3
Obiady

Jak ten Jamie gotuje! przepyszne curry z batatami i „ryż” z kalafiora

Niewiele jest rzeczy w telewizji, które da się jeszcze oglądać. Wiadomości z kraju i ze świata płyną już tylko tak przygnębiające, że zaczynam popadać w emigrację wewnętrzną. Staram się unikać emocji, które mi towarzyszą podczas odbioru programów informacyjnych i publicystycznych. Rozrywki też tam specjalnie nie znajduję, lepsze seriale dają na Netflixie, fajniejszą muzykę na Spotify. Mam aktualnie tylko jedno telewizyjne hobby – tak zwane „kanały lifestyle’owe”. Tylko żadne tam wstydliwe choroby czy inne ciąże z zaskoczenia, żadnej taniej sensacji ani obrzydlistwa. Kiedy siadam wieczorem do maili, obrabiania zdjęć albo po prostu siadam – z herbatą i maseczką na twarzy, rzucam ostatnimi czasy jednym okiem na programy kulinarne albo metamorfozy mieszkań. Uwielbiam patrzeć, jak z wnętrz znikają meblościanki, jak babcine kuchnie ustępują miejsca nowoczesności albo jak amerykańscy agenci nieruchomości oprowadzają klientów po kolejnych chatach z pięcioma sypialniami i ogrodem jak park Oliwski. Albo te opowieści o szaleńcach, wyprzedających majątek życia i kupujących zrujnowane gospodarstwa, stare szkoły – każdy kolejny odcinek kończę z przekonaniem, że też tak kiedyś zrobię. Kupię sobie siedlisko i będę prowadzić uroczy pensjonacik na Mazurach, jak nic. I choć do niedawna rozważałam jeszcze likwidację telewizora, to dziś czuję, że ciężko byłoby w moim życiu zapełnić dziurę, jaka powstałaby po stracie Domo+.

Kiedy na Domo przynudzają akurat o home stagingu albo doradzają nasadzenia do cienistych ogrodów, sprawdzam, co tam gotują na kanale obok. Kuchnia też jest oczywiście plus (jak wszystko, co dobre w tym kraju od jakiegoś czasu). Oglądanie programów kulinarnych ma tę zasadniczą wadę, że często się człowiek przez nie głodny robi w porach cokolwiek niestosownych.  O ile inspiracje płynące z kanałów wnętrzarskich są nieco bardziej kłopotliwe do wprowadzenia w życie, to tu w zasadzie często można zrobić natychmiastowy użytek z oglądanych propozycji.  Na te Mazury to się przecież jutro nie wyprowadzę. Kebaby jagnięce z grilla z salsą z mango może też nie zawsze akurat mogę przyrządzać symultanicznie do prowadzącego, ale już jakieś prostsze dania obiadowe zdarzało mi się kolejnego dnia po emisji produkować. Moim mistrzem kulinarnej inspiracji, którego potrawy jak nic innego wywołują we mnie głód, jest Jamie. Gdyby nie to, że jest kompletnie nie w moim typie, jak również sepleni, mogłabym się w nim zakochać. Myślę, że mogłabym nawet udawać, że go kocham, byleby dla mnie gotował. W zasadzie to nie musiałby nawet dla mnie gotować, wystarczyłoby mi od czasu do czasu popatrzeć, jak je. Jak on je! Jak on mówi o jedzeniu! Z jaką pasją, szacunkiem, namiętnością. Niektórzy Angole pewnie w całym swoim życiu nie wygenerują tyle ekspresji, ile Jamie podczas jednego odcinka. Cudowny chłopak, mogłabym się gapić na niego godzinami. Zdarza mi się zresztą – gapić, podziwiać, toczyć ślinę i następnego dnia biec do sklepu po składniki na jego dania. Najwspanialsze jest w nich to, że nie potrzeba w zasadzie przepisu. Wystarczy oglądać, notować w pamięci, a potem z łatwością można odtworzyć je w kuchni. Mam dwie książki Jamie’go, jednak rzadko z nich korzystam. Ten człowiek to bowiem osobowość telewizyjna, zwierzę medialne, urodzone by dawać show i najpiękniejsza nawet książka z jego przepisami nie równa się temu seplenieniu, nadużywaniu słowa „gorgeous”, tym jego zachwytom, mlaskom i pomrukom.

To curry Jamie’go chodziło za mną, od kiedy je zobaczyłam w telewizji. Gdy koło 22-iej oglądałam, jak Jamie obsmaża bataty na złoto, co chwilę przy tym komentując, że „gorgeous”, myślałam, że skonam z głodu. Powiem tylko: gorgeous indeed. Ciężko byłoby w moim życiu zapełnić dziurę, jaka powstałaby po stracie programów Jamiego.

