4
Obiady, Przepisy

jak Polka została jaskiniowcem, czyli akcja: dieta!

O moich historiach odchudzania mogłabym napisać książkę. Zatytułowałabym ją „Jak się nie odchudzać” albo może lepiej „Jak fatalnie wyglądać nago”. Byłoby to pełne dramatyzmu, zwrotów akcji, smutne i przydługie dzieło. Nie będę Was tu jednak zanudzać swoją żałosną opowieścią o człowieku słabej woli, która happy endu się dotychczas nie doczekała. Powiem tylko tyle, że niemal całe moje dorosłe życie to konflikt tragiczny, rozdarcie między miłością do gotowania i jedzenia oraz potrzebą atrakcyjnego (czyt. szczupłego) wyglądu oraz (zwłaszcza w ostatnich latach) rosnącą troską o własne zdrowie. Okresy względnej akceptacji własnego ciała, kiedy przekonywałam samą siebie, że nie trzeba poddawać się presji idealnej sylwetki, przeplatają się u mnie z etapami marzeń o tym, by było mnie mniej. Głodowałam więc, oczyszczałam się, jadłam same warzywa albo same białka – na żadnej z tych diet nie czułam się dobrze. Próbowałam też podejścia zrównoważonego (jeść wszystko, ale w małych ilościach), ale na nie jestem niestety zbyt łakoma, a pełna dowolność w komponowaniu diety, taki spożywczy freestyle, to moja droga za zatracenia. Przez ostatnie półtora roku (czyli od porodu) w trakcie kilku zrywów dietowych udało mi się wprawdzie trochę schudnąć, jednak to znacznie za mało, żeby czuć się i wyglądać przynajmniej dobrze, że już o większych aspiracjach nie wspomnę. O ile nie cierpię diet ze sztywno ustalonym jadłospisem, w stylu – śniadanie: kromka razowca z wędliną, o 12 przepiórcze jajko, na obiad pstrąg na parze, a na kolację pomidor (bo też jakoś zazwyczaj nie miałam o wyznaczonej porze przepiórczego jajka, pstrąga ani nawet pomidora), tak pomagają mi jasne wskazówki dotyczące tego, co wolno, a czego nie. Całkowita eliminacja pewnych składników z diety, przy jednoczesnej dowolności komponowania dań z pozostałych, pozwala mi trzymać się zaleceń i kombinować po swojemu. Tyle mechanizmów psychicznych.

Wiecie, że nie jestem ortodoksem i tyle śmieszą, co konfundują mnie różne żywieniowe mody. Lubiłam mówić o sobie z przekąsem, że jestem koneserką glutenu, mam dobrą tolerancję laktozy i między bajki wkładać kolejne doniesienia o szkodliwości mąk czy nabiału. Nie szukając specjalnie informacji na ten temat, od czasu do czasu natrafiam na ciekawe publikacje (jak np. ta) na temat wpływu tych składników na nasze zdrowie, nastrój i samopoczucie. I tak opisy tego, co dzieje się w naszym ciele po spożyciu cukru i prostych węglowodanów dały mi do myślenia. Bo skoki cukru we krwi, jakie następują nie tylko po słodyczach, ale i potrawach z białej mąki, to nie tylko szybkie przybieranie na wadze, ale i wahania nastroju, pogorszenie koncentracji czy zmęczenie. Wiele badań udowodniło, że dieta bez pszenicy pomaga uporać się z różnymi schorzeniami, nie tylko z nadwagą, ale i chorobami autoimmunologicznymi, problemami skórnymi, trawiennymi, zmniejsza stany zapalne stawów i opóźnia starzenie. Nie mogę dłużej ignorować swojego samopoczucia i sygnałów, jakie daje mi organizm. Zmęczona jestem też dźwiganiem całego tego nadprogramowego balastu, że o kompleksach rozlicznych nie wspomnę. Chyba można ująć to po prostu tak – wkurwiłam się.

