9
Przepisy, Sałatki

jak pół

Znowu wpadłeś na dwa dni jak po ogień, zostawiając po sobie stertę prania, kanapkę, którą zrobiłam Ci na drogę, stęsknione dzieci i frankfurterki w lodówce. A przecież ja nie jem kiełbasek na śniadanie. Pada deszcz, pranie nie schnie i jakoś też nie chcą mi wyschnąć oczy. A przecież wszystko jest w porządku, bo męska rzecz być daleko (a kobieca wiernie czekać).

Wiem, że nie jestem sama. Jest ich wielu – niedzielnych tatusiów, którzy wracają z kontraktów i delegacji do coraz mniej swoich domów. Z miesiąca na miesiąc coraz trudniej im znaleźć nożyczki i pieprz ziołowy, już nie wiedzą, co dać dziecku na drugie śniadanie, który płyn wlać do kąpieli i jaką herbatę zrobić żonie wieczorem. Nie ma ich w chorobie i przy pierwszych krokach dziecka. Nie ma, żeby pogadać, kiedy jesteś smutna, ani pomasować, gdy bolą Cię plecy. Nie ma, żeby śmiać się z Twoich żartów, gdy masz świetny humor ani by ogrzać nogi pod kołdrą. Przez telefon nie da się tak opowiedzieć o wszystkim, czym się martwisz i czego się boisz, tak jak to robiłaś często wieczorem w łóżku, szeptem. Bo jak być razem, jeśli się jest wciąż osobno. Każdy ma swój poranek, osobny dzień i zupełnie inny wieczór. Coraz mniej wspólnych, a coraz więcej tylko własnych spraw.

Wiem, że nie jestem sama. Jest nas wiele – samotnych matek – mężatek, które kiedyś miały partnerów, przyjaciół i kochanków, dziś mają tylko maszynki do zarabiania, którym w domu coraz trudniej znaleźć nożyczki i pieprz ziołowy. Same z każdym katarem, z pierwszym krokiem i nowym słowem dziecka, same z zakupami, obiadami i fochami. Przepracowane, ale to nie jest w tym wszystkim najgorsze. Najgorsza jest ta cisza wieczorem, kiedy dzieci już zasną. I to zimne łóżko. Najgorszy jest ten smutek, kiedy czujesz, jak życie przecieka Wam przez palce i mija na byciu osobno. Jak kolejne lato zazdrośnie przyglądasz się wszystkim, którzy są razem, za rękę lub nie, ale jest mama i tata, i cała banda razem parku, na plaży, na placu zabaw.

Nie wiem, co mnie tak dzisiaj wzięło, to chyba przez ten deszcz. Ostatecznie otarłam te łzy, wyprałam wszystkie ciuchy, kanapkę wyrzuciłam, frankfurterki zjadłam. Dodałam je do sałatki na ciepło, siadłam sama do stołu, postawiłam na nim jeden tylko talerz. Przeglądałam kartki, które wyjęłam ze skrzynki. „Dom jest tam gdzie Ty”. O nie, to tu jest dom, tylko jakiś mało domowy z tym ciągle pustym miejscem przy stole i coraz smutniejszą wersją mnie.  „Dom jest tam gdzie my” powinnam Ci wydrukować i wysłać do hotelu priorytetem. Nie da się być blisko, jeśli ktoś ciągle jest daleko. Nie można wciąż czekać, czując się jak pół. Ciągle w strachu, gdy ty na drogach robisz kolejne setki kilometrów. A najbardziej to się boję tego dnia, w którym przestanę tęsknić.

1

5

8

2

10

9

4

Sałatka na ciepło z fasolką, ziemniakami i frankfurterkami

(chciałoby się rzec „chłopska”, bo wszystko, co z kiełbasą jest zawsze chłopskie)

Składniki:

  • fasolka (u mnie mamut, może być szparagowa)
  • ziemniaki
  • franfurterki (może być inna kiełbasa albo wędzonka lub boczek)
  • kozi ser (feta też da radę)
  • płatki migdałowe
  • oliwa
  • sól, pieprz
  • pietruszka
  • (opcjonalnie: cebula)

Przygotowanie:

