26
Przepisy

kropla w oceanie matczynej szczęśliwości, czyli 5 porcji warzyw i owoców w praktyce

Do swoich sukcesów wychowawczych, oprócz mówienia „poproszę”, odkładania talerzy do zmywarki i samodzielnego zakładania butów przez dwulatkę, zaliczam także zwyczaje kulinarne moich dziewczyn. Kto nie ma dzieci, nie zrozumie, jakie szczęście może wywołać prośba o spakowanie surowej marchewki do śniadaniówki, bitwa o ostatni słupek papryki przy kolacji albo błagalne „mamooo, kupisz kalarepęęę?” w warzywniaku. To jest radość większa niż wygrana w zdrapce „Złota Rybka” nawet. To jest duma potężniejsza niż po upieczeniu pierwszego chleba. Dla takich chwil warto żyć.

Nie będę tu jednak ściemniać, że moje córki wywyższają jarmuż nad kasztanki czy choćby suche biszkopty. Otóż nie – żebrzą o słodkie jak każde inne dziecko. Tyle że ja mniej się czuję złą matką, gdy wydzielam im czekoladki niż pewnie czułabym się, gdyby nie rąbały z apetytem surowej kapusty, nie wyżerały ze słoika garściami oliwek, nie siały spustoszenia w babcinych krzaczkach malin czy nie wciągały kilograma gruszek w dwa dni. Na szczęście rąbią, wyżerają i wciągają, ze szczególnym uwielbieniem zaś wszystkie owoce (tak, wszystkie – z morwą, granatem i cytryną włącznie) surowe: marchewki, paprykę, kalarepę, zielony groszek, ugotowane – fasolkę szparagową, brokuły, kalafior, większość zup i dań makaronowo-ryżowych z duszonymi warzywami. Czym przy tym błogosławieństwie jest odmowa spożywania buraczków, świeżych pomidorów czy cukinii? Czym jest plucie sałatą? Czym wydłubywanie szczypiorku z jajecznicy? Czym wreszcie – umiłowanie dla naleśników z serem, chałki z dżemem czy nawet żelków? Toż to pikuś jest, maleńka kropla w oceanie matczynej szczęśliwości.

Staram się, żeby owoce i warzywa były na naszym stole częstym gościem, dzięki podawaniu ich od pierwszych miesięcy mam sukces w postaci akceptacji wielu smaków. Jesienią i zimą do każdej owsianki trę jabłko, siekam gruszkę, do kanapek obowiązkowo podaję świeże warzywa do chrupania, na podwieczorek czy do śniadaniówki – owoce i orzechy, do obiadu zupy i surówki. Ale szczerze mówiąc – jak słyszę o tych słynnych pięciu porcjach dziennie, to się czasem zastanawiam, czy wyrabiamy normę. No i wychodzi mi, że chyba nie zawsze. Bo zaśpimy i na śniadanie są płatki z mlekiem. Bo zamiast kiwi chcą kabanosa. Bo wracamy późno i odgrzewamy pierogi z mięsem od babci. Bo na kolację wyżebrzą tosty z serem, a papryka wyszła.

Staram się kształtować nawyki dziewczyn ze świadomością, że będą na resztę życia. Staram się, żeby papryka nie wychodziła, bo wiem, że chodzi o ich zdrowie. Ale nie daję się zwariować, nie odważam i nie wyliczam im tych porcji, a kiedy brakuje mi czasu/pomysłu/składników szukam innych sposobów na uzupełnienie diety owocami. No i zawsze wiem, że po każdej szalonej środzie z pierogami od babci przyjdzie wreszcie weekend, a wraz z nim – pełna lodówka, celebrowane, kolorowe śniadanka, dwudaniowe obiady i całe tony kalarepy do chrupania przy bajce!