Znam siebie już na tyle dobrze, że wiem, na co się nie porywać, kiedy szybko się poddam, co zarzucę po czterech dniach i stracę do siebie resztki szacunku. Dlatego wybrałam Paleo. Nie przez sentyment do paleolitu, a dlatego tylko, że ten wybór składników może się w moim przypadku powieść. Nie jestem jakimś wielkim mięsożercą, ale też i nie o to w żywieniu paleo chodzi. Podstawą diety są tu warzywa i owoce, do tego mięso, ryby, jaja, orzechy i grzyby. Nie cierpię na żadną chorobę autoimmunologiczną, nie zamierzam się więc ortodoksyjnie trzymać przykazań i dopuszczam jadanie od czasu do czasu warzyw strączkowych, orzechów ziemnych czy gryki. Chodzi mi przede wszystkim o chudnięcie, dobre samopoczucie i zerwanie z uzależnieniem od cukru i zbóż, czyli najbardziej szkodliwych i odpowiedzialnych za nadwagę składników diety.

Komponowanie posiłków jest banalnie proste, w mojej diecie zawsze było dużo warzyw i owoców. Mija dopiero drugi tydzień mojej przygody z paleo, moje doświadczenie jest więc na razie ubogie, ale obiecuję sobie po niej na tyle dużo, że mam odwagę publicznie ogłosić – odchudzam się. Póki co na wadze ubyło mi dwa kilogramy, ale widzę już, że to może się udać – czuję się świetnie, nie jestem głodna (dzięki mięsu), a apetyt na makaron, bułkę z serem czy czekoladę mam już w tej chwili minimalny. W dodatku nie ma mowy o nudzie, dieta paleo daje wiele możliwości kulinarnej ekspresji, że się tak górnolotnie wyrażę. Parę dni temu na przykład odkryłam, że można zrobić przepyszny stir-fry w azjatyckim stylu bez grama nudli – smakuje obłędnie, jest orientalny i sycący. Może czarny sezam i sos sojowy nie są jakoś super paleo, ale jak wspominałam – nie mam potrzeby eliminowania wszystkiego, czego nie jadali nasi przodkowie, a jedynie tego, co mnie zamula, uzależnia i tuczy (czyli zboża, nabiał i cukier). Jaskiniowcy przewracają się pewnie w swoich grobach, ale ja nie dbam o to jakoś specjalnie. Będę jeść warzywa, owoce i mięcho i planuję robić to dłużej niż do weekendu 😉 Trzymajcie kciuki i inspirujcie się jaskiniową kuchnią w wersji Polka – style!

3

2

5

 

7

8

6

Azjatycki stir-fry z warzywnym „makaronem”

(2-3 porcje)

Składniki:

  • 2 długie marchewki
  • 2 długie pietruszki
  • kilka „pasków” pora (warstw, które można obrać)
  • 30-40 dkg mięsa (użyłam indyka, ale może być to pierś kurczaka lub polędwiczki wieprzowe)
  • po szczypcie: soli, imbiru, chili
  • ocet ryżowy
  • sos sojowy
  • sos ostrygowy
  • miód
  • czarny sezam
  • olej sezamowy do smażenia

Przygotowanie:

  • mięso umyć, pokroić na nieduże, wąskie kawałki (bardziej paseczki niż kostka), przełożyć do miski
  • do mięsa dodać po łyżce: sosu sojowego, sosu ostrygowego i octu ryżowego, zamarynować przez co najmniej kwadrans
  • w tym czasie przygotować warzywa: umyć marchewki i pietruszki, obrać je, a następnie obierakiem do warzyw pokroić na cieniusieńkie, długie plasterki, jak makaron
  • pora „obrać” na całej długości, paski umyć i pokroić wzdłuż, by były podobnej szerokości, co reszta warzyw
  • na patelni rozgrzać olej sezamowy, poddusić na nim marchewkę i pietruszkę – nie mieszać łyżką, a jedynie przewracać je ruchami patelni, gdy nieco zmiękną dołożyć pora, dodać sól, imbir, chili, łyżkę octu ryżowego i trochę (ok. 1/3 szkl.) wody, zmniejszyć ogień i dusić około 15 minut, od czasu do czasu potrząsając patelnią (mają być lekko chrupiące, lecz wyraźnie zmięknąć, poddając się na widelcu jak makaron)
  • w tym czasie na drugiej patelni na rozgrzanym oleju usmażyć mięso, gdy się zetnie, dodać łyżkę miodu i smażyć do zezłocenia
  • warzywa ułożyć na talerzach jak makaron, na wierzchu ułożyć kawałki mięsa, posypać  czarnym sezamem
Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