Fasolkę i ziemniaki obrać, umyć i ugotować. Gdy dochodzą, podsmażyć kiełbaski (na suchej patelni, można z cebulką). Na drugiej patelni (też suchej) uprażyć płatki migdałów. Warzywa odlać, włożyć do garnka, pochlapać oliwą, posolić, popieprzyć, posypać pietruszką, wymieszać dokładnie. Wyłożyć na talerz, na wierzch kiełbaski, posypać migdałami i kozim serem. Najlepiej jednak spożywać w towarzystwie.

kartka „Dom jest tam gdzie ty” – Lemon Ducky

słoik z dozownikiem (ten z oliwą) – More Than Jar

Rozstrzygnięcie konkursu

Wspaniale mi się z Wami plotkowało, kobity, dziękuję za te Wasze cudne komentarze, czułam się jak na babskim spotkaniu :)

Nagrody jednak są tylko trzy i otrzymają je:

ŻANETA – która może już nawet jest po „detonacji” i teraz będzie potrzebowała tej tacy bardziej niż my wszystkie, niech jej mąż dogadza w połogu i donosi kolejne kubki herbaty na laktację.

KAROLINA – #złamatka, bo mam taką samą strategię i upycham dziecięce brzydactwa po koszach. A jak się nie przyjmie, to zawsze może być na gacie, co nie?

KASIA – wzruszyła mnie Twoja historia, ja też mam na koncie dużo zdechłych kwiatów, dajmy Ci szansę, kwiaciarko od siedmiu boleści!

Dziewczęta, piszcie na kontakt@scandishop.pl celem wyegzekwowania swoich nagród :)

Jakby to był mój sklep, to bym pewnie z torbami poszła i rozdała szerokim gestem ze 20 tac i drugie tyle koszy, solniczek i foremek. Ale nie mam, więc nie rozdam. Ale za to rabat Wam załatwiłam, kumy drogie!

Na wszystkie 10 rzeczy, które wybraliśmy ze Scandishop-em, macie teraz 10 % rabatu!

Kod: OdPolkiKonkurs

nagrody2

1 // 2 // 3 // 4 // 5 // 6 // 7 // 8 // 9 // 10

Poprzedni wpis Następny wpis

Mogą Ci się spodobać

46 Komentarze

  • Odpowiedz Olga Pietraszewska 31 lipca 2015 at 23:05

    Ale trafiłaś…właśnie łzy leję, bo mój się spakował i jest w drodze na lotnisko :( Trudno się rozstać po weekendzie, a co dopiero po 4 tygodniach…ech :(

  • Odpowiedz aigreetsucre 31 lipca 2015 at 23:08

    Kurcze, cholera no z takimi mężami w rozjazdach :( Mój nie jest, codziennie wraca z pracy 15:30. Ale za to dziś zepsuł mi urodziny (a bo kupił mi nie taki kolor róż no, pomarańczowy mi do niczego nie pasuje, a jeszcze wstawił je do za małego wazonu, bo do wszystkich innych naznosiłam sobie aminków z łąki…), więc równie dobrze mógłby być w delegacji. Chociaż to może i nie on zepsuł, tylko ten deszcz… Ściska, kumo droga, niedługo jesień, może będzie jakoś więcej słońca! Lato wszak jest porą deszczową w Polsce, a od jesieni nie ma się takich wymagań atmosferycznych, więc może być tylko lepiej. (a mąż niech szuka pracy na miejscu, powodzenia!)

  • Odpowiedz Karolina 31 lipca 2015 at 23:11

    Czekałam na te wyniki jak szalona, sprawdzałam po parę razy dziennie, chowając się przed dziewczynami po kątach, żeby nie widziały, że matka po internetach lata, zamiast oglądać razem z nimi po raz setny ten sam odcinek „Klubu Myszki Miki”, czy budować zagrody dla koników. A jak już się doczekałam i zobaczyłam swój hasztag przy wynikach to się wcale nie ucieszyłam tak jak myślałam, że się ucieszę.
    Rozwaliłaś mnie na sam koniec dnia Twoim smutkiem codziennym. Nie to, żebym nie wiedziała, że męża masz od święta, ale dziś wyjątkowo melancholijnie to zabrzmiało. Nie potrzebujesz od nas współczucia, bo co Ci po nim, ale wiedz, że te z nas, które mają po drugiej stronie łóżka męża (albo za ścianą z drugą córką) dziś pomyślą o nim jeszcze cieplej. I jeszcze bardziej docenią te skarpetki pod łóżkiem, i bajzel w kuchni, i kawę poranną. Mam nadzieję, że kiedy znowu wróci lato, słońce przepędzi smuteczki. W końcu te ciągłe wyjazdy i delegacje są PO COŚ, prawda? Nie będą wieczne. Trzymajcie się wszyscy. Ty masz przy sobie dziewczyny przez cały czas, i znajome ściany, pościel, pastę do zębów.