4

6

7

3

9

DBAJ O SIEBIE, TO PROSTE

Pięć porcji owoców lub warzyw powinno na stałe zagościć w diecie każdej osoby, dbającej o właściwe odżywianie. Czasem jednak pośpiech, w którym żyjemy, nie pozwala nam na spokojne ich przygotowanie i spożycie pięć razy dziennie. Choć staram się, żebyśmy wszyscy jedli sporo owoców i warzyw, wiem, że czasem są dni, kiedy oprócz jednego jabłka i kilku pasków papryki czy marchewki do kolacji nie mamy ich w diecie wystarczająco dużo (kto nigdy nie miał na obiad leniwych czy gulaszu z kiszakiem, niech pierwszy rzuci kamień). Dlatego warto wprowadzić do diety stuprocentowe soki owocowe i warzywne.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca spożywanie co najmniej 400 g warzyw i owoców dziennie. Wbrew pozorom nie jest to zbyt dużo – średniej wielkości jabłko waży około 150 gramów,  średniej wielkości pomidor – około 170 gramów. Pięć porcji każdego dnia to zalecane minimum, przy czym warzywa powinny stanowić trzy porcje, a owoce dwie.

SZKLANKA SOKU TO 1 PORCJA

Polscy eksperci, w ramach Narodowego Programu Zapobiegania Nadwadze i Otyłości oraz Przewlekłym Chorobom Niezakaźnym1, ustalili, że za jedną porcję uważa się średniej wielkości owoc/warzywo lub kilka mniejszych sztuk lub 1 szklankę surówki lub 1 szklankę soku. Soki warzywne i owocowe pozwalają na łatwe i szybkie uzupełnienie brakujących porcji, korzystam z tej możliwości, kiedy czuję, że mamy ich w diecie za mało (np. gdy nie mamy zupy czy surówki do obiadu). Nie każdy sok jednak równa się porcji owoców – należy wybierać soki 100%. Zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami sok owocowy musi zawierać 100% owoców; nie może mieć w składzie sztucznych aromatów, barwników, konserwantów, ani też cukru czy słodzików. Według badań naukowych (Scherz i inni, 2008 r.), wartość odżywcza „soków 100% bez cukru” w kartonach jest bardzo zbliżona do soków świeżo wyciskanych oraz samych owoców – cieszy mnie to, bo mimo najszczerszych chęci nie jestem w stanie zaoferować dzieciom codziennie świeżowyciskanego soku.

KALORYCZNOŚĆ SOKÓW

Zagęszczony sok, z którego wytwarzane są soki 100% powstaje przez odparowanie wody (a nie jak się czasem uważa – poprzez dodanie cukru) – redukuje się jego masę w celu ułatwienia transportu, a później dodaje identyczną ilość wody, jaka została odparowana. Najnowsze badania wykazały, że nie ma związku pomiędzy regularnym piciem stuprocentowych soków owocowych, a nadwagą.

Wartość kaloryczna soku zbliżona jest do wartości kalorycznej owoców, z których powstał i wynosi poniżej 50 kcal w 100 ml (wyższą kaloryczność mogą mieć tylko soki z owoców bardzo bogatych w cukry, np. z winogron). Dla przykładu 100 ml soku pomarańczowego to około 45 kcal, a 100 g pomarańczy to również około 45 kcal.

A więc możemy bez wyrzutów sumienia zastępować nimi niektóre porcje warzyw lub owoców.

1

22

5

27

21

15

17

20

23

„Fortuna się kołem nie to-czy, Fortuna się toczy owo-cem…” chyba każdy pamięta ten kawałek z reklamy soków :) Niedawno wystartowała nowa kampania marki Fortuna – w spocie pojawia się piosenka znana z dawnych reklam z lat 90-tych. Twarzą kampanii jest Kasia Kowalska, która nagrała ją już po raz drugi (to ona śpiewała ją w spocie z 1994 r). Przy okazji poszukiwania praw do muzyki i tekstu piosenki okazało się również, że podobnie jak jej wykonawczyni, także autor muzyki i tekstu należał do czołówki polskich artystów: był nim Grzegorz Ciechowski. Nową aranżację piosenki przygotował jeden z najbardziej znanych polskich producentów muzycznych Marek Dziedzic, z którym Kasia Kowalska współpracuje również przy swojej nowej płycie.