38 Komentarze

  • Odpowiedz kate 26 kwietnia 2016 at 22:19

    Brzmi zajepysznie 😃 a ile ważysz? 😜

  • Odpowiedz Co_ona_kombinuje 26 kwietnia 2016 at 22:37

    Ojaciesunę! Ja już dobiłam do jednej wagi sprzed ciąży i pomimo ćwiczeń i zdrowego żarcia nie chcę waga zjechać w dół. Może spróbuje tego Paleo. Mięso i warzywa uwielbiam. Może to coś dla mnie 😉

  • Odpowiedz Anna 26 kwietnia 2016 at 22:39

    Będę śledzić przepisy paleo z zaprtym tchem. Też jestem z wielu przymuszonych(wcześniej wyśmiewających diety) przez swój organizm do zmian. Dopiero jak endokrynolog kazał odstawić gluten, nabiał, zaczełam sie nad tym zastanawiać i szukac w tym jakiejś racji, bo jeszcze nie jestem w stanie się pogodzić do końca, na razie zero białych mąk, pieczywa i makaronów i produkty mleczne też ograniczam, ale dieta eliminacyjna to ciężki orzech do zgryzienia, ponieważ każdy produkt bezglytenowy zawiera jakiś tam odsetek zanieczyszczenia glutenem, nawet te z przekreślonym kłosem, gluten jest wszędzie więc nie mam pojęcia jak może być mowa o jego całkowitej eliminacji: no chyba, że warzywa i owoce, w domu w którym nie ma produktów spożywczych pakowanych fabrycznie;) Pisz o tej swojej diecie więcej, nie jesteś jedyną osobą, która ma takie problemy.

  • Odpowiedz panna_lilla 26 kwietnia 2016 at 23:32

    Poczytuję bloga od dłuższego czasu, ale to dopiero mój pierwszy komentarz tutaj, aż sama nie wiem dlaczego tak późno. Zawsze do Ciebie zaglądam przy porannym „przeglądzie prasy”. Tak miło zaczyna się wtedy dzień.
    Też się kilka razy w życiu odchudzałam, z mniejszym lub większym skutkiem, ale zawsze coś tam w dół spadało. Po ciąży okazało się, że zrzucenie większej ilości kilogramów jednak nie jest takie proste, jak mi się na początku wydawało. Karmienie piersią i długie spacery wiele nie pomagały. Kiedy trzeba było kupić sobie bluzkę w rozmiarze 46, a ulubione koszulki rozm. 38/40 wisiały w szafie, robiło się przykro. Nadszedł moment kiedy osiągnęłam totalne dno i zaczęłam tyć! W końcu uświadomiłam sobie, że do problemu trzeba podejść metodycznie, zapisałam się na aqua aerobik i przez pierwszy miesiąc starłam się wprowadzić pewne nawyki żywieniowe (regularne posiłki, dużo wody i na początku słodycze tylko 1 raz dziennie – to był duży wyczyn dla mnie, bo był moment, że nie odżywiałam się praktycznie niczym innym niż śniadaniem, obiadem i słodyczami!). Po takim treningowym miesiącu umówiłam się na wizytę do dietetyka i to był kolejny super pomysł (zaraz po aqua aerobiku). Nie dostałam żadnego jadłospisu, to by było zupełnie bez sensu, tylko dokładne wytyczne co mam jeść na dany posiłek, tj. ile białka, węglowodanów owoców/ warzyw. Na początku dieta była dość chaotyczna, musiałam znaleźć kilka nowych ulubionych obiadowych dań, poeksperymentować. Ale jedna ważna rzecz – nie można być głodnym i jeść rzeczy smaczne. Owsianka na wodzie? Nigdy w życiu, bo jest okropna. Masło ma za dużo tłuszczu? I co z tego, skoro nie znoszę margaryny. Już trzy miesiące ćwiczę dwa razy w tygodniu i konsultuję się z dietetykiem, schudłam 9 kg i zaczęłam nosić rozmiar 40! Mój cel nr 1 – wrócić do wagi z przed ciąży (zostały mi jeszcze 4 kg) i cel nr 2 – ważyć prawidłowo, aby być po prostu zdrowym i tą wagę utrzymać (do zrzucenia 8-9 kg).
    Polko, trzymam za Ciebie kciuki, ale jeśli będziesz widziała, że się wypalasz na tej diecie to spróbuj skonsultować się z dietetykiem. Bardzo polecam.