  • Odpowiedz le chat noir 31 lipca 2015 at 23:11

    Ech…włączyła się u mnie empatia na tę nocną pełnię i czuję niezwykle mocno te Twoje słowa pełne żalu i tęsknoty, ale chyba takiej dumnej (nie dam po sobie poznać)…a może coś trzeba zrobić, coś zmienić, szkoda tych nocy i dni. Ślę uścisków moc i zasypiam z moimi smętami- jutro będzie dobry dzień

  • Odpowiedz Paulina 31 lipca 2015 at 23:12

    Czytam tego posta z mężem przy drugim komputerze, narzekam, że za dużo pracuje, choć co dzień jest w domu, że obiadu w niedzielę nie zrobi, że pranie mógłby pomóc. A potem, czytając Ciebie, myślę, że mam niesamowity komfort i luksus codziennych wieczornych rytuałów, rozmowy w łóżku, ogrzewania nóg i chrapania nawzajem. Że w nocy wstanie czasem, pomoże Idze w łazience, gdy ja nie mam już siły położy ją z powrotem spać.

    Życzę Ci by miejsce przy stole nigdy więcej nie było puste, a sałatkę, którą tak pięknie podałaś, byście jedli wspólnie, całą rodziną, w Waszym DOMU.

  • Odpowiedz Justyna 31 lipca 2015 at 23:16

    Kochana Polko! Wiem, że to że, tak jak napisałaś, jest nas więcej, nie jest pocieszające bo mnie to nie pociesza. Nie powinno tak być. Nie powinno być nas pół. Dziś u mnie jest prawie świetnie, bo od dziś urlop a to oznacza 3 tyg bez wyjazdów, ale co tego skoro właśnie teraz On siedzi przy kompie i pracuje. Niby jest a niby nie. Ale za to od jutra będą wspólne niespieszne śniadania, które uwielbiam! Będę rozpieszczać moją rodzinę, gdyż lubię :-) będziemy razem przez 3 tygodnie, trochę w domu, trochę na wakacjach. Cieszę się na ten czas i Ty też będziesz miała taki sam :-) bądź dzielna!
    Pozdrawiam serdecznie.
    PS wydaje mi się, że skoro się tego boisz to znaczy że nie przestaniesz tęsknić

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 1 sierpnia 2015 at 22:52

      Justyna, korzystajcie, celebrujcie, bądźcie blisko – zazdroszczę! :)

  • Odpowiedz Karolina 31 lipca 2015 at 23:16

    Zaraz pojawi się bardzo dużo pocieszających komentarzy, które będziesz musieć przeczytać i na chwilę zapomnisz o tęsknocie… takie przewrotne odwrócenie uwagi.. stop – komentarze będą o tęsknocie. To ja już nie wiem co napisać, żeby się milej zrobiło… Widziałaś ostatniego Mad Maxa?

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 1 sierpnia 2015 at 23:07

      Nie widziałam – a powinnam? :)

  • Odpowiedz Kamila 31 lipca 2015 at 23:21

    Trafiłaś kochana w sedno moich ostatnich smutków. Samotność w małżeństwie, życie ucieka przez palce, nie ma chwili na spokojną rozmowę, jest za to szaleńczy pęd za kasą, która nie daje szczęścia…

  • Odpowiedz Monika 31 lipca 2015 at 23:23

    ehh. znów mogę Ci podać rękę. co prawda mój mąż wyjeżdża na dwa – trzy dni w tygodniu. ale wyjeżdża. śpi po hotelach, je po knajpach, a nie z nami. a najgorsze są właśnie te kilometry. codziennie za kółkiem, autostrady nie autostrady, a ja co usłyszę w radiu czy telewizji o wypadku, dzwonię do niego jak opętana..
    i jest ta tęsknota i jest smutek, ale czasem sobie myślę, że się przyzwyczaiłam. kiedyś nie mogłam sobie wyobrazić dwóch nocy samej, teraz nie mam z tym problemu..