Możecie teraz spróbować swoich sił w konkursie Fortuny, w którym do wygrania jest sprzęt rtv, weekendowy wyjazd albo wejściówki na kameralny koncert Kasi Kowalskiej. Wystarczy nagrać telefonem swoją wersję tej piosenki, wrzucić do aplikacji konkursowej i zbierać propsy :)

Szczegóły na www.melodianafortune.pl

posty-konkursowe1

2

Dyniowe pancakes

(ok. 12 sztuk)

Składniki:

  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżki brązowego cukru
  • 1 jajko
  • pół szklanki mleka
  • pół szklanki puree z dyni*
  • 1 łyżka oleju lub rozpuszczonego masła (użyłam kokosowego)

Przygotowanie:

  • mąkę przesiać do miski i wymieszać z proszkiem do pieczenia
  • dodać resztę składników i mieszać trzepaczką lub mikserem na niedużych obrotach do czasu aż składniki połączą się w gładką masę (będzie ona dość gęsta)
  • rozgrzać patelnię, posmarować cienko olejem do smażenia (znów: kokosowy, rozprowadzam ok. pół łyżeczki ręcznikiem papierowym, powtarzam smarowanie co 2-3 porcje)
  • smażyć placki z obu stron na niedużym ogniu
  • najlepiej smakują z syropem klonowym i orzechami lub ze świeżymi owocami (i ze szklanką soku rzecz jasna!)

* Puree z dyni uzyskujemy poprzez upieczenie jej i zblendowanie na mus – dynię należy umyć, wyjąć pestki, pokroić w ósemki, skropić odrobiną oliwy i oprószyć szczyptą soli, a następnie piec w temp.180 st. przez około pół godziny (do miękkości, uważając, by się nie zrumieniła zanadto). Puree wyjdzie oczywiście więcej niż pół szklanki, można wykorzystać je do innych dań – klusek, makaronów, serników czy napojów (polecam to pumpkin spice latte!)

Przepis na placuszki zaczerpnęłam stąd.

Wpis powstał we współpracy z marką Fortuna.

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

19 Komentarze

  • Odpowiedz Cinnamon Home 15 listopada 2016 at 12:10

    O tak, szczypiorek w jajecznicy u mojego prawie dwulatka też wydłubywany, podobnie jak pietruszka 😉 Ale i mnie napawa dumą, gdy rzuca się na owoce, a słodkim ciastem raczej gardzi :)
    pozdrawiam!

  • Odpowiedz Agatka 15 listopada 2016 at 12:46

    U Nas też z tymi 5 porcjami różnie bywa… Ale również mamy to szczęście, że Córa nie pluje warzywami czy owocami lecz zjada je dość ochoczo. Dziś spróbujemy Waszych dyniowych placuszków.
    P.S. Ciągle czekam na post o toaletce Minko! :)

  • Odpowiedz Beata 15 listopada 2016 at 14:29

    Gratuluję sukcesu, bo rzeczywiście jest czym się cieszyć, jeśli dziewczyny mają swoje ulubione warzywa i owoce. 5 porcji dziennie? Przyznam szczerze, że jeśli chodzi o dzieciaki, to marzę choćby o jednej. Cieszy mnie jak chociaż skubną jakieś warzywko lub owoc.

  • Odpowiedz GosiaSkrajna 15 listopada 2016 at 15:43

    Aga…trochę nie w temacie. Zauważyłam zmianę szaty. Muszę przyznać, że dodatkowe rzeczy po prawej stronie były wygodniejsze. A to ze względu na czytanie od lewej strony do prawej.
    To tylko taka moja uwaga…

    • Odpowiedz Kasia 15 listopada 2016 at 17:21

      Hej,
      Zgadzam sie z GOSIASKRAJNA, dodatkowe rzeczy po prawej stronie były wygodniejsze :) Jakos tak lepiej było miec to wszystko po swojej prawej.