2

6

4

5

 

7

9

8

Czerwone curry z batatami, ciecierzycą i ryżem z kalafiora

(4-5 porcji)

Chyba najlepsze, jakie zrobiłam! Kremowe, słodko-pikatne, rewelacyjne są w nim kontrasty faktur – rozpływających się batatów z chrupiącą ciecierzycą. Bardzo łatwe w przygotowaniu, sycące, idealne na obiad w tygodniu – można ugotować wieczorem, a następnego dnia odgrzać. No i ten patent z ryżem – genialny! Oszczędność kalorii, obcięcie pustych węgli, a wypełniacz jest. Jego rześki smak świetnie uzupełnia pikantny sos.

Składniki:

  • 0,5 kg filetu z indyka (można spokojnie pominąć i zrobić wersję wege, jak zresztą uczynił to Jamie)
  • 2 duże bataty
  • 2 marchewki
  • szklanka ugotowanej ciecierzycy (może być puszka)
  • puszka mleka kokosowego
  • łyżka przecieru pomidorowego (lub szklanka passaty)
  • 2 łyżki przyprawy curry (może być czerwona lub żółta pasta curry – 1 łyżka)
  • 2 łyżeczki pasty chili (można użyć chili w proszku – 2 łyżeczki lub w płatkach – 1 łyżeczka)
  • 2 ząbki czosnku
  • 3-4 cm kawałek korzenia imbiru
  • olej kokosowy do smażenia (lub inny tłuszcz)
  • sól
  • świeża kolendra lub pietruszka na wierzch

ryż z kalafiora: 1 duży kalafior (lub dwa małe), łyżka oleju kokosowego, szczypta soli

Przygotowanie:

  • bataty umyć, obrać, pokroić w kostkę (2-3 cm)
  • na patelni rozpuścić olej, dodać łyżkę curry i obsmażyć bataty na złoty kolor, gotowe przełożyć do garnka
  • mięso umyć, pokroić w kostkę i obsmażyć identycznie jak bataty – na łyżce oleju z łyżką curry, gdy będzie złociste, przełożyć do garnka z batatami
  • indyka i bataty zalać mlekiem kokosowym, puszkę po mleku napełnić wodą – wlać do garnka dwie takie puszki wody, dodać przecier pomidorowy (jeśli używasz passaty, wówczas daj tylko jedną puszkę wody), ciecierzycę, pokrojone w cienkie plasterki marchewki, pastę lub proszek chili, zetrzeć do środka imbir i czosnek, posolić
  • dusić pod przykryciem przez około godzinę – po tym czasie mięso powinno być mięciutkie, a bataty lekko się rozpadać, sos będzie zredukowany i gęsty
  • przygotować „ryż” – kalafiora umyć i rozdrobnić albo wkładając różyczki do malaksera, albo zetrzeć cały na tarce (na grubych oczkach)
  • starty kalafior poddusić na patelni na łyżce oleju kokosowego przez ok. 7 minut tak, by trochę zmiękł (nie całkiem, powinien zostać lekko chrupiący), podczas duszenia posolić trochę i od czasu do czasu mieszać (ja dodałam jeszcze szczyptę przyprawy o nazwie „czosnek staropolski”)
Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

17 Komentarze

  • Odpowiedz Sylwia 12 lutego 2017 at 21:00

    Fajny jest program Jamie&Jimmy,mieszkam w Szkocji i tu w tv obrzydlistw jest zastraszającym dużo ale kulinarnych dobroci też całkiem pokaźna ilosc 😉 curry z zieloną soczewicą było pyszne,to również wypróbuję.Polecam ig @cookinacurry

  • Odpowiedz Kasia 12 lutego 2017 at 21:03

    Aaa, no cóż, już bym jadła! 😀 Zrobię niebawem, bo znów mnie skusiłaś. Dzięki za kolejny świetny wpis!

  • Odpowiedz Dagmara 12 lutego 2017 at 21:07

    Oj, jadłabym,… Jamiego też kocham miłością pierwszą i prawdziwą, ale odkąd nie mam tv, nasz związek nieco osłabł (jego książki to faktycznie nie to samo). Teraz Twoje przepisy są tymi, na podstawie których najczęściej robię listę zakupową :)

  • Odpowiedz Kasia 13 lutego 2017 at 09:49

    Jamie jest wspaniały, to prawda, ale w przerwach kiedy nie ma co oglądać, polecam Ci przełączyć się na HGTV – stare TVN active/meteo czy takoś tak, potrafię siedzieć i wpartywać się właśnie na metamorfozy mieszkań i renowacje starych amerykańskich domów – znalazłam tam sporo inspiracji :)

  • Odpowiedz Magda 13 lutego 2017 at 12:09

    No doooobra, zrobię na walentynki 😉
    Pozdrawiam :)

  • Odpowiedz mamidami 13 lutego 2017 at 15:17

    O matko i córko! Jak to bosko wygląda!