  • Odpowiedz MŁODA MAMA 26 kwietnia 2016 at 23:40

    Brzmi i wygląda przepysznie a temat diet znakomicie mi znany ! I tak jak Ty pewnego dnia lekko mówiąc wkurwiłam się i postanowiłam spróbować jeszcze raz – tym razem podejscie do diety mam podobne do Twojego, dodatkowo ćwiczę z trenerem personalnym i po miesiącu treningów i zdrowszego odżywiania ubyło mi 8,5kg. Trzymam bardzo mocno za Ciebie kciuki ! Dasz radę :)

  • Odpowiedz salusiowo 27 kwietnia 2016 at 05:28

    Pychotka.
    Uwielbiam do Was zaglądać!!

  • Odpowiedz So Very Me and Home 27 kwietnia 2016 at 06:41

    Wygląda smacznie. Wypróbuję.

  • Odpowiedz Paulina 27 kwietnia 2016 at 07:14

    Fajne takie Paleo;P Chyba się skuszę!
    P.S. Prawie zjadłam monitor, wygląda obłędnie.

  • Odpowiedz Monika 27 kwietnia 2016 at 08:51

    To naprawdę bardzo fajny sposób odżywiania się i przede wszystkim nie jest się głodnym :) Polecam blogi: http://cookitlean.pl/ i http://www.barbellkitchen.pl/ z fajnymi przepisami :)

  • Odpowiedz Słodko mi 27 kwietnia 2016 at 08:56

    Mam ten sam problem. Też ciągle walcze z wagą. Niby ćwiczę i staram się zdrowo odżywiać, ale na razie rezultaty mnie nie zadowalają i nie osiągnęłam figury sprzed ciąży…Teraz zmieniłam trochę formę ćwiczeń i zaczęłam dźwigac żelastwo, chociaż trudno mnie było do tego przekonać 😛 Moją wielką słabością są słodycze. Będę zaglądać po inspiracje i przepisy…Trzymam kciuki!

    • Odpowiedz Maga 28 kwietnia 2016 at 08:47

      Z moich obserwacji wynika, że wystarczy ograniczyć cukier i białą mąkę, ale tak naprawdę ograniczyć – nie jedna bułeczka dziennie (a kiedyś były np.: 3), ale raczej jedna w tygodniu (i najlepiej grahamka ;)). Z cukrem tak samo – słodkie tylko przy większej okazji, a na co dzień wcale. I się chudnie samo.

  • Odpowiedz asia 27 kwietnia 2016 at 09:55

    Dlaczego nie uprawiasz sportu, masz dzieci, ale czy to przeszkadza?
    W klubie fitness spotyka się teraz same mamusie i jak porozmawia się to żadna z nich nie tworzy diet tylko rusza się – 3 x w tygodniu po godzinie na zajęciach – wybór jest taki ogromny, że nawet jeśli jesteś kanapowcem to coś Cię przekona.
    Wydaje mi się też, jak patrzę na Twoje zdjęcie, że masz budowę ciała mocną i chyba nigdy nie będziesz smukłą osobą. I bycie ciągle na diecie (ten temat notorycznie pojawia się u Ciebie) chyba pokazuje, że nie to jest kluczem do bycia fit!

    • Odpowiedz Ewellinka 27 kwietnia 2016 at 12:52

      Też tak niestety myślę…czy nie lepiej jeść wszystko ‚normalnie’, że tak powiem, bez manifestowania, że od dziś nie jem tego i tamtego, a po prostu ruszyć tyłek z kanapy i te minimum trzy razy w tygodniu poćwiczyć? Z dziećmi też się da, mam dwójkę, jem zdrowo, ale bez wymysłów jak ‚paleo’, jestem szczupła, bo po prostu ćwiczę, tyle…

      • Polka Dot
        Odpowiedz Polka Dot 27 kwietnia 2016 at 17:36

        Ewellinka, nie wiem skąd przekonanie, że ja siedzę z tyłkiem na kanapie, albo że zasłaniam się dziećmi, żeby nie ćwiczyć. Gratuluję Ci Twojej szczupłości, ale ja potrzebuję jednak bardziej rygorystycznej diety, żeby schudnąć i do podobnych sobie adresuję to odkrycie. Z różnych powodów (w tym zdrowotnych) nie mogę na razie pójść na siłownię.