      Az nabrałam ochote na dyniowe z owocami. Wygladaja pysznie.
      pozdrawiam,
      kasia

      • Odpowiedz Maga 16 listopada 2016 at 08:55

        Tak, poprzedni układ był lepszy.

    • Odpowiedz Paula 15 listopada 2016 at 17:27

      O, o, widzisz Polko! A nie mówiłam? 😉

  • Odpowiedz Kempina 15 listopada 2016 at 19:59

    Cóż to za dzikość kolorów u Polkoskich 😍
    A propos scen w warzywniaku to raz mi się dziecię rozpłakało, że się sezon na szparagi skończył. Mieliśmy wszystkie stadia żałoby 😉

  • Odpowiedz Cotakpachnie? 15 listopada 2016 at 20:23

    To widzę, że nasze dzieci mają identyczne gusta kulinarne😉 tylko moja starsza je pomidory jak jabłka za to nie chcę brokuła 😉 a soki to u nas codziennie 1 porcja(albo i 2 jak wyciskamy sami) bo tak to ciężko o te 5 codziennie.

  • Odpowiedz Lorka 15 listopada 2016 at 21:46

    u nas nie ma sków z kartonów nawet tych 100% za to jest sok z wyciskarki, baby same wołają o niego.. a jak nie ma czasu to jest koktajl.. wrzucenie banana i jakiegos innego owocu + mleko roslinne zajmuje 2 min. owoce i warzywa to produkty ktorych u nas schodzi najwiecej, z resztą najmlodsza jest praktycznie witarianką , ..wystaczy usiąśc sobie z michą utartej kapuchy i juz sie oddessac nie chce.. za to gotowane ma w odwloku.. no chyba ,ze pizza:) jak chce byc pewna ,ze cos zje, to wystraczy obrac pomelo, polozyc kiwola gdzies na widoku.. albo winogrona.. dziwna jest.. ale ma tak od urodzenia.. nawet brokuła potrafi zezreć surowego.. dlatego zawsze mnie dziwi jak rodzice narzekają,ze dzieci nei chcą warzyw i owoców..

  • Odpowiedz Maga 16 listopada 2016 at 08:55

    My z tymi zalecanymi pięcioma porcjami też chyba nie wyrabiamy. Nie jest źle, dzieciaki jedzą wszystkie owoce, większość zup. Gorzej z warzywami. Gotowane to tak jak u Was: fasolka szparagowa, kalafior, brokuł. Z surowych to syn tylko pomidory, ewentualnie marchewka. Córka ma już nieco bogatszy repertuar, bo dodatkowo kalarepa, ogórek, rzodkiewka. Soki też pijemy takie z kartonu, chociaż osobiście wolę tłoczone niż te z koncentratu, mam wrażenie, że to jednak zdrowsze jest.
    A teraz coś z zupełnie innej beczki: Polko jak wypadają rozmiarowo piżamki Mus Mus w porównaniu do np. H&M?

  • Odpowiedz Adriana 16 listopada 2016 at 11:09

    Ale masz dobrze. Maja uwielbia owoce , gorzej z warzywami :)