  • Odpowiedz Marzena 13 lutego 2017 at 15:35

    Oh jak ja Cie rozumiem. Właśnie łątam tę dziurę oglądając wybrane odcinki na necie. A Jamie to moja miłość odkąd zamieszkałam w Anglii i nawet po powrocie do kraju nie umiem o nim zapomnieć :) Mimo ze też nie jest absolutnie w moim stylu 😉 I tez ostatnio rozważam likwidacje tv. pozdrawiam

  • Odpowiedz Ania 14 lutego 2017 at 09:05

    Zrobiłam!!! Wyszło piekielnie ostre, nie trzymałam się przepisu dając curry 😉 Przepis genialny w swej prostocie!!! Uwielbiam :)

  • Odpowiedz cuisine and art 14 lutego 2017 at 11:23

    Bataty mam, kalafior mam, mleko kokosowe mam. W piecu napalone. Dobry pomysl na taki deszczowy szary dzien, w dodatku z przeziebieniem koszmarnym.

  • Odpowiedz Karolina 14 lutego 2017 at 11:58

    Od razu zrobiłam po powrocie z pracy. Pycha:)

  • Odpowiedz anka 14 lutego 2017 at 13:43

    Czy bardzo mocno czuć mleko kokosowe? Bo ja osobiście jestem średnią fanką, a danie wygląda smakowicie mmmm

  • Odpowiedz Magda 14 lutego 2017 at 13:52

    Ryż z kalafiora jadłam w innej oprawie ale bataty, ciecierzycę i wszystko z dodatkiem curry uwielbiam więc skuszę się na bank. U mnie obowiązkowo wersja mięsna i to wcale nie ze względu na męża. Ja dobrym kawałem mięcha też nie gardzę 😉 Jamie i mnie ujmuje. Lubię zwłaszcza te 15 minutowe propozycje, chociaż nie oszukujmy się mi zajmują 3 razy tyle czasu, no ale prawie zawsze warto :) Dziś mi tylko zazgrzytało jak gotował rybę i do tej ryby wrzucił jaja w skorupkach żeby się razem wszystko szybciej ugotowało…no cóż moze ja się nie znam :/

  • Odpowiedz Paulina J 14 lutego 2017 at 16:03

    Właśnie robię, mam nadzieję, ze jest tak pyszne, jak wygląda! ;P

  • Odpowiedz Nefertari 5 marca 2017 at 20:20

    Ty, a ostatnio właśnie bataty kupiłam i stwierdziłam, że zrobię z nich curry, bo frytki z nich to tylko ja zjadam… A curry, bo Makłowicz robił takowe z bananów do gotowania (których nie ma w PL) i rzucił mimochodem, że z batatów można, też wyjdzie. Więc się napaliłam. A Ty wyskakujesz mi z przepisem – dzięki, Bejbe! 😀

  • Odpowiedz Ala 16 października 2017 at 21:50

    Moze to dziwne ale nie znalam Jamiego Oliviera ani zadnego przepisu na curry. Zrobilam ze zwyklym ryzem bo czasu zabraklo (male dziecko w domu) i bez chilli i tak jestem zachwycona smakiem ze jak tylko synek zasnal spiesze podziekowac za udostepnienie przepisu. Z miliona przepisow na blogach ten mnie czyms ujal i nie mylilam sie. Dziekuje serdecznie wyszlo pyszne!

  • Odpowiedz Danusha 13 listopada 2017 at 16:49

    Cześć Polko :)

    Po curry z kalafiora przyszedł czas na „batatowe”! Muszę przyznać że zaraziłaś mnie odrobinę swoją miłością do curry :) Pytanie techniczne: ciecierzycę wcześniej już ugotowaną dodajemy do batatów we wstępnej fazie i to wszystko dusimy jeszcze przez 40 min, prawda? Ciecierzyca nie rozgotuje się za bardzo? W curry kalafiorowym ciecierzyca ląduje w garnku na koniec, też ugotowana wcześniej… :) Oświeć, please :)

    • Polka
      Odpowiedz Polka 14 listopada 2017 at 10:27

      Kurczę, już nie pamiętam dokładnie obu procedur, jakoś tak zawsze mieszam na oko. Myślę, że się nie rozgotuje za bardzo, ale może lepiej dodać później, jak w kalafiorowym. U mnie znowu dziś – z batatami, bakłażanem i soczewicą 😉

    Zostaw coś po sobie