      • Odpowiedz Maga 28 kwietnia 2016 at 08:34

        Ja też nie jestem zwolenniczką rygorystycznych diet, ale jednak nie zgodziłabym się z tym, że można jeść wszystko bez ograniczeń i wystarczy się ruszać, żeby by szczupłym i zdrowym. Pewne produkty (biała mąka, cukier) nie są wskazane przede wszystkim ze względów zdrowotnych.
        Sama jakiś czas temu zmieniłam sposób odżywiania właśnie ograniczając praktycznie do minimum spożycie zbóż – chleb jem wyłącznie żytni razowy raz dziennie, makarony tylko pełnoziarniste i nie częściej niż raz w tygodniu, na pszenicę pozwalam sobie raz w tygodni albo rzadziej, przy większej okazji, prawie wykluczyłam cukier z diety – na co dzień nie używam wcale, od wielkiego dzwonu kawałek domowego ciasta. I nie zakładam, że to jest jakaś dieta, która się kiedyś skończy. Zakładam, że już tak będę po prostu jeść. Owszem, pozwalam sobie na odstępstwa przy wyjątkowych okazjach, ale generalnie trzymam się tego sposobu jedzenia i chudnę.
        Ruszam się średnio – 2 razy w tyg. jeżdżę konno, czasem na rowerze dojeżdżam do racy. Więcej nie będę, bo nie lubię. Żadne fitnessy mnie nie przekonują – szkoda mi na to czasu.
        Mój mąż trenuje triathlon – rusza się bardzo dużo i problemów z wagą nie ma, ale nie powiedziałabym, że odżywia się zdrowo i myślę, że to kiedyś wyjdzie mu bokiem.
        Nie uważam więc, że ruch jest lekarstwem na wszystko i nie warto zmieniać nawyków żywieniowych.

      • Odpowiedz GOSIA 28 kwietnia 2016 at 20:34

        Hej :) Jestem dietetykiem i chcę Ci tylko napisać, że ruch jest bardzo ważny, jakakolwiek aktywność fizyczna nie tylko polepsza nasze samopoczucie, ale także uwrażliwia tkanki na insulinę, wspaniale wpływa na serce i układ krwionośny, zapobiega wielu chorobom (np. osteoporozie, cukrzycy) itp. Ale nawet najfantastyczniejszy trening nie jest w stanie przeciwdziałać skutkom złego odżywiania! To co jemy wpływa nie tylko na to jak wyglądamy, ale przede wszystkim ma działanie zapobiegające lub wywołujące choroby! Nie można jeść „wszystkiego, ale mniej” i uważać, że to jest w porządku. Powiem więcej – lepiej jeść zdrowo i mieć nadwagę, niż objadać się fast-foodami, słodyczami, cukrem i przetworzoną żywnością, a być szczupłym.
        Dieta paleo jest kontrowersyjna, gdyż nie ma badań jakie są długotrwałe skutki jej stosowania (trzeba pamiętać o tym, że ludzie w paleolicie żyli bardzo krótko), ale jedno trzeba przyznać – każde duże obcięcie węglowodanów (zwłaszcza prostych) jest skutecznym sposobem na schudnięcie 😉

        • Odpowiedz kma1982 30 kwietnia 2016 at 21:04

          No dobra,ale węgle złożone są chyba potrzebne nie?? Ja bym umarła chyba bez węgli ( kaszy,makaronu,owsianki) i bez nabiału!!
          Polko,co jadasz na śniadania? Jajka?
          Ruch,ruchem,ale bez diety,czy raczej zdrowego odżywiania o efektach można pomarzyć…

          • Polka Dot
            Polka Dot 1 maja 2016 at 20:56

            Często jajka – wytrawne omlety, sadzone z sałatką czy jajecznica, czasem owoce albo koktajl owocowy na mleku migdałowym. Muszę też dorwać mąkę kokosową na jakieś proste placuszki z bananem i jajkiem 😉

    • Odpowiedz Julianna 2 maja 2016 at 20:09

      Do mądralińskich: sam ruch nie wystarczy. Każdy specjalista (dietetyk, trener) powie tak samo: większość kobiet po ciąży/-ach, by schudnąć potrzebuje i ruchu, i diety.
      Godzinne intensywne treningi 2-3 razy w tygodniu pozwoliły mi m.in. na bezproblemowe trzaskanie pompek, ale chudnąć w kluczowych miejscach zaczęłam dopiero gdy włączyłam dietę.