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 1 sierpnia 2015 at 22:51

      Chyba nigdy nie przestanę się martwić, gdy przez moment nie odbiera telefonu na trasie :(

  • Odpowiedz Monia 31 lipca 2015 at 23:24

    Dawno nie czytałam tak wzruszającego tekstu. Dziękuję…Bo Wciąż zdarza mi narzekać -bo kasa ze zleceń nie przychodzi,bo budżet na następny miesiąc niepewny itp- ale jednak może mnie nie stać na zagraniczne wakacje,ba!na naprawę tego auta co pechowo kupiliśmy już popsute,ale jednak kładę się do łóżka i jeśli nawet nie zawsze razem,bo praca po nocach to jednak wiem,że nocą odwracając się on będzie. Wiem,że rano wstanie i zrobi śniadanie,bo ja nie znoszę. Wiem,że Wiki go ma na co dzień… Dziękuję Ci Aga za ten tekst,no tak łatwo jest się zatracic i nie doceniać.

    Ps. Wiem jaki strach czujesz – jako córka kierowcy ciężarówki,czułam go od zawsze…i czekałam od zawsze. I właśnie dlatego powiedziałam sobie,że póki mnie skrajna bieda nie zmusi,tak ja czekać nie będę.

    Ściskam mocno wieczornie

    • Odpowiedz Agnieszka Kijowska 2 sierpnia 2015 at 15:35

      Mam to samo … Mój P. co prawda nie wyjeżdża w długie delegacje, jednak dwudniowe wyjazdy się zdarzają. Najgorsze są jednak te kilometry … Jakieś 6000 w miesiącu. To daje do myślenia.

  • Odpowiedz Mama w Dużym Brązowym Domu 31 lipca 2015 at 23:28

    Ślę wszystkie moje dobre myśli, żeby zastąpiły te smutne…Pewnie, że to nie to samo, ale masz nas wszystkie na wyciągnięcie myszki, po drugiej stronie ekranu. Taka babska sieć, womenet, a co! Mój mąż jest na miejscu, ale czasem tak trudno nam związać koniec z końcem, że rozważamy opcję wyjazdową…Daleko stąd do Edenu, daleko…Ściskam!

  • Odpowiedz Kasia 31 lipca 2015 at 23:37

    Dobrze znam te samotne wieczory i zazdrosne podglądanie rodzin spacerujących w niedzielę po parku… Ja się zawsze pocieszałam tym, że z nas dwojga to i tak ja mam lepiej, bo mam dziecko przy sobie.
    Dzięki wielkie za doniczkę!
    Kasia – kwiaciarka od siedmiu boleści 😉

  • Odpowiedz Ania 31 lipca 2015 at 23:44

    No to może ruszcie się do pracy, Wasi mężowie będą mogli zmienić wtedy swoją na może mniej płatną, ale na miejscu, i tyle? A znając życie siedzicie na tyłkach, bo ‚przecież przy dziecku mama musi być’ i tylko narzekacie. A potem nic dziwnego, że facetom coraz mniej się chce wracać do domu. Chciałybyście być utrzymywane, żeby facet był przy Was, i jeszcze najlepiej, żeby w domu wszystko za Was robił 😀 klasyka.

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 1 sierpnia 2015 at 22:48

      Ania, nie wiem, w jakich kręgach to jest klasyka, ja takich rodzin nie znam, ani takiej nie tworzę. Nigdy nie zrozumiem tego tworzenia niestworzonych historii bez znajomości faktów. Gdzie wyczytałaś, że jestem utrzymywana i mojemu mężowi nie chce się wracać do domu? Całe życie pracowałam, zdarzało się nawet, że jako jedyna utrzymywałam dom. Po pierwszej ciąży wróciłam do pracy po półrocznym macierzyńskim, aktualnie korzystam z rocznego, płatnego urlopu oraz dorabiam blogując po nocach. Życie pisze najróżniejsze scenariusze.

