moglibyśmy startować do jednostek wywiadowczych! Tylko czy widział ktoś Bonda w garniturze, który wygląda jak wyjęty psu z gardła? No właśnie! W pracy siadamy w najciemniejszych kątach, aby również pozostać niezauważeni. Przyłapani na gorącym uczynku, w pomiętych ubraniach, cichutko, nieśmiało tłumaczymy, że znów na naszej ulicy była awaria prądu i znów, pomimo najszczerszych chęci, nie udało się uruchomić żelazka! No ale czy używanie tej wymówki regularnie, średnio 3 razy w tygodniu (przez ostatnie 3 lata), nie sprawiło, że staliśmy się ciut niewiarygodni? Prasowacz parowy Steamaster może uratować naszą godność! Przestaniemy używać wytłumaczeń, które znacznie ją nadwątliły, a koledzy w nieskazitelnych koszulasz przestaną patrzeć na nas z wyższością! Wreszcie wkroczymy do naszych biur z godnością i szykiem prosto z royal wedding! Pewni siebie, gotowi na podbój świata i bez śladu zagnieceń!

  • Odpowiedz Adam 27 maja 2018 at 23:40

    Trzech facetów i żona… Wszyscy chcą ładnie wyglądać, a kiedy postawić płot i wybrukować podjazd, pracując na pełen etat??? SteaMaster wie jak to połączyć – wystarczy, że znajdzie się w moich rękach.
    P.S: po przeczytaniu artykułu poczułem silną więź z Pani mężem – jakbym czytał o sobie. Jeśli wygram – dzięki, jeśli nie – na zdrowie!

  • Odpowiedz Beata 27 maja 2018 at 23:40

    Dawno temu pokłóciłam się z moim żelazkiem i istnieje szansa, że dzięki temu urządzeniu odzyskałabym naszą sypialnię, gdyż zawalona jest ogromną górą ubrań. Polko ta góra mnie przerasta i jest powodem kłótni domowych. Czasu brak i chęci do prasowania. 🙁 Czuję, że Steamaster jest moją szansą i odmieniłby nasze rodzinne życie. A i może miejsce góry zajęłoby znowu dziecięce łóżeczko.

  • Odpowiedz Mała 27 maja 2018 at 23:41

    Po pierwsze miałabym uśmiech na twarzy, że coś wygrałam 🙂
    Może udaloby sie odmienić zły urok roku 2018? To byłby taki uśmiech od losu po ostatnich kilku miesiącach nowego roku, które dały mi mocno w kość. Najpierw choroba bliskiej osoby, problemy w pracy… potem wyczekane wakacje, na których okradli nas ze wszystkiego…. Zaczęłam wierzyć, że 2018 to nie bedzie mój rok ☹️☹️☹️
    Po drugie ułatwiłabym życie kochanemu Małżonkowi, który codziennie rano prasuje koszule do pracy. Co zrobić gdy w pracy musisz być ą ę ?
    Może nawet bym go wyręczyła? Bo z żelazkiem to ja sie nie lubię….
    Sama rozumiesz 😉
    Po trzecie oszczędność miejsca! Każdy m2 na wagę złota gdy metrów mieszkania mało. Ucieszyłbym sie zatem niezmiernie z prasowacza w wersji mini, który ratowałby dobre imię męża na co dzień i w delegacji 🙂 Uratowałabym przy okazji tez stosunki małżeńskie, które cierpią przez mało romantyczny duet – deskę do prasowania i żelazko. Parę co wita mnie co rano w sypialni… Bo M zaspał, bo sie spieszył.. Gniew żony zrozumie tylko ten, co go zaznał…
    Liczę, że prasowacz mini bedzie mniej zaburzał estetykę małego M. Feng Shui sypialni.

  • Odpowiedz sylwiitwory 27 maja 2018 at 23:56

    :):):)
    Ale się uśmiałam 🙂 Takiego podejścia do prasowania to u nikogo nie słyszałam, Masz fantastyczne poczucie humoru… na prasowanie trochę inaczej patrzę, przydałoby mi się nieco luzu też przyznaję. Od kilku lat, niezmiennie robię minimum 8 prań tygodniowo, bywa że 2-3 w ciągu jednego dnia, nie nadążam z prasowaniem, i mam za małą miskę, a kącików wstydu, obecnie dwa.
    Muszę dodać, że lubię prasować. Tak 🙂 Ciuchy dzieci, ręczniki kuchenne, bo są małe i kolorowe (natomiast dostaję dreszczy jak prasuję ciuchy męża) jednak ilość wypranych i wysuszonych fatałaszków nieco mnie przytłacza, nie daję rady po prostu, za dużo tego. Musiałabym wyłącznie prasować, a że nie mogę tego robić, tak z każdym tygodniem górki ciuchów powiększają się.

    Wezmę udział w zabawie i odpowiem, że prasowacz parowy Steamaster mógłby sprawić, że w końcu wyszłabym z kosza na pranie, bez obłędu w oczach.
    A te kilka godzin tygodniowo, jakie spędzam na stanie przy desce, mogłabym zdecydowanie skrócić, szybciej i skuteczniej, zmiana olbrzymia… a nawet więcej by się stało przy takim prasowaczu: mąż zostałby sprowadzony z Cudownej Krainy (gdzie brudne zamienia się w cudowny sposób w czyste i wyprasowane)… w skrócie, sam by sobie prasował te koszule, koszulki, spodnie, spodenki. Widok prasującego męża, a przede wszystkim Taty z całą pewnością odmieniłoby nasze życie 🙂

  • Odpowiedz Justyna 27 maja 2018 at 23:58

    Droga Polko jak dobrze wiedzieć ze nie tylko ja mam swój kąt wstydu. Tez mam dwoje dzieci i tez nie znosze prasować a co gorsza to moj mąż chodzi do pracy w koszulach… Nic dodać nic ująć

  • Odpowiedz Ewelina 28 maja 2018 at 12:12

    Co by zmienił ? Nic,ale jak ładnie by wyglądał
    🙌🏻🙌🏻🙌🏻🙌🏻😂
    Nadal bym prasowała ale juz nie w ukryciu
    Wyszłabym na świat otworzyć
    Się na ludzi 😉😀

  • Odpowiedz EWA ROMAŃSKA 28 maja 2018 at 17:32

    Zmienił by bardzo dużo 😁
    Od ponad 3 lat tworzę nową rodzinę z Perfekcyjnym Panem, który dzielnie prasuje ubrania naszej trójki, bo ja nie znoszę prasować. Niestety jak Go nie ma bo pracuje 2-3 dni w tygodniu poza domem- chodzimy po mieście jak przysłowiowe sieroty. I choć spojrzenia obcych mi nie przeszkadzają, to widok Mojej Połówki po powrocie do domu na stertę ubrań do wyprasowania powoduje, że czuję się winna i mi poprostu wstyd 😑
    Chciałabym go wygrać aby zaskoczyć swojego Dzielnego Mężczyznę po tych jego powrotach i żeby było na wesoło, nie przyznałabym się tych kilka pierwszych razy, że pomógł mi parowy prasowacz, chociaż i tak by zapytał, co narozrabiałam, że poprasowałam 😁 p.s. odkąd jesteśmy razem ani razu nie prasowałam 😢

    Pozdrawiam, Ewa

  • Odpowiedz Ania 30 maja 2018 at 09:21

    Brawo dla zwycięzców !! 🙂

  • Zostaw coś po sobie