      Polko, trzymam kciuki!

  • Odpowiedz Agnieszka Kijowska 27 kwietnia 2016 at 10:27

    Hej,
    u mnie dieta to też temat rzeka. I chociaż nigdy nie miałam dużej nadwagi, to jednak zawsze coś tam mi przeszkadzało.
    Skoki wagi w moim dorosłym życiu to też jakiś dramat, bo ważyłam już 67 kg (o wadze ciążowej nawet nie piszę), ale też i 47 przy zabójczo wysokim wzroście 154 :-)
    Obecnie ważę 52 kg i uważam, że tak jest ok (no może ze 2 kilo mogłoby być mniej :-) I podobnie jak Ty po wielu latach zmagań doszłam do pewnych wniosków. I powiem Ci oraz wszystkim tym, którzy chcą być zdrowi, że oprócz diety i regularnego i zdrowego odżywiania się konieczny jest też RUCH! Od 4 lat uprawiam indoorcycling (dla zainteresowanych polecam obejrzeć jakiś filmik na youtubie). W ostatnim czasie już nawet 4-5 razy w tygodniu. I powiem szczerze, że oczywiście odpowiednia dieta jest ważna, jednak to co podtrzymuje mnie w dobrej formie to właśnie intensywny wysiłek. Mam siedzący tryb życia – samochodem do pracy (mieszkam 15 km od miasta bez innej możliwości dojazdu), później 8 godzin przy biurku, potem znowu samochód. Gdyby nie treningi, pewnie byłoby ze mną znacznie gorzej.
    Dodatkowy plus regularnego uprawiania sportu to jędrniejsze ciało (40 się zbliża, więc to i owo flaczeje :-), lepsze samopoczucie i zajebista kondycja :-)
    Polecam szczerze, warto spróbować!
    PS. „Makaron” z warzyw zrobię na bank, tyle że bez mięcha bo nie jem od 20 lat :-)
    Pozdrawiam i życzę powodzenia w walce o dobre samopoczucie.

    • Odpowiedz Agnieszka Sanigórska 28 kwietnia 2016 at 13:16

      :-)

  • Odpowiedz Ania 27 kwietnia 2016 at 12:56

    Dziewczyny dla mnie dużym problemem (poza tymi, które wymieniła Polka na wstępie wpisu) jest pogodzenie bycia na diecie z posiłkami reszty rodziny – czy dzieci też mają być na diecie paleo? a mąż/partner? czy gotować dwa razy dla innych i dla siebie? czasu starcza mi ledwie na zrobienie jednego obiadu….to jest u mnie główny problem….mój chłopak jest szczupły, ma taki tryb życia, że musi wręcz dostarczać sobie więcej kalorii niż przeciętny mężczyzna, dzieci mają super apetyt, jedzą prawie wszystko, oprócz obiadów szkolnych i przedszkolnych jeszcze koniecznie ten w domu. Uwielbiają pieczywo, makarony, naleśniczki, placuszki….jak być przy nich na diecie??? :) ma ktoś pomysł?