    • Odpowiedz Agnieszka Kijowska 2 sierpnia 2015 at 15:45

      Jak można napisać taki komentarz … Droga Anno nie wszystko w życiu jest takie czarno-białe jak przedstawiasz. Żyjemy niestety w takich czasach, że najczęściej pracować musi i kobieta i mężczyzna, aby utrzymać dom. I dzieci. I spłacić cholerny kredyt (niestety nie mam dzianych starych, którzy kupiliby mi mieszkanie, a życie z teściami na 50m@ to nie moja bajka). Więc spinam cztery litery i działam. Podobnie jak Polka.
      Doskonale znam też lęki Polki. Mój mąż co prawda nie wyjeżdża w długie delegacje ale dwudniowe się zdarzają. Często wyjeżdża również skoro świt albo w nocy, aby przeprowadzić szkolenie o 8 w miejscu oddalonym np o 250 km … I jeździ jakieś 6000 km w miesiącu … I też drżę i się martwię, a jednocześnie normalnie funkcjonuję i obsługuję dwoje dzieci. I pracuję. Bite 8 godzin dziennie. Więc nie pitol, że babki w takiej sytuacji to darmozjady siedzące na chacie i jęczące. No chyba, że tylko takie znasz, ale za Twoich znajomych nie odpowiadam.

  • Odpowiedz Magda 1 sierpnia 2015 at 00:11

    Znam to. Od marca był w domu w sumie z 3 tygodnie. A tu dziecko do szkoły/ze szkoły, napraw to i tamto w domu, zakupy wtaszcz na 3 piętro, a brzuch coraz większy… zazdroszcze, że możesz zadzwonić, zapytać gdzie jest, porozmawiać chociaż tak, ale słyszysz głos. Ja raz na jakiś czas przeczytam litery na ekranie i w tv usłyszę, że znowu tajfun na Oceanie Indyjskim, po miesiącu 5 minut rozmowy przez tel.satelitarny „nie wiem kiedy wrócę”, potem sms z Komorów „wracam”, wieczorem na lotnisko a rano telefon „proszę się pakować, za 3 dni ma pan być na Sri Lance”. Kobiety – docieniajcie to, że mąż wam chrapie obok, że możecie usiąść na kanapie po obiedzie i trzymać go za rękę. Takie małe gesty są bardzo ważne.

  • Odpowiedz A. 1 sierpnia 2015 at 01:15

    Nigdy nigdzie nie piszę komentarzy, jednak tym postem trafiłaś w samo sedno… Jest 1 w nocy, czekam na powrót męża po 2 tygodniach. Nie śpię i czekam, bo doceniam ogromnie właśnie te małe gesty, o których piszesz, a we wtorek kolejny samolot. I kolejne 2 i pół tygodnia sama. Celebruję wspólne śniadania, obiady raz na parę tygodni, wspólne zasypianie… Nie lubię tego, ale toleruję ten stan ciągłego bycia samej – po pracy, wieczorem, w nocy. Ściskam ogromnie i tak dobrze rozumiem! PS: Twój mąż jest programistą?

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 5 sierpnia 2015 at 20:12

      Nie, nie programistą, gorzej :) Pozdrawiam Cię kumo w niedoli!

      • Odpowiedz A. 11 sierpnia 2015 at 22:55

        Dzięki! A ja znowu sama i czytam ten post po raz kolejny. Poza tym, uwielbiam Cię, Polko! Prowadzisz bloga z mieszkaniem jak z katalogu, z dziećmi jak z filmu, a jednocześnie jest tu tak… ludzko.

  • Odpowiedz susannaromana 1 sierpnia 2015 at 01:39

    Eh wiem, o czym piszesz. Dobrze, że mam już to za sobą … Ja przestałam tęsknić i postanowiłam coś z tym zrobić. Udało się :) Twoja sałatka pysznie wygląda, aż ślinka mi cieknie, chociaż też frankfurterek nie jem 😉 Pozdrawiam cieplutko :)
    Ps. Gratulacje dla zwyciężczyń!

  • Odpowiedz Ania 1 sierpnia 2015 at 11:49

    Panie Polkowski proszę się ogarnąć!