  • Odpowiedz Ola Puszka 16 listopada 2016 at 11:13

    Piękne macie to zdjęcie tytułowe :)
    Jestem też pod wrażeniem jakości wpisu.. Widać, że ciągle bardzo się rozwijasz i wkładasz w to dużo pracy. Sama przyjemność tu zaglądać i czytać Twoje artykuły :))
    U mnie dzieciaki też wciągają większość owoców i warzyw. Mam wrażenie, że to jednak taki wypracowany nawyk. Codzienna rutyna i przykład idący z góry.. Bo ja i mąż też tacy dziwni jesteśmy, że jak robimy wypad na targ po owoce i warzywa, to zachwycamy się, że udało się coś fajnego upolować, później się tym zajadamy, no a dzieci we wszystkim uczestniczą! Oczywiście, że zdarzają się wśród dzieci wyjątki, którym rzeczywiście nie smakuje albo z reguły są niejadkami. Z moich obserwacji wśród rodziny i znajomych wynika jednak, że zdrowych, odżywczych składników/posiłków nie jedzą dzieci, którym rodzice takiego jedzenia po prostu nie podają albo sami nie jedzą.. A później słucham, że jak ja mam fajnie, bo mi dzieci wszystko chętnie zjedzą, a oni walczą o kawałek jabłka czy surówkę 😉 Albo: moje dzieci nie lubią owoców. A na blacie w kuchni – ostatnie samotne, pomarszczone już jabłko…

  • Odpowiedz Miki 16 listopada 2016 at 16:13

    Ja przepraszam, ale co to za urocza roslinka i skad?

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 16 listopada 2016 at 17:15

      Nie pamiętam nazwy, kupiłam go w Biedronce.

  • Odpowiedz Karolina 16 listopada 2016 at 18:58

    Polko, kocham cie za to ze na twoim blogi sa kolorowe sałatki, kasze ale tez ciasta z cukrem 😉 I ze nie udajesz ze dzieci i my nir mamy prawa do czekolady. Ale promowania soków z koncentratu po tobie sie nie spodziewałam. Liczyłam ze pokażesz jakies nowe soki tłoczone np. Niby koncentrat to „tylko” odparowana woda ale jesnak jest to przetworzony na maksa produkt. Przefiltrowany, klarowany, z dodatkiem wody „z kranu”. Skoro te soki sa tak naturalne to czemu każdy kartonik smakuje tak samo skoro każdy zbiór jest inny

  • Odpowiedz aga i druzyn 16 listopada 2016 at 22:47

    Moje dzieci też dzieci dosyć chętnie wciągają owoce (choć nie tak chętnie jak czekoladę ). Trochę uciążliwe jest to, że jedno uwielbia pomidory, drugie nimi pluje, ale za to zjada w dwie sekundy awokado, na które pierwsze nie może patrzeć. Długo nie mogłam synka przekonać do sałaty, aż nagle zaczął jeść garściami i domagać się więcej. Jak się spytałam skąd ta nagła zmiana, to okazało się, że najlepszą koleżanka w przedszkolu powiedziała, że to dobre i zdrowe. A jak ja powtarzałam po 10 razy dziennie to jakoś mi nie wierzył 😁. Soków z kartonów staram się unikać, po rozmowie z dentystką i dietetyczka dziecięcą. Co do pięciu porcji to się staram a na szczęście tutejsze instytucje – żłobek i przedszkole (mieszkamy we Francji) nas w tym wspierają. Synek jest juz tak wycwiczony, że mnie pyta czy juz wyrobił normę.

  • Odpowiedz Monika 18 listopada 2016 at 13:02

    Czytałam w szpitalu w takim multimedialnym poradniku, że 100 % dzieci w Polsce nie zjada zalecanej porcji warzyw i owoców. To by się zgadzało z tym co piszecie, ale warto walczyć choćby o te 3. Ja zauważyłam że jak moje dzieci zjedzą więcej owoców to nie chcą słodyczy.

  • Odpowiedz Ange76 21 listopada 2016 at 16:13

    Gratulacje :) Moje NIGDY nie upominają się o warzywa, a jak chcą na przekąskę kolejny serek, to muszę podsuwać jabłko lub banana :) No i marchewki zawsze wracają w pudelkach ze szkoły, bo … „nie było czasu zjeść”. Jakby był batonik to czas by się znalazł 😀 Wydłubywanie szczypiorku i wszelkiej zieleniny także jest na porządku dziennym.

    No ale jest coraz lepiej, staram się poszerzać im gamę smaków, ale kamieniem w Ciebie nie rzucę bo i u mnie nieraz tylko pierogi na obiad, albo mięso z samą kaszą :)

  • Zostaw coś po sobie