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 27 kwietnia 2016 at 17:34

      Ania, ale zwróć uwagę, że możesz po prostu pominąć składnik węglowodanowy w obiedzie dla całej rodziny i zjeść samo mięso z surówką, gotowanymi warzywami albo zupę na mięsie, ale bez kaszy czy makaronu. Właśnie mi się to podoba w tej diecie, że można jeść wybiórczo mnóstwo obiadów, ja kombinuję tak, żeby sobie odłożyć coś na boku i np. odkrawam sobie kawał upieczonego mięsa, a dla reszty dorabiam sos i gotuję kaszę. Będę Wam jeszcze podsuwać pomysły na takie jedzenie 😉

    • Odpowiedz Maga 28 kwietnia 2016 at 08:40

      Ja robię dzieciom często placuszki, naleśniki na kolację, ale sama ich nie jem. Jak jemy obiad, to rezygnuję z ziemniaków, klusek, kaszy (no, kaszę czasami jem). Jak zrobię jakiś makaron z sosem, to jem, ale nie przyrządzam dań z makaronem częściej niż raz w tygodniu (a można wykorzystać sposób Polki – zrobić dla siebie makaron z warzyw, a dla reszty rodziny ugotować normalny). Da się, jak się chce.

    • Odpowiedz Agnieszka Sanigórska 28 kwietnia 2016 at 13:16

      :-)

  • Odpowiedz karolina 27 kwietnia 2016 at 16:43

    Ha, miałam przeczucie że w końcu u Ciebie znajdę info o Paleo:) po prostu widziałam te pyszne węglowodanowe śniadanka…. i jednak ciągłą próbę odchudzania. Ano niestety, takie pyszności nie są dobre dla większości z nas.
    Jeśli Ci mogę coś doradzić to…( ja już 2 lata na PALEO) zrób badania w kierunku insulinoopornośći, oraz koniecz węglowodany. Na paleo często trochę za bardzo je tniemy:) Powodzenia. Ja obecnie jestem na Samuraju, który dopuszcza kasze bezglutenowe oraz pseudozboża.

  • Odpowiedz Natalia 27 kwietnia 2016 at 20:34

    Ja już zacieram ręce z uciechy i nie mogę się doczekać kolejnych przepisów. Idealnie wpasowałam się w ten temat. Właśnie kupiłam książkę „Paleo po Polsku” i mam nadzieję, że jutro przysiądę i spiszę menu dla naszej rodziny na cały tydzień. Sama zastanawiałam się czy wprowadzać elementy paleo w diecie mojej córeczki- Hani która ma teraz 1 rok i 5 miesięcy. Doszłam jednak do wniosku, że również w jej diecie drastycznie ograniczę na początku gluten. Naczytałam się ostatnio o tym jak gluten przyczynia się do rozszczelnienia jelit i wpływa znacząco na rozwój chorób autoimmunologicznych i różnego rodzaju alergii. Musimy zrozumieć, że zboża które mamy teraz to nie ten sam produkt co 50 lat temu. Jakość jest znacząco gorsza. Mam od 2 las stwierdzone Hashimoto i zastanawiałam się jeszcze nad bardziej rygorystyczną wersją diety paleo czyli nad protokołem autoimmunologicznym. Jest coraz więcej udokumentowanych przypadków osób którym taka dieta pomogła „wyciszyć” ta chorobę bez przyjmowania leków. Osobom, które borykają się z tym problemem polecam poszukać filmików na ten temat na yt. Pozdrawiam serdecznie i czekam z niecierpliwością na więcej inspirujących przepisów.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 11 maja 2016 at 10:29

      no, protokół to już wyższa szkoła jazdy, czytałam o tym. postaram się publikować przepisy od czasu do czasu :)

  • Odpowiedz Ola 27 kwietnia 2016 at 21:38

    No tak, amylopektyna jest składnikiem skrobi i to nie tylko tej pszennej, a gluten składa się z frakcji gluteniny i gliadyny. Agluteniny to przeciwciała występujące w osoczu krwi. Jakoś mało rzeczowy ten przytoczony artykuł. Warto wspomnieć, że gluten to białko występujące nie tylko w pszenicy ale również w życie, jęczmieniu i owsie. Konserwanty stosuje się jedynie w pieczywie pakowanym a te nie stanowi większości sprzedawanego pieczywa. Co to są nawadniacze w pieczywie… pojęcia nie mam. Mrożenie jest jedną z najprostszych metod konserwowania żywności a z pewnością ciasto głęboko mrożone, z którego odpieka się pieczywo w marketach nie musi czekać pół roku, by trafić do sklepu… Do pieczywa zgodnie z przepisami prawa nie dodaje się barwników! Wyjątkiem jest pieczywo słodowe, do którego dopuszcza się dodatek karmelu. Ciemną barwę pieczywa uzyskuje się przez np. dodatek słodów, które poza barwą nadają pieczywu również aromat i smak a także przedłużają jego świeżość. Chleb pełnoziarnisty nie musi być nim tylko z nazwy choć pewnie zafałszowania się zdarzają. Producent powinien podać % zawartość mąki pełnoziarnistej i na tej podstawie można określić czy rzeczywiście jest to pieczywo o takiej jakości, jakiej szukamy.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 11 maja 2016 at 10:28