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 5 sierpnia 2015 at 20:12

      😉

  • Odpowiedz mamaludinka 1 sierpnia 2015 at 13:03

    Ale trafiłam, niedawno zaczęłam Cię czytac (żałuję że tak pozno) a calkiem niedawno bylam w taką samotną mężatką. Pierwsza ciąża-szkola oficerska na drugim koncu kraju, druga, poligony i kursy…no i ciagla świadomość, że mąż żołnierz w dzisiejszych czasach, blisko wschodniej granicy… Oj nie znalam zycia razem, nigdy nie wiedzial, gdzie pieprz i jaki płyn… :) aż do teraz. Przerowadzilismy się i uczymy zycia razem. Kosztem? Hmm mojej pracy, ale chcialam, czuje ze jestem teraz u siebie i tu się ułoży:) Gdybym takie Twoje slowa przeczytala jeszcze dwa miesiace temu, wyłabym jak bóbr, że wiem jak to boli. Oj wiem!

  • Odpowiedz StyleRecital 1 sierpnia 2015 at 15:28

    Trochę Cię rozumiem, mój mąż też robi dziennie setki kilometrów po trzech województwach, ale jednak wraca- o tej 18- 19 godzinie, czasem o 20 wieczorem, ale wraca, na noc, na kolację, na śniadanie, do mnie.
    Pewnego czasu mieliśmy taki dylemat, że on za granicą, ja tutaj, w Gdańsku. Ale to by nie przeszło, nawet za cenę nie wiem jakich pieniędzy, nie i koniec. Nie zgadzam się być słomianą wdową. Męża chcę tutaj, na miejscu, żeby w razie potrzeby po prostu BYŁ obok. Jak piszesz, w czasie smutku i radości.
    Samotne noce muszą być dla Ciebie bardzo trudne, już nie wspomnę o tym, jak samodzielną jesteś babką z dwójką jeszcze małych dzieci i opieką nad nimi. Do tego blog, domek zawsze czysty, dobre jedzenie. Mąż pewnie docenia, ale niech docenia jeszcze bardziej. Może czas na jakąś reorganizację pożycia, może się uda jakoś inaczej, żebyś miała swojego chłopaka pod bokiem- życzę Wam tego!

  • Odpowiedz Renata 1 sierpnia 2015 at 18:07

    taaaaaaa….. są dwa rodzaje samotności jedna ta fizyczna, a druga to ta we dwoje…. i sama nie wiem która gorsza :(

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 1 sierpnia 2015 at 22:41

      :(

  • Odpowiedz magda 1 sierpnia 2015 at 21:36

    No bo czasem jest też tak że w pędzie tego całego życia, pomimo tego że śpimy razem w łóżku i jemy razem obiad to jesteśmy jakby osobno. Bo to mamy przecież na co dzień. Już nie tulimy się w łóżku do siebie, nie oglądamy razem filmów wieczorem, nie śmiejemy się z naszych opowieści dziwnych treści, bo jesteśmy zajęci, bo oboje pracujemy, poza tym się trzeba zająć domem, remontem i dwójką dzieci i brakuje czasu dla siebie nie mówiąc już że dla siebie nawzajem. Smutne ale prawdziwe. Dlatego CZASEM to że widujecie się tak rzadko to takie miłe uczucie kiedy jednak celebrujecie waszą obecność i cieszycie się z tego że jesteście razem :)

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 1 sierpnia 2015 at 22:40

      Ten rodzaj oddalenia może być jeszcze bardziej bolesny, to fakt. Ale to też nie jest tak do końca jak piszesz z tym celebrowaniem niestety…czasem tak jest faktycznie, a czasem za dużo jest żalu, czasem nadrabianie własnych zaległości uskuteczniam, kiedy wreszcie mogę się wyrwać.

  • Polka Dot
    Odpowiedz Polka Dot 1 sierpnia 2015 at 22:38

    Nie zrozumiałaś chyba do końca – to nie kwestia wygospodarowania, bo nie ma czym gospodarować, jeśli tej drugiej osoby po prostu fizycznie nie ma w domu przez większość tygodnia :(

  • Odpowiedz So Very Me and Home 2 sierpnia 2015 at 07:54

    Masz niesamowity dar trafiania w sedno
    Właśnie dlatego mój były M jest już były. Bardzo lubię tu zaglądać.

    • Odpowiedz Monika 3 sierpnia 2015 at 08:13

      Przepraszam bardzo, ale co jest kuriozalnego i infantylnego w ludzkim cierpieniu?