      Nie potrafię z Tobą dyskutować, nie umiem ocenić do końca tego artykułu, bo się na tym nie znam. Źródeł i zaleceń jest mnóstwo, często rozbieżnych, każdy wybiera to, co go przekonuje w tym zalewie informacji.

  • Odpowiedz Anna 29 kwietnia 2016 at 08:12

    Czekam na kolejne przepisy. Np. na śniadania ponieważ ja próbując być na paleo mam z nimi największy problem. Trzymam kciuki żeby się nam udało wytrwać :) Pozdrawiam

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 11 maja 2016 at 10:25

      To fakt, z szybkimi śniadaniami jest mały problem, jeśli nie jajka, to jakiś owoc albo koktajl u mnie.

  • Odpowiedz asia 29 kwietnia 2016 at 15:57

    yumm! jak zawsze smacznie kolorowo i koniecznie do wypróbowania.
    Świetna jest także cukinia w formie „makaronowej”

  • Odpowiedz anka 29 kwietnia 2016 at 22:19

    Choruję na zespół jelita drażliwego jestem na diecie eliminującej mnóstwo składników bo wtedy nie mam dolegliwości. Kupując chleb dla rodziny dostaję ślinotoku w piekarni. W spożywczym gapię się na półki i wychodzę z niczym. Jedzenie to ogromna przyjemność dlatego wszyscy zdrowi którzy nie musicie nic eliminować jedzcie zdrowo próbujcie nowych smaków delektujcie się.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 11 maja 2016 at 10:17

      Wiesz co, kiedy ja mimo braku braku diagnozy o jakieś chorobie autoimmunologicznej czuję, że mi to nie służy po prostu, ciało wysyła różne sygnały, które dają do myślenia. Delektować się zamierzam, choć nie chlebem czy makaronem niestety 😉 Zdrowia Ci życzę!

  • Odpowiedz Lorka 30 kwietnia 2016 at 16:49

    po makaronie dostaję śpiączki, DOSŁOWNIE! 10 min po zjedzeniu kluchów , nawet tylko z warzywami, ledwo doczołguję się do kanapy.. muszę 15 min sie zdrzemnąc..to moje ostatnie odkrycie.. a tak poza tym, to najlepiej na mnie dziala dieta witarianska, ktora jest moja bazą.. mięso, głownie ryb raz na 2 tyg , jajko raz w tyg.. karmienie piersią i ruch od urodzenia mojej trzeciej( czyli poltora roku) schudłam 15 kilo:) z palcem w tyłku zajadając się do woli. podstawą są owoce, potem warzywa ( kilogramami)orzechy nasiona… bardzo mi pasuja ten styl odżywiania..

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 11 maja 2016 at 10:05

      o, to super, że zadziałało u Ciebie. Ja jednak staram się, żeby podstawą były warzywa, owoce dodatkiem, bo jednak te cukry 😉

  • Odpowiedz Zosia 18 sierpnia 2016 at 14:44

    Zajrzałam tu dziś pierwszy raz i przeglądając trafiłam na ten post.

    Jak idzie Paleo ? Mój mężczyzna jest na tym od stycznia, wcześniej chlebowo-ziemniaczany mocno, więc wyzwanie dość drastyczne.

    Któraś pisała o śniadaniach. Ja co prawda nie jestem na diecie, ale na szybkie ostro tłuszczowo-białkowe śniadanie zawsze robię jajko sadzone, dobrą wiejską kiełbaskę podsmażoną obok. Do tego uwielbiam rukolę+pomidorki koktailowe, jakoże nie jestem na paleo czasem dokładam serek a’la philadelphia do „sałatki” albo kilka plasterków pokruszonego cheddara. Do południa nie potrzebuję jeść :)

  • Zostaw coś po sobie