  • Odpowiedz eeewa 2 sierpnia 2015 at 11:33

    Ło bosze dawno nie czytałam czegoś równie kuriozalnego i infantylnego!!!! 😀

    • Odpowiedz Ewelina 3 sierpnia 2015 at 09:12

      Zgadzam się- dziewczyny z idea box! To jest straszne co piszecie…. Jak do dzieci w podstawówce 😀 może powinnyście pracować w przedszkolu?
      Polka 3maj się!

      • Odpowiedz The Idea Box 15 sierpnia 2015 at 12:25

        K: Widzę, że zniknęły moje „infantylne” wypowiedzi, a ja nieco zapracowana nie zdążyłam Wam powiedzieć, że czasem warto pielęgnować tę infantylność w związku, jeżeli chcesz dotrzeć do swojego partnera. Nie wierzycie? Dajcie swoim partnerom Play Station i powiedzcie mi, że będą woleli napuszone, związkowe rozmowy od rozrywki. Tak samo w związku – zabawa, dystans. Oczywiście możecie nie wierzyć, możecie nie chcieć się przekonać, ale w odróżnieniu od 90% komentarzy, które utwierdzają Polkę w przekonaniu, że trzeba lamentować, my mówimy coś zupełnie odwrotnego. Dostajemy za to hejt, ale tak to już jest, że nieznanego się boimy. Mam nadzieję, że kiedyś poluzujecie i pozwolicie sobie na prawdziwą zabawę w związku :) Pozdrowienia!

        • Polka Dot
          Odpowiedz Polka Dot 15 sierpnia 2015 at 12:38

          Słuchajcie, komentarze zniknęły nie z powodu przekazu, nie nawet z powodu infantylnego tonu i idiotycznych porad, ale ponieważ uprawiałyście tutaj nachalną autopromocję, a na to się nie zgadzam. Róbcie sobie tę swoją zabawę w związku gdzie indziej i wróćcie jak nauczycie się czytać ze zrozumieniem, ok?

  • Odpowiedz eeewa 2 sierpnia 2015 at 11:34

    Ty tak serio???? 😀

  • Odpowiedz Gosia 3 sierpnia 2015 at 12:21

    Polka, podziwiam, że w ogóle rzeczowo odpowiadasz na te komentarze zawistników:)bardzo estetyczny blog plus fajne teksty – może faktycznie powinnaś pisać felietony do prasy kobiecej?:)pozdrawiam całą familię! a z czysto ludzkiej ciekawości – czym się zajmuje Twój mąż?:) ja nie mogę powiedzieć, że jedziemy na tym samym wózku, bo mój co prawda wyjeżdża, ale są to miesięczne wyjazdy mniej więcej co 2-3 miesiące, więc życie rodzinne łatwiej zaplanować i ogarnąć. W każdym razie wiem, co to tęsknota i bycie jedynym „ogarniaczem”.

  • Odpowiedz Jagodowa mama 3 sierpnia 2015 at 14:50

    A ja już chyba jestem na etapie, że przestałam tęsknić. Bo już tak mam ułożone życie bez niego, że denerwuje mnie kiedy przyjeżdża w piątek w nocy, a w sobotę rano już zastaję bałagan w całym domu. Owszem, zazdroszczę. Patrzę na małżeństwa z dziećmi, które wspólnie coś robią i zazdroszczę. Ja w drodze z pracy robię zakupy, a wszystkie obowiązki zostawiam sobie na wieczór, kiedy mała zaśnie, by poświęcić jej cały czas jaki mam po pracy i być i mamą i tatą. Żeby jej trochę wynagrodzić. Ale widzę, że wynagrodzić się nie da :(

    • Polka Dot
      Odpowiedz Polka Dot 5 sierpnia 2015 at 20:21

      :( coś w tym jest z tym bałaganem, ale ja po stokroć wolę ten gwar i syf niż ciche wieczory w posprzątanym mieszkaniu

  • Odpowiedz Monika 3 sierpnia 2015 at 16:00

    Nie, to jest beka:))))

  • Odpowiedz livingcomfy 6 sierpnia 2015 at 20:26

    Czytam i płaczę. Pięknie piszesz.

  • Zostaw coś